Lucyfer zwiedza “miasto na wzgórzu” Syjon (Roz. 3 “Młot na Rozum…” r. 2007)

Rozdział 3

Pokorny (islam) Homo sapiens z wizytą w Civitas dei, czyli w „mieście Boga”

 1. Cristo Redentor, zbawca tradycji „Miasta na wzgórzu”

W roku 2006 na ekranach polskich kin wyświetlany był przez pewien czas brazylijski film pod zagadkowym tytułem „Miasto Boga”. Autor poszedł nań, spodziewając się, jak zwykły śmiertelnik, iż będzie to opowieść o czymś wzniosłym, jako iż „Bóg jest Miłością” jak ludzie przyzwyczajani są sądzić. Jakież było jego zaskoczenie, gdy zamiast scen kojących duszę każdego chrześcijanina, przez dwie godziny oglądał, ponoć osnutą na autentycznych wydarzeniach, opowieść o młodocianych bandytach, terroryzujących mieszkańców ubogich (ale dość estetycznie zbudowanych, dzięki rządowym subsydiom), dzielnic Rio de Janeiro. Jedynym religijnym epizodem w tej ponurej, filmowej opowieści było „nawrócenie się” jednego z gangsterów, któremu policja zaczęła deptać po piętach i który to morderca znalazł swe „zbawienie” w chroniących go przed policją murach lokalnego kościoła.

Skąd zatem się wziął tytuł „Miasto Boga” w odniesieniu do spraw świata przestępczego gigantycznej południowo-amerykańskiej metropolii, nad którą dominuje, z daleka przypominający krzyż swymi rozpostartymi ramionami, wysoki na 38 metrów betonowy posąg Cristo Redentor, Chrystusa Odkupiciela? Bez wątpienia tytuł „Miasto Boga” (łac. civitas dei) autor scenariusza skopiował z tytułu jednego z dzieł biskupa z Hippony, Aureliusza Augustyna, piszącego na początku V wieku. Otóż w całej swej „pobożnej” – by nie powiedzieć wprost, faryzejskiej (i) – działalności pisarskiej, święty Augustyn postulował, iż celem życia chrześcijan ma być budowa na ziemi „państwa (względnie miasta – civitas) bożego”, będącego wypełnieniem starotestamentowych proroctw kapłana Izajasza. Ten żydowski prorok, żyjący 2,5 tysiąca lat temu na wygnaniu w Babilonie, w swych natchnionych pismach głosił nadejście „nowej ziemi i nowego nieba”, kiedy to będzie nad światem zapanuje miasto zwane Nowe Jeruzalem:

Cudzoziemcy odbudują twoje mury,

a ich królowie będą ci służyć (…),

I twoje bramy będą stale otwarte,

ni w dzień, ni w nocy nie będą zamykane,

aby można było do ciebie sprowadzić skarby narodów,

pod wodzą ich królów,

Bo naród i królestwo, które tobie nie będą służyć, zginą,

i takie narody zostaną doszczętnie wytępione. (Iz. 60, 10-12)

Te „budujące” opisy przyszłej wspaniałości Syjonu trwały w marzeniach ludu (a jeśli nie ludu, to przynajmniej kleru) izraelskiego przez całe wieki i zostały powtórzone, prawie literalnie, w kończącym chrześcijański Nowy Testament „Objawieniu” św. Jana:

I poniósł mnie w duchu na wielką górę i pokazał mi miasto święte

Jeruzalem, zstępujące z nieba od Boga, (…)

A miasto nie potrzebuje ani słońca ani księżyca, aby mu świeciły,

oświetla je bowiem chwała Boża, a lampą jego jest Baranek.

I chodzić będą narody w światłości jego,

a królowie ziemi wnosić będą do niego chwałę swoją.

A bramy jego nie będą zamknięte w dzień, bo nocy tam nie będzie;

I wniosą do niego sławę i dostojeństwo narodów. (Obj. 21, 10-26)

Żydo-chrześcijańska wizja Nowego Jeruzalem, z dominującym w nim wzgórzem świątynnym Syjon, promieniującym swym nienaturalny (a więc sztucznym) „światłem” na całą Ziemię, bardzo głęboko utkwiła w wyobraźni lubiących się rozczytywać w Biblii protestantów (ii). O tym „mieście na wzgórzu”, będącym „beacon” (latarnią wskazującą kierunek poruszania się) ludzkości wspominał na przykład, w swych prorockich przemówieniach pod koniec XX wieku, prezydent USA Reagan, piętnując jednocześnie wrogie Bogu „Imperium Zła” w formie Związku Radzieckiego. Ten ‘Kraj Rad’ rzeczywiście, wkrótce po zdemaskowaniu go jako łajdackie (rogue) Imperium, rozsypał się w gruzy. Oczywiście to, co się uwidoczniło „na zewnątrz” pod koniec wieku XX-go, było wcześniej pieczołowicie przygotowane w ukryciu. O szczegółach tego gigantycznego „spisku” informuje wchodząca obecnie na rynek polski książka „Prezydent-Papież-Premier” Johna O’Sullivana. Zostało w niej opisane „Przymierze nie świętej trójcy” Ronalda Reagana, Jana Pawła II i Margaret Thatcher, których „porozumienie” z Michaiłem Gorbaczowem doprowadziło do pospiesznego demontażu ZSRR. (W pociągach PKP Intercity we wrześniu br. rozłożone były reklamy tej książki, najwyraźniej propagowanej przez CIA.)

Czymżesz jest zatem, w swej istocie, to Miasto Boga Izraela, którego „światło” jest zdolne powalić nawet najlepiej zbrojne Imperia? Otóż punktem centralnym starożytnej Jerozolimy, rządzonej przez lokalną teokrację, była Świątynia stojąca na wzgórzu Syjon. Według legend została ona zbudowana tysiąc lat przed Chrystusem w okresie rządów króla Salomona, przez architekta o nazwisku Hiram, który w czasach nowożytnych stał się patronem wszystkich, tak zwanych „wolnomurarskich”, tajnych związków robotniczych. To właśnie „światło” emanujące z ruin tej starożytnej jerozolimskiej świątyni, jest tym „światłem chwały Bożej”, które od blisko trzech tysięcy już lat promieniuje na świat cały. I to promieniuje głównie dzięki chrześcijaństwu, które przejęło hebrajski Stary Testament jako swoją „księgę świateł” wiodących ku Bogu.

Jak to omawia w szczegółach mojżeszowa „Księga Kapłanów” (Leviticus), w rozdziale 3 i 4, hebrajski kult świątynny polegał głownie na udzielaniu „odpustów” za popełnione grzechy oraz pospolite przestępstwa. Ludzie pożądający „grzechów odpuszczenia” przyprowadzali do świątyni jakieś drogie ich sercu zwierzę domowe, na które „składali” swe przewinienia (Kpł. 4, 4; 23 – 29). Te „obciążone grzechem”, niewinne zwierzęta domowe kapłani-rzeźnicy wykrwawiali a potem palili (tak zwany holocaust) „by ucieszyć Boga” i „wkupić się” w jego łaskę. Dzięki temu prostemu – by nie powiedzieć prostackiemu – zabiegowi „grzech znikał”, nikt już nie miał prawa wypominać ofiarodawcy popełnionych przezeń występków. A i on sam, pod wpływem autorytetu kapłanów, zagłuszał w sobie jakiekolwiek wyrzuty sumienia. W jerozolimskiej świątyni po prostu praktykowano starą jak Izrael sztuczkę z „kozłem ofiarnym” który, ku uciesze jego ofiarodawców, pokutował za nie swoje grzechy oraz zbrodnie. Hebrajski „bóg” był trywialnie bogiem Zapomnienia, Amnezji i Zamknięcia Oczu na „odpokutowane”, za pomocą umęczenia tak zwanych „baranków bożych”, przewinienia.

Z punktu widzenia zwykłego, posiadającego zdolność kojarzenia faktów śmiertelnika, Bóg – Wielki Sędzia, który przyjmuje „okup” za „wymazanie z rejestru przestępstw” jakiegoś przewinienia, w niczym się nie odróżnia od biorącego łapówki urzędnika, który za odpowiednim wynagrodzeniem udaje, że nie widzi spraw ewidentnie śmierdzących. Nie trzeba się tutaj nawet powoływać na starożytny grecki kosmiczny Nous (Rozum), by zauważyć, iż jedną z 40, rzadko wyjawianych nazw jerozolimskiego „boga-kolekcjonera łapówek” jest PRZEKUPNY. Oczywiście pod patronatem takiego „Boga” zarówno ilość grzechów, jak i pospolitych zbrodni, w „mieście Pana” musiała być przeogromna. Łatwiej jest bowiem dokonywać kradzieży i innych przestępstw gdy się ma świadomość, że Prawo stwarza „furtkę” poprzez którą, za odpowiednim ‘okupem’, przed Sprawiedliwością można uciec. Dzięki w ten „przemyślny” sposób skonstruowanemu Prawu, zwanemu Torą, profity były dość równo rozłożone wewnątrz specyficznego „trójkąta”, którego ślad zachował się na flagach dzisiejszego Izraela. U jego szczytu tkwił oczywiście „Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba”, który mógł nasycać do woli swe nozdrza wonią spalanych na jego cześć ofiar (Kpł. 2, 9 – 10). Zaś u podstawy tego kabalistyczno-pitagorejskiego Trójkąta, na „chwałę bożą” pracował świat przestępczy ściśle związany z mafią „sług bożych”, którym głód nigdy nie zagrażał: gdy przewinień zabrakło, to przecież z łatwością można było te przewinienia „konstruować”, uciekając się do prowokacji podobnych do tej, którą niedawno próbowało zorganizować w Polsce CBA, zastawiając wypełnioną trzema milionami złotych „łapkę na myszy” na wicepremiera Leppera.

Jerozolimską „Świątynię Korupcji”, którą Jezus z Nazaretu nazwał JASKINIĄ ZBÓJCÓW, w końcu zburzyli Rzymianie w 70 roku. Niestety smród po tej Świątyni Grzechów Odkupienia przetrwał dzięki Pismu Świętemu Nowego Testamentu. W czasach nowożytnych, a zwłaszcza w czasach obecnych, określanych jako po-nowoczesne, ten „zaduch poznawczy” rozchodzi się głównie dzięki wysiłkowi Anglosasów i dzięki naśladującym ich „cywilizację” Wielkim Polakom. To właśnie wskutek działalności w świecie ludzi pokroju bohaterów książki O’Sullivana „Prezydent-Papież-Premier”, smród po antycznym „Bogu Izraela” coraz szczelniej przykrywa Ziemię swą „Czarną Chmurą” spalin oraz toksycznych pyłów, zwłaszcza tych powstających przy wybuchach pocisków z uranu.

iPatrz esej M.G. „Bestie post-modernizmu i ich ‘pasterze’” z 2000 roku.

ii Poniżej urywek artykułu pod tytułem “Fundamentaliści protestanccy w USA”, profesora historii Cypriana Iwo Pogonowskiego (www.zaprasza.net):

John Cotton, kaznodzieja purytański zdefiniował Amerykę jako miejsce wyjątkowe na świecie, które jego kolega po fachu, John Winthrop nazwał symbolicznie „miastem na wzgórzu” („the city on a hill”). Wyrażenie to powtarzane jest regularnie co cztery lata w czasie wyborów prezydenta USA. Pojęcie to pochodzi od fanatycznych purytanów … (którzy) myśleli o sobie, że przeżywają na nowo biblijną ucieczkę Żydów z Egiptu i ich „miastem na wzgórzu” była biblijna Jerozolima. Purytanie po 1600 roku twierdzili, że uciekli na wolność z pod papieskich wpływów przez Atlantyk, który według nich symbolizował rzekę Jordan, a innowiercy wśród przybyszów z Europy, byli dla nich Kanaitami z Kany Galilejskiej. W tej orientacji nie było miejsca na tolerancję, zwłaszcza Indian, pogańskich autochtonów kontynentu amerykańskiego. Purytanie uważali. że autochtoni mają do wyboru nawrócenie się lub śmierć (…) Podbój kontynentu amerykańskiego jest przedstawiany jako wyraz „ostatnich najlepszych nadziei ludzkości” i przeznaczenie wolnych ludzi rozpowszechniających wolność. (…) Jak dotąd zbrodnia ludobójstwa Indian, autochtonów kontynentu amerykańskiego, nie jest krytykowane w USA ponieważ nie ostało ono właściwie przeanalizowane w piśmiennictwie amerykańskim. Brak nadal jest jasnego postawienia sprawy, że USA funkcjonuje jak inne państwa i nie ma wyjątkowych praw dzięki swemu „wyższemu posłannictwu” oraz działaniu niby w imię „humanitarnych interwencji.” (…) Obecnie większość Amerykanów jest niezadowolona z wojny w Iraku, ponieważ okupacja i pacyfikacją tego państwa jest fiaskiem, natomiast gdyby Amerykanie zniszczyli świat starając się usunąć z niego zło, to byłoby do przyjęcia przez fundamentalistów protestanckich. Robert J. Lifton napisał, że w USA zniszczenie planety ziemskiej jest do zaakceptowania, jeżeli stałoby się to w celu oczyszczenia planety ze zła.”

2. Chrystus Zbawiciel, zgrzeszeń i zbrodni Pomnożyciel, korupcji Krzewiciel

Perfidny pomysł, by zamienić rozumnego Jezusa Nazarejskiego w głupiutkiego „baranka bożego”, który gładzi zbrodnie „inwestorów” w męczeńską śmierć tegoż Jezusa na krzyżu, jest niewątpliwie autorstwa samozwańczego apostoła Pawła. Ten „wikary Chrystusa”, jak sam przed sądem w Jerozolimie z dumą opowiadał, był członkiem sekty Faryzeuszy, „starannie wykształconym w zakonie ojczystym, pełnym gorliwości dla Boga” (Dz. 22, 3; 23, 6). Peanami na temat wartości „odkupicielskiej” ukrzyżowania Chrystusa przepełnione są w szczególności pawłowe „Listy” do Rzymian oraz Koryntian, zaś w super-teologicznym „Liście do Hebrajczyków” (który wśród chrześcijan pojawił się dopiero około roku 150), imitator św. Pawła stwierdził autorytatywnie co następuje:

 „Bo jeśli krew kozłów i wołów oraz popiół z krowy uświęcają skalanych

i przywracają cielesną czystość,

O ileż bardziej krew Chrystusa (…) oczyści sumienia nasze,

abyśmy mogli służyć Bogu żywemu.

I dlatego jest on pośrednikiem nowego przymierza,

albowiem gdy poniesiona została śmierć

dla odkupienia przestępstw popełnionych za pierwszego przymierza,

ci, którzy są powołani, otrzymali dziedzictwo wieczne.

Gdzie bowiem jest testament,

tam musi być stwierdzona śmierć tego, który go sporządził.

(…)

Bo według zakonu niemal wszystko bywa oczyszczone krwią,

i bez rozlania krwi nie ma grzechów odpuszczenia.

(Hebr. 9, 12-22)

By oszustwo poznawcze, w jakie zaangażował się ten samozwańczy apostoł (i), było trudniejsze do wykrycia, wzdrygający się przed jakimkolwiek, zakazanym przez Torę, wysiłkiem umysłowym, Paweł rozpropagował mit o predestynacji. Według tego mitu Bóg udziela usprawiedliwienia, zwanego łaską, niezależnie od uczynków, li tylko na podstawie wiary (patrz „List do Rzymian” rozdz. 3 i 4). Wiara zaś polega na biernej akceptacji opinii głoszonych przez autorytety, człowiek wierzący stara się zatykać uszy, zasłaniać oczy i w ogóle nie myśleć, byle tylko nie zakwestionować autorytetu swego „Pana”. Taka niechęć do poznania, charakteryzująca chyba wszystkie religie monoteistyczne musi, w sposób konieczny, prowadzić do postulowanej przez Lamarcka Prawo Biologii, atrofii mózgów u osób wierzących. Gdy bowiem unika się pracy umysłowej, to i mózg wierzącego się rozleniwia, aparat skojarzeniowy robi się ospały, niezdolny do kojarzenia faktów, które u osób umysłowo sprawnych wzbudzają po prostu trwogę. Jak chociażby to dumne zapewnienie Apostoła:

 „Błogosławieni, którym odpuszczone są nieprawości,

I których grzechy (i zbrodnie) są zakryte;

Błogosławiony mąż,

któremu Pan grzechu (a nawet i zbrodni) nie poczyta.

(Rz. 4, 7-8)

 Wymarzone zatem przez biskupów Kościoła, „miasto Boże”, civitas dei, jest w swej istocie Miastem Zakrytych Zbrodni, pilny student „Listów” tegoż Pawła, święty Augustyn, w ten sposób zalecał katolickim księżom fetować Wielką Noc Zakłamania Świata przez ofiarę konającego na krzyżu Chrystusa (dosł. “Pomazańca bożego”):

 „O zaiste konieczny był grzech Adama,

który został zgładzony śmiercią Chrystusa!

O szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!

Uświęcająca siła tej nocy,

oddala zbrodnie, z przewin obmywa,

przywraca niewinność upadłym, a radość smutnym.”

(Jest to „pobożny” hymn, który był śpiewany przez księży po łacinie w Wielką Sobotę Wielkanocy, aż do czasów II Soboru Watykańskiego)

Nowe Przymierze z Bogiem, zawarte na Golgocie, zostało przegłosowane przez biskupów-zdrajców, wraz z dogmatem o ‘grzechów odpuszczeniu’, dopiero na tak zwanym „Soborze zbójeckim” w Efezie w 431 roku. To Przymierze z Przekupnym Panem Izraela też ma kształt kabalistycznego „Trójkąta Miłości Własnej – czyli Egoizmu – Boga, Kleru oraz Ludu Bożego”. U jego szczytu w Nowym Testamencie znalazła się, pojawiająca po raz pierwszy w „Objawieniu” św. Jana, „Dwójca Boga i Baranka”. Ta „święta Dwójca” pobudza chrześcijan do naśladownictwa swego zachowania: Chrystus-Baranek oczywiście popycha do męczeństwa imitujących Jezusa z Nazaretu przedstawicieli Homo sapiens próbujących, tak jak On bezskutecznie, zwrócić uwagę świata na korupcję szerzącą się w „mieście boga”. „Bóg Ojciec” zaś, zachowując się jak jego pierwowzór z Księgi Kapłanów, raduje się, gdy jego nozdrza wypełnia woń spalanego mięsa, tym razem mięsa najwyższej jakości, bo z ciał żywcem spalanych na stosach heretyków oraz innowierców (ii). U podstawy zaś tego „Nowego Trójkąta Miłości Własnej” rozkwitła Nowa Świątynia oraz komercyjny Zakon Kupców-Wojowników Nowego Izraela, będący kontynuacją mafijnych tradycji „złodziei i zbójców” Starego Testamentu (iii). Ten nowy, zbrojny w wizerunki krzyża „lud boży” zaczął się „wykupywać”, z popełnianych przez siebie zbrodni, za pomocą hojnych darów dla miłującego przecież dostatek kleru: w ten właśnie sposób powstała przebogata, późnoromańsko-gotycka katedra San Marco w Wenecji, zbudowana dzięki „okupowi za grzechy” mafii kupieckiej tego, dominującego na Morzu Śródziemnym, państwa-miasta.

i Święty Paweł, wychowany u stóp rabina Gimaiela starożytny specjalista od robienia ludziom „wody z mózgów”, zarówno przed jak i po swym nawróceniu ewidentnie pracował dla tajnych służb zagrożonego w swym bycie Sanhydrynu. Widać to szczególnie w opisanej w „Dziejach Apostolskich” historii „uwierzytelnienia”, nawróconego Szawła, w oczach chrześcijan w Damaszku, przez niejakiego Ananiasza, któremu „Bóg” polecił udzielić Szawłowi/Pawłowi gościny, wskazując nań jako na „nowo narodzonego chrześcijanina”.

ii Tych „innowierców”, całopalonych w ofierze za zbrodnie czcicieli „miasta na wzgórzu” – czyli głównie Anglosasów – w ostatnim stuleciu było setki tysięcy, by przypomnieć straszny los cywilnych mieszkańców Hamburga, Drezna i Hiroszimy w 1944/45 roku, czy też los wypalonej napalmem ludności Korei oraz Wietnamu w drugiej połowie XX-go wieku.

iii Jezus z Nazaretu “złodziejami I zbójcami” nazwał wszystkich, którzy przed nim przyszli, “pasterzy” Izraela (Jan 10, 8) .

3. „Uciekajcie z Jeruzalem! To rozkaz z Kosmosu!

Wychwalane w modlitwach przez Kościół „gładzenie grzechów świata”, oczywiście li tylko świata chrześcijan, za pomocą kultywowania przez wieki pamięci o Chrystusie Ukrzyżowanym, od strony socjotechniki nie różni się niczym od „gładzenia grzechów świata”, tym razem świata żydów-syjonistów, poprzez ciągłe podsycanie pamięci o Holocauście. To bezustanne przypominanie „niewinnych ofiar reżymu” (odpowiednio judeo-rzymskiego w wypadku ukrzyżowania Jezusa, nazistowskiego, w wypadku Holocaustu), podobnie jak coraz powszechniejsze przypominanie Katynia w Polsce dzisiaj, daje bardzo wymierne profity osobom oraz grupom te ‘seanse pamięci’ organizującym. Jednocześnie taka „sztuczna pamięć” automatycznie popycha rzeczone grupy do agresji wobec społeczności tych „idoli” nie akceptujących. Czy jednak tak szkaradne „idole pamięci” jak Golgota, Auschwitz, a ostatnio i Katyń, narzucające swym wyznawcom iście światowładcze ambicje, mogą służyć budowie świata lepszego jako całość, czyli budowaniu harmonijnej wspólnoty „ludzi, przyrody i bogów” jak to marzył Platon?

Zarówno w wypadku dogmatyki Kościoła Katolickiego, jak i „holocaustomanii” dzisiejszych zachodnich demokracji, ludzie zmuszani są do milczenia, aby nie ujawniać tego, czego świadomi są chociażby muzułmanie, wyraźnie impregnowani, przez ich kulturę, na wszelkie odmiany „kupczenia” – czyli ustanawiania „Przymierzy” – z Bogiem. W najnowszych, po 11 września 2001 czasach, to „życie dla kłamstwa” zachodnich, w dużej mierze post-chrześcijańskich demokracji do tego stopnia stało się normą, że co bardziej spostrzegawczy obywatele mają uczucie jakby jakiś RAKO-PODOBNY PASOŻYT (jeszcze jedno zakryte imię „Boga Izraela”), usiłował chwycić w swe „kleszcze” ich mózgi i dyktować, co wolno, a czego nie wolno im mówić oraz myśleć. Na ten stan „ducha społecznego” skarżył się autorowi rok temu jeden z jego niemiecko-szwajcarskich znajomych i taki właśnie stan psychiczny opisał niedawno Christopher Bollyn, jeden z nielicznych, zdolnych jeszcze do samodzielnego sądu, publicystów amerykańskich:

Syjonistyczna (czyli emanująca z „miasta na wzgórzu”) dominacja nad środkami masowego przekazu oraz nad akademią w Stanach Zjednoczonych jest tak przekonywująca, że Amerykanie są poddani, tak jak Truman Burbak w filmie „The Truman Show”, ciągłemu ograniczaniu myśli za pomocą wielopoziomowych oszustw, tak jak gdyby cała ludność USA żyła w fałszywej konstrukcji, jak gdyby w „Oświęcimiu dla mózgów”. … Stworzony przez syjonistów wizerunek świata jest tak rozpowszechniony, że wielu ludzi w ogóle sobie nie zdaje sprawy, iż zostali zamknięci w umysłowym więzieniu.” (i)

Bollyn podkreśla, iż w skali prawie całego Kontynentu Północno-amerykańskiego udało się zbudować sztuczny mur iluzji, którego ograniczeń zwykli obywatele nie są w stanie – ani nawet nie chcą – przebić. Jednak poza tym „Murem Imperium Judeo-Christianum” istnieją jeszcze „łajdackie wyspy” (a nawet i Kontynenty, jak ten Południowo-amerykański) gdzie Homo sapiens ze swej „walki o byt” jeszcze nie zrezygnował (ii). Ten front walki, z trzymającym ludzkie mózgi w swych kleszczach POTWORNYM RAKIEM, który to „Bóg” wyrósł z czytanych pilnie przez protestantów kart Pisma Świętego, przebiega obecnie nie tylko przez graniczącą z Polską Białoruś oraz Ukrainę, ale także przez samo centrum Jerozolimy, nad która wciąż jeszcze, na wzgórzu Syjonu, dominuje meczet Al Aqsha, w którym żadnych, charakterystycznych da judeo-chrześcijaństwa, „przekupicielskich” ofiar się nie praktykuje (iii).

Amerykański, pozasystemowy pisarz John Kamiński, w jednym ze swych, ostatnio opublikowanych w internecie esejów, przyrównał „światło”, które do nas dochodzi z Jerozolimy, czyli miasta siejących zniszczenie apokaliptycznych bóstw/bestii „Boga i Baranka” (czczonych odpowiednio na wzgórzach Syjon i Golgota), do Czarnej Chmury, która nam zasłoniła Słońce. Ideę takiego porównania wziął on z futurystycznej noweli, właśnie pod tytułem „Czarna chmura”, opublikowanej w 1958 roku przez znanego astrofizyka Freda Hoyle. (Ten astrofizyk utrzymywał, wbrew mitom propagowanym przez astronomów-syjonistów, że żadnego „stworzenia świata”, metodą Wielkiego Wybuchu kilkanaście miliardów lat temu, być nie mogło.) Dla Johna Kaminskiego, obserwującego z Florydy wydarzenia ostatnich kilku lat na Bliskim Wschodzie, ta „Czarna Chmura”, rozpełzająca się na cały świat z uwielbianego przez prezydentów USA „miasta na wzgórzu”, wydaje się być czymś najzupełniej realnym. Jego propozycja „eksodusu”, czyli rodzaju biblijnego „Wyjścia”, ucieczki z tego coraz bardziej pogrążającego świat w ciemnościach „miasta Boga” jest następująca:

 „Uciekajcie z Jeruzalem. To nie jest sugestia, ani polecany kierunek działania. To jest rozkaz. Rozkaz z Kosmosu. Trucizna, która się wydobywa z tego ponurego źródła kojarzy się bezpośrednio z poskręcanymi trupami, jakie znajdują się w radioaktywnych ruinach Iraku, nie mówiąc już o nowojorskich wieżach WTC, czy o naszej własnej (USA) czarnej przeszłości. Plwocina jaka sączy się z Jerozolimy zatruwa nasze ciała i nasze umysły. Jest to filozofia utrzymująca, że jedna grupa ludzi posiada nadnaturalne zezwolenie by gwałcić i wyzyskiwać innych, posiadających podobno gorszy status. Jest to określane także jako nieuczciwość. Mówiąc prościej, widzimy efekty naszego zachowania się na Ziemi, tym rajskim ogrodzie, który żywi nas i zaspakaja każdą naszą potrzebę. Zamieniliśmy ten raj w rynsztok. W dużej mierze wygląda on jak Izrael. I cały świat zaczyna wyglądać jak Izrael, z betonowymi ogrodzeniami przebiegającymi wszędzie, tak by hodować nas, proletariat, w murach naszych gigantycznych miast, gdzie Oni mogą nas dokładnie pogrzebać.”

i “Israeli Control of the Mass Media & the 9-11 Cover-Up”, Christopher Bollyn http://www.rumormillnews.com/cgi-bin/forum.cgi?read=108923

ii Określenia „miasta (państwa) łajdackie” po raz pierwszy użył św. Augustyn w traktacie „Civitas dei”, dla określenia krajów pogańskich, które mają być przez chrześcijan wytępione. Obecnie terminem „łajdackie (rogue) kraje” Stany Zjednoczone określają państwa, takie jak Iran, Białoruś czy Korea Północna, które mają być przez USA doszczętnie, na wzór Iraku oraz Afganistanu, zdewastowane.

iii Patriarcha Abraham, którego muzułmanie znają z lektury Koranu, miał tylko straszny sen, ze bóg kazał mu zabić i spalić Izaaka, by się „wkupić” w łaskę boga; utrzymują oni także, że apostołom tylko się zdawało, że na krzyżu zawisł ‘boży posłaniec’ Jezus. Według ich interpretacji, Allach miłosierny i sprawiedliwy spowodował, że na krzyżu znalazł się Judasz. Z którego to wizerunkiem Zdrajcy Jezusa, na swej lasce pasterskiej, obnoszą się po świecie katoliccy papieże.

4. „Bombo-kreacjonizm” USA (oraz Izraela) jako ‘inteligentny projekt’ apokaliptycznej pary Boga i Baranka

Dlaczego może – a nawet musi, jeśli nie zneutralizujemy zatrutych „czarnych świateł” emanujących z Pisma Świętego – dojść do kompletnej katastrofy nie tylko ludzkości, ale całej planety Ziemia, katastrofy swoimi rozmiarami daleko przekraczającej lokalną katastrofę Izraela blisko dwa tysiące lat temu, kiedy to Jerozolima została zburzona przez Rzymian? Otóż by utrzymać mile łechczący ludzką próżność mit o „narodzie wybranym”, koniecznym stało się zaduszenie, obecnej przecież w całej przyrodzie ożywionej wskazówki, że wyższe formy świadomości, podobnie jak wyższe formy zachowań społecznych, rozwijają się tylko poprzez osobniczą AKTYWNOŚĆ i INTERAKTYWNOŚĆ między bezpośrednio komunikującymi się ze sobą osobnikami. W świetle tego Prawa Przyrody (i) propagowana przez samozwańczego apostoła Pawła metoda osiągania zbawienia, nie poprzez wysiłek poznawczy (także przez poznanie siebie samego), ale przez (bezmyślną z definicji) wiarę, to jest nic innego jak próba przechwycenia władzy nad ludem w sposób określony przez Johna Kaminskiego jako nieuczciwy.

Z punktu widzenia Praw Natury, jedno z 40, ukrywanych przed publicznością, imion żydowskiego boga Jahwe to LORD OF IGNORANCE, czyli „Ten, który tworzy w duszach ciemność” (ii). Nic zatem dziwnego, że chrześcijanie, którzy od setek już lat przyzwyczajali się żyć w ciemnościach CZARNEJ CHMURY, zawleczonej do ich krajów znad ‘miasta na wzgórzu Syjon’, z diabłem kojarzą Lucyfera, czyli dosłownie „tego, który przynosi światło”. Ten „pozorny diabeł” jest bowiem dobrze widoczny na bezchmurnym niebie, bezpośrednio przed wschodem słońca, w postaci świecącej czerwonawym światłem planety Wenus, którą Francuzi nazywają „Lucyferem”. Z tej Gwiazdy Zarannej komuniści zrobili pięcioramienny, czerwony symbol swego antysyjonistycznego ruchu LUDZI PRZYRODY, pragnących żyć w promieniach Naturalnego Słońca.

W jakim zatem kierunku popycha, zarówno ludzi jak i przyrodę, „Ten, który czyni ciemność”, czyli „Bóg” zarówno Ojców Kościoła jak i proroków Izraela? Żydo-niemiecki, marksizujacy psychoanalityk Erich Fromm był przerażony, gdy na emigracji w Stanach Zjednoczonych odkrył, że judeo-anglosaskie elity tego kraju na serio biorą zarysowany w proroctwach Izajasza program Nowego Stworzenia Świata. Jednak poważnym ludziom, czytającym tylko Biblię, takie postępowanie wydaje się być przecież całkiem racjonalne: człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, Bóg stworzył świat, a zatem i człowiek winien starać się ten świat, jeśli już nie stworzyć całkiem od nowa, to przynajmniej przetworzyć zgodnie z zawartą w Biblii instrukcją. W tym zaś biblijnym „planie”, określanym przez uczonych w USA jako ‘inteligent design’, czyli ‘mądry projekt’, występują co najmniej dwa elementy, które są całkowicie patologiczne z punktu widzenia fizyki, fizjologii oraz psychologii.

Po pierwsze, jeśli „bóg”, funkcjonujący na zasadzie arystotelesowskiego Nieruchomego Poruszacza, bez jakiegokolwiek wysiłku jest zdolny do manipulacji światem ludzi oraz przyrody, to i ludzie winni starać się tak przebudować świat, aby móc nad nim, możliwie najmniejszym wysiłkiem, panować. Z tego właśnie powodu ze Stanów Zjednoczonych, kraju który najbardziej się przejął biblijnym nakazem „prostujcie drogi (oraz autostrady) Pana”, promieniuje na cały świat agresywny kult techniki, zezwalającej ludziom, przez starożytnego żydowskiego myśliciela, Filona z Aleksandrii wychwalanym jako „małe bóstwa” (iii), żyć prawie w bezruchu, minimalnym wysiłkiem często li tylko palców kierując gigantycznymi urządzeniami do „panowania nad ziemią”. Czego kontrolowana przez syjonistów amerykańska lumpenkultura „dynamicznego siedzenia” w ogóle nie dostrzega, to wynikające z Prawa Biologii sprzężenie zwrotne, powodujące że te zmechanizowane „małe bóstwa”, w wyniku swego, prawie permanentnego znieruchomienia, z konieczności stają się coraz bardziej chorowite, porośnięte tłuszczem, pozbawione potencji, brzydkie i bezdennie wręcz głupie.

Jest i drugi, jeszcze groźniejszy problem, wynikający z „zaczadzenia się” amerykańskich elit Czarną Chmurą toksyn, wydobywających się z „miasta na wzgórzu Syjon”. Otóż elity te, na zasadzie odruchu Pawłowa, wykształciły u siebie przekonanie, że wszelkie zjawiska samoulepszania się oraz różnicowania się elementów biosfery nie są wynikiem odwiecznej działalności tych „stworzeń”, ale wynikiem ich Kreacji (Stworzenia), z „prawie niczego”, li tylko wolą Stwórcy. W ostatnim stuleciu stary, skopiowany z mitów sumeryjskich, biblijny opis stworzenia świata w dni 7 powoli odchodzi do lamusa. Dzięki wysiłkom astrofizyków udało się skonstruować Nowy Mit Stworzenia Świata, w zaledwie dwie minuty, w czasie tak zwanego Wielkiego Wybuchu, który miał ponoć miejsce kilkanaście miliardów lat temu. Z tej, coraz bardziej „obowiązkowej” Naukowej Teorii Stworzenia (iv) wynika logicznie, że i Naród Wybrany, chcąc się upodobnić do swego „Pana” winien starać się „ulepszać” ten świat za pomocą podobnych, możliwie najpotężniejszych eksplozji, a więc najlepiej wybuchów jądrowych.

Stąd właśnie pojawiło się w kręgach rządzących USA etyczne przyzwolenie na wykorzystanie, pod sam koniec II Wojny Światowej, bomb nuklearnych skonstruowanych przez ubóstwianych odtąd – jak Albert Einstein – żydowskich uczonych. I rzeczywiście, przez zrzucenie na Hiroszimę i Nagasaki bomb atomowych w lecie 1945 roku, praktycznie „w oka mgnieniu” udało się Amerykanom „ulepszyć” całą antyczną cywilizację Japonii. Po którym to wyczynie Amerykanie zaczęli „ulepszać”, mniejszymi już bombami, pozostałe kraje obrzeża Pacyfiku, Koreę, Wietnam, Kambodżę i tak dalej, by kilka lat temu ze swą „misją” Ulepszenia Świata powrócić do Europy (77 dni „przyjacielskich bombardowań” Jugosławii w roku 1999!). W końcu spektakularne, „wybuchowe” wyburzenie, 11 września 2001, wież WTC na Manhattanie bardzo istotnie „ulepszyło” sytuację psychologiczną w samych Stanach Zjednoczonych. Ameryka precyzyjnie uderzona w same centra swych afer handlowych (WTC) oraz wojskowych (Pentagon), poczuła się w mocy ruszyć ze swą „misją cywilizacyjną” na Bliski Wschód, gdzie amerykańską metodę „ulepszenia” świata zaczął oczywiście kopiować Izrael, który w 2006 roku przez aż 35 dni z rzędu bombardował miasta maleńkiego Libanu.

Takie „bombokratyczne” zachowania się USA (i jego „umiłowanego pupilka” pod nazwą Izrael) nie byłyby możliwe, gdyby wewnątrz tych (i nie tylko tych) krajów nie zostały zainstalowane systemy medialne całkowicie zdominowane przez syjonistów, od wieków specjalizujących się w zagłuszaniu odruchów racjonalnego rozumu (v). Dzięki takiemu „zagłuszaniu”, powodującemu że najbardziej zbrodnicza w świecie US Army wciąż cieszy się niezwykłym poważaniem (chociażby w Polsce), elity amerykańskiego „civitas dei”, państwa „pod bogiem”, nie cierpią na jakiekolwiek wyrzuty sumienia, ciągle planując kolejne zrzuty bomb i kolejne podboje. Ponieważ wyniki bombardowań krajów Bliskiego Wschodu nie okazały się zadawalające i „łajdackie” reżymy nie zademonstrowały chęci swej poprawy, więc do nadchodzących bombardowań Iranu Amerykanie już prawie otwarcie się deklarują wykorzystać, po raz wtóry po ponad półwiecznej przerwie, bomby atomowe.

