„PAN w Z-nem” (26 PL): Kompendium 3 artykułów, spisanych w 3 językach i wykorzystanych w “Kazaniu MG na rzece Wołga” 31 maja br.

Jak już informowałem mych znajomych oraz korespondentów, na Jubileuszowy Zjazd Wszechsłowiański w Rosji, uświetniony podróżą statkiem-pensjonatem „Księżna Anastazja” z Moskwy do Petrogradu w dniach 27 maj – 3 czerwiec br., przygotowałem referat – po rosyjsku – w którym zawarłem kompendium aż 3 moich tekstów sprzed lat kilkunastu.

By jakiś ślad tej mej TRÓJJĘZYCZNEJ pracy pozostał także w języku ojczystym , przytaczam poniżej  w tłumaczeniu na język polski te trzy niezadługie, spisane kolejno po francusku ze wstępem po polsku, a następnie już tylko po angielsku, teksty z lat 1998-2006.

Oto tekst pierwszy:

A oto doń WPROWADZENIE:

Zapiski historyczne, dotyczące żyjących w Europie Centralnej Słowian, pojawiają się praktycznie dopiero wraz z przejęciem przez tychże Słowian chrześcijaństwa. Polsce wypadło przyjąć chrzest z Zachodu, z czego wielu historyków – jak na przykład Feliks Koneczny na początku tego wieku – było dumnych, ale czego żałował współczesny mu Stanisław Ignacy Witkiewicz. Wbrew proniemieckim nastrojom ówczesnych piłsudczyków Witkiewicz utrzymywał, że “rozumność” Europy przetrwała li tylko w kulturze prawosławia. Pomimo wielorakich wpływów obcych w ciągu ostatniego tysiąclecia, podstawowa “słowiańskość” polskiej kultury została zachowana i nawet trwający przez kilkaset lat “potop” germański zakończył się, decyzją znanego słowianofila nazwiskiem Soso Dżugaszwili, powrotem polskiej mowy (oraz kultury) nad Odrę i Nysę.

Około dziesięciu lat temu, dzięki “Solidarności”, w Polsce runęły wszystkie zapory chroniące nasz kraj przed “globalnym potopem”, nadchodzącym tym razem aż z drugiej strony Atlantyku. Istnieją uzasadnione obawy, że tego “atlantyckiego potopu” Polacy jako naród – a tym bardziej jako część Słowiańszczyzny – po prostu nie przeżyją. Nazwa Polski (tak jak to było w przypadku Prus) być może na mapach pozostanie, ale kojarzona z nazwą naszego kraju kultura zaniknie, przyduszona przez importowaną, amerykańską “lumpenkulturę.”. I tak niewątpliwie się stanie, jeśli polskie władze nie zaczną, idąc za przykładem chociażby Francji, stawiać na powrót jakichś ograniczeń przed “atlantyckim” zalewem odmóżdżającej popkultury, oddziaływującej na ludność jak zwykłe opium.

Na zachodzącą obecnie, zasadniczą transformację polskiego społeczeństwa autor zwracał uwagę już kilka lat temu, w artykule “FRYMARK”i. Chodzi o to, że kultura polska – jak zresztą i kultura wszystkich krajów słowiańskich – była od początku bądź chłopska bądź szlachecka, związana z ziemią i jej romantyką. Etos handlu (za wyjątkiem Wokulskiego) był jej praktycznie obcy. I właśnie ten totalnie obcy “duszy słowiańskiej” etos wolności komercyjnych zaszczepili nam w ostatnich latach rodzimi oraz importowani “misjonarze kapitału”. Zasadniczej przemianie uległa także kultura religijna naszego kraju. Katolicyzm dotychczas kojarzył się z Rzymem i ze schristanizowaną wersją rzymskiej cnoty virtus, czyli militarnej – względnie cywilnej – odwagi. Natomiast ogłoszone w marcu br., przez hierarchię Watykanu, przypomnienie wiernym o hebrajskich korzeniach naszej wiary, stanowi wyraźny sygnał, że u progu trzeciego tysiąclecia ta ponadnarodowa instytucja wraca do swych przedchrześcijańskich korzeni. Bez żadnej zatem przesady możemy powiedzieć, że Polska, jak i inne kraje Europy, znalazły się dzisiaj w uścisku Dwóch Ramion “Nowego Izraela” (jak nasz pontyfikat nazywa w swych homiliach wymarzone przezeń globalne państwo). Z jednej strony, od zewnątrz zostaliśmy objęci przez materialistyczną, totalnie skomercjalizowaną cywilizację anglosaską, która już kilka wieków temu uległa samo-judaizacji. Z drugiej zaś strony, od wewnątrz znaleźliśmy w duchownym uścisku “nowego katolicyzmu”, którego hierarchia też nagle zaczęła się odwoływać do swych hebrajskich antenatów.

Z tej właśnie przyczyny niniejsze opracowanie poświęcone jest dociekaniom w jaki sposób, ukryty w starożytnych Pismach Hebrajskich, kulturowy wirus zwany meme, był w stanie doprowadzić do tumoro-podobnej transformacji nowożytnych kultur, które – jak nasza Słowiańszczyzna – były do niedawna dość harmonijnie zintegrowane zarówno z Przyrodą jak i z metafizyczną ludzką cechą, określaną przez Greków jako Mądrość czyli Sophia.

A oto tekst “Wielkiej Rewolucji Hiper Burżuazyjnej” (1898) w tłumaczeniu z języka francuskiego:

Pamiętam, jeszcze z czasów mego pobytu w Stanach Zjednoczonych już blisko trzydzieści lat temu, że sprzedawane w San Francisco, 20-to litrowe butle z wodą pitną nosiły na swych etykietkach dumną informację all natural minerals electrostatically removed, selected minerals added – wszystkie naturalne składniki mineralne elektrostatycznie usunięto, wybrane minerały dodano. W rzeczy samej, jeśli patrzymy nieco szerzej, to cała cywilizacja amerykańska postępuje – i to w skali planetarnej – w zgodzie z tą prostą formułą “oczyszczenia i ulepszenia” wszystkich składników biosfery. Wystarczy przypomnieć, że na ogromnym obszarze Stanów Zjednoczonych, nie tylko miliony bizonów zostały zastąpione przez wysokomleczne krowy, oraz dzikie prerie przekształcone w pola genetycznie ulepszonego zboża. W Ameryce także, wszystkie ludy tubylcze zostały – dzięki technice – usunięte i “genetycznie wybrana” ludność skolonizowała bez reszty ten kontynent. Jest dobrze znanym, że taki “amerykański plan udomowienia i ulepszenia Ziemi” został wzorowany na wydarzeniach opisanych w szczegółach w pierwszych księgach Biblii: według tej podstawy duchowej naszej cywilizacji, ludy tubylcze Ziemi Świętej zostały – dzięki pomocy prostego urządzenia zwanego “skrzynią (arką) przymierza” – eksterminowane i “naród wybrany” zawłaszczył pozostawione przez nie pastwiska, studnie oraz osiedla.

Współcześni ekologowieii wskazują na Biblię jako na źródło najgorszych ludobójstw, ‘zwierzętobójstw’ oraz innych katastrof ekologicznych. Jedna z tych katastrof, spowodowanych przez “naród wybrany”, została opisana w sposób pośredni w “Księdze Rodzaju”. Chodzi tutaj o skutki działalności niezwykle bogatego i płodnego (aż 12 potomków!) patriarchy Jakuba, który posiadał stada owiec tak ogromne, że w momencie suszy jego nazbyt eksploatowane tereny uległy nieodwracalnemu upustynnieniu. Jak podaje Biblia, pod koniec swego pracowitego życia Jakub musiał szukać “azylu ekonomicznego” w Egipcie.

