PAN w Z-nem (57): Wojna ludu „Cogito” z Homo Sapiens

Wojna ludu „Cogito” z Homo Sapiens

czyli

Etiologia ZAĆMY KARTEZJAŃSKIEJ w Cywilizacji „pod Bogiem”

Drogę rozwoju Nauk o Życiu cechuje ponura zdrada: jest to systematyczne odsuwanie wiedzy jak najdalej od prawdy, tak by ludzie nie dostrzegli jak rzeczy naprawdę wyglądają – „la trahison des clercs”(zdrada klerków)Michael Thompson, Rubbish Theory, 1979)

3800 słów

Myślenie naprawdę ma przyszłość, jak mawiał jeden z mądrych ludzi: “jesteśmy tym, o czym myślimy…” – to zauważył komentator „rumpel” na neon24, negujący ISTNIENIE PRZECIWENTROPICZNEJ „regeneracji z nadkompensacją” nie krytycznie uszkodzonych tkanek zoon (żywiny)

*

Z tego powodu rzeczony “rumpel (+siltskin, RiP tj. Rest in Pacem)” się nam przyda, jako “okaz medyczny” KALECTWA NABYTEGO, wskutek jak sam napisał, zachwytu nad MĄDROŚCIĄ znanego antyarystotelesowskiego filozofa drugiej połowy XVI wieku o nazwisku Descartes. (Filozofa znanego powszechnie z twierdzenia, które zaczerpnął on od chrześcijańskiego „doktora łaski” (doctor gratiae) Aureliusza Augustyna “Cogito ergo sum“, czyli “myślę więc jestem” – a zatem jak śpię, to już mnie nie ma?)

Otóż tym Kartezjuszem to i ja entuzjazmowałem we wczesnej studenckiej młodości, studiując geometrię analityczną, wykorzystującą układ współrzędnych noszących jego imię. (*)

Dopiero w trakcie pisania późnodoktorskiej pracy „(Antyzoologiczna) Filozofia społeczno-polityczna Noama Chomsky’ego” (2002) zetknąłem się bliżej z szczegółowymi poglądami tego PRAWDZIWIE NOWOŻYTNEGO filozofa Zachodu.

Cytuję fragmenty podrozdziału “Niedomyślenia” inanimistycznego światopoglądu Kartezjusza”:

> Władysław Tatarkiewicz streszcza poglądy Descartesa (Kartezjusza) w następujący sposób :

> W starożytności zasadniczy podział był na przedmioty żywe i martwe; świadomość była traktowana jako jeden z objawów życia. W nowoczesnej zaś filozofii, od Kartezjusza, zasadniczy podział był już na istoty świadome i nieświadome (…) od Kartezjusza wytworzyło się przekonanie, że świadomość jest czynnikiem zupełnie odrębnym i że nie ma pokrewieństwa między czynnościami organicznymi a psychicznymi (…) wytworzył się radykalny dualizm duszy i ciała. (…) Tezę mechanistyczną Kartezjusz stosował w przyrodzie bez ograniczeń, życie pojmował jako proces czysto mechaniczny, powodowany przez materialne impulsy (…) zwierzęta pojmował jako maszyny i w tym sensie interpretował ich zachowanie. Mechanistyczna koncepcja przyrody zastąpiła dynamiczną koncepcję scholastyczną. (…) W koncepcji tej Kartezjusz spotkał się z Galileuszem, poparta ich powagą zapanowała w europejskiej filozofii oraz nauce.

> (…) Skąd jednak się wzięło to ‘niedopatrywanie się różnic’ – i wynikająca stąd niedomyślność – Kartezjusza? Tatarkiewicz pisze, iż według tego Autorytetu Nauki Nowożytnej Wrażenia zmysłowe są przydatne do życia ale nie do poznania, są dane umysłowi, tak samo jak uczucia, tylko do sygnalizowania co jest dla człowieka odpowiednie a co szkodliwe, ale bynajmniej nie do wskazywania mu prawdy, przeto postępujemy wbrew naturze, jeśli traktujemy wrażenia jako źródło poznania…

> I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Pozujący na “oświeconego Bogiem” filozofa, Kartezjusz zupełnie zdaje się ignorować podstawową dla chrześcijan naukę, iż Oko będzie świecą ciała twego (gdyż Jeśliby oko twoje było chore, ciało twoje będzie ciemne. Jeśli tedy światło, które jest w tobie, ciemnością jest, sama ciemność jakąż będzie? – Mt. 6, 22-23). Negując istotność wrażeń zmysłowych dla poznania prawdy, Kartezjusz okazuje się być w istocie ‘ciemnym filozofem’, którego poglądy należy traktować nie jako wzór do naśladowania, ale na odwrót, jako symptom POZNAWCZEJ CYWILIZACYJNEJ CHOROBY.

Skąd ta cywilizacyjna CHOROBA WZROKU się wzięła?