W swym „bombo-kreacjonistycznym” zapale, ten pozbawiony nawet najprostszych odruchów mózgu, TUMOR LUDZKOŚCI pod nazwą USA, jest w stanie sobie ubzdurać, że jak walnie w świat Największą Bombą, to wybrańcy Boga żywcem (ale nago) zostaną wniebowzięci. W tym, całkiem zrozumiałym dla milionów religijnych Amerykanów przypadku, resztki „bezbożnej” ziemskiej biosfery będą jeszcze przez pewien czas wegetować, na pozostałym po planecie Ziemia, kolejnym pasie astreoidów, krążących wokół Słońca…

 i Sądząc po tekstach Biblii hebrajskiej, podstawowe Prawo Przyrody Ożywionej, powodujące że organy używane się rozwijają, a te unieruchomione, zanikają, było zupełnie nieznane „Bogu” (oraz prorokom) Izraela. Stąd też bierze się, bardzo wyraźna niechęć do akceptacji Prawa Biologii Lamarcka zarówno wśród uczonych wychowanych w duchu protestanckim (Cuvier, Darwin, Monod) jak i judaistycznym (François Jacob we Francji, Jakub Szacki i Władysław Krajewski w Polsce.)

ii “Lord of Ignorance” jest to tytuł dwuczęściowego, rozpowszechnionego za pomocą internetu w roku 2004/5, eseju autora niniejszego opracowania. Doczekał się on kilku bardzo ciekawych reakcji czytelników. Na przykład jedna z jego, mieszkających w USA czytelniczek, która wychowała już swoje dzieci, celnie zauważyła, że gdy jakiś „ojciec” jest w stanie – tak jak to praktykowano w pewnym okresie w Izraelu oraz w krajach doń przylegających (np. II Kr. 3, 27) – zabić i spalić (względnie ukrzyżować) swego dorastającego syna, to z tak bestialskiego „ojca” się robi do cna zakłamany psychopata. Takiemu psychopacie, „wzmocnionemu od wewnątrz” przez potworność dokonanego przezeń czynu, żaden normalny, „po ludzku” się zachowujący człowiek nie potrafi sprostać.

iii Patrz rozdział 4 „Teozofia Filona z Aleksandrii jako podstawa poznawcza nauki i cywilizacji Euro-Atlantyckiej”.

iv Sprawę niemożliwości stworzenia świata metodą Wielkiego Wybuchu autor omawiał w krotkim emailowym tekście pt. „Blackshift, czyli ‘przesunięcie ku ciemności’ w naukach o przyrodzie dzisiaj”, rozesłanym przezeń w połowie września br. (patrz Addendum). Polemizuje on w nim z poglądami bardzo „katolickiego” fizyka, prof. Zbigniewa Jacyna-Onyszkiewicza („Metakosmologia”, UAM, Poznań 1999) utrzymującego, że wszechświat „ekspanduje”, bo gwiazdy bardziej odlegle świecą „na czerwono” (a zatem świecą podobnie jak ta najbliższa z nich, Wenus-Lucyfer, widzialna tylko wcześnie rano, nisko nad horyzontem). Już w kilka godzin po rozesłaniu powyższego tekstu, autor otrzymał telefon od prof. Mirosława Zabierowskiego z Wrocławia, z pretensjami, że w artykule nie uwzględnione zostały, (będące w posiadaniu M.G.) jego prace, dokumentujące bzdurę teorii Wielkiego Wybuchu. Jak się okazało, prof. Zabierowski za te prace uzyskał aż dwie nagrody państwowe w latach 1980, a zatem w okresie zbrodniczego ustroju PRL i obecnie nie powinien się tym chwalić. Tę nową sytuację na „rynku nauki” streścił bardzo prosto inny kolega autora, mgr. inż. Maciej Węgrzyn: „Big-bang jest obecnie paradygmatem i nic co by temu przeczyło po prostu nie będzie publikowane i tyle – dawniejsza cenzura była o wiele łatwiejsza do ominięcia.

v Te zdominowane przez syjonistów, “wolnościowe”, media Zachodu odgrywają obecnie rolę starożytnego kapłaństwa Izraela, które to kapłaństwo, za odpowiednim wynagrodzeniem „odpuszczało” zbrodnie swym „ofiarodawcom”, zrzucając je na oferowane im, do wykrwawienia i spalenia, „baranki boże”. (W późnym średniowieczu także Kościół Katolicki zaczął praktykować, wzorowaną na świątyni jerozolimskiej sprzedaż „odpustów”, tak zwanych indulgencji, co doprowadziło do kryzysu w Kościele i do Reformy Martina Lutra.) Obecnie „kozłami ofiarnymi”, pokutującymi za zbrodnie Izraela oraz USA, stali się muzułmanie, których kultura przeznaczona została na całkowite wyniszczenie, tak jak wcześniej wyniszczona została kultura północno-amerykańskich Indian.

iPrzypisy

Patrz esej M.G. „Bestie post-modernizmu i ich ‘pasterze’” z 2000 roku.

ii Poniżej urywek artykułu pod tytułem “Fundamentaliści protestanccy w USA”, profesora historii Cypriana Iwo Pogonowskiego (www.zaprasza.net):

John Cotton, kaznodzieja purytański zdefiniował Amerykę jako miejsce wyjątkowe na świecie, które jego kolega po fachu, John Winthrop nazwał symbolicznie „miastem na wzgórzu” („the city on a hill”). Wyrażenie to powtarzane jest regularnie co cztery lata w czasie wyborów prezydenta USA. Pojęcie to pochodzi od fanatycznych purytanów … (którzy) myśleli o sobie, że przeżywają na nowo biblijną ucieczkę Żydów z Egiptu i ich „miastem na wzgórzu” była biblijna Jerozolima. Purytanie po 1600 roku twierdzili, że uciekli na wolność z pod papieskich wpływów przez Atlantyk, który według nich symbolizował rzekę Jordan, a innowiercy wśród przybyszów z Europy, byli dla nich Kanaitami z Kany Galilejskiej. W tej orientacji nie było miejsca na tolerancję, zwłaszcza Indian, pogańskich autochtonów kontynentu amerykańskiego. Purytanie uważali. że autochtoni mają do wyboru nawrócenie się lub śmierć (…) Podbój kontynentu amerykańskiego jest przedstawiany jako wyraz „ostatnich najlepszych nadziei ludzkości” i przeznaczenie wolnych ludzi rozpowszechniających wolność. (…) Jak dotąd zbrodnia ludobójstwa Indian, autochtonów kontynentu amerykańskiego, nie jest krytykowane w USA ponieważ nie ostało ono właściwie przeanalizowane w piśmiennictwie amerykańskim. Brak nadal jest jasnego postawienia sprawy, że USA funkcjonuje jak inne państwa i nie ma wyjątkowych praw dzięki swemu „wyższemu posłannictwu” oraz działaniu niby w imię „humanitarnych interwencji.” (…) Obecnie większość Amerykanów jest niezadowolona z wojny w Iraku, ponieważ okupacja i pacyfikacją tego państwa jest fiaskiem, natomiast gdyby Amerykanie zniszczyli świat starając się usunąć z niego zło, to byłoby do przyjęcia przez fundamentalistów protestanckich. Robert J. Lifton napisał, że w USA zniszczenie planety ziemskiej jest do zaakceptowania, jeżeli stałoby się to w celu oczyszczenia planety ze zła.”

iii Święty Paweł, wychowany u stóp rabina Gimaiela starożytny specjalista od robienia ludziom „wody z mózgów”, zarówno przed jak i po swym nawróceniu ewidentnie pracował dla tajnych służb zagrożonego w swym bycie Sanhydrynu. Widać to szczególnie w opisanej w „Dziejach Apostolskich” historii „uwierzytelnienia”, nawróconego Szawła, w oczach chrześcijan w Damaszku, przez niejakiego Ananiasza, któremu „Bóg” polecił udzielić Szawłowi/Pawłowi gościny, wskazując nań jako na „nowo narodzonego chrześcijanina”.

iv Tych „innowierców”, całopalonych w ofierze za zbrodnie czcicieli „miasta na wzgórzu” – czyli głównie Anglosasów – w ostatnim stuleciu było setki tysięcy, by przypomnieć straszny los cywilnych mieszkańców Hamburga, Drezna i Hiroszimy w 1944/45 roku, czy też los wypalonej napalmem ludności Korei oraz Wietnamu w drugiej połowie XX-go wieku.

v Jezus z Nazaretu “złodziejami I zbójcami” nazwał wszystkich, którzy przed nim przyszli, “pasterzy” Izraela (Jan 10, 8) .

vi “Israeli Control of the Mass Media & the 9-11 Cover-Up”, Christopher Bollyn http://www.rumormillnews.com/cgi-bin/forum.cgi?read=108923

vii Określenia „miasta (państwa) łajdackie” po raz pierwszy użył św. Augustyn w traktacie „Civitas dei”, dla określenia krajów pogańskich, które mają być przez chrześcijan wytępione. Obecnie terminem „łajdackie (rogue) kraje” Stany Zjednoczone określają państwa, takie jak Iran, Białoruś czy Korea Północna, które mają być przez USA doszczętnie, na wzór Iraku oraz Afganistanu, zdewastowane.

viii Patriarcha Abraham, którego muzułmanie znają z lektury Koranu, miał tylko straszny sen, ze bóg kazał mu zabić i spalić Izaaka, by się „wkupić” w łaskę boga; utrzymują oni także, że apostołom tylko się zdawało, że na krzyżu zawisł ‘boży posłaniec’ Jezus. Według ich interpretacji, Allach miłosierny i sprawiedliwy spowodował, że na krzyżu znalazł się Judasz. Z którego to wizerunkiem Zdrajcy Jezusa, na swej lasce pasterskiej, obnoszą się po świecie katoliccy papieże.

ix Sądząc po tekstach Biblii hebrajskiej, podstawowe Prawo Przyrody Ożywionej, powodujące że organy używane się rozwijają, a te unieruchomione, zanikają, było zupełnie nieznane „Bogu” (oraz prorokom) Izraela. Stąd też bierze się, bardzo wyraźna niechęć do akceptacji Prawa Biologii Lamarcka zarówno wśród uczonych wychowanych w duchu protestanckim (Cuvier, Darwin, Monod) jak i judaistycznym (François Jacob we Francji, Jakub Szacki i Władysław Krajewski w Polsce.)

x “Lord of Ignorance” jest to tytuł dwuczęściowego, rozpowszechnionego za pomocą internetu w roku 2004/5, eseju autora niniejszego opracowania. Doczekał się on kilku bardzo ciekawych reakcji czytelników. Na przykład jedna z jego, mieszkających w USA czytelniczek, która wychowała już swoje dzieci, celnie zauważyła, że gdy jakiś „ojciec” jest w stanie – tak jak to praktykowano w pewnym okresie w Izraelu oraz w krajach doń przylegających (np. II Kr. 3, 27) – zabić i spalić (względnie ukrzyżować) swego dorastającego syna, to z tak bestialskiego „ojca” się robi do cna zakłamany psychopata. Takiemu psychopacie, „wzmocnionemu od wewnątrz” przez potworność dokonanego przezeń czynu, żaden normalny, „po ludzku” się zachowujący człowiek nie potrafi sprostać.

xi Patrz rozdział 4 „Teozofia Filona z Aleksandrii jako podstawa poznawcza nauki i cywilizacji Euro-Atlantyckiej”.

xii Sprawę niemożliwości stworzenia świata metodą Wielkiego Wybuchu autor omawiał w krotkim emailowym tekście pt. „Blackshift, czyli ‘przesunięcie ku ciemności’ w naukach o przyrodzie dzisiaj”, rozesłanym przezeń w połowie września br. (patrz Addendum). Polemizuje on w nim z poglądami bardzo „katolickiego” fizyka, prof. Zbigniewa Jacyna-Onyszkiewicza („Metakosmologia”, UAM, Poznań 1999) utrzymującego, że wszechświat „ekspanduje”, bo gwiazdy bardziej odlegle świecą „na czerwono” (a zatem świecą podobnie jak ta najbliższa z nich, Wenus-Lucyfer, widzialna tylko wcześnie rano, nisko nad horyzontem). Już w kilka godzin po rozesłaniu powyższego tekstu, autor otrzymał telefon od prof. Mirosława Zabierowskiego z Wrocławia, z pretensjami, że w artykule nie uwzględnione zostały, (będące w posiadaniu M.G.) jego prace, dokumentujące bzdurę teorii Wielkiego Wybuchu. Jak się okazało, prof. Zabierowski za te prace uzyskał aż dwie nagrody państwowe w latach 1980, a zatem w okresie zbrodniczego ustroju PRL i obecnie nie powinien się tym chwalić. Tę nową sytuację na „rynku nauki” streścił bardzo prosto inny kolega autora, mgr. inż. Maciej Węgrzyn: „Big-bang jest obecnie paradygmatem i nic co by temu przeczyło po prostu nie będzie publikowane i tyle – dawniejsza cenzura była o wiele łatwiejsza do ominięcia.

xiii Te zdominowane przez syjonistów, “wolnościowe”, media Zachodu odgrywają obecnie rolę starożytnego kapłaństwa Izraela, które to kapłaństwo, za odpowiednim wynagrodzeniem „odpuszczało” zbrodnie swym „ofiarodawcom”, zrzucając je na oferowane im, do wykrwawienia i spalenia, „baranki boże”. (W późnym średniowieczu także Kościół Katolicki zaczął praktykować, wzorowaną na świątyni jerozolimskiej sprzedaż „odpustów”, tak zwanych indulgencji, co doprowadziło do kryzysu w Kościele i do Reformy Martina Lutra.) Obecnie „kozłami ofiarnymi”, pokutującymi za zbrodnie Izraela oraz USA, stali się muzułmanie, których kultura przeznaczona została na całkowite wyniszczenie, tak jak wcześniej wyniszczona została kultura północno-amerykańskich Indian.

Posted in Obce teksty | Leave a comment

PAN w Z-nem (65): AMRYKANIZM to realizacja pożądań „TRĘDOWATEGO Boga Izraela”

AMRYKANIZM to realizacja pożądań „TRĘDOWATEGO Boga Izraela”

Dłuższe Post Scriptum do tekstu BÓG i ŚMIECH HISTORII” + Lew Tołstoj o b(r)żydocie Pisma Świętego

2100 słów

Pozwolę sobie jeszcze raz przypomnieć znalezioną w necie romantyczną alegorię planety WENUS (planety pożądania nie tylko PIĘKNA ale i MĄDROŚCI jak ta grecka, też żeńska Sofia). Planeta ta w językach romańskich nosi nazwę LUCIFER i znana jest pod rosyjską, słowiańską nazwą ZARIA (zorza). Taka świecąca na czerwono „Zaria” od ponad już stu lat stara się wprowadzić nas w ŚWIAT o ileż PIĘKNIEJSZY i ROZUMNIEJSZY niż ta cała, obecnie dominująca lumpenkultura „Trędowatego Boga Izraela”.

Jkilkanaście lat temu czytałem w francuskim tygodniku „Marianne” interesujący esej Natacha Polony na temat książki „Demokracja w Ameryce” Alexisa de Tocqueville z lat 1840. Natacha (to rosyjskie imię nadali jej rodzice by uczcić pamięć Nataszy Rostowej, bohaterki „Wojny i Pokoju” Lwa Tołstoja), wskazuje w nim, że wg de Tocqueville USA „jest to jedyny kraj jaki znam, naprawdę CHRZEŚCIJAŃSKI, w którym zasada RÓWNOŚCI obywateli została w pełni zrealizowana(Oczywiście wtedy Murzynów w USA nie traktowano jako „ludzi”).

Ta, wychwalana do dzisiaj przez mieszkańców tego super-kraju, wzięta z zasad chrześcijaństwa demokratyczna RÓWNOŚĆ skądinąd przerażała de Tocqueville. Obawiał się on – i słusznie – nadejścia czasów TYRANII WIĘKSZOŚCI. Z początkiem XXI wieku po nagłym, pracowicie przygotowanym przez deep state USA upadku Związku Radzieckiego, wszyscy znaleźliśmy się pod „urokiem” dotkniętej specyficznym „TRĄDEM poznawczym”, Tyranii Większości charakterystycznej dla Stanów Zjednoczonych AP. Bowiem nietrudno skojarzyć, że jest to tyrania czcicieli antycznego boga o nazwie MAMON: „bo jak nie zrobiłeś pieniędzy na twych pomysłach na życie, to możesz sobie cała twą ideologię w d… wsadzić”, jak ponoć mawiają „normalni” AMRYKAnie (specjalnie opuszczam „e” w zredukowanej do 6 tylko liter nazwie Kontynentu przez nich zasiedlonego). Ci AMRYKAnie w swej masie wyraźnie wysterylizowani z organu, czczonego przez antycznych filozofów Grecji jako ROZUM (LOGOS). Bowiem, po pierwsze, jakoś „wykasowali” ze swej świadomości ostrzeżenie Jezusa z Nazaretu, że ”wcześniej wielbłąd przez ucho igielne niż bogacz do Królestwa Niebios”. Co wyraźnie wskazuje, że Bóg (tegoż Jezusa) bynajmniej nie traktuje wszystkich JEDNAKOWO. A po drugie, sam pomysł – skądinąd św. Pawła a nie Jezusa – by zanegować różnicę, np. między mężczyzną a kobietą, jest po prostu ANTYZOOLOGICZNY. Stąd właśnie się pojawił ten MISOLOGOS (wrogi Rozumowi, a zatem i Pięknu) „chrześcijański” kult LGBT, symbolizowany przez najnowszmodel amrykańskiej „narodowej” flagi, w formie tęczy, zredukowanej do 6 (a nie 7) standardowych jej kolorów:

Flaga LGBT „równości płci” na ambasadzie USA w Moskwie

Pozwolę sobie zatem wskazać, jeszcze raz (po 7 latach), skąd się wzięło to, ponoć POWSZECHNE – a więc będące elementem „tyranii większości” – przekonanie o braku istotnych różnic, nie tylko między płciami i rasami, ale chociażby między dorastającą młodzieżą a jej nauczycielami, którzy przecież z konieczności edukacyjnej są starsi niż ich wychowankowie.

Eros to antynomia trędowatego „Boga Izraela” (MG, luty 2016)

Gdy z ciekawości zajrzałem, jaki to mój stary tekst proponowałem do czytania pod wzmianką o mym wujku „Mietek G-Samek”, to się okazało, że był on opublikowany przez mych przyjaciół w Moskwie (portal ‘smolnaya’ ). A w poprzedzającym go bezpośrednio artykule opublikowanym przed prawie dokładnie 7 laty, znalazłem bardzo logiczną SUGESTIĘ dotyczącą NIEPIĘKNEGO „BOŻEGO POCHODZENIA” CHRZEŚCIJAŃSKIEJ WIARY.

W tym długim, technicznym artykuleWiara w „prenatalne człowieczeństwo” w Świetle Embriologii oraz Znamion Trądu Intelektualnego Ojców Kościoła a także Darwinistów dzisiaj(luty 2016) zauważam coś takiego:

» Otóż Ojcowie Kościoła (za wyjątkiem Nestoriusza) byli, w ślad za Świętym Cyrylem przekonani, że Dzieciątko Jezus już w momencie narodzin było bogiem. A i dzisiaj Kościół, zwłaszcza w osobie św. Jana Pawła II (patrz okładka książki „De revolutionibus orbium populorum”, akurat przetłumaczonej przez mego brata na angielski) podkreśla, że zarodek ludzki jest człowiekiem już in statu nascendi, w momencie ukonstytuowania się go w formie maleńkiej samodzielnej komórki, zwanej zygotą.

(Przypominam, dawniej Kościół za Arystotelesem utrzymywał, że hominizacja zarodka pojawia się między 40 a 80 dniem ciąży, w zależności od jego płci; niestety obecnie Watykan się z tej „herezji” wycofał.)

» Jeśli zatem posiadamy trochę wiedzy z zakresu embriologii, to możemy sobie wyobrazić, że nawet w starożytności było technicznie możliwe, że „Bóg”, przy pomocy oczywiście Ducha Świętego, wszedł w oczekujące nań środowisko macicy Maryi i umieścił tam delikatnie, nie naruszając błony dziewiczej, otrzymanego w drodze MITOZY swego KLONA, o identycznych cechach jak jego jednokomórkowy RODZICIEL.

» To co napisałem powyżej, to mógłby być niewybredny żart na temat „in vitro” zapłodnienia Bogurodzicy Dziewicy, a także na temat samo-klonowania się Boga. (…) Jednak potraktowany na serio argument, współczesnego Kościoła, że Chrystus, będąc człowiekiem już w formie jednokomórkowej zygoty, musiał być także Bogiem, prowadzi do tylko na pozór „wariackiego” wniosku logicznego, że i jego Ojciec Niebieski” też miał – i ma w sposób Odwieczny – formę Jednokomórkową. Co warto zapamiętać dla dalszych rozważań. (…)

Skąd jednak się wzięły te „dziwne” rozważania elit Kościoła, a także i współczesnych specjalistów w zakresie Nauk o Życiu? W rzeczonym tekście z r. 2016 sugeruję takie oto wytłumaczenie tego BIOLOGICZNEGO zjawiska:

»» Krytykowana już przez Jezusa z Nazaretu CHOROBA OCZU Uczonych w Piśmie jego czasów, cechuje i współczesnych Sławnych Żydów (Chomsky, Jacob, prawdopodobnie też Changeux, z którym „zderzyłem się” 35 lat temu) oraz w szczególności protestantów (Cuvier, Monod), najwyraźniej nie potrafiących dostrzec choćby tego, że sprawności we władaniu jakimś językiem nie da się osiągnąć bez intensywnych, trwających miesiącami jego ćwiczeń (patrz tezy „Próby rewolucji naukowej Noama Chomsky’ego”).

» Dobrze obeznany z tym tematem, mój mentor w 1979 roku w sprawach ewolucji biosfery, 84-letni wtedy zoolog  Pierre-Paul Grassé wielokrotnie podkreślał, że ewolucja darwinowska zawiera w sobie dokładnie tyle informacji o ewolucji istot żywych, co biblijny opis stworzenia gatunków ex nihilo, czyli NIC (boex nihilo nihil fit”).

» (…) Tę neo – a dokładniej żydo – darwinowską Teorię Rozwoju Człowieczeństwa należy traktować jako przykład specyficznego „trądu intelektualnego”, polegającego na degeneracji u naukowców neuronów wiodących w szczególności do organu wzroku. Niedowład tych neuronów nie pozwala im na połączenie teorii powstawania nowych form życia, z łatwo obserwowalnym zjawiskiem pojawiania się, w sytuacjach nowych wyzwań, nowych odruchów warunkowych i nowych struktur genetycznych te odruchy kodujących. Te nowe odruchy pozwalają na DOSKONALENIE kontroli przez organizm jego otoczenia.

» Tak jak zwykły trąd, który poprzez wyniszczenie nerwów wiodących do organów czucia twarzy, powoduje zewnętrzną BRZYDOTĘ osób dotkniętych tą chorobą (…), tak osoby dotknięte – do pewnego stopnia dziedzicznym – „trądem duszy widzącej” (czyli wyobraźni), swoje wyjątkowo OHYDNE zachowania zwykły brać za „dobre” i „błogosławione bogiem”. I to począwszy już od czasów gdy Mojżesz, by „obdarzyć ŁASKĄ” (tj. WYBRAŃSTWEM BOGA”) swą kastę kapłańską Lewitów, nakazał im pod górą Synaj, « zabijajcie: kto swego brata, kto swego przyjaciela, kto swego krewnego … Oby Pan użyczył wam dzisiaj błogosławieństwa!» (Wj 32; 27-30)

» Taka ŚCIŚLE MEDYCZNA ocena wyniszczającego neurony „wirusa kulturowego” Pisma Świętego, ma wsparcie w dostępnych historycznych źródłach, w szczególności w kronice starożytnego egipskiego kapłana Manetona, przypomnianej przez ks. Wilhelma Michalskiego w książce „Starożytne dzieje biblijne(Imprimatur 1912). Cytuję:

» „Otóż według Józefa Flawiusza w ten sposób miał opisać Maneto historyę wyjścia Żydów z Egiptu. Mianowice Faraon Amenofils, pokonawszy Hiksosów, zamknął 80.000 trędowatych w mieście Awaris w delcie nilowej. Tam zorganizowali się trędowaci t.j. Hiksosi pod naczelnictwem kapłana Ozarzifa względnie Mojżesza. Ufortyfikowano miasto, które jednak Egipcjanie zdobyli i wtenczas to pozwolono trędowatym wywędrować z ziemi egipskiej.” (Józef Flawiusz uważał Hyksosów, lub “króli-pasterzy”, za starożytnych Izraelitów; Contra Apionem 1.82–92)

» To już bardzo starożytne podejrzenie, że Stary Testament spisali nam czciciele TRĘDOWATEGO, PRAWIE ŚLEPEGO BOGA, znalazło potwierdzenie i w najnowszych ocenach starożytnych pism znalezionych w Qumran nad Morzem Martwym. „Judaizm to potworna religia, która winna przestać istnieć” – to stwierdził oficjalnie w Izraelu przed ćwierćwieczem John Strugnell wieloletni kierownik badań nad znalezionymi w Qumran rękopisami.

» W jaki sposób ten, do pewnego stopnia dziedziczny, TRĄD INTELEKTUALNY się rozprzestrzenia już od lat ponad 2 tysięcy? (…) Poparty w swym dziele przez Świętego Augustyna, Cyryl (z Aleksandrii) narzucił chrześcijanom wiarę, że Jezus był bogiem w momencie swych narodzin – co sugeruje dzisiaj, że był nim już w stanie płodowym, w formie pojedynczej komórki zygoty, przypominającej swym wyglądem oraz zachowaniem zaródź raka.

» I jak w każdej religii ludzie chcą się upodobnić do czczonego przez nich boga, tak cała Prześwietna Cywilizacja Żydo-Chrześcijańska (a zwłaszcza ta AMRYKAŃSKA) swymi ekonomicznymi wysiłkami zaczęła zmierzać do odtworzenia takich super-bezpiecznych „płodowych” warunków życia zatomizowanych ludzkich komórek, ograniczonych w swym egoistycznym zachowaniu do rako-podobnego, nakazanego w Biblii „mnożenia się i panowania nad wszystkim co się w otoczeniu porusza”.

I jeżeli tego typu „biblijne” zachowania się w jakiś sposób nie zostaną wyhamowane, to dojdzie do TOTALNEJ DEWASTACJI naszej Planety. Przecież cały ten judaizm – i jego “mutacja przystosowawcza” pod nazwą chrześcijaństwo – to KULT BOGA GRABIEŻY I MORDU POD OSŁONĄ DEKALOGU (względnie KRZYŻA PAŃSKIEGO).

(to ostatnie zapewnienie świetnie pasuje do uwagi, że dzisiejsza wojownicza Polska + Walcząca o unicestwienie swego terytorium U-kraina, to systematycznie Skretynizowane Przydupasy „trędowatego” Imperium Amricanum)

Poniżej przytaczam krótką opinię na temat B(R)ŻYDOTY PISMA ŚWIĘTEGO

Była ona sformułowaną już blisko 150 lat temu przez LWA TOŁSTOJA, skądinąd b. religijnego rosyjskiego arystokraty.

(z książki Jana Ciechanowicza „Antysemityzm, str. 320-325, Astra, New York 2010; Jan Ciechanowicz, członek PAN w Z-nem, zmarł dokładnie przed rokiem na ten „nie istniejący” Covid19)

» Bardzo sceptyczny stosunek do Starego Testamentu, jako do absurdalnego zbioru żydowskich klechd i legend, miał genialny pisarz Lew Tołstoj, którego za jego Spowiedź biskupi cerkwi prawosławnej wyklęli. Autor Wojny i pokoju m.in. pisał:

» Historia święta zaczyna się od opisu, jak to Bóg, istniejący wiecznie, stworzył z niczego przed sześcioma tysiącami lat niebo i ziemię, jak potem stworzył zwierzęta, ryby, rośliny i wreszcie człowieka Adama i żonę jego Ewę, uczynioną z jego żebra. Mamy następnie podane, jak to Bóg, bojąc się, aby Adam z żoną nie jedli jabłek z drzewa, mającego czarodziejską siłę obdarzania potęgą, zabronił im jeść tych jabłek; jak to, nie bacząc na ten zakaz, pierwsi ludzie zjedli jabłko i zostali za to wypędzeni z raju i jak za to samo zostało następnie przeklęte całe ich potomstwo, przeklęta ziemia, która odtąd zaczęła wydawać trujące rośliny. Mamy potem opisane życie potomków Adama, którzy tak znikczemnieli, iż Bóg zmuszony był ich potopić i to nie tylko ludzi, ale i zwierzęta, a zostawił tylko jednego Noego z rodziną i z zabranymi do arki zwierzętami. Mamy dalej opisane, jak to ze wszystkich ludzi, którzy się po potopie rozrodzili, Bóg wybrał Abrahama i zawarł z nim przymierze, według którego Abraham zobowiązał się uznawać Boga za Boga i na dowód tego zaprowadzić obrzezanie, a w zamian za to Bóg zobowiązał się obdarzyć Abrahama licznym potomstwem i popierać go i jego potomków. Potem mamy opowiedziane, jak to Bóg, protegując Abrahama i jego potomków, czynił w ich Interesie same nadzwyczajne rzeczy, zwane cudami i popełniał zarazem najbardziej wyszukane okrucieństwa.

» W ten sposób cała ta historia, z wyjątkiem naiwnych (jak odwiedziny Abrahama przez Boga i dwóch aniołów, ożenek Izaaka i inne), niekiedy niewinnych, lecz częściej nieetycznych opowieści (jak oszustwo umiłowanego przez Boga Jakuba, okrucieństwa Samsona, przebiegłość Józefa), cała ta historia, począwszy od klęsk zesłanych przez Mojżesza na Egipcjan i wymordowanie przez anioła wszystkich ich pierworodnych, do ognia, który zniszczył 250 buntowników, do zapadłych w ziemię Kore, Datana i Abirona, do zniszczenia w ciągu kilkunastu minut 14.700 ludzi, do rżniętych piłami wrogów tępionych przez Eliasza (wziętego na ognistym wozie do nieba) ofiarników i Elizeusza, przeklinającego wyśmiewających się z niego malców – oto szereg cudownych wydarzeń i przeraźliwych przestępstw, dokonanych przez naród żydowski, jego wodzów i samego Boga.

» Jeżeliby cała ta historia Starego i Nowego Testamentu była wykładana jako zwykła powiastka, wtedy mało który z wychowawców odważyłby się opowiadać ją dzieciom lub dorosłym, których, chciałby oświecić. Powiastka ta jednak uważana jest za nie nadającą się do roztrząsania przez ludzi, jako zawierająca jedynie prawdziwe opisanie świata i jego praw, jako najbardziej wierne odtworzenie życia dawniej żyjących ludzi i tego, co należy uważać za dobre, a co za złe, o istocie i własnościach Boga i obowiązkach człowieka. Mówi się o książkach szkodliwych. Lecz czyż jest w chrześcijańskim świecie książka, która by przyniosła więcej szkody ludziom niż ta okropna książka, zwana „Historią świętą starego i nowego przymierza”?

» …Dla człowieka, któremu  wtłoczono  do głowy   jako najświętszą prawdę, wiarę w stworzenie świata z niczego przed sześcioma tysiącami lat, a następnie w arkę Noego, która pomieściła wszystkie zwierzęta,   w upadek Adama, w niepokalane poczęcie, w cuda Chrystusa i poniesioną przezeń ofiarę na krzyżu dla ludzkiego zbawienia – dla takiego człowieka wymagania rozumu nie są obowiązujące i taki człowiek nie może potem uwierzyć w żadną inną prawdę. Jeżeli możliwą jest trójca, niepokalane poczęcie, odkupienie ludzkości przez krew Chrystusa, staje się możliwym wszystko i potrzeby rozumu są zbyteczne.

» Wbijcie klin pomiędzy deski podłogi spichlerza. Choćbyście potem nie wiem ile sypali weń zboża wszystko wyleci. Podobnie jest z głową, w którą wbito klin trójcy, czyli Boga, który stał się człowiekiem i swoim cierpieniem odkupił ludzkość, a następnie znowu wrócił do nieba – w głowie tej nie utrzyma się potem żadne rozsądne, trzeźwe pojmowanie życia.(MG – patrz Platona definicja mizologos – człowieka z lekceważeniem odnoszącego się do rozumu.)

» Syp ile chcesz ziarna do   spichlerza z dziurawą podłogą, wszystko ci wyleci. Kładź, co chcesz w głowę, która raz przyjęła na wiarę rzeczy bezsensowne, nic się w niej nie ostoi.»

(Ciechanowicz dodał) Nie tylko hierarchowie cerkwi prawosławnej, ale też liczni pisarze żydowscy mieli te słowa Tołstojowi za złe,  ogłaszali  je  wręcz  za  manifestację  antysemityzmu. (« Jako że Głupota Boża jest mądrzejsza od zasad logiki praktykowanych  przez rozumnych ludzi » by zacytować Święte Słowa Bożego Bęcwała, powszechnie znanego pod ksywą św. Pawła.

Tak to Lew Tołstoj, podobnie jak i ja, miał marzenie, aby w każdym liceum był obowiązkowy kurs etyki pod tytułem «Biblia jako testament ambitnego, starożytnego kretynizmu», czyli rodzaju poznawczego „trądu”, który stoi zarówno za obecną „dewastacją na wyścigi” Przyrody, jak i spychaniem w NICOŚĆ ludzi typu sapiens sapiens, których życie przecież polega na szukaniu wiedzy – i dzielenia się nią z innymi – na temat możliwie wszystkiego, “boga /w formie/ Izraela” oczywiście w to włączając.

Z poważaniem, MG

————————–

Bardzo ciekawy, krótki komentarz do powyższego tekstu na WIERNI POLSCE SUWERENNEJ 

Mirosław:

Jedni warci drugich, mam tutaj na myśli psychopatyczne i nieskończenie pazerne żydostwo oraz kierujących się niskimi pobudkami ignorantów – gojów.
Jedni bez drugich nie będą istnieć. Pierwsi potrzebują drugich i odwrotnie. Ten twór istniejąc w symbiozie zagraża życiu na Ziemi.
Już Lew Tołstoj za swojego życia pisał o tym tworze pozbawionym refleksji i empatii do szeroko rozumianego życia na Ziemi.

———

A u mnie z kolei, w WYOBRAŹNI rozwinęła się ta wzmianka sprzed lat 7:

Chrystus, będąc człowiekiem już w formie jednokomórkowej zygoty, musiał być także Bogiem,(stąd) i jego Ojciec Niebieski” ma, w sposób Odwieczny, formę Jednokomórkową. Co warto zapamiętać dla dalszych rozważań. (…)

MG – otóż gdzieś czytałem, że dla lamarckistów BOGIEM JEST BIOLOGIA. Co więcej ten ZOON obecny we Wszechświecie jest tym arystotelesowskim PIERWSZYM PORUSZACZEM, który powoduje, że nie tylko sfera niebieska nad nami ale i wszystkie materialne „fluidy” (nie tylko krew i limfa, ale i neurotransmittery, itd.) ODWIECZNIE krążą, zarówno w nas jak i w Kosmosie, bez TARCIA, które powoduje, że wszelkie Perpetuum Mobile musi z czasem stanąć. Tą METAFIZYCZNĄ cechę posiada schroedingerowska PRZECIWENTROPIA, charakteryzująca nawet najmniejsza żywą komórkę.

A zatem PRZECIWENTROPIA jest obecna – jako Bóg Stwórca Informacjiw jednokomórkowych NASIONACH traw i innych mikroorganizmów, które ze stratosfery przechwytują ogony krążących w kosmosie KOMET. Są one zbudowane z lodu (H2O) i suchego lodu (CO2). Tak że przechwycone NASIONA, chronione przez te formy lodu przed ich zniszczeniem przez promieniowanie kosmiczne, mogą przez miliardy lat bezpiecznie krążyć w Kosmosie. Aż ogon komety „omiecie” jakąś pozbawiona życia planetę, pozostawiając na niej transportowane przezeń NASIONA, w otoczeniu dostarczonej przez kometę wody i CO2. Tworząc na niej OAZY ŻYCIA z czasem kolonizującego prawie całą planetę. (Ale to już pomysł zawodowego geofizyka z UC Berkeley, see „Living Beings (Zoon) Creator of In-Formation” (2013).

A wracając na Ziemię. Mój były student „dyl” w komentarzu do „BOGA i ŚMIECHU” przypomina:

// (Henry) Miller wzywa byśmy zdjęli opaski z oczu i pozwolili, by dotarło do nich światło. Ofiarowuje nam pokój pośród wojny, i bujniejsze życie w naszym marszu ku śmierci.//

Otóż te „opaski na oczach” ludności od blisko 2 tysięcy już lat z zapałem instaluje chrześcijański KLER w imieniu głoszonego przezeń „Trędowatego Boga Izraela”. Czyż nie elegancko by było, zacząć PUBLICZNIE określać „trędowatymi z wyboru”, te liczne wciąż (choć szybko obecnie topniejące) rzesze chodzące co tydzień do Kościołów? By w tych „przybytkach Boga” nasycać się taką oto TRĘDOWATĄ INFORMACJĄ (cytuję z „Gnostyckich rozważań”, grudzień 2022 roku):

» « Chrześcijańska msza, w trakcie której się spożywa mięso ofiary i pije jej krew, jest zatem wezwaniem (…) do grzechu i do udziału w zabójstwie, ze słowami: “Chodźmy się zbawić od grzechu, chodźmy się oczyścić”. Zespoleni w ten sposób “grzesznicy” wpadają pod moc tego boga “grzeszników”, a ten bóg mówi “zasłonię gęstym mrokiem (tj. zgładzę) wszelką twą przestępczość, a jak twe grzechy pokryje mrok, to ty się do mnie nawrócisz” (Izaj. 44, 22) »

——–

I jeszcze jedna uwaga, w odpowiedzi na pani Henryki K., emerytowanego pracownika Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, bym “zszedł z gór z mymi poglądami na religię”:

Ja wciąż PRÓBUJE RATOWAĆ TO CO o “PIERWSZYM PORUSZACZU” zarówno Kosmosu jak i nas samych napisał ARYSTOTELES przed 2,3 tysiącami lat! A to zawzięcie próbowali wyeliminować ze świadomości ludności “chrześcijański” zestaw Ojców Kościoła takich jak św. Augustyn i św. Cyryl z Aleksandrii, naiwnie (czy obłudnie?) wierzących w “boże posłannictwo” przechrzty znanego jako św. Paweł (który wśród muzułmanów, zbyt dobrze znających OBŁUDĘ ŻYDÓW kariery nie zrobił)

Cytuję samego siebie, jako geofizyk i piagetysta, który twierdzi że nawet jednokomórkowe mikroorganizmy muszą posiadać METAFIZYCZNĄ INTELIGENCJĘ by trwać w NESKOŃCZONOŚĆ w świecie, który ustawicznie próbuje je ZNISZCZYĆ. (Co technicznie, za Schroedingerem, nazywam PRZECIENTROPIĄ, manifestującą się jako biochemiczny, WEWNATRZKOMÓRKOWY SYSTEM I(rytacja) uszkodzenie -> R(egeneracja) uszkodzonego elementu ciała -> N(adregeneracja, wzmocnienie tego elementu) -> A(socjacja) takich N(adregenerowanych) elementów w strukturę o WYŻSZYM STOPNIU IN-FORMACJI, posiadającą zdolność efektywniej kontrować podobne zagrożenia życia komórki (lub całego, złożonego z takich komórek dużego organizmu)

BÓG STWÓRCA IN-FORMACJI tkwi tylko w OŻYWIONYCH JESTESTWACH, także tych które kolonizują odległe od nas planety.

To się technicznie nazywa ANIMIZMEM i w szczególności jest wciąż bardzo popularne w HINDUIZMIE. (W hinduizmie zachodnie LUMPENRELIGIE, oparte o zasadę SAKRALNEGO ZAŁOŻYCIELSKIEGO MORDU (w judaizmie Mojżesz pod górą Synaj “Zabijajcie każdego, czy to twój brat czy syn”; w chrześcijaństwie jest to ten “odkupicielski” kult trupa wiszącego na krzyżu) określane są jako kult BOGA ZNISZCZENIA ŻYCIA, zwanego SZIVA. (Stwórcą Życia jest BRAHMA, jego (przeciwentropicznym) podtrzymywaczem VISZNU.)

W NIE SPAULINIZOWANYM chrześcijaństwie, na tę PRZECIWENTROPICZNĄ formę, posiadającego ODWIECZNĄ MATERIANĄ BAZĘ ODWIECZNEGO BOGA ZOON, wskazuje taki oto logion ZAKAZANEJ przed 17 wiekami przez Kościół, Piątej Ewangelii TOMASZA:

>> 3 Rzekł Jezus: „Gdy wasi przywódcy powiedzą wam: ‘to królestwo jest w niebie, wtedy ptaki niebieskie będą pierwsze przed wami’. Gdy powiedzą wam, że ono jest w morzu, wtedy ryby będą pierwsze przed wami. Ale królestwo jest tym, co jest w was i tym, co jest poza wami. Skoro poznacie samych siebie, wtedy będziecie poznani i będziecie wiedzieć, że jesteście synami Ojca żywego. Jeśli zaś nie poznacie siebie, wtedy istniejecie w nędzy i sami jesteście nędzą”. <<

A tak ogólnie, buddyzm to o KLASĘ bardziej rozgarnięta Filozofio-religia, niż to nasze TRĘDOWATE, ekonomicznie do niemożebności rozwinięte, żydo-chrześcijaństwo.

 

Posted in POLSKIE TEKSTY, religia zombie | Leave a comment

BÓG i ozdrowieńczy ŚMIECH: POCHÓD TRZECH KRÓLI BŁAZNÓW w Gdańsku

BÓG i ozdrowieńczy ŚMIECH:

POCHÓD TRZECH KRÓLI BŁAZNÓW

Gdańsk, 6.01.2023

2100 słów

Mój były student ”dyl” (Sowizdrzał) podsumowując aż 54 komentarzy do mych niedawnych NEon24 ⭐ “Lucyferiańskie Rozważania z okazji Świąt Bożego Narodzenia A.D. 2022 (nowyekran24.com) przypomniał takie oto POZNAWCZE PODEJŚCIE (anty)amerykańskiego pisarza Henry Millera do dominującego, zwłaszcza w USA, BOGA będącego wytworem fantazji antycznych twórców PISMA ŚWIĘTEGO:

// Jeżeli występuję przeciwko kondycji świata, to nie dlatego, że jestem moralistą, tylko dlatego, że chcę się więcej śmiać. Nie twierdzę, że bóg to beczka śmiechu; powiadam tylko, że trzeba się dużo śmiać, zanim się człowiek zbliży do boga. Celem całego mojego życia jest zbliżyć się do boga, a zatem zbliżyć się do siebie.//

„Dyl” w tym kontekście zauważa: Powyższy cytat … ma coś w sobie tożsamego z tą antyczną sentencją: poznaj sam siebie – a poznasz wszechświat i bogów w sytuacji DOMINACJI na “całodobowym nełonie(24)” jawnych bądź tych zakamuflowanych paulinistów. WYŚMIANIE ich, może być również jedną z skutecznych form prowadzenia (z nimi) walki, przy tym jakże ZABAWNĄ, BOSKĄ.