Braterska walka” między Jakubem a jego bliźniaczym bratem Ezawem – który, w przeciwieństwie do Jakuba, był osobą bezinteresowną, fizycznie niezwykle sprawną i całkowicie nieudomowioną – może służyć jako model dla nowoczesnej walki między burżuazją i arystokracją. Ta walka rozegrała się między XVI a XIX wiekiem i pierwsze kraje prawdziwie burżuazyjne – Niemcy, Anglia oraz wielkie miasta Szwajcarii – były państwami protestanckimi, w których czytelnictwo Biblii nie tylko było dozwolone, ale wręcz nakazane. Zaś w tej starożytnej księdze rzeczywiście, chytry i chciwy Jakub jest modelem “człowieka przez Boga wybranego”, zaś szczery i popędliwy Ezaw z definicji “przeklęty” przez Duchowego Autora ksiąg Starego Testamentu. (Taka “boska informacja” jest całkowicie sprzeczna z ideałem Państwa Platona, w którym to, równie starożytnym jak Biblia dziele, zajęcia burżuazyjne – przedsiębiorcy oraz bankiera – zostały zarezerwowane dla niezdolnych do służby wojskowej kalek.)

Fakt, że europejska (a później i amerykańska) burżuazja imituje komercyjne zachowania się starożytnych Żydów dobrze zaobserwował, już w połowie XIX wieku, francuski publicysta Maurice Joly. W jego eseju pod tytułem Dialog w piekle między Makiawelem a Monteskiuszem (szerzej znanym tylko w formie anonimowego, antysemickiego plagiatu), znajduje się znamienne, pominięte w plagiacie zdanie: powstałe w wyniku rewolucji, zimne społeczeństwa handlowe, upodobniły się do społeczeństwa żydowskiego, które stało się dla nich modelem.

Pomimo tej zbieżności, aż do połowy wieku XX-go podobieństwo burżuazji, zwłaszcza na Kontynencie europejskim, do biblijnego “narodu wybranego”, nie było kompletne. Dowodem na to było zjawisko silnego antysemityzmu istniejącego w Europie przed II Wojną Światową. (Za wyjątkiem oczywiście Anglii, w której już od czasów Franciszka Bacona, spora część społeczeństwa identyfikuje się z jednym z zaginionych plemion mitycznego Izraela) Według opinii mego ojca, źródło tego przedwojennego antysemityzmu tkwiło w fakcie, że Żydzi odgrywali w społeczeństwie rolę komercyjnych pośredników, która to rola zezwalała im na bogacenie się bez “uczciwego” wysiłku, tak wysoko cenionego przez faszyzującą podówczas burżuazję. Ten antysemityzm “prymitywny” rozwiał się w znacznym stopniu w ciągu ostatnich dekad. Społecznym, naprawdę “ponadnarodowym” ideałem stał się inwestor-spekulant, zdolny pomnożyć własną fortunę dwa, trzy lub nawet dwadzieścia razy w ciągu jednego roku, tak jak to zrobił sławny George Soros i jego wspólnicy “Społeczeństwa Otwartego na Grabież”.

Metody wzbogacenia się współczesnej “nowej burżuazji” – lub hiperburżuazji, jak ją niedawno nazwano w międzynarodowym miesięczniku Le Monde diplomatiqueiii – są trywialne i dobrze znane już od czasów starożytnych. Wymieńmy je pokrótce. Po pierwsze, jest to otwarcie, krajów uprzednio żyjących w ustrojach na wpół autarkicznych, na lichwę bez ograniczeń (tak jak stało się to w Polsce 1 stycznia 1990 roku). Po drugie, jest to totalna prywatyzacja dóbr uprzednio uważanych za dobra narodowe. Po trzecie, jest to najzwyklejsze “pchanie” w ludność zarówno chemikali jak i urządzeń technicznych o charakterze narkotyków. Po czwarte w końcu, jest to naukowa organizacja wielkich kryzysów giełdowych na całym świecie, co dla rekinów finansów stało się przedsięwzięciem niezwykle dochodowym.

Wszystkie te metody bogacenia się, w nieodległej przeszłości były traktowane jako aspołeczne czy wręcz kryminalne, prowadzące do zbiednienia klasy pracującej i do wzbogacenia się, bez jakichkolwiek ograniczeń, klasy dealerów oraz spekulantów. Jednak w ciągu ostatnich dekad reakcje odpornościowe ciała społecznego przeciw takim zachowaniom bardzo osłabły i podział narodów europejskich na populacje “o dwóch szybkościach” jest obecnie nie kwestionowanym faktemiv. Co więcej, taka sytuacja jest uważana za pożądaną (i “sprawiedliwą”) przez starotestamentowy model organizacji społecznej. A to oznacza, że pogłębiający się obecnie podział społeczeństw na “nowe kasty” może oczekiwać błogosławieństwa ze strony wszystkich wyznań inspirujących się Biblią przedchrześcijańską.

Kształtująca się obecnie hiperburżuazja, w ponadnarodowym społeczeństwie globalnym zaczyna spełniać rolę podobną do tej, jaką w starożytnym Izraelu spełniała “ponadplemienna”, kapłańska kasta Lewitów. Jedni jej przedstawiciele – jak baron Goldstein i jego Komitet Oświęcimski – zajmują się reaktywowaniem, uodporniającego Izrael na wszelką krytykę, kultu Całopalenia czyli holocaustu. Inni, jak wspomniany George Soros i jego Quantum Fund – przygotowywują kolejne projekty “nowoizraelskiego” rozbojuv. Aby móc się utrzymać przy władzy, ta rządząca dzisiaj nami kasta “alchemików finansów” winna nie tylko nie mieć żadnych skrupułów przy łupieniu “przeklętych przez Boga” państw oraz warstw społecznych. Winna ona także odwoływać się bezustannie do kilku, opisanych na kartach Starego Testamentu, socjotechnicznych sztuczek. Można w tym miejscu zapytać dlaczego w obecnych, hipermodernistycznych czasach, koncentrujemy naszą uwagę na receptach społecznych zachowanych w piśmie tak starożytnym jak Biblia. Jednak nie tylko budowa nowoczesnego państwa Izrael – będącego faktem geopolitycznym znacznej wagi – jest prostym wynikiem bezustannego czytelnictwa Pisma Świętego i to zarówno przez Żydów jak i anglosaskich protestantów. Także chociażby zbombardowanie przez Stany Zjednoczone (w sierpniu 1998) domniemanych baz terrorystów w Sudanie i w Afganistanie – jako odpowiedź na nieco wcześniejsze zbombardowanie, przez anonimowych terrorystów, ambasad amerykańskich w Kenii i Tanzanii – jest bardzo przejrzystym przykładem zastosowania starotestamentowego prawa “oko za oko”. To prawo jest praktykowane dzisiaj przez supermocarstwo, które porzuciło już zupełnie swój “chrześcijański” kamuflaż.

