Jak z Berkeleya72 Onet.pl zrobił SUPER STAR “rotszyldowskiej medycyny”

Onet.pl: Berkeley72 to SUPER STAR „rotszyldowskiej medycyny”

Po matce góral z Zakopanego, z rodu narciarzy i naukowców, pseudonim Gąsienica. To zobowiązuje. Dlatego Marek Głogoczowski, choć ma nieuleczalną chorobę, walczy … by każdy pacjent w Polsce dostał lek, który wydłuża życie.

Lekarz: Ile pan chce żyć? Marek: 80 lat. Tyle, ile Budda(i Platon)

Agnieszka Sztyler-Turovsky

https://kobieta.onet.pl/wiadomosci/marek-glogoczowski/fw38njb

To pan jeszcze żyje!?” — usłyszał od lekarza, gdy przez dwa dni nie odbierał telefonu. A on akurat nie używał komórki, bo miał lepsze rzeczy do roboty. Pierwszy Polak na Denali, najwyższym szczycie Ameryki Północnej. Góral z Zakopanego, z rodu narciarzy i naukowców, pseudonim Gąsienica. To zobowiązuje. Dlatego Marek Głogoczowski, choć ma nieuleczalną chorobę, walczy. Nie tylko z nią i o siebie, ale o innych. By każdy pacjent w Polsce dostał lek, który wydłuża życie.

Marek Głogoczowski

Rok 1999, miejscowość Garda we Włoszech, wczesny ranek. Marek czeka na znajomą, która ma przyjechać z Polski. Przez witrynę sklepu miejscowego optyka widzi podświetloną tablicę do sprawdzania wzroku, jaką każdy z nas pamięta jeszcze z podstawówki.

– Zrobiłem sobie test. Ot tak, dla zabawy, bo od zawsze miałem doskonały wzrok – wspomina. I zaskoczenie – na jedno oko trochę gorzej widział. – Nic z tym nie zrobiłem – dodaje. Nic z tym nie zrobił przez lat dwanaście. Dziwne? Nie. Bo nie jest facetem, który by biegał po lekarzach. Widział niejedno, przeżył niejedno. Także przyjaciół. Połowę z nich stracił, gdy sam nie miał nawet 40-stki.

Samual Samek Skierski, alpinista i malarz zginął na Mont Blanc, gdy miał zaledwie 26 lat, a Andrzej Mróz jako 30-latek, też w Alpach, Wanda Rutkiewicz na Kanczendzondze, Jean Juge na Matterhornie, a Galen Rowell, z którym Marek poznał się, gdy studiował na Uniwersytecie w Berkeley w Kalifornii, też zginął, wiele lat później, w wypadku lotniczym.

– Z Galenem zrobiliśmy razem nowe drogi w Kings Canyon w Sierra Nevada. Rozmawialiśmy, dużo. Ale nie o śmierci, a o tym, po co idziemy w góry – wspomina.

Marek Głogoczowski na grani Huascaran Norte w Peru, 1972 r.

– To oczywiste, że ryzyko jest wpisane we wspinanie, zwłaszcza w górach wysokich – wspomina. Wiadomo, jest ryzyko, jest przygoda. Szli, bo chodzenie z teczką do pracy w cywilizowanym świecie to nuda i żadne wyzwanie. Galen, który napisał znany esej “The Seventh Rifle”, miał przodków traperów.

Była to w przeszłości, w Ameryce, niebezpieczna praca. Trochę podobna do zajęć Indian, którzy by upolować bizona, musieli wbić się na koniu w stado bizonów i umieć zeskoczyć z konia w galopie.

– Śmierć była wpisana w życie. I jest w życiu alpinistów – dodaje.

Jak jest wojna, kule lecą. Trzeba ich unikać

– Nie, nie myślałem, że wisi nade mną fatum, gdy ginęli kolejni przyjaciele – mówi. Ale przeżywał ich śmierć strasznie. Gdy zginął Andrzej, był na wyprawie na Huascaran Norte w Peru. Miał chwilę, gdy chciał zrezygnować, gdy poczuł, że to wszystko jest bez sensu… – Niektórych śmierci można było uniknąć – mówi.

Wanda Rutkiewicz była ofiarą wyścigu o zdobycie wszystkich ośmiotysięczników. Gdyby nie to, prawdopodobnie by nie zginęła. Myślę czasami: >>Dziewczyno, gdybyś pół roku odpoczęła, spokojnie byś tą Kanczendzongę zrobiła!<<.

Ale sam był parę razy blisko śmierci. Kwituje to krótko, ze śmiechem: “Jak jest wojna, to kule latają, trzeba ich unikać, ale nie zawsze się da”.

Tak, jak nie zawsze uda się uniknąć choroby, albo choć zorientować się, że się ją ma. Szczególnie, jak się jest alpinistą i (pół)góralem, a nie wsłuchującym się w siebie hipochondrykiem.

I gdy chodzi o chłoniaka z komórek płaszcza, który długo jest trudny do rozpoznania, bo pierwsze objawy – nocne poty, podwyższona temperatura, spadek wagi czy świąd skóry, nie są nasilone. A zmiany w morfologii krwi, świadczące o stanie zapalnym czy małopłytkowość, pojawiają się późno, gdy w organizmie jest już dużo komórek nowotworowych. A i tak lekarz w pierwszej chwili może podejrzewać zwykłą infekcję, nie nowotwór.

Marek Głogoczowski (z tyłu, przed nim Halina Kruger-Syrokomska), na wyprawie KW Warszawa na Makalu, 1978 r.

W efekcie diagnostyka trwa tak długo, że ponad 90 proc. pacjentów jest w zaawansowanym stadium choroby. Ma powiększone węzły chłonne, wątrobę, śledzionę i zajęty szpik kostny. Ten, kto ma szczęście, po diagnozie ma przed sobą cztery lata życia, a kto nie ma to tylko pół roku….

Śmierć zagląda w oczy pierwszy raz

Marek Głogoczowski zaczął się wspinać w latach 60. To stara szkoła. Co myśli o dzisiejszej?

Że to żadna przygoda, a koniec alpinizmu. Korki na Evereście, szerpowie niosą wszystko za wspinaczy, a jak ktoś źle się poczuje, to mu podadzą tlen i rozbiją namiot. Tylko trzeba się pomęczyć trochę na poręczówkach, które zostawiły poprzednie ekipy i spokojnie wczłapać się na szczyt! Mało ambitna masówka – mówi.

Marzec 1978 r., Alpy szwajcarskie. – Zjeżdżając na nartach ostrożnie we mgle ze szczytu Mont Velan (3731 m) wpadłem do szczeliny lodowcowej, gdy śnieg się pode mną załamał. Rozstawiając szeroko ręce spadałem z 15 m w dół wraz z całym “korkiem śnieżnym”, który się pode mną załamał.

Gdy się, w miarę bezpiecznie, zatrzymałem, zdjąłem narty, założyłem raki ubrałem się cieplej i z pomocą czekana i “zapieraczki” z tej szczeliny jakoś wylazłem – dziś wspomina to z luzem. Ale wtedy, patrząc w górę na małe światełko w dziurze między ścianami lodu, myślał, że to koniec.

Tydzień wcześniej zmarł mój ojciec. Miał tylko 64 lata, to było zapalenie opon mózgowych. Przez głowę przemknęła mi myśl: dopiero co mój ojciec, a teraz kolej na mnie. Jestem załatwiony – myślałem.

Ale nie był. Gdy po godzinie, przebijając się przez metrową warstwę śniegu nad głową, znowu znalazł się na oświetlonym tym razem słońcem lodowcu, pojechał dalej wlokąc za sobą na końcu liny doczepiony czekan i plecak – na wszelki wypadek, by na powierzchni został znak, gdzie znowu wpadłem. A gdy już znalazł się w miejscu bezpiecznym na przełęczy, to pomachał nadlatującemu pilotowi helikoptera. – Żeby odleciał, że ze mną wszystko OK – wspomina.

Mt. Cook (3751) w Alpach Południowych na Nowej Zelandii (Marek Głogoczowski w środku), Sylwester 2011 r.

Bo partnerka z klubu w Genewie, z którą się wspinał, zdążyła już wezwać helikopter. Chcieli potem Marka skasować ze tę niedoszłą akcję ratunkową na 2000 franków, po maksymalnych stawkach.

Zacząłem się awanturować, bo się okazało, że helikopter nie miał licznika, tylko pani sekretarka zwykła >>z kapelusza<< wpisywać maksymalne kwoty – śmieje się.

Tego wypadku zresztą by nie było, gdyby nie to, że wraz z partnerką wspinaczki dali mniej doświadczonej grupie z Klubu Akademickiego w Genewie (CAAG) swoją drugą linę… – Tamci podeszli łatwą drogą i zjechali bezpiecznie przed godz. 12, póki śnieg był twardy. A my, wspinając się z nartami na plecach, na ten szczyt drogą dość trudną, dla bezpieczeństwa oboje mieliśmy osobne liny aby, jak ktoś z nas wpadnie w szczelinę, partner mógł ją podać “nieszczęśnikowi” – tłumaczy Marek.

I drugi raz…

Śmierć zajrzała mu w oczy drugi raz na wielowyciągowych “skałkach”, znów w okolicach Genewy. – To było na łatwym, zawieszonym 200 metrów nad piargiem trawersie, który zazwyczaj robiliśmy bez liny. By zobaczyć, jak się wspina, na trudnej drodze, zespół za nami, wróciłem się tym trawersem do miejsca gdzie kończą się trudności.

Stwierdziwszy, że uda im się przejść tę drogę, już na pełnym “luzie” wracałem tym trawersem w pionowej ścianie. I wtedy od skały oderwał się duży kamień, którego się wcześniej już dwa razy chwytałem.Odruchowo rzuciłem go z całej siły w tył, by siła jego odrzutu dopchnęła mnie do ściany. Gdyby nie to, spadłbym nie ubezpieczony z 200 metrów na piarg – wspomina.

Jestem jednym z niewielu alpinistów z tamtych czasów, który żyje – dodaje.

W ślady taty poszła jego córka. – Dziś jest trzydziestolatką, wielojęzyczną przewodniczką w Tatrach. I nie chce robić kursu przewodnika alpejskiego, choć więcej by zarabiała – śmieje się Marek.

Marek Głogoczowski z córką, przewodniczką tatrzańską

Pytam, czy się bardzo denerwuje, że córka poszła w jego ślady i czy jej to ryzykowne życie odradzał.

Przecież ja z nią wszędzie byłem, wszystko jej w górach pokazałem, to jakie mam mieć nerwy?! – śmieje się.

Ćwiczył z nią od dzieciństwa różne trudne sytuacje. A na sam koniec jego kariery, gdy miał już 75 lat, przeszli razem piękną i trudną Grań Wideł między Łomnicą i Kieżmarskim Szczytem.

Tam >>tata<< miał trochę przygody, gdy zjeżdżając z jakiejś turni na linie wyrwał ze ściany dość duży blok skalny, który w dół poleciał z hukiem, nie naruszając jednak liny – mówi.

Walka z chorobą i igrzyska zimowe w Soczi

Jesień, 2012 r., 13 lat po tej zabawie ze sprawdzaniem wzroku na włoskiej tablicy nad jeziorem Garda. Tym razem Polska, Zakopane. Rutynowa wizyta w przychodni.

Okulistka zauważyła, że rzeczywiście mam wyraźnie słabszy wzrok w lewym oku. I jeszcze coś – jakieś gruzełki pod powieką. Widać je było dopiero, jak się odchyliło powiekę. Wiedziałem o nich, nic sobie z tego nie robiłem.

Lekarka powiedziała, że pod drugą też coś mam. O tym to już nie wiedziałem – opowiada. Zakopiańska okulistka wysłała go na dalszą diagnostykę do Nowego Targu, a stamtąd lekarze kierowali go do Krakowa – trafił do kliniki oftalmologicznej.

– Długo to trwało. Aż w końcu zrobiono mi biopsję – pobrano wycinek spod powieki. Przyszedł wynik. I okazało się, że mam chłoniaka – wspomina. Był już czerwiec roku 2013.

Co mówi medycyna o tej chorobie? Że chłoniak z komórek płaszcza, bo o nim mowa (w skrócie MCL), to jedno z większych wyzwań onkologii. Bo raz, że nieuleczalny, to jeszcze zwykle szybko się rozwija. I po leczeniu nawraca, bo to leczenie też pozostawia wiele do życzenia. Właściwie to wciąż nie ma jasnych standardów ani w pierwszej, ani w kolejnych linii tego leczenia. Więc “standard” jest taki, jaki zwykle w polskim leczeniu raka: chemia, operacja, radioterapia. I czekanie z duszą na ramieniu do następnej wznowy.

Marek Głogoczowski pod szczytem Mt McKimley (dziś Denali) na Alasce w 1970

 – No to zacząłem chemioterapię. Ciężka bardzo sprawa – mówi o tamtym czasie. Po chemii wciąż miał problemy z ropniem w przynosowym kącie oka. – Ten lokalny chłoniak wielkości ziarna kukurydzy widoczny, gdy się odsunęło powiekę, zablokował kanalik łzowy.

Zrobił się wrzód, zakażenie. Antybiotyki, chemia, wszystko okazało się niewystarczające. Prowadził mnie prof. Wojciech Jurczak w Katedrze Hematologii UJ, na Kopernika i po całym cyklu chemii wysłał mnie jeszcze do prof. Jacka Składzienia, laryngologa z Katedry Laryngologii. Tam, by udrożnić ten kanalik, zrobili mi kolejny zabieg. I potrzebne były jeszcze napromieniowania – wspomina.

– Resztki chłoniaka zabijali mi w lutym 2014 r. – kontynuuje. Pamięta tak dokładnie rok, bo trwały akurat igrzyska, pierwsze zimowe igrzyska w Rosji. Z ekranu telewizora machały olimpijskie maskotki: śnieżna pantera, zajączek i biały miś.

Marek kończył radioterapię, ale zamiast chorobą, wolał emocjonować się występami Polaków. I przypomnieć sobie o sukcesach narciarskich chłopaków takich jak on, czyli z Zakopanego. Przecież gdy kończył podstawówkę, pierwszy medal na zimowych igrzyskach olimpijskich zdobył dla nas Franciszek Gąsienica Groń – brązowy krążek w kombinacji norweskiej 1956 r. A następnie w 1972 r., pierwsze olimpijskie złoto dla Polaków w skokach – Wojciech Fortuna.