A zatem, zgodnie z pomysłem mego byłego (tylko chwilowo, przed 20 laty) studenta Sowizdrzała, korzystając z okazji, że 6 stycznia w Gdańsku uczestniczyłemw POCHODZIE TRZECH KRÓLI BŁAZNÓW, przypomnę kilka mych uwag sprzed roku na temat GENEZY tego styczniowego ŚWIĘTA POWSZECHNEGO SKRETYNIENIA CHRZEŚCIJAN. (Przypominam, słowo KRETYN wywodzi się z starofrancuskiego chrétien, chrześcijanin stąd crétin, w szczególności „crétin des Alpesmed. osoba dotknięta wrodzonym zespołem niedoboru jodu, nazywanego dawniej kretynizmem lub matołectwem)

Otóż w PAN w Z-nem (61): Wyszczególnienie, na koniec Roku Pańskiego 2021, plagiatów oraz „przekrętów” Pisma Świętego | Strona autorska Marka Głogoczowskiego (markglogg.eu) przytoczyłem fragment artykułu, opublikowanego w 52/2021 numerze warszawskiego „Przeglądu”, emerytowanego dyrektora Instytutu Religioznawstwa UJ w Krakowie, Kazimierza Baneka. Banek w ten sposób kończy swe uwagi nt. RELIGII, dzisiaj w Polsce prawie obowiązującej:

Kler nie za bardzo chce, by Polacy dociekali, jak to jest z tą ich religią. (… jednakhistoryk religii wie, jakie bebechy, jaka historia i ukryte cele są pod tym (na zewnątrz imponującym) opakowaniem, i nie jest taki skłonny do podziwiania tej religii.”

Do którego to wstępu Baneka dołączyłem zdjęcie tradycyjnej „szopki” corocznie montowanej z okazji „3 Króli” na Równi Krupowej w Zakopanem:

http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/12/Szopka-bozonarodzeniowa.jpg

Z takim oto mym, wtedy komentarzem:

» No cóż, oglądając ten, co rok powtarzany spektakl, do głowy zaczynają mi przychodzić niezbyt pobożne myśli. Które to myśli dodatkowo pobudził do ich wyartykułowania, artykuł Baneka w „Przeglądzie”. W szczególności święto Bożego Narodzenia pojawiło się dopiero w w momencie, gdy na soborze w Efezie w 341 roku został przełamany opór bardzo RACJONALNIE MYŚLĄCEGO patriarchy Konstantynopola, Nestoriusza, utrzymującego że (św.) Paweł kłamał, utrzymując że Jezus urodził się Bogiem i jako Bóg na krzyżu skonał. Jeśli zatem wrócimy do zapomnianych obecnie poglądów nestorian (które jednak z czasem „przebiły się” w teologii mahometan), to całe to imponujące nam wielokolorowym wystrojem, Boże Narodzenie zaczynamy traktować jako rodzaj teatralnego KOŚCIELNEGO OSZUSTWA (…)

» Nie trudno bowiem zauważyć, że złoto, kadzidło i mirra, które przynieśli Trzej Królowie K+M+B, dopiero co zaczynającemu otwierać oczy niemowlęciu, były to przedmioty wręcz „zaśmiecające” tę ubogą z nim szopkę. (…) Organizując HAPPENING pod nazwą Boże Narodzenie, antyczne klechy starały się wpisać w „plan boży”, ogłoszony przez (św.) Pawła w 1 Liście do Koryntian. „to bowiem, co nie jest (LOGICZNIE SPÓJNE), wyróżnił Bóg, by to co jest (ROZUMNE), unicestwić” (…) Całe to, odgrywane co roku z wielką POMPĄ, wielbienie niemowlęcia jest CELOWYM robieniem sobie kpiny z ludzi starających się patrzeć na świat w umysłowo dojrzały sposób.

» Według specjalisty od GNOZY Jana Kozáka z Pragi, historia Trzech Króli Magów (tj. Kapłanów) jest ‘przekręconym plagiatem’, wcześniejszej o dobre pół tysiąca lat, hinduskiej historii wizyty Czterech Kapłanów, którzy przyszli do starzejącego się BUDDY z Czterech Stron Świata, z MISECZKAMI ŻEBRACZYMI by im on podarował coś ze swej MĄDROŚCI. Bowiem ten historycznie znany Budda, w ciągu swego długiego życia, w trakcie którego zajmował się pokonywaniem prowokowanych przez niego samego wegetacyjnych utrudnień, pod koniec swego życia głosił bardzo racjonalne, WYZWALAJĄCE ludzi z ich codziennych trosk (i głupich zazwyczaj pożądań) poglądy. Zalecana przezeń wstrzemięźliwość wobec „konsumpcyjnych powabów” bytowania, przypomina w znacznym stopniu propozycje żyjącego w kilkaset lat po Buddzie i około 300 lat przed Chrystusem, greckiego „bezbożnika” EPIKURAJeśli chcesz człowieka wzbogacić, nie dodawaj nic do tego, co posiada, ale ujmij mu kilka z jego pożądań.” (…)

» Bezmyślne zachwyty nad „przyszłą mądrością” leżącego w żłobie oseska, automatycznie podważają zasadność dostępnej dla każdego z nas samoobserwacji, że ROZUM w nas dojrzewa dopiero w kilka dekad po naszym poczęciu. Ta wizyta „mędrców” K+M+B przybyłych ponoć ze Wschodu, zdaje się zatem służyć realizacji specyficznego PLANU BOŻEGO symbolizowanego przez jedno z 8 Świateł Chanuki: [DdW] – DUMB (has to) destroy the WISE – wyniszczycie mądrość myślicieli pogańskich, a rozum ich mędrców zadusicie” (Iz. 29 :14, a potem 1 Kor. 1: 19Pan w Z-nem (60): Osiem Świateł Chanuki i rządy ZOG | Strona autorska Marka Głogoczowskiego (markglogg.eu)

(koniec fragmentu tekstu z 30.12.2021)

6 stycznia każdego roku to Święto Pustogłowia (tabula rasa) chrześcijan

Poniżej scena z happeningu „Pochód 3 Króli Błaznów” na Starym Mieście w Gdańsku, 6.01.2023

Obecnie (z początkiem 2023) pozwolę sobie dodać, że w grupie Trzech Króli, przybyłych, sądząc po kolorze ich skóry, z Afryki (Kacper), z Europy (Melchior), oraz gdzieś z dalekiej Azji (Baltazar), brakło Czwartego Kapłana-Mędrca, który powinien był przybyć z leżącej na Północ od Betlejem Hellady. Zaś przyczyna takiego „obrzezania” (w porównaniu z historią Buddy) historii spotkania tych wielorasowych Kapłanów-Mędrców z Jezusem w Betlejem była zapewne banalna. Przecież pracownicy bardzo aktywnej w tym okresie Świątyni w Delfach, na której tympanonie był od setek już lat wyryty napis POZNAJ SAMEGO SIEBIE doskonale rozumieli, że hańbą dla nich by było, jak tych 3 kapłańskich GŁUPKÓW, przybyć do Betlejem, w celu nasycenia się WIEDZĄ o cudownych własnościach właśnie narodzonego, przyszłego, mówiąc językiem współczesnym wirtualnego – tj. pozorowanego – Króla Żydowskiego. K+M+B w Betlejem po prostu ZATRULI SIĘ TABULA RASA, jaką wtedy emanowPUSTY UMYSŁ, dopiero zaczynającego patrzeć na świat noworodka.

Co więcej, z 20 lat temu dowiedzieliśmy się, na seminarium na UJ w Krakowie od filozofa Ludwika Kostro z Gdańska, że do prawie VI wieku, dzień 6 stycznia chrześcijanie obchodzili święto odnotowanego w Ewangeliach CUDU Jezusa, który w trakcie uczty w Kanie Galilejskiej zamienił Wodę w Wino. I co więcej, według profesora Kostro, który jako młody ksiądz z PRL-u przed półwieczem studiował biblistykę na uniwersytecie Sacro Cuore w Rzymie, taki CUD greckiego boga Dionizosa, przypisali Jezusowi autorzy Ewangelii, po prostu rezonując, że jeżeli nie znany im osobiście Jezus był rodzajem Super Boga, to miał zdolność dokonywania cudów i innych znanych im bóstw: nie tylko DIONIZOSA ale także i ASKLEPIOSA zdolnego, podobnie jak po nim JEZUS, do wzbudzania do życia osoby wydające się być zmarłe.

(Przypominam, w Egipcie i okolicach w tym okresie obowiązywał kult SERAPISA, czyli Ozyrysa-Apisa, łączącego w sobie cudotwórcze zdolności oraz historie życia podstawowych bogów egipskich oraz greckich):

A ponieważ, przed upowszechnieniem się „kościelnego wynalazku” Bożego Narodzenia, chrześcijanie 6 stycznia obchodzili święto Cudu Zamiany Wody w Wino, to nie trudno, na podstawie naszych własnych doświadczeń zauważyć, że po umiarkowanym nasyceniu się tą „boską substancją”, w umysłach u nas przez pewien czas odradza się „tabula rasa” (pustogłowie), którcharakteryzowało nasze bardzo wczesne dzieciństwo: po spożyciu tego trunku w sposób „magiczny” zacieraw nas troski oraz przesądy dnia naszego powszechnego, osoby wokół nas stają się nam z definicji przyjazne i nasze otoczenie, nasycone aktualnie opowieściami o zbrodniczej Rosji, chwilowo zapada się w NICOŚĆ. A i zaczynamy też czuć że kościelne, bezustanne zapewnienia, że za kilka miesięcy będziemy celebrować OB(R)ŻYDLIWŚĆ ZBAWCZEGO DLA NAS wieszania Jezusa Chrystusa na krzyżu, to po prostu LIPA (jak mi to powiedział, zbliżający się wtedy do 90-tki, mój wujek, Mietek Gąsienica-Samek, sławny swego czasu zakopiański narciarz, a potem i geodeta pracujący na 3 kontynentach).

porównując sytuację psychiczną jaka się u nas manifestuje, po umiarkowanym odurzeniu się winem, z zachowaniem się w Gdańsku dobrze kilkusetosobowej procesji akompaniującej wędrujących na szczudłach aniołów, diabłów oraz królów na szczudłach, niosących nad głowami tłumu jakąś skrzynkę, ja osobiście poczułem podobny do lekkiego oszołomienia winem CZAR tego pochodu. Zwłaszcza że przed kościołem Mariackim rozdawano – bezpłatnie! – czerwone niebieskie oraz zielone, zrobione z kartonu korony, które uczestnicy tej ZABAWY chętnie zakładali na swe głowy. Zapewne by przez kilkadziesiąt minut samemu poczuć się KRÓLAMI, celebrującymi narodziny BOGA (z umysłem TABULA RASA).

No cóż, był to HAPPENING niewątpliwie udany i ESTETYCZNY, ale, jak to zauważył cytowany na wstępie emerytowany religioznawca Kazimierz Banek „zapewne ukryte są jakieś podłe cele pod tym, na zewnątrz imponującym, religijnym opakowaniem”.

(Mnie te kartonowe korony na głowach często starszych osób jakoś się skojarzyły z kolorowymi LEJKAMI jakie redakcja satyrycznego pisma Charlie Hebdo zwykła dorysowywać na głowach krytykowanych przez nią francuskich polityków: wygłaszając swe pompatyczne mowy, czują się oni jak narodowi bohaterzy, podczas gdy w istocie są BŁAZNAMI – nb. taki kolorowy LEJEK przydało by się dorysowywać na głowie aktualnego prezydenta RP, Andrzeja Dudy).

Proliferacja, w instytucjach Globalnej Akademii Nauk (GAN), „Betlejemskiej plagi Pustogłowia” (tabula rasa)

Arystoteles, ojciec do dzisiaj aktualnej psychologii, już z 300 lat przed Chrystusem ostrzegał, „Najmniejsze początkowe odchylenie od prawdy jest mnożone później tysiąc razy”. I to zjawisko, coraz intensywniejszego „oddalania się ZBIOROWEJ WIEDZY o świecie – i o nas samych także – od łatwo potwierdzalnej rzeczywistości”, doskonale jest widoczne nie tylko w Kościele. W roku ubiegłym nawet napisałem dłuższy naukowyniemożliwy do publikacji na neon24 esejHelleniści i Hebraiścio tym, jaką KATASTROFĄ POZNAWCZĄ stała się, bardzo rozpowszechniona wśród uczonychna topie” wiara, że ludzie – jako gatunek zwierząt „przez Boga do panowania nad światem wybrany” – w ramach, dostarczanego im z zewnątrz takiego samopoznania, wyobrażają sobie, że są do tego „dzieła bożego”, tak jak ten Jezus w kolebce, już w momencie swych narodzin predestynowani.

Mianowicie według Największego z Apostołów, faryzejskiego przechrzty świętego PawłaBóg wyróżnia to CO NIE JEST (np. Boże Narodzenie, czy Kenozę „wypróżnienie się” z życia Boga Jezusa na krzyżu) by TO CO JEST (istotą życia) UNICESTWIĆ – tak by żadne ze stworzeń nie chełpiło się (swą spostrzegawczością) przed BOGIEM (stwórcą Izraela oczywiście)

Jestem w tym momencie zobowiązanym przypomnieć, że ODWIECZNĄ Istotą Życia jest, mająca charakter przeciwentropiczny (Schroedinger 1944) regeneracja z nadkompensacją nie krytycznych mikrouszkodzeń, wszelkiego zdolnego do wegetacji w trudnych warunkach jestestwa. (Lamarck 1809, Piaget lata 1950).

I w powyższym tekście „Hellenistów i hebraistów” wskazuję, jak aktualnie żyjąca „czwórca” uczonych, wychowanych na WAŻNYCH uczelniach w 4 WAŻNYCH krajach „Zachodu”, stara się narzucić światu rodzaj NAUKOWEJ DEWOLUCJI, opierającej się bezkrytycznie na wyraźnie ANTYZOOLOGICZNYM, kartezjańskim „dogmacie”, że wszelka człowiecza kompetencja, czyli zdolność adekwatnego reagowania (w kolejności językowa, psychologiczna, w zakresie procesów ewolucyjnych i w końcu ta na poziomie zwykłego liceum), ”nie jest nabywana przez proces uczenia się, a tym bardziej przez trening”. A to dlatego, że jest ona „zdeterminowana (w ludzkim zarodku) jako część naszego wyposażenia biologicznego”. I ten, najzwyklejszy KRETYNIZM, zrodzony w oparach „chrześcijaństwa” promującego zachowywanie przez ludzi, w ich wieku dorosłym, w znacznym stopniu TABULA RASA (czyli umysłu pustego ) wystarcza, by w krajach „pod bogiem USA” uchodzić za mędrca, otrzymując za to sowite wynagrodzenie. Oto dziełka tej „czwórcytego typu „tabula rasa” (czyli pustogłowych) uczonych:

We wcześniejszej o dwa lata pracy „Przeciwentropia to Pierwszy Motor Stworzenia”(wydanej drukiem w “Przezwyciężyć kryzys kultury” Praca zbiorowa, s. 121-131, Akademia Marynarki Wojennej, Gdynia 2020), nawiązując i do ROZUMU Arystotelesa i do OBSERWACJI Schroedingera, zauważam coś takiego:

GENITALIANIZM to ANTYCZNY NOWOTWÓR POZNAWCZY

którego GLOBALIZACJA zdewastuje totalnie Ziemię

Często cytowany przez „dyla” (anty)amerykański pisarz Henry Miller w swych, wyraźnie PORNOGRAFICZNYCH utworach, podkreślał (północno) amerykańską OBSESJĘ SEKSU, którego KOMERCJALIZACJA stała się rodzajem Pierwszego Motoru Cywilizacji, której on nienawidził. (Z tej „wolnoamerykańskiej” komercjalizacji seksu, zrodził się przecież cały ten, estetycznie niezbyt uroczy, GENITALIANIZM!).

I rzeczony „dyl (Sowizdrzał)”, wyraźnie pod wpływem zarówno swoich jak i Millera przygód, jak i mych „lucyferiańskich” objawień zaproponował, by połączyć symbol czerwonawo nad ranem świecącej jutrzenki, która jako CZERWONA GWIAZDA stała się astralnym znakiem znienawidzonych obecnie komunistów, z obrazem pociągającej swą pięknością planety WENUS (planety miłości nie tylko piękna i elegancji ale i MĄDROŚCI jak ta grecka, też żeńska Sofia). I w necie odnalazł on alegoryczny obraz takiego „żeńskiego lucyfera” pod rosyjską, słowiańską nazwą ZARIA (zorza). Pozwolę sobie zauważyć iż taka „Zaria” od ponad już stu lat stara się prowadzić nas w ŚWIAT o ileż PIĘKNIEJSZY niż ta cała, WYJĄTKOWO PLUGAWA CYWILIZACJA SZTUCZNEGO BOGA wartości takich jak TECHNIKA, PIENIĄDZ oraz o Komforcie marzącDUPA:

A jakby ktoś jeszcze NIE DOSTRZEGAŁ, do czego doprowadziło, powtórzone przez św. Augustyna (z lejkiem na głowie) w „De doctrina christiana, dumne zapewnienie św. Pawła WIEDZA NADYMA, A MIŁOŚĆ (IGNORANCJI oczywiście) BUDUJE”, to niech sobie poczyta, przynajmniej pierwszych kilka rozdziałów dostępnego także w języku polskim, Tomu 1Criminalgesichte des Christentums” Karlheinza Deschnera z przełomu XX i XXI wieku.

Mówiąc w jak największym skrócie, Sokrates utrzymywał, że ludzie rodzą się z natury DOBRZY, a ZŁYMI się stają, gdy w wieku dojrzałym w IGNORANCJI się pogrążająCo dotyczy zwłaszcza elity tych, lubujących ubierać się w zuniformizowane czarne suknie klechów, bankierów, IT liczmanów, oraz ortodoksyjnych żydów oczywiście t.

Dłuższe Post Scriptum: Eros to antynomia trędowatego „Boga Izraela” (MG, 2016)

Gdy z ciekawości zajrzałem, jaki to mój stary tekst proponowałem do czytania pod wzmianką o mym wujkuMietek G-Samek, to się okazało, że to był on opublikowany przez mych przyjaciół w Rosji (portal ‘smolnaya). A w poprzedzającym go bezpośrednio artykule opublikowanym przed prawie dokładnie 7 laty znalazłem mą bardzo logiczną SUGESTIĘ na temat POCHODZENIA CHRZESCIJAŃSKIEJ WIARY:

» Tak jak zwykły trąd, który poprzez wyniszczenie nerwów wiodących do organów czucia twarzy, powoduje zewnętrzną BRZYDOTĘ osób dotkniętych tą chorobą (…), tak osoby dotknięte – do pewnego stopnia dziedzicznym – „trądem duszy widzącej” (czyli wyobraźni), swe wyjątkowo OHYDNE zachowania zwykły brać za „dobre” i „błogosławione bogiem”. I to począwszy już od czasów gdy Mojżesz, by „obdarzyć ŁASKĄ” (tj. WYBRAŃSTWEM BOGA”) swą kastę kapłańską Lewitów, nakazał im pod górą Synaj, « zabijajcie: kto swego brata, kto swego przyjaciela, kto swego krewnego … Oby Pan użyczył wam dzisiaj błogosławieństwa (Wj 32; 27-30)

» Taka ŚCIŚLE MEDYCZNA ocena zabijającego w owach neurony „wirusa kulturowego” Pisma Świętego, ma wsparcie w dostępnych historycznych źródłach, w szczególności w kronice starożytnego egipskiego kapłana Manetona, przypomnianej przez ks. Wilhelma Michalskiego w książce „Starożytne dzieje biblijne” z 1912 roku. Cytuję:

» //„Otóż według Józefa Flawiusza w ten sposób miał opisać Maneto historyę wyjścia Żydów z Egiptu. Mianowice Faraon Amenofils, pokonawszy Hiksosów, zamknął 80.000 trędowatych w mieście Awaris w delcie nilowej. Tam zorganizowali się trędowaci t.j. Hiksosi pod naczelnictwem kapłana Ozarzifa względnie Mojżesza. Ufortyfikowano miasto, które jednak Egipcjanie zdobyli i wtenczas to pozwolono trędowatym wywędrować z ziemi egipskiej.” (Józef Flawiusz uważał Hyksosów, lub “króli-pasterzy”, za starożytnych Izraelitów; Contra Apionem 1.82–92) //

» To już bardzo starożytne podejrzenie, że Stary Testament spisali nam czciciele TRĘDOWATEGO, PRAWIE ŚLEPEGO BOGA, znalazło potwierdzenie i w najnowszych ocenach starożytnych pism znalezionych w Qumran nad Morzem Martwym. „Judaizm to potworna religia, która winna przestać istnieć” – to stwierdził oficjalnie w Izraelu przed ćwierćwieczem John Strugnell wieloletni kierownik badań nad znalezionymi w Qumran rękopisami.

» W jaki sposób ten, do pewnego stopnia dziedziczny, TRĄD INTELEKTUALNY się rozprzestrzenia na świecie już od lat ponad 2 tysięcy? (…) Poparty w swym dziele przez Świętego Augustyna, Cyryl (z Aleksandrii) narzucił chrześcijanom wiarę, że Jezus był bogiem w momencie swych narodzin – co sugeruje dzisiaj, że był nim już w stanie płodowym, w formie pojedynczej komórki zygoty, przypominającej swym wyglądem oraz zachowaniem zaródź raka.

» I jak w każdej religii ludzie chcą się upodobnić do czczonego przez nich boga, tak cała Prześwietna Cywilizacja Żydo-Chrześcijańska, swymi ekonomicznymi wysiłkami zaczęła zmierzać do odtworzenia takich super-bezpiecznych „płodowych” warunków życia zatomizowanych ludzkich komórek, ograniczonych w swym egoistycznym zachowaniu do rako-podobnego „mnożenia się i panowania nad wszystkim co się w otoczeniu porusza”. Itd.

Posted in POLSKIE TEKSTY, religia zombie | Leave a comment

“Lucyferiańskie” Rozważania z okazji Świąt Bożego Narodzenia A.D. 2022

Lucyferiańskie” – czyli Czyniące Światło – GNOSTYCKIE Rozważania z okazji Świąt Bożego Narodzenia A.D. 2022

2300 słów

Jest to moja, GNOSTYCKA (tj. POZNAWCZA) ODPOWIEDŹ na liczne, otrzymane przeze mnie życzenia WESOŁYCH ŚWIĄT Bożego Narodzenia obecnego 2022 Roku Pańskiego. Otóż dokładnie w grudniu 1989 w posiadanej wtedy przez Komitet Wojewódzki PZPR „Gazecie Krakowskiej”, tradycyjne bożonarodzeniowe „Jasełka”, pełne humoru i aluzji politycznych do rodzącego się w PRL-u Nowego Ustroju, opublikował pochodzący podobnie jak i ja z Podhala Henryk Cyganik, podobnie jak i ja przekonany komunista, zmarły niestety na raka kilkanaście lat później.

Ponieważ przez kilka miesięcy, po zmianie ustroju w styczniu roku 1990, w rzeczonej „Gazecie Krakowskiej”, popierany przez jej ówczesnego naczelnego, zmarłego w 2001 roku w sposób „dziwny” Andrzeja Urbańczyka opublikowałem kilka prześmiewczych utworów w stylu Vivat Res Privata, skończmy z tą Rzeczypospolitą!(27.04.1990), więc obecne, naprędce sklecone me GNOSTYCKIE MINI JASEŁKA roku 22 wieku XXI, dotykające kolejnej fazy PRZEKSZTAŁCEŃ WŁASNOŚCIOWYCH Planety Ziemia, poświęcam pamięci obu tych, zmarłych przedwcześnie mych kolegów.

Otóż WIELKOSKALOWE zdarzenia kończącego się właśnie Roku Pańskiego o trochę kabalistycznej liczbie 2022 zbyt optymistycznie nas nie nastrajają. Chyba że jako takie „wesołe wydarzenie” potraktujemy niedawny Świąteczny Podarunek od „braci w wierze” (w antykomunizm) zza Sanu, który wybuchł w KG Policji w Wa-wie. Z tego bardzo niemiłego, nie tyko dla polskiej policji zdarzenia, jakaś (czyżby sponsorowana przez SBU?) Neo-Nówka ponoć już bardzo ZABAWNY, szeroko rozreklamowany skecz zrobić zdążyła.

A przecież w „WOLNOAMERYKAŃSKIEJ” rzeczywistości, w której Polska już od lat ponad 30 jest zanurzona, takie WESOŁE PODARUNKI, jak ten otrzymany w Kijowie przez Komendanta polskiej policji, gen. Szymczaka nie są czymś wyjątkowym. Jak podały w końcu media, podarowany granatnik (załadowany materiałem wybuchowym bez głowicy p-panc., dla zachowania wrażenia jego lekkości?) „odpalił”, nie zabijając wokół nikogo, DOKŁADNIE w momencie gdy Szymczak go zaczął przenosić w POZYCJI PIONOWEJ. Tak że zrobił dziurę w suficie nad głową policji komendanta, a uderzeniem w stronę przeciwną spowodował, że na głowę pracownika w pokoju poniżej spadł żyrandol. Czyżby zatem ten „podarunek” to było klasyczne PRZESŁANIE zainstalowanej w Kijowie komórki Globalnej Mafii z Komendą Główną w Deep State za Oceanem? Przesłanie wskazujące dowództwregularnych polskich służb siłowych, jaki ma być, od teraz, „porządek dziobania” organów narodowego bezpieczeństwa, zespolonej coraz ściślej z U-krainą Polski (po hebrajsku Polin)?Zostawmy tę sprawę do uregulowania szefowi MSW, Mariuszowi Kamińskiemu, zasłużonemu przy likwidacji – zarówno politycznej jak i życiowej – kariery wice premiera Andrzeja Leppera (patrz film „Służby Specjalne” z roku 2014).

A wzorując się na nieznanej mi dotąd (nie oglądam polskiej TV) Neo-Nówce, sam pokrótce skleciłem rodzaj skeczu pod tytułem GNOSTYCKIE WESOŁE MINI-JASEŁKA Roku Pańskiego 2022.

Występują:

- Wielki Dyrygent Świata trwających już od 2 tysięcy lat CHRZEŚCIJAŃSKICH PRZEKSZTAŁCEŃ WŁASNOŚCIOWYCH, w skórze św. Pawła często występujący.

- Lucyferiański” Światło Czyniący Gnostyk ksiąg Jana Kozáka z czeskiej Pragi się odzywający.

- Oraz Stary Arystotelesowski Filozof najnowsze Pomysły Wielkiego Dyrygenta Świata (chrześcijan) komentujący.

———-

A oto te „lucyferiańskie” Mini-Jasełka A.D 2022

  —> Rozpoczyna Radośnie Wielki Dyrygent Świata (WDŚ):

Wesoły Dzień nam wkrótce nastanie,

bo się narodzi NASZ ZBAWICIEL,

wszego świata Odkupiciel,

chrześcijan Rozumu Pozbawiciel,

bo gdy go wkrótce na Krzyżu powieszą,

już na zapas  z tego powodu chrześcijanie się cieszą…

 —> Z jakiegoś, niezidentyfikowanego kąta odzywa się jednak ponuro lucyferiański, Czyniący Światło Gnostyk (CŚG) z takim oto CONTRA CHRISTIANUM, dłuższym dictum:

« Krucyfiks, krzyż, który chroni naiwnych chrześcijan “przeciw Diabłu”, (…) ma jednak swe odwrotne, ewidentnie podstępne, w Biblii dostrzegalne i wszystko tłumaczące znaczenie: (…) Chrześcijańska msza, w trakcie której się spożywa mięso ofiary i pije jej krew, jest zatem wezwaniem (…) do grzechu i do udziału w zabójstwie, ze słowami: “Chodźmy się zbawić od grzechu, chodźmy się oczyścić”. Zespoleni w ten sposób “grzesznicy” wpadają pod moc tego boga “grzeszników”, a ten bóg mówi “zasłonię gęstym mrokiem (tj. zgładzę) wszelką twą przestępczość, a jak twe grzechy pokryje mrok, to ty się do mnie nawrócisz” (Izaj. 44, 22) »

   —> Słysząc te słowa proroka Izajasza, Stary Arystotelowski Filozof (SAF), spontanicznie przypomina sobie opinię swego kuzyna, emerytowanego przewodnika tatrzańskiego, który tak ocenia Wartość Krzyża Pańskiego:

»Przecież ten wielbiony przez wiernych krzyż to jest WYRAŹNE OSTRZEŻENIE dla wszystkich szerzej rozumujących, by starali się nie wychylać, ze swymi światoburczymi poglądami, jak to nieopatrznie robił ten zamordowany przez żydostwo komunista Jezus «

 —> Wyraźnie GŁUCHY na ostrzeżeniCŚG oraz SAF, Wielki DyrygenŚwiata namolnie kontynuuje dalej swą tyradę, robiąc to w duchu często śpiewanej kolędy:

Nie bójcie się, Ale się z tego weselcie;

Narodził się Zbawiciel wam,

Który rzeczon Chrystus Pan!

 —> I w tym miejscu SAF, nie wytrzymuje i GŁOŚNO, by Wielki Dyrygent nareszcie go usłyszał, wygłasza charakterystyczne dla bezbożnych  epikurejczyków ZAPEWNIENIE:

»Ludzie Rozumni, jeśli tylko żyją w zgodzie z propagowaną przez Arystotelesa „trójcą” etycznych zasad „Nie Zabijaj, Nie Kradnij i Nie Cudzołóż” żadnej, zarówno doczesnej jak i pośmiertnej Kary za swe zachowanie nie mają co się obawiać. A skądinąd trzecią z tych zasad, wpisanych także w hebrajski Dekalog, stosować należy tylko w wypadku braku zgody WŁAŚCICIELA ŁOŻA na jego wykorzystywanie także przez przyjaciół – jak to podkreślił Immanuel Kant w jego Imperatywie Kategorycznym z końca wieku XVIII. Co zresztą SAF dobrze jeszcze pamięta z jego bujnej młodości. «

—> Po czym SAF, już białym wierszem GŁOŚNO recytuje

Niech Wielki Dyrygent Świata nareszcie się uspokoi,

I nie robi Boga z niemowlęcia w kolebce leżącego,

wiernych z rozumnego myślenia Ogałacającego.

Bo przez swe wiecznotrwałe na krzyżu Wiszenie,

ten Martwy Bóg od tysięclat złotem nabija,

pobożnych weń INWESTORÓW kieszenie.

KONIEC SKECZU Jasełka 2022

——————————————————————————–

Pojawienie się, w powyższym skeczu zmaterializowanej postaci WIELKIEGO DYRYGENTA ŚWIATA (świata perwersyjnymi tekstami Biblii przesyconego), nakłoniło Starego Filozofado publikacji na jego własnej stronie internetowej , wspomnień z okresu, kiedy to przed laty 50+, w „K(….)-RAJU pod BOGIEM” zwanym w skrócie USA, na UC Berkeley w Kalifornii przebywał. I oczywiście na ówczesną działalność tamże tegoż Wielkiego Dyrygenta Dziejów już wtedy z ironią patrzył. Co najwyraźniej mu do dzisiaj zakodowane w genach pozostało:

Cytuję za mym tekstem NEon24 ⭐ MY (Polacy, Francuzi, itd,) to zwykli LUDZIE, a AMRYKANIE to RASOWI GENITALIANIE (nowyekran24.com) z środa, 14 grudnia 2022

Powód do szerszej dyskusji na neonie24, na temat EWOLUCYJNYCH PRZEPOCZWARZEŃ, zachodzących w „K(….)-RAJU pod BOGIEM” USA, dał następujący argument neonowego “Staszka Kieliszka”. Otóż w przedświątecznej dyskusji z jakimś (jakąś?) “Fiesta” stwierdził on pozorny banał: “Pomiedzy Amerykanami i Polakami nie ma roznic. Wszyscy jestesmy Amerykaninami”. Zrobił to nie używając polskich znaków pisarskich.

“Obrzezana” do SZEŚCIU BARW tęczy flaga LGBT nad wejściem do konsulatu USA w Krakowie

Czytając powyższy, przytoczony na neon24 argument, coś interesującego mi (tj. Staremu Filozofowi) się przypomniało. Chodzi o BOGA, którego “Fiesta” nauczył(a?) się wielbić, będąc przez aż 40 lat PRZYPISANY(Ą?) do Stanów Zjednoczonych AP. Otóż między 1971 a 1980 rokiem publikowałem, w paryskiej “Kulturze”, prawie coroczne reportaże, głównie z pobytu w tym KULTUROWYM WZORCU dla całej Planety. I z tych mych ówczesnych spostrzeżeń niedwuznacznie wynikało, że PRAWDZIWYM BOGIEM, do którego codziennie się modlą AMRYKANIE (“obrzezani” do 6 liter jak ich Nowa Flaga, patrz powyżej), są luksusowo wyposażone “świątynki”, nie tylko stanowiące chlubę ich domostw, ale są także one ustawiane przy drogach – a nawet i przy ścieżkach turystycznych – akurat w miejscach najbardziej podziwianych widoków.

W tych wielbionych w AMRYCE “KAPLICZKACH RÓWNOŚCI“, obywatele tego “wzorca dla ludzkości” realizując swe “simples jouissances physi(ologi)ques“, odczuwają DUCHOWĄ DUMĘ z bliskiego kontaktu z bytem (ściślej od-bytem), w którym – jak to zauważył św. Paweł (lubiący przybierać pozę Wielkiego Dyrygenta Świata)NIE MASZ RÓŻNICY między mężczyzną a kobietą, ani żydem ano grekiem, ani panem ani niewolnikiem, wszyscy jesteście Jedno (G….) w Chrystusie Jezusie (“który jest faktycznie Bogiem”, jak to “Fiesta” z uniesieniem napisał(a?).

Ot zachowane sprzed lat dokładnie 50, zdjęcie takiej kapliczki “amrykańskiego Boga Zbawiciela” w pustynnym rezerwacie Point Reyes, na północ od San Francisco:

A tak przy okazji dyskusji “MY i AMRYKANIE”. Przypomniała mi się opinia polskiego utalentowanego pisarza Andrzeja Brychta autora poczytnej, antysemickiej ponoć książki “Dancing w kwaterze Hitlera“. (Utrzymywałem z nim nawet listowny kontakt, gdy mieszkał, z początkiem lat 1980 w Kanadzie.)

Otóż na podstawie swych doświadczeń z “walką o byt” w Amryce Północnej, tenże Brycht zauważył – co zresztą mu wydrukowała warszawska “Twórczość”, w której wtedy i i ja się udzielałem:

AMERYKANOM BRAKUJE LUSTRA BY MOGLI W NIM ZOBACZYĆ JAK NAPRAWDĘ WYGLĄDAJĄ!

A mój francuski kolega Kristian Galtier, z którym na UC Berkeley robiliśmy, przed 50+ laty graduate studies (on w komputerowaniu, ja w geofizyce) po dwóch latach tam pobytu powiedział mi, tak od niechcenia:

AMERYKANIE WYHODOWALI U SIEBIE CAŁKIEM NOWĄ RASĘ LUDZI (którą ja bym dzisiaj dzisiaj określił neologizmem GENITALIANIE, stąd te sztandary LGBT na ambasadach i konsulatach USA!)

—————————- Koniec wpisu na Neon24 z 13 grudnia 2022

Do którego to, nawiązującego do mych POZNAWCZYCH przygód przed półwieczem, krótkiego wpisu  na rzeczonym, posiadanym przez mieszkającego na Antypodach biznesmena S. Oparę, pojawiło się kilka komentarzy, ilustrujących NOWĄ RZECZYWISTOŚĆ, jaką nam budują, głównie poprzez FINANSOWE, na pozór POKOJOWE ZABIEGI, ekspandujący na świat cały z „K(….)–RAJU pod BOGIEM”, ci WSPANIALI, maszerujący pod „obrzezanym” do 6 tylko kolorów tęczy sztandarem, GENITALIANIE czyli przyszłościowa super-rasa gatunku homo (d. sapiens).

Najdłuższy i najbardziej istotny z tych komentarzy tak wygląda:

Berkeley72 czwartek, 15 grudnia 2022, 10:16:18

Podsumowanie: GENITALIANIZM to ANTYCZNY NOWOTWÓR POZNAWCZY którego GLOBALIZACJA zdewastuje totalnie Ziemię

Cytuję z mego tekstu “PRZECIWENTROPIA to Pierwszy Motor Stworzenia“, opublikowanego na s. 121-131, pracy zbiorowej PRZEZWYCIĘŻYĆ KRYZYS KULTURY, wyd. Akademia Marynarki Wojennej, Gdynia 2020

> I jeśli chodzi o ten hinduski znak Tantry ( ) oznaczający „czakram”, święte miejsce spotkania się męskich i żeńskich genitaliów, to bardziej precyzyjna analiza tego kultu wskazuje, że „Tantra to jest kult zniewieścienia” (André van Lizbeth, 1988). Na to „zniewieścienie” Narodu przez Biblię Wybranego narzekał, już pod koniec XVII wieku (anty)żydowski filozof Baruch Spinoza i tę, według niego negatywną, cechę żydostwa podkreślił, na samym początku XX wieku, młody jego przedstawiciel Otto Weininger w książce „Płeć i charakter” (1903). Zaś do jakiego stopnia tak zwana „umysłowość żydowska” jest samo-ograniczona do spraw seksu, zademonstrował wkrótce po samobójczej śmierci Weiningera, pochodzący także z Wiednia psycholog Zygmunt Freud.

> Z freudowskiej koncepcji ONTOGENEZY człowieka bowiem wynika, że osobniki dojrzałe (w tym i kobiety, pomimo braku penisa) winne być określane jako GENITALIANIE – rodzaj zwierząt z ludzkimi twarzami, które w trakcie ich życia są głównie zainteresowane czynnościami ich organów rozrodczych, a zwłaszcza odpowiednim inwestowaniem swego nasienia. To, co na grafiku Weismanna (patrz powyżej) jest określone jako SOMA – czyli całokształt życia pozagerminalnego zwierząt oraz ludzi – jest podporządkowane potrzebom zachowania gatunku przez tak zwaną „plazmę germinalną”. Dzięki zaś odkryciom biologii molekularnej, niezwykle ważne dla zrozumienia ISTOTY ŻYCIA stały się cząsteczki kwasów rybonukleinowych (DNA i RNA). Wierzący w prawie „boski” charakter tych związków chemicznych, znany angielski pisarz popularno-naukowy, Richard Dawkins napisał nawet całą książkę „Samolubny gen”, poświęconą DOMINACJI tych molekuł nad zachowaniem się istot ożywionych.

> Nic zatem dziwnego, że ELITY „WYJĄTKOWYCH NARODÓW”, żyjących pod imitującym „uświęcający” hinduski Czakram, znakiem „Gwiazdy Dawida”, obecnym nie tylko na fladze Izraela ale i na Wielkiej Pieczęci USA, powstałej pod wpływem poglądów „masońskich” budowniczych Stanów Zjednoczonych AP (w tym i Tadeusza Kościuszki?), tworzą rodzaj GENITLIAŃSKIEGO NADSPOŁECZEŃSTWA usiłującego zdominować świat poprzez systematyczne WYNISZCZANIE wszystkich innych kultur, wsparte rabunkową eksploatację wszystkich dostępnych bogactw naturalnych Ziemi.

> W jaki sposób, w szczególe, to GENITALIAŃSKIE WYJĄTKOWE NADSPOŁECZEŃSTWO dokonuje swych podbojów, przed którymi nikt i nic nie wydaje się być w stanie uchronić?