W tym geopolitycznym kontekście będzie pożytecznym przypomnienie kilku starożytnych praktyk oraz prostych podstępów, które to zabiegi zezwalają i dzisiaj na konsolidację Nowego Światowego Porządku, zdominowanego przez Stany Zjednoczone. (Religioznawcy określają to państwo jako “Trzeci Izrael”; “Drugim Izraelem” była dla nich Anglia wieku XIX-go, o której znany angielski pisarz John Berger napisał niedawno w Le Monde diplomatique, iż był to reżym “małych gangsterów”.) Wymieńmy zatem te podstępne socjotechniki dzięki którym został zbudowany Pierwszy Izrael, rządzony – jak to przypominają napisane już dwa tysiące lat temu Ewangelie – przez teokratyczno-komercyjną “Jaskinię zbójców”.

a) Po pierwsze, jesteśmy świadkami kontynuacji lukratywnej praktyki “ukarania czcicieli Złotego Cielca”. Najpierw, wzorując się na bracie Mojżesza, arcykapłanie Aaronie, nowocześni “guru” Społeczeństwa Otwartego budują przed ludnością fetysze szybkiego wzbogacenia się, konsumpcyjnej perwersji (także w domenie narkotyków “miękkich”), oraz nieograniczonych seksualnych wolności, symbolizowanych przez sławnego, starożytnego “Złotego Cielca”. Potem, jak to uczynił Aaron wraz z Mojżeszem i ich rodzinnym klanem Lewitów, ciż sami “guru” z zapałem biorą udział w ukaraniu tych swych współobywateli, którzy dali się złapać – na gloryfikowane wcześniej przez tychże “guru” – wolności, przypominające skądinąd zwykłe ludzkie Grzechy Główne. W ten sposób właśnie, niedawno w Stanach Zjednoczonych, klasa superbogaczy, wykorzystując usługi ekonomistów ze sławnej “szkoły Chicago”, złupiła bezlitośnie miejscową klasę średnią. Autor tamtejszych reform monetarnych, laureat Nagrody Nobla Milton Friedman stwierdził przy tej okazji, że nie współczuje bynajmniej tym, którzy zostali “naukowo obrabowani”: w Biblii przecież pisze wyraźnie, że nie należy marzyć o swym wzbogaceniu… (Ofiarą innego, wykorzystującego ludzką skłonność do Grzechu Nieczystości kulturowego podstępu, stał się niedawno prezydent Clinton. W młodości uczestniczył on w uniwersyteckiej “rewolucji seksualnej”, zaś obecnie, na jego nabytych w okresie “rewolucji” seksualnych nawykach pasożytuje – jak to maleńkie łonowe zwierzątko – purytański “ajatollach”, nadprokurator Starr.)

b) kolejną, starożytną metodą rządzenia, wykorzystującą ludzką skłonność do lenistwa poznawczego (też Grzech Główny!), był w Izraelu zwyczaj urim-tumim, czyli “światło i perfekcja” decyzji podejmowanych w na pozór ściśle losowy sposób. W tym celu Lewici nosili nawet w swych napierśnikach pałeczki do ciągnięcia losów, zwane urim-tumim. Jak podaje Biblia, za pomocą takich “sądów bożych” nie tylko wskazywano na sprawców przestępstw, ale i wybierano przywódców plemienia a nawet, w okresie schyłkowym Izraela, losowano kto, w zastępstwie Judasza, zostanie apostołem kultu Chrystusa. Jak sugeruje Platon w Państwie, dobrze wyszkoleni urzędnicy są w stanie manipulować rezultatami takich losowych “sądów bożych”. W przypadku kapłanów Izraela było to szczególnie łatwe, ze względu chociażby na fakt, że podobnie jak Mojżesz, byli oni kształceni we wszystkich kuglarskich sztuczkach egipskich kapłanów-iluzjonistów.

Ta starożytna, “kapłańska” metoda tłumaczenia wszystkich istotnych zjawisk przez “losowy przypadek” staje się coraz bardziej popularna na Zachodzie. Na giełdzie w Nowym Yorku symulowano nawet przez pewien czas “małpi wybór” akcji, by porównać statystyczną rozbieżność między zachowaniem się na giełdzie bezrozumnego zwierzęcia i rozumnych inwestorów. Jednak oscylacyjne ruchy giełdy nowojorskiej to tylko kamuflaż dla prawdziwych interesów jakie robi się na giełdach Wschodu. Niedawne zaś krachy tych giełd wskazują, iż nie są one dziełem przypadku, ale realizacją precyzyjnie przygotowanych planów. (Do których urzeczywistnienia służyło, między innymi, wymuszenie przez USA zniesienia państwowej kontroli giełdy w wielu byłych “azjatyckich tygrysach”.) Co więcej, za pomocą teorii gier hazardowych – czyli przez “światło i perfekcję” starożytnego urim-tumim – tłumaczy się obecnie całokształt ewolucyjnych procesów w biosferze. Dla każdej natomiast bardziej spostrzegawczej (a jednocześnie i umysłowo pracowitej) osoby jest ewidentnym, że upozorowane na naukowe, książki takie jak Przypadek i konieczność J. Monoda, czy Ślepy Zegarmistrz R. Dawkinsa, służą li tylko do kamuflażu – za pomocą teorii losowych mutacji – przyczyn masowych dzisiaj w krajach rozwiniętych, dziedzicznych upośledzeń poznawczych wywołanych nadużyciem, zmuszających do bezustannego siedzenia, odurzających umysł narkotyków “techno”.

c) Inną, wzorowaną na Biblii metodą kamuflażu dość odrażającej rzeczywistości, jest propaganda historii Holocaustu w służbie lichwiarskiej międzynarodówki.Jednoczesność hipertrofii tej propagandy, z całkowitym zniesieniem praw przeciw lichwie, nie jest przypadkowa. Przed II Wojną Światową to właśnie antysemityzm Kościoła zezwolił na ustanowienie dość restrykcyjnych praw przeciw lichwie (w Polsce określanej już na 10 procent w skali rocznej), która w owym czasie była kojarzona z działalnością Żydów. Dzisiejszy Kościół, przepraszając za swe nie tak dawne poparcie dla reżymów faszystowskich (z definicji bardzo antylichwiarskich) przeszedł na filosemityzm bądź nawet filojudaizm, a więc z definicji zaczął popierać użycie lichwy jako metody eksploatacji – czy nawet biologicznej eksterminacji – “przeklętych przez Boga” ludów Ziemi (V Mój. 15,6 i 23,21). W tej optyce, ofiary żydowskie II Wojny Światowej – od 1,5 miliona do 6 milionów, zależnie od oszacowań – stały się “barankami odkupicielskimi”vi zarówno naszej rodzimej, “narodowo-chrześcijańskiej” elity lichwiarzy NBP jak i ponadnarodowej finansjery.

d) Podstawową sztuczką, ułatwiającą podbój Ziemi Obiecanej, był Dekalog przechowywany w sławnej, pod względem zastosowania trochę podobnej do dzisiejszych komputerów, “arce przymierza”. Porównując zaś najbardziej znane nakazy tegoż Dekalogu (nie kradnij, nie zabijaj) z “dziełami bożymi” Mojżesza (okradzenie egipskich sąsiadów w momencie opuszczania przez Żydów Egiptu, wymordowanie Izraelitów odmawiających udziału w kulcie Kamiennych Tablic) można dojść do wniosku, że Dekalog służył – i służy – li tylko do kamuflażu jak najnikczemniejszych zachowań jego “czcicieli wargami”. Post-modernistyczną wersją sztuczki z Dekalogiem jest Karta Praw Człowieka. Jej praktyczne zastosowania są bowiem takie same jak starożytnych Kamiennych Tablic. W Kosowie na przykład, amerykańscy Peace Workers podsycają nastroje separatystyczne, a albańska mafia narkotykowa w Niemczech (z konieczności uzależniona od tamtejszych służb specjalnych, a więc i CIA) dostarcza broni biednym, albańskim durniom, najwyraźniej wierzącym, że za pomocą tejże mafii i CIA zbudują Wielką Albanię. W tym samym czasie Kosowo nawiedzają kohorty amerykańskich senatorów i “obserwatorów” NATO by sprawdzić, czy sponsorowane przez nich albańskie rzezimieszki cieszą się pełnią Praw Człowieka. (Bo jeśli nie, to na Jugosławię polecą – oczywiście z misją pokojową – Cruise i inne Tomahawki.)

Wszystkie wymienione powyżej, biblijno-modernistyczne sztuczki oraz pozoracje, świadczą o wyraźnej chęci zniekształcenia i zamazania obrazu rzeczywistości, li tylko w celu zdobycia i utrzymania się u władzy, dość ubogich pod względem umysłowym, “elit” Zachodu. Tę cechę, charakterystyczną dla “potomków Jakuba”, bardzo dobrze dostrzegł Jezus, cytowany w Ewangelii św. Jana: Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma.