Przytaczam „3 zasady moralne”, stanowiące ‘trzon poznawczy’ Descartesa „Rozprawy o metodzie” (1637):

> a) Pierwszą (zasadą) było, abym … trzymał się wytrwale religii, w której, dzięki łasce bożej, byłem od dzieciństwa wychowany … Przestając się od tej chwili liczyć z własnymi mniemaniami byłem pewien, że nie pozostało mi nic lepszego, jak trzymanie się poglądów ludzi najrozsądniejszych. Po ogólnych zatem stwierdzeniach, że własne zmysły “z natury” nie pomogą nam dociec prawdy i że wręcz są szkodliwe dla tego celu, mamy propozycję ‘zawierzenia’ opinii głoszonej przez tak zwane Autorytety (ludzi uznanych za najrozsądniejszych). Mówiąc językiem współczesnym, Kartezjusz proponuje odejście od poznania samodzielnego i subiektywnego i przejście do poznania pozornie ‘obiektywnego’, polegającego na bezkrytycznej akceptacji poglądów dominujących wśród ludzi “z którymi miałem współżyć” (a nie jakichś, jak pisze Persów czy Chińczyków, choćby byli oni równie rozsądni – s. 28). Jest to jak gdyby ‘imperatyw moralny’ w pełni bezmyślnego podporządkowania się jednostki grupie. (MG 2021: Odnośnie tego „trzymania się wytrwale religii, etc.” to Kartezjusz, za Martinem Lutrem, głosił SOLA SCRIPTURA, powtarzając “Bożą mądrość” św. Pawła w 1 Koryntian 4: 6 – “możesz uczyć się od nas, aby nie wychodzić poza to, co jest napisane“ w Biblii.)

> b) Drugą mą zasadą było, żeby być w czynach swych w miarę możliwości jak najbardziej stanowczym i trzymać się mniemań nawet najbardziej wątpliwych z chwilą, gdym się na nie wreszcie zdecydował.… Innymi słowami, gdy zrobiło się błąd i stało się tego świadomym, to (wbrew głoszonej przez Kartezjusza wolnej woli) nie należy się z błędu wycofywać gdyż (zagubieniw lesie) przynajmniej przybędą gdzieś, gdzie będą się lepiej czuli niż w środku lasu. Mówiąc z pozycji doświadczonego podróżnika i alpinisty jest to po prostu IDIOTYZM, wynikający z braku wyobraźni autora takiego poglądu: wystarczy wskazać co stanie się z turystą w Tatrach, gdy zgubiwszy drogę uprze się, stosując się do nauk Kartezjusza, kontynuować zejście żlebem, który jest podcięty. (Skądinąd to wchodzenie “na siłę” w coraz bardziej podcięty żleb, względnie – trzymając się nizinnych porównań – w bagno, w które się wdepnęło, to jest doskonały model sytuacji rozwojowej nauki dzisiaj.)

> c)Trzecią mą zasadą postępowania było usiłowanie, aby (…) w ogóle wyrobić sobie przeświadczenie, że poza myślą nie ma nic, co by było w sposób bezwzględny w naszej mocy. Czyli mówiąc językiem prostym, należy się z góry pogodzić z rolą IMPOTENTA, niezdolnego kontrolować nawet swych własnych zoologicznych (tzn. dla Kartezjusza mechanicznych) odruchów. (…) Do tych ZOOLOGICZNYCH odruchów należy przede wszystkim WRODZONA człowiekowi zdolność do kojarzenia faktów. Ta zdolność A – asocjacji, jest jedną z podstaw inteligencji ruchowo-sensorycznej, zarówno ludzi jak i zwierząt. (MG 2021 : słowo INTELIGENCJA pochodzi od łac. inter-ligare, łączyć między sobą reakcje na bodźce występujące bądź jednocześnie, jak np. u psa Pawłowa, lub w powtarzającej się kolejności – stąd ‘Pies Pawłowa’ to szkolny przykład, jak ta inteligencja manifestuje się u zwierząt.)

Skąd ten odrzut, niezbędnych przecież do jako-takiego poznania świata, prostych „pawłowowskich” skojarzeń wzrokowych, wziął się u Kartezjusza?

> Tę sprawę da się wytłumaczyć w prosty sposób niechęcią tego chrześcijańskiego (?) filozofa do opierania się w myśleniu na danych pochodzących z subiektywnych (auto)obserwacji, przy jednoczesnej, niewątpliwie wyrobionej u siebie wysiłkiem woli, zasadzie “trzymanie się poglądów ludzi najrozsądniejszych” – patrz Punkt Pierwszy (a) jego “Przepisów moralności”. Kim zaś byli dla Kartezjusza ci “najrozsądniejsi z ludzi”? Odpowiedź na to pytanie jest dobrze znana, gdyż Descartes całą swą “Rozprawę o metodzie” oparł na sławnym sloganie cogito ergo sum – myślę więc jestem – zapożyczonym z pism filozoficzno-religijnych św. Augustyna, cieszącego się od wieków opinią filozofa “iluminowanego Bogiem”.