> A. Organizacje typu Instytutu Społeczeństwa Otwartego (IOS) George Sorosa i jej pokrewny Freedom House próbują – w imię Wolnego Rynku – zamienić świat w w gigantyczny DOM PUBLICZNY, w którym cała mniej zasobna ludność pokornie służy ukrytym w bankach „burdel mamom” (a ściślej „Ojcom chrzestnym”). Jest to skądinąd praktyczna realizacja antycznego „biznes planu” wędrownego stręczyciela Abrahama (od A-Brahma) z jego żoną-siostrą Sarą „służebnicą Pańską”, pracującą na antycznych blisko-wschodnich dworach. Do jakiego stopnia ten antyczny „biznesplan” jest realizowany i dzisiaj, wskazuje opinia jednego z komentatorów na portalu Neon24, iż „W USA „bogiem jest SEX, PIENIĄDZ to tylko środek do dotarcia do Niego”)

> B. Jesteśmy świadkami WYMUSZONEJ SEKSUALIZACJI młodzieży obu płci. Ten typ edukacji prowadzi do rozwoju poważnego uzależnienia od seksu w wieku dojrzałym. Temu samemu celowi służy bezwstydne poparcie dla zorientowanych na seks organizacji typu LGBT. Ich samo-ograniczanie się do spraw arystotelesowskiej „duszy wegetatywnej” hamuje rozwój „meta wegetatywnych” ludzkich odruchów, w szczególności nie ograniczonej przez techniczne ułatwienia RADOŚCI samodzielnego poruszania się, zezwalającego na szeroką obserwację (a zatem i zrozumienie) świata. Która to „perypatetycka” czynność prostego chodzenia stymuluje samo-obserwację, zalecaną przez napis na frontonie świątyni w Delfach „Poznaj samego siebie, a poznasz Wszechświat i Bogów”.

> C. Do tego wykazu ograniczeń poznawczych potencji w „Domu Wolności”, mój przyjaciel, właściciel trojga paszportów Izrael Szamir, dorzucił już kilka lat temu uwagę, że mamy obecnie do czynienia z agresywnym „odmężczyźnianiem mężczyzn”. Co pokrywa się z moją obserwacją już sprzed lat 45, opublikowaną przez emigracyjny „Aneks” wydawany przez Eugeniusza Smolara w szwedzkiej Uppsali, że mamy do czynienia z nieustającą od kilku stuleci „INWAZJĄ KASTRATÓW”.

> Jak tej MEGA PATOLOGII się przeciwstawiać? Pozwolę sobie przypomnieć że chrześcijańska religia, od momentu „przechwycenia kluczy poznania” przez faryzeuszy, w rodzaju tego “świętego” Pawła, wyraźnie sprzyja jej się upowszechnieniu. Zacytuję jeszcze raz (bo repetitio mater studiorum est) Jana Kozáka z Pragi:

« Krucyfiks, krzyż, który chroni naiwnych chrześcijan “przeciw Diabłu”, aby go (od nich) odegnał, z myślą “sam nie potrafisz, ale to jest przecież sama świętość”, ma jednak swe odwrotne, ewidentnie podstępne, w Biblii dostrzegalne i wszystko tłumaczące znaczenie: “Ja jestem twoim (przyjacielem?) – popatrz, zabiłem człowieka nazareńskiego, człowieka poznania, na twoją cześć! (…) Chrześcijańska msza, w trakcie której się spożywa mięso ofiary i pije jej krew, jest zatem wezwaniem żydów do grzechu i do udziału w zabójstwie, ze słowami: “Chodźmy się zbawić od grzechu, chodźmy się oczyścić”. Zespoleni w ten sposób “grzesznicy” wpadają pod moc tego boga “grzeszników”, a ten bóg mówi “zasłonię gęstym mrokiem (tj. zgładzę) wszelką twą przestępczość, a jak twe grzechy pokryje mrok, to ty się do mnie nawrócisz” (Izaj. 44, 22) Sziwaizacja całej takiej nauki jest w ten sposób zrealizowana. »

> (Sziwa to hinduski Bóg Zniszczenia, czyli Wzrostu Entropii, zaniku bardziej złożonych struktur, w tym i bardzie dojrzałych odruchów myśli, o co zpaulinizowany „chrześcijański” kler dba od czasów wypchnięcia NESTORIAN z granic Imperium Romanum w V wieku.)

Ot i cała, trwająca już blisko 3,5 tysiąca lat, historia NARASTANIA NOWOTWORU o nazwie judaizm – a potem i chrześcijaństwo – najlepiej zobrazowana na „chwytającej za serce” rycinie poniżej:

Z najlepszymi dla wszystkich Pozdrowieniami z okazji nadchodzącego NOWEGO ROKU 2023

(Obchodzonego PIERWSZEGO STYCZNIA roku każdego, na na pamiątkę OBRZEZANIA penisa PAŃSKIEGO, dokładnie w 8 dni po narodzinach tego ZBAWCY i ODKUPICIELA naszego.)

Gdańsk, 21 grudzień roku 105 po Wielkiej (Antyżydowskiej) Rewolucji Październikowej

 A oto mój do tych “gnostyckich jasełek” komentarz, 23 grudzień 2022:

Od mojego starszego o całe lata 4 kolegi Piotra Wojciechowskiego, z podstawowych studiów geologa ale z czasem i interesującego początkowo pisarza (książka „Czaszka w czaszce”) z którym pomieszkiwaliśmy zimą 1968 w schronisku na Hali Gąsienicowej, zapożyczyłem w 2015 roku zaproponowaną, jak ją wtedy zapamiętałem, przezeń nazwę PODHALAŃSKA AKADEMIA NAUK.

Nawet mu zaproponowałem w 2015 coś takiego:

//Piotr Wojciechowski – pomysłodawca przed półwieczem nazwy PODHALAŃSKA AKADEMIA NAUK, otrzymuje tytuł „członek honorowy”, niestety od czasów Solidarności, przez „Więź” z KK twórczo samo-przytłumiony.//

No i nareszcie, przedwczoraj po „Gnostyckich jasełkach 2022”, odezwał się ten mój kolega z młodości, przez pewien czas od roku 1990 był on nawet Prezesem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich:

//Piotr Wojciechowski

21 gru 2022, 18:04 (2 dni temu)
do mnie

Zobacz załączniki i już mi Twoich bezeceństw nie przysyłaj, bo nawet
odrzucanie ich mnie smuci – bez czytania.//

Otóż mój starszy kolega, choć DOKTRYNY KK pilnie przestrzega, to stara się nie pamiętać, że o to poszła Pierwsza Wielko Schizma w Kościele, arcybiskup Konstantynopola Nestoriusz oficjalnie ogłosił, że ŚWIĘTY PAWEŁ KŁAMAŁ, gdy zapewniał, że niemowlę Jezus było już Bogiem i że w wieku lat zaledwie 33 jako młody człowiek na krzyżu ten Jezus, od swego urodzenia będący Bogiem, skonał (i i ponoć po 3 dniach Zmartwychwstał).

No cóż, ten św. Paweł, od blisko 2 tysięcy lat WIELKI DYRYGENT chyba wszystkich Kościołów chrześcijańskich, to antyczna wersja osobowości NASZEGO ANTKA MACIAREWICZA, który zawzięcie WYRÓŻNIA TO CO NIE JEST, ABY TO CO JEST UNICESTWIĆ, aby żadne ze stworzeń nie chełpiło się przed Bogiem (1 Kor. 1)

A tak przy okazji, Piotra W. „Podhalańska Akademia Wiedz” istnieje wciąż w jego wyobraźni, w jakimś gierkowskim wieżowcu na południu Wa-wy. A ponad już stuletnia siedziba PAN w Z-nem, wciąż stoi twardo pod Tatrami:

Posted in POLSKIE TEKSTY, religia zombie | Leave a comment

PAN w Z-nem (64 B): Post Scriptum do Udoskonalonego Słowa nt. „hebrajski mindset”

Post Scriptum do Udoskonalonego Słowa nt. „hebrajski mindset”

(Przypominam, symbolicznym ‘Ojcem’ tego „rewolucyjnego hebrajskiego sposobu myślenia” jest św. Paweł, wg jego własnych słów „Hebrajczyk z Hebrajczyków, wg prawa faryzeusz”)

Oto jego, natchniona „Bogiem” recepta, na gwarantujące POŚMIERTNE ZBAWIENIE, pobożne (bez)myślenie – 1 Kor. 1:

gdy Żydzi żądają znaków , a Grecy szukają mądrości , my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego , który jest zgorszeniem dla Żydów , a głupstwem dla pogan … Bóg wybrał właśnie to , co głupie w oczach świata , aby zawstydzić mędrców … i to , co nie jest , wyróżnił Bóg , by to co jest , unicestwić , tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga.

Czyli po prostu, praktyczny STWÓRCA KOŚCIOŁA, św. Paweł był zwykłym HIPOKRYTĄ, który utrzymywał że WIEDZA NADYMA” a MIŁOŚĆ (w ukryciu Pieniądza) BUDUJE (Kościoły, a następnie i Banki, jak to dzisiaj wokół siebie widzimy). Jak to zauważył żyjący 2,5 tysiąca lat temu Arystoteles Najmniejsze początkowe odchylenie od prawdy jest mnożone później tysiąc razy”.

I to doskonale widać dzisiaj, do czego doprowadziła „ludy kościelne” akceptacja „przez krzyż zbawienia”. A następnie ogłoszenie w 1776 roku, przez prawdziwie chrześcijańskie USA” /Tocqueville/, wszyscy ludzie stworzeni są równymi(genetycznych mongołów w to oczywiście włączając – znowu św. Paweł Gal. 3:28

Chociażby tylko te dwa, początkowe odchylenia od PRAWDY doprowadziły do pojawienia się zasadniczej różnicy między antyczną, euroazjatycką kulturą „helleno-buddyjską” a tą „hebrajską” zrodzoną między Eufratem i Nilem. Cytują co na ten temat napisała niedawno Clare Cavanagh :

Wg Arnolda, popularny w wiktoriańskiej Anglii „hebraizm”, wynikły z oczarowania się zwykłych obywateli protestancką Biblią (Biblią zubożoną o wychwalającą HELLEŃSKĄ MĄDROŚĆ „Księgę Syracha”, sprzeczną z „wytycznymi” św. Pawła), prowadził do „pokręconego (twisted) religinego stanu ich strony duchowe i do utraty dążenia do doskonałości”. A w mym „Udoskonalonym Słowie” sprzed dni kilku starałem się wskazać, jak ten „pokręcony (twisted) stan ducha, dominujący w szczególności wśród kadr naukowych w anglosaskich imperiach, doprowadził do pojawienia się „POKRĘCONEJ (TWISTED)” DARWINOWSKIEJ TEORII EWOLUCJI.

Obecnie słowo HEBRAIZM, skopiowane przeze mnie z opinii angielskiego filozofa Matthew Arnolda przed 150 laty, w Polsce pod zarządem ZOG (Zionists OccupieGoverments) jest traktowane jako rodzaj „nieskalanej świętości”. Jego użycie, w tytułach mych opracowań rozsyłanych w ostatnich miesiącach, do tego stopnia zdenerwowało mego, o około 30 lat młodszego, wieloletniego znajomego z „Piano baru” w Z-nem, że już po raz 3 nadesłał mi takie oto ostrzeżenie:

Proszę NATYCHMIAST USUNĄĆ MÓJ ADRES EMAIL Z TEJ LISTY W PRZECINYM WYPADKJU PODNOSZĘ KROKI W CELU ZABLOKOWANIA WASZEGO KONTA!!!!!!!!!!

No to sobie pomyślałem, że zgodnie z ZASADAMI CENZURY, obowiązującymi w zestawie państw określanych skrótem ZOG, wszelaka krytyka dotkniętych hebraizmem „pokręconych (twisted) umysłowo” mas uczonych JEST PILNIE TĘPIONA: jak się dowiedziałem od warszawskiej studentki, piszącej pracę magisterską z „historii taterników” w PRL w roku 1969, z 7 artykułów, jakie opublikowałem w paryskiej „Kulturze” w latach 1972-1980, w oficjalnym spisie autorów tego emigracyjnego wydawnictwa, zachował się tylko jeden mój tekst „Słowo o przyjacielu” (nr 11, 1972). Zarówno „Ciuciubaka naukowa” (nr 7/8, 1980) jak i inne publikowane w „Kulturze” mające charakter antyamerykański eseje ZAPADŁY SIĘ W NICOŚĆ. Jakby to powiedział, przed dokładnie 200 laty, wspomniany de Tocqueville, (ubrany w chrześcijańską ‘sukienkę’) HEBRAJSKI BÓG AMERYKAŃSKIEJ DEMOKRACJI, nie zwykł tolerować zamachów na jego PONADLUDZKĄ ŚWIĘTOŚĆ.

Ponieważ zaś, z tym „bogiem USA”, mam datujące się jeszcze sprzed lat 50 rozliczenia, więc by nie denerwować mego zakopiańskiego kolegi, podeślę mu, jednak emailem, e-adres mego dobrego kolegi jeszcze z Berkeley, obecnie emerytowanego profesora computer sciences na uniwersytecie w Sao Paulo w Brazylii,Thomasa Kowaltowskiego. Po nawiązaniu z nim po 45 latach przerwy, elektronicznej korespondencji, gdy dostrzegł, że me teksty nabierają ANTYJUDAISTYCZNEGO charakteru, to zaczął je u siebie blokować. Może i mój kolega z Zakopanego, specjalista od komputerowego programowania, skorzysta z jego porad(?).

A od tępienia „Hebrajskiej genetyki” się nie odżegnam, nawet przed Sądem w Wolnym kraju. Bo jak to zauważył długoletni kierownik prac nad odkrytymi w Qumran nad Morzem Martwym, rękopisami sprzed ponad 2 tysięcy lat John Strugnel, te hebrajskie, naładowane ANTYLUDZKĄ PSYCHOPATIĄ teksty tak go przeraziły, że w wywiadzie dla izraelskiego dziennika HAAERTZ w 1990 roku, odważył się stwierdzić iż JUDAIZM TO POTWORNA RELIGIA, KTÓRA NIE POWINNA ISTNIEĆ!

Co jest PRAWDĄ w miarę obiektywną. Ta POTWORNOŚĆ dotyczy także judeochrześcijaństwa, zwłaszcza w jego amerykańskim, bardzo „zhebraizowanym” wydaniu. Proszę spojrzeć, co ten EWANGELICZNY CHRYSTUS zapowiada w jego odnotowanej u św. Jana 10:11 „Ja jestem dobry pasterz, Dobry pasterz życie kładzie za swe owce”. Toż to była Imponująca Głupota: owce pozbawione swego „dobrego pasterza”, automatycznie znalazły się pod kontrolą chytrego „inwestora”, który przejął opuszczone stado, wraz ze wszystkimi zeń profitami – mleko, sery, smaczna jagnięcina itd. Załączam szerszy fragment wypowiedzi Jezusa na temat planowanego przezeń GLOBALIZMU „będzie Jedno Stado i Jeden Pasterz. Jest on odnotowany w mym referacie, wygłoszonym na WPFDC na wyspie Rodos w 2003 roku. (Wtedy referat ten znalazł się na kilku forach; obecnie znalazłem tylko jego tłumaczenie na hiszpański oraz na forum AMERIKA, ze znakami „” poprzerabianymi na â€):

Ale przynajmniej, jeśli chodzi o mój upór w zwalczaniu „hebraistycznej teorii ewolucji”, ma książka „Atrapy i paradoksy nowoczesnej biologiiw blisko 30 lat po jej publikacji w 1993 roku, w roku bieżącym (2022) nareszcie doczekała się ogólniedostępnej RECENZJI. Jej autorem jest nieznany mi osobiście Marcin GreszataLaureat III edycji stypendium Fundacji En Arche” (Patrz poniżej)

Poprzednie recenzje, wykonane na zamówienie „Naszej Księgarni” jeszcze w roku 1984, tak w skrócie wyglądały:

Pozostało u mnie jeszcze trochę egzemplarzy tych „Atrap i paradoksów”, mogę je odsprzedać, w cenie 30 zł + 5 zł porto, MG

xxx—

A oto ta pierwsza po 29 latach od opublikowania „Atrap i paradoksów”, ogólnie dostępna tej książki recenzja:

Czas czytania: 7 min

Ewolucjoniści z wątpliwościami. Marek Głogoczowski i paradoksy nowoczesnej biologii

Marcin Greszata

2022-04-29

Czy nowe gatunki rzeczywiście powstają drogą doboru naturalnego? Czy życie na Ziemi mogło powstać w sposób spontaniczny? Na te i inne zagadnienia spojrzymy dzisiaj z punktu widzenia geofizyka zajmującego się genetyką populacji i teorią ewolucji, a także taternika – Marka Głogoczowskiego.

Marek Głogoczowski urodził się w 1942 roku w Zakopanem. W 1965 roku ukończył fizykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, a cztery lata później geofizykę w Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. W latach 1976–1981 współpracował z Albertem Jacquardem oraz Pierrem-Paulem Grassém na Uniwersytetach w Genewie i Paryżu, zajmując się zagadnieniami z zakresu genetyki populacji i teorii ewolucji. W 1997 roku został zatrudniony jako wykładowca, a następnie starszy wykładowca filozofii w Pomorskiej Akademii Pedagogicznej w Słupsku. W 2008 roku przeszedł na emeryturę. Jest autorem ponad 200 artykułów dotyczących różnych dziedzin wiedzy, np. fizyki, czy religioznawstwa, napisanych w pięciu językach i opublikowanych w kilkunastu krajach na trzech kontynentach. Część tekstów można znaleźć na jego stronie internetowej www.markglogg.eu1. Tematy biologiczne podejmował między innymi w książce Atrapy oraz paradoksy nowoczesnej biologii2, która jest rezultatem dziesięcioletniej pracy badawczej autora. Książka ta wzbudziła wiele kontrowersji w środowisku naukowym. Godny odnotowania jest także fakt, że Marek Głogoczowski jest znanym polskim taternikiem, alpinistą i himalaistą. W 1970 roku dokonał pierwszego polskiego wejścia na Denali (Mount McKinley – najwyższy szczyt Ameryki Północnej, 6190 m n.p.m.)3.

We wspomnianej książce Głogoczowski przygląda się bliżej poglądom darwinistów. Analizując największe dzieło Darwina O powstawaniu gatunków drogą naturalnego doboru, czyli o utrzymywaniu się doskonalszych ras w walce o byt4 zwraca uwagę, że już sam tytuł jest ,,fałszywy z punktu widzenia logiki formalnej”5. Podkreśla, że dobór naturalny wiąże się z eliminacją osobników gorzej przystosowanych przy jednoczesnym faworyzowaniu osobników lepiej przystosowanych. Według Głogoczowskiego poprawnie sformułowany tytuł powinien brzmieć O zagładzie (bądź «O rozprzestrzenianiu się») gatunków drogą doboru naturalnego6. Odnosi się także do założenia przyjmowanego przez Darwina, zgodnie z którym w ramach każdego gatunku rodzi się więcej osobników, niż może przeżyć, wskutek czego następuje między nimi walka o byt. Głogoczowski zauważa, że aby móc się rozmnażać, osobniki muszą znajdować się w sprzyjających warunkach i ,,zakumulować zarówno energię oraz materiały niezbędne do podziału komórek”7. Gdy warunki bytowe się pogarszają, osobniki redukują swoją rozrodczość. Autor twierdzi, że:

Choć ogromna rozrodczość większości zwierząt i roślin stwarza powierzchowne wrażenie, że wszystkie gatunki żyją w ciągłym braku środków do życia, to jednak, w warunkach normalnej homeostazy biocenozy, liczebność poszczególnych gatunków jest daleko niższa niż możliwość ich wykarmienia8.

Podkreśla także, że w każdym gatunku dobór naturalny obejmuje osobniki młode, niemające doświadczenia pozwalającego uniknąć zagrożeń lub osobniki stare i chore. ,,Efekty takiej selekcji przez środowisko nie dziedziczą się lub dziedziczą się tylko w bardzo niewielkim stopniu”9, gdyż eliminowane osobniki nie biorą udziału w prokreacji. Głogoczowski twierdzi, że dobór naturalny nie ma zatem decydującego wpływu na zmiany w strukturze populacji10.

Podobnie jak większość uczonych zajmujących się zagadnieniami ewolucji Głogoczowski zwraca uwagę na braki w zapisie kopalnym form pośrednich, które potwierdzałyby gradualistyczny scenariusz powstawania nowych gatunków. Powołując się na badania Nielsa Eldredge’a i Stephena Jaya Goulda – twórców teorii przerywanej równowagi11 oraz Grassé’a, który badał zjawisko tzw. ewolucji równoległej, podważa słynną maksymę Darwina Natura non facit saltum12 [natura nie robi skoków]13.

Głogoczowski twierdzi, że podstawą całokształtu twórczych zjawisk w biosferze są zdolności żywych komórek do nadregeneracji (wyrównanie z nadrekompensatą) oraz asocjacji (kojarzenia genów w nowe struktury). Zjawisko nadregeneracji wielokrotnie uszkadzanych struktur, pojawiające się zwłaszcza u młodych i predysponowanych ku temu organizmów, stanowi według uczonego najbardziej elementarny przejaw zdolności przystosowawczej14. Ewolucję biosfery postrzega jako wypadkową całości procesów życiowych, jakie w przeszłości w niej zachodziły. Uważa, że filogeneza (rozwój gatunków) jest produktem ontogenzy (rozwoju osobniczego)15. W ostatnim rozdziale książki Atrapy oraz paradoksy nowoczesnej biologii porusza temat uwsteczniania się budowy i zachowania zwierząt hodowlanych w sprzyjających warunkach. Porównuje także naszą rozwijającą się cywilizację do nowotworu. Uważa, że sztuczne środowisko permanentnego dobrobytu prowadzi do transformacji gatunku Homo sapiens w Homo economicus, prowadząc tym samym do fizycznej i psychicznej degeneracji gatunku16.

W artykule Czy życie mogło powstać w sposób spontaniczny? dochodzi do wniosku,  że prawdopodobieństwo przypadkowego powstania życia jest równe prawdopodobieństwu przypadkowego ułożenia się atomów w żywą komórkę. Cząsteczki DNA, aby móc się replikować i tworzyć swoje kopie, muszą stale się naprawiać i usuwać powstałe błędy i uszkodzenia. Środowisko, w którym takie procesy mogą zachodzić, musi być zorganizowane w stopniu porównywalnym do najprostszych organizmów – ,,żywa istota może być syntezowana tylko przez ustrój żywy”17. Jako alternatywę dla koncepcji naturalistycznego powstania życia przytacza hipotezę kreacji przez istotę nadprzyrodzoną, jednak nie uznaje jej za naukową, ponieważ nie jest ona weryfikowalna na drodze doświadczenia. Rozważa także możliwość, że życie mogło dostać się na Ziemię z innych galaktyk. Jednak to również nie wyjaśnia okoliczności, w jakich życie mogło powstać poza naszą planetą. Na koniec artykułu zadaje otwarte pytanie ,,a może Wszechświat (…) jest wieczny?”18

Głogoczowski jest ewolucjonistą, ale niedarwinowskim, ponieważ nie akceptuje idei doboru naturalnego jako czynnika kreatywnego. Stojąc na stanowisku lamarckizmu zwraca uwagę na rolę reakcji organizmu na jego otoczenie: ,,zmiana warunków otoczenia → zmiana zwyczajów → używanie bądź nie używanie pewnych organów → ich hipertrofia bądź atrofia → (po wielu pokoleniach) → utrwalenie się dziedziczne tych cech nabytych w formie hipertrofii bądź atrofii (→ oznacza „powoduje”)’’19. Jak sam twierdzi, dokonanie rekonstrukcji, na poziomie biologii molekularnej, teorii ewolucji J.B. Lamarcka oraz J. Piageta jest największym osiągnięciem jego życia20.

Marcin Greszata

Laureat III edycji stypendium Fundacji En Arche

Przypisy

(1) Por. M. Głogoczowski, O autorze, Strona autorska Marka Głogoczowskiego [dostęp: 26 II 2022].

(…)

(3) Por. M. Głogoczowski, Życiorys tatrzańsko-alpejsko-himalajski, Strona autorska Marka Głogoczowskiego [dostęp: 26 II 2022].

( …).

(19) (M. Głogoczowski, Niezwykła historia „cech nabytych”, czyli jak duch Lamarcka straszy Korporację Bezmyślicieli Nauki (KBN), Strona autorska Marka Głogoczowskiego [dostęp: 23 III 2022].

(20) Wywiad Marka Głogoczowskiego z dnia 28 sierpnia 2006 dla tygodnika ,,Ojczyzna” [dostęp: 24 III 2022].

Dołączę zatem także ten, odnaleziony dzięki Marcinowi Greszacie ze mną wywiad sprzed 16 lat. Jego autorem był nie żyjący już (?) pro-polsko społecznie zaangażowany lingwista Bogusław Jeznach:

Wywiad M.G. dla pisma narodowo-radykalnego „Tygodnik Ojczyzna”

(ojczyzna@infokomp.pl)

1. Skąd się Pan wziął (ojciec, matka, ród), czyli tzw. stare śląskie
pytanie herbaciane: “Kaj sie taki ulung?”

- Pochodzenie mam, jak to się dawniej deklarowało, po części
proletariackie, a po części burżuazyjne, czyli nie najgorsze. W szkole
podstawowej w Krakowie nawet wstydziłem się przyznawać, by nie wzbudzać
zazdrości kolegów, iż „ja urodziłem się w Zakopanem”. Czyli jestem pół-góral
(z rodziny Gąsieniców-Samków) i pół-ceper z chłopów z podkrakowskiego
Głogoczowa, już w XIX wieku wykształconych na UJ i zmieszanych z galicyjską, ślaską burzuazją Krupów i Drobniaków.

2. Te 14 lat za granicą: Dlaczego? Gdzie? Co Pan tam robił? Jakie
Panu zostały kontakty, języki itp.? Po co Pan wrócił? Czy wie Pan co musiał
czuć Zinowjew albo Sołżenicyn na Zachodzie?

– No cóż, wyjechałem 2 sierpnia 1968 roku wspinać się w górach
Norwegii (nowa droga na Bruggdomen w murze Trolli), ale już 21 sierpnia
tegoż roku nastąpiła inwazja Czechosłowacji przez wojska Układu
Warszawskiego. Pomyślałem wtedy, że chyba będę musiał zostać dłużej na
Zachodzie. Jako fizyk z wykształcenia, specjalizujący się w geofizyce, przez
rok pracowałem jako asystent na Uniwersytecie w Kopenhadze, a dzięki
naukowym kontaktom mego ojca, profesora geochemii, dostałem roczne
stypendium na Uniwersytecie Kalifornijskim, na campusie w Berkeley, USA.
Było to wtedy prawie światowe centrum „rewolucji studenckiej”
zapoczątkowanej w 1967 roku w Pradze, a w 1968 mającej swe przerzuty w
Warszawie, Paryżu, Belgradzie i tak dalej.

Trzeba przyznać, ze mając w Berkeley bezpośredni dostęp do wykładów
prowadzonych przez największe autorytety nauki amerykańskiej, dość szybko
zwątpiłem w „transparency” – to znaczy przejrzystość – zachodnich Life
Sciences, czyli Nauk o Życiu, czego wyraz dałem w napisanej podówczas przeze mnie, już po angielsku, książce „The Not Too Divine Comedy – Meta Ph.D. Thesis”. Po opuszczeniu w 1972 roku (bez zamiaru kiedykolwiek tam powrotu) USA, mieszkałem głównie w Genewie, wśród tamtejszej „dobrze ustawionej” polskiej diaspory, oraz „kątem” w Paryżu u mych francuskich kolegów z okresu studiów w Berkeley. Przez rok pracowałem jako asystent (najfatalniejsza ma praca) w zakresie mechaniki cieczy na Politechnice Lozańskiej, a od 1976, jako doktorant na Uniwersytecie Genewskim, zacząłem robić to, co uważam za największe osiągniecie mego życia. Mianowicie udało mi się dokonać rekonstrukcji, na poziomie biologii molekularnej, teorii ewolucji J. B. Lamarcka* oraz J. Piageta.

No i oczywiście, te me zainteresowanie „zabronionymi” polami biologii
sprawiło, że po cofnięciu mi możliwości kontynuowania stypendium w
Laboratoire d’Évolution des Etres Organisées na Uniwersytecie Paris VII, w
ramach darwinowskiej „walki o byt”, musiałem się ratować „ucieczką” do PRL. To się udało w kwietniu 1982, bo dopiero w stanie wojennym ówczesne władze poczuły się na tyle silne, by zaakceptować w kraju opozycjonistę sprzed 14 lat, który w 1969 roku współorganizował w Paryżu przerzuty przez Tatry „Kultur” paryskich do Polski.

3. Czym się Pan dziś zajmuje? Czuje się Pan uczonym czy raczej
intelektualist
ą? Jest Pan takim “kotem, z domieszką krwi żbika, chodzącym
w
łasnymi, górskimi ścieżkami” intelektu, nieprawdaż? Po krawędziach
politycznej tylko, czy tak
że i naukowej poprawności?

- Po powrocie do PRL to głównie jeździłem na wyprawy himalajskie, w „chwilach wolnych” zarabiając, całkiem zresztą nieźle, na życie na pracach wysokościowych oraz jako instruktor alpinizmu. Po przysłowiowych „7 latach tłustych” wolność w komunie się skończyła, musiałem zejść na „ziemię” i w połowie lat 1990 zatrudniono mnie jako pracownika naukowego w zakresie filozofii – co było moim marzeniem już w trakcie mych studiów fizyki, ponad 40 lat temu. Pracuję (ściślej, „rozpracowuję”) obecnie temat filozofii współczesnej, bardzo zresztą umysłowo ubogiej, określanej terminem post-modernizmu. Kilka lat temu uzyskałem na UŚ w Katowicach ‘spóźniony’ doktorat za pracę „Antyzoologiczna filozofia społeczno-polityczna Noama Chomsky’ego”. Przy analizie prac tego znanego ‘antysystemowego’ myśliciela żydo-amerykańskiego, wykorzystałem oczywiście me wcześniejsze „przygody” w zakresie dekonstrukcji Naukowych Atrap Wiedzy o Życiu.

4. No, właśnie: góry. Skąd bakcyl? Jakie osiągi? Czy to po mamie?
“My, twardzi ludzie gór”: sweter, polar z kapturem, w
żeliwnej kuchni drewno się pali, schną twarde buty i grube skarpety, za oknem duje… Co wtedy robi rozum Wielkiego Samotnika? Żuje kozi ser jak Epikur? Spala nieudane notatki? A czy sumienie czyta, co rozum napisał?

- Jako alpinista w wieku lat 64 to ja się już zestarzałem, choć
bylem jeszcze, w roku ubiegłym, z „młodzieża” na Elbrusie (5641 m) w
Kaukazie i wciąż organizuje w Tatrach zawody w narciarstwie wysokogórskim
zwane Memoriałem Jana Strzeleckiego. Patrząc z perspektywy lat – i jako nie
dyplomowany biolog – na me zachowania „przyjaciela trudnych do przejścia
urwisk” (m. innymi Directe Americaine na Aig. Dru w Alpach w 1990)
stwierdzić muszę, że konieczność wykonywania złożonych i męczących ruchów niewątpliwie służy i zachowaniu dobrej formy fizycznej w wieku starszym i lepszemu dokrwieniu mózgu, przez co i ilość idei w głowie też wyraźnie się zwiększa (stara teza Lamarcka). A samotnikiem to nie jestem, bo unikanie kontaktów personalnych zubaża naszą osobowość – raczej podobnie jak Sokrates, ze znajomymi (nie koniecznie z Polski i nie koniecznie po polsku, operuję dość biegle chyba siedmioma językami) lubię porozmawiać o
degeneracji dzisiejszego świata „monokulturowej” demokracji.

5. Co Pan chce po sobie zostawić? W górach ślad? W duszach przyjaciół
paru? Na pólkach bibliotek? Ile jeszcze wieków b
ędzie wiał wiatr nad Rysami i śnieg leżał na Kazbeku? Dokąd Pan kiedyś pójdzie, żeby się ze św. Pawłem nie spotkać i z Marksem do deseru zasiadać nie musieć?

Tutaj akurat jestem wielkim pesymistą. To, co się dzieje z
dzisiejszym, forsownie „amerykanizowanym” – czytaj kretynizowanym – światem, to jest nic innego jak rozprzestrzenianie sie zgigantyzowanego, nie
zróżnicowanego wewnętrznie nowotworu, rodzaju „humanoidalnego” raka
zżerającego naszą planetę. To i po co cokolwiek po sobie zostawiać, jeśli
„postmodernistyczne”, ślepe termity i tak wszystko, co pięknego i nie
zafałszowanego zastaną, zamienią w swe po-produkcyjne odchody?

- Od strony historycznej „wirusem” szczepiącym poznawczego
raka jest Stary Testament z jego prymitywnym nakazem „mnóżcie się i panujcie nad ziemią!” Dzięki zaś „Listom” św. Pawła ten rak poznawczy,
charakteryzujący prawie wszystkich starotestamentowych „proroków” (którym nawet marzyło się zniszczenie gór i zasypanie dolin!), został przeszczepiony chrześcijanom. Gdyby św. Paweł na swej drodze „ewangelizacyjnej” napotkał na przykład Sokratesa, to ten ostatni z łatwością by go rozszyfrował jako dętego żydowskiego durnia, udającego że ma osobiste kontakty z „bogiem”. Natomiast kolektywistyczna doktryna, nienawidzącego Biblii (podobnie jak wcześniej Spinoza oraz Lamarck) „kolektywu” Karola Marksa i Fryderyka Engelsa, to była – i nadal jest – chętnie zaakceptowana przez tak zwanych „Azjatów” odtrutka, opóźniającą wykonanie „planu bożego”, polegającego na totalnej dewastacji naszej nieszczęsnej Ziemi (patrz Apokalipsa św. Jana).

M.G. Zakopane sierpień 2006

_________________

* Lamarckizm jest to mająca już dokładnie 200 lat teoria rozwoju
istot żywych, poprzez tych istot działalność w świecie. Jest ona zwalczana
przez wszystkich tych uczonych, którzy wierzą, ze mutacje genetyczne
zachodzą w sposób losowy, a nie w sposób biochemicznie przyczynowy, zgodnie z newtonowskim prawem akcji i reakcji. Od czasów Karola Darwina teorie Lamarcka zaciekle zwalcza „międzynarodówka” wykształconych głównie na Biblii specjalistów, którym się zdaje, że istoty żywe nie są zdolne uczyć się aktywnie opanowywać, zawsze dążące do ich zniszczenia, środowisko. W roku 1984 napisałem na ten temat książkę „Atrapy i paradoksy nowoczesnej biologii”, którą udało mi się wydać dopiero w 10 lat później.

xxx—

17.11 roku 105 po WRP

(Wielkiej Rewolucji Październikowej)

A odnośnie „Rosyjskiego ataku (początkowo ponoć dwu)rakietowego na terytorium RP najbardziej przemawia do mnie taka oto jego interpretacja:

moim zdaniem#sniper

“Szczątki takiej rakiety podrzucono później, dla zatarcia prawdziwego :sprawcy”…dokladnie. Zabawne ze z glownego scieku zniknela juz “sztandarowa” fotografia szczatkow BUK300
Inscenizacja … ( w dodatku nie uzgodniona … !!!)… Wszystko odbylo sie “on the ground)” bez “rakiet” czy jakis tam pociskow manewrujacych…”Caly pogrzeb na nic” !!! Szkoda jak zwykle niewinnych osob. Ale czyms takim banderopiteki sie nie przejmuja

 

Posted in genetyka bio-rozwoju, polityka globalizmu, POLSKIE TEKSTY | Leave a comment

PAN w Z-nem (64): Udoskonalone Słowo o Genezie „Hebraistycznej Genetyki”

Udoskonalone Słowo o Genezie „Hebraistycznej Genetyki”

3200 słów + zdjęcia + 2 przypisy

Jeden z moich znajomych (emerytowany doktor nauk biotechnicznych z IBIB PAN) po przeczytaniu, szerzej rozesłanej z początkiem października br., 1-szej wersji „Kilku słów o ‘Hebrajskiej Genetyce’” mi odpisał, iż „Lepiej skończ z propagandą profarmacyjną (tj. proszczepienną) wcześniej niż później, bo to daremny trood”. I wzmocnił swą pozycję niedawnym tekstem „importowanej z USA”dr hab. neurologii (z UKSW)M.D. Majewskiej:„Subject: tak wyglada holokaust szczepienny”. Jednak będąc w Bratysławie (Sk)z początkiem października br. sdowiedziałem się rzeczy będąceniestety potwierdzeniem mego proszczepiennegodaremnego troodu”: otóż na ten „nie istniejący covid” zmarł, już przed rokiem, Słowak Zoltan Adorian znany mi z konferencji „Mut zur Ethik” w Szwajcarii. Mieszkającsilnie „antyszczepiennej” Słowacji zapewne się przeciw tej, zabijającej szczególnie starsze osoby chorobie nie zaszczepiłpodobnie jak pochodzący z Litwy Jan Ciechanowicz z żoną, którzy zmarli w Polsce na tę „nie istniejącą” chorobę w styczniu br.

Ale wróćmy do postaci tej „notorycznej” Majewskiej, która 0d dziesięciu już chyba lat robi w RP za „Flag(wo)man Globalnej Antyszczepiennej Krucjaty”. By wzmocnić wymowę głoszonego przez nią „szczepiennego holokaustu” do swego emaila wysłanego m.in. do mego kolegi z IBIB, dołączyła ona poniższy obraz „męczeństwa niemowląt” (który mnie jakoś się skojarzył ze znanym obrazem „męczeństwa Chrystusa na Krzyżu”)

No cóż, jestem starym człowiekiem, mającym duże doświadczenie życiowe nie tylko w pracy aż w sześciu, dość znanych na świecie laboratoriach naukowych, ale i we wspinaniu się na co ciekawsze góry na wszystkich Sześciu Kontynentach. A zatem AUTORYTATYWNIE zobowiązany jestem stwierdzić, że „naukowy” przekaz powyższego obrazka – choć, być może jest on przekonywujący dla odłamu specyficznie ‘mało myślącej’ (gr. micropsychoi) populacji – to jednak jest on tylko smętnym DOWODEM kompletnego zaniku WYOBRAŹNI NAUKOWEJ osób takie obrazki produkujących (a następnie nimi się zachwycających, patrz mój kolega z IBIB).

Dlaczego? Te wbijane w ciałka niemowląt – aż coś obecnie do 30 razy w ciągu trzech pierwszych lat ich życia – igły z ‘trucizną kolejnych szczepionek’, to są „ubodzenia” (dosł. ‘bodźce’) które, w sposób automatyczny, wymuszają na organizmach tak „źle potraktowanych” dzieci, „regenerację z nadkompensacją”(spolszczone określenie Jeana Piageta „la reéqulibration majorante”) ich uszkodzonych, przez te „ubodzenia”, tkanek. Co oczywiście na dalszą metę powoduje, że tak „źle potraktowane” w rozwojowym okresie ich życia, tkanki oraz całe organizmy, po odpowiednim ich, trwającym zazwyczaj ok. 2 tygodni TRENINGU (pol. ‘ćwiczeniu’) stają się bardziej odporne na szkodliwe „ubodzenia” o podobnym charakterze. Z naciskiem podkreślam, że to, intensywnie negowane obecnie PRAWO BIOLOGII (Lamarck, 1809) odnosi się do wszystkich żywych istot i wszystkich ich tkanek, oczywiście będących w fazie ich rozwoju (a nie senescencji).

Dlaczego zatem dość liczna rzesza obecnie „antyszczepienników(w tym kilkoro mych znajomych w starszym już wieku) NIE CHCE WIDZIEĆ, że starcie się ich własnych organizmów, z WYZWANIAMI jakimi są uszkodzenia ich organów powstające w trakcie wykonywania najrozmaitszych czynności – w tym zwalczanie patogenów zawartych w szczepionkachprzyczynia się do zachowania, a nawet i do polepszenia, ich stanu zdrowia? (O specyfice szczepionek z mRNA szerzej w Przypisie 2)

Tę, wg fizyka Erwina Schroedingera (1944) PRZECIWENTROPICZNĄ CECHĘ mego własnego organizmu zacząłem dostrzegać już jako kilkunastoletni chłopak, który zaczął się wspinać w podkrakowskich skałkach: dobrze pamiętam, że częste otarcia skóry rąk o skałę oraz powtarzane zmęczenia mych mięśni, po setkach takich, często bolesnych „przygód ze skałą”, doprowadziły do nabycia (tj. NAUCZENIA SIĘ!) sprawnego się poruszania w tym, niedostępnym zwykłym śmiertelnikom świecie prawie pionowych formacji. Dlaczego jednak o tym zjawisku UCZENIA SIĘ przez nasz organizm, nawet bez udziału naszej świadomości, skutecznej neutralizacji najrozmaitszych zranień, które zawsze powstają w kontaktach z „kanciastym” otoczeniem, zupełnie się obecnie ZAPOMINA?