Dlaczego jednak Biblia, będąca w ponad 90 procentach produktem starożytnej, obłąkańczo wręcz chciwej kapłańskiej miernoty, cieszy się wciąż tak ogromnym powodzeniem? Z jednej strony warto przytoczyć jako odpowiedź antyczną opinię Platona, że to co jest popularne, to z definicji jest kryminalne. Z drugiej zaś strony, tych wszystkich natchnionych egzegetów Pisma Świętgo, którzy uważają to starożytne vademecum zawodowych oszustów za “najmądrzejszą księgę świata”, warto zacząć traktować jako rozsławionych przez Lenina “użytecznych idiotów”. I to idiotów najzupełniej szczerze służących sprawie “uniformizacji oraz dewastacji” Ziemi, realizowanej przez rządzącą dzisiaj Zachodem, staro-nowotestamentową, specyficzną Solidarność Złoczyńców.

Przypisy

  i  Marek Głogoczowski “FRYMARK – czyli pomroczność jasna polskiej inteligencji”, Przegląd Tygodniowy, nr 10/95; w wersji kompletnej w zbiorze Proza, proza, proza, Oddział krakowski ZLP, 1995.

ii Patrz: Ireneusz Kania, Andrzej Wierciński, Marek Głogoczowski, Biblijne korzenie ochrony oraz niszczenia środowiska, Bibl. Zielonych Brygad nr 8, 1995.

iii Artykuł Denisa Duclos “La naissance de l’hyperbourgeoisie”, Le Monde diplomatique, Août 1998.

iv Patrz tekst Zygmunta Baumana “Glokalizacja, czyli komu globalizacja, a komu lokalizacja”, Studia socjologiczne, nr 3/97.

v Patrz dane na temat szczegółów organizacji tzw. “kapitalizmu kasynowego” na giełdach Wschodu, zawarte w artykule Michała Korzeca “Jak zostać Sorosem” w Czas!, nr 39/98. Natomiast szczegóły zbójeckich planów Starego Izraela ujawnia Księga Izajasza 11, 14: polecą (synowie Izraela grabić) na zachód na zbocza filistyńskie, razem będą łupić synów Wschodu.

 v  Według opinii mego, nieżyjącego już ojca, antysemityzm przed wojną był wyraźnie podsycany przez bogatą burżuazję żydowską, nie lubiącą sproletaryzowanych mas swych pobratymców. Holocaust zatem, poprzez udręczenie i wyeliminowanie biednych Żydów, automatycznie napełnił kiesy Żydów bogatych, czego byliśmy świadkami nawet bardzo niedawno, przy okazji złupienia przez nich banków Szwajcarii. Zasadę funkcjonowania tej biblijnej metody “grzechów odkupienia” omawia w szczegółach książka Dramat odkupienia ks. St. Budzika (Byblos, Tarnów, 1997). Na str. 268 cytowany jest w niej tekst niemieckiego teologa R. Schwagera, komentujacego zawarte u “Deutero-Izajasza” (53, 4-5) proroctwo o “Słudze bożym”: Pan dopuścił abyśmy zrzucili nań grzechy nas wszystkich, udręczono go, lecz sam dał się dręczyć itd. Schwager celnie w tym miejscu zauważa, iż złoczyńcy jednoczą się przeciw sprawiedliwemu, aby przez zadany mu gwałt zrzucić nań swą winę. Działanie zaś Boga w tym wydarzeniu polega na uzdatnieniu Sługi do dobrowolnego przyjęcia cierpienia. Widać tutaj jasno, iż “Bóg” staje się aktywnym kolaborantem specyficznej “solidarności złoczyńców”, paraliżując u ich ofiary wszelkie odruchy buntu przeciw niesprawiedliwym oskarżeniom oraz udrękom. (Co w istocie jest zgodne z “Przymierzem” zawartym z Bogiem Izraela przez Abrahama, Jakuba i Mojżesza.)

Jeszcze bardziej atrakcyjną propozycję “grzechów odkupienia” znajdujemy w nowotestamentowym Liście do Hebrajczyków, precyzującym na czym polega w istocie “Nowe Przymierze”: O ileż bardziej (niż krew kozłów i cielców) krew Chrystusa, który ofiarował siebie bez skazy Bogu, oczyści naszesumienia (Hebr. 9, 13-22). Jezus co prawda odpuszczał ludziom ich Grzechy Główne – i to bez żadnych ofiar z kozłów i cielców – ale GRZECHU OBŁUDY poprzysiągł faryzeuszom nigdy nie odpuścić. Niemniej jednak sprytni, “hebrajsko-chrześcijańscy” kapłani spod znaku św. Pawła, zmyli sobie ten grzech hipokryzji po prostu krwią Chrystusa, zamordowanego dzięki staraniom ich “ojca duchowego”, który od początku był zabójcą (Jan, 8,44). Ten zaś “mord założycielski” – zgodnie z ideologią René Giarda, też omawianą w cytowanym Dramacie Odkupienia – spowodował, że chrześcijaństwo stało się atrapą religii o wiele bardziej przewrotną – bo lepiej zakamuflowaną – niż prymitywny pod tym względem, macierzysty judaizm.

***

A oto tekst drugi

w angielskim oryginale - i jego tłumaczeniu na rosyjski - jest on wzbogacony o istotne, po konferencji w Feldkirch uwagi, nie uwzględnione w jego tłumaczeniu na język polski, poniżej:

Wszyscy jesteśmy w stanie dostrzec, że na obecnym etapie „rozwoju wstecz” – bez żadnej przesady – ludzkiej cywilizacji, nagminnymi stały się sztucznie rozdmuchiwane wojny religijne, które już ponad 300 lat temu zostały w Europie zakazane Traktatem Westfalskim z 1648 roku. W poświęconym temu zjawisku „odnawiania się starych, zaschniętych ran”, numerze tygodnika francuskiego „Marianne” (i) Natasza Polony w ten sposób opisała początek chrześcijaństwa, która to religia dała impuls do powstania, coraz bardziej się sekularyzującej z biegiem czasu, Potęgi Zachodu:

„(Rodzące się chrześcijaństwo) czy to w jego wersji Chrystusowej, czy też w wersji paulińskiej, dokonało rewolucji w statusie ludzkiej osoby, poprzez proklamację, iż nie ma już ani panów ani niewolników (…) To w dalszej konsekwencji zezwoliło na pojawienie się praw człowieka (…), procesu powstawania społeczeństw zbudowanych na uniwersalności rodzaju ludzkiego, poczynając nie od nadczłowieka, ale od minimum człowieczeństwa, od ubogiego, który stał się światłem Boga między ludźmi. W tym sensie Alexis de Tocqueville, autor książki „O demokracji w Ameryce”, mógł napisać, że „(amerykańska) demokracja jest realizacją chrześcijaństwa”.

Z nie tak odległej przeszłości pamiętamy, że wywodzący się z chrześcijaństwa pogląd, że człowiek ubogi – czyli „proletariusz” jak zwykli nazywać taką osobę marksiści – jest „światłem ludzkości”, stał się oficjalnym dogmatem wszystkich ateistycznych reżymów komunistycznych. A to oznacza, iż w niezgodzie z mającą już blisko 200 lat opinią de Tocqueville, Północni Amerykanie – wyraźnie się tym odróżniając od mieszkańców Ameryki Łacińskiej – nie są narodem, który uznaje ekonomicznie upośledzonych ludzi za „światło dla świata”. Dla amerykańskich self-made-manów, dumnych ze swych materialnych osiągnięć, zasadniczo odmienna postać chrześcijańskiej biedy, prawdziwe ‘minimum człowieczeństwa’ stało się „światłem”, za którym karnie oni idą, traktując z pogardą wszystkie inne kultury, „anty-chrześcijański” komunizm oczywiście w to włączając.