Marek Głogoczowski zjeżdża z Gran Zebrú (3841 m.), Ortles, Włochy, 2009 r.

Marek sam też pochodzi z rodziny sportowców – brat jego matki Mieczysław Gąsienica-Samek zmarł trzy lata temu, ale bezpośrednio po wojnie był przez kilka lat vice (i raz mistrzem) Polski w skokach narciarskich, tuż za Marusarzem. Co więcej, startując jako student geodezji, został złotym medalistą Uniwersjady w Davos w1947 r., w ramach polskiej sztafety biegowej, a w kolejnej Uniwersjadzie w 1951 r., w Szpindlerowym Młynie w Czechosłowacji, zdobył brąz w slalomie. – Wtedy zwykle jak się było narciarzem, to uniwersalnym – startowało się we wszystkich konkurencjach.

Morawiecki, lockdown, dzwoni lekarz

Po igrzyskach w Soczi Marek jeszcze przez dwa lata, co trzy miesiące, musiał stawiać się u lekarza na wstrzykiwanie przeciwciał. I tyle. – Potem miałem spokój. Na prawie sześć lat – mówi. W międzyczasie przyplątała się zaćma.

Usłyszałem od okulisty, że trzeba operować. No to przeszedłem operację w klinice prof. Ariadny Gierek. Najpierw w jednym, potem w drugim oku. I tak się trzymałem parę lat. A potem zaczęły się pierepałki – opowiada.

Była jesień 2018, Zakopane. Rutynowe badania przesiewowe dla seniorów.

– Wykryli mi jakieś guzki na tarczycy. Sprawdzili co to, no i okazało się, że chłoniak odnowił po sześciu latach. I że jest już w płucach – wspomina. Ale i tak długo się trzymał, bo zwykle choroba odnawia się jeszcze szybciej – nie każdy ma szczęście i przerwę choćby pięć lat od chemii. Marek znów trafił do prof. Jurczaka, tyle, że tym razem na onkologię na ul. Garncarskiej w Krakowie, do Pracowni Chłoniaków.

25 marca, 2020 r. Premier Morawiecki ogłasza lockdown. – Tego dnia zadzwonił mój lekarz:

>>To pan jeszcze żyje?!<< – zapytał. Nie odbierałem od niego telefonu przez dwa dni, bo go po prostu gdzieś rzuciłem, a dźwięki były wyciszone – wspomina.

A to był telefon z radosną nowiną! – Udało się załatwić dla mnie tabletki – wspomina.

Chodziło o ibrutynib stosowany u pacjentów z nawracającym chłoniakiem z komórek płaszcza. Na popularnej stronie mp.pl, czyli medycynie praktycznej, na której można sprawdzić każdy lek, o ibrutynibie może przeczytać: “Podawać jeden raz dziennie, o stałej porze; kapsułki połykać w całości popijając szklanką wody.Nie przyjmować jednocześnie z sokiem grejpfrutowym lub gorzkimi pomarańczami. Leczenie kontynuować do czasu progresji choroby”. Brzmi prosto, ale prosto nie jest.

Marek Głogoczowski w Ekwadorze, 1972 r.

Bo ten lek nie jest w Polsce refundowany. Lekarzowi, który prowadził leczenie Marka, udało się go zdobyć, ale tylko w ramach Ratunkowego Dostępu do Technologii Lekowych. Ratunkowych – to słowo nie jest tu przypadkiem, bo ten lek ratuje życie. Lepszego, innego na tę chorobę, nie ma.

– Dostałem ten lek, ale tabletek starczyło na trzy miesiące– wspomina Marek. I chyba nie trzeba tego tłumaczyć, ale dla szczęśliwców kompletnie nie zorientowanych w onkologii wyjaśniamy: ten lek trzeba brać do końca życia.

Walka z chorobą i o refundację

– Po trzech miesiącach wszystko się zacięło – wspomina Marek. To nic nowego, nie on pierwszy i nie ostatni mógł polec na biurokracji w polskiej ochronie zdrowia.

Tym razem jest jeszcze gorzej, bo dostępność do leczenia w ramach ratunkowego dostępu nie działa już tak sprawnie w związku z powstaniem Funduszu Medycznego i obawą mniejszych ośrodków klinicznych przed bezzwrotną inwestycją w lek, który zamówią dla pacjentów i za który nikt im pieniędzy nie zwróci.

Nie chcieli mi wydać kolejnych dawek, pisałem odwołania do Ministerstwa Zdrowia. Nic nie dały. Znajoma, solidarnościowa działaczka, która wie, gdzie z czym i do kogo uderzyć, namówiła mnie, żebym zadzwonił do Rzecznika Prawa Pacjenta.

Tak zrobiłem. Rzecznik powiedział, że potrzebuje podkładkę od lekarza – dowód na to, że faktycznie ten lek to dla mnie jedyna szansa. Prof. Jurczak to potwierdził. I zgoda na moje leczenie była… nazajutrz – wspomina.

Dzięki temu przerwa w przyjmowaniu tabletek skończyła się po trzech tygodniach. Minęło pół roku i odpukać, jak dotąd, już nic tego nie zakłóciło. Takie szczęście w Polsce ma zaledwie 30 osób. To ci, którzy dostali lek dwa lata temu w ramach ratunkowego dostępu. A zakwalifikowanych było do niego ponad 50 Polaków.

Mogliby mieć przedłużone życie. Bo ten lek tak działa. A chemioterapia? Po pierwszej wznowie przychodzi druga chemia. A ta zatrzymuje tę chorobę, ale tylko na 11 miesięcy. Niecały rok. I potem jest koniec – mówi Marek.

– Ja żyję już przynajmniej rok dzięki tym tabletkom – dodaje.

Pacjenci leczeni w ramach RDTL pokazują, że standardowe leczenie jest nieskuteczne i u dużej grupy pacjentów nie ma możliwości zastosowania innych opcji. Nawrót choroby to niekorzystne rokowania – zwykle oznacza rok, maksymalnie dwa lata życia.

W lipcu 2021 r. Ministerstwo Zdrowia ogłosiło nową listę refundacyjną. Ibrutynibu na niej nie ma. Czyli nie ma jedynej, jak na razie szansy dla pacjentów z chłoniakiem z komórek płaszcza.

Polska kupuje sprzęt dla wojska za 25 mld złotych. MON ogłosił to w lipcu. Wydajemy ogromne pieniądze, by kupić sprzęt obronny, który pewnie nadaje się na pustynie, a nie na polskie błoto – mówi Marek Głogoczowski.

– Pieniądze są na to, ale nie ma na refundację, do pieniędzy na nią, jakoś lekarze i pacjenci niestety nie mogą się dokopać – dodaje.

Gdy choroba nawraca w ramach NFZ dostępne są jedynie kolejne schematy immunochmioterapii. A jeśli nie zadziałają? Pacjent może liczyć tylko na cud, albo na to, że też jakimś cudem, weźmie udział w badaniach klinicznych.

Tymczasem w Europie standardem jest dostęp do nowoczesnych leków, przede wszystkim inhibitorów kinazy Brutona. np. wspomniana terapia ibrutynibem – najbardziej oczekiwanym lekiem przez polskich hematoonkologów przy nawrocie choroby.

W ponad 20 krajach Europy pacjenci mają to leczenie refundowane już od czterech lat. W Polsce nie. Do tego proces refundacyjny tej terapii trwa ponad 1000 dni. To chyba rekord, niestety niechlubny, a nie olimpijski. W raku zawsze liczy się czas, ale w tym chłoniaku biegnie jeszcze szybciej. 1000 dni to mało dla polskich urzędników, bo przyklepać w papierach refundację.

A jak alpinizm i antyszczepionkowcy

Marek Głogoczowski chyba szybciej pokonywał nie tylko szwajcarskie lodowce. Nawet ten, super długi Kalhitna Glacier, po którym się podchodzi na Mount Mc Kinley na Alasce.

Gdy wracał z tego szczytu, jego zespół przez załamanie pogody stracił dwa dni i już nie mógł bić ówczesnego rekordu wyjścia na szczyt i zejścia do lądowiska małych samolotów, położonego na wysokości ok. dwóch tysięcy metrów. Wracał wtedy z Mc Kinley’a razem ze wspinaczem z Austrii.

Był z nami młody Amerykanin, któremu tato przysłał pieniądze na powrót do domu samolotem. A ja i równie biedny Austriak cztery dni wracaliśmy, z tego lądowiska przez lodowiec do jego samego końca, a następnie przez podmokłą tundrę przez całe cztery dni, w dwa ostatnie dni o całkowitym głodzie – wspomina.

– Zresztą na własne życzenie, bo nie chciało nam się zabrać ze sobą, z lądowiska wystarczającej ilości żywności na tą “mini przeprawę”, dokonaną przez nas po raz drugi w historii podboju tej góry – opowiada.

Zdziwiłem się wtedy, że człowiek może przez dwa dni nic nie jeść i po tym czasie przestać w ogóle odczuwać głód – trzeciego dnia, choć przedzieraliśmy się przez zakrzaczony masyw porównywalny rozmiarami do polskich Gorców, już się nam nie chciało jeść. Jak widać człowiek ma takie niezwykłe możliwości, że może spędzić wiele dni maszerując na głodnego! – wspomina tamto zejście.

– No i mieliśmy przy tej okazji interesujące spotkania, choćby ze stadem łosi, które po raz pierwszy widziały ludzi oraz z niedźwiedziem grizzly, który wyczuwszy, że stąpamy w półmroku za nim, po opuszczonej drodze poszukiwaczy złota, po prostu ustąpił nam z drogi, poszedł w krzaki – opowiada.

– Położyliśmy się spać zaledwie z pięćset metrów dalej, w zatoczce na poboczu tej drogi, tak byliśmy zmęczeni, że nawet niedźwiedź nie był nam straszny! – dodaje ze śmiechem.

Super trudna Droga Bonattiego na Petit Dru w Apach Chamonix w 1985 r. też nie zajęła mu tych “biurokratycznych” 1000 dni. Dziś jej już by nie zrobił, ale nie dlatego, że nie ma siły, po prostu w 1993 r. cała zachodnia ściana Petit Dru spadła i już tej drogi nie ma. Ale Marek wciąż dba o “gasnącą z wiekiem”, jak mówi, kondycję.

Pod koniec zimy regularnie biegł na nartach. – Jestem “jednooki”, więc trudniej mi po stoku nieoświetlonym zjeżdżać, ale na Kopieńcu byłem wczoraj – mówi. Do tego dwa, trzy razy w tygodniu chodzi na basen – przepływa obecnie po 800 m (przed pandemią było to 900 m z kawałkiem). Do tego poranne podciąganie na drążku i ćwiczenia rozciągające.

Tego ostatniego nauczył mnie dwa lata straszy ode mnie emeryt, który mi pokazał jak się to robi opierając się plecami o poręcz balkonu. W Zakopanem nie mam balkonu i tę poręcz imituje kijek narciarski – opowiada.

I wyjaśnia tę “technikę”: – Unieruchamiam kijek plecami we framudze drzwi. I ze 25 razy wychylam się przez ten “balkon” do tyłu – mówi. Żartuje, że dzięki temu przynajmniej w Zakopanem nie ma zagrożenia, że w trakcie tego ćwiczenia może fiknąć do tyłu.

Chwilę później nasza rozmowa też fiknęła od alpinizmu i chłoniaka do antydarwinizmu, koronawirusowych mutacji i szczepień przeciwko COVID oraz Arystotelesa.

– Antyszczepionkowcy? Żenada – mówi Marek. A potem najeżdża na neodarwinistów. – Sztuczne te ich teorie. Na uczelniach też siedzą pieprz**ęci ludzie – śmieje się.

I opowiada o prof. Pierre-Paul Grassé, francuskim zoologu, który też twierdził, że neodarwinizm to ściema. I przechodzi do czasów studiów w Berkeley. Studiował tam geofizykę na UC Berkeley, skoczył fizykę na UJ, by w końcu zostać zawodowym doktorem, ale filozofii. Ojciec Marka też był naukowcem, profesorem geo-chemii.

– W Berkeley poznałem “graduate” studenta Leszka Kołakowskiego, który zajmował się Heglem. Twierdził (nie byłem wtedy jeszcze filozofem), że cała socjologia to wielkie g…. – wspomina Marek.

– Trzeba wrócić do Arystotelesa i jego rozumienia procesów biologicznych – tłumaczy. Głogoczowski. W sumie nie powinnam być zdziwiona tym gwałtownym skrętem tematycznym. Na jego stronie internetowej jest adnotacja (tylko, że małą czcionką):

Antyglobalizm i anty(neo)darwinizm, Biblia i jej przekłamania, religia oraz kultura zombi, szkoła Piageta, alpinizm i ski-alpinizm.

Gdy dwa lata temu choroba się odnowiła, Marek Głogoczowski znów trafił do prof. Wojciecha Jurczaka, a ten zapytał:

>>Ile pan chce żyć?<<. Marek odpowiedział, że 80 lat. Lekarz chyba myślał, że po prostu chodzi o okrągłą rocznicę. Wtedy usłyszał: >>Tyle żyli i Platon i Budda. Po co więcej?!<<.

Miejmy nadzieję, że jako alpinista i twardy góral z Zakopanego, Marek ambitnie pójdzie na rekord. I postanowi jednak dociągnąć do setki!

Marek Głogoczowski pseud. Gasienica, urodził się w Zakopanem w 1942 roku. Filozof, pisarz, alpinista, himalaista, pierwszy polski zdobywca Denali. Instruktor taternictwa i alpinizmu w Alpach Szwajcarskich. Dokonał, w 1968 roku, wraz z Maciejem Kozlowskim i Andrzejem Paulo pierwszego wejścia filarem Brugdommen w masywie Trolltindene w Norwegii, a także (z Austriakiem Franzem) wszedł na Mt. McKinley (obecnie Denali) na Alasce w roku 1970, w 1972 z ekipą Francuzów pierwszy przeszedł wschodnią granią Nevado Huascaran Norte (6655 m) w Peru. Przeszedł większość klasycznych wielkich dróg alpejskich, w ramach rekonwalescencji po złamanym (na rowerze) obojczyku, jako pierwszy Polak (z Andr. Mierzejewskim) przeszedł południową ścianą Naranjo des Bulńas w Hiszpanii.