Otóż przed 4już laty, w paryskiej „Kulturze” (nr 7/8, 1980) Jerzy Giedroyć opublikował mi bardzo rzeczowy reportaż z mego 3 miesięcznego stypendium naukowego, ufundowanego przez rząd francuski w prowadzonym przez Pierre-Paul Grassé “Laboratoire d’évolution des êtres organisés” przy Uni Paris VII. Nosił on tytuł Ciuciubabka naukowa”, jako że w nim starałem się nagłośnić PATOLOGIĘ poznawczą nauk o zachowaniu się zoon (ustrojów ożywionych). Patologię polegającą na tym, że doskonale obserwowalne zjawisko wzmacniania się mięśni pod wpływem ich używania, przestało zupełnie interesować TEORETYKÓW BIOLOGII. W szczególności chodziło wtedy o szereg laureatów Nagrody Nobla i im podobnych „tuzów” Nauk o Życiu, by wymienić tutaj Lurię & Delbrucka (1969), Monoda (1970), Jacoba (1970), Prigogine (1977) czy Medawar & Medawar(1977).

Summum takich, dominujących pod koniec lat 1970, (neo)darwinowskich przekonań o charakterze naukowym, przedstawił w swych poczytnych książkach pochodzący z Ukrainy amerykański „teoretyk” ewolucji Theodosius DobzhanskyW 1927 roku, w okresie dobrych stosunków między ZSRR i USA, korzystając ze stypendium Rockefelleraprzeniósł się on z Uniwersytetu w Leningradzie do tego w Nowym Jorku, by tam kontynuować swe pracę nad ewolucją muszki owocowej zwanej drosophila. Niestety ta w znacznym stopniu ograniczająca ruchowo tegoż Dobzhansky’ego, praca nad zachowaniem się muszek, zamkniętych w ciasnych szklanych pojemnikach, wyraźnie nie sprzyjała jego rozwojowi intelektualnemuCytuję fragment mej „Ciuciubabki” z 1980 roku:

Dopiero niedawno wyczytałem w Dobzhansky’ego nocie biograficznej w języku polskim, iż wielokrotnie wyrażał oprzekonanie, że Bóg stwarza świat poprzez ewolucję, a wiara religijna nie stoi w sprzeczności z teorią Darwina. W istocie, opisana na pierwszej stronie Księgi Rodzaju historia stworzenia świata w ciągu siedmiu dni, w zasadzie pokrywa się z naszymi wyobrażeniami o powstawaniu początkowo pustej Ziemi i nad nią światła (dostarczającego energii niezbędnej do funkcjonowania zoon), a następnie także wody, bez której życie jest niemożliwe. Dopiero w takich warunkach mogła na Ziemi pojawić się roślinność, której obecność jest niezbędna by wyżywić wielkie potwory i wszelakie żywe ruchliwe istoty, … bydło, płazy i dzikie zwierzęta według ich rodzajów”. W końcu, w dzień szóstyrzekł Bóg uczyńmy człowieka no obraz nasz… niech panuje nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad bydłem i nad całą ziemią…

Oczywiście wskazane powyżej BOŻE ZALECENIE byczłowiek panował nad ziemią” zwykło się podobać niewiele myślącym bezkrytycznym czytelnikom Pisma Świętego, w XIX wieku szczególnie licznym wśród anglosaskich protestantów. Obserwując ten ruch społeczny, angielski pisarz i filozof Matthew Arnold nazwał takich prostomyślących współobywateli, niekoniecznie żydowskiego pochodzenia, hebraistami” których charakteryzujepokręcony (twisted) wzrost (rozwój)ich strony religijnej, a zatem utrata dążenia do doskonałości.

charakterystyczną dla „hebraist mindset” (‘zhebraizowanej umysłowości’) utratę dążenia do doskonałości, dobrze widać u robiącego karierę w USA Dobzhansky’ego (gdyby pozostał w ZSRR to by takich jak powyżej dureństw nie wypisywał), a także u wszystkich wymienionych powyżej tuzów” Nauk o Życiu. W Biblii, stanowiącej podstawę poznawczą Cywilizacji Żydochrześcijańskiej, nie ma bowiem ANI SŁOWA o tym, że nowe doskonalsze pod względem budowy odmiany roślin i zwierząt powstawały – i nadal powstają – wskutek ich endogennych (czyli mających źródło w nich samych)powtarzanych przez wiele pokoleń wysiłków, w celu opanowywania niedostępnych ich przodkom przestrzeni życiowych.

Według tegoż Arnolda, w Anglii przed 150 laty działali też tacy jak on sam, wykształceni w miłości do logiki HELLENIŚCI, który znamionujeintelekt giętki i zdolny do autokorekty, … jest to strumień myśli o wszystkim, uczenie się perfekcji, jest to siła która zezwala nam widzieć jak rzeczy wyglądają naprawdę”. Według takich hellenistów’ (do których i ja z dumą należę)zbiorowy wysiłek uduchowionych Pismem Świętym ‘hebraistów’, w sposób logiczny prowadzi do rozpowszechnienia, wrogiej szerszemu poznaniu świata ZAĆMY UMYSŁOWEJ, która w ostatnich stuleciach zaowocowała rozkwitem ultra materialistycznej Cywilizacji typu TPD (Technika, Pieniądz & DUPA o nieustannym komforcie marząca).

To zjawisko wychwalanego nie tylko na Zachodzie, Spisku Ślepoty (ang.conspiracy of blindness) zauważył, przed 40 z górą laty, pokrewny mi duchem angielski socjolog i himalaista Michael Thompson: Ten wyczyn (zaduszenie zdolności poznawczych człowieka)jest szokującym dla wszystkich, którzy wierzą w postęp wiedzy…Dla nich droga socjologii (i ogólnie nauk o życiu) musi oznaczać ponurą zdradę: systematyczne ukierunkowanie badań tak aby odsunąć wiedzę coraz dalej od prawdy, aby nie dopuścić aby ludzie kiedykolwiek zobaczyli jak rzeczy wyglądają naprawdę – „la trahison des clercs”. („Rubbish Theory, 1979)

Społeczne skutki negowania (hebraiści) – względnie akceptacji (helleniści) – Szalonej możliwości” (?!) ‘regeneracji z nadkompensacją’ uszkadzanych struktur genetycznych zoon

Dzięki dość długiej rozmowie, przed 13 laty z mym starszym kolegą, też jak ja alpinistą, emerytowanym szefem polskich radiologów, profesorem Zbigniewem Jaworowskimdopiero w mym wieku lat 65+ dowiedziałem się o istnieniu zjawiska hormezy (pobudzenia hormonalnego), które inicjuje te ewidentne dla mnie już od mych lat młodzieńczych, procesy NADREGENERACJI zmęczonych, przez ich używanie, nie tylko samych mięśni ale i tkanki nerwowej ruchami tych mięśni zawiadującej. A na wykresie, skopiowanym z Jaworowskiego popularnonaukowego artykułu „Dobroczynne promieniowanie” (1997), udało mi się dość precyzyjnie wskazać, czym odróżnia się osoby demonstrującehebraist mindset”, od „hellenistów”, dostrzegających że zachowanie się istot ożywionych (zoonnie jest tak beznadziejnie PROSTOLINIOWE, jak to się wydaje wyznawcom „Boga Stworzyciela Naszej Wyjątkowej Cywilizacji (w domyśle USA)

Jeden z współpracowników Jaworowskiego, pracujący w IBJ w Świerku pod Warszawą, dr Ludwik Dobrzyńskiw ten sposób wytłumaczył różnicę w poznawczym zachowaniu się „prostomyślących hebraistów” Matthew Arnolda i dążących do poznawczej doskonałości „hellenistów” tegoż filozofa:

O zjawisku hormezy pisze się niewiele, choć jest ono, jak się można przekonać, powszechne i zrozumiałe od strony logicznej. (…) W wypadku promieniowania jonizującego (fakt jego pozytywnego wpływu na nasze zdrowie) budził takie zdziwienie, że stało się przedmiotem rozważań jednej z zaledwie dziewięciu „szalonych” hipotez [1]. Nie jest to zaskakujące: „wszyscy wiedzą” bowiem, że promieniowanie jest zawsze szkodliwe, a obniżenie dawki tylko zmniejsza prawdopodobieństwo zachorowania – jakże więc mówić tu o dobroczynnym działaniu małych dawek? Również w wypadku klasycznych trucizn, choćby ciężkich metali, jak ołów, czy cyna, twierdzenie, że w małych dawkach mogą one wywoływać pozytywne skutki w organizmie wydaje się nie do zaakceptowania”.

[1]. Robert Ehrlich, Nine Crazy Ideas In Science Princeton University Press, 2001

No i właśnie, szczepionki wszystkich odmian (łącznie z tymi z mRNA) to są właśnie takie, odpowiednio przygotowane TRUCIZNY, które pobudzają nasz układ odpornościowy do ich zwalczania. I co więcej, dzięki wyraźnie PRZECIWENTROPICZNEMU (w sensie TWORZENIA, a nie degradacji IN-FORMACJI) zjawisku NADREGENERACJI, dostrzeganemu niestety tylko przez lubujących się w ćwiczeniach fizycznychhellenistów” (potomków organizatorów Pierwszych Olimpiad!), zmuszany do pracy nasz „zwierzęcy” Układ Odpornościowy samorzutnie wzmacnia się i udoskonala w rozpoznawaniu i zwalczaniu substancji zaburzających metabolizm organizmu. W tym i struktur antygenów obecnych na powierzchni „złych” wirusów. Dotyczy to takżestosowanych przez Pfizera (i Modernę) ‘trucizn’ z mRNA. To zjawisko znali i rozumieli już w antyku zhellenizowani Rzymianiequod non te occidit, fortior te facit” co Cię nie zabiło, to Cię wzmocni! A ponieważ te masowe w ostatnich dwóch latach, czasami nawet WYMUSZANE na opornej ludności szczepienia takich jak ja starców, jak i ponad miliarda podobnych mi osób NIE ZABIŁY, TO NAS ONE WZMOCNIŁY.I tyle. I to jest cały mój „daremny trood” prób rozświetlenia wyraźnie mającej swe źródło bijące głównie w USA (Majewska, Jaśkowski, Zięba, Bein itd.) Umysłowej Antyszczepiennej Zaćmy. Jak w wypadku zawzięcie nagłaśnianych, przed kilkunastu laty, strachów przed Zubożonym Uranemobecny, wyraźnie wspomagany „z zewnątrz”, rozlegający sięw szczególności na neon24 BEŁKOT renomowanych „antyszczepienników”, to tylko odwracanie uwagi od o wiele istotniejszych chorób cywilizacyjnych.

No i tutaj powracam do będącej rezultatem internetowej dyskusji, zarówno z mym kolegą z IBIB jak i nieco wcześniej ze „Świato(niedo)widem” (na WPS), dość ciekawej ocenymejdziałalności, niestety tylko jużw internecie. Na neonie24 kowalskijan58424 października br. tak ocenił ten mój daremny trood”:

Berkeley72 myli się w sprawie preparatów mRNA (niesłusznie zwanych “szczepionkami”) i w sprawie “co jest prawdziwe: ewolucja czy lamarkizm”. Ale pisze całkiem rozsądnie w sprawie szkodliwości nadjordańskiej dżumy i rozumie co się odwala na Zachodzie (cywilizacja TPD – “Technika-Pieniądz-Dupa” – jego określenie).

I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Przypomniana przez “kowalskijan584” ‘nadjordańska dżuma’ (tj. chrześcijaństwo krytykowane, już 75 lat temu przez Alberta Camus w książce pod takim tytułem), w sposób niejako automatyczny wymusza „systematyczne ukierunkowanie badań tak aby odsunąć wiedzę coraz dalej od prawdy” (Thompson 1979).

By odciążyć ISTOTĘ SŁOWA niniejszego tekstu, mającą zaledwie 120 lat historię całkowitego oderwania ZHEBRAIZOWANEJ TEORII EWOLUCJI, od jakichkolwiek poważnych obserwacji zachowania się zoon, przesunąłem do Przypisu 1.

Tutaj ograniczę się do powtórzenia rzeczy banalnej, której UPORCZYWE NIEDOSTRZEGANIE stanęło u podstaw pozorowanego na ”naukowy” BEŁKOTU dochodzącego z GIGANTYCZNEGO DZIŚ GMACHU Nauk o Życiu. Chodzi o ten Dobzhansky’ego brak się zainteresowania „dlaczego ćwiczenie wzmacnia mięśnie zamiast je osłabiać?”, oraz o nagminne obecnie (niedawno o tym słyszałem w Szwecji, przy okazji odwiedzin mego „comrade in armsIzraela Szamira) odrzucanie istnienia piagetowskiej „regeneracji z nadkompensacją, nie krytycznych zaburzeń metabolizmu zoon” (patrz grafik Jaworowskiego z „helleńską” krzywą w kształcie „U” takich PRZECIWENTROPICZNYCH reakcji).

W pierwszej wersji niniejszego SŁOWA 

przytoczyłem fragment dyskusji na WPS z niejakim (Świato)Niedowidem”, który logicznie zauważył W kwestii ewolucji lamarckowskiej ()DOWODEM(dziedziczenia usprawnień wykształconych fenotypowo) jest (było by) odnalezienie MECHANIZMU biochemicznego / mikrobiologicznego transkrypcji odwrotnej u danego gatunku / rodziny (itd.).

Obecnie, po przypomnieniu sobie tego co pisałem, w tej „Ciuciubabce naukowej” przed blisko 43 laty, pozwolę sobie przekopiować ówczesną mą wypowiedź na ten temat:

Powyższe SKOJARZENIE – czyli połączenie ze sobą odruchów myśli, wcześniej niezależnych – powtórzyłem następnie i w języku angielskim, w „Open letter to biologists” opublikowanym w Fundamenta Scientiae, nr 2/2 1981, Pergamon Press, Oxford (patrz strony 237 oraz 238).A następnie szerzej rozwinąłem w „Atrapach i paradoksach nowoczesnej biologii” przygotowanych, na zlecenie Naszej Księgarni” już w PRL-u w 1984 roku, ale opublikowanych dopiero w roku 1993.)

A to oznacza, że dość dokładne opracowania GENETYCZNYCH zasad powstawania odruchów warunkowych można znaleźć w literaturze. Ale niestety, CENZURA „hebraistów”, czyli czcicieli specyficznego BOGA, który nakazuje „wywyższać to CO NIE JEST by to, CO JEST UNICESTWIĆ” (1 Kor 1) robi swoje: tak ocenił te moje „Atrapy i Paradoksy” zoolog dr Jakub Szacki z Warszawy (jak się później dowiedziałem, z „przodującej nacji”): „Praca ta roi się od fałszywych teorii, przeinaczeń, trywializacji i poważnych błędów. Autor posługując się słowami Lamarcka określa darwinistów jako „niezdolnych do powiązania razem nawet trzech idei” itd.

Nie potrzebuję dodawać, że już samo Résumé(Abstract) mego „Listu Otwartego do Biologów” tak rozwścieczyło „zkomuteryzowanego neurologa”, Jean-Pierre Changeux (twórcę TEORII „uczenia się poprzez eliminację neuronów”- sic!), dyrektora w 1981 Instytutu Pasteura w Paryżu, że ja nareszcie NAUCZYŁEM SIĘ, że by się ratować należy, korzystając z amnestii (tak!) Stanu Wojennego, w kwietniu 1982 po prostu „czmychnąć” do PRL-u. (Jak mnie ostrzegali, już w 1976 roku moi nieco starsi, doświadczeni życiowo genewscy koledzy, Philippe Anker i Maurice Strounpróbować rozwijać idee lamarckowskie to SAMOBÓJSTWO NAUKOWE”; niestety mieli rację, w Polsce, już tej WOLNEJ, zostałem w końcu doktorem Filozofii, obecnie emeritus.)

A zatem przejdźmy do sprawy, która winna interesować filozofów wszelkich odmian. Chodzi o mechanizm, zachowywania, przez zazwyczaj całe nasze życie, PAMIĘCI rzeczy, których nauczyliśmy się, szczególnie w młodościSławny amerykański lingwista Noam Chomsky na przykład zapewniał w swych przetłumaczonych na polski pracach, że „mamy istotne, wręcz przytłaczające dowody na to, iż podstawowe aspekty naszego życia umysłowego i społecznego, wśród nich także i język, są zdeterminowane jako część naszego wyposażenia biologicznego i że nie są nabywane przez proces uczenia się, a tym bardziej przez trening.” A ja wciąż pamiętam, jeszcze ze szkoły, że uczenie się jakiegokolwiek języka wymaga POWTARZANIA – czyli TRENINGU – prób mówienia w tym języku. Czyli ten „jednojęzykowy” (tak!) specjalista od Uniwersalnej (czyli angielskiej) Generatywnej Gramatyki, po prostu nie ma zielonego pojęcia o zasadach UCZENIA się języków! I na tej swej NIE-WIEDZY zrobił światową akademicką karierę. (Szczegóły w rozdzialeKonstruktywizm genetyczny Piageta vs. “przednarodzeniowy inneizm” odruchów warunkowych Chomsky’ego”, z mej pracy doktorskiej na UŚ w 2002/03 roku.)

Jako filozof zobowiązany patrzeć na osiągnięcia naukowe w sposób możliwie szeroki, pozwolę sobie zauważyć, że wychowani w oparach mozaizmu badacze, z wyraźną pogardą traktują maksymę Arystotelesa, wyraźnie przezeń ‘ściągniętą’ z inskrypcji na tympanonie Świątyni Apollona w Delfach „Poznanie siebie jest początkiem wszelkiej mądrości)

W jaki bowiem sposób zapamiętujemy często powtarzane słowa i inne, często powtarzane czynności, aż stają się one u nas NAWYKIEM, zakodowanym w naszych organizmach przez kolejne dziesięciolecia? Ponieważ wszystkie nasze struktury białkowe są odnawiane (tzw. turnover) średnio co kilka tygodni, więc powstała, w jakimś momencie życia, zakodowana w strukturach białkowych „reakcja z nadkompensacją” na jakiś bodziec długo nie może przetrwać, bo znika ona wraz z kolejnym „pokoleniem” tych nadmiarowo odtworzonych struktur (np. nasz pogrubiony naskórek dłoni, pojawiający się w reakcji na jego otarcie przy pracy ciężkimi narzędziami, po kilkunastu dniach znika). Ponieważ odtwarzane białka są syntetyzowana na bazie ich genetycznych „matryc” (DNA i RNA) to te „matryce”, wraz z ich enzymatyczną „obudową”, to są właśnie ORGANY ZAPAMIĘTYWANIA szczegółów wciąż odtwarzanych (tj. regenerowanych) odruchów naszego jestestwa. Tym, co odróżnia żywinę (zoon) od nieożywionych maszyn, to są te dostrzegalne pod zwykłym mikroskopem ORGANY PAMIĘCI, posiadające biochemiczną zdolność „SAMONAPRAWY Z NADKOMPENSACJĄ”. Dlaczego taka, realizowana za pomocą odpowiednich enzymów SAMONAPRAWA DNA jest możliwa?

Otóż informacja zawarta w tych organach jest nie tylko ZDUBLOWANA (na podwójnych spiralach DNA) , ale i POCZWÓRNA (w komórkach diploidalnych). I dzięki znanym, enzymatycznym mechanizmom NAPRAWY (tj. regeneracji!) genów, informacja na nich przechowywana nie degeneruje się wraz z upływem czasu, ale dokładnie na odwrót, ulega UDOSKONALENIU wraz z aktywnym życiem poszczególnych organizmów – aż do okresu ich się starzenia. Poniżej przykład, jeszcze z 1980 roku, jak u lekarzy często przebywających w usytuowanych zazwyczaj w byłych kopalniach uranu (np. Kowary na Śląsku) „sanatoriach radonowych”, wyraźnie zwiększa się szybkość napraw (regeneracji) DNA, w porównaniu z grupą kontrolną:

Co więcej, wyraźna poprawa „jakości genetycznej” chromosomów zachodzi w trakcie seksualnego zespalania się męskich i żeńskich haploidalnych komórek nasiennych. W miarę losowe skrzyżowanie ich materiałów genetycznych w powstającej zygocie, ułatwia eliminację nie w pełni funkcjonalnych (mutacje chorobotwórcze!) odcinków chromosomów, oraz wyraźne zwiększa wigor i wydolność motoryczną dorastających mieszańców. (Jest to praktyka stosowana przez hodowców rasowych koni, zapobiegająca ich „przerasowieniu”; dzięki temu, wyraźnie PRZECIWENTROPICZNEMU zjawisku, gatunki roślin i zwierząt mogą trwać praktycznie w NIESKOŃCZONOŚĆ!).

Tak więc MATERIALNYMI ORGANAMI PAMIĘCI okazują się być nasze struktury genetyczne – które oczywiście ROSNĄ wraz z naszymi doświadczeniami życiowymi: w 2000 roku, po zbadaniu całości ludzkiego genomu, okazało się, że w naszym okresie embrionalnym mamy tylko ok. 30 tysięcy genów, a w wieku dorosłym ponad 100 tysięcy! Oczywiście nie wszystkie „drobinki” (określenie T. Łysenki), z informacją o odruchach warunkowych, WYUCZONYCH w trakcie aktywnego życia, są przesyłane do komórek nasiennych – przecież nie dziedziczymy wyuczonych przez naszych rodzicieli języków, ani ich na świat poglądów! Jednak pewien ślad wyuczonych – lub zapomnianych – kompetencji ruchowych się dziedziczy, względnie zanika, wraz z czasem. A to dzięki ISTNIENIU „drobinek” kwasów nukleinowych, wyspecjalizowanych w wewnątrzorganizmowej komunikacji (patrz prace Ankera i Strouna, 2001; z początkiem lat 1970 obaj omal nie wylecieli z pracy na Uniwersytecie Genewskim, gdy zaczęli robić doświadczenia, potwierdzające tę „łysenkowską” sugestię),

Zaś to, że w istocie nasza PAMIĘĆ (zarówno krótkoterminowa jak i później długoterminowa) jest kodowana genetycznie, to najlepiej widać u ludzkich WCZEŚNIAKÓW, które nie otwierając jeszcze oczu PAMIĘTAJĄ, z ludzkich przed-przed-historycznych czasów, że bezpośrednio po porodzie trzeba się było silnie chwytać pleców ich matek skaczących wtedy po drzewach. Ten „małpi chwyt” jest już w znacznym stopniu ZAPOMNIANY w wypadku noworodków zrodzonych normalnie, w 9 miesiącu ciąży.

Odnośnie tego ”genetycznego zapominania” odruchów które występowały u proto-ludzkich noworodków przed dziesiątkami tysięcy lat, wybitny francuski zoolog Pierre-Paul Grassé (o którym po jego śmierci w 1985 roku prasa pisała, że był to „ostatni encyklopedysta”) mi opowiadał, że ludzkie noworodki bezpośrednio po ich normalnym porodzie, posiadają tylko jeden spontaniczny odruch chwytania czegokolwiek wargami. Wszystkie inne odruchy, charakteryzujące nowonarodzone ssaki, są w naszym gatunku GENETYCZNIE – tzn. dziedzicznie – ROZKOJARZONE: na przykład końskie źrebaki od razu po ich porodzie mają odruch niezdarnego wstawania na cztery nogi – a u naszych dzieci trzeba czasem aż dwa lata czekać, zanim się NAUCZĄ samodzielnie chodzić!

Wystarczy powyższego zrzędzenia starzejącego się filozofa klasy emeritus. Przed przypomnieniem (Przypis 1) HEBRAJSKICH ŹRÓDEŁ patologii neodarwinizmu, pozwolę sobie wskazać na znany w świecie (pierwsza dwójka) oraz robiący kariery w Polsce (druga dwójka) zestaw WOJOWNIKÓW NIE-WIEDZY, wyspecjalizowanych w ZACIEMNIANIU mechanizmu UCZENIA SIĘ nowych kompetencji psycho-motorycznych.

Oczywiście zobowiązany jestem dodać, że bardziej szczegółowego opracowania osiągnięć powyższych ZELOTÓW ZHEBRAIZOWANEJ NIE-WIEDZY, nie udało się opublikować na neonie24, z którym zazwyczaj współpracuję. Wyraźnie redakcja tego portalu stara się realizować program, który zaanonsowałem w 2003 roku na World Public Forum Dialogue of Civilizations (WPDC) na wyspie Rodos: „GLOBALIZMto projekt PŁASKIEJ ZIEMI i PŁASKIEJ KORY MÓZGOWEJ – a nie perspektywa Dialogu Cywilizacji” (w oryginale angielskim np. tutaj)

—————-xxx—————-

Dla odetchnięcia od przykrych DZIWACTW naukowych, oto WYRAŹNA SWASTYKA, dostrzeżona przez autora na przezroczystym zadaszeniu podium dla orkiestr, na reprezentacyjnej promenadzie Bratysławy (Sk), zwanej NAMESTI HVIEZDOSLAVA, przy którym znajduje się Ambasada USA. Ta swastyka, obecna na czterech skierowanych w cztery strony świata elementach tego zadaszenia, powstała z dodania żółto świecących „skrzydełek” znanemu symbolowi NATO. Jest li to SŁOWACKA ALEGORIA czasów, które nadeszły?

—————-xxx—————-

Przypis nr 1

bo to CO NIE JEST wyróżnił Bóg, aby to CO JEST unicestwić, aby żadne ze stworzeń nie chełpiło się przed BOGIEM”(OBŁUDY i jego Świętym kapłaństwem „nie potrafiącym powiązać razem nawet trzech idei”)

- św. Paweł, 1 Kor 1 + Lamarck, 1822

Nie tylko na Dobzhansky’ego miała przemożny wpływ MĄDROŚĆ emanująca ze Świętej Księgi Naszej Cywilizacji. ULTRA NIHILISTYCZNY bowiem „Dogmat Centralny” XX neodarwinizmu, negujący jakiekolwiek ewolucyjne znaczenie samodzielnych wysiłków życiowych zoon (wysiłków prowadzących do WYKSZTAŁCANIA się nowych przystosowawczych zachowań oraz organów kodujących te „nawyki”),został wykoncypowany przed 120 laty przez religijnie uwarunkowanego Augusta Weismanna ,na podstawie kilku krótkich informacji zawartych w Piśmie Świętym.

Bóg bowiem, w trakcie Świata Stwarzania, zarządził coś takiego:

Niechaj ziemia wyda rośliny zielone: trawy dające NASIONA, drzewa owocowe rodzące na ziemi według swego gatunku owoce, w których są NASIONA.Tę przyrodniczą myśl rozbudował św. Paweł (dumnie anonsujący się jako ‘Hebrajczyk z Hebrajczyków’w I Liście do Koryntian: A to co siejesz nie jest przecie ciałem (czyli somą) które ma powstać, lecz gołym ziarnem (czyli GERMENEM) … Bóg daje każdemu z NASION ciało jakie chce, każdemu NASIENIU właściwe jemu ciało – 15, 36-38.

Stąd narzuca się proste skojarzenie: tak jak dla starożytnych Żydów ich własne NASIENIE miało znaczenie sakralne (patrz historia Onana oraz rytuały oczyszczania – Kpł. 15, 14), tak dzisiaj, dla reprezentujących ‘hebrajski mindset’ biologów , przedmiotem kultu stały sięnieśmiertelne” GENY.

(Zaś samych JUDAISTÓW warto określać terminem GENITALIANIE, jako że ich oficjalnym symbolem stał się zapożyczony z hinduskiej Tantry znak oznaczający ZESPOLENIE się męsko-żeńskich GENITALIÓW; patrz zestaw adekwatnych skojarzeń, w spisanym przed trzema laty po angielsku eseju „Genitalian Theory of Evolution”.)

Zarówno Weismann jak i w pół wieku po nim Dobzhansky, starali się modelować wymyślane przez nich procesy ewolucyjne, na zawartej w Biblii „prefiguracji” tyczjawisk, dostrzeżonych przez naukę dopiero z początkiem wieku XIX. Co więcej, po WYWYŻSZENIU przez Weismanna roli, w ewolucji biosfery,plazmy nasiennej’ (złożonej, jak się wkrótce okazało, głównie z kwasów nukleinowych DNA i RNA),oraz wskutek uduchowionej religijnie ABNEGACJI, przez uczonych typu Dobzhansky’ego, „bezbożnych” Praw Biologii Lamarcka, przyszła kolej na też mające swą „prefigurację” w judaizmie, pozorowane odkrycie LOSOWOŚCI genetycznych mutacji, będących źródłem „wszelkiej nowości w biosferze” (Monod, 1970).

Powyższy obrazek wskazuje, że w starożytnym Izraelu jego główni kapłani rozpowszechniali wiarę, że za ich losowymi decyzjami stoi Bóg – oczywiście dokonujący takich Sądów Bożych pracownicy Świątyni byli WYTRENOWANI by odpowiednio tymi Sądami manipulować (ta metoda kontroli mas była znana w starożytności, Platon na przykład w swym „Państwie” proponował, by za pomocą oszukańczych losowań odsuwać od możliwości prokreacji, osobniki fizycznie niezbyt udane!). I tak się jakoś złożyło, że cał yten SUPER NOWOCZESNY DARWINIZM został zbudowany na podobnym do tego antycznego żydowskiego, OSZUKAŃSTWIE.

Dokonali tego w roku 1943, dwaj uciekinierzy z faszystowskiej Europy, młodzi fizycy S. Luria i M. Delbruck, „selekcjonując” kolonie bakterii e-coli przy pomocy wirusowego bakteriofaga. Na podstawi zaobserwowanych fluktuacji w liczbie odradzających się po tej „selekcji” kolonii e-coli odpornych na agresję wirusa, doszli do wniosku, że (wg nichnie posiadające żadnych odruchów obronnych, niektórebakterie e-coli w sposób LOSOWY przeżywają tę inwazję, podczas gdy mniej odporne e-coli wyraźnie zamierają Otóż zjawisko skokowych zmian budowy roślin, hodowanych w znacznie zmienionych warunkach glebowych, odkrył z początkiem XX wieku holenderski botanik Hugo de Vries, który nazwał je MUTACJAMI. Choć o tym ambitni „teoretycy biologii” bardzo szybko zapomnieli, to jednak ten hodowca oczekiwał przez co najmniej 3 coroczne pokolenia rośliny zwanej „wiesiołkiem Lamarcka”, zanim zaczęły się pojawiać, te jego dość liczne‘mutacje’. (Fig.10 z AiP w artykule5 solas” sprzed lat 5.)

Jak czytałem, jeszcze w Paryżu w 1979 roku, to 50 stronicowe opracowanie Lurii-Delbrucka, to zauważyłem że autorzy nadmienili, że jednak musieli oczekiwać około 20 godzin, zanim pierwsze uodpornione na wirusa bakterie e-coli znowu zaczynały się rozmnażać w sposób dla nich normalny, co ok. 20-30 minut. A to oznacza, że niektórym bakteriom udawało się, w tym wielogodzinnym okresie ich „walki o byt”, skutecznie ZREGENEROWAĆ niszczone przez bakteriofagi ich powłoki ochronne (mikroorganizmy bowiem, podobnie jak nasze własne tkanki naskórka „regenerują z nadkompensacją” ich narażane na uszkodzenia powłoki.)

To odnotowane przez L-D, wyraźne OPÓŹNIENIE pojawienia się pierwszych w pełni odpornych bakterii(w innych, podobnych doświadczeniach czeka się nawet po kilka tygodni na taką reakcję) jest dowodem, że ich hiper zmatematyzowane doświadczenie, podobnie jak to wcześniejsze o pół wieku doświadczenie Weismanna z obcinaniem (wciąż odrastających) ogonków przez 5 pokoleń u około tysiąca myszy, to był OB(R)ŻYDLIWY PIC NAUKOWY. A dzięki przejęciu się, ‘mało myślących’ (gr. micropsychos) entuzjastów nauki tymi banalnymi OSZUSTWAMI, otrzymaliśmy Neodarwinowską Teorię Ewolucji, w CAŁOŚCI złożoną ze skojarzeń, które powstały dzięki wczytywaniu się w Hebrajską Biblię. okazji mego 75-lecia zestaw zebranych powyżej(neo) darwinowskich „naukowych (bez)myśli” udało mi się przedstawić w formie wzorowanej na „5 SOLAS” Martina Lutra:

Przypis nr 2:

Uwaga wstępna. W kwestii kolejnych LOCKDOWNÓW mam opinię taką jak z początkiem 2020 roku: były one PRZESADĄ, z wyraźnym podłożem politycznym: w CHRL dzięki temu „chińskiemu wynalazkowi” udało się stłumić, bez walki, szykujące się antychińskie powstanie w Hong Kongu. W innych krajach, uwięziwszy ludność w domach wymuszono wyciszenie bardziej pro-socjalnych spotkań, jak np. „Mut zur Ethik” w których uczestniczyłem w Szwajcarii. Także sztucznie przyspieszono narastającą plagę autyzmu, związaną z uzależnieniem się od PC-tów, itd. W dwóch, słabo zaludnionych krajach Europy (Szwecja, Białoruś) lockdownów nie było, co nie pogorszyło ich statystyk zgonów na Covid19. Jednak w obu tych niewielkich krajach szczepienia były POWSZECHNE, na Białorusi w skali podobnej do tej jak w Polsce (ok. 50 % ludności).

A teraz DO RZECZY. W szczepionkach Pfizera (i Moderny), mRNA jest zmyślnie nam wszczepiane w otoczce lipidowej (tłuszczowej) chętnie akceptowanej przez ‘głodne” komórki mięśniowe. I z tego powodu taki mikro produkt jest szybko wchłaniany przez tzw. rybosomy, mikroorgany specjalizujące się w syntezie białek o strukturze wskazanej im przez to ukryte w lipidzie mRNA. Ale gdy „dostawa energii”, w postaci tłuszczu otaczającego to mRNA się wyczerpie, „nagie” już mRNA jest po prostu degradowane. (Zapewne rozkładane na pojedyncze nukleotydy ACGT, wykorzystywane w rybosmach do syntezy tzw. transferu tRNA.)

Oczywiście nie wszyscy jesteśmy RÓWNI (wagą, wiekiem, stanem zdrowia) i istnieje pewien mikropromil osób, którym te „z mRNA” szczepienia nie posłużyły. Na firmie Pfizer władze USA wymusiły podanie całkowitej liczby odnotowanych poważnych urazów poszczepiennych, powstałych po wykonaniu co najmniej kilkudziesięciu milionów (?) szczepień, w pierwszych 90 dniach (od 1 grudnia 2020 do 28 lutego 2021) po dopuszczeniu tej szczepionki do jej masowego użycia. (Ja, poproszony o się zaszczepienie przez prowadzącego mą chorobę lekarza, w lutym 2021 w powyższym terminie się „nie załapałem”, bo Polska otrzymała wtedy tylko coś z pół miliona pfizerowskich szczepionek, na pierwsza dawkę musiałem czekać do połowy kwietnia.)

Oto kopia dokumentu, w którym Pfizer się przyznał, że jego produkt był odpowiedzialny za 1233 zgony i w sumie 34 762 poważniejsze zaburzenia metabolizmu zaszczepionych osób, głównie oczywiście odnotowanw USA i w GB:

Odnośnie tych „przeklętych szczepień” to odważę się zauważyć, że tak naprawdę PRZEKLĘTYMI winno się nazywać BOJOWYCH ANTYSZCZEPIENNIKÓW, których bezmyślna ideologia doprowadziła do bardzo wielu przedwczesnych zgonów osób – w tym kilkoro w moim wieku znajomych – które przez tych „antyszczepków” wystraszone, nie dały się zaszczepić, gdy pojawiła się ku temu okazja.

A jeśli chodzi o tę całą obecną HISTERIĘ STRACHU przed „nie krytycznymi uszkodzeniami” naszych jestestw (tego typu epidemia chorób psychosomatycznych wybuchła np. w ZSRR po awarii w Czarnobylu w 1986 roku, wtedy coś ponoć aż milion osób zachorowało tam „z urojenia”), to pozwolę sobie przypomnieć, że dokładnie 44 lata temu, znający moje poglądy na darwinizm, specjalista od genetyki populacji Albert Jacquard, (dyrektor INED w Paryżu) mi powiedział « trzeba być kompletnie głupim by być neodarwinistą ». Które to ŚWIATŁO NAUKI ZNAD SEKWANY próbuję już od czterech dekad, bez większego w tym sukcesu, przekazać „luminiarzom nauki” także w Polsce.

(Mam tu na myśli w szczególności filozofa post-marksistowskiego Władysława Krajewskiego z UW oraz biologów podobnej proweniencji Henryka Szarskiego z UJ, a także Leszka Kuźnickiego oraz Stefana Amsterdamskiego z PAN w Wa-wie; przy okazji odkryłem, że pod koniec lat 1950-tych porzucili oni „helleński” łysenkizm i przeszli na „hebrajską” stronę MOCY (IGNORANCJI). No cóż, „hebraiści”, wtedy znani jako faryzeusze, już od ponad 2 tysięcy lat chwalą się tym, żeprzechwycili klucze poznania, sami nie weszli ale innym wejść nie dają”.

Polecam przy okazji me szczegółowe ten temat opracowanie, wykonane w 1979 roku w języku francuskim, dokumentujące jak systematycznie ten KULT IGNORANCJI w naukach o Życiu się rozprzestrzeniał w ostatnich dwóch stuleciach:

NIEZWYKŁA HISTORIA „CECH NABYTYCH” (1979, 1991 & 2008)

czyli jak duch Lamarcka straszy Korporację Bezmyślicieli Nauki (KBN)

Zakończę zatem tę moją – bardzo smutną dla mnie – epistołę, przypomnieniem konkluzji „Ciuciubabki naukowej” sprzed blisko 43 laty:

11.11 roku 105 po WRP

(Wielkiej Rewolucji Październikowej)

Post Scriptum. Przypomniałem sobie, ze w roku bieżącym (2022) po raz pierwszy ukazała się ogólniedostępna RECENZJA mej książki „Atrapy i paradoksy nowoczesnej biologii” z roku 1993. Jej autorem jest nieznany mi osobiście Marcin GreszataLaureat III edycji stypendium Fundacji En Arche”:

Ewolucjoniści z wątpliwościami. Marek Głogoczowski i paradoksy nowoczesnej biologii – W Poszukiwaniu Projektu (wp-projektu.pl)

A oto tak wyglądały wykonane na zamówienie „Naszej Księgarni”, jeszcze w roku 1984, poprzednie recenzje tej książki:


Pozostało u mnie jeszcze trochę egzemplarzy tych mych „Atrap i paradoksów”, mogę je odsprzedać, w cenie 30 zł + 5 zł porto, MG kontakt: mglogo@poczta.fm

Posted in genetyka bio-rozwoju, Obce teksty, POLSKIE TEKSTY | Leave a comment

Tekst “Ciuciubabki naukowej” opublikowanej w paryskiej “Kulturze” nr 7/8, 1980

 

Oto kopia tej “Ciuciubabki”, napisanej po zakończeniu mego 3 miesięcznego stypendium naukowego, ufundowanego przez rząd francuski w prowadzonym przez Pierre-Paul Grassé “Laboratoire d’évolution des êtres organisés” przy Uni Paris VII. Opublikowana ona została w wydawanej przez Jerzego Giedroycia paryskiej “Kulturze” nr 7/8, 1980:

Powyższy tekst został skopiowany z https://kulturaparyska.com/pl/search/searched-attachment/1348/2/ciuciubabka%20naukowa

 

 

 

 

 

Posted in genetyka bio-rozwoju, Obce teksty, POLSKIE TEKSTY | Leave a comment

PAN w Z-nem 63C: Hellenizm kontra Hebraizm – Część Trzecia + Testimonium MG 1942-2022

Przypomnienie, jak Czciciele HEBRAJSKIEGO BOGA OBŁUDY zadusili, w naukach o Życiu, znajomość Podstawowych Jakościowych Praw Zachowania Się ZOON – czyli istot ożywionych

1100 słów

1. Siła Życiowa, czyli PRZECIWENTROPIA, obecnie ze zjawiskiemHormezy kojarzona

(Pojęcie Élan vital – twórczej siły, będącej motorem rozwoju świata istot żywych, wprowadził filozof Heinri Bergson w książce oEwolucji twórczejw 1907 roku. Ja propaguję powstałe na gruncie termodynamiki pojęcie PRZECIWENTROPII, sugerowane przez fizyka Edwina Schroedingera w książeczce „What is Life?” z 1944 roku.)