Jak się nazywa to specyficzne światło, które emanuje z „Miasta na Wzgórzu”, na które to biblijne Jeruzalem lubią się powoływać amerykańscy prezydenci? Natasza Polony przypomina w swym artykule wpływ, jaki na chrześcijańską publiczność ma Jezusa Kazanie na Górze. Chrystus cytowany w Ewangelii św. Łukasza wygłasza w nim w rzeczy samej, jako pierwsze „błogosławieństwo ubogich” – które to błogosławieństwo, ze względu na jego na pozór ewidentny idiotyzm, irytowało żyjącego w Anglii żydowskiego filozofa Karla Poppera. W swym artykule Polony pominęła jednak milczeniem fakt, że według Ewangelii św. Mateusza, w czasie tego samego Kazania na Górze, Jezus błogosławi nie ludzi ekonomicznie (czyli tylko zewnętrznie) biednych, ale tych wewnętrznie „ubogich duchem”. Temu dziwnemu błogosławieństwu, które mnie irytuje od czasów mego pierwszego zapoznania się z nim, towarzyszy równie irytujące błogosławieństwo „cichych”. Te dwa błogosławieństwa w ogóle nie pasują do osobowości Jezusa z Nazaretu, jaką zwykliśmy sobie stwarzać w naszych umysłach po lekturze wszystkich czterech Ewangelii. Jezus był człowiekiem o wielkim duchu, prawdziwym arystotelesowskim megalopsychos, który „dyskutując” z handlarzami odpustów w Świątyni nie wahał się użyć brutalnej, fizycznej siły. A zatem, gdyby rzeczywiście życzył on innym „duchowego ubóstwa” i „cichości”, pokorności w postępowaniu, to automatycznie sprzeniewierzyłby się głoszonemu przezeń Drugiemu Największemu Przykazaniu „miłowania bliźniego jak siebie samego”!

Kompetentni badacze, jak prof. Józef Keller twierdzą, że Ewangelia Łukasza została napisana dla zhellenizowanych nie-żydów, podczas gdy ta Mateusza (oraz Marka) dla użytku żydów oraz żydo-chrześcijan (ii). Opierając się na tych autorytetach proponuję określić te dwa odmienne typy chrześcijaństwa – z grubsza pokrywające się z różnicami w doktrynach Wschodniego i Zachodniego Kościoła – terminami, jakich używamy przy opisie organicznych kryształów symetrycznych. Przez L („lewoskrętne”) chrześcijaństwo proponuję nazywać tę jego wersję, która jest dostosowana do umysłów nie-żydów, zwłaszcza tych wychowanych w duchu starożytnej kultury greko-rzymskiej, podczas gdy przez P („prawoskrętne” lub „prawowierne”) chrześcijaństwo proponuję nazwać tę jego wersję, która jest dostosowana do umysłów żydów oraz ich prozelitów, szczególnie licznych wśród protestantów. Trzeba tutaj podkreślić, że termin „prawowierny” (ang. „righteous”) jest tutaj z konieczności rozumiany w jego starotestamentowym znaczeniu, na przykład Abraham stał się „prawowiernym” („sprawiedliwym” w polskich edycjach Biblii) po tym, jak zademonstrował „bogu” swą chęć zabicia i spalenia na stosie swego syna Izaaka. (W tym kontekście warto przypomnieć, że indo-europejski pisarz Salman Rushdie w książce „Ostatnie westchnienie Maura”, opublikowanej w 1985 roku, sugeruje, iż „sprawiedliwy” Abraham był najbardziej złym człowiekiem jaki kiedykolwiek istniał!)

Lewoskrętna” post-chrześcijańska Dyktatura Proletariatu

L-chrześcijaństwo jest oparte na błogosławieństwie Boga dla ekonomicznie upośledzonych proletariuszy. Jest zatem rzeczą zrozumiałą, że L-chrześcijanie, którzy w starożytności zadawalali się życiem w cechujących się ubóstwem kolektywach, w czasach nowoczesnych zamienili się w agresywnych komunistów, którzy mieli – i mają – zamiar oczyścić Ziemię z właścicieli wielkich majątków ziemskich, z prywatnych fabryk, prywatnych banków, prywatnych szkół i prywatnych środków masowego przekazu (patrz K. Marksa i F. Engelsa 10-punktowy program „Manifestu Komunistycznego” z 1848 roku.) Dokonując tego i zmuszając ludzi do życia w „spartańskim” ubóstwie, ci „hellenistyczni” post L-chrześcijanie mają nadzieję, daną im przez błogosławieństwo Chrystusa, że uszczęśliwią w ten sposób jak największą ilość ludzi.

Patrząc na ten program „dyktatury proletariatu” z punktu widzenia psychologii rozwojowej, opracowanej przez szkołę epistemologii genetycznej Jeana Piageta w Genewie, należy przyznać, że pozbawianie młodych ludzi luksusowych zabawek, zezwala w istocie na lepszy rozwój ich zdolności psycho-motorycznych. Dzieci, które nie są izolowane od innych przez obfitość otaczających je sztucznych wytworów, wcześniej niż te z rodzin bogatych wyrastają z okresu „dziecinnego egoizmu”; brak ułatwiających życie narzędzi – chociażby w postaci elektronicznych kalkulatorków – pomaga w nauce szybkiego dodawania oraz mnożenia i tak dalej. Mówiąc skrótowo, poprzez zrobienie z ekonomicznie „minimalnego człowieka” – czyli proletariusza – ‘światła ludzkości’, komunistyczni potomkowie L-chrześcijan, poprzez zwykłą zoologiczną konieczność znaną jako Prawo Lamarcka (iii), kształcili – i kształcą – ludzi wyczuwalnie lepiej rozwiniętych w ich ‘duszy poznającej’, niż ci którzy promują ludzi bogatych, zmuszając ich do życia w nie stymulującym, „usypiającym” ducha komforcie. „Proletariusze” zatem, bardziej niż ospała z definicji burżuazja, mają tendencję do akceptacji przywództwa, które demonstruje starożytny virtus („cnotę”) – przez który to termin rozumie się odwagę powiązaną z szeroką wiedzą.

Prawowite” chrześcijaństwo, czyli Milcząca Tyrania Kretynów oraz Idiotów

Odwrotnego efektu winniśmy oczekiwać w sytuacji, gdy zacznie się rozwijać chrześcijaństwo typu „P”, czyli „prawowitego” jak biblijny Abraham, który w języku polskim obdarzony został przydomkiem „sprawiedliwy”. (Stąd zapewne idea „chrześcijańskiej” partii PiS w Polsce). Ten typ chrześcijaństwa jest propagowany przez Ewangelię nie znającego osobiście Jezusa z Nazaretu św. Mateusza. Ta specyficzna „Dobra Nowina” według Józefa Kellera (iv) jest szczególnie dobrze dopasowana do mentalności Żydów oraz żydo-chrześcijan. To właśnie w tym starożytnym zapisie, na pozór będącym „bliźniaczą” kopią Ewangelii Łukasza, jej autor zaczyna Kazanie na Górze od słów „błogosławieni ubodzy duchem, bo do nich należy Królestwo Niebios”. Takie błogosławieństwo stanowi zachętę do kultywowania szeregu negatywnych postaw etycznych, które wymienimy pokrótce.