> … Mówiąc obrazowo, przekazy literackie św. Augustyna oraz św. Pawła (którego „Listy” Augustyn wychwalał) stały się dla młodego Kartezjusza rodzajem “świateł” prowadzących jego myśli w kierunku zupełnej negacji wartości indywidualnych, zmysłowych spostrzeżeń. Zgodnie ze znanym zaleceniem św. Pawła by “iść za wiarą a nie za wzrokiem” (2 Kor. 5:7), Kartezjusz a prioriakceptował wyższość przekonań “wrodzonych” mu wraz z cywilizacją judeochrześcijańską. (…)Negując rolę zmysłów w poznaniu (choćby w poznaniu Boga) stał się on niestety apologetą bezrozumu w nauce i ten kartezjański bezrozum’ najlepiej widać w jego mechanistycznym wyobrażeniu sobie (żywych z definicji) zwierząt jako (martwych z definicji) maszyn.

Tyle cytatów z mej pracy późnodoktorskiej na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach (**)

Współczesny rozkwit kartezjańskich „niedowidzeń” zasad zachowania się ZOON, Istot Ożywionych

Kartezjusza zaiste „dziwne” podejście do Przyrody Ożywionej, od blisko czterech już wieków jest kultywowane w kręgach naukowych które, mówiąc słowami ewangelii św. Łukasza, PRZECHWYCIŁY KLUCZE POZNANIA (i choć „sami nie weszli to innym wejść nie dają”). Podnieceni bowiem odkryciami Galileusza twórcy nowoczesnej Kosmogonii do dzisiaj propagują model Wszechświata działającego na zasadzie czysto mechanicznego “Super-Zegarka”. Czego dowodem jest chociażby popularność książki „Ślepy Zegarmistrz” (1986) pióra angielskiego socjobiologa Richarda Dawkinsa (skądinąd wyszkolonego na UC Berkeley akurat wtedy, gdy ja tam „szlifowałem” swą znajomość geofizyki).

Już trzy wieki temu, irlandzki pisarz Jonathan Swift, w „Podróżach Guliwera” w ten alegoryczny sposób przedstawił popularnych w jego czasach w Anglii przedstawicieli tego (bez)ruchu umysłowego: opisywani przez Swifta „Laputianie” (kartezjaniści) „jedno oko mieli skierowane ku górze, w niebo (zapewne wpatrzeni w ABSOLUT), a drugie oko skierowane w dół” (zapewne w głąb swej ŚWIADOMOŚCI).Umysły tego narodu zdały mi się być tak roztargnione i w zamysłach pogrążone, iż nie mogli ani mówić, ani uważać ,co drudzy do nich mówią”. Tototalne oderwanie się od życia tych, zafascynowanych figurami i wzorami geometrycznymi Laputian (których słudzy musieli co chwila budzić delikatnymi uderzeniami „by przez swoje głębokie zamyślenie ich chlebodawcy nie wpadli w jakąś przepaść, lub uderzyli o słup głową”), w sposób ZDUMIEWAJĄCY było podobne do zachowań się żydowskich faryzeuszy „z rozbitym czołem” (“bleeding nose” Pharisees). Ponoć chodzili oni po Jerozolimie w tak pobożnym zamyśleniu, że w ogóle nie zwracali uwagi na wyrastające przed nimi przeszkody.)

Jeśli bowiem chodzi o MARTWE maszyny, to przecież nie posiadają one INTELIGENCJI powodującej, że wraz z życiowymi doświadczeniami, zarówno zwierzęta jak i my UCZYMY SIĘ („nabywamy”) odruchów, ułatwiających nam poruszanie się w otaczającym nas świecie. Kartezjusz, by móc zanegować ISTNIENIE INTELIGENCJI w żywinie utrzymywał, iż wszelkie NOWE ODRUCHY (zwłaszcza te myśli, czyli idee) są człowiekowi od praczasów WRODZONE (inné) i pochodzące z zewnątrz stymulacje (krótkotrwałe bodźce) wywołują tylko ich ujawnienie się w jego świadomości.

Tę specyficzną ideę „inneizmu” rozwijał Noam Chomsky, pracujący na MIT (Massachussetts Institute of Technology) w Bostonie. Tamżesz doszedł on do takiego oto NAUKOWEGO PRZEKONANIA:

> „Wydaje się, że mamy istotne, wręcz przytłaczające dowody na to, iż podstawowe aspekty naszego życia umysłowego i społecznego, wśród nich także i język, są zdeterminowane jako część naszego wyposażenia biologicznego i że nie są nabywane przez proces uczenia się, a tym bardziej przez trening.” (To zdanie Chomsky’ego pochodzi z artykułu “Spojrzenie w przyszłość: perspektywy badań nad ludzkim umysłem” z 1988 roku (***).