Na tę sprawę już wielokrotnie zwracałem uwagę, w szczególności w mej pracy doktorskiej „(Antyzoologiczna) filozofia społeczno-polityczna Noama Chomsky’ego (UŚ, 2002/3). Oto, w jej wersji z r. 2016, definicja tej „religijno-naukowej” poznawczej patologii:

Antyzoologizm– niechęć do uwzględniania pokrewieństwa gatunku ludzkiego z innymi gatunkami zwierząt, a w szczególności z ssakami naczelnymi. Antyzoologizm występował już w starożytności, w cywilizacji judaizmu (…). W czasach nowożytnych antyzoologizm najsilniej się rozwinął w opartej na Biblii cywilizacji anglosaskiej, w której też pojawiły się zrytualizowane metody przerzucania win na odpowiednio dobrane “kozły ofiarne”. Antyzoolodzy – zazwyczaj utożsamiani z kartezjanistami i (neo)darwinistami – negują, wynikający z lamarckowskich Praw Zoologii twórczy, rozwojowy charakter podejmowanych przez ludzi i zwierzęta wysiłków, przypisując losowemu przypadkowi wszelką nowość w biosferze.”

W niedawno opublikowanym eseju „ Przeciwentropia to pierwszy motor Stworzenia” (w: Przezwyciężyć kryzys kulturyAMW, Gdynia 2020, s. 121-131)odważyłem się przypomnieć że ta, PILNIE NIEWIDZIANA przez licznych laureatów Nagrody Nobla PRZECIWENTROPIA jest doskonale dostrzegalna w zachowaniach się nas samych. Osoby spostrzegawcze potrafią dostrzec, iż ta cecha zoon-żywiny jest odpowiedzialna za całokształt zjawisk zachodzących w BIOSFERZE – i to prawdopodobnie nie tylko Ziemi ale w całym WIECZNOTRWAŁYM KOSMOSIE.

Po raz kolejny zatem przypomnę, na czym polega to zjawisko Aktywnego Przeciwstawiania się Wzrostowi Entropii (bezwładowi zachowania się, utraty in-formacjicharakteryzującemu zachowanie się Przedmiotów Nieożywionych.

Otóż przed blisko 35 laty w ubogim Nepalu, mając chwilę czasu obserwowałem, na schodach jakiejś świątyni jak spacerujące po tych schodach brązowe wije broniły się przed „zaczepkami” licznych tam mrówek. Gdy jakaś mrówka usiłowała ukąsić takiego robaka, ten błyskawicznie zwijał się i rozwijał, „wystrzeliwując” intruza na odległość co najmniej kilkunastu centymetrów. Ale bywały i uszkodzone, z jakichś względów, wije, które ten odruch odrzutu wykonywały niemrawo – i one oczywiście stawały się celem napadu – a następnie i konsumpcji – coraz liczniejszego, gromadzącego się wokół nich zespołu mrówek.

Ta prosta „przedindustrialna” obserwacja pozwala laikom w sprawach fizyki uzmysłowić sobie jak działa ta MITYCZNA (dla wielu Sławnych Uczonych)PRZECIWENTROPIA. Otóż wFilozofii zoologicznej” z 1809 roku, francuski przyrodnik Jean Baptiste de Lamarck zaliczył wije i podobne im inne małe robaki (vers) do klasy prymitywnych irritables”, czyli zwierzątek reagujących spontanicznie na odczute przez nie zagrożenia. Dzisiaj, po odkryciu mikroskopu, możemy potwierdzić, że w podobny „irytacyjny” sposób zachowują się także maleńkie komórki naszego naskórka podrażnione jakimś zewnętrznym czynnikiem – chociażby ukąszeniem komara. Automatycznie wysyłają one sygnał do naszego mózgu, wymuszający na nas odruch zabicia (lub tylko odpędzenia) intruza zaburzającego nasz „dobrobyt”. Oczywiście czy to te bardzo prymitywne wije, czy my sami, opędzając się od zagrażających nam insektów, zużywamy trochę naszej energii. tej energii zużywamy jeszcze więcej w procesie REGENERACJI, zazwyczaj z wyraźnym NADMIAREM, naszego naskórka po jakimś jego uszkodzeniu (na przykład jego otarcia w rezultacie pracy ciężkimi narzędziami). Dlaczego? Bo każda, nie krytycznie uszkodzona tkanka naszego ciała posiada PRZECIWENTROPICZNY odruch jej „odbudowy z nadkompensacją”, jak to podkreślał Jean Piaget, jeden z mych genewskich nauczycieli końca lat 1970.

(Patrz Fig. 27, z AiP, 1993):

2. Chemiczna podstawa Regeneracji, Wzrostu oraz Różnicowania się organów nie krytycznie zaburzonych w ich fizjologicznej homeostazie

Fakt wzmacniania, dzięki treningowi, zniszczonych/skonsumowanych w trakcie ćwiczeń elementów tkanki mięśniowej, szczególnie dobrze obserwują na sobie samych sportowcy. Ponieważ zaś każdy wysiłek organizmu powoduje spalenie posiadanych przezeń „materiałów pędnych”, więc „głodny” organizm samoczynnie zaczyna poszukiwać, w swym otoczeniu, materiałów pozwalających tą jego „chemiczną potrzebę” zaspokoić. Mówiąc językiem Arystotelesa, wszystkie istoty żywe (zoon) cechuje DUSZA ROŚLINNA, samo się odżywiająca. A ponieważ to PRZECIWENTROPICZNE zachowanie się odbywa się z wymuszonym, przez genetyczny mechanizm bio-syntezy, NADMIAREM (zazwyczaj spożywamy trochę więcej niż wymusza nasz głód!) więc wszelaka odżywiająca się żywina, z przyczyn czysto chemicznych, ma tendencję do jej WZROSTU: dopiero po upowszechnieniu się mikroskopów zauważono, że ten wzrost polega zazwyczaj na POWIĘKSZANIU SIĘ LICZBskładających się na poszczególny egzemplarz zoon komórek. (W wypadku NADREGENERACJI tkanki mięśniowej dojrzałych ssaków dostrzega się, pod zwykłym mikroskopem, wzrost ROZMIARÓW JĄDER zawierających namnożone „metaboliczne geny” w komórkach hipertroficznych fibroblastów – patrz ilustracja z pracy G. Goldspinka na ten temat, sprzed dobrze pół wieku

Fig. 29 A z AiP, 1993:

Patrząc w sposób maksymalnie szeroki, PRZECIWENTROPIA naszych jestestw odpowiada nie tylko za to, że cyklicznie, zwłaszcza po większym wysiłku, chce nam się jeść, ale także odpowiada za proces UCZENIA SIĘ, coraz bardziej adekwatnego reagowania na powtarzające się dochodzące do nas bodźce, za pomocą coraz doskonalszych naszych ODRUCHÓW WARUNKOWYCH. By wskazać tu chociażby na zestaw odruchów, jakie wyrabiają w sobie młodzi kierowcy, ucząc się w miarę bezkolizyjnego „wpasowywania” się w najeżone niebezpieczeństwami środowisko dróg publicznych.Lamarck przed ponad 210 laty nazwał to zjawisko wzmacniania – i doskonalenia – odruchów często powtarzanych, PIERWSZYM PRAWEM BIOLOGII.

I od razu w tym miejscu zobowiązany jestem dodać, że według tak zwanych neo-darwinistów, jakżesz powszechne odruchy warunkowe, będące przykładem działania spontanicznej INTELIGENCJI żywiny nie ma – bo według ichhebrajskiej” (tj. OBŁUDNEJ) biologii molekularnej nie mo mieć – żadnego wpływu na różnicowanie się biosfery w trakcie istnienia Ziemi. (Ziemi mającej, wg. olśnionych Biblią ‘hebraistów’, co najwyżej 10 tysięcy lat, patrz w części 2, poglądy polskiego profesora leśnictwa, wykształconego w Oxfordzie Macieja Giertycha!)

3. Konieczność kodowania genetycznego wyuczonych – często na dziesiątki lat – odruchów warunkowych

W tym szczególnym wypadku, już ponad 40 lat temu w „Open Letter To Biologists(„Fundamenta Scientiae”, no. 2/2 , 1981) pozwoliłem sobie zauważyć, że ODRUCHY WARUNKOWE zwierząt, powstające w rezultacie powtarzanych mięśniowych kontr-reakcji, na powtarzane wielokrotnie irytacje (bodźce), są z konieczności oparte na genetycznych wzmocnieniach i asocjacjach, często pobudzanych do ich ekspresji genów. (Patrz poniżej fig. 31 z „AiP”, 1993). A to z prostej przyczyny, że te odruchy często zapamiętywane na całe dekady dojrzałego życia, w trakcie którego wszystkie aktywne struktury białkowe zwierząt ulegają cyklicznej wymianie i odtworzeniu(tzw. turnover).Czyli nauka chociażby języków, poprzez mięśniowe powtarzanie reakcji na bodźce w formie zasłyszanych lub przeczytanych słów, u swej podstawy oparta jest na PRZECIWENTROPICZNYCH INTELIGENTNYCH skojarzeniach (połączeniach) między neuronalnych, zazwyczaj trwałych aż do śmierci używającego jakiegoś języka osobnika. (Słowo ‘inteligencja’ w istocie pochodzi od łac. inter-ligare, łączyć pomiędzy, kojarzyć ze sobą).

(Fig 31 z AiP, 1993)

Tym zaś dzisiejszym entuzjastom „hebrajskiej genetyki”, zabraniającej organizmom przystosowawczo modyfikować, w sytuacjach stresowych, ich własne geny, pozwolę sobie przypomnieć, że już w roku 2000, gdy rozszyfrowano skład całego ludzkiego genomu, to się okazało, że w naszym stanie embrionalnym mamy około 30 tysięcy rozmaitych genów, a w naszym wieku dojrzałym ich liczba wzrasta do około 100 tysięcy! I to dzieje się nie przez (uwielbiany przez Hebraistów!) LOSOWYPRZYPADEK, ale przez PRZECIWENTROPICZNE oddziaływania, naszych dorastających jestestw, z ich otoczeniem.

Koniec Części Trzeciej

Podsumowanie: Testimonium MG 1942-2022

Helleńska ZASADA ‘Poznaj samego Siebie’ versus hebrajski NAKAZ ‘Nie Będziesz miał Bogów cudzych przede Mną’ – i vice versa

3000 słów

1. Przypomnienie

Jeśli chodzi o Świętą Zasadę HELLENIZMUPoznaj samego siebie (γνῶθι σεαυτόν) a poznasz Bogów i (Wszech)Światto była ona wyryta na tympanonie delfickiej Świątyni Apollona usytuowanej u stóp gór Parnasu (2457 m npm.). Przy wejściu do tej, centralnej dla świata helleńskiego świątyni znajdowała się także kamienna stella (słup) z wyrytymi na niej krótkimi, złożonymi z 2-3 słów sentencjami, przypominającymi wchodzącym do świątyni, ponad 140 ZASAD DOSTOJNEGO ZACHOWANIA SIĘ obywatela Grecji. Te zasady etyki, zróżnicowane w zależności od wieku danej osoby, ponoć były powszechnie znane i nauczane przez lat ponad dwa tysiące, od VI wieku p.n.e. aż do upadku Bizancjum w 1453 roku. ( Wikipedia: Co tyczy tych Maksym delfickich, wszyscy możemy stwierdzić, że stoją na wyższym poziomie niż mozaistyczny dekalog bez roszczeń by być słowem jakiegokolwiek Boga, a jednocześnie uczą pełnego szacunku i posłuszeństwa Boskiej mocy.)

A zatem dopiero po upadku Bizancjum w chrześcijaństwie zaczął bez reszty dominować biblijny – a zatem hebrajski – NAKAZ „Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną”. Ten, bez wątpienia ograniczający pole widzenia wiernych NAKAZ został, w Drugim Przykazaniu wzmocniony ostrzeżeniem „(Bo) Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia”. Po czym, w kolejnych Przykazaniach, wyskrobanych na kamiennych Tablicach przez samego Boga, znalazło się aż 5 Praw dotyczących ŚWIĘTEJ WŁASNOŚCI PRYWATNEJ, najwyraźniej przez HEBRAISTÓW uwielbionej.

2. W hebraizmie zachowania mające charakter PODŁOŚCI mają znamiona ŚWIĘTOŚCI

Czy zatem „ukochani przez Boga” Hebraiści nie są – z samej istoty ich PRAWA – wrogami ZASAD ZACHOWANIA SIĘ ‘hellenistów’, obecnie na Zachodzie w znacznym stopniu wymarłych? Przecież już SAMOWYCHWALANIE SIĘ BOGAJa Jestem (YHWH) Bóg Zawistny”, nasuwa każdej zdolnej do autorefleksji osobie podejrzenie, że ten SAMOOGŁOSZONY „Pan, Bóg Mocarz” jest w istocie bytem UŁOMNYM. Bo gdyby był uosobieniem Doskonałości, to przecież o nic i o nikogo nie mógłby być ZAZDROSNY…

To odwracanie znaczeń słów powszechnie używanych zauważyłem nie tylko ja w „Wojnie Bogów” z roku 1995, ale i mój nieco młodszy kolega z Pragi gnostyk Jan Kozák. W książce z 2014 roku „Kořeny” pisze w judaizmie uwielbionym „uświęconym” principium jest … obracania wszystkiego, co jest wielkie, szlachetne i ludzkie w rzecz małą, kryminalną i grzeszną (i na odwrót).” Szczególny przypadek tego „principium” omawia Tadeusz Zieliński w książce „Hellenizm i judaizm” z roku 1927: „W Starym Testamencie słowa „BÓG W DOM” oznaczają śmierć pierworodnych, pożar, zarazę i inne plagi nawiedzonego przez Boga domostwa”. (Nb. W świetle powyższej uwagi, zaczyna się rozumieć sens patetycznego wezwania Jana Pawła II w Warszawie w 1979 roku Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”)

Jeśli zaś chodzi o szczegółowe znaczenie określenia „zazdrość boża”, to OSOBOWY BÓG (byt niematerialny istniejący w wyobraźni wiernych) nie jest w stanie kolekcjonować przedmiotów materialnych. A zatem może być ZAZDROSNY tylko o przymioty ZOOLOGICZNE cechujące zarówno ludzi jak i czczone przez ludzi zwierzęta. Na przykład w hinduizmie do dzisiaj bóstwa szlachetne (łac. nobilitas) mają twarze małpy (Hanuman) lub słonia (Ganesz). A w wygasłych kulturach egipskiej oraz sumeryjskiej szczególną czcią otaczano SIŁĘ ORAZ JURNOŚĆ BYKÓW. Stąd przecież wziął się ten SUPERPODŁY atak, pod górą Synaj, „mojżeszowców” na pogrążonych we śnie czcicieli posągu „złotego cielca”, posągu symbolizującego boskiego byka Apisa, będącego wcieleniem głównego egipskiego boga, szlachetnego Ozyrysa.

Przypominam. Rządzący w Egipcie za czasów Jezusa z Nazaretu, greccy Ptolemeusze wprowadzili monoteistyczny kult Ozyrysa-Apisa (Serapisa), wiążąc go z kultem głównych greckich bogów, w szczególności Dionizosa, zdolnego do przemiany wody w wino (Jan 2:6-11), oraz Asklepiosa, wzbudzającego przedwcześnie zmarłych (Jan 11:1-45) . Stąd według coraz częściej głoszonych hipotez, ten greko-egipski SERAPIS, znany także jako Serapis-Christus, z czasem stał się pierwowzorem cudotwórczych zdolności zrodzonego w Betlejem Jezusa!

(Widoczne na powyższym kolażu zestawienie sugeruje, że pod górą Synaj Mojżesz i jego „komando” z zapałem mordowali proto-wyznawców przyszłego Jezusa Chrystusa! I co ciekawsze. Ten „nawyk” likwidacji, osób oraz społeczności starających się kultywować cechę MĘSTWA (łac. VIRTUS), „hebraistom” pozostał na wieki – patrz obecna rola, władz super-zhebraizowanych Stanów Zjednoczonych AP, w organizowaniu systematycznej masakry MĘSKIEGO rodzaju ludności Ukrainy.)

Skąd – i w jakich warunkach – rozwija się w nas, to wyraźnie „przeklęte przez Boga Izraela” MĘSTWO? Otóż kierując się zasadą γνῶθι σεαυτόν czyli samopoznania, zauważyłem że wszelakim mym postępowaniem kieruje, mające wyraźnie ZOOLOGICZNY CHARAKTER POŻĄDANIE – począwszy od trwającego już od mych dziecięcych czasów pożądania jedzenia, spania i „biegania dla biegania”, aż do seksu oraz wspinania się po skałach (tych drugich czynności gdzieś od lat kilkunastu do połowy mych lat 70). Przy czym chyba każdy zauważył, że od wczesnego, świadomego naszego dzieciństwa cechuje nas POŻĄDANIE WIEDZY, które w mym wieku 80+ lat bynajmniej nie wygasło – co pokrywa się z uogólniającą opinią ArystotelesaWszyscy ludzie z natury pragną wiedzieć”. I to jest GRZESZNA POTRZEBA ludów wychowanych w duchu „helleńskim”, bardzo bliskim „indo-europeiskim” ruchom para-religijnym, by dać przykładBUDDYZMU (Kozák, 2014).

A jakąż to „dobrą nowinę” (gr. ευάγγελος, ewangelię) przyniósł wczesnym chrześcijanom, wyraźnie nienawidzący Arystotelesa samozwańczy apostoł św. Paweł i jego następca, św. Augustyn, autor „De doctrina christiana” z końca IV w.? „Wiedza nadyma a miłość(w domyśle PIENIĄDZA) buduje” (buduje w szczególności luksusowe rezydencje „bożych wybrańców”). No i chrześcijanie, wierni tej, przeszczepionej im z judaizmu zasadzie (nie)poznania, z czasem ochoczo zajęli się PRACĄ ZAROBKOWĄ by „zapanować nad ziemią” (patrz estetyczny wydźwięk encykliki JP2 „Laborem exercens” z r. 1981). I i to pomimo ostrzeżeń Arystotelesa, iż wszystkie płatne prace absorbują i degradują umysł”.

No i mamy to, co mamy, i to nie tylko w Polsce ale całym LIBERALNYM ŚWIECIE. Świecie będącym, wg mego „comrade in arms” Izraela Szamira „manifestacją judaizmu z usuniętym zeń pojęciem boga”. W części 2 mego TESTIMONIUM, z okazji osiągnięcia „platońsko-buddyjskiego” wieku lat 80, wskazywałem jak dotknięte „hebraizmem” zachodnie tuzy Nauk o Życiu (Chomsky, Changeux, Giertych, i im podobni) pracowicie starają się zamienić w ŚMIEĆ podstawowe osiągnięcia nauk matematycznych, geologicznych i biologicznych, a zwłaszcza osiągnięć pedagogiki oraz psychologii, których to nauk Arystoteles już 2,5 tysiąca lat temu stworzył do dziś niewzruszone podstawy.

3. Przeciwentropiczna HORMEZA to „boża iskra” zapalająca w nas Światła Rozumu o horyzontach szerszych niż ten „jahwistyczny” gniot umysłowy

W naszym „zwykłym” życiu coraz częściej spotykamy dorosłe osoby odrzucające wszelkie argumenty wskazujące, że to w PRZECIWENTROPICZNEJ reakcji na nieprzyjemne bodźce, powstają w nas odruchy skutecznie neutralizujące szkody wywoływane tymi „ubodzeniami” (patrz Część 2). To widać chociażby w coraz bardziej powszechnych lękach „antyszczepiennych”. w starożytności bowiem, a zapewne i w wiekach średnich,dość powszechnie uważano, żeto co się nie zabije to cię wzmocni”. A także i obecnie, takie jak ja „nadwykształciuchy” (patrz Ron Unz w Kalifornii), obserwując reakcje swych wcześniej zaszczepionych znajomych, którzy nie wykazali znaczniejszych odczynów poszczepiennych, bez większych „strachów” na zalecany przez WHO/OMS zestaw anty Covid19 szczepień się zgadzały.

Jednak ogólnie, z powodu tych „morderczych szczepień” dochodzi w pewnych środowiskach do najzwyklejszej histerii, intensywnie wzmacnianej przez „media społecznościowe”. Jeśli chodzi o te „strachy antyszczepienne”, to już z 10 lat temu, wykorzystując poglądowy schemat działania tak zwanej HORMEZY RADIACYJNEJ, opublikowany w „Wiedza i Życie” w 1997 roku przez mego starszego kolegę, Zbigniewa Jaworowskiego (emerytowanego szefa polskich radiologów), podzieliłem dorosłą ludność naszej Planety zgodnie z XIX-wiecznym podziałem Matthew Arnolda na dwie grupy. Mianowicie na jej część „hebraistyczną”, w znacznym stopniu demonstrującą charakterystyczny freudowskigenitalian mindset”, panicznie się lękającą jakichkolwiek napromieniowań i innych nie krytycznych uszkodzeń swych ciał, oraz część „hellenistyczną” (w domyśle ROZUMNĄ) nie lękającą się umiarkowanej ekspozycji na szkodliwe czynniki.

Dlaczego uduchowionych „lękaczy antyszczepiennych” zaliczyłem do „hebraistów”? Z powyższego podziału by wynikało, że np. w Izraelu takich „hebraistów” jest b. mało, bo większość ludności dość chętnie zaakceptowała po kilka dawek anty covid19 szczepionek. Natomiast w silnie „antyszczepiennej” Polsce winno ich być – i nadal jest – bardzo wielu, włączając mą własną progeniturę. Przyczyną tej aktualnej sytuacji jest fakt, że obecnie w Izraelu ponoć tylko 10 procent ludności wierzy – w z definicji HEBRAJSKIEGO – Boga, a w „solidarnościowej” Polsce weń wierzy (?) ponoć ponad 70 procent populacji.

Otóż ten „hebraizm” to jest rodzaj ogólnoświatowego ruchu (patrz książka Macieja Giertycha „Ewolucja, Dewolucja, Nauka” z r. 2016) ludzi przekonanych, że zostali STWORZENI przez ponadczasowy, niematerialny ale antropomorficzny byt zwany BOGIEM. No i wszelka, nie autoryzowana przez takiego „Boga” ingerencja w ich drogocenne jestestwa, jest utratą BOSKOŚCI ich osobowości. Stąd im większe nasilenie jakiegoś zewnętrznego szkodliwego czynnika (ukośna —– linia na grafiku Jaworowskiego) tym większych, trwałych uszkodzeń ich bogo-podobnych jestestw należy oczekiwać.

Z kolei, zakrzywiona w formie U w swej początkowej fazie, linia ciągła na grafiku mego starszego kolegi, symbolizuje PRZECIWENTROPICZNĄ „odpowiedź hormetyczną” na szkodliwe bodźce (napromieniowania, toksyny, szczepienia, etc). Pokrywa się ona z „helleńskim” – tj. dążącym do osiągnięcia precyzji poznawczej – opisem dobrze obserwowanych reakcji odpornościowych. Niestety, jak to celnie zauważa jeden z bliskich współpracowników Jaworowskiego, Ludwik Dobrzyński „Hormezato zjawisko powszechne i powszechnie nie znane” (2006). (W istocie, określenie ‘hormeza’ usłyszałem po raz pierwszy z ust Jaworowskiego dopiero kilkanaście lat temu.)

Otóż ta „powszechnie nieznana” HORMEZA (hormonalne pobudzenie organizmu, przez jakiś, odczuty jako szkodliwy, czynnik) jest podstawą – pozostającego całkowicie poza zasięgiem aparatu skojarzeniowego Chomsky’ego czy Changeux – zjawiska UCZENIA SIĘ przez nas lepszej kontroli otaczającego nas świata. Bowiem rozpoczynając na serio jakąś naukę (choćby obcego języka czy prowadzenia samochodu), przechodzimy przez okres ekspozycji organizmu na zazwyczaj niezbyt przyjemne BODŹCE – jak zauważył to już, zapewne sądząc po sobie samym, Arystoteles Korzenie edukacji są gorzkie, ale owoc jest słodki”.

4. Powtarzające się cyklicznie, WEGETACYJNE STRACHY ludności żyjącej „pod bogiem Izraela”

Oczywiście funkcjonariusze sławnego „Boga Izraela”, mając w sercu podstawową maksymę Największego z Apostołów „Wiedza nadyma a miłość (pieniądza) buduje” starają się, na wszelkie możliwe sposoby, budować ZAPORY przed GRZECHEM POZNANIA, szczególnie samych siebie (przypominam, poznanie siebie jest początkiem wszelkiej mądrości” wg Arystotelesa). Stąd zarówno w starożytności jak i w czasach najnowszych, kapłani hebrajskiego BOGA IGNORANCJI dokładali – i nadal dokładają – wysiłków, by straszyć naiwną ludność kolejnymi POTWORNOŚCIAMI. By przypomnieć o powszechnej w Izraelu, za czasów Jezusa z Nazaretu, histerii strachu przed Końcem Świata. (Jej śladem w NT jest nie tylko „psychodeliczna” Apokalipsa św. Jana, ale i szczegółowe zalecenia Jezusa, jak do tego Końca Dziejów się przygotować – Mat 2:15-29)

A w czasach które nastąpiły po wybuchach bomb atomowych w Hiroszimie i Nagasaki, anglosaskie ośrodki kontroli mózgów ludności dość skutecznie rozpowszechniły irracjonalny strach przed wszelkiego rodzaju napromieniowaniami (Jaworowski, 2010). W roku 2007 nakręcono nawet propagandowy film „Deadly Dust – Depleted Uranium”, który w całości jest naukowym „fejkiem”, z głównym bohaterem dr S.H. Güntherem, którego nawet poznałem osobiście w 2006 roku (z okazji kongresu „Mut zur Ethik”) w jego okazałym domu w Szwajcarii.

(Na zdjęciach poniżej, ewidentne PLASTYKOWE lalki, jakie tenże dr Gunther sfotografował w szpitalu w Basrze, znajdującej się w części Iraku pod brytyjską kontrolą, po „Wojnie w Zatoce” w 2001 roku: widoczne na tych zdjęciach zniekształcenia „niemowląt”, w ogóle nie występują w wypadku nawet silnych poparzeń popromiennych – Jaworowski, inf. własna)

Ponieważ do STRASZENIA Zubożonym Uranem, prawie W OGÓLE nie emitującym bardzo krótkozasięgowego promieniowania alfa, NIEWIDOCZNE „służby Imperium” wynajęły całą ekipę filmową wraz z kilkunastoma grającymi w tym filmie aktorami, to należy podejrzewać istnienie podobnej „operacji psychologicznej” (psyops) także w wypadku rozpowszechnienia „histerii antyszczepiennej”, szczególnie popularnej na Wschodzie Europy.

Bo to przecież choćby w trudnych do systematycznego ich zafałszowania statystykach WHO zebranych w Europie wyraźnie widać, że największa statystyczna liczba zgonów spowodowanych Covid19 wystąpiła akurat w państwie, w którym „opór antyszczepienny” był największy (Bułgaria przy ok. 30% zaszczepionych, aż 5,6 tys/mln zgonów! Warto tę liczbę porównać z danymi z Izraela, gdzie ponad 80% ludności zostało wielokrotnie zaszczepionych i odnotowano tylko 1,4 tys/mln zgonów – przy czym należy pamięt, że prawdopodobieństwo „kowidowego” zgonu silnie wzrasta w starszym wieku, w Bułgarii life expectancy wynosi tylko lat 75, podczas gdy w Izraelu aż 83!)

Dlaczego jednak – i to już od początku lat 2000 – „jak na komendę” zaczęły się mnożyć społeczne „ruchy” kwestionujące zasadność szczepień w ogóle? A zatem i negujące istnienie, łatwego do zaobserwowania na sobie samym, zjawiska PRZECIWENTROPII, odróżniającej zachowanie się istot żywych od bezwładu Maszyn, wśród których coraz częściej przebywamy? Tak jakby największymi „specjalistami” od szkodliwości nie radioaktywnego uranu czy zwykłych szczepień stały się osobniki, którprzekonanie o nie istnieniu reakcji obronnych ich własnych organizmów, wyrobiły u siebie wsłuchując się w odgłosy ich „wewnętrznego bogaumiejscowionego po prostu w rectum

Oto wykonany przed blisko 10 laty, zestaw fizjognomii prawie „zawodowych” polskich antyszczepienników; przez „przypadek” cała ta czwórca była w tym fachu (do)kształcona za Oceanem…

Tutaj, jako propagator Jeana Piageta „schodkowego” schematu rozwoju umysłowego dorastającej młodzieży, zobowiązany jestem powtórzyć jego podstawową tezę, że bez ekspozycji młodego człowieka na szereg bodźców, mogących mu się wydawać nieprzyjemnymi, osiągnięcie przez niego normalnej dla homo sapiens DOJRZAŁOŚCI UMYSŁOWEJ jest po prostu NIEMOŻLIWE. Stąd i wydźwięk pedagogiczny, wydawanej przez „Znak” literatury w rodzaju „Selekcji” Mikołaja Marcela, to nic innego jak wysiłek „hebraistów”, mających ambicje DEBILIZOWAĆ populację w imię ich idola, przez Karola Marksa z Pieniądzem, Bogiem Handlu celnie utożsamionego (1844).

Do czego zatem musi doprowadzić, odnotowana przez Ludwika Dobrzyńskiego powszechna nieznajomość HORMEZY, na której to, powszechnej IGNORANCJI, zawzięcie robią BIZNES “antyszczepiennicy” wszystkich odmian?

5. Technika + Pieniądz + Dupa (Komfort miłująca) to idole ZAMERYKANIZOWANEGO NOWOTWORU CZŁOWIECZEŃSTWA

Otóż słowo HORMEZA – pobudzenie hormonalne organizmu do zwalczania obcego czynnika, który wdarł się w nasz organizm – to nic innego jak manifestacja Schroedingerowskiej „neg-entropii” (What is Life?, 1944) będącej przejawem Instynktu Życia odróżniającego przedmioty ożywione od nieożywionych. Te pierwsze potrafią zachowywać – i wzbogacać jako bio-reakcję na nieprzyjemne „wstrząsy hormetyczne” – zawartą w nich INFORMACJĘ.

Co jednak zaczyna się dziać z nami w sytuacji lawinowo obecnie wzrastającego KOMFORTU ŻYCIA, zaniku potrzeby wykonywania tysięcy czynności, do których byliśmy przyzwyczajani w młodości, zwłaszcza mieszkając w krajach tak zwanych „zacofanych”?

Tę sprawę zacząłem bardzo szybko dostrzegać już na mych graduate studies (geofizyki) w Kalifornii przed ponad 50 laty. To był dla mnie prawdziwy „wstrząs hormetyczny” i nie była to tylko moja, jednostkowa reakcja. Jak zauważył wtedy mój francuski kolega ze studiów computer sciences, AMERYKANIE STWORZYLI NOWĄ RASĘ LUDZI – i niestety rasę o niezbyt przyjemnych dla otoczenia cechach.

(Osnową wzmiankowanej powyżej mej Meta Ph.D. Thesis była banalna uwaga, że dla „prawdziwych Amerykanów” BOGIEM JEST MARTWY PIENIĄDZ i stąd ich niczym nie pohamowany pęd do transformacji PRZYRODY w wyasfaltowany i zabetonowany MARTWY świat, zapchany niezliczonymi, sztucznymi protezami, pozwalającymi im nad tą „dziką” Przyrodą zapanować.)

Bardzo ładnie tę amerykańską MEGA PATOLOGIĘ podsumował niedawno Tu Zhuxi ( Ren Yi ) absolwent Harwardu, którego internetowe posty obserwuje – i to nie tylko w Chinach – 1.6 miliona użytkowników:

(…) Amerykanizm to jest Kultura (powszechnego egoizmu), która uważa indywidualizm za cnotę nadrzędną, nawet kosztem interesów społecznych lub grupowych; (cechuje ją) Kult Biblii”i anty-intelektualizm(…) Rząd i media, które mają w zwyczaju intensyfikowanie, a nie łagodzenie napięć społecznych; (jest to) system wartości, w którym nie szanuje się starszych i nie otacza się ich specjalną ochroną; (itd.).

Tak to, w zaledwie kilku zdaniach otrzymaliśmy z Chin diagnozę tego „amerykanizmu”, który dla mnie już od ponad 50 lat jest życiową ZMORĄ. (Pamiętam, że sobie przez całe dziesięciolecia powtarzałem „lepiej się nie urodzić, niż musieć żyć w USA”, co przy moim “po góralsku upartym” charakterze jest zrozumiałe.)

Jeśli chodzi o ten sławny, amerykański ANTYINTELEKTUALIZM, to sprawa jest prosta. Już 2,5 tysięcy lat temu dość powszechnie w Grecji dostrzegano, iż wszystkie płatne prace absorbują i degradują umysł – stąd niejako automatycznie należy oczekiwać, obniżenie się jakości powszechnego rozumowania, w krajach pod władzą Pieniądza. Na co nakłada się w Ameryce BIBLIJNY KULT Boga Zazdrosnego, co dodatkowo zmniejsza zasięg pola widzenia osób zamieszkujących kraje „pod Bogiem”: w końcu niby-naukowe5 SOLAS neodarwinowskiej Teorii Ewolucji” zostało w całości wydedukowane z boskich praw egzystencjiprzesycających zarówno ST jak i NT, łącznie z „przypadkowością” genetycznych mutacji – patrz rytuał urim-tumim.

A ponieważ nie ćwiczony w okresienormalnego” życia, neuronalny aparat skojarzeniowy ludzkich mózgów marnieje (jest to bezbożne PRAWO BIOLOGII, sformułowaneFilozofii zoologicznej” Lamarcka spisanej w r. 1809), to dotknięte „Kultem Biblii i anty-intelektualizmem” zamerykanizowane masy społeczne i ich elity z konieczności wykazują cechy MICROPSYCHOI, dosłownie „duchowego ubóstwa”, nieopatrznie błogosławionego przez Jezusa z Nazaretu w jego sławnym „Kazaniu na Górze”. (Mt 5:1-12, ponoć ta Mateuszowa, „słodka” dla micropsychoi wersja „kazania na Górzebyłprzeznaczona dla „miłującego Nie-Wiedzę” żydostwa).

Tak to dochodzimy do konstatacji, że cała, obrosła niezwykle wytwornymi kościelnymi instytucjami, Żydo-Chrześcijańska kultura ma charakter MAŁODUSZNY, micropsychos, będąc prawie dokładną odwrotnością helleńskiego, wychwalanego przez Arystotelesa kultu WIELKODUSZNEGO megalopsychos:

Tłumacząc na polski, micropsychia cechuje osoby charakteryzujące się „pokorą, fałszywą pokorą, małodusznością, bezmyślnością, podłością oraz tchórzliwością”. Jest to skądinąd dość precyzyjny opis obłudnego zachowania sięgłównego autora NT, św. Pawła: Przyszedłem do was ogarnięty słabością, z lękiem i wielkim drżeniem1Kor 2 .

I co w tej aktualnej, geopolitycznej sytuacji, praktycznie totalnej dominacji na Zachodzie elit micropsychoi, bardzo nieliczne obecnie jednostki, mający ambicje zachowywać się jak arystotelesowscy MEGALOPSYCHOI, winne robić?

Otóż Megalopsychoi to są osoby cechujące sięwielkodusznością, dostojeństwem, poczuciemswej wartości, dumą, wspaniałomyślnością oraz z wysoka na światspojrzeniem”. Warto zatem przypomnieć, że wg Arystotelesa osiągnięcie stanu megalopsychos, wymaga wieloletnich ćwiczeń, w tym kierunku zmierzających:Doskonałość to sztuka wygrana przez trening i przyzwyczajenie. Nie działamy właściwie, ponieważ mamy cnotę lub doskonałość, ale raczej mamy te, ponieważ działaliśmy słusznie. Jesteśmy tym, co robimy wielokrotnie. Doskonałość nie jest więc aktem, ale nawykiem”.

ż zatem ja, popychany do tego przez ćwiczone przez dziesięciolecia nawykzobowiązany jestem robić, „dociągnąwszy” jakoś do tej platońsko-buddyjskiej 80-tki?

Ponieważ szczególnie Polska, od czasów wizyt w niej papieża Jana Pawła II (bliskiego znajomego mej rodziny), stała się krajem ludzi bardzo pobożnych, to w zakończeniu niniejszego Testimonium mych lat 42-22, XX i XXI wieku, pozwolę sobie przypomnieć, że w traktowanej jako „gnostycka” (dosł. „o charakterze poznawczym”) Ewangelii Tomasza, zakazanej do rozpowszechniania po Soborze w Nicei w 325 roku, znajdują się dwie – a właściwie trzy – nauki Jezusa, wyraźnie przekraczające ograniczenia poznawcze pozostałych czterech ewangelii:

Nauka 1 – Jest to zakończenie logionu 3 Jezusa, wyraźnie skopiowane z tympanonu świątyni Apollona w Delfach: Skoro poznacie samych siebie, wtedy będziecie poznani i będziecie wiedzieć, że jesteście synami Ojca żywego. Jeśli zaś nie poznacie siebie, wtedy istniejecie w nędzy i sami jesteście nędzą”.

Nauka 2 –Pochodzi z zakończenia dość długiego logionu nr 64 tej Piątej Ewangelii: „Biznesmeni i handlarze nie wejdą do miejsca mego Ojca”. Ta opinia przypisana Jezusowi wskazuje, że demokracje kupieckie”, zwłaszcza te w stylu „amerykańskim”, nie powinny być wzorem dla innych narodów.

Nauka 3 – Jest to nauka bardzo istotna, ukryta w rzeczonym zakończeniu logionnr 64. Tak jak karygodne handlowanie (d. „frymarczenie”wartościami ogólnospołecznymi, tak i „religie kupieckie”, oparte na „handlu z bogiem”, określanym eufemizmem PRZYMIERZY,  też winny ulec marginalizacji. Zwłaszcza że Jezus w ET nic nie mówi o swym zamiarze stania się bezmyślnymbarankiem bożym, który ODKUPUJE grzechy świata (kryminału)”.

I tyle. Poniżej obrazkowa historia stopniowego wykształcania się, początkowo w judaizmie, a następnie i w chrześcijaństwie, komercyjnych idoli wzorowanych na OSOBOWOŚCI Boga Izraela:

Jak publicznie podkreślił to, już 32 lata temu, ówczesny wieloletni kierownik prac nad odczytem rękopisów znalezionych w Qumran nad Morzem Martwym, John Strugnell:

JUDAIZM – oraz wyrosła na jego żyznym korzeniu, wszczepiona PRZECIW NATURZE „dziczka” teologii KRZYŻA – to są POTWORNE RELIGIE, które nie powinny istnieć!

(Strugnell w Haaertz, św. Paweł w Rzym 11:24)


Posted in genetyka bio-rozwoju, POLSKIE TEKSTY | Leave a comment

PAN w Z-nem 63 B: „Helleniści” i „hebraiści” Matthew Arnolda (1869) revisited – Część Druga

czyli

O B(r)żydocie Globalizującej Świat Cywilizacji

pod BOGIEM OBŁUDY

Żydo-Anglo-Banderowskiej Mafiokracji

Część Pierwszą
obecnego Tryptyku, zakończyłem takim zdaniem:
O dzisiejszych naukowych Czcicielach Boga (Bogini?) HIPOKRYZJI, którzy „przejęli Klucze Poznania Świątyni Nauk o Życiu, sami do niej nie weszli i innym wejść nie dają” (Łk 11: 52), powiemy więcej w kolejnych częściach tego krótkiego eseju, spisanego z okazji osiągnięcia przeze mnie wieku lat 80, czyli wieku żegnania się ze światem Platona oraz Buddy.