1) W wypadku gdy „minimalnie ludzki”, pozbawiony jeszcze odruchów o charakterze „virtus”, dziecinny osobnik ciągle słyszy, że jest „błogosławiony przez boga”, to nawet w swym ubogim, pod względem umiejętności dokonywania skojarzeń umyśle, jest on zdolny wykalkulować, że jakikolwiek wysiłek, mający na celu osiągnięcie przezeń wyższego poziomu intelektualnego, automatycznie pozbawi go „bożego” błogosławieństwa. Pochwała zatem „ubogich duchem” (dosłownie „o przykrótkim oddechu”; „duch” bowiem etymologicznie pochodzi od „tchnienia”), jest czymś całkowicie anty-pedagogicznym, prowadzącym do rozkwitu cywilizacji ludzi umysłowo ociężałych. Można to zresztą sprawdzić w każdym poważnym słowniku etymologicznym, że pejoratywne określenie „kretyn” pochodzi od francuskiego „chrétien”, czyli chrześcijanin.

2) Jak zauważyliśmy powyżej, odnotowane przez św. Łukasza błogosławieństwo „ubogich”, wzięte na poważnie, doprowadziło w czasach nowoczesnych do pojawienia się „dyktatury proletariatu”, usiłującej ciemiężyć burżuazyjne, egoistycznie nastawione jednostki. Jest zatem logicznym, że wpisanie w Ewangelię Mateusza błogosławieństwa „cichych” oraz „ubogich duchem”, doprowadziło w naszych czasach do ukonstytuowania się „milczącej tyranii kretynów oraz idiotów”, próbujących wytrzebić na ziemi wszystkie osobniki odważajace się myśleć oraz postępować w sposób bardziej złożony niż dzieci o wieku mentalnym lat dwunastu. (Warto w tym miejscu przypomnieć, że w starożytnej Grecji „idiotami” nazywano jednostki, które nie potrafiły wyrosnąć z ich okresu dziecięcego egoizmu i w związku z tym traktowały otaczającą ich społeczność jako pożywkę dla swych egoistycznych ambicji.)

3) Ponieważ chrześcijaństwo typu „P” jest oparte na promowanej przez żydo-chrześcijan, „koślawej duchem” etyce hebrajskiej, więc i los szerzej myślących i potrafiących wysławiać swe idee ludzi w tego typu „prawym” i „sprawiedliwym” („PiS”) społeczeństwie winien przypominać los podobnych im duchem osób w starożytnej Jerozolimie, gdzie „zgodnie z Prawem” ukrzyżowano Jezusa z Nazaretu, oraz wkrótce potem ukamieniowano jego lokalnego następcę, kwestionującego dwulicowość mojżeszowej etyki, św. Szczepana. Jak gdyby powtarzając obrzydliwości popełniane przez starotestamentowych żydów, p-chrześcijanie u zarania nowożytności zaczęli palić niewygodnych im heretyków na „uwielbianych przez boga Jahwe” stosach, co stanowi świadectwo (czyli testament) najzwyklejszej choroby umysłowej tego „pobożnego” kierunku nowożytnego chrześcijaństwa.

4) W czasach najnowszych, dzięki pojawieniu się środków masowego przekazu, te „prawowierne i sprawiedliwe” metody wychowawcze uległy złagodzeniu, niewygodnych filozofów – takich jak na przykład 90-letniego Rogera Garaudy – po prostu nie dopuszcza się do rynku księgarskiego, nieposłusznych polityków bądź więzi się przez lata bez wyroku sądowego (jak Slobodana Miloszevicia), bądź eliminuje za pomocą „cichych” zabójstw, zazwyczaj upozorowanych na „wypadki”. (Patrz wydana w 2006 roku książka „Wyznania ekonomicznego killera” / Confessions of economic hit man / J. Perkinsa.)

5) W sytuacji społecznej, kiedy to obywatele mogą podziwiać demonstrujące „virtus” indywidualności tylko w postaci „Zbawcy” (kogóż to on to, swą ofiarą, zbawił?) bezwładnie wiszącego na krzyżu, względnie w formie bohaterów narodowych z b. Jugosławii, szybko umierających w dawnym hitlerowskim kacecie w Hadze, wszelkie naturalne dla gatunku homo sapiens odruchy przywiązania do ONC (Ojczyzna, Nauka, Cnota – były takie inicjały na lilijce harcerskiej) z konieczności muszą ulegać przytłumieniu. Z braku możliwości realizacji tych wyższych ludzkich ambicji, społecznie dominującymi stają się zachowania podłe, charakteryzujące ludzi „małego ducha”, dla których starożytne aramejskie bóstwo zwane Mamonem jest Jedynym Bogiem. Mówiąc w skrócie, poprzez zwycięstwo w świecie zachodnim (a w szczególności w izolowanej od kontynentalnej Europy Anglii oraz Ameryce Północnej) protestanckiego chrześcijaństwa typu „P”, automatycznie kult Mamona zaczął swój Zwycięski Pochód, przerywany jedynie odległymi od Londynu i Wall Street, kolejnymi powstaniami komunistycznymi w Euroazji oraz w Ameryce Południowej.

“Pachnąca jak ekskrementy” amerykańska demokracja

6) Powab Mamona jest w istocie bardzo atrakcyjny dla wszystkich „ubogich duchem” indywiduów, które zachowują się jak dzieci, kochające błyszczące, mechaniczne zabawki. Te umysłowo i społecznie niedokształcone, „wyzwolone” przez kolejne rewolucje burżuazyjne jednostki, są z łatwością manipulowane przez propagandę komercyjną „raju bogatych”, który podnieca ich wyobraźnię za pomocą niezliczonych reklam oraz telewizyjnych obrazów. Ci „ubodzy duchem” ludzie zachowują się zatem w sposób podobny do much, które się spieszą by usiąść na pachnących dla nich wspaniale ekskrementach. W tym „pachnącym” kontekście warto przypomnieć, że dla pierwotnych chrześcijan pieniądze rzeczywiście miały zapach ekskrementów. Wabiąca naiwnych swymi sztucznymi światłami „demokracja amerykańska”, która od samego momentu jej ustanowienia oparta została na sile pieniądza, jest z tego punktu widzenia ustrojem tak anty-chrześcijańskim jak to tylko jest możliwe.

W Nowy Testament, zostały zatem wmontowane instrukcje najzupełniej sprzeczne z naszym wyczuciem, na czym polega zło i na czym dobro w świecie. W tej sprawie opinia starożytnych Greków była bardzo prosta: dobrem jest z definicji niezafałszowana wiedza o świecie i o sobie samym, złem jest ignorancja. W kontekście tego wychwalania „koślawych duchem” zjudaizowanych chrześcijan, dominujących w szczególności w krajobrazie kulturowym USA, warto zacytować znamienne oskarżenie francuskiego pisarza Henry de Motherlant, sformułowane w jego książce „Chaos i noc”:

Jedyny naród, który potrafi obniżyć poziom ludzkiej inteligencji, moralności i jakości człowieczeństwa – i to w skali całego globu – tego jeszcze nigdy nie widziano. Oskarżam Stany Zjednoczone o ciągłe trwanie w zbrodni przeciw ludzkości.

Błogosławieni cisi (którzy trzymają język za zębami), albowiem oni posiądą ziemię (i konsumować będą jej płody)” – Mt. 5, 5.

Wydarzenia, jakie nastąpiły po morderczym wyburzeniu drapaczy chmur WTC w Nowym Jorku w dniu 11 września 2001, dostarczają wspaniałego przykładu jak działa błogosławieństwo ubogich duchem – a także tych „cichych” – którzy mają przejąć ziemię na własność. Ci Wybrani przez „boga” ludzie – jak na przykład współpracownicy żydo-amerykańskiego przedsiębiorcy Larry Silversteina, który zarobił „na czysto” 4 miliardy dolarów na wyburzeniu aż 3 wież (nr. 1, 2 i 7) WTC w Nowym Yorku – już ponad 5 lat wstrzymują oddech by nie puścić z ust pary na temat technicznych szczegółów, w jaki sposób dokonano tego majstersztyku wyburzania drapaczy chmur tak, że zapadały się one, jak to obliczono, z przyspieszeniem swobodnie spadających ich górnych pięter, prosto w kontury ich fundamentów. Dzięki trwającemu milczeniu zespołu kilkunastu prawdopodobnie fachowców, którzy byli wynajęci do tego wyburzenia, ci trzymający język za zębami „nadludzie” stali się bajecznie bogatymi, a zatem uzyskali środki, by POSIĄŚĆ ZIEMIĘ, a przynajmniej by sobie kupić tej ziemi całkiem spore parcele.