W 1978 wszedł na szczyt piramidy Cheopsa – 138,75 m – w Egipcie (obecnie niedostępny dla takich wyczynów), a na 51 urodziny zjechał na nartach ze szczytu Mount Blanc (4806 m). Przeszedł na nartach wszystkie największe szlaki Alp. W 1968 współzałożyciel (i pierwszy prezes) ogólnopolskiej Federacji Akademickich Klubów Alpinistycznych, w latach 1979-81 był prezesem Club Alpin Academique w Genewie, ponad 20 razy organizował „Memoriał Jana Strzeleckiego w Narciarstwie Wysokogórskim”, którego pierwszą edycję wygrał startując w duecie z kuzynem, Romanem Gąsienicą-Samkiem. W Nowy Rok 2012 r. zakończył karierę wysokogórską wejściem (z Andrzejem Mierzejewskim i Andrzejem Kulą) na najwyższy szczyt Alp Południowych Nowej Zelandii – Mount Cook (3754 m.). Więcej o Marku Głogoczowskim przeczytasz na jego stronie:https://markglogg.eu/

Agnieszka Sztyler-Turovsky

 

Ot, przykład jak mój (tj. Marka Migalskiego z “Rzeczposoplitej”) tekst został “wycięty” z LOCHU “neonu24″ – wktórym sie on znajdował w dniu 23 września:
Posted in Alpinizm, POLSKIE TEKSTY | Leave a comment

PAN w Z-nem (58): „Syndrom Dobzhansky’ego” to ISTOTA Ruchu Antyszczepieniowego

Syndrom Dobzhansky’ego” to ISTOTA Ruchu Antyszczepieniowego

czyli

Kult TPD to „wirus kulturowy” Homo Imbecilis namnażający

Niektórzy naukowcy uważają, że”informacja” (nie materia) jest pierwotnym bytem, na którym zbudowany jest wszechświat” – Paul Dawies „Przegląd” 25/2021

Tak (bez)myślący naukowcy – oraz religianci – ZAPOMINAJĄ, że inFORMAcja bez jej podłoża MATERIAlnego nie ma racji bytu – ARYSTOTELES przed 2400 laty

3300 słów

Ot, co twierdził, ten zapomniany dzisiaj Arystoteles, o HIERARCHII w Przyrodzie, zwłaszcza tej Ożywionej:

Czym w danym bycie jest więcej formy (jest ona bardziej złożona) a mniej materii, tym zajmuje on wyższe miejsce w hierarchii. I tak: byty nieożywione takie jak np. kamień zawierają w sobie bardzo dużo materii i mają przy tym bardzo prostą i nieruchomą formę. Rośliny mają bardziej złożoną formę, która podlega powolnym zmianom. Zwierzęta mają jeszcze bardziej złożoną formę, która daje im możliwość ruchu i reagowania na zmiany. Wreszcie ludzie posiadają bardzo złożoną formę zwaną duszą, która posiada unikatową cechę bycia świadomym o samej sobie. (…) rozważając pierwszą przyczynę (sprawczą) ruchu (primus motor), Arystoteles postulował istnienie ducha, który poruszałby światem, tak jak dusza porusza ciałem. … Duch ten został utożsamiony z bogiem, …Biologia Arystotelesa miała charakter witalistyczny. Zakładała, że tym, co odróżnia istoty żywe od reszty rzeczywistości jest ucieleśniona dusza (przeciwstawiająca się siłom, wymuszającym rozkład wszystkich ustrojów mających formy bardziej złożone – MG 2021)

(W tym miejscu dodam, rozwijając myśl fizyka Edwina Schrödingera (1944), że ten arystotelesowski, ucieleśniony w zoon, czyli żywinie, „bóg, który porusza światem” posiada jak najbardziej ogólną nazwę PRZECIW-ENTROPII)

*

1. Jak ten, wyraźnie ZNIENAWIDZONY przez samo-unieruchomionych w ich pracowniach badaczy, „przeciwentropiczny witalizm” działa, to już w wieku lat 10-11 DOSTRZEGŁEM na sobie samym

Otóż był to w Polsce okres STALINIZMU i prawie cały rok szkolny 1952/53 spędziłem u dziadków, zakopiańskich górali. A oni na Nowy Rok otrzymali „Kalendarz Rolniczy 1953”, który u nich, nie czytany, po prostu leżał na stole. I ja, „czwartoklasista”, się w jego stalinowskich treściach rozczytywałem. Szczególnie mi się spodobał artykuł „Zimny wychów cieląt”. Chodząc zaś do lokalnej szkoły podstawowej zimą, przy rano blisko -20 stopniowym mrozie, odziany tylko w gruby sweter z góralskiej wełny (gryzącej mnie przez flanelową pod nim koszulę), sobie jako szczeniak myślałem, ze jestem takie „cielę” na zimno hodowane.

Oczywiście, mając takie „stalinowskie” doświadczenie z wczesnej mej młodości, mieszkając już w Krakowie w okresie gdy nas obowiązkowo szczepiono (na gruźlicę, jak pamiętam), doskonale rozumiałem na czym polegają szczepienia, że narażenie naszego organizmu na osłabiony czynnik chorobotwórczy wywołuje jego reakcję w postaci powstania odporności na zwiększone dawki tegoż szkodliwego czynnika. Dzieje się to dokładnie tak jak w wypadku tych „stalinowskich” cieląt, narażanych na „chorobotwórcze” zimno, u których wzrasta odporność na przyszłe choroby. (Oczywiście z tym „zimnem”, jak i z innymi „osłabionymi czynnikami chorobotwórczymi” nie należy przesadzać, o czym zarówno hodowcy bydła, jak i szczepiący nas lekarze doskonale wiedzą – niestety jest to rzecz „absolutnie nie do pojęcia” dla rzesz współczesnych „antyszczepienników”. O czym w pkt. 3.)

Stąd też, przebywając w trakcie mej „późnej młodości” (w wieku lat 27-30) w środowisku akademickim USA, po wielokroć byłem zdumiony, do jakiego stopnia tamtejsza „zasiedziała” biała ludność – i to w szczególności jej „naukowe elity” – utraciła intelektualną zdolność do precyzyjnego rozróżniania między ożywionymi i nieożywionymi przedmiotami (przypominam, intelekt pochodzi od łac. inter legere – czytać pomiędzy, rozróżniać). Pod wpływem tych osobistych doświadczeń już wtedy, przed dokładnie 50 laty, na łamach paryskiej „Kultury” starałem się tłumaczyć to zjawisko „entropii myślenia”, naturalną chęcią przystosowania się ludności USA do ULTRA ZMECHANIZOWANEGO, WYGODNEGO trybu życia, w super-zurbanizowanym otoczeniu. Nawet na ten temat na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley napisałem mą całą Meta-Ph.D. ThesisThe Not-Too-Divine Comedy” (1972).

Po powrocie zaś do Europy, to NAUKOWYM BODŹCEM, który w połowie lat 1970 zadecydował o mej przyszłej naukowej – nazwałbym ją obecnie z dumą PRZECIWENTROPICZNEJ – karierze w zakresie Nauk o Życiu, było szczere przyznanie się, znanego amerykańskiego pisarza na tematy ewolucyjne, Teodozjusza Dobzhansky’ego, że NIE ROZUMIE ON „dlaczego mięśnie, wskutek ich zmęczenia wysiłkiem nie słabną, ale ulegają wzmocnieniu?” Jak zauważyłem to w czytanej podówczas przeze mnie jego książce, Dobzhansky W OGÓLE nie uwzględnił tego, SUPERPOWSZECHNEGO przecież zjawiska fizjologicznego, w promowanej przezeń „Syntetycznej Teorii Ewolucji”!

Po takich mych doświadczeniach życiowych, zarówno wczesnej jak i średniej młodości, dość łatwo było mi przyswoić sobie, już w wieku lat 30-40 gdy mieszkałem w Genewie, sformułowaną przez Jeana Piageta koncepcję kolejnych etapów rozwoju psychologicznego u dzieci. Ten szwajcarski psycholog, będący biologiem ze swego podstawowego wykształcenia, na podstawie obserwacji rozwoju swego własnego potomstwa, wyszczególnił stadia formowania się u niego podstawowych wyobrażeń o otaczających je przedmiotach (choćby precyzyjnego odróżniania prostokąta od podobnej figury mającej 5 kątów, w kształcie otwartej pocztowej koperty; patrz na ten temat elegancki film Alaina Tannera, streszczony symbolicznie tutaj).

W tym JAKOŚCIOWYM opisie kształtowania się u dzieci, coraz bardziej udoskonalonego zrozumienia otaczającego je świata, niezwykle istotną była obserwacja Piageta, że jeśli młode osoby – w tak zwanym „wieku krytycznym” ich wzrostu – z jakichś przyczyn, zostaną niedopuszczone do wykonywania odpowiednich czynności ruchowych, to w późniejszym okresie życia nie będą już w stanie nadrobić tej „niedoróbki” ich psycho – sensomotorycznego rozwoju. (Znanym przykładem są tutaj, znajdywane także i w Europie, tak zwane „dzikie dzieci”, wychowane od wczesnego wieku przez zwierzęta – gdy znalazły się one w „cywilizacji” w wieku lat około 7-10, to nie były one już w stanie wyrobić u siebie zdolności posługiwania się „ludzkim” językiem.)

Ta sprawa, do jakiego stopnia rozwój poszczególnych umiejętności człowieka jest zależny od ćwiczeń przezeń wykonanych w tak zwanych „krytycznych” okresach jego wzrostu, jest znana specjalistom w zakresie edukacji. We francuskim popularnonaukowym „La Recherche” znalazłem nawet wynik badań wskazujących numerycznie, jak nauka gry na instrumencie strunowym już w wieku lat 5–13, zwiększa znacznie ilość w mózgu neuronów, reagujących na podrażnienie małego palca lewej ręki (którym naciska się strunę by zmienić wysokość wydawanego przez nią tonu), w porównaniu z osobami które na takich instrumentach nie grają (sujet moin). W sytuacji gdy ktoś się nauczył grać na skrzypcach w późniejszym wieku, już tak silnej reprezentacji w mózgu „czułości” swego małego palca on nie osiągnie:

Duża liczba neuronów w mózgu, które się rozwijają szczególnie silnie u osób które w młodości „zabawiają się” nie tylko grą na instrumentach muzycznych, ale i najrozmaitszymi sportami – a w wieku do około 20 lat i rozwiązywaniem zadań z matematyki i fizyki – powoduje oczywiście arystotelesowskie wzbogacenie się FORM struktury neuronalnej mózgu tak „samowychowującej” się osoby. A to STWARZA u niej, już w wieku wczesnodorosłym, w miarę szerokie wyobrażenie sobie nie tylko otaczającego ją świata, ale i wewnętrzne zrozumienie (zwane introspekcją) jej własnych, wymuszanych przez związaną z wiekiem fizjologię, zachowań.

2. Tutaj pozwolę sobie przypomnieć w skrócie – jako że repetitio mater studiorum est – co na temat mechanizmu powstawania tych WYUCZONYCH skojarzeń pisałem już cztery lata temu

Mianowicie w artykule „Jean Piaget: nawet mikroorganizmy myślą – i MEGA konsekwencje tego faktu ‘mikro’”– artykule który powstał po mym „zderzeniu się” z „ Autystyczną Rzeczywistością VIII Wrocławskich Konfrontacji Psychologicznych” (Instytut Psychologii UWr, 26 kwiecień 2017) zauważyłem:

> (…) Jean Piaget całą swą teorię pojawiania się, wymuszonych przez nieustające, zazwyczaj samorzutne ćwiczenia się dziecięcego organizmu, kolejnych faz rozwoju jego osobowości, streścił w sławnej formule « la réequilibration majorante des perturbations advenues » – czyli po polsku „wyrównanie z nadkompensacją zaburzeń homeostazy organizmu”. (…) Wjęzyku laików „wyrównanie z nadkompensacją”oznacza lamarckowską HIPERTROFIĘ organu, którego „spokój” (homeostaza) została zaburzana w jakiś sposób.To początkowo tylko ILOŚCIOWE zjawisko w pewnym momencie przechodzi – w sposób całkowicie biochemiczny – w nową JAKOŚĆ zachowania się organizmu.Warto przy okazji przypomnieć, że ten negowany przez „zmatematyzowanych przyrodników” (kartezjan, maltuzjan, neodarwinistów) fakt zaczęli dostrzegać dopiero marksiści, postulujący nie-liniowe zachowania się wielkich mas ludzkich.

> W jaki sposób odpowiedni trening prowadzi do powstawania zachowań, zezwalających na lepsze przystosowanie się do otoczenia? Tutaj znowuż odpowiedź jest bardzo prosta, w trenowanym organizmie następują SPONTANICZNE ASOCJACJE – czyli SKOJARZENIA – poruszeń, w tym poruszeń zmysłów wywołanych ich IRYTACJĄ, występującą jednocześnie lub w powtarzającej się kadencji. Są to sławne odruchy warunkowe Pawłowa, pozwalające na przykład psu lepiej antycypować, poprzez wydzielenie śliny oraz kwasów żołądkowych, na pojawienie się oczekiwanego przysmaku.

> Otóż już blisko 40 lat temu, w trakcie robienia doktoratu z genetyki populacji na Uniwersytecie Genewskim, jako z wykształcenia fizyk i to ciała stałego, pozwoliłem sobie dokonać bardzo prostego SKOJARZENIA. Mianowicie wyuczone przez nas w młodości odruchy warunkowe – chociażby te w formie artykułowanej w jakimś języku mowy – są zachowywane przez całe następne dziesięciolecia. A jeśli powiążemy ten fakt, z biochemiczną zasadą, że wszystkie miękkie „białkowe” struktury organizmu są odnawiane co kilka tygodni, lub co najwyżej miesięcy, to otrzymujemy logiczny wniosek, że niezbędne do konstrukcji odruchów warunkowych nowe bio-struktury MUSZĄ powstawać na poziomie znajdujących się w jądrze komórkowym „matryc” genetycznych, służących do cyklicznej regeneracji tych białek.