Część druga:

DZIURA W MÓZGACH „zhebraizowanych” mas oraz uczonych, negujących istnienie genetycznego „zapamiętywania” odruchów warunkowychi przewidywalne skutki tego DEWOLUCYJNEGO zjawiska

3500 słów

1. Przykłady ze starożytności:

Biblia, traktowana z powagą przez „hebraistów” wszelkich odmian, zaczyna się od opisu „raju”, w którym ludzie byli nieśmiertelni, żyjąc wygodnie zazwyczaj parami, dokładnie tak jak te duże ssaki pozamykane we współczesnych Ogrodach Zoologicznych. Oczywiście dla osób poznawczo jako-tako wyedukowanych, jest to MIT nie mający żadnego związku z rzeczywistością, także tą przed-antyczną. Równie pozbawiona jest jakichkolwiek prehistorycznych potwierdzeń, biblijna historia pojawienia się ludzkiego dziedzicznego Grzechu Pierworodnego Poznania. Ta antyczna „głupawka” posłużyła praktycznemu Założycielowi Chrześcijaństwa znanemu jako św. Paweł, do konstrukcji kolejnego, bezustannie celebrowanego przez „kościelnych”, OB(R)ŻYDLIWEGO mitu o „chrześcijan pośmiertnym zbawieniu”. Oczywiście wzorowanym na rozlewających krew całopalonych ofiar, „odkupicielskich” praktykach Jerozolimskiej Świątyni.

W tej sytuacji jako filozof „helleński” zobowiązany jestem do przypomnienia, że w przeciwieństwie do klechów, niejaki Sokrates nauczał, iż ludzie z ich natury są DOBRZY, a złymi się stają gdy kultywują, w wieku dojrzałym IGNORANCJĘ charakteryzującą małe dzieci, nie znające jeszcze szerzej życia. Stąd i cała ta SŁAWETNA TEOLOGIA KOŚCIOŁA, namolnie wtykana dorosłym wiernym przez kler od ponad 2 tysięcy lat, jest dla „hellenistów” przykładem ZŁA, które toczy od wewnątrz narody, które dały się na nią nabrać.

Oczywiście w 4 wieki po Chrystusie była próba, w Kościele Powszechnym odrzucenia OBŁUDNEJ historii Grzechu Pierworodnego. Pochodzący z Brytanii ascetyczny mnich Pelagiusz – w zgodzie, skądinąd, z Arystotelesa poglądami na ten temat – nauczał że ludzie samodzielnie, doskonaląc swe poglądy w rozmowach z przyjaciółmi i ich nauczycielami, potrafią się etycznie doskonalić. Pelagiusz odrzucał biblijny mit o ludzi „genetycznym”, przez Grzech Pierworodny, upośledzeniu. Ta ówczesna próba „hellenizacji” Kościoła jednak się załamała, wraz ze skazaniem na wygnanie patriarchy Konstantynopola Nestoriusza.

Uwaga! Wskazywana przez Pelagiusza, zdolność ludzi do się samodoskonalenia, ABSOLUTNIE nie może zostać przez zhebraizowany Kościół zaakceptowana. Gdyby ludziom dano HELLEŃSKĄ WOLNOŚĆ rozpoczynania poznania świata od „poznania samych siebie, by poznać Wszechświat i Bogów”, to szybko by oni zaczynali kojarzyć, że pozaświatowy ich Stworzyciel, to jest byt nie istniejący, CHIMERA, stworzona przez chytrych Klechów, mających ambicję, przy pomocy tej OBR(ŻY)DLIWEJ PROTEZY, zapanować nad ludzkim światem. Patrz historia polskiego żołnierza i filozofa Kazimierza Łyszczyńskiego, którego polski Episkopat w roku 1689 skazał na publiczne ścięcie i spalenie jego zwłok na Rynku w Warszawie. A to za napisanie, w sekrecie, książki „De genesis dei”. Bo przecież nie może tak być, że jakaś posiadająca zdolność mówienia (i pisania) zoon-żywina zacznie ”chełpić się przed Bogiem” swą INTELIGENCJĄ (czyli zdolnością kojarzenia faktów, od łac. inter-ligare). Bowiem dorastając, szybko dojdzie ona do wniosku, że ten BÓG jest CHIMERĄ.

Wertując strony obu Testamentów da się zauważyć, że w nich NIE MA ANI SŁOWA o dobrze zaobserwowanej przez filozofów nie tylko greckich ale i dalekowschodnich (Budda, Konfucjusz), konieczności dokładania OSOBISTYCH WYSIŁKÓW, by osiągnąć stan DOSKONAŁOŚCI POZNAWCZEJ, w tym i tej ETYCZNEJ. Platoński bogo-człowiek EROS, który „goni za tym, co piękne i co dobre, odważny, zuch, tęgi myśliwy” został z Obu Testamentów – a następnie z prac reklamowanych jako „naukowe” w Cywilizacji Anglosaskiej, jak najściślej relegowany. Rezultat tej systematycznej „mentalnej obrzezki” doskonale widać w zachodnich Naukach o Życiu (ang. Life Sciences), zwłaszcza po upadku „bezbożnego komunizmu”. (Patrz mój esej o „dziurze w mózgu narodu wybranego”, krakowskie „Zielone Brygady”, 1994, nr 8)

2. Cztery przykłady Niewiarygodnej GŁUPOTY – czy zwykłej OBŁUDY? „zhebraizownych” elit nauki przełomu XX/ XXI wieku

2.1. „Kompetencje językowe nie są nabywane przez proces uczenia się, a tym bardziej przez trening.

Akurat jeden z nieznanych mi „twarzą w twarz”, internetowych współpracowników w moim wieku, z zawodu złotnik „Oświat” zauważył, iż to tylko bogaci i super bogaci są siła napędową, oni popychają świat do przodu, oni tworzą nowe technologie, nowe systemy zarządzania i sterowania (masami)”. Pozwolę sobie zatem dać interesujący przykład, jak to „popycha świat do przodu” światowej sławy amerykański lingwista, emerytowany profesor MIT (Massachussets Inst. of Technology) Noam Chomsky. Cytuję jego opinię na temat mechanizmu uczenia się, w szczególności języków, opublikowaną w wydanej przez PAN w Warszawie w 1995 roku książce „Noama Chomsky’ego próba rewolucji naukowej”. W tej „rewolucyjnej” pracy uparcie on broni takiego oto podejścia do problemu rozwoju umysłowego młodego człowieka:

» Młody osobnik (odpowiednio odżywiany i pobudzany przez docierające doń bodźce zewnętrzne) rośnie dokładnie w taki sam sposób jak kryształ soli w roztworze nasyconym, do którego to roztworu wrzucamy, w odpowiednich miejscach oraz momentach, “bodźce zewnętrzne” w postaci zarodzi kondensacji (…) Młody człowiek zatem nie wykonuje samodzielnie czynności poznawczych. Na odwrót, to jego środowisko uruchamia wewnątrz niego – poprzez rozmaite ‘bodźce’ i ograniczenia, przez Chomsky’ego zwane ‘parametrami’ – przekrętła (switches? knobs? – M.G.), które uruchamiają cały system (by użyć przetłumaczonych na polski słów Chomsky’ego na s. 74 [66]).

» W opinii zatem Chomsky’ego dziecko ucząc się – tzn. według niego, biernie ‘nabywając’ – elementy mowy, nic samodzielnie nie tworzy, wszystko czego się ono na pozór uczy jest li tylko ‘ujawnianiem’ zakodowanych w jego strukturach genetycznych informacji, istniejących w nim od samego jego poczęcia (a nawet i wcześniej…)

» Trudno przewidywać, czy odkryjemy interesujące własności wspólne dla wszystkich LT(O,D) tj. Teorię Uczenia Się (Learning Theory) dla dowolnych gatunków (O) i Dziedzin (D). Byłoby to jednoznaczne z poszukiwaniem czegoś takiego jak “ogólna teoria uczenia”.

» Najwyraźnej, pilnie nie przypominając sobie w jaki sposób sam się uczył w dzieciństwie angielskiego, Chomski nie dostrzegł – co doskonale obserwujemy u siebie samych gdy w wieku dorosłym uczymy się jakiegoś języka – że to UCZENIE SIĘ polega na ĆWICZENIU odruchu przyswajania sobie i powtarzania – z ich z czasem zrozumieniem – zasłyszanych słów. Przeciw tej BANALNEJ, szeroko praktykowanej metodzie uczenia się języków Chomsky się buntuje, propagując iście REWOLUCYJNĄ metodę (…) Na str. 96 jego „Spojrzenia w przyszłość” z II tomu „Próby rewolucji”, pisze on bowiem:

» Wydaje się, że mamy istotne, wręcz przytłaczające dowody na to, iż podstawowe aspekty naszego życia umysłowego i społecznego, wśród nich także i język, są zdeterminowane jako część naszego wyposażenia biologicznego i że nie są nabywane przez proces uczenia się, a tym bardziej przez trening. ( Akapity zaznaczone „»” to fragmenty rozdziału 8 mej pracy doktorskiej nt. „Antyzoologicznej” filozofii N. Chomsky’ego, sprzed 20 laty)

W tym miejscu pozwolę sobie cierpko zauważyć, że ten NAJSŁAWNIEJSZY w świecie lingwista, który się chwalił jak to w młodości na pamięć „wkuwał” całe wersety Starego Testamentu, w wieku dorosłym w trakcie swej pracy zawodowej starał się realizować wskazane przez Apostoła Pawła „wytyczne” Boga Obłudy Izraela: „Mamy UNICESTWIAĆ TO CO JEST, propagując TO CO NIE JEST”. Czystym bowiem zmyśleniem jest głoszona przezeń „UNIWERSALNA Gramatyka Generatywna”: ten super sztywny rodzaj gramatyki (wzorowanej na tej języka angielskiego) przecież NIE ISTNIEJE w językach słowiańskich, w których składnia jest wolna!

2.2. Uczenie się polega na ELIMINACJI neuronów”.

Innym przykładem zachowania się Uczonego wyspecjalizowanego w głoszeniu TEGO CO NIE JEST, BY TO CO JEST UNICESTWIĆ, jest sławna nie tylko we Francji postać „zkomputeryzowanego mikroneurologa”, przez pewien czas dyrektora Instytutu Pasteura w Paryżu, Jean-Pierre Changeux. Przed czterdziestu laty przeprowadziłem z nim nawet dość ciekawą ‘rozmowę kwalifikacyjną’ wiosną 1981 roku, gdy starałem się o stypendium w kierowanej przezeń instytucji (Patrz Apendiksy).

Otóż ten, starający się wpisać w „pożądane społecznie”, neodarwinowskie zrozumienie biologii, absolwent Ecole Normale w Paryżu, w kopiatej książce „L’homme neuronal”, opublikowanej po raz pierwszy w 1983 roku, sformułował niewątpliwie frapujące spostrzeżenie: „Apprendre c’est éliminer” - UCZENIE SIĘ POLEGA NA ELIMINACJI nadmiaru neuronów w głowach uczących się czegoś młodych osób!

Skąd taki zaskakujący wniosek? Otóż bezpośrednio po ich się urodzeniu, w mózgach dzieci znajdują się już dziesiątki miliardów luźno połączonych ze sobą młodych, niedojrzałych neuronów, z których około 30 procent w okresie naszego, blisko 20-letniego dojrzewania, po prostu zamiera. Rzeczone wymieranie, zwłaszcza w okresie wczesnego dzieciństwa, tak dużego procentu neuronów, następuje z banalnego, pominiętego w książce Changeux powodu. Mianowicie tak jak nie używane mięśnie z czasem marnieją i ulegają zanikowi, tak i unerwiające te mięśnie neurony też zanikają. A przecież w czasach „przedludzkich”, gdy nasi przodkowie prowadzili nadrzewny tryb życia łapiąc się gałęzi nie tylko rękami, ale i palcami nóg a nawet i ogonem, musieli dysponować bardzo rozbudowanym systemem nerwowym, organizującym ruchy ich zwinnych ciał. Pozostałością tej prehistorii, u współcześnie rodzących się dzieci, jest ta wielka liczba w ich głowach niedojrzałych neuronów, które z czasem znikają. Poniżej zdjęcie około 7 miesięcznego „wcześniaka”, który jeszcze nie chce otwierać oczu, ale już demonstruje odruchowy, bardzo silny „małpi chwyt”, który przed setkami tysięcy lat był mu konieczny. Po to by bezpośrednio po porodzie utrzymać się na plecach skaczącej po drzewach matki. U dzieci rodzących się w 9 miesiącu ciąży ten „małpi chwyt” – i struktura neuronalna go wymuszająca – jest już bardzo słaba. Czyli marnienie „nie planowanych do użycia” neuronów, u ludzkich dzieci zaczyna się już na kilka tygodni przed ich normalnym porodem.

Zgodnie z teorią Changeux, w tym okresie przebywające jeszcze w łonach ich matek dzieci NIC NIE ROBIĄC „uczą się” nie chwytać silnie swymi maleńkimi rączkami.

Doskonałego zaś, numerycznego przykładu jak silnie się wzmacnia w dzieciństwie, unerwienie małego palca lewej ręki, którym kilkuletnie dziecko naciska struny gdy uczy się ono w tym wczesnym wieku grać na skrzypcach, dostarczyła praca opublikowana w „La Recherche” w 1996 roku. Otóż gdy naukę grania na instrumencie strunowym, rozpoczyna się w wieku lat 5–13, to liczba w mózgu neuronów, reagujących na podrażnienie małego palca lewej ręki u dorosłych muzyków wyszkolonych w tym młodym wieku, w porównaniu z reakcjami dorosłych osób, które na takich instrumentach nie grają (sujet témoin) jest co najmniej 2,5 raza większa. Zaś w sytuacji, gdy ktoś zaczyna się uczyć grać na instrumencie strunowym później niż lat 13, to jako dorosły muzyk nie ma on już tak silnej reprezentacji w mózgu „czułości” swego małego palca lewej ręki, jak muzycy którzy zaczynali uczyć się grać kilka lat wcześniej. A to z przyczyny że w wieku lat 15 w jego głowie pozostało już niewiele „chętnych do podjęcia byle jakiej pracy” neuronów.

(Na diagramie poniżej, na linii poziomej, wiek rozpoczęcia nauki gry na instrumencie strunowym; na linii pionowej siła w mózgu dipola elektrycznego, wywołanego podrażnieniem małego palca):

Wskazane powyżej obrazki całkowicie demolują BOJOWĄ tezę Changeux, iż „uczymy się przez eliminację neuronów”. Poprzez wybiórczą eliminację neuronów – wskutek ich długotrwałego nie wykorzystywania, zwłaszcza w „kresach krytycznych” młodości – tracimy z wiekiem możliwość osiągania precyzji naszych dojrzałych odruchów, zarówno tych mięśniowych jak i tych myślowych, też przecież polegających na ruchach mózgowych „fluidów” elektrycznych względnie białkowych neurotransmiterów. Najlepszym przykładem tutaj jest powszechny wśród ludności Stanów Zjednoczonych zanik zdolności do kaligraficznego pisania, obserwowalny tam już za moich czasów 50 lat temu: w USA zarzucono wtedy uczenie dzieci eleganckiego, ręcznego pisania, prawie od razu zaczynano je uczyć pisania na maszynie.

Łatwo mierzalne zmniejszenia się rozmiarów mózgoczaszek, w których mieszczą się te miliardy połączonych ze sobą neuronów, obserwuje się u praktycznie wszystkich, udomowionych od dłuższego czasu zwierząt – w tym i u człowieka nowoczesnego. Wystarczy tutaj wskazać na statystycznie średnie rozmiary zachowanych czaszek Neandertali i bliższych nam genetycznie oraz czasowo ludzi z groty Cromagnon: podgatunek ten charakteryzował się wysokim wzrostem ok. 180 cm i pojemnością mózgoczaszki dochodzącą do 1600 cm³ (Obecnie jest to ok. 1200-1300 cm³). Szeroka twarz z wystającym nosem nie wykazuje cech odróżniających od współczesnej białej odmiany człowiekaWikipedia.

2.3. DEWOLUCJA wyobrażeń o świecie wykształconego na Oksfordzie leśnika Macieja Giertycha, sygnalizowana w jego książce:

W roku 2017 otrzymałem od tego specjalisty w zakresie fizjologii roślin powyższą, bardzo bogato ilustrowaną książkę, z wypunktowanym w jej tytule słowem DEWOLUCJA. Giertych w niej opisuje, charakteryzujące szczególnie nasze czasy, zjawiska wyginięć gatunków co większych zwierząt, szczególnie tych drapieżnych. Ten wychowany w znacznym stopniu w kulturze anglosaskiej uczony, deklaruje się być KREACJONISTĄ, któremu to, „biblijnemu” kierunkowi dociekań ewolucyjnych poświęca blisko 50 stron powyższej pracy, opublikowanej z okazji jego 80 urodzin.

Z książki się dowiadujemy przy okazji, iż popiera on coraz bardziej popularną w USA hipotezę „Młodej Ziemi”, której wiek nie przekracza 10 tysięcy lat. A zatem nasz leciwy profesor ma po prostu w d… wszystkie dotychczasowe osiągnięcia nauk geologicznych, którymi ja się (naśladując w tym mego ojca, profesora geochemii) entuzjazmowałem w młodości, także na UC Berkeley. (Wtedy to, pod koniec lat 1960 była na moim Wydziale Geologii moda na najnowsze potwierdzenie hipotezy Continetal Drift, trwającego od co najmniej 600 milionów lat, udokumentowanego wtedy dodatkowo przez systematyczne zmiany kierunku namagnesowania skał wylewnych pobranych z dna Atlantyku w pobliżu Grzbietu Środkowoatlantyckiego.)

Choć o tym w jego książce nie ma wzmianki, ten starszy ode mnie o całych lat 6 wychowany na Oxfordzie profesor jest zapewne także „płaskoziemcem”, bo w Biblii nie ma przecież ani słowa o tym, że Bóg stworzył Ziemię w kształcie kuli. (Ja, jak pamiętam, już w klasie 7 szkoły podstawowej, z broszury z zadaniami z geometrii się dowiedziałem, że Grecy na 3 wieki przed nasza erą, mierząc na określonym odcinku nad Nilem, nachylenie w południe promieni słonecznych wyliczyli, korzystając z Twierdzenia Talesa, bardzo dokładnie promień Ziemi, niewiele odbiegający od współczesnych jego pomiarów!)

Zatem zjawisko DEWOLUCJI, któremu Giertych-ekolog poświęca wiele słów, obejmuje także – i to w okresie czasowym liczonym nie w tysiącach lat ale zaledwie w ich dziesiątkach – także dewolucję (czyli ewolucję „negatywną” w kierunku zaniku) zrozumienia w jaki sposób powstają specyficznie „anglo-hebrajskie” dziwactwa typu „płaskoziemstwa”, „młodej Ziemi”, czy „bezwysiłkowego nabywania językowych kompetencji” – i to nie tylko wśród sławnych w świecie specjalistów w zakresie Nauk o Życiu.

3. Lokalne przykłady – z Polski (A) oraz Ukrainy (B) – wieloletnich wysiłkówjudeochrzecijańskichAGENTUR, pracujących nad KRYMINALNYM ZIDIOCENIEM ludności w tych państwach pod „opieką” Deep State USA

3A. Przykład z Polski


U jednej z mych „narodowo zorientowanych” znajomych, miałem okazję przeglądać wydaną przez „Znak” książkę o powyżej wyszczególnionym, dobrze zrozumiałym tytule oraz podtytule. Ponieważ „Znak” jako organizacja, jest elementem obecnej ogólnoświatowej judeochrześcijańskiej (RE)KONKWISTY, więc już od kilku lat staram się rozpowszechniać graficzny znak, symbolizujący – bez żadnej w tym przesady – globalistyczne ambicje tego ekumenicznie nastawionego umysłowego (bez)ruchu:

Jeśli zaś chodzi o wskazaną, u podstawy powyższego ZNAKU BR(Ż)YDOTĘ i GŁUPOTĘ literackiego się zachowania, autora powyższej książki, Mikołaja Marcela, to tkwią one już w relacji jej tytułu do historii dość krótkiego wciąż jeszcze, życia jej autora. Zasadniczą ideę „Selekcji”, jej „znakowy” wydawca w ten sposób zachwala:

„(Odziedziczona po wieku XIX, silnie zhierarchizowana szkoła) w dużym stopniu sprawia, że ludzie są nieszczęśliwi. To ona prowadzi społeczną selekcję, już kilkulatków dzieląc na lepszych i słabszych. To ona czyni świat coraz gorszym miejscem do życia i to również przez nią najczęściej zapominamy, kim jesteśmy, przestajemy być sobą.”

Ten opis szkoły powszechnej, którą z pewnością ukończyli zarówno autor omawianej książki jaki jej Wydawca, zupełnie nie pasuje do ich własnej historii życia, z pewnością Udanego, jako że w nim doznali zaszczytu zrobienia doktoratu na Uniwersytecie Śląskim, względnie zostania Wydawcą prestiżowego wydawnictwa. Obaj zatem jakoś przepchali się przez sita selekcji, zainstalowane u wejść do liceów, a następnie uniwersytetów. I jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, że Marcela „przestał być sobą”, gdy dzięki swemu doktoracie na UŚ, zaczął publikować bajki na ulubiony przezeń temat ‘fantasy, science fiction, biznes, finanse’, etc. A to, że są to BAJKI NIEPIĘKNE, których młodym ludziom polecałbym nie czytać, już same ich tytuły sugerują, jak choćby ten „Selekcje”.

Porównując osobiste historie szkolnej edukacji Marceli oraz jego Wydawcy, z FIKCJĄ błogosławionej przez nich deskolaryzacji, nie trudno dostrzec iż obaj są HIPOKRYTAMI. Która to cecha „hebraistów” wyraźnie odróżnia ich od „hellenistów” obecnie intensywnie tępionych w całym Imperium Americanum. Jak zauważyłem, przeglądając rzeczoną książkę u mojej znajomej, Marcela opierając się w znacznym stopniu na pracach Ivana Illych’a, propaguje taką organizację szkoły powszechnej, w której uczyła by się wspólnie tych samych przedmiotów, młodzież od 8 do 20 roku życia. (Anarchizującego Ivana Illych’a słuchałem osobiście, jak przemawiał w auli WHO/OMS w Genewie w latach 1970, miał wtedy sporo racji, mówiąc o „przegięciach” światowej służby medycznej; sam Illych niewiele miał doświadczeń z normalną szkołą, jako że już w wieku lat 15 został usunięty z liceum jako osobnik pochodzenia żydowskiego; zapewne jego niechęć do „rujnującej życie” skolaryzacji nie ukształtowała, wymagająca dość znacznych wysiłków poznawczych nauka licealna, której w praktyce nie zaznał, ale lata jego młodego życia spędzone przezeń w seminariach duchownych oraz na studiach teologicznych, a następnie gdy zarabiał jako ksiądz na życie.)

Cokolwiek by powiedzieć, wspólny program edukacji, dla młodzieży pomiędzy 8 a 20 rokiem życia, to ZBRODNIA PRZECIW LUDZKOŚCI. W tym okresie młodzi ludzie przechodzą kolejne stadia swego rozwoju, także umysłowego, dość szczegółowo opisanego przez biologa oraz psychologa Jeana Piageta. W wieku lat 8 nie zaczyna się przecież uczyć dzieci obcych języków, bardziej szczegółowe zapoznawanie się z matematyką i fizyką przesunięte jest do wyższych klas liceów i tak dalej.

Projekt „ujednoliconego nauczania” między 8 a 20 rokiem życia, wyraźnie nacelowany jest na wymuszenie u ludności „zapomnienia” podstaw matematyki (brak zrozumienia istoty procentu składanego!), oduczania „wrogich” (np. rosyjskiego) języków obcych, zamazania geografii sugerującej, że Ziemia jest kulą, oraz wykładania biologii ograniczonej do oglądania kolorowych obrazków, bez słowa o tym, w jaki sposób te bogate, często już wymarłe, formy życia powstały (w ciągu zaledwie 10 tysięcy lat, wg 86-letniego obecnie, wyhodowanego w Anglii leśnika Macieja Giertycha!).

Bez żadnej przesady, tak jak w wypadku prac Chomsky’ego o „bezruchowym nabywaniu kompetencji językowych”, Changeux „o eliminacji neuronów” w procesie uczenia się, czy Giertycha o (D)EWOLUCJI nauki, przy jednoczesnej hipertrofii religii, tak i w wypadku pomysłów deskolaryzacji doktora UŚ Marceli i jego „Znak” wydawcy, chodzi o Zabezpieczenie Interesów Finansowych BOGÓW Planety, skłębionych, jak najzwyklejszy KOŁTUN w Deep State USA i jego rozlicznych agenturach, choćby tej loży (J)P2 w Watykanie. Te przecież szacowne instytucje niepomiernie się starają, by ludność przestała się zastanawiać dlaczego, wraz z nagłym upadkiem ZSRR, dla „zwykłych” ludzi codzienna żmudna i głupawa „walka o byt” stała się „wyrokiem na życie”, podczas gdy dla „wybrańców” świat oferuje wszelkie możliwe wygody, bez potrzeby kiwnięcia przez nich palcem. A sprawa jest prosta. Jak podkreślił to w swej „Polityce” Arystoteles, BANKIERÓW NALEŻY ZNIENAWIDZIĆ, BO SIĘ BOGACĄ NIC NIE ROBIĄC. Jednak by dostrzec dlaczego tak się dzieje, konieczna jest, niestety, umiejętność kalkulowania procentu składanego, zupełnie nie zrozumiałego dla dzieci w wieku lat 8 (w wypadku jednego z mych znajomych, posiadającego tytuł mgr inż., także w wieku lat blisko 50).

3 B. Estetyka ukraińskiego, para-religijnego ruchu narodowego” wzorowanego na osiągnięciach biblijnych mozaistów (mojżeszowców)


Powyżej zamieściłem fotografię odręcznej kopii, po ukraińsku, liczącego tylko 10 słów „testamentu” bohatera narodowego Ukrainy, syna grekokatolickiego popa, Stephana Bandery (mającego ponoć zalewie 152 centymetry wzrostu). Przeglądając nazwy narodów, które „Bóg” nakazał wyniszczyć „synom Bandery” do których zaadresowane jest to krótkie przesłanie, to w wypadku Polaków oraz Żydów na Zachodniej Ukrainie ten „Testament” dość dokładnie w latach 1942-47 został zrealizowany. Jednak sprawa wyniszczenia Węgrów na Zakarpaciu się ślimaczy, a nagle „samowymarłych” bolszewików zastąpili Rosjanie w południowo-wschodnich „obłastiach” ukraińskiego NOWOTWORU państwowego. (Te „obłasti” w 1921 roku dołączył Lenin do Związkowej Republiki Ukraińskiej, by wyhamować ukraiński nacjonalizm.) No i zgodnie, z powyższym 10 słownym „testamentem” Bandery, od roku 2014, kiedy to jego fani doszli do władzy w Kijowie (dzięki intensywnej pracy nad tym Departamentu Stanu USA), sprawa „wyniszczenia Rosjan” stała się dla kijowskich władz sprawą NACZELNEJ WAGI. (…)

Kim zatem był ten Mojżesz, którego mityczne wyczyny planują powtórzyć, wsparci duchowo przez ich popów Ukraińcy, usuwając z ich „ziemi obiecanej” współczesnych odpowiedników antycznych Kananejczyków, Chetytów, Amorytów i tak dalej? Sławny żydowski filozof Filon, działający w diasporze żydowskiej w Aleksandrii dokładnie w tym samym okresie co Szaweł alias Paweł w Jerozolimie, tak opisał „boże” pochodzenie jego mądrości:

Bez zmęczenia żyje ten, komu Bóg z obfitości i łaskawości użycza dóbr doskonałych. I przeciwnie, ten kto przez wysiłek zdobywa cnotę, okazuje się mniej znaczącym i mniej doskonałym niż Mojżesz, który bez trudu i łatwo ją otrzymuje od Boga. …podobnie jak rzecz niedoskonała (wygląda) w porównaniu z doskonałą, tak samo człowiek uczący się w porównaniu z mającym wiedzę w sobie.(Alegoria Praw, ks. III, str. 135)

Z tej, typowo żydowskiej alegorii, nie rozróżniającej między zachowaniem się zoon-żywiny a przedmiotami nieożywionymi wynika, że Mojżesz niezbyt się w młodości natrudził, pragnąc dobrze poznać świat wokół niego. Jego wyczyny w wieku dorosłym są dowodem, że posiadał on mentalność wg Piageta charakteryzującą 10-12 latka, któremu się egoistycznie wydaje, że cały świat może należeć do niego.

Jakiż bowiem Grzech popełniali ci żydowscy „czciciele Złotego Cielca”, których Mojżesz kazał wymordować pod górą Synaj? Na całym podówczas Bliskim Wschodzie popularny był kult JURNEGO I ODWAŻNEGO BYKA, którego żywy okaz, w czasie świątecznych procesji w Egipcie, dodatkowo upiększano narzutą ze złota i drogich kamieni. Ten byk APIS był wcieleniem głównego egipskiego boga OZYRYSA, którego kult rządzący w Egipcie greccy Ptolemeusze, wprowadzając monoteistyczny kult Ozyrysa-Apisa (Serapisa), powiązali z kultem głównych greckich bogów, w szczególności Dionizosa, zdolnego do przemiany wody w wino, oraz Asklepiosa, wzbudzającego przedwcześnie zmarłych. (Według coraz częściej głoszonych hipotez, ten greko-egipski SERAPIS, znany także jako Serapis-Christus, stał się pierwowzorem zachowań się zrodzonego w Betlejem Jezusa Chrystusa!)

Stąd i „mojżeszowcy”, działający w imię ich BOGA GRABIEŻY I MORDU, mają wywodzącą się ze ich PODŁEJ ZAWIŚCI (patrz 1 Przykazanie Dekalogu!) tendencję do wyniszczania osób oraz ludów czczących bardziej szlachetnych Bogów-Wzorców ludzkiego się zachowania. Korzystając z powyższego skojarzenia, gdy przeskoczymy od HISTORII antycznych religii do HISTORII Najnowszej Globalnej Polityki, znajdziemy odpowiedź dlaczego aktualne Zachodnie Mafiokracje Żydo-Anglo-Banderowskie tak się uwzięły by zniszczyć, wciąż nie zapominający o swej komunistycznej niedawnej przeszłości, Ruski Mir.

Obecna wojna „Kolektywnego Zachodu z Ruskim Mirem, rozciągającym się od Buga i Niemna aż po Władywostok, to jest przecież kolejna odsłona, zainicjowanej pod Górą Synaj wojny wypchanych Obłudą i Chciwością HEBRAISTÓW z czczącymi Męstwo i Dojrzałą Mądrość (PROTO) HELLENISTAMI. Ci pierwsi, dzięki zastosowaniu przez nich, pod koniec II WŚ, POTWORNOŚCI liczonych w setkach tysięcy ludzi, CAŁOPALEŃ lmiast niemieckich, a następnie miast Japonii (tych przy użyciu wynalezionej przez europejskich Żydów Bomby Atomowej), bez reszty zdominowali już wcześniej silnie zhebraizowane, „oceaniczne” imperia Anglosasów. A ci drudzy zaczęli się odradzać, pod koniec XIX wieku, zarówno we Wschodniej jak i Zachodniej Europie, dzięki upowszechnieniu się silnie zhierarchizowanego LAICKIEGO szkolnictwa – patrz Arnold, patrz Zieliński w cz. 1.

Post Scriptum

Niektórzy czytelnicy tego wpisu się buntują, że ważyłem się wstawić weń obrazek KRZYŻ PAŃSKIEGO, wmontowanego w GWIAZDĘ DAWIDA.  A przecież bardzo podobny obrazek mamy, na OKŁADCE niedawno wydanej “Biblii dla młodych”. Na niej ten KRZYŻ WYRASTA Z MENORY, symbolizującej MĄDROŚĆ IZRAELA. Niewątpliwie podkładem do tego obrazka było OBJAWIENIE św. Pawła iż “CHRZEŚCIJAŃSTWO WYROSŁO Z (POGAŃSKIEJ) DZICZKI wszczepionej webrew naturze, w ŻYZNY KORZEŃ DRZEWA OLIWNEGO (JUDAIZMU) - Rzym. 11:24

Koniec Części Drugiej


Posted in genetyka bio-rozwoju, POLSKIE TEKSTY | Leave a comment

PAN w Z-nem (63 Special): Konstruktywizm genetyczny Piageta vs. “przednarodzeniowy inneizm” odruchów warunkowych Chomsky’ego

Wegetatywizm” językowych koncepcji Chomsky’ego w świetle “konstruktywizmu” Jeana Piageta

 

Jest to rozdział 8 pracy doktorskiej Marka Głogoczowskiego, zatytuowanej “(Antyzoologiczna) filozofia polityczno-społeczna Noama Chomsk’ego”, UŚ rok 2002/2003

W poprzednim rozdziale staraliśmy się, po przedstawieniu tezy Kartezjusza, iż pojęcie boga (w Trójcy Jedynego?) jest nam wrodzone, zademonstrować popularną wśród psychologów antytezę, mówiącą iż wszystkie posiadane przez nas pojęcia (w tym i boga) stopniowo konstruujemy w ciągu życia, dzięki naszym aktywnym, zmysłowym oddziaływaniom z otoczeniem. Spełniająca wymóg Heglowskiej trójjedni, synteza dokonana przez Jeana Piageta głosi, że dziedziczymy po przodkach nie tyle gotowe pojęcia, ile podstawowe zasady funkcjonowania inteligencji ruchowo-zmysłowej 1 (s. 39-46, 74-77, i 172-175 [65]). Dzięki takiemu wyposażeniu dziedzicznemu i po dokonaniu odpowiednio ukierunkowanych wysiłków ułatwionych “akuszerską”, maieutyczną pracą nauczycieli, stajemy się zdolni (by użyć języka Platona) dokonać anamnezy, czyli przypomnienia sobie (rekonstrukcji) najbardziej ogólnych pojęć (względnie nawet Nieśmiertelnych Idei), które znali już nasi co bardziej wyćwiczeni w rozumowaniu przodkowie. Wśród tych Dostojnych Przodków z pewnością nie ma ani Kartezjusza, ani Augustyna, ani tym bardziej “Ojca chrześcijańskiej głupoty” Apostoła Pawła2. (Mamy natomiast wśród nich wielu “pogan”: oczywiście Sokratesa oraz Platona, a także zapewne nie lubianego przez Augustyna Persa nazwiskiem Manicheusz i Chińczyka zwanego Konfucjuszem.)

Jak w tej piagetowskiej optyce ‘konstruowania’ (a więc nie ‘nabywania’ jak w sklepie) idei, przedstawia się postulowany przez Noama Chomsky’ego inneizm (‘wrodzoność’) podstawowych struktur gramatycznych przyswajanych sobie przez ludzi? W tym podrozdziale autor proponuje odwrócić cykl wywodów przedstawionych w podrozdziale poprzednim. Jako TEZA będzie przez nas wyeksponowana ‘animistyczno-konstrukcyjna’ (a ściślej, ‘animalistyczna’, jako że wspólna wszystkim wyższym zwierzętom) teoria Jeana Piageta rozwoju osobowości dziecka, w tym i jego języka; jako ANTYTEZA ‘wegetatywno-inanimistyczna’ teoria wrodzoności wszystkich, ujawniających się wraz z wiekiem, ludzkich struktur poznawczych, których bio-synteza jest tylko “odkręcana” (wyrażenie Chomsky’ego) poprzez przypadkowe bodźce, pochodzące z otoczenia dorastającej osoby. Do realizacji tego zamierzenia wykorzystamy wzmiankowane w rozdziale poprzednim, opublikowane w języku polskim dopiero w roku 1995, dwu tomowe dzieło pod tytułem Noama Chomsky’ego próba rewolucji naukowej [i,ii], stanowiące sprawozdanie z trwającego przez blisko dwadzieścia lat (1975 – 1995) “dialogu ślepych” między tymi, skądinąd znakomitymi, “mandarynami” światowej nauki końca XX stulecia.

A) J. Piageta teza ‘konstruktywizmu’ (a ściślej ‘re-konstruktywizmu’) struktur poznawczych

 Jak pisaliśmy powyżej, zasadnicza teza nieżyjącego już, genewskiego psychologa i biologa Jeana Piageta brzmi, że struktury poznawcze – więc głównie struktury mózgu, ale i nie tylko mózgu – samo-konstruują się, dzięki aktywnej interakcji danego osobnika z jego otoczeniem, które to otoczenie, zwłaszcza w wieku dojrzewania, po części on sam sobie dobiera. Ten biologiczny proces powoduje, że wszystkie istotne cechy tego otoczenia zostają z czasem zasymilowane (przyswojone sobie) przez endogenne, wewnętrzne struktury CNS, czyli Centralnego Systemu Nerwowego. W szczególnym przypadku ‘przyswojenia sobie’ zasad gramatyki mamy do czynienia z kilkoma, nakładającymi się wzajemnie na siebie zjawiskami:

1) Osobnik zaczyna kojarzyć, że w danym języku występują pewne, sztywne reguły gramatyczne (na przykład, dzieci wychowywane w języku angielskim, przyswajają sobie regułę, że w zdaniach oznajmujących – czyli w zdaniach odtwarzających obraz rzeczywistości – podmiot musi być zawsze przed orzeczeniem).

2) Odruch patrzenia na jakiś przedmiot polega zazwyczaj na dostrzeżeniu najpierw przedmiotu, a potem ruchu jaki on wykonuje. Stąd właśnie, poprzez asymilację (przyswojenie sobie) przez CNS zwykłej kolejności postrzegania, otrzymujemy ‘zwykły’ szyk zdania: najpierw podmiot, potem orzeczenie. (Na przykład w zdaniu samolot leci.)

3) Oczywiście w wypadku gdy najpierw dostrzegamy ruch, a dopiero potem próbujemy określić przedmiot, to osoby posługujące się językiem polskim mają tendencję by zastosować szyk odwrócony (leci samolot lub ptak). W tym wypadku język angielski, ze względu na swój “wrodzony” niedorozwój fleksji, by powiedzieć to samo wymaga użycia aż dwóch zdań: Something flies, it is a plane or a bird.3

Patrząc w ten, zaproponowany przez Jeana Piageta sposób, nie trudno zauważyć, że podstawowe, rzeczywiście uniwersalnie (to znaczy we wszystkich językach) występujące struktury gramatyczne są wytworzonymi przez człowieka narzędziami, służącymi do rekonstrukcji (względnie konstrukcji) obrazu rzeczywistości, czy to wspominanej (czas przeszły), czy obserwowanej (czas teraźniejszy) czy wyobrażanej sobie w przyszłości. Ponieważ narzędzia te posiadamy zazwyczaj “w głowie”, więc możemy śmiało mówić, że zostały one w korze naszego mózgu ‘skonstruowane’ i to skonstruowane dokładnie na takiej samej zasadzie biochemicznej jak u psa Pawłowa zostaje skonstruowany odruch ślinienia się na widok zapalającego się światła o odpowiednim kolorze. Z TEZY PIAGETA wynika zatem praktyczny wniosek, że zasad gramatyki (np. zasad używania odpowiednich czasów) człowiek musi się po prostu uczyć, co odbywa się poprzez powtarzany po wielokroć wysiłek poznawczy, zwany treningiem, względnie wkuwaniem na pamięć.

Oczywiście, przy pewnym wysiłku grupowym jesteśmy w stanie dość szybko nauczyć się – i z powodzeniem stosować w komunikacji wewnątrz grupy – reguł gramatyki odwrotnych do tych, które Chomsky wskazuje jako “uniwersalne” i “wrodzone”. Nawet ograniczając się do ubogiego pod względem możliwości fleksji (odmiany) języka angielskiego, można się na przykład umówić, że w zdaniach oznajmujących będziemy stawiać orzeczenie przed podmiotem, a w pytających na odwrót. I przy pewnej wprawie tę “gramatykę anty-uniwersalną” da się z powodzeniem, w sposób dla członków grupy zrozumiały, stosować. Z tego typu sytuacją spotykamy się zresztą w języku francuskim gdzie, w przeciwieństwie do angielskiego, przydawkę rzeczowną stawia się z reguły po rzeczowniku. (Można też budować gramatykę uniwersalną w jeszcze inny sposób, na przykład tak, jak to czynią Niemcy: w zdaniu podane jest zazwyczaj najpierw solidne omówienie wszystkich możliwych przymiotów podmiotu, a dopiero na samym końcu znajdujemy orzeczenie, z którego się dowiadujemy, co ten tak bogato opisany podmiot robi.)