Czytając o tym „rewolucyjnym spostrzeżeniu” sławnego amerykańskiego lingwisty, siedzący obok mnie, na konferencji „Żivie Ziemla!” w Moskwie w 2009 roku, niemiecki aktywista społeczny, z zawodu nauczyciel licealny,Jurgen Elseasser nie mógł się powstrzymać od komentarza NIE WIEDZIAŁEM, ŻE CHOMSKY JEST AŻ TAK GŁUPI! Pamiętajmy jednak, że jak nauczał św. PawełCo u ludzi jest głupotą Mądrością jest u Boga” (Chomsky utrzymywał, że USA to specyficzne państwo „pod Bogiem”. U którego to „Boga” rzeczony lingwista miał niewątpliwe zasługi!)

Czego bowiem „idący w ślad za Kartezjuszem” Chomsky stara się NIE DOSTRZEGAĆ w swych kognitywistycznych (tj. poznawczych) poczynaniach? Po prostu tego, co wie każdy nauczyciel szkoły podstawowej. Ze uczenie się, chociażby tylko języka, polega na ZWIERZĘCYM „małpowaniu” przez dzieci dźwięków wydawanych przez uczącego, oraz na wielokrotnym ich powtarzaniu, by te dźwięki kojarzone zodpowiednimi obrazami (lub dźwiękami) zapamiętać na życie całe. Jak mawiali starożytni „repetitio mater studiorum est”. A to, że dla Chomsky’ego taka STAROŻYTNA formuła się uczenia jest „pustym gadaniem”, to tylko dowód, że w wieku szkolnym żadnego obcego języka on już się nie nauczył (ten fakt potwierdza zresztą jego biografia).

Wyraźnie on nie przyswoił sobie odróżniania, martwych z definicji maszyn od jestestw ożywionych (gr. zoon). A tu zwykła obserwacja samego siebie od razu zezwala podać na czym ona polega: obciążanie naszych organów często powtarzaną pracą prowadzi, po obowiązkowych okresach regeneracji, to organów tych wzmocnienia oraz się doskonalenia, zaś częste używanie maszyn prowadzi do ich się PSUCIA i DEZINTEGRACJI, które one same nie są w stanie naprawić.

Niestety, o tym PRAWIE BIOLOGII nie naucza się w ZAMERYKANIZOWANYCH szkołach. A ponieważ „nihil est in intellectu quod prior ne fuerit in sensu”, więc ludzie „nowocześnie wykształceni” nie potrafią sobie już wyobrazić (i to dla mnie wręcz ZDUMIEWAJĄCO często!), że niewielkie ilości szkodliwych napromieniowań, względnie trujących chemikalii, wprowadzanych w ich jestestwa – zazwyczaj po pewnym okresie tego „odchorowania” – prowadzą do lepszej kondycji fizycznej ich organizmu jako całości: dzieje się to poprzez odruchowe, wywoływane hormonami (stąd HORMEZA) reakcje neutralizacji tych trucizn.

Jaworowskiego (1997) grafik ilustrujący różnicę między wypchanymi „Bogiem” „kartezjanami” i „hellenistami” (tj. Homo Sapiens)

No i mamy, w powszechnym zrozumieniu obecnej światowej „pandemii” COVID, to co mamy, co najlepiej ilustruje schemat funkcjonowania SUPER-POWSZECHNEGO ZJAWISKA HORMEZY wykonany, już przed ćwierćwieczem, jako ilustracja artykułu „Dobroczynne promieniowanie”, mego starszego kolegi radiologa prof. Zbigniewa Jaworowskiego (podobnie jak i ja taternika z zamiłowania):

Na nim mamy linią —– zazaczone prostomyślne, mechanistyczne wyobrażenie sobie, przez „opinotwórcze” kręgi Zachodu, zależności szkodliwości napromieniowań (i innych środków toksycznych, np. arszeniku AsO5) od ich dozy. Ja tę „hipotezę liniową LNT” nazwałem, , za XIX-wiecznym angielskim pisarzem Matthew Arnoldem „hebrajską” gdyż odpowiada ona, opartemu na wczytywaniu się w Hebrajską Biblię, zrozumieniu Przyrody. Oczywiście uwielbiający PROSTOTĘ I MATEMATYCZNĄ JASNOŚĆ wypowiedzi, bezkrytycznie akceptujący „księgi święte” NASZEJ Cywilizacji „kartezjanie”, w tym ci jakżesz liczni na neonie 24, sytuują się w grupie LNT „hebraistów” wierzących, że długoterminowe szkody, jakie wywołują wrogie ludzkim ciałom czynniki, są proporcjonalne do ich nasilenia.