Nie jest to jedyny przykład z najnowszej historii, ilustrujący jak działa błogosławieństwo „cichych i łagodnych, którzy potrafią trzymać język za zębami”. Otóż pod koniec wieku XX-go doszło do super-spektakularnej „implozji” Bloku Sowieckiego, a w szczególności ZSRR, po którym to mocarstwie pozostały li tylko wciąż jeszcze „dymiące” gruzy, nie tylko w Czeczenii oraz Gruzji, ale także i w Iraku. O tym, w jaki sposób pierwsze na świecie państwo komunistyczne zostało „zaminowane” od wewnątrz, możemy się trochę dowiedzieć z (niepublikowanych w Polsce) książek głównego „miniera” Bloku Wschodniego, finansisty George Sorosa. Natomiast tylko z fragmentarycznych danych dowiadujemy się jak „pracowali” wschodnioeuropejscy współpracownicy tego sławnego „filantropa”, a w szczególności skąd otrzymywał instrukcje likwidator niepodległości ekonomicznej Polski dr Leszek Balcerowicz. Ten to naczelny „reformator” III/IV RP, poprzez swą żonę Ewą i zarządzaną przez nią Fundację „Case”, okazał się być ściśle powiązanym z głównym sabotażystą radzieckiej ekonomii, wielkim „prywatyzatorem” Rosji, Anatolijem Czubajsem.

Ci „reformatorzy” milczą jak zaklęci, nie chcą się pokazywać na Komisjach Sejmowych, gdyż rzeczywiście, ich milczenie pachnie najprawdziwszym złotem. Człowiek normalny ma jednak wrodzoną chęć do dzielenia się wiedzą z innymi i Adamowi Michnikowi wypsnęło się przed Komisją Sejmową – co akurat pokazała telewizja – o „zaciśniętych ustach” tych prominentów, którzy się na „przemianach ustrojowych” bajecznie wprost wzbogacili. By wskazać tutaj chociażby na „ponadnarodowego” polskiego hochsztaplera o nazwisku Krauze, który niedawno kupił w Kazachstanie złoża ropy naftowej o wartości 200 mln euro. A więc niewątpliwie miał rację „Chrystus” z Ewangelii Mateusza, zapowiadający, że do „cichych” będzie należeć ziemia (oraz jej płody).

Co więcej, ci współcześni „cisi”, trzymający ściśle język za zębami „nadludzie” czyli mafiozi, poprzez ustawiczne wstrzymywanie przez nich oddechu stają się z czasem „nowo zrodzonymi ubogimi duchem”. I ci „nowi ubodzy” stają się prawdziwym światłem ludzkości, tysiące ambitnych przedsiębiorców chce ich imitować, ich wykazy publikują „zawsze wierne” Panu media, jak ten niby polski tygodnik „Wprost”, ściśle związany z żydo-amerykańskim medialnym kapitałem. Mówiąc nieco poetycznie, znamionujące pustkę duchową MILCZENIE elit super bogatych stało się ŚWIATŁEM – czyli „milczącym Słowem” – LOGOSU GLOBALIZACJI. I do tego „Milczącego Światła”, promieniującego z uwielbionego przez religijno-politycznych przywódców USA „Nowego Jeruzalem”, lecą, biegną, a nawet próbują się dostać wpław, biedni chciwi ludzie wszystkich możliwych narodowości, w godności swego zachowania nie odróżniając się niczym od insektów zwanych ćmami, zwabionymi w nocy przez ogień.

Wymienione powyżej, super-kryminalne przedsięwzięcia, a zwłaszcza to mordercze wyburzenie wież WTC w Nowym Yorku i wynikły z tego faktu „kontratak” USA na Afganistan i Irak, stały się praktycznie nie do powstrzymania, nie mówiąc już o ewentualnym ukaraniu winnych, od momentu kiedy to uległ „wyburzeniu” Związek Radziecki. Brak jakiejkolwiek, liczącej się przeciwwagi zezwala dzisiaj „Osi idiotyzmu” (tak publicysta angielski Ian Buckley nazywa trójoś USA/GB/Izrael), na realizację projektu Nowego Światowego Porządku li tylko za pomocą Skutecznego Kłamstwa. To „Święte Kłamstwo”, polegające na systematycznym przypisywaniu ofierze rozboju wszystkiego możliwego zła, tkwi głęboko ukryte w skopiowanej z nauk Mojżesza etyce „prawowiernych” chrześcijan (v). Co istotniejsze, cały „zachodnio-chrześcijański’ system edukacyjny, który został zbudowany na katolickim przekonaniu, iż „ciekawość to pierwszy stopień do piekła” (jak mnie w młodości uczyli katecheci), został systematycznie ukierunkowany na zamazanie obrazu rzeczywistości „tak aby ludzie nie mogli zobaczyć jak rzeczy się naprawdę mają”, by zacytować tutaj mająca już blisko 30 lat opinię angielskiego socjologa Michaela Thompsona (vi).

Co dalej?

Zapytano mnie, bezpośrednio przed wygłoszeniem niniejszego referatu (w 2006 roku), jaki rodzaj antidotum proponuję przeciw temu „zakleszczeniu umysłów”, które amerykański pisarz internetowy John Kaminski określa terminem „mindlock”. Moi lubiący się wysławiać – a więc nie „cisi” – katoliccy oraz prawosławni przyjaciele, a mianowicie prof. Robert Hickson z USA (i z elitarnej szkoły West Point tamże), oraz Izrael Adam Szamir z Jaffy (a wcześniej z równie elitarnego Wydziału Matematyki Uniwersytetu w Nowosybirsku), zgadzają się ze mną, że wewnątrz Biblii jest ukryty śmiertelny „wirus kulturowy”. Co więcej w związku z mym anty-biblijnym nastawieniem nazywają mnie neo-marcjonistą. Co to oznacza? Z książek poświęconych historii chrześcijaństwa możemy się dowiedzieć, że w późnym antyku „herezja” marcjońska była rozpowszechniona nawet bardziej, niż kurczowo trzymające się swych hebrajskich korzeni chrześcijaństwo jakie znamy dzisiaj. Co więcej, Marcjon uznawał tylko jedną Ewangelię – oczywiście tę Łukasza – gdzie wypowiedziane jest bardzo racjonalne błogosławieństwo ludzi materialnie (a więc tylko zewnętrznie) „ubogich”. Choć księga Marcjona „Antytezy” została całkowicie przez Kościół zniszczona, to zachowała się informacja, że Marcjon traktował „lud boży” Starego testamentu, jako naród postępujący za wskazaniami Boga Zła. Jak przypomina to Józef Keller (vii): „Wiązanie Ewangelii (Łukasza) ze Starym Testamentem było dla Marcjona fałszowaniem objawienia przez judeo-chrześcijan. Cenił on listy Pawłowe, ale uważał, że zostały częściowo sfałszowane” (viii). Jako obywatele wychowani w kulturze chrześcijańskiej, winniśmy oczywiście oczyścić nasze umysły od „wirusów”, które zostały dodane do pierwotnych, zapewne najzupełniej racjonalnych, nauk zmitologizowanego Jezusa (viii). A to oznacza powrót, w znacznym stopniu, do wyklętej z czasem przez Kościół „herezji” marcjońskiej, negującej w ogóle sens jakiejś „dającą zbawienie” (komu? przecież nie ludziom zacnym?) Męki Pańskiej. Jak przypomina Józef Keller „Chrystus, jego (Marcjona)zdaniem, jest objawieniem prawdziwego boga, ani się nie narodził, ani nie cierpiał, nawet pozornie.