B) “Wegetatywno-inanimistyczna” antyteza Noama Chomsky’ego

Rewolucyjna” (patrz tytuł dwutomowego opracowania “Próba rewolucji”) idea Chomsky’ego brzmi następująco:

Uczenie się języka nie jest czynnością wykonywaną przez dziecko, lecz raczej czymś, co mu się przydarza, pod warunkiem, że znajdzie się ono w odpowiednim środowisku. Proces ten jest analogiczny do procesu wzrostu: przy odpowiednim karmieniu i bodźcach zewnętrznych organizm dziecka rośnie i dojrzewa w sposób z góry określony (…) Środowisko decyduje o tym, jak zostaną ustalone parametry gramatyki uniwersalnej, a więc o tym, jaki konkretnie język zostanie nabyty – s. 74 [66].

Ta antyteza koncepcji Piageta (uczenie się jako bierne, nieaktywne formowanie się narzędzi mowy), została przez Chomsky’ego sformułowana wielokrotnie, najwyraźniej w przytoczonym powyżej fragmencie. Takie, na pozór “dziwne” zdanie utrzymywał on będąc już w zaawansowanym wieku lat 57, w około dziesięć lat po słynnej, opisanej w tomie I “Próby rewolucji”, debacie w Opactwie (Abbaye) de Royaumont we Francji, w dniach 10 – 13 października 1975 4.

Jak wskazywaliśmy na wstępie, taka, uparcie broniona przez całe dekady, teza Chomsky’ego jest manifestacją jego “antyzoologicznego” podejścia do problemu rozwoju człowieka: młody osobnik (odpowiednio odżywiany i pobudzany przez docierające doń bodźce zewnętrzne) rośnie dokładnie w taki sam sposób jak kryształ soli w roztworze nasyconym, do którego to roztworu wrzucamy, w odpowiednich miejscach oraz momentach, “bodźce zewnętrzne” w postaci zarodzi kondensacji – tak dokładnie, zgodnie z zasadami biologii molekularnej, przebiega proces biosyntezy 5, będący podstawą wzrostu zarówno roślin jak i zwierząt. Młody człowiek zatem nie wykonuje samodzielnie czynności poznawczych. Na odwrót, to jego środowisko uruchamia wewnątrz niego – poprzez rozmaite ‘bodźce’ i ograniczenia, przez Chomsky’ego zwane ‘parametrami’ – przekrętła (switches? knobs? – M.G.), które uruchamiają cały system (by użyć przetłumaczonych na polski słów Chomsky’ego na s. 74 [66]).

W opinii zatem Chomsky’ego dziecko ucząc się – tzn. według niego, biernie ‘nabywając’ – elementy mowy, nic samodzielnie nie tworzy, wszystko czego się ono na pozór uczy jest li tylko ‘ujawnianiem’ zakodowanych w jego strukturach genetycznych informacji, istniejących w nim od samego jego poczęcia (a nawet i wcześniej, bo Chomsky jest przekonany, że zdolności językowe powstały w dalekiej prehistorii, w drodze przypadkowej genetycznej mutacji, która doprowadziła do powstania ‘myślącego’ gatunku ludzkiego – s. 102 [66]). Dosłownie, według niego osoba ucząca się języka musi również opanować jednostki leksykalne i ich właściwości. Zadanie to zdaje się w dużym stopniu polegać na dopasowywaniu “etykietek” do istniejących już pojęć (ibid. s.74). Chomsky tutaj sugeruje, że dziecko nabywa zdolności językowe tak jak osoba dorosła, która uczy się obcego języka poprzez dopasowywanie nowych “etykietek” do wcześniej już jej znanych pojęć. Pojęcia te, według Chomsky’ego, istnieją już wcześniej, ukryte wewnątrz dziedziczonego przez każde normalne dziecko kodu genetycznego.

Pomimo, iż w następnym zdaniu Chomsky zapewnia nas, iż “konkluzja ta jest zaskakująca co nie zmienia faktu, że jest ona zasadniczo słuszna, to nie zmienia to faktu, iż jest ona zasadniczo błędna. Ten błąd wyraźnie wynika z tego, że Chomsky niezbyt dokładnie pamięta swoje własne dzieciństwo. (A najprawdopodobniej także z tego, że w wieku dorosłym nie interesował się on bliżej – w przeciwieństwie do Piageta – rozwojem mowy u dzieci). Mamy przecież przykłady – i to dość liczne – że dzieci, imitując mowę dorosłych, w pierwszej fazie uczenia się posługiwania się językiem często tworzą swe własne słowa, a nawet i swe własne struktury gramatyczne, które wydają się im być podobne do tych, które używają dorośli 6.

Skąd zatem się wzięło przeświadczenie Chomsky’ego-lingwisty, że wszystkie istotne pojęcia oraz sztywne struktury językowe każdy, genetycznie nie upośledzony, człowiek ma zakodowane w swym, dziedziczonym za pomocą komórek rozrodczych, genomie? Jak się dokładnie czyta omawiany tutaj artykuł “Spojrzenie w przyszłość”, to dość łatwo można się zorientować, że to przekonanie jest logiczną pochodną “roślinnego” wyobrażania sobie przez Chomsky’ego procesu uczenia się, jakie “odkręcił” (switched-on, turned-on?) on w sobie, pod wpływem bodźców dostarczonych mu przez środowisko inspirujące jego pracę naukowo-twórczą. Pisze on mianowicie:

Zgodnie z tradycyjnym (? – M.G.) przekonaniem (…) nauczanie bardziej przypomina hodowlę kwiatu, któremu pomaga się rosnąć na jego własny sposób, niż napełnianie (nabijanie?) pustej butelki. Każdy dobry nauczyciel doskonale wie, że w procesie przekazywania wiedzy metody nauczania i zakres materiału odgrywają niewspółmiernie mniejszą rolę niż umiejętność rozbudzania zainteresowań uczniów (…) To, czego nauczą się w sposób pasywny zostanie szybko zapomniane (…) To natomiast co odkryją samodzielnie, kierując się naturalną ciekawością i impulsem twórczym, nie tylko utkwi na długo w pamięci… etc. (s. 74 [66]).

Pomińmy sprawę, że do pedagogiki, czyli do metody nauczania należy z definicji także umiejętność rozbudzania zainteresowań uczniów. Przytoczona powyżej opinia, według Chomsky’ego tradycyjna (?), że nauczanie można przyrównać do hodowli kwiatu7, dla autora niniejszej dysertacji wydaje się być istotnym novum, w przeciwieństwie do (nie popieranego przez Chomsky’ego) znanego porównania nauczania do napełniania “olejem” głowy8. Jeśli jednak będziemy się trzymać porównania z kwiatami, to należy się zapytać, czegóż to kwiat (roślina) się uczy, gdy jest podlewany, oświetlany i użyźniany nawozami aby rósł jak najpiękniej? Jak już pisaliśmy, w zasadzie wegetatywny proces wzrostu roślin polega na syntezie w jej wnętrzu, cyklicznie powtarzających się łańcuchów “liniowych” kryształów organicznych, stąd wzrost roślin traktuje się jako najmniej “animowany”, czyli ożywiony.

Przecież jest to rzecz ogólnie znana, że rośliny – w przeciwieństwie do ptaków i czworonogów – “uczą się” tyle co nic, a jeśli to rzeczywiście robią w warunkach stresowych, to w sposób “skokowy”, opisany przez Hugo de Vriesa, czy Barbarę McClintock [iii]. Jeśli zaś chodzi o porównania “tradycyjne”, to zwykło się porównywać uczenie się człowieka ani nie do hodowli kwiatów, ani nie do napełniania butelek (względnie zapisywania “pustej tablicy”, tabula rasa, która jakoś nam w głowach wyrasta sama), ale właśnie do tresury zwierząt: już przecież Sokrates w swej “Obronie”, wygłoszonej dokładnie 2400 lat temu, przyrównywał dobrego nauczyciela do zawodowego ujeżdżacza koni. Nie jest także prawdą to, że “to, co człowiek nauczy się w sposób pasywny, jest szybko zapominane”. Autor niniejszej pracy uczył się w liceum i wielkiej ilości dat historycznych i wierszy Kochanowskiego i nawet takich, przestarzałych maksym jak κτεμα εσ αι (zapamiętaj raz na zawsze) czy repetitio est mater studiorum (powtarzanie jest matką uczenia się). Co ciekawsze, te pasywnie “wkuwane” na pamięć formułki i daty, w dalszym ciągu jego życia okazały się być przydatnymi do formułowania coraz bardziej złożonych pojęć oraz teorii, a szczególnie tych, o których Chomsky pisze, iż są one niezwykle trudne do ujęcia w jego “roślinnej” optyce procesu uczenia się. Na przykład w tomie I “Próby rewolucji”, w rozdziale “O strukturach poznawczych i ich rozwoju” Chomsky stwierdza:

Trudno przewidywać, czy odkryjemy interesujące własności wspólne dla wszystkich LT(O,D) tj. Teorię Uczenia Się (Learning Theory) dla dowolnych gatunków (O) i Dziedzin (D). Byłoby to jednoznaczne z poszukiwaniem czegoś takiego jak “ogólna teoria uczenia”. O ile wiem, perspektywy dla takiej teorii nie są bardziej obiecujące niż dla “ogólnej teorii wzrostu” (…) kreślącej zasady wzrostu dowolnych organów u dowolnych organizmów.

W tych zdaniach z 1975 roku widać bardzo wyraźnie, występującą i w późniejszych jego pracach, tendencję do porównywania procesu uczenia się do biernego wzrostu, charakteryzującego w szczególności świat roślinny. Jak już jednak zauważaliśmy, rośliny uczą się, w normalnych warunkach, prawie niczego. Zewnętrzne “parametry” (tak Chomsky określa ograniczenia oraz zasoby środowiska) mogą rzeczywiście spowodować, że roślina będzie miała rozmaite formy i rozmiary, ale tego biernego przystosowania nie zwykliśmy nazywać uczeniem się.

Na czym zatem polega uczenie się istot zwanych zwierzętami, posiadających i organa ruchu, pozwalające im wybierać środowisko i zmysły, zezwalające na szybką reakcję na zmiany w otoczeniu? Przecież to na podstawie obserwacji zwierząt – a nie roślin – Iwan Pawłow podał bardzo generalną LT (Learning Theory), w pełni stosującą się także do ludzi: nie tylko zwykłe, “tresowane” odruchy warunkowe, ale także wszystkie, coraz bardziej złożone pojęcia, budujemy poprzez kojarzenie (asocjację) w korze mózgowej zjawisk dostrzeganych (bardziej ogólnie, doświadczanych) czy to jednocześnie, czy w określonej kolejności. (Już Arystoteles przed z górą dwoma tysiącami lat, tę ‘asocjacyjną’ metodę budowy pojęć ogólnych nazwał indukcją.)

Jest jeszcze kilka innych, jak najbardziej generalnych zasad LT(O,D) stosujących się w przypadku wszystkich wyższych zwierząt (O) i we wszystkich, bez żadnej przesady, dziedzinach (D). Jedna z nich brzmi w uszach pracującego na MIT rodowitego Amerykanina niewątpliwie egzotycznie, jak gdyby z innego świata: repetitio est mater studiorum. Nie trudno wskazać dlaczego Chomsky ignoruje tę LP (Learning Practice – Praktykę Nauczania). Wynika to bezpośrednio z jego wyobrażenia sobie mechanizmów rozwoju struktur poznawczych, według niego podobnych do rozwoju przysłowiowej umysłowej “rzodkiewki”: ponieważ pozbawione narządów ruchu rośliny nic (w zasadzie) nie powtarzają, więc też i nic (w zasadzie) się nie mogą uczyć.

Do zasad uczenia się wyszczególnionych powyżej warto dodać jeszcze jedną, zwaną potocznie “małpowaniem” czyli aktywną imitacją. Na imitacji polega przecież w znacznym stopniu tworzenie zasobu słów w każdym języku, na przykład w języku angielskim aż do 80 procent słów pochodzi z łaciny; tworząc we wczesnej młodości język własny nie tylko imitujemy słowa słyszane u innych, w języku polskim mamy pełno słów dźwiękopodobnych, będących imitacją zwykłych, nieartykułowanych dźwięków w naszym otoczeniu, takich jak chrząkanie, charczenie, bzykanie, pukanie, stukanie i tak dalej. Za pomocą jakiej jednak teorii możemy starać się opisać te banalne metody LP (Learning Practice) wszystkich zwierząt i ludzi we wszystkich dziedzinach?

C) Chomsky jako “homo ignorans” w zakresie konstruowania wiedzy

 Taki właśnie dopisek autor niniejszego opracowania zakreślił samorzutnie nad tytułem artykułu Chomsky’ego “Spojrzenie w przyszłość: perspektywy badań nad ludzkim umysłem” z 1988 roku, zamieszczonym w tomie II “Próby naukowej rewolucji”. O co mianowicie chodzi w nim dr Chomsky’emu? Choć to w pracy naukowej może zabrzmieć “politycznie niepoprawnie”, ale autor “Spojrzenia” propaguje metodę, która 40 lat temu w liceum im. Nowodworskiego w Krakowie, nosiła nazwę “lenistwa poznawczego”. Na str. 96 pisze on na przykład:

Wydaje się, że mamy istotne, wręcz przytłaczające dowody na to, iż podstawowe aspekty naszego życia umysłowego i społecznego, wśród nich także i język, są zdeterminowane jako część naszego wyposażenia biologicznego i że nie są nabywane przez proces uczenia się, a tym bardziej przez trening.

Od razu chciałoby się zapytać, jakie to dowody prof. Chomsky potrafi przytoczyć na poparcie swej tezy, jako że przykładów na poparcie tezy odwrotnej – że zarówno rozwój osobowy jak i społeczny osiąga się poprzez wzajemny “trening” – czy to dzieci między sobą, czy ich uczenie się od rodziców oraz od wyspecjalizowanych w tej czynności nauczycieli – mamy bez liku. Nawet tego języka, w zakresie opanowania którego Chomsky uchodzi za specjalistę, dzieci uczą się właśnie poprzez samorzutny trening, polegający na imitacji dźwięków i ruchów osób od nich starszych. (Tak zwane “dzikie dzieci”, wychowane przez dzikie zwierzęta, które to dzieci gdzieś do połowy XIX wieku spotykano jeszcze czasem w Europie, a potem już tylko w Indiach, po powrocie w społeczność ludzką w wieku przekraczającym 8-10 lat, nie potrafiły się już nauczyć dźwięków ludzkiej mowy. Wskutek braku, w tak zwanym ‘okresie krytycznym’ rozwoju ich strun głosowych, w ich otoczeniu istot posługujących się mową, której dźwięki mogłyby naśladować, struny głosowe tych dzieci pozostały niewykształcone i nieme na resztę ich życia.)

Rozmaitych przykładów, ilustrujących do jakiego stopnia odpowiedni trening jest konieczny do pełnego wykształcenia się organów, które spontanicznie formują się tylko w zarodkach, mamy bez liku. Przecież “ustawianie” psa myśliwskiego do polowań, czy ujeżdżanie konia – a także nauka jazdy konnej – opiera się na powtórzonych po wielokroć ćwiczeniach w młodym wieku, które to ćwiczenia powodują, że jeździec i koń (względnie pies i jego właściciel) zaczynają się zachowywać jak harmonijnie zespolony ‘międzygatunkowy’ organizm.

Oczywiście to samo odnosi się do “dopasowywania się nawzajem” ludzi i bez ‘treningu społecznego’ od wczesnej młodości nie można byłoby sobie wyobrazić życia w jakimkolwiek społeczeństwie, nie mówiąc już o tym amerykańskim, specjalizującym się w opisanej przez Chomsky’ego tresurze Political Correctness (PC). Co więcej, jak wskazywaliśmy powyżej, bez tego wzajemnego, międzyludzkiego ‘treningu’, nie można by praktykować języka angielskiego, a zatem nie byłaby znana szerzej “gramatyka uniwersalna”, na rozwikłaniu której tajników nasz profesor z MIT zrobił światową karierę.

Swą tezę o “roślinnym” charakterze wzrostu organów, zarówno zwierząt jak i ludzi, Noam Chomsky ilustruje przykładem, iż ptak nie uczy się posiadania skrzydeł, lecz one mu rosną, ponieważ jest tak skonstruowany dzięki swemu wyposażeniu genetycznemu (s. 100 [66]). To jest prawda, ale tylko powierzchowna. Przecież jest znanym w embriologii, że aby uruchomić (‘odkręcić’, switch-on) syntezę niektórych organów – a zwłaszcza kończyn – koniecznym jest aby zwierzę dokonało, jeszcze w okresie embrionalnym, kilka tak zwanych “ruchów twórczych”. Młody zaś ptak, któremu w okresie krytycznym wzrostu zwiąże się skrzydła, ryzykuje pozostanie bezlotem na resztę swego życia. Podobnie zresztą jak kot, któremu przez pierwsze trzy miesiące po urodzeniu zasłania się oczy i który po tym okresie krytycznym dla rozwoju jego wzroku wzrostu staje się zwierzęciem prawie ślepym na resztę swego życia. Ten ostatni przykład Chomsky znał i na jego podstawie pisze w omawianym artykule, że do pełnego wykształcenia się organów potrzebne jest bogate w bodźce środowisko. Niestety nie zdaje się kojarzyć, że to właśnie środowisko – złożone na przykład przedmiotów o różnych formach, widzianych z różnych odległości przy różnych warunkach oświetlenia – narzuca oku (zarówno kota jak i człowieka) konieczność nieustannego treningu mięśni oka, zmuszanych do szybkiej akomodacji grubości soczewki i szybkich zmian średnicy źrenicy, nie mówiąc już o mięśniach, które poruszają gałkę oczną. I ten trening, praktycznie od momentu urodzenia, jest absolutnie konieczny aby oczy ssaków (a więc i ludzi) stały się w pełni funkcjonalne. Przecież proste “doświadczenia”, jakie młodzi ludzie w krajach ztechnicyzowanych robią dzisiaj na sobie samych, unieruchamiając na całe godziny gałki oczu przed ciągle tak samo oświetloną i widzianą z tej samej odległości książką względnie ekranem, w wieku późniejszym prowadzą do ich kalectwa, polegającego na nabytej (i zazwyczaj potem dziedziczonej zgodnie z prawem Mendla) krótkowzroczności!

Choć profesor Chomsky ma w tej kwestii zdanie przeciwne (patrz cytat powyżej), to żaden układ mięśniowy nie jest w stanie osiągnąć swej dojrzałości bez odpowiednich ćwiczeń (inaczej zwanych treningiem, względnie nawet tresurą). Organem zaś, który jest w zasadzie jednym wielkim mięśniem, jest właśnie ludzki język, w sprawach funkcjonowania którego Noam Chomsky uchodzi za światowej sławy specjalistę! Spośród trzech wyszczególnionych przez nas elementów, składających się na LP (Learning Practice), dwa polegają na wymagających użycia mięśni ruchach (praktyka repetitio oraz imitatio) i tylko “odruch myśli”, polegający na kojarzeniu, inaczej zwanym indukcją, wydaje się przebiegać wewnątrz kory mózgowej w bierny ‘wegetatywny’ sposób, nie wymagający użycia żadnych mięśni. (By dokonać jednak skojarzenia, nasz układ mięśniowo-sensoryczny musi być po wielokroć poruszony – a więc nie jednorazowo lecz wielokrotnie ‘odkręcony’ – czy to przez nas samych, czy też przez pochodzące z otoczenia bodźce, przez Jeana Piageta zwane ‘perturbacjami’.)

Jak już pisaliśmy, zgodnie ze swym “roślinnym” wyobrażeniem o wzroście struktur poznawczych, Chomsky totalnie neguje rolę endogennego (czyli dokonywanego przez podmiot) wysiłku (treningu) w trakcie rozwoju personalnego i społecznego ludzkich jednostek. Przez grzeczność (politeness) nie będziemy tutaj komentować, jak taka Learning Theory musi rzutować na stosunek tego sławnego uczonego nie tylko do nauczycieli wychowania fizycznego, nauczycieli historii oraz matematyki, ale także i na jego stosunek do nauczycieli języków. Czy jednak w ten ‘beztreningowy’ sposób Chomsky sam się czegoś nauczył? Z jego biografii wynika, że język angielski oraz hebrajski poznał on w dzieciństwie i stąd nie może pamiętać jak początkowo zniekształcał słowa, robił błędy w składni, dokładając wysiłków by imitować dorosłych. Z kolei ze wstępu do omawianej w rozdziale III niniejszej pracy, książki “Language and Responsability” wynika, że ten wywiad-rzeka był przeprowadzony w języku angielskim ze strony Chomsky’ego i we francuskim ze strony Mitsu Ronat, co sugeruje pewną językową ułomność (niekompetencję) obojga tych lingwistów. A jeśli po okresie dzieciństwa Chomsky się nie nauczył już żadnego dodatkowego języka, to zrozumiała staje się jego niemożność wyobrażenia sobie Learning Theory (LT) szerszego zasięgu.

 D) Próba zoologizacji ‘roślinno-inanimistycznych’ koncepcji rozwoju poznawczego Noama Chomsky’ego

 Nie posiadając (w przeciwieństwie do autora niniejszej pracy) szerszych doświadczeń życiowych w lingwistyce stosowanej na co dzień, Noam Chomsky ma jednak dobrą intuicję ogólnego, biologicznego aspektu wzrostu organu zwanego umysłem. Jak już wspominaliśmy, twierdzi on, że próbować podać jakąś LT dla umysłu jest równie trudno jak podać ogólną teorię wzrostu organów. Jeśli się ograniczamy do domeny botaniki (czyli do hodowli na przykład kwiatów), to rzeczywiście może wydawać się to trudnym, jako że rośliny uczą się nic lub niewiele. Natomiast gdy rozszerzymy nasze badania na dziedzinę zoologii, to dość łatwo, patrząc wstecz, (a więc nie w przyszłość jak próbuje to robić Chomsky) możemy dokonać ‘powtórnego odkrycia’ jak najbardziej generalnej teorii wzrostu organów u zwierząt. Po prostu już w roku 1807, w traktacie Filozofia zoologiczna [iv] (La philosophie zoologique) francuski przyrodnik Jean Baptiste de Lamarck podał tak zwane “Prawo biologii” (a ściślej, zoologii, bo ograniczył je do zwierząt), które według niego brzmi w sposób następujący:

U każdego zwierzęcia, które nie przekroczyło kresu swego rozwoju, częstsze i stałe używanie jakiegoś narządu wzmacnia stopniowo, rozwija, powiększa ten narząd i daje mu siłę proporcjonalną do długości czasu używania go, podczas gdy stałe nieużywanie takiego narządu nieznacznie go osłabia, uwstecznia, zmniejsza stopniowo jego zdolność i w końcu powoduje jego zanik 9.

I właśnie to prawo biologii (ściślej, zoologii) warto zastosować do budowy ogólnego modelu rozwoju ludzkich struktur poznawczych. Warto też wykorzystać nasz ‘zoologiczny’ model do bardzo już precyzyjnych przewidywań, dotyczących koniecznych skutków ewentualnej próby zastosowania w praktyce społecznej filozofii Noama Chomsky’ego.

Otóż z naszych organów to właśnie mózg, a w szczególności kora mózgowa, najbardziej przypomina swą budową gąszcz nawzajem zrośniętych ze sobą ‘krzewów’ o bardzo ograniczonych możliwościach ruchu i o stosunkowo jednorodnej pod względem biochemicznym strukturze. Jak to dawno zauważyli neurolodzy, te gałęzie ‘super-krzewu’ jakim jest CNS (Centralny System Nerwowy), które są pobudzane (‘perturbowane’, zaburzone) przez napływające do nich impulsy chemiczne bądź elektryczne, mają tendencję do wzrostu i do tworzenia nowych odgałęzień, te zaś, do których impulsy nie dochodzą, więdną, a nawet i zupełnie zanikają. (Co potwierdzają doświadczenia chociażby z obcięciem zwykłych wąsów czuciowych na nosie szczura – patrz dane M. Cowana [v], przytaczane w Atrapach i paradoksach nowoczesnej biologii [62] napisanych już blisko 20 lat temu przez autora niniejszego opracowania.)

Mówiąc obrazowo, impulsy dochodzące do CNS, czy to od naszych mięśni, czy od naszych zmysłów, stanowią rodzaj “pokarmu” dla ‘super-krzewu’ jakim jest kora mózgowa. Pozbawienie zmysłów ich podniet, podobnie jak pozbawienie naszych układów mięśniowych możliwości wykonywania ruchów, w sposób automatyczny prowadzi do atrofii i uwiądu tych odgałęzień CNS, które nie są “odżywiane”. Na odwrót, te rejony CNS, które są często pobudzane, zgodnie z lamarckowskim Prawem Zoologii, rosną i nawet wypuszczają nowe pączki oraz “kwiaty” w postaci emiterów oraz receptorów “pyłków” (chemicznych neurotransmiterów) rozsiewanych przez te centra. To co w pedagogice określa się jako trening poprzez powtarzanie, wewnątrz kory mózgowej przekłada się na automatyczny wzrost i “kwitnienie” neuronów sprzężonych z “ćwiczącymi” organami. W sytuacji zaś gdy dwa lub więcej ośrodki neuronalne zaczynają “kwitnąć” jednocześnie, następuje ich wzajemne “zapylenie się” cząsteczkami neurotransmiterów, wskutek czego rodzi się wkrótce “owoc”, w postaci coraz bardziej trwałego, międzyneuronalnego połączenia. To nowe połączenie wewnątrz CNS, na język ‘zewnętrzny’ organizmu przekłada się jako nowe skojarzenie, nowy odruch warunkowy, czy nawet nowe pojęcie, powstałe w umyśle na drodze indukcji.

 Co zatem zewnętrzne ‘parametry’ (będące rodzajem bądź ograniczeń, bądź innych bodźców) ‘odkręcają’ w korze mózgowej? W sumie bardzo niewiele. Zaburzają one li tylko istniejący status quo, przez co stymulują (switch-on, turn-on, ‘odkręcają’, włączają) syntezę wyrównawczą (powrót do stanu równowagi) układu zaburzonego – czy nawet ‘zburzonego’ – przez te “ukłucia” (bodźce). Z Pierwszego Prawa Zoologii wynika, że w wypadku powtarzania się zaburzeń, synteza wyrównawcza tych zaburzeń będzie miała tendencję do hipertrofii, co Jean Piaget nazwał ‘wyrównaniem z nadkompensacją’ (la réequilibration majorante) i co rzeczywiście najlepiej widać u sportowców ćwiczących swoje mięśnie. Odpowiednich ćwiczeń sportowcy dokonują nie tylko pod wpływem zewnętrznych “parametrów” (np. chęci zdobycia sławy czy pieniędzy), ale i pod wpływem bodźców wewnętrznych (endogennych), polegających na szukaniu osobistej satysfakcji z osiągniętej perfekcji ruchu. Taki samorzutny wzrost doskonałości zachowania, poprzez powtarzane ćwiczenia, obserwuje się nie tylko u sportowców, ale także i u artystów oraz u uczonych pragnących dojść do sedna badanych przez nich zagadnień. W książce “Atrapy i paradoksy nowoczesnej biologii” podajemy nawet całkowicie chemiczną podstawę tego biologicznego (głównie zoologicznego) zjawiska hipertrofii.

Wzrost siły i sprawności wraz z ćwiczeniem jest najbardziej znanym przykładem inteligencji naszych organizmów. Dokładnie w taki sam sposób następuje wzrost kompetencji poznawczej (w tym i językowej) naszego umysłu: im więcej po prostu go ćwiczymy, tym staje się on sprawniejszy i zdolniejszy do konstruowania coraz to bardziej złożonych pojęć, za pomocą których jesteśmy z czasem zdolni dokładnie opisać (a dzięki temu i zdominować) otaczający nas świat. To wszystko, co zostało napisane powyżej, to są rzeczy trywialne, dostępne do sprawdzenia (by użyć własnych słów Chomsky’ego cytowanych w rozdziale I niniejszej pracy) “dla każdego kto, przy pewnym nakładzie pracy, chce się wyłamać z systemu pewnej wspólnej ideologii lub propagandy. Z łatwością przeniknie poprzez mechanizmy zniekształcenia wyprodukowane przez podstawowe grupy inteligencji (naukowej). Każdy jest w stanie tego dokonać… Nauki społeczne (oraz psychologia) w ogólności, a zwłaszcza analiza (procesu uczenia się), jest dostępna dla każdego, kto się zechce tymi sprawami zainteresować. Postulowana przez specjalistów (także lingwistyki oraz genetyki, a więc i przez dr Chomsky’ego) złożoność, głębokość i niejasność tych spraw jest częścią iluzji wytwarzanych przez system kontroli ideologicznej, który ma na celu zrobienie tych problemów odległymi dla ogółu ludności… W wypadku analizy (procesu rozwoju osobowości) wystarczy dostrzegać fakty i chcieć zachować racjonalną linię argumentacji.”

Zaproponowany powyżej “zoologiczny” model wzrostu/atrofii kory mózgowej jest całkowicie dostępny zrozumieniu osób charakteryzujących się, jak twierdzi cytowany powyżej (Mr) Chomsky, “otwartością umysłową, połączoną z normalną inteligencją i zdrowym sceptycyzmem”. Niestety ten model jest najwyraźniej obcy (dr) Chomsky’emu-lingwiście, który stara się przekonywać psychologów, że nawet bez doświadczeń życiowych w naszych głowach rosną samorzutnie odpowiednie, zakodowane wcześniej genetycznie, dojrzałe połączenia międzyneuronalne, zezwalające nam rozumienie nawet bardzo złożonych pojęć. Tymczasem w momencie narodzin mamy w głowach “wrodzone” tylko główne pnie tych połączeń, same neurony znajdują się dopiero w fazie post-embrionalnej i ich wypustki, zwane dendrytami i aksonami, zaczynają dopiero kiełkować. Tak zwana “natura” noworodka ograniczona jest li tylko do kilku wegetatywnych czynności, polegających na ssaniu, oddychaniu, płakaniu i wydalaniu10.

Odważnie idący na przekór faktom znanym zarówno etologom (specjalistom od zachowania się zwierząt) jak i psychologom, Noam Chomsky w “Spojrzeniu w przyszłość” występuje jako zdecydowany wróg powszechnie znanej tezy, że Konstrukcje umysłowe uważa się za rezultat kilku prostych operacji skojarzeniowych … może tylko nieco wzbogaconych przez zdolność do przeprowadzania indukcji … Te możliwości mają być wystarczającym źródłem wszystkich osiągnięć intelektualnych człowieka, w tym i języka.W związku z tą swą wrogością do powszechnie znanych form uczenia się, zadaje on pytanie: dlaczego intelektualistom tak bardzo zależy na tym by wierzyć, że człowieka kształtuje doświadczenie, a nie jego własna natura?

Na to, na pozór retoryczne pytanie chciałoby się odpowiedzieć znakomitemu lingwiście-mechanikowi, w sposób możliwie kulturalny: otóż jest trywialnością spostrzeżenie, że ludzka natura zmienia się wraz z wychowaniem. Początkowo czysto wegetatywna natura “konsumpcyjno-wydalnicza”, jaką reprezentuje noworodek, wraz z pojawieniem się u dziecka zalążków myślenia, zaczyna przybierać formę ‘dziecięcego egoizmu’, która trwa zazwyczaj do lat kilkunastu. W szczególnych wypadkach, zwłaszcza w krajach ekonomicznie najbardziej rozwiniętych, gdzie najintensywniej obserwuje się zanik wzajemnych, bezpośrednich i bezinteresownych międzyludzkich kontaktów, ten ‘egoizm dziecięcy’ może nie ulec “wynaturzeniu” pod wpływem otoczenia. Wychowany bez wystarczającej stymulacji ruchowo-sensorycznej, człowiek na pozór dojrzały, nigdy się już nie rozwinie w jednostkę w pełni zdolną do współżycia w społeczeństwie, jednostkę zdolną nawet do “antydarwinowskich” postaw altruistycznych, będących jednocześnie postawami w pełni rozumowymi.

Atakując – i to w sposób zupełnie “ślepy” – wszystkie koncepcje rozwoju człowieka, które na miejscu najważniejszym stawiają jego doświadczenia życiowe (a więc jak pisze, nie tylko behawioryzm, ale także marksizm oraz piagetyzm) Chomsky robi z siebie apostoła bezrozumnych i bezsilnych “ludzi bez neuronów”11[vi], w rodzaju całkowicie wegetatywnych “rzodkiewek”, o praktycznie płaskich encefalogramach. Strony 96-100 “Spojrzenia w przyszłość” poświęcone są żarliwej wręcz negacji roli doświadczeń życiowych w procesie kształtowania się natury dojrzałego człowieka. Chomsky w swym zapale naukowym w ogóle zdaje się nie dostrzegać, że bez odpowiednich ćwiczeń, oraz bez często bolesnych “zderzeń z parametrami rzeczywistości”, dzieci zatrzymywałyby się w rozwoju, w tym także w rozwoju języka. (Co zresztą się obserwuje szczególnie u tego odłamu młodzieży, który w sposób prawie ciągły, niemo przebywa w pozycji siedzącej przed ekranami telewizorów względnie komputerów).

Natura wychowywanej w ten bierny sposób młodzieży – nawet po osiągnięciu wieku dojrzałego – z konieczności winna się manifestować w postawie li tylko konsumpcyjnej12, jakościowo niewiele odbiegającej od “ludzkiej natury” praktycznie niezdolnego do samodzielnego poruszania się niemowlęcia, zachwycającego się coraz to nowymi, jaskrawo pomalowanymi zabawkami. Taką postawę naukową Chomsky’ego należałoby określić jako czysty nihilizm, który w jakiś sposób musi się przekładać na jego filozofię społeczną i na jego libertariański (jak go sam nazywa) program realizacji “zakorzenionych w naturze ludzkiej Praw Człowieka”. Tę sprawę rozwiniemy szerzej w Podsumowaniu całości opracowanych przez nas materiałów, któremu to podsumowaniu warto nadać nadtytuł “Epistemologii genetycznej filozofii Noama Chomsky’ego”.

Przypisy

 1 Przy uważnej analizie da się nawet uściślić, że te podstawowe zasady funkcjonowania inteligencji sprowadzają się do Ogólnych Praw Zoologii, mianowicie N – Nadregeneracji (hipertrofii, overrecovery, la réequilibration majorante) i A – Asocjacji (kojarzenia) nadregenerowanych mikro-organów, zwłaszcza neuronów, ale także i genów metabolicznych. (Do tego wykazu można dodać Z – Zanik organów nie używanych przez czas dłuższy). Wszystkie te procesy są fizjologicznym, ściśle fizykochemicznym, produktem R – Regeneracji użytych (i zużytych) struktur RNA i DNA – patrz Atrapy i paradoksy biologii [62] s. 100.

Św. Paweł głosił nie tylko, że należy chodzić za wiarą a nie za wzrokiem, ale także, że “Mądrość tego świata (czyli mądrość ludzi) jest u Boga głupstwem” (I Kor. 3, 19, patrz także Rozdz. II niniejszej pracy). Jeśli Paweł był człowiekiem, to głoszone przezeń poglądy – takie jak te powyżej – były głupotą w oczach Boga. Tylko w wypadku gdy uznamy św. Pawła za Boga, to jego poglądy mogą nabrać cech mądrości. Ale Bogiem, z definicji niezmiennym, nasz Apostoł oczywiście nie był, bo swe poglądy zmieniał, chociażby na drodze do Damaszku…

3

Jest to jeden z istotniejszych braków Uniwersalnej Gramatyki Generatywnej proponowanej przez Chomsky’ego. Po prostu gramatyka języka angielskiego nie jest uniwersalna. Ta “logiczna nielogiczność” (określenie wymyślone przez Chomsky’ego, w celu ironizowania na temat sprawności poznawczej amerykańskich elit) doprowadziła do sytuacji, że przy tłumaczeniu fachowych książek Chomsky’ego na język polski, podawane przezeń przykłady funkcjonowania gramatyki uniwersalnej z konieczności są przytaczane w języku angielskim!

4 Warto przypomnieć, że debacie tej uczestniczyli nie tylko dość młody podówczas Noam Chomsky i 76-letni Jean Piaget, ale także i inne “tuzy” ówczesnych nauk biologiczno-psychologicznych, z których autor niniejszej pracy poznał i dyskutował w kilka lat później osobiście z Guy Celleriér oraz Barbarą Inhelder z Genewy, a także z Antoine Danchin i Jean-Pierre Changeux z Paryża.

5 Proces biosyntezy polega na “kopiowaniu” i “przepisywaniu” złożonych struktur kryształów organicznych, takich jak DNA i RNA, na strukturę zbudowanych z aminokwasów białek, stanowiących wraz z węglowodanami i tłuszczami podstawowy budulec organizmów żywych.

6 Na przykład kuzyn imieniem Kuba autora niniejszej pracy, między drugim a trzecim rokiem życia, mówił biegle swym własnym, zrozumiałym tylko dla jego, o dwa lata starszego brata, dość złożonym językiem, co wzbudzało zdumienie osób postronnych, z którymi nie potrafił się komunikować.

7 Ponieważ rośliny nie posiadają ani zmysłów ani narządów ruchu, więc nie mogą wykazywać inteligencji ruchowo-zmysłowej, o której rozwoju u człowieka mówi w swych pracach Jean Piaget [65]. Na podstawie tej wypowiedzi można się zorientować, ze zarówno Noam Chomsky jak i środowisko społeczne, którego jest on – w sensie marksowskim – produktem, po prostu nie dostrzega differentia specifica między Królestwem Roślin i Królestwem Zwierząt. (Tę różnicę bardzo precyzyjnie podał Arystoteles, ale niestety została ona zapomniana.) Powyższe zjawisko ma taką samą podstawę fizjologiczną jak poznany przez Chomsky’ego fakt niedostrzegania, w okresie ich dojrzałego życia, struktur “poziomych” przez te koty, które w młodości wychowane zostały w specjalnych okularach, zezwalających im na widzenie tylko struktur “pionowych” (lub na odwrót).

8 W specyficznej dyscyplinie jaką jest biologia, można – a nawet należy – mówić o “nabijaniu w butelkę” publiczności przez uczonych. Patrz odpowiednie adnotacje w rozdziałach VII – IX niniejszej pracy.

9 Jak widać z tego sformułowania Prawo Zoologii winno się odnosić także do mikro-organów nie znanych jeszcze 200 lat temu, a w szczególności do mikro-organów “pamięci”, z konieczności kodowanej na kwasach nukleinowych DNA i RNA (białka bowiem ulegają częstej, cyklicznej odnowie [60, 61]). Dzięki wybiórczym hipertrofiom, zanikom, oraz nowym skojarzeniom (asocjacjom, rekombinacjom) podzespołów (czyli genów) tych mikro-organów, żyjące przez dziesiątki lat organizmy wyższe (w tym oczywiście i ludzie), praktycznie do końca swego życia mogą zapamiętywać umiejętności jakich się wcześniej nauczyły. Jeśli nawet dojdzie z czasem do osłabnięcia (atrofii) wskutek nie ćwiczenia, grup mięśniowo-neuronalnych odpowiedzialnych za te wyuczone zachowania, to już krótki okres ich przypominania (czyli tak zwana anamneza – patrz Wstęp)pozwala, dzięki “zapisaniu” rezultatów wysiłków organizmu w epigenetycznie przebudowanych kwasach nukleinowych poszczególnych tkanek, na szybkie odtworzenie wyuczonych wcześniej umiejętności. Specyficznym, dobrze znanym lekarzom przykładem tego zjawiska jest tak zwana “pamięć immunologiczna”. Ta pamięć polega na epigenetycznym zakodowaniu, w strukturach DNA układu odpornościowego, skonstruowanej przez organizm reakcji odpornościowej na przezwyciężoną wcześniej przez ten organizm chorobę.

10 Jeden z nauczycieli autora niniejszej dysertacji, nieżyjący już francuski zoolog Pierre-Paul Grassé utrzymywał, że człowiek ma w swym genomie zakodowany tylko jeden, bezwarunkowy o