Są jednak środowiska uczonych, którzy DOSTRZEGAJĄ RZECZYWISTOŚĆ BARDZIEJ ZŁOŻONĄ. Otóż w wypadku, gdy ZDROWY organizm musi znosić „narzucone mu” trudności życia życia, to z czasem staje się on bardziej odporny i na choroby i na inne „niewygody” tego życia. (Ja ten fakt zacząłem postrzegać jużzimą 1953, gdy u dziadków w Zakopanem, w stalinowskim „Kalendarzu Rolniczym” przeczytałem artykuł „Zimny wychów cieląt”. Do których to „cieląt” sam siebie ochoczo zaliczyłem chodząc do szkoły przy -20 stopniowym mrozie, w swetrze z ostrej góralskiej wełny naciągniętym na flanelową koszulę.) Co więcej, gdy kartezjanizmem zacząłem się bliżej zajmować w 50 lat później, to odruchowo zauważyłem, że naszkicowanej przez Jaworowskiego „krzywej hormetycznej” reakcji na SZKODLIWE CZYNNIKI, nie da się zapisać za pomocą ulubionych przez kartezjan formuł matematycznych: jej DOLNA część przypomina wycinek ELIPSY i dopiero jej część GÓRNA pokrywa się z tą LINIOWĄ hipotezą LNT. Wtedy to tę „hormetic curve” nazwałem „hellenistyczną” jako że „w hellenizmie najważniejszym jest dostrzeganie, jak naprawdę rzeczy się mają” (The uppermost idea with Hellenism is to see things as they really areArnold, 1867). Dzisiaj określił bym tę „krzywą hormetyczną” jako charakteryzującą tzw. „mindset” HOMO SAPIENS, czyli LUDZI ROZUMNYCH, potrafiących odróżniać, nadające się do precyzyjnego ILOŚCIOWEGO opisu, relacje między martwymi przedmiotami, od POKRĘCONEGO, jak na tym grafiku Jaworowskiego, zachowania się zoon, w tym i nas samych, wymykających się z ograniczeń zmatematyzowanych procedur badawczych.

W optyce widocznego na powyższym grafiku podziału na „odgórnie” przekonanych o swych LNT racjach „hebraisto-kartezjanistów”, oraz opierających swe poglądy na „przyziemnych” precyzyjnych obserwacjach „hellenistów”, czyli HOMO SAPIENS, warto spojrzeć na super-wrogie mym koncepcjom wypowiedzi neonowej „gawiedzi” w stylu różnych „rumpelów”, „zadziwionych” i im podobnych o „planowanej zbrodniczości szczepień”. (Nb. to twierdzą i niektórzy moi bliscy, nieco młodsi wykształceni koledzy, doktorzy fizyki i profesorowie politologii). Wszyscy oni negują DOBROCZYNNY, w dalszej perspektywie, wpływ tych mikro-zabiegów, w szczególności tych z mRNA, na zdrowie szczepieniami potraktowanej ludności. (Przypominam: ponieważ to „pfizerowskie” mRNA jest wszczepiane w otoczce lipidowej, tj. tłuszczowej, która chemicznie spontanicznie jest absorbowana przez „centrale energetyczne” komórek zwane RYBOSOMAMI, to „uwięzione” w tych organellach mRNA „pracuje” przez okres kilku(nastu) dni jako „matryca” do syntezy zakodowanych na nim białek. Po czym, nie mając możliwości z tych rybosomów się „wyzwolenia”, ulega w nich degradacji – dokładnie tak jak endogenne mRNA, wypychane z jąder komórek w kierunku rybosomów w których ono „pracuje” i ulega likwidacji.)

Stąd całe to, bardzo aktywne obecnie w społecznościowych sieciach „groupies” DUMNYCH IGNORANTÓW, to ludzie po kartezjańsku unikający obserwacji swych własnych zachowań, które przecież i u innych osób (oraz zwierząt) manifestują się podobny sposób: choćby ten (pod)tytułowy „rumpel” negujący ISTNIENIE PRZECIWENTROPICZNEJ „regeneracji z nadkompensacją” nie krytycznie uszkodzonych tkanek. Tak jak gdyby nigdy nie spostrzegł, jak na rękach odradza się mu grubsza, zrogowaciała skóra, gdy popracuje trochę ciężkimi narzędziami.

Historia poznawczej perwersji “uczonych w Piśmie” PICERÓW RELIGII oraz NAUKI

Otóż w zakazanej przez KK po synodzie w Nicei w 325 roku, tak zwanej „gnostyckiej” (tj. nacelowanej na POZNANIE) EWANGELII TOMASZA w logionie ( wypowiedzi) nr 3 Jezusa znajdujemy taką oto, wyraźnie pochodzącą od starożytnych 7 Mędrców Hellady informację: „Jeśli poznacie samych siebie, wtedy będziecie poznani i zrozumiecie, że jesteście synami Ojca żywego. Jeśli zaś nie poznacie siebie, wtedy istniejecie w nędzy i sami jesteście nędzą.” W tej zatem „5 Ewangelii” zachowała się, odgrzebana po dokładnie tysiącu lat wskazówka starożytnych MĘDRCÓW GRECJI jak mają ludzie, uważający się za chrześcijan, patrzeć na tych wszystkich, obecnie na Świeczniku Nauk o Życiu, UCZONYCH I (BEZ)MYŚLICIELI, którzy ZA NIC mają swą samoobserwację. Szczególnie tę wskazującą jak PRAWA BIOLOGII wpływają na formowania się naszych na świat poglądów.