> Od strony „technicznej” takie struktury genetyczne, kodujące wyćwiczone odruchy, winny powstawać w identyczny sposób jak SZTUCZNE ODRUCHY WARUNKOWE, które inżynierowie wymuszają u np. bakterii „zatrudnionych” przy produkcji znanych leków, choćby insuliny. (…):

> Mówiąc jak najbardziej ogólnie, organizmy żywe działają jak metamaszyny, które (w miarę ich używania) samoczynnie naprawiają i ulepszają ich nie-krytycznie uszkodzone elementy. Zarówno wielki organizm słonia jak i pojedyncza jego komórka jest to biochemiczny SYSTEM, reagujący na jego podrażnienia (IRYTACJE) poprzez REGENERACJĘ i NADREGENERACJĘ (hipertrofię), a następnie i ASOCJACJĘ (skojarzenie) tych z(nad)regenerowanych jego elementów. W skrócie IRNAlub elegancko po angielsku IRSA(SSuperregenearation). Ten System IRSA jest podstawą INTELIGENCJI ŻYWINYboć przecież samo to słowo się wywodzi od inter-ligare, czyliłączyć między sobą” reakcje na bodźce występujące jednocześnie lub w sekwencji.(…)

> (…) Tutaj pozwolę sobie podać przykład jak nie tylko dziedziczy się predyspozycję do powtarzania w młodości odruchów WYUCZONYCH przez naszych przodków, ale także dziedziczy się tendencję do „zapominania” odruchów, które już od tysięcy lat nie były wykorzystywane przez naszych rodziców bezpośrednio po ich porodzie. Otóż na zdjęciu poniżej pokazany jest silny odruchowy „małpi chwyt” urodzonych w 7 miesiącu ciąży wcześniaków. Ten chwyt, niezbędny do przytrzymywania się noworodka na plecach matki, już nie występuje u niemowląt urodzonych normalnie, w 9 miesiącu ciąży:

> (…) Współpracując wtedy (lata 1979-81) ze Szkołą Epistemologii Genetycznej w Genewie, oraz z kilkoma młodymi biologami molekularnymi na Uniwersytecie Paryż VII, już ponad 35 lat (obecnie 40!) temu w artykule „Open Letter to Biologists”, opublikowanym w periodyku „Fundamenta Scientiae(Oxford, no 2/2, 1981) wskazałem, że zapamiętywane przez dziesiątki lat odruchy warunkowe, MUSZĄ BYĆ kodowane za pomocą precyzyjnych modyfikacji DNA oraz RNA. A to ze względu na Dogmat Biologii Molekularnej (…):

> Niespójność głoszonych teorii z zasadami logiki, oraz z dobrze obserwowalnymi faktami, nie przeszkadza zarówno neodarwinistom jak i kreacjonistom prowadzić BEZPŁODNE dyskusje na temat ŚWIĘTEJ EWOLUCJI. Obie te, na pozór się zwalczające „partie religijno-naukowe” pilnie starają się nie dostrzegać nie-losowego faktu STWARZANIA, przez organizmy, nowej BIO-INFORMACJI, w szczególności w sytuacji ich pobudzeniado tej czynności odpowiednią IRYTACJĄ: po mym kolokwium na Uniwersytecie Paris VII w styczniu 1981, zatytułowanym „Czy komórki potrafią się uczyć”, dyrektor Instytutu Biologii Molekularnej, profesor François Chapeville (oryginalnie Chrapkiewicz, skądinąd to znajomy mej rodziny) powiedział, że nie życzy sobie debat oraz badań w Instytucie na ten temat.

> Także po mym, niewątpliwie INTELIGENTNYM – tj. antycypującym skutki – powrocie do PRL-u w kwietniu 1982 roku zauważyłem, że mój prosty argument, że powstawanie bardziej złożonych odruchów warunkowych wymaga wybiórczego wzmocnienia i połączenia ze sobą kodujących te nowe odruchy genów, nie znalazł uznania wśród „poznawczo śpiącej” elity biologów na UJ w Krakowie. Także szef filozofów na Uniwersytecie Warszawskim, Władysław Krajewski, zaznajomiwszy się wtedy z mym „Open letter to biologists”, ze smutkiem mi powiedział, że on (ONI?) mego „genetycznie witalistycznego poglądu” nie mogą zaakceptować. (Ten mój pogląd, jak mi wtedy napisał Leszek Kołakowski z All Souls College w Oxfordzie, jemu emigrantowi się spodobał; w 40 lat zaś później, do wskazanej przeze mnie koncepcji bio-ewolucji, astrofizycy OSTROŻNIE zaczynają wracać – patrz Paul Dawies cytowany na wstępie.)

W tym miejscu pozwolę sobie podkreślić, że BIOCHEMICZNA KONIECZNOŚĆ istnienia zjawiska REGENERACJI wszystkich, nie krytycznie uszkodzonych narządów mikroskopijnych zazwyczaj żywych komórek– w tym i RNA oraz DNA – jest zapewniona właśnie przez ich ODWIECZNĄ KOMÓRKOWĄ FORMĘ: błona komórkowa, izolującą zawartość komórki od ciągłych zagrożeń jej bytu przez czynniki zewnętrzne, po prostu WYMUSZA regenerację (i nadregenerację, będącą rodzajem odruchu warunkowego) tej komórki uszkodzonych składników – w tym i „starzejących się” jej elementów białkowych. Stąd przecież mamy cykliczną, zazwyczaj co kilka tygodni, odbudowę praktycznie wszystkich materiałów, z których te komórki są zbudowane:

(Stąd prawdopodobieństwo przypadkowego STWORZENIA, w odległej przeszłości, pierwszej żywej komórki, z punktu widzenia fizyki jest całkowicie nieprawdopodobne, J. Ninio, 1979)

> (…) W sumie, to całe bogactwo przeciwentropicznych strategii ZACHOWYWANIA i WZBOGACANIA – wyraźnie w NIESKOŃCZONOŚĆ – IN-FORMACJI charakteryzującej ustroje ożywione, opiera się na biochemicznych konsekwencjach procesu „wyrównania z nadkompensacją” szkód poniesionych, przez posiadające FORMĘ KOMÓRKOWĄ organizmy, w trakcie ich oddziaływań z otoczeniem.

> To zjawisko nie-losowej KREACJI INFORMACJI przez ZOON, było tematem przemówienia „Znaczenie odpowiedzi genomu na rzucone mu wyzwanie”, wygłoszonego w 1983 roku przez 81 letnią wtedy Barbarę McClintock, z okazji otrzymania przez nią wtedy Nagrody Nobla z Biologii. Ta amerykańska uczona zaobserwowała bowiem, już w latach 1940 – czyli 40 lat wcześniej – przy użyciu zwykłego mikroskopu, że w badanych przez nią nasionach kukurydzy występują „reorganizacje genomu wywołane pewnym „szokiem” (dziś zwanym HORMEZĄ), który wymusił na nim jego przebudowę, mającą na celu przezwyciężenia zagrożenia jego bytu” (Szczegóły w „Przeciwentropia to Pierwszy Motor Stworzenia”, 2019)

Sumując:

Przyroda Ożywiona (Zoon) jest nie tylko NIEŚMIERTELNA, ale w swych cyklicznie odtwarzanych, WIELOKOMÓRKOWYCH FORMACH, jest ona STWÓRCĄ IN-FORMACJI (do czego dochodzi w sytuacjach narzucenia jej „wyzwań egzystencjalnych” – patrz McClintock, 1983 oraz T. Łysenko w ZSRR kilka dekad wcześniej)

3. Problem „Syndromu Dobzhansky’ego” charakteryzującego CAŁOŚĆ ruchów antyszczepiennych dzisiaj.

Jak w świetle powyższych NIE CHCIANYCH, zarówno przez „kościelnych” jak i „darwinistów”, INFORMACJI, wygląda dzisiejsza „wojna antyszczepienników” z coraz bardziej widoczną koniecznością anty-covidowych szczepień?

Otóż w „zajawce” mej pracy doktorskiej „Antyzoologizm filozofii Noama Chomsky’ego” (2002) podałem taką oto genezę tej, dziś prawie obowiązkowej, poznawczej patologii nowoczesnych nauk:

a także:

Na początku XX wieku został ZMYŚLONY, głównie przez anglosaskich genetyków, sprzeczny z lamarckowską „Filozofią Zoologii” (1809) DOGMAT, postulujący całkowitą niezależność genów, kontrolujących zachowanie się istot ożywionych, od zachowania się tych istot w okresie trwania ich życia. Popularność tego, prawie religijnego Dogmatu Naukowego, w żądnym panowania nad światem USA przyczyniła się do tego, że wychowany w młodym ZSRR, Teodozjusz Dobzhansky, po emigracji do Ameryki w roku 1927, zajmując się zawodowo doskonaleniem Neodarwinowskiej Teorii Ewolucji, przestał się w ogóle interesować praktycznym, codziennym zachowaniem się istot żywych, włączając w to i siebie samego. Tylko taką specyficzną, „naukowo-religijną abnegacją”, potrafię wytłumaczyć Dobzhansky’go niechęć do poznania głębszej przyczyny, dlaczego na przykład mięśnie, po ich przeciążeniu pracą, mogącą wywołać nawet poważne ich uszkodzenia (np. zerwanie nie rozgrzanego mięśnia, czego kiedyś na wspinaczce doświadczyłem) regenerują się w ich WZMOCNIONEJ FORMIE.

Ta, coraz bardziej powszechna NIECHĘĆ DO PRECYZYJNEJ SAMO-OBSERWACJI, w żyjącym w wyjątkowym komforcie w społeczeństwie czczącym Technikę, Pieniądz oraz komfort przysłowiowej Dupy (TPD) uległa znacznej hipertrofii. Jak narzekał w swych licznych publikacjach mój starszy kolega, też jak ja alpinista, główny radiolog Polski Zbigniew Jaworowski, ludzie, zwłaszcza ci wychowani religijnie, przestali być świadomymi tego, że nawet dość silne napromieniowania jądrowe ludności, zamiast u tej ludności wywoływać najrozmaitsze choroby, w tym szczególnie raka, to dokładnie na odwrót, przyczyniają się do tak „źle” potraktowanej ludności ogólnie lepszego zdrowia oraz długowieczności. Patrz fragment ukraińsko-polskiego opracowania skutków wzmożonej radiacji po katastrofie w Czarnobylu (CZAES; gormezis = hormeza, klatki = komórki, opuchlizna = nowotwór):

Te, wżerające się w nasze ciała, w dużych dawkach niewątpliwie szkodliwe dla naszego wnętrza napromieniowania, pochodzące czy to z kosmosu czy z ziemskich źródeł, warto porównać do toksyn chemicznych, jakie wszczepiają nam służby medyczne wszystkich obecnie krajów na świecie. A nabożnie WYSTRASZENI antyszczepiennicy wykorzystują obecną, w znacznym stopniu sztucznie rozdmuchaną obecną pandemię, by głosić – bez żadnej przesady – nadchodzący ARMAGEDDON jaki czeka zaszczepioną, przeciw Covid19, ludność.

Cytuję z niedawnego artykułu „THE END – Koniec Świata. Epilog.” mieszkającego w Australii Ryszarda Opary, który w latach 1970 ukończył Wojskową Akademię Medyczną w Łodzi:

Nasze obawy (Doctors for Covid Ethics) wynikają z wielu rozmaitych dowodów, odnośnie naukowo udowodnionego faktu: Białko Kolcowe” SARS-CoV-2, nie jest pasywnym białkiem; jego produkcja i obecność, powoduje zaburzenia krzepnięcia krwi oraz wiele poważnych zagrożeń; zakrzepicę żył mózgowych, płuc i serca, które powodują (zawsze) stan, zagrożenia życia – wymagający natychmiastowej pomocy lekarskiej. (…) Bierzemy pod uwagę fakt, że mamy absolutnie wiarygodne wyjaśnienia, problemów zakrzepowo-zatorowych – niepożądanych reakcji na szczepionki, (…) najbardziej właściwe i uzasadnione wnioski powinny być: są to reakcje poważne, śmiertelne a wszystkie niebezpieczeństwa należy dobrze zrozumieć i wykluczyć przed masowym użyciem wszystkich szczepionek opartych na genach.”

Do którego to „Listu Otwartego” wysłanego w lutym br. do Europejskiej Agencji Leków, podpisanego przez aż 99 (jak policzyłem) sygnatariuszy, można dodać bardzo podobne opinie profesorów Romana Zielińskiego z ISO w Polsce, notoryczną Judy Mikovitz z USA czy Suharit Bhakdi z Niemiec. Ich opinie sumuje krótko Bryam Bridle: Szczepionki to „wielki błąd” – białko kolczaste jest niebezpieczną „toksyną”, dostaje się do krwi gdzie krąży przez kilka dni po szczepieniu, gromadzi się w narządach i tkankach, w śledzionie, szpiku kostnym, wątrobie, nadnerczach i w dość wysokich stężenia w jajnikach”

Bridle celnie zauważa, że to „białko kolczaste” rezyduje w naszych organizmach zaledwie kilka dni, będąc szybko neutralizowane przez „wewnętrzną policję” jaką stanowią krążące w naszym jestestwie limfocyty. Niestety wskazani powyżej „antyszczepiennicy” zdają się wierzyć, że szkody wyrządzone, w tym krótkim czasie, przez to „białko S” są w znacznej mierze NIEODWRACALNE, że nie istnieje przeciwentropiczny automatyzm szybkiej „regeneracji z nadkompensacją” nie krytycznie uszkodzonych tkanek!

Zachowują się oni dokładnie tak jak ten „zamerykanizowany” Dobzhansky przed półwieczem, który zbudował całą Syntetyczna Teorię Ewolucji, pomijając fakt, że organy zużywane/zniszczane w trakcie tak zwanej „walki o byt”, REGENERUJĄ SIĘ Z NADKOMPENSACJĄ. (Jest to rzecz dobrze znana wszystkim sportowcom, włączając mnie samego: jednak pełna regeneracja, zerwanego przed 10 laty, mięśnia w mej łydce trwała aż 3 miesiące!)