Kiedy zaś pokonamy dławiący od setek lat Zachód, judeo-chrześcijański mindlock, czyli ‘zakleszczenie umysłów’ nie zezwalające na połączenie w sposób racjonalny wiary z rozumem, to od razu możemy oczekiwać dobrodziejstw dla wszystkich wyższych istot zaludniających naszą planetę, oczywiście w to włączając śmiertelnie dziś zagrożoną w jej egzystencji dziką faunę a nawet i florę. By tę „blokadę umysłów” złamać, wystarczy tutaj przypomnienie zarówno komunistycznej jak i L-chrześcijańskiej zasady traktowania osobników (super)bogatych jako ludzi o „koślawych duszach”, którym się tylko wydaje, że są „błogosławieni przez boga”. Takie „antyamerykańskie” nastawienie gwarantuje ograniczenie aspołecznych, drapieżnych zachowań komercyjnych, wśród których kolejne „wojny o zysk”, prowadzone bezustannie przez anglosaskie „społeczeństwa obywatelskie”, stanowią li tylko dostrzegalny na zewnątrz wierzchołek Góry Lodowej Korupcji Cywilizacji Zachodu.

Od strony zaś praktycznej należy się modlić o „odnowę w duchu Rozumu” naszego, coraz bardziej bezmyślnego Kościoła. Przecież już tylko usunięcie z kanonu wiary Ewangelii Mateusza, przystosowanej do z natury „koślawego” ducha judeo-chrześcijan, automatycznie uczyni naszego chrześcijańskiego Boga prostolinijnym, takim jak zapewne był ten znienawidzony przez „koślawomyślących” żydów i żydo-chrześcijan prorok, znany jako Jezus z Nazaretu. Bo inaczej Kościół, aż do swego nędznego końca, zachowa swe, podstępnie ustalone na soborze w Nicei w 325 roku, Podwójne Oblicze, tak wyraźnie manifestujące się obecnie w domagających się mordu wypowiedziach „prawowicie chrześcijańskich” sekt amerykańskich. Jedno Oblicze tego żydo-chrześcijańskiego Bóstwa Jedynego głosi naiwnym „baranom”: „nie próbujcie się wydostać z obklejającego was coraz szczelniej duchowego bagna, w którym od setek lat tkwicie wraz ze swoim klerem, dzięki waszemu bezruchowi waszym będzie – oczywiście po wniebowzięciu (ang. rapture out) – Królestwo Niebios”. Natomiast Drugie Oblicze tego „zbawiciela” szepce swemu ludowi wybranemu, a w szczególności dbającemu o swój biznes, wyższemu duchowieństwu: „Bądźcie cisi i pokornego serca, trzymajcie języki ściśle za zębami, milczenie jest złotem, w ten sposób posiądziecie na własność Ziemię wraz z zaludniającą ją ludzką trzodą (chlewną).

Amen, Feldkirch 3. 09. 2006

Przypisy

i Natacha Polony “Le christianisme ou la naissance de l’universel”, Marianne, no 481, Paris 2006.

ii Józef Keller „Zarys dziejów religii”, Iskry, Warszawa 1988, str. 587..

iii Lamarcka „Prawo Biologii” postuluje, że organy rozwijają się jako rezultat ich ćwiczenia, przy czym tendencja do ich wybiórczej hipertrofii z czasem staje się dziedziczna. Istnienie tego Prawa Natury, sformułowanego już blisko 200 lat temu w „Filozofii zoologicznej” J. B. Lamarcka, jest milcząco negowane przez międzynarodówkę „ubogich duchem” biologów, zwłaszcza tych wierzących w neodarwinowskie koncepcje ujednolicania się przyrody.

iv Wzorem dla tej pełnej hipokryzji etyki P-chrześcijan stało się podstępne zachowanie się Żydów w Egipcie, który to „lud boży”, opuszczając goszczący go przez stulecia kraj, nie omieszkał okraść jego mieszkańców z najcenniejszych, posiadanych przezeń przedmiotów (Wj. 13, 35-36). Tę wychwalaną przez św. Augustyna w „Doktrynie chrześcijańskiej”, metodę złodzieja, który pierwszy krzyczy „łapać złodzieja!”, z dużym początkowo powodzeniem stosowali Krzyżowcy w czasie podboju Ziemi Świętej, a po nich Konkwistadorzy w trakcie podboju obu Ameryk, oraz Anglosasi w trakcie dzikich bombardowań niemieckich oraz japońskich miast. Obecnie tę prostą, złodziejską metodę stosują nasi umiłowani sojusznicy z „Osi Idiotów”, usiłujący dokonać żydo-chrześcijańskiej „rekonkwisty” Bliskiego oraz Środkowego Wschodu. Wszystko to wskazuje, że „Niewidzialnym Ojcem Chrzestnym” P-chrześcijan jest ten sam Potwór (Moloch, czyli „Król”), którego czcili prawowierni, starożytni żydzi. To im Jezus, w trakcie opisanego przez ewangelistę Jana spotkania w Świątyni, usiłował wytłumaczyć, iż „(Ojciec wasz) … od początku był mordercą i w prawdzie nie wytrwał, bo nie ma w nim prawdy” (Jan 8, 44).

v Michel Thompson “The Rubbish theory”, Oxford University Press, 1977.

vi Józef Keller „Zarys dziejów religii”, Iskry, Warszawa 1988, str. 599.

vii Warto w tym miejscu przypomnieć, że takie podstępne połączenia tekstów zupełnie ze sobą niespójnych (jak Ewangelia św. Łukasza i Stary Testament) jest metodą wykorzystywaną przy konstrukcji „wirusów” typu Konia Trojańskiego: do atrakcyjnie wyglądającej „głowy” wirusa doczepia się niszczący zdolność skojarzeniową kory mózgowej „ogon”. Jeśli chodzi o działalność misyjną św. Pawła, uznawaną – z zastrzeżeniami – przez Marcjona, to autor niniejszego opracowania autorytatywnie twierdzi, że Szaweł/Paweł był po prostu agentem Sanhedrynu, mającym za zadanie zepchnięcie rodzącej się wtedy w Imperium Romanum uniwersalistycznej religii Przyjaźni oraz Piękna na sterylne pola bezgranicznej ludzkiej głupoty…

viii Według historyka Tadeusza Zielińskiego, istotne „rozświetlające umysł” nauki Jezusa wywodzą się z helleńskiego – a nie z hebrajskiego – kręgu kulturowego. T. Zieliński „Judaizm a hellenizm”, Mortkiewicz i ska., Warszawa, 1927.

Oto trzeci tekst

z którego cytaty były przygotowane do “odczytu na rzece Wołga”

Bezpośrednio po tej konferencji na Rodos w roku 2003, umieszczono ten “straszny” tekst na oficjalnej stronie WPFDC oraz na stronie Serbskiej Cerkwi Prawosławnej (sic!). Obecnie znajduję go na stronie adelaideinstitute.org  oraz amerika.org. Odkryłem także jego przekład na język hiszpański. Jego przekładu na język polski już nie chciało mi się wykonać…

Powyższe trzy teksty, oraz kolejnych kilkanaście esejów równie “strasznych” dla DOBRZE MYŚLĄCYCH OBYWATELI, zostały zgromadzone w mej niedoszłej pracy habilitacyjnej pod takim oto tytułem:

This entry was posted in Ad PODHALAŃSKA AKADEMIA NAUK, polityka globalizmu, religia zombie. Bookmark the permalink.

Comments are closed.