Jeśli chodzi o tę sprawę, to pracująca na UKSW Anna Kozłowska przytacza takie oto ODKRYCIE Chomsky’ego: „Ludzka wiedza ani rozumienie nie pochodzą z indukcji. [. . . ] Doświadczenie (życiowe) wypełnia pewne opcje, które wrodzone struktury umysłu pozostawiają otwarte.” Tenże „NAUKOWY PICER z MIT w Bostonie” STWORZYŁ nawet MIT wrodzonej wszystkim ludziom „Uniwersalnej Gramatyki Generatywnej”, która jest „Strukturą języka wyznaczaną przez strukturę umysłu, jest ona determinowaną biologicznie, powszechną i uniwersalną, wspólną wszystkim ludziom”. A ponieważ za taką UNIWERSALNĄ gramatykę uznał on super-sztywną i ubogą gramatykę ANGIELSKĄ (wszystko w niej jest rodzaju NIJAKIEGO, brakuje deklinacji, itd.) więc „per nogam” potraktował wszystkie bardziej ROZWINIĘTE gramatyki. By wskazać tu na język polski, w który składnia jest w zasadzie dowolna. Wbrew bowiem Chomsky’ego „Uniwersalnej” Gramatyce, MOGĘ jako Polak stawiać orzeczenie przed podmiotem, a to w celu PODKREŚLENIA o co nam szczególnie chodzi.

Ten FAKT ZMYŚLENIA przezeń ponoć WRODZONEJ gatunkowi ludzkiemu angielskiej „Gramatyki Generatywnej” wskazuje, że ten znamienity żydo-amerykański „monojęzyczny” lingwista, pracowicie ROZWIJAŁ NAUKĘ, KTÓRA SŁUŻY NIE ROZJAŚNIENIU, ALE ZACIEMNIENIU RZECZYWISTOŚCI. Skąd u niego takie „zacięcie naukowe” się wzięło? Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że ŚLEPO podpiął się on pod teorię „inneizmu” Kartezjusza, który z kolei ŚLEPO zaakceptował MINIEMANIA św. Augustyna i wielbionego przezeń Apostoła Pawła, to zaczynamy kojarzyć że prace, wychowanego w młodości na starotestamentowych tekstach Chomsky’ego, są manifestacją zawartego w Nowym Testamencie „Bożego Zarządzenia” „by UNICESTWIAĆ TO, CO JEST PRAWDĄ (o rzeczywistości) i WYRÓŻNIAĆ TO CO JEST (jej) ATRAPĄ, NĘDZNYM POZOREM. Dosłownie „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców,… i to, co nie jest szlachetne i według świata wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to co jest, unicestwić” (1 Kor. 1:27-28).

A po co taki „cyrk boży” z OBRACANIEM DO GÓRY NOGAMI NASZEJ ZBIOROWEJ WIEDZY? Aby się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga”. Tak jakby te „bóg” biblijnego Abrama (alias Abrahama), Jakuba (alias Izraela) i Szawła (alias Pawła) był PODŁYM UZURPATOREM grożącym, kwestionującym jego omnipotencję śmiałkom „wyniszczę mądrość mędrców i inteligencję inteligentnych zamienię w nicość!” (Patrz haniebne ścięcie, na rozkaz kleru na rynku w Warszawie w 1689 Kazimierza Łyszczyńskiego, za napisanie w sekrecie w „De non existentia dei”, iż „Człowiek jest twórcą Boga (tego „pozaświatowego”), a Bóg jest tworem i dziełem człowieka. … Bóg nie jest bytem rzeczywistym, lecz bytem istniejącym tylko w umyśle, a przy tym bytem chimerycznym, bo Bóg i chimera są tym samym”. Te zdania Łyszczyńskiego nie są sprzeczne z nauką Jezusa w logionie 3 Ewangelii Tomasza: Królestwo (mego symbolicznego ojca) jest tym, co jest w was (INTELIGENCJĄ) i tym, co jest poza wami (INTELIGENCJĄ obecną w innych zwierzętach a nawet i roślinach, ale NIE ISTNIEJĄCĄ w martwych ludzkich wytworach, w tym i w tzw. „księgach świętych”).

Stąd nawet laikom łatwo się domyśleć, że tę CHIMERĘ „pozaświatowego” Boga stworzyli, na „obraz i podobieństwo swoje” ludzie WYJĄTKOWO PODLI, motywowani li tylko przez WRODZONY każdej żywinie (w tym i komórkom nowotworów) EGOIZM, nakazujący im „panować nad ziemią i nad wszystkim co się na niej poruszać odważa” (JP II w encyklice „Laborem exercens”, 1981). W tym miejscu dochodzimy do samo-narzucającego się SKOJARZENIA:

Mianowicie już w starożytności tego „ Żydowskiego Uniwersalnego Boga” władcy i filozofowie Rzymu kojarzyli z PIENIĄDZEM, co zauważył i Karol Marks w swym młodzieńczym (1844) pamflecie „W kwestii żydowskiej”. A ja już z blisko dekadę temu w miarę dowcipnie podkresliłem, że ten ŻYDOWSKI „PAN ŚWIATA (hebr. Adon Olam) funkcjonuje w formie Trójjedni TPD – Technika-Pieniądz-Dupa o Komforcie marząca (ang. WTC – Wealth-Technique-Comfort, jak te 3 wieże, które „islamiści” obalili w Nowym Jorku 9-11-2001, rozpoczynając „Nową Erę” ludzkości):

Wszystkie te trzy elementy TRÓJJEDNI TPD, zezwalają na UNIKANIE WYSIŁKÓW przy realizacji wszelakich potrzeb życiowych. A zatem, w sprzężeniu zwrotnym, WYMUSZAJĄ ATROFIĘ tych ludzkich organów, które są nimi zastępowane. I ten cały nowoczesny „hebraistyczno-kartezjański” ruch „prostoliniowości LNT myślenia” na grafiku Jaworowskiego, to jest trywialny, BIOLOGICZY PRODUKT, wykształconego w szczególności w Cywilizacji Żydo-Chrześcijańskiej Zachodu, myślenia opartego na kultywowaniu NIE-WIEDZY, bo „Wiedza nadyma, a miłość (do Pieniądza oczwiście) buduje” – i to nie tylko Kościoły oraz Banki, ale także nasze umiłowane „klatki z łazienkowym komfortem”, w których „lud boży TPD” na klucz się z zapałem zamyka.

HOMO IMBECILIS – czyli przyszły PAN ŚWIATA (rodzaj Adon Olam)

Jak pamiętam jeszcze ze studiów na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley przed półwieczem, byłem zdumiony, do jakiego stopnia nasi wykładowcy „na topie”, tej jednej z najlepszych amerykańskich uczelni, przyzwyczaili się nie dostrzegać różnicy między (indywidualnie dość rozumnymi) dorosłymi ludźmi, a masami którymi łatwo jest manipulować z pomocą super-prymitywnych argumentów. To skłoniło mnie by napisać pracę doktorską na ten ZOOLOGICZNY temat:

Ci profesorowie z UC Berkeley (wśród nich później także i Richard Dawkins), idą w ślad za TWÓRCAMI naszej żydo-chrzecijańskiej „Cywilizacji pod Bogiem” (to opinia Chomsky’ego). W dostrzeżonej przez ŁYSZCZYŃSKIEGO (1689) sytuacji, gdy ten wiszący na krzyżu TRUP-ZBAWCA LUDZKOŚCI (od „grzechu pierworodnego”) jest li tylko CHIMERĄ, to jest on tylko NĘDZNYM ARTEFAKTEM mającym „spychać w nicość” istnienie PRZECIWENTROPICZNEJ INTELIGENCJI we wszystkich egzemplarzach ZOON (żywiny).

Przecież ta celebrowana corocznie, w okresie żydowskiej paschy, historia ustanowienia tego „krzyża Pańskiego” to, patrząc na nią chociażby z perspektywy islamu, NAJZWYKLEJSZY PIC NA DRĄGU (z jedną lub nawet dwoma poprzeczkami, w zależności od rodzaju wyznania). W EWANGELII TOMASZA nie ma ani słowa o tym, aby Jezus sobie takie PONURE ZAKOŃCZENIE jego misji wśród Źydów zaprojektował. Na odwrót, jest w niej o tym, że Biznesmeni i handlarze nie wejdą do miejsca mego Ojca(ET, logion 64). Należy zatem to PLUGAWSTWO „BIZNESU Z KRZYŻEM” Szawła alias św. Pawła, wykorzenić z chrześcijaństwa mającego przecież przypominać… buddyzm (patrz „Kořeny indoevropskéduchovni tradice”, J. Kozak, Praha 2014).

A wraz z ODPICOWANIEM „naszejreligii, będzie można ZEPCHNĄĆ W NICOŚĆ nie tylko totalny rozdział między „świadomością” i goszczącym ją ciałem Descartesa, ale także ten (też wzięty z Biblii) totalny rozdział między „germenem” (nasieniem) i „somą” neodarwinisty Weissmana z końca XIX wieku. I w końcu ten ZMYŚLONY przez GENETYKÓW-PICERÓW, laureatów Nagrody Nobla w latach 1950/60 totalny rozdział między kwasami nukleinowymi (DNA i RNA) a białkami przy użyciu tych kwasów syntetyzowanymi. (Ja już jesienią 1978 roku, na ćwiczeniach 3 roku biologii Uni Genève, sekwencjonowałem struktury DNA przy pomocy białkowych ‘enzymów restrykcyjnych’!) Nb. na kolażu poniżej mamy zestaw utytułowanych profesorskimi tytułami „KRÓLEWSKICH” PICERÓW III RP, występujących „z antyszczepiennym ratunkiem dla Polski w imię Pana Naszego Jezusa Chrystusa”:

 (Drugi od prawej na dole to genetyk R. Zieliński, specjalista od postulowanej przezeń szkodliwości „wiecznotrwałego” mRNA w szczepionce Pfizera.)