Jak wygląda sprawa postulowanej szkodliwości szczepionki „opartej na genach” co ostatnio postulował Ryszard Opara? Otóż problem z tym m(messenger)RNA, obecnym w niektórych szczepionkach jest bardzo prosty, cytuję ze swych niedawnych komentarzy:

Raz wysłany (czy to z jądra komórki, czy to pochodzący ze szczepionki,w której to mRNA jest w otoczce lipidowej, tj. tłuszczowej) do tzw. rybosomów mRNA nie może już z nich wydostać, bo w tych rybosomach – zazwyczaj za pośrednictwem “skopiowanego” zeń t(transferu)RNA – przez okres zaledwie kilku(nastu) godzin, jest on “matrycą” do syntezy zakodowanego na nim białka. Po czym zostaje to mRNA (i jego kopie tRNA) po prostu w nich zdegradowane.

A po zaniknięciu mRNA, niezbędnego do syntezy ‘białkaS’, to to białko dość szybko – w ciągu co najwyżej kilkunastu dni – zostaje zneutralizowane (patrz Bryam Bridle) . Stąd przecież konieczność “doćwiczenia” reakcji rozpoznania i neutralizacji, przez limfocyty, tego ‘obcego białka’ poprzez powtórne wstrzyknięcie po kilku tygodniach, syntetyzującego to ‘białkoS’ mRNA!”

W powyższej optyce, czytane przez mnie ostrzeżenia „grupy Bhakdiego”, że w tydzień po szczepieniu AstraZeneca, u zaszczepionych występuje silniejsza, niż na tydzień przed zaszczepieniem, tendencja do wyższej krzepliwości krwi są niedokładne: w Australii zbadano tę sprawę dokładniej i okazało się, że przez okres od 4 do 20 dni po zaszczepieniu tą AZ rzeczywiście występuje taka tendencja do wzrostu tej krwi krzepliwości, ale następnie ta tendencja zanika: stąd ostrzeżenie tamtejszych władz, by nie latać samolotem w tym poszczepiennym okresie. W sumie możemy dość brutalnie powiedzieć, naśladując starożytnych, że także w wypadku szczepień na Covid 19, CO CIĘ NIE ZABIŁO TO CIĘ WZMOCNI. Żadnych, ujawniających się po powiedzmy, 4 latach, negatywnych skutków szczepień (autyzm, alzheimer, etc. jakimi straszy ta Judy Mikovitz) nie należy się spodziewać. Raczej dokładnie na odwrót, tak jak w wypadku nawet średnio silnych nuklearnych napromieniowań, należy się spodziewać poprawy ogólnego stanu zdrowia ludności.

*

Co o tym „syndromie Dobzhansky’ego”, niechęci do dokładnej obserwacji reakcji własnego organizmu, należy myśleć?

Arystoteles twierdził, że „ludzie posiadają bardzo złożoną formę zwaną duszą, która posiada unikatową cechę bycia świadomym o samej sobie.” Ponieważ „antyszczepiennicy” wyraźnie unikają „bycia świadomym ich własnych jestestw się zachowań”, to warto im przypomnieć, co na ten temat głosił niechciany prorok Izraela, znany w literaturze jako Jezus Nazarejski. W zakazanej przez Kościół na Soborze w Nicei w 325 roku Ewangelii Tomasza, już w 3 (4) jej logionie, znajdujemy taką oto INFORMACJĘ, wartą szerszego rozpowszechnienia – i to nie tylko wśród chrześcijan: „Jeśli poznacie samych siebie, wtedy będziecie poznani i zrozumiecie, że jesteście synami Ojca żywego. Jeśli zaś nie poznacie siebie, wtedy istniejecie w nędzy i sami jesteście nędzą.”

Przypis

Zakopane, 24 czerwiec 2020

Ot, tutaj statystyka (nie obejmująca Chin Ludowych, gdzie dokonano już 1,5 miliarda szczepień anti Covid 19) wskazująca jaki procent ludności został już zaszczepiony:


Posted in genetyka bio-rozwoju, POLSKIE TEKSTY | Leave a comment

PRZEMIJANIE (?) …W STADZIE PĘDZĄCYCH BIZONÓW

 z Markiem Głogoczowskim rozmawia Bartek Solik.

Kwartalnik “TATRY”, nr.76, Wiosna 2021, wyd. Tatrzański Park Narodowy

(cały tekst, ze zdjęciami na: https://www.facebook.com/photo?fbid=10225962019865551&set=pcb.10225962058106507

*

Zacząłeś wspinać się w latach 60. Jak było wtedy, a jak jest dziś?

Widzę wyraźne zmiany. Przede wszystkim to umasowienie alpinizmu. Dla przykładu – w 1972 roku studiowałem na Uniwersytecie w Berkeley w Kalifornii razem ze znanym alpinistą amerykańskim i fotografem Galen’em Rowell’em. Galen zginął później w 2002 roku w wypadku lotniczym niedaleko kalifornijskiego Bishop. Dwukrotnie robiliśmy wspólnie nowe drogi w Kings Canyon w Sierra Nevada. Mieliśmy czas, żeby porozmawiać, o tym dlaczego i po co my to w ogóle robimy. Wtedy problem śmierci i przemijania nas nie interesował. Ważne było dla nas czemu się w to wdaliśmy. Ja Polak, on Amerykanin, ale zdanie mieliśmy takie samo – WYPCHNĘŁA NAS DO TEGO CYWILIZACJA. W CYWILIZACJI NIE MA NIC CIEKAWEGO DO ROBOTY. Galen napisał wtedy artykuł do “National Geographic”, o tym, że jego przodkowie – myśliwi i traperzy, polowali. Że to była dawniej bardzo niebezpieczna przygoda. By przypomnieć amerykańskich Indian polujących na bizony, oni musieli być na tyle odważni by wbijać się ich w stado, umieć zeskoczyć z konia w galopie i tak dalej. Oni się nie przejmowali, że w każdej chwili mogli łatwo zginąć. Galen napisał, że tak jest wśród współczesnych alpinistów, którzy ryzyko przyjmują za normę. Dziś jako bardzo stary człowiek patrzę na zdjęcia korkujących się himalaistów w drodze na szczyt Everestu. Gdyby ktoś się źle poczuł, to Szerpowie mają w razie czego tlen i namiot. Wszystko za tobą niosą. W zasadzie to się trzeba przemęczyć na poręczówkach i jakoś tam wyczłapać na wierzchołek. Jaka to przygoda?! Wszystko się skończyło.

W górach straciłeś wielu kompanów.

Mój przyjaciel Andrzej Mróz, który zginął w Alpach w 1972 r., twierdził, że normalne życie, chodzenie do pracy to jest nuda. Przygoda zaczyna się tam, gdzie kończy się asfalt, tam gdzie nie dojeżdża technika. Andrzej miał 30 lat, kiedy zginął. Samek Skierski, z którym robiłem zimą nowe drogi na Kapałkowych Turniach zginął na Wschodniej Ścianie Mont Blanc mając 26 lat. To bardzo wcześnie, ale temat śmierci nas wtedy nie interesował. Myśmy to traktowali tak, jak się idzie na bitwę – część może zginąć, trzeba uważać tylko, żeby nie podpaść pod kule. Oczywiście, jak giną bliscy ludzie, to się to odczuwa strasznie. Śmierć Andrzeja bardzo mnie uderzyła, chciałem wszystko odpuścić, zrezygnować z wyprawy. Akurat byłem z Francuzami na Huarascaran Norte w Cordyliera Blanca w Peru.

Ta nasza młodość była po prostu przygodą. Przed wyprawą na Makalu w 1978 roku wspinałem się z dwoma Amerykanami, którzy pracowali w genewskim CERN [mowa o Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych – przyp. red.]. To był sam początek sierpnia, w kilka dni później leciałem już z Paryża do Katmandu. W Bombaju od znajomych dowiedziałem się, że w Alpach było potworne załamanie pogody i obaj moi amerykańscy koledzy zginęli na “Całunie” w Grandes Jorasses. Później okazało się, że tego samego dnia na Matterhornie życie stracił także inny mój znajomy – Jean Juge, ówczesny prezydent Międzynarodowej Federacji Związków Alpinistycznych. Po zrobieniu północnej ściany Matterhornu jego partnerzy ściągnęli go do schronu Solvay,“ratunkowej” chatki na ponad 4.000 m na grani, i sami poszli po pomoc. Kiedy wrócili, Juge już nie żył. Miał siedemdziesiątkę. Rok 1978 był tragiczny. Pamiętam, że straciłem też znajomego z Genewy – tłumacza. Zginął w jakiś głupi sposób próbując ratować kogoś z lawiny. Wtedy się zorientowałem, że nagle wokół mnie śmierć zbiera jakieś straszne żniwo. Nie miałem jeszcze czterdziestki, a połowa znajomych zginęła w górach. Czułem, że coś rzeczywiście było nie tak.

Ostatni raz na dużej wysokości byłeś w wieku 69 lat, w 2011 roku.

Razem z nieudaną wyprawą na Elbrus. Uczestnikami byli prof. Roman Kuźniar, politolog i doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego oraz Jacek Kranc, leśnik z Wołosatego w Bieszczadach. Obaj byli bardzo wysportowani. Romek biegał w rozmaitych maratonach. Kilkanaście lat wcześniej, w 1999 roku, zrobiliśmy z Romkiem czwórkową, ale wymagającą północno-zachodnią grań Zmutt Matterhornu. Dobrze znałem jego możliwości, wiedziałem, że jest silny. Po prostu doskonały kolega. Kranca znałem słabiej, z widzenia z zawodów skiturowych w Bieszczadach. Co się wtedy stało na Elbrusie? No, śmierć była blisko.

Przyjechaliśmy, potrenowaliśmy. Wyszliśmy gdzieś na 4.600 m. Na skały Lenza doszedłem 20 minut po nich, więc stwierdzili, że choć dobijam siedemdziesiątki, to cały czas jestem dobry. Na szczyt mieliśmy startować, od dostępnej podówczas jego północnej strony, następnego dnia. Komercyjne wyprawy szły jedna za drugą. Ja pierwszy raz w czymś takim uczestniczyłem, ale oni mieli pieniądze, zwłaszcza Romek. Dowieźli nas samochodami po wertepach do znakomicie wyposażonej bazy.

Mamy o północy wyruszyć w górę, a tu leje. Czekamy godzinę, dwie – leje dalej. Ja mówię czekajmy do następnego dnia, może pogoda się poprawi. Oni na to, że nie, bo muszą wracać do pracy. Zresztą jeden dzień już straciliśmy przez opóźnienia samolotów. Koło drugiej, jak zobaczyli, że startują grupy komercyjne z przewodnikami to pobiegli za nimi. Przed wyjściem nakazałem, żeby absolutnie się o tych grup nie oddalali. Obiecali, że będą się ich trzymać i poszli. Deszcz nad ranem przeszedł, i gdy koło siódmej rano podszedłem gdzieś na 4.300, szczyt całkowicie tonął w chmurze, ale myślałem, że jak jest tam wyżej z pięć komercyjnych grup to Romkowi i Krancowi nic się nie może stać. Około dziewiętnastej widzę z daleka, że wraca dwójka. Jeden zmęczony, słania się na nogach, wywraca. Jak podeszli bliżej, okazało się, że to siedemdziesięcioletni Japończyk z przewodnikiem. Zapytałem, czy widzieli dwóch Polaków. Odpowiedzieli, że tak, ale ta dwójka została. Inni, którzy wracali do bazy twierdzili, że mimo braku widoczności Kuźniar i Kranc postanowili wejść na szczyt podczas kiedy inni rezygnowali. Jak minęła dwudziesta i zapadł zmrok, to wiedziałem, że zostali powyżej 5500. Powiadomiłem telefonicznie służby ratunkowe. “Kurczę blade – mówię sobie, ja wcześniej myślałem, że już jestem stary i takie historie należą do przeszłości, bo przecież wiele razy gdzieś wokół mnie ginęli w górach przyjaciele, koledzy… A tu nagle – Boże Święty, znów wypadek!” Ta noc była ciężka, straszna. Rano przyleciał helikopter, a młodzi chłopcy z Kisłowodzka już o świcie pobiegli w górę ich szukać. Godzinę później widzę z bazy, że gdzieś tam wysoko wyłaniają się Romek i Kranc schodzący z ratownikami, którzy wsparli ich gorącą herbatą. Uff. Usiadłem, wreszcie odpoczynek. Opisując tę historię przypomniałem sobie to uczucie, że tu ktoś śpi obok ciebie, je, pije, rozmawiacie, a nagle go nie ma. Wychodzi w górę i nie wraca. Wtedy wszystko dobrze się skończyło. Romek tylko odmroził sobie palce, a Jacek przymroził tyłek, jak siedzieli przez noc przy -20 stopniach w jamce, którą sobie na szczycie wykopali.

A ty sprawdziłeś w górach granice swoich możliwości?

Tak. W 1973 r. wróciłem z Ameryki. Pracowałem trochę na politechnice w Lozannie, ale miałem sporo wolnego czasu. Byłem w świetnej formie. Pamiętałem, jak Janusz Kurczab rzucił kiedyś, że chętnie poszedłby solo na Brenwę. Dobry pomysł pomyślałem! Kupiłem sobie nowe raki, miałem śruby lodowe tzw. korkociągi. Nie znaliśmy wtedy śrub tytanowych. Czy miałem młotek lodowy? Zdecydowałem, że nie potrzebuję, bo mam korkociągi, a tam jest sam lód, więc nie muszę nic wbijać. Poszedłem z normalnym czekanem. W nocy wystartowałem, minąłem parę zespołów. Patrzę, w lodzie są dziurki, dziurki, dziurki. Myślę sobie: “Jest dobrze”. Potem, w górze, okazało się, że przede mną jest kilkanaście metrów szczerego, stromego lodu. A ja jestem ze zwykłym czekanem i rakami… Ale przeszedłem, Boże Święty! Później widziałem, jak się robi prawidłowo drogi solo, ale wtedy na Brenwie nie miałem o tym pojęcia. Odtąd myślałem sobie: “Człowieku, bądź ty ostrożny”. Ale jeśli spojrzeć na to z drugiej strony, pokazałem sam sobie, że potrafię. Że jestem ostry alpinista (śmiech).

Kiedy w górach czujesz się najlepiej?

Gdy miałem 75 lat przeszedłem grań Wideł. To było ostatnie marzenie, które chciałem w Tatrach zrealizować. Dziś wchodzę najwyżej na Gęsią Szyję. Czasem sobie jeszcze na nartach pokręcę, bo przy dobrym słońcu ciągle nieźle widzę jednym okiem. Kupiłem nowe biegówki z łuską, chodzę po Gubałówce, Antałówce, Bachledzkim Wierchu. Jak mówi Marian Czaicki, stary przewodnik tatrzański, trzeba pokornieć. I ja spokojnie pokornieję, ale mam satysfakcję z tego, co robiłem, jak byłem młody. W domu zaś czuję się najlepiej, kiedy zdejmę but narciarski z prawej nogi. W latach siedemdziesiątych miałem pierwsze buty plastikowe i tak mnie gniotły, że zrobił mi się halux. Więc, jak dziś po nartach zdejmuję buty, to czuję się wspaniale.

A dziś boisz się śmierci?

Bać się śmierci? A po co?! Ja mam chłoniaka. Odkryto go u mnie w 2012 roku po powrocie z wyprawy na Mount Cook (3754 m) w Nowej Zelandii. Zacząłem słabiej widzieć na jedno oko. Jesienią po badaniach okazało się, że w oczodole mam nowotwór. Po całym roku zabawy chemią, mini-operacji i lokalnym napromieniowaniu wyszedłem z tego. Czułem się dobrze, jeszcze się wspinałem, jeździłem na nartach. Ale po sześciu latach chłoniak się odrodził. Wylądowałem znów u prof. Wojciecha Jurczaka, który się zapytał, jak długo chciałbym żyć? A ja na to, że 80 lat, bo tyle lat żyli i Platon i Budda. Po co więcej? Doktor Jurczak, ktory sam też chodzi po górach, się zaśmiał. Jeszcze takiego klienta nie miał. Wkrótce kończę 79, więc do osiemdziesiątki mam mniej więcej 14 miesięcy i muszę kombinować, żeby jakoś to wyrobić. I to mnie teraz interesuje. A to, co będzie później? Eee tam.

 

Posted in Alpinizm, POLSKIE TEKSTY | Leave a comment

PAN w Z-nem (57): Wojna ludu „Cogito” z Homo Sapiens

Wojna ludu „Cogito” z Homo Sapiens

czyli

Etiologia ZAĆMY KARTEZJAŃSKIEJ w Cywilizacji „pod Bogiem”

Drogę rozwoju Nauk o Życiu cechuje ponura zdrada: jest to systematyczne odsuwanie wiedzy jak najdalej od prawdy, tak by ludzie nie dostrzegli jak rzeczy naprawdę wyglądają – „la trahison des clercs”(zdrada klerków)Michael Thompson, Rubbish Theory, 1979)

3800 słów

Myślenie naprawdę ma przyszłość, jak mawiał jeden z mądrych ludzi: “jesteśmy tym, o czym myślimy…” – to zauważył komentator „rumpel” na neon24, negujący ISTNIENIE PRZECIWENTROPICZNEJ „regeneracji z nadkompensacją” nie krytycznie uszkodzonych tkanek zoon (żywiny)

*

Z tego powodu rzeczony “rumpel (+siltskin, RiP tj. Rest in Pacem)” się nam przyda, jako “okaz medyczny” KALECTWA NABYTEGO, wskutek jak sam napisał, zachwytu nad MĄDROŚCIĄ znanego antyarystotelesowskiego filozofa drugiej połowy XVI wieku o nazwisku Descartes. (Filozofa znanego powszechnie z twierdzenia, które zaczerpnął on od chrześcijańskiego „doktora łaski” (doctor gratiae) Aureliusza Augustyna “Cogito ergo sum“, czyli “myślę więc jestem” – a zatem jak śpię, to już mnie nie ma?)

Otóż tym Kartezjuszem to i ja entuzjazmowałem we wczesnej studenckiej młodości, studiując geometrię analityczną, wykorzystującą układ współrzędnych noszących jego imię. (*)

Dopiero w trakcie pisania późnodoktorskiej pracy „(Antyzoologiczna) Filozofia społeczno-polityczna Noama Chomsky’ego” (2002) zetknąłem się bliżej z szczegółowymi poglądami tego PRAWDZIWIE NOWOŻYTNEGO filozofa Zachodu.

Cytuję fragmenty podrozdziału “Niedomyślenia” inanimistycznego światopoglądu Kartezjusza”:

> Władysław Tatarkiewicz streszcza poglądy Descartesa (Kartezjusza) w następujący sposób :

> W starożytności zasadniczy podział był na przedmioty żywe i martwe; świadomość była traktowana jako jeden z objawów życia. W nowoczesnej zaś filozofii, od Kartezjusza, zasadniczy podział był już na istoty świadome i nieświadome (…) od Kartezjusza wytworzyło się przekonanie, że świadomość jest czynnikiem zupełnie odrębnym i że nie ma pokrewieństwa między czynnościami organicznymi a psychicznymi (…) wytworzył się radykalny dualizm duszy i ciała. (…) Tezę mechanistyczną Kartezjusz stosował w przyrodzie bez ograniczeń, życie pojmował jako proces czysto mechaniczny, powodowany przez materialne impulsy (…) zwierzęta pojmował jako maszyny i w tym sensie interpretował ich zachowanie. Mechanistyczna koncepcja przyrody zastąpiła dynamiczną koncepcję scholastyczną. (…) W koncepcji tej Kartezjusz spotkał się z Galileuszem, poparta ich powagą zapanowała w europejskiej filozofii oraz nauce.

> (…) Skąd jednak się wzięło to ‘niedopatrywanie się różnic’ – i wynikająca stąd niedomyślność – Kartezjusza? Tatarkiewicz pisze, iż według tego Autorytetu Nauki Nowożytnej Wrażenia zmysłowe są przydatne do życia ale nie do poznania, są dane umysłowi, tak samo jak uczucia, tylko do sygnalizowania co jest dla człowieka odpowiednie a co szkodliwe, ale bynajmniej nie do wskazywania mu prawdy, przeto postępujemy wbrew naturze, jeśli traktujemy wrażenia jako źródło poznania…

> I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Pozujący na “oświeconego Bogiem” filozofa, Kartezjusz zupełnie zdaje się ignorować podstawową dla chrześcijan naukę, iż Oko będzie świecą ciała twego (gdyż Jeśliby oko twoje było chore, ciało twoje będzie ciemne. Jeśli tedy światło, które jest w tobie, ciemnością jest, sama ciemność jakąż będzie? – Mt. 6, 22-23). Negując istotność wrażeń zmysłowych dla poznania prawdy, Kartezjusz okazuje się być w istocie ‘ciemnym filozofem’, którego poglądy należy traktować nie jako wzór do naśladowania, ale na odwrót, jako symptom POZNAWCZEJ CYWILIZACYJNEJ CHOROBY.

Skąd ta cywilizacyjna CHOROBA WZROKU się wzięła?

Przytaczam „3 zasady moralne”, stanowiące ‘trzon poznawczy’ Descartesa „Rozprawy o metodzie” (1637):

> a) Pierwszą (zasadą) było, abym … trzymał się wytrwale religii, w której, dzięki łasce bożej, byłem od dzieciństwa wychowany … Przestając się od tej chwili liczyć z własnymi mniemaniami byłem pewien, że nie pozostało mi nic lepszego, jak trzymanie się poglądów ludzi najrozsądniejszych. Po ogólnych zatem stwierdzeniach, że własne zmysły “z natury” nie pomogą nam dociec prawdy i że wręcz są szkodliwe dla tego celu, mamy propozycję ‘zawierzenia’ opinii głoszonej przez tak zwane Autorytety (ludzi uznanych za najrozsądniejszych). Mówiąc językiem współczesnym, Kartezjusz proponuje odejście od poznania samodzielnego i subiektywnego i przejście do poznania pozornie ‘obiektywnego’, polegającego na bezkrytycznej akceptacji poglądów dominujących wśród ludzi “z którymi miałem współżyć” (a nie jakichś, jak pisze Persów czy Chińczyków, choćby byli oni równie rozsądni – s. 28). Jest to jak gdyby ‘imperatyw moralny’ w pełni bezmyślnego podporządkowania się jednostki grupie. (MG 2021: Odnośnie tego „trzymania się wytrwale religii, etc.” to Kartezjusz, za Martinem Lutrem, głosił SOLA SCRIPTURA, powtarzając “Bożą mądrość” św. Pawła w 1 Koryntian 4: 6 – “możesz uczyć się od nas, aby nie wychodzić poza to, co jest napisane“ w Biblii.)

> b) Drugą mą zasadą było, żeby być w czynach swych w miarę możliwości jak najbardziej stanowczym i trzymać się mniemań nawet najbardziej wątpliwych z chwilą, gdym się na nie wreszcie zdecydował.… Innymi słowami, gdy zrobiło się błąd i stało się tego świadomym, to (wbrew głoszonej przez Kartezjusza wolnej woli) nie należy się z błędu wycofywać gdyż (zagubieniw lesie) przynajmniej przybędą gdzieś, gdzie będą się lepiej czuli niż w środku lasu. Mówiąc z pozycji doświadczonego podróżnika i alpinisty jest to po prostu IDIOTYZM, wynikający z braku wyobraźni autora takiego poglądu: wystarczy wskazać co stanie się z turystą w Tatrach, gdy zgubiwszy drogę uprze się, stosując się do nauk Kartezjusza, kontynuować zejście żlebem, który jest podcięty. (Skądinąd to wchodzenie “na siłę” w coraz bardziej podcięty żleb, względnie – trzymając się nizinnych porównań – w bagno, w które się wdepnęło, to jest doskonały model sytuacji rozwojowej nauki dzisiaj.)

> c)Trzecią mą zasadą postępowania było usiłowanie, aby (…) w ogóle wyrobić sobie przeświadczenie, że poza myślą nie ma nic, co by było w sposób bezwzględny w naszej mocy. Czyli mówiąc językiem prostym, należy się z góry pogodzić z rolą IMPOTENTA, niezdolnego kontrolować nawet swych własnych zoologicznych (tzn. dla Kartezjusza mechanicznych) odruchów. (…) Do tych ZOOLOGICZNYCH odruchów należy przede wszystkim WRODZONA człowiekowi zdolność do kojarzenia faktów. Ta zdolność A – asocjacji, jest jedną z podstaw inteligencji ruchowo-sensorycznej, zarówno ludzi jak i zwierząt. (MG 2021 : słowo INTELIGENCJA pochodzi od łac. inter-ligare, łączyć między sobą reakcje na bodźce występujące bądź jednocześnie, jak np. u psa Pawłowa, lub w powtarzającej się kolejności – stąd ‘Pies Pawłowa’ to szkolny przykład, jak ta inteligencja manifestuje się u zwierząt.)

Skąd ten odrzut, niezbędnych przecież do jako-takiego poznania świata, prostych „pawłowowskich” skojarzeń wzrokowych, wziął się u Kartezjusza?

> Tę sprawę da się wytłumaczyć w prosty sposób niechęcią tego chrześcijańskiego (?) filozofa do opierania się w myśleniu na danych pochodzących z subiektywnych (auto)obserwacji, przy jednoczesnej, niewątpliwie wyrobionej u siebie wysiłkiem woli, zasadzie “trzymanie się poglądów ludzi najrozsądniejszych” – patrz Punkt Pierwszy (a) jego “Przepisów moralności”. Kim zaś byli dla Kartezjusza ci “najrozsądniejsi z ludzi”? Odpowiedź na to pytanie jest dobrze znana, gdyż Descartes całą swą “Rozprawę o metodzie” oparł na sławnym sloganie cogito ergo sum – myślę więc jestem – zapożyczonym z pism filozoficzno-religijnych św. Augustyna, cieszącego się od wieków opinią filozofa “iluminowanego Bogiem”.

> … Mówiąc obrazowo, przekazy literackie św. Augustyna oraz św. Pawła (którego „Listy” Augustyn wychwalał) stały się dla młodego Kartezjusza rodzajem “świateł” prowadzących jego myśli w kierunku zupełnej negacji wartości indywidualnych, zmysłowych spostrzeżeń. Zgodnie ze znanym zaleceniem św. Pawła by “iść za wiarą a nie za wzrokiem” (2 Kor. 5:7), Kartezjusz a prioriakceptował wyższość przekonań “wrodzonych” mu wraz z cywilizacją judeochrześcijańską. (…)Negując rolę zmysłów w poznaniu (choćby w poznaniu Boga) stał się on niestety apologetą bezrozumu w nauce i ten kartezjański bezrozum’ najlepiej widać w jego mechanistycznym wyobrażeniu sobie (żywych z definicji) zwierząt jako (martwych z definicji) maszyn.

Tyle cytatów z mej pracy późnodoktorskiej na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach (**)

Współczesny rozkwit kartezjańskich „niedowidzeń” zasad zachowania się ZOON, Istot Ożywionych

Kartezjusza zaiste „dziwne” podejście do Przyrody Ożywionej, od blisko czterech już wieków jest kultywowane w kręgach naukowych które, mówiąc słowami ewangelii św. Łukasza, PRZECHWYCIŁY KLUCZE POZNANIA (i choć „sami nie weszli to innym wejść nie dają”). Podnieceni bowiem odkryciami Galileusza twórcy nowoczesnej Kosmogonii do dzisiaj propagują model Wszechświata działającego na zasadzie czysto mechanicznego “Super-Zegarka”. Czego dowodem jest chociażby popularność książki „Ślepy Zegarmistrz” (1986) pióra angielskiego socjobiologa Richarda Dawkinsa (skądinąd wyszkolonego na UC Berkeley akurat wtedy, gdy ja tam „szlifowałem” swą znajomość geofizyki).

Już trzy wieki temu, irlandzki pisarz Jonathan Swift, w „Podróżach Guliwera” w ten alegoryczny sposób przedstawił popularnych w jego czasach w Anglii przedstawicieli tego (bez)ruchu umysłowego: opisywani przez Swifta „Laputianie” (kartezjaniści) „jedno oko mieli skierowane ku górze, w niebo (zapewne wpatrzeni w ABSOLUT), a drugie oko skierowane w dół” (zapewne w głąb swej ŚWIADOMOŚCI).Umysły tego narodu zdały mi się być tak roztargnione i w zamysłach pogrążone, iż nie mogli ani mówić, ani uważać ,co drudzy do nich mówią”. Tototalne oderwanie się od życia tych, zafascynowanych figurami i wzorami geometrycznymi Laputian (których słudzy musieli co chwila budzić delikatnymi uderzeniami „by przez swoje głębokie zamyślenie ich chlebodawcy nie wpadli w jakąś przepaść, lub uderzyli o słup głową”), w sposób ZDUMIEWAJĄCY było podobne do zachowań się żydowskich faryzeuszy „z rozbitym czołem” (“bleeding nose” Pharisees). Ponoć chodzili oni po Jerozolimie w tak pobożnym zamyśleniu, że w ogóle nie zwracali uwagi na wyrastające przed nimi przeszkody.)

Jeśli bowiem chodzi o MARTWE maszyny, to przecież nie posiadają one INTELIGENCJI powodującej, że wraz z życiowymi doświadczeniami, zarówno zwierzęta jak i my UCZYMY SIĘ („nabywamy”) odruchów, ułatwiających nam poruszanie się w otaczającym nas świecie. Kartezjusz, by móc zanegować ISTNIENIE INTELIGENCJI w żywinie utrzymywał, iż wszelkie NOWE ODRUCHY (zwłaszcza te myśli, czyli idee) są człowiekowi od praczasów WRODZONE (inné) i pochodzące z zewnątrz stymulacje (krótkotrwałe bodźce) wywołują tylko ich ujawnienie się w jego świadomości.

Tę specyficzną ideę „inneizmu” rozwijał Noam Chomsky, pracujący na MIT (Massachussetts Institute of Technology) w Bostonie. Tamżesz doszedł on do takiego oto NAUKOWEGO PRZEKONANIA:

> „Wydaje się, że mamy istotne, wręcz przytłaczające dowody na to, iż podstawowe aspekty naszego życia umysłowego i społecznego, wśród nich także i język, są zdeterminowane jako część naszego wyposażenia biologicznego i że nie są nabywane przez proces uczenia się, a tym bardziej przez trening.” (To zdanie Chomsky’ego pochodzi z artykułu “Spojrzenie w przyszłość: perspektywy badań nad ludzkim umysłem” z 1988 roku (***).

Czytając o tym „rewolucyjnym spostrzeżeniu” sławnego amerykańskiego lingwisty, siedzący obok mnie, na konferencji „Żivie Ziemla!” w Moskwie w 2009 roku, niemiecki aktywista społeczny, z zawodu nauczyciel licealny,Jurgen Elseasser nie mógł się powstrzymać od komentarza NIE WIEDZIAŁEM, ŻE CHOMSKY JEST AŻ TAK GŁUPI! Pamiętajmy jednak, że jak nauczał św. PawełCo u ludzi jest głupotą Mądrością jest u Boga” (Chomsky utrzymywał, że USA to specyficzne państwo „pod Bogiem”. U którego to „Boga” rzeczony lingwista miał niewątpliwe zasługi!)

Czego bowiem „idący w ślad za Kartezjuszem” Chomsky stara się NIE DOSTRZEGAĆ w swych kognitywistycznych (tj. poznawczych) poczynaniach? Po prostu tego, co wie każdy nauczyciel szkoły podstawowej. Ze uczenie się, chociażby tylko języka, polega na ZWIERZĘCYM „małpowaniu” przez dzieci dźwięków wydawanych przez uczącego, oraz na wielokrotnym ich powtarzaniu, by te dźwięki kojarzone zodpowiednimi obrazami (lub dźwiękami) zapamiętać na życie całe. Jak mawiali starożytni „repetitio mater studiorum est”. A to, że dla Chomsky’ego taka STAROŻYTNA formuła się uczenia jest „pustym gadaniem”, to tylko dowód, że w wieku szkolnym żadnego obcego języka on już się nie nauczył (ten fakt potwierdza zresztą jego biografia).

Wyraźnie on nie przyswoił sobie odróżniania, martwych z definicji maszyn od jestestw ożywionych (gr. zoon). A tu zwykła obserwacja samego siebie od razu zezwala podać na czym ona polega: obciążanie naszych organów często powtarzaną pracą prowadzi, po obowiązkowych okresach regeneracji, to organów tych wzmocnienia oraz się doskonalenia, zaś częste używanie maszyn prowadzi do ich się PSUCIA i DEZINTEGRACJI, które one same nie są w stanie naprawić.

Niestety, o tym PRAWIE BIOLOGII nie naucza się w ZAMERYKANIZOWANYCH szkołach. A ponieważ „nihil est in intellectu quod prior ne fuerit in sensu”, więc ludzie „nowocześnie wykształceni” nie potrafią sobie już wyobrazić (i to dla mnie wręcz ZDUMIEWAJĄCO często!), że niewielkie ilości szkodliwych napromieniowań, względnie trujących chemikalii, wprowadzanych w ich jestestwa – zazwyczaj po pewnym okresie tego „odchorowania” – prowadzą do lepszej kondycji fizycznej ich organizmu jako całości: dzieje się to poprzez odruchowe, wywoływane hormonami (stąd HORMEZA) reakcje neutralizacji tych trucizn.

Jaworowskiego (1997) grafik ilustrujący różnicę między wypchanymi „Bogiem” „kartezjanami” i „hellenistami” (tj. Homo Sapiens)

No i mamy, w powszechnym zrozumieniu obecnej światowej „pandemii” COVID, to co mamy, co najlepiej ilustruje schemat funkcjonowania SUPER-POWSZECHNEGO ZJAWISKA HORMEZY wykonany, już przed ćwierćwieczem, jako ilustracja artykułu „Dobroczynne promieniowanie”, mego starszego kolegi radiologa prof. Zbigniewa Jaworowskiego (podobnie jak i ja taternika z zamiłowania):

Na nim mamy linią —– zazaczone prostomyślne, mechanistyczne wyobrażenie sobie, przez „opinotwórcze” kręgi Zachodu, zależności szkodliwości napromieniowań (i innych środków toksycznych, np. arszeniku AsO5) od ich dozy. Ja tę „hipotezę liniową LNT” nazwałem, , za XIX-wiecznym angielskim pisarzem Matthew Arnoldem „hebrajską” gdyż odpowiada ona, opartemu na wczytywaniu się w Hebrajską Biblię, zrozumieniu Przyrody. Oczywiście uwielbiający PROSTOTĘ I MATEMATYCZNĄ JASNOŚĆ wypowiedzi, bezkrytycznie akceptujący „księgi święte” NASZEJ Cywilizacji „kartezjanie”, w tym ci jakżesz liczni na neonie 24, sytuują się w grupie LNT „hebraistów” wierzących, że długoterminowe szkody, jakie wywołują wrogie ludzkim ciałom czynniki, są proporcjonalne do ich nasilenia.

Są jednak środowiska uczonych, którzy DOSTRZEGAJĄ RZECZYWISTOŚĆ BARDZIEJ ZŁOŻONĄ. Otóż w wypadku, gdy ZDROWY organizm musi znosić „narzucone mu” trudności życia życia, to z czasem staje się on bardziej odporny i na choroby i na inne „niewygody” tego życia. (Ja ten fakt zacząłem postrzegać jużzimą 1953, gdy u dziadków w Zakopanem, w stalinowskim „Kalendarzu Rolniczym” przeczytałem artykuł „Zimny wychów cieląt”. Do których to „cieląt” sam siebie ochoczo zaliczyłem chodząc do szkoły przy -20 stopniowym mrozie, w swetrze z ostrej góralskiej wełny naciągniętym na flanelową koszulę.) Co więcej, gdy kartezjanizmem zacząłem się bliżej zajmować w 50 lat później, to odruchowo zauważyłem, że naszkicowanej przez Jaworowskiego „krzywej hormetycznej” reakcji na SZKODLIWE CZYNNIKI, nie da się zapisać za pomocą ulubionych przez kartezjan formuł matematycznych: jej DOLNA część przypomina wycinek ELIPSY i dopiero jej część GÓRNA pokrywa się z tą LINIOWĄ hipotezą LNT. Wtedy to tę „hormetic curve” nazwałem „hellenistyczną” jako że „w hellenizmie najważniejszym jest dostrzeganie, jak naprawdę rzeczy się mają” (The uppermost idea with Hellenism is to see things as they really areArnold, 1867). Dzisiaj określił bym tę „krzywą hormetyczną” jako charakteryzującą tzw. „mindset” HOMO SAPIENS, czyli LUDZI ROZUMNYCH, potrafiących odróżniać, nadające się do precyzyjnego ILOŚCIOWEGO opisu, relacje między martwymi przedmiotami, od POKRĘCONEGO, jak na tym grafiku Jaworowskiego, zachowania się zoon, w tym i nas samych, wymykających się z ograniczeń zmatematyzowanych procedur badawczych.

W optyce widocznego na powyższym grafiku podziału na „odgórnie” przekonanych o swych LNT racjach „hebraisto-kartezjanistów”, oraz opierających swe poglądy na „przyziemnych” precyzyjnych obserwacjach „hellenistów”, czyli HOMO SAPIENS, warto spojrzeć na super-wrogie mym koncepcjom wypowiedzi neonowej „gawiedzi” w stylu różnych „rumpelów”, „zadziwionych” i im podobnych o „planowanej zbrodniczości szczepień”. (Nb. to twierdzą i niektórzy moi bliscy, nieco młodsi wykształceni koledzy, doktorzy fizyki i profesorowie politologii). Wszyscy oni negują DOBROCZYNNY, w dalszej perspektywie, wpływ tych mikro-zabiegów, w szczególności tych z mRNA, na zdrowie szczepieniami potraktowanej ludności. (Przypominam: ponieważ to „pfizerowskie” mRNA jest wszczepiane w otoczce lipidowej, tj. tłuszczowej, która chemicznie spontanicznie jest absorbowana przez „centrale energetyczne” komórek zwane RYBOSOMAMI, to „uwięzione” w tych organellach mRNA „pracuje” przez okres kilku(nastu) dni jako „matryca” do syntezy zakodowanych na nim białek. Po czym, nie mając możliwości z tych rybosomów się „wyzwolenia”, ulega w nich degradacji – dokładnie tak jak endogenne mRNA, wypychane z jąder komórek w kierunku rybosomów w których ono „pracuje” i ulega likwidacji.)

Stąd całe to, bardzo aktywne obecnie w społecznościowych sieciach „groupies” DUMNYCH IGNORANTÓW, to ludzie po kartezjańsku unikający obserwacji swych własnych zachowań, które przecież i u innych osób (oraz zwierząt) manifestują się podobny sposób: choćby ten (pod)tytułowy „rumpel” negujący ISTNIENIE PRZECIWENTROPICZNEJ „regeneracji z nadkompensacją” nie krytycznie uszkodzonych tkanek. Tak jak gdyby nigdy nie spostrzegł, jak na rękach odradza się mu grubsza, zrogowaciała skóra, gdy popracuje trochę ciężkimi narzędziami.

Historia poznawczej perwersji “uczonych w Piśmie” PICERÓW RELIGII oraz NAUKI

Otóż w zakazanej przez KK po synodzie w Nicei w 325 roku, tak zwanej „gnostyckiej” (tj. nacelowanej na POZNANIE) EWANGELII TOMASZA w logionie ( wypowiedzi) nr 3 Jezusa znajdujemy taką oto, wyraźnie pochodzącą od starożytnych 7 Mędrców Hellady informację: „Jeśli poznacie samych siebie, wtedy będziecie poznani i zrozumiecie, że jesteście synami Ojca żywego. Jeśli zaś nie poznacie siebie, wtedy istniejecie w nędzy i sami jesteście nędzą.” W tej zatem „5 Ewangelii” zachowała się, odgrzebana po dokładnie tysiącu lat wskazówka starożytnych MĘDRCÓW GRECJI jak mają ludzie, uważający się za chrześcijan, patrzeć na tych wszystkich, obecnie na Świeczniku Nauk o Życiu, UCZONYCH I (BEZ)MYŚLICIELI, którzy ZA NIC mają swą samoobserwację. Szczególnie tę wskazującą jak PRAWA BIOLOGII wpływają na formowania się naszych na świat poglądów.

Jeśli chodzi o tę sprawę, to pracująca na UKSW Anna Kozłowska przytacza takie oto ODKRYCIE Chomsky’ego: „Ludzka wiedza ani rozumienie nie pochodzą z indukcji. [. . . ] Doświadczenie (życiowe) wypełnia pewne opcje, które wrodzone struktury umysłu pozostawiają otwarte.” Tenże „NAUKOWY PICER z MIT w Bostonie” STWORZYŁ nawet MIT wrodzonej wszystkim ludziom „Uniwersalnej Gramatyki Generatywnej”, która jest „Strukturą języka wyznaczaną przez strukturę umysłu, jest ona determinowaną biologicznie, powszechną i uniwersalną, wspólną wszystkim ludziom”. A ponieważ za taką UNIWERSALNĄ gramatykę uznał on super-sztywną i ubogą gramatykę ANGIELSKĄ (wszystko w niej jest rodzaju NIJAKIEGO, brakuje deklinacji, itd.) więc „per nogam” potraktował wszystkie bardziej ROZWINIĘTE gramatyki. By wskazać tu na język polski, w który składnia jest w zasadzie dowolna. Wbrew bowiem Chomsky’ego „Uniwersalnej” Gramatyce, MOGĘ jako Polak stawiać orzeczenie przed podmiotem, a to w celu PODKREŚLENIA o co nam szczególnie chodzi.

Ten FAKT ZMYŚLENIA przezeń ponoć WRODZONEJ gatunkowi ludzkiemu angielskiej „Gramatyki Generatywnej” wskazuje, że ten znamienity żydo-amerykański „monojęzyczny” lingwista, pracowicie ROZWIJAŁ NAUKĘ, KTÓRA SŁUŻY NIE ROZJAŚNIENIU, ALE ZACIEMNIENIU RZECZYWISTOŚCI. Skąd u niego takie „zacięcie naukowe” się wzięło? Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że ŚLEPO podpiął się on pod teorię „inneizmu” Kartezjusza, który z kolei ŚLEPO zaakceptował MINIEMANIA św. Augustyna i wielbionego przezeń Apostoła Pawła, to zaczynamy kojarzyć że prace, wychowanego w młodości na starotestamentowych tekstach Chomsky’ego, są manifestacją zawartego w Nowym Testamencie „Bożego Zarządzenia” „by UNICESTWIAĆ TO, CO JEST PRAWDĄ (o rzeczywistości) i WYRÓŻNIAĆ TO CO JEST (jej) ATRAPĄ, NĘDZNYM POZOREM. Dosłownie „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców,… i to, co nie jest szlachetne i według świata wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to co jest, unicestwić” (1 Kor. 1:27-28).

A po co taki „cyrk boży” z OBRACANIEM DO GÓRY NOGAMI NASZEJ ZBIOROWEJ WIEDZY? Aby się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga”. Tak jakby te „bóg” biblijnego Abrama (alias Abrahama), Jakuba (alias Izraela) i Szawła (alias Pawła) był PODŁYM UZURPATOREM grożącym, kwestionującym jego omnipotencję śmiałkom „wyniszczę mądrość mędrców i inteligencję inteligentnych zamienię w nicość!” (Patrz haniebne ścięcie, na rozkaz kleru na rynku w Warszawie w 1689 Kazimierza Łyszczyńskiego, za napisanie w sekrecie w „De non existentia dei”, iż „Człowiek jest twórcą Boga (tego „pozaświatowego”), a Bóg jest tworem i dziełem człowieka. … Bóg nie jest bytem rzeczywistym, lecz bytem istniejącym tylko w umyśle, a przy tym bytem chimerycznym, bo Bóg i chimera są tym samym”. Te zdania Łyszczyńskiego nie są sprzeczne z nauką Jezusa w logionie 3 Ewangelii Tomasza: Królestwo (mego symbolicznego ojca) jest tym, co jest w was (INTELIGENCJĄ) i tym, co jest poza wami (INTELIGENCJĄ obecną w innych zwierzętach a nawet i roślinach, ale NIE ISTNIEJĄCĄ w martwych ludzkich wytworach, w tym i w tzw. „księgach świętych”).

Stąd nawet laikom łatwo się domyśleć, że tę CHIMERĘ „pozaświatowego” Boga stworzyli, na „obraz i podobieństwo swoje” ludzie WYJĄTKOWO PODLI, motywowani li tylko przez WRODZONY każdej żywinie (w tym i komórkom nowotworów) EGOIZM, nakazujący im „panować nad ziemią i nad wszystkim co się na niej poruszać odważa” (JP II w encyklice „Laborem exercens”, 1981). W tym miejscu dochodzimy do samo-narzucającego się SKOJARZENIA:

Mianowicie już w starożytności tego „ Żydowskiego Uniwersalnego Boga” władcy i filozofowie Rzymu kojarzyli z PIENIĄDZEM, co zauważył i Karol Marks w swym młodzieńczym (1844) pamflecie „W kwestii żydowskiej”. A ja już z blisko dekadę temu w miarę dowcipnie podkresliłem, że ten ŻYDOWSKI „PAN ŚWIATA (hebr. Adon Olam) funkcjonuje w formie Trójjedni TPD – Technika-Pieniądz-Dupa o Komforcie marząca (ang. WTC – Wealth-Technique-Comfort, jak te 3 wieże, które „islamiści” obalili w Nowym Jorku 9-11-2001, rozpoczynając „Nową Erę” ludzkości):

Wszystkie te trzy elementy TRÓJJEDNI TPD, zezwalają na UNIKANIE WYSIŁKÓW przy realizacji wszelakich potrzeb życiowych. A zatem, w sprzężeniu zwrotnym, WYMUSZAJĄ ATROFIĘ tych ludzkich organów, które są nimi zastępowane. I ten cały nowoczesny „hebraistyczno-kartezjański” ruch „prostoliniowości LNT myślenia” na grafiku Jaworowskiego, to jest trywialny, BIOLOGICZY PRODUKT, wykształconego w szczególności w Cywilizacji Żydo-Chrześcijańskiej Zachodu, myślenia opartego na kultywowaniu NIE-WIEDZY, bo „Wiedza nadyma, a miłość (do Pieniądza oczwiście) buduje” – i to nie tylko Kościoły oraz Banki, ale także nasze umiłowane „klatki z łazienkowym komfortem”, w których „lud boży TPD” na klucz się z zapałem zamyka.

HOMO IMBECILIS – czyli przyszły PAN ŚWIATA (rodzaj Adon Olam)

Jak pamiętam jeszcze ze studiów na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley przed półwieczem, byłem zdumiony, do jakiego stopnia nasi wykładowcy „na topie”, tej jednej z najlepszych amerykańskich uczelni, przyzwyczaili się nie dostrzegać różnicy między (indywidualnie dość rozumnymi) dorosłymi ludźmi, a masami którymi łatwo jest manipulować z pomocą super-prymitywnych argumentów. To skłoniło mnie by napisać pracę doktorską na ten ZOOLOGICZNY temat:

Ci profesorowie z UC Berkeley (wśród nich później także i Richard Dawkins), idą w ślad za TWÓRCAMI naszej żydo-chrzecijańskiej „Cywilizacji pod Bogiem” (to opinia Chomsky’ego). W dostrzeżonej przez ŁYSZCZYŃSKIEGO (1689) sytuacji, gdy ten wiszący na krzyżu TRUP-ZBAWCA LUDZKOŚCI (od „grzechu pierworodnego”) jest li tylko CHIMERĄ, to jest on tylko NĘDZNYM ARTEFAKTEM mającym „spychać w nicość” istnienie PRZECIWENTROPICZNEJ INTELIGENCJI we wszystkich egzemplarzach ZOON (żywiny).

Przecież ta celebrowana corocznie, w okresie żydowskiej paschy, historia ustanowienia tego „krzyża Pańskiego” to, patrząc na nią chociażby z perspektywy islamu, NAJZWYKLEJSZY PIC NA DRĄGU (z jedną lub nawet dwoma poprzeczkami, w zależności od rodzaju wyznania). W EWANGELII TOMASZA nie ma ani słowa o tym, aby Jezus sobie takie PONURE ZAKOŃCZENIE jego misji wśród Źydów zaprojektował. Na odwrót, jest w niej o tym, że Biznesmeni i handlarze nie wejdą do miejsca mego Ojca(ET, logion 64). Należy zatem to PLUGAWSTWO „BIZNESU Z KRZYŻEM” Szawła alias św. Pawła, wykorzenić z chrześcijaństwa mającego przecież przypominać… buddyzm (patrz „Kořeny indoevropskéduchovni tradice”, J. Kozak, Praha 2014).

A wraz z ODPICOWANIEM „naszejreligii, będzie można ZEPCHNĄĆ W NICOŚĆ nie tylko totalny rozdział między „świadomością” i goszczącym ją ciałem Descartesa, ale także ten (też wzięty z Biblii) totalny rozdział między „germenem” (nasieniem) i „somą” neodarwinisty Weissmana z końca XIX wieku. I w końcu ten ZMYŚLONY przez GENETYKÓW-PICERÓW, laureatów Nagrody Nobla w latach 1950/60 totalny rozdział między kwasami nukleinowymi (DNA i RNA) a białkami przy użyciu tych kwasów syntetyzowanymi. (Ja już jesienią 1978 roku, na ćwiczeniach 3 roku biologii Uni Genève, sekwencjonowałem struktury DNA przy pomocy białkowych ‘enzymów restrykcyjnych’!) Nb. na kolażu poniżej mamy zestaw utytułowanych profesorskimi tytułami „KRÓLEWSKICH” PICERÓW III RP, występujących „z antyszczepiennym ratunkiem dla Polski w imię Pana Naszego Jezusa Chrystusa”:

 (Drugi od prawej na dole to genetyk R. Zieliński, specjalista od postulowanej przezeń szkodliwości „wiecznotrwałego” mRNA w szczepionce Pfizera.)

I dopiero po takim ODPICOWANIU, zarówno religii jak i Nauk o Życiu, możemy zacząć MYŚLEĆ co się i z nami i z całą PRZYRODĄ, wskutek rozkwitu TPD Cywilizacji dzieje.W końcu ta plaga „nie istniejącej pandemii” pojawiła się, na początku XXI wieku, dzięki wewnętrznemu PRZECIWENTROPICZNEMU wysiłkowi „antycywilizacyjnemu” południowo-chińskich nietoperzy oraz trzymanych w ciasnych bateriach sympatycznych palmowych kotów łaskunami zwanych. A w następnej jej edycji się rozszerza dzięki WEWNĄTRZORGANIZMOWYM wysiłkom zwykłych, przymuszonych do wegetacji w super-ścisku „klatek z komfortem” ludzi, którzy tego „nie istniejącego wirusa” wciąż, w swych nienawidzących „boga cywilizacji” trzewiach „ulepszają”. (Bo gdyby zwierzęta były tylko maszynami, to namnażane w ich wnętrznościach wirusy z czasem traciły by zawartą w nich „toksyczną informację”. A tymczasem jesteśmy, od ponad roku, świadkami sytuacji zgoła odwrotnej.)

Na zakończenie pozwolę sobie przytoczyć META-MATEMATYCZNY obrazek, z tej mej Meta-Ph.D. Thesis sprzed półwiecza, ilustrujący w jakim kierunku zmierzamy i kto/co nas w tym „rozwojowym” kierunku POPYCHA. I mieć nadzieję, że ENDOGENNA INTELIGENCJA ZOON – ta która jest w „nas i wokół nas” – nam wskaże, co mamy dalej robić:

Zakopane, 30 kwiecień roku 104 po WSRP

(*) Ponoć w utworzeniu opartego na kącie prostym układu współrzędnych, Kartezjusz inspirował się myślą św. Augustyna, który w « De doctrina christiana » z uniesieniem podkreślił, za św. Pawłem, znaczenie Miłości do Kryża: « my powinniśmy … wraz ze wszystkimi świętymi ogarnąć duchem czym jest Serokość, Długość, Wysokość i Głębokość – czyli krzyż Pański, etc.». Jako że « Wiedza nadyma, Miłość zaś (do Krzyża?) buduje ». (« De doctrina » XL 62, Ef. 8,17 oraz 1 Kor. 8,1

(**) Do powyższych cytatów dodam, za Tatarkiewiczem, że „Kartezjusz chciał, aby wszystkie nauki stały się podobne do matematyki. (zajmującej się tylko własnościami ilościowymi). Ideałem Krtezjusza było by całą przyrodę rozważać wyłącznie geometrycznie i mechanicznie”. Analizując te propozycje, biolog z wykształcenia i filozof z zamiłowania, dr Miła Kwapiszewska zauważyła, że ten „nowożytny filozof” musiał NIENAWIDZIĆ znane mu domowe zwierzaki, by wyobrażać je sobie w formie bezdusznych przedmiotów, których zachowanie się da się ująć za pomocą prostych formuł matematyki. (Podobną niechęć do poglądów Kartezjusza zademonstrowała i król(owa)-filozof Szwecji Krystyna Waza. Zaprosiwszy tego nadętego francuskiego „nowego filozofa” na swój dwór jesienią 1649, już o 5 rano w zimie zwykła wymagać od 56-letniego Descartesa wykładów z jego filozofii. Co się skończyło tym, że nabawił się on zapalenia płuc i zmarł w lutym 1650.)


(***) W języku polskim staraniom IFiS PAN w Warszawie opublikowano w 1995, pod tytułem „Noama Chomsky’ego próba rewolucji naukowej” szczegółowy raport z debaty, zapoczątkowanej w Royaumont Abbey (Francja) w 1975 roku, między zwolennikami „konstruktywizmu” poznawczego Jeana Piageta, a zwolennikami „inneizmu” ludzkich struktur umysłowych, głoszonego przez Noama Chomsky’ego. Mając w kilka lat po tej debacie, stypendium w Paryżu w zakresie nauk ewolucyjnych u leciwego zoologa Pierre-Paul Grassé, miałem okazję rozmawiać osobiście z kilkoma uczestnikami tej „debaty”: mianowicie z neodarwinistą Antoine Danchin oraz (bardzo nieprzyjemnie) z „komputerowym neurologiem ewolucyjnym” Jean-Pierre Changeux. A w Genewie poznałem reprezentującego „konstruktywizm” Piageta psychologa Jacquesa Voneche oraz Barbel Inhelder, szefową wydziału psychologii na Uni Genève. Gdy wyjeżdżałem, po 14-letniej emigracji, w kwietniu 1982 do PRL, dała mi ona list polecający do prof. Aliny Szemińskiej w Warszawie, współpracowniczki Jeana Piageta w okresie II WŚ.

Wkleję tutaj na pamiątkę:

Posted in Obce teksty | Leave a comment

Szczepienia Covid 19 w Izraelu i NOWOTWORY o nich (bez)myśli

Szczepienia Covid 19 w Izraelu i NOWOTWORY o nich (bez)myśli

Ewidentny HOAX (fałsz) skojarzenia 3 fali covida w Izraelu z intensywnymi szczepieniami w tym mini-kraju + pojawienie się „wcielenia” H. Pająka z ZLP na neonie24 + PRAWDOPODOBNA przyczyna uagresywnienia się „angielskiego” szczepu wirusa SarsCov-2

Po pierwsze. Miało być o neonowym „wcieleniu” płodnego pisarza H. Pająka w neonową formę Anthony-o-Witza, ale przychodzi mi zacząć od krótkiej krytyki, długachnego komentarza, wstawionego przez „zaciekłego” dyskutanta o nicku „d.jaś” do mego wpisu sprzed 3 dni https://zakop999pl.neon24.pl/post/160835,najnowszy-dowcip-filo-anty-szczepienny-anne-appelbaum#cmnts . Jest to tłumaczenie raportu „Operacja … Szatański PokerMike Whitney’a, jaki 10 marca 2021 się ukazał na amerykańskim, poza mainstreamowym portalu „THE UNZ REVIEW” (dość często się na nim pojawiają teksty mego kolegi ze Szwecjo-Rosji, Izraela Szamira)

Oto podstawowe Whitney’a zarzuty, wobec masowej akcji szczepień w Izraelu, jaka się rozpoczęła w momencie OFICJALNEGO dopuszczenia szczepionki marki „pfizer” do masowych szczepień. Te akcja wystartowała 21 grudnia 2020 i obecnie – dokładnie w 3 miesiące później, już blisko połowa jego mieszkańców została zaszczepiona DWOMA dawkami tego, preparatu zawierającego mRNA.

W związku z tą, szeroko rozpropagowaną akcją, Whitney się zapytuje:

1. Więc jak to się stało ” Izraelowi udało się podwoić