I dopiero po takim ODPICOWANIU, zarówno religii jak i Nauk o Życiu, możemy zacząć MYŚLEĆ co się i z nami i z całą PRZYRODĄ, wskutek rozkwitu TPD Cywilizacji dzieje.W końcu ta plaga „nie istniejącej pandemii” pojawiła się, na początku XXI wieku, dzięki wewnętrznemu PRZECIWENTROPICZNEMU wysiłkowi „antycywilizacyjnemu” południowo-chińskich nietoperzy oraz trzymanych w ciasnych bateriach sympatycznych palmowych kotów łaskunami zwanych. A w następnej jej edycji się rozszerza dzięki WEWNĄTRZORGANIZMOWYM wysiłkom zwykłych, przymuszonych do wegetacji w super-ścisku „klatek z komfortem” ludzi, którzy tego „nie istniejącego wirusa” wciąż, w swych nienawidzących „boga cywilizacji” trzewiach „ulepszają”. (Bo gdyby zwierzęta były tylko maszynami, to namnażane w ich wnętrznościach wirusy z czasem traciły by zawartą w nich „toksyczną informację”. A tymczasem jesteśmy, od ponad roku, świadkami sytuacji zgoła odwrotnej.)

Na zakończenie pozwolę sobie przytoczyć META-MATEMATYCZNY obrazek, z tej mej Meta-Ph.D. Thesis sprzed półwiecza, ilustrujący w jakim kierunku zmierzamy i kto/co nas w tym „rozwojowym” kierunku POPYCHA. I mieć nadzieję, że ENDOGENNA INTELIGENCJA ZOON – ta która jest w „nas i wokół nas” – nam wskaże, co mamy dalej robić:

Zakopane, 30 kwiecień roku 104 po WSRP

(*) Ponoć w utworzeniu opartego na kącie prostym układu współrzędnych, Kartezjusz inspirował się myślą św. Augustyna, który w « De doctrina christiana » z uniesieniem podkreślił, za św. Pawłem, znaczenie Miłości do Kryża: « my powinniśmy … wraz ze wszystkimi świętymi ogarnąć duchem czym jest Serokość, Długość, Wysokość i Głębokość – czyli krzyż Pański, etc.». Jako że « Wiedza nadyma, Miłość zaś (do Krzyża?) buduje ». (« De doctrina » XL 62, Ef. 8,17 oraz 1 Kor. 8,1

(**) Do powyższych cytatów dodam, za Tatarkiewiczem, że „Kartezjusz chciał, aby wszystkie nauki stały się podobne do matematyki. (zajmującej się tylko własnościami ilościowymi). Ideałem Krtezjusza było by całą przyrodę rozważać wyłącznie geometrycznie i mechanicznie”. Analizując te propozycje, biolog z wykształcenia i filozof z zamiłowania, dr Miła Kwapiszewska zauważyła, że ten „nowożytny filozof” musiał NIENAWIDZIĆ znane mu domowe zwierzaki, by wyobrażać je sobie w formie bezdusznych przedmiotów, których zachowanie się da się ująć za pomocą prostych formuł matematyki. (Podobną niechęć do poglądów Kartezjusza zademonstrowała i król(owa)-filozof Szwecji Krystyna Waza. Zaprosiwszy tego nadętego francuskiego „nowego filozofa” na swój dwór jesienią 1649, już o 5 rano w zimie zwykła wymagać od 56-letniego Descartesa wykładów z jego filozofii. Co się skończyło tym, że nabawił się on zapalenia płuc i zmarł w lutym 1650.)


(***) W języku polskim staraniom IFiS PAN w Warszawie opublikowano w 1995, pod tytułem „Noama Chomsky’ego próba rewolucji naukowej” szczegółowy raport z debaty, zapoczątkowanej w Royaumont Abbey (Francja) w 1975 roku, między zwolennikami „konstruktywizmu” poznawczego Jeana Piageta, a zwolennikami „inneizmu” ludzkich struktur umysłowych, głoszonego przez Noama Chomsky’ego. Mając w kilka lat po tej debacie, stypendium w Paryżu w zakresie nauk ewolucyjnych u leciwego zoologa Pierre-Paul Grassé, miałem okazję rozmawiać osobiście z kilkoma uczestnikami tej „debaty”: mianowicie z neodarwinistą Antoine Danchin oraz (bardzo nieprzyjemnie) z „komputerowym neurologiem ewolucyjnym” Jean-Pierre Changeux. A w Genewie poznałem reprezentującego „konstruktywizm” Piageta psychologa Jacquesa Voneche oraz Barbel Inhelder, szefową wydziału psychologii na Uni Genève. Gdy wyjeżdżałem, po 14-letniej emigracji, w kwietniu 1982 do PRL, dała mi ona list polecający do prof. Aliny Szemińskiej w Warszawie, współpracowniczki Jeana Piageta w okresie II WŚ.

This entry was posted in Obce teksty. Bookmark the permalink.

Comments are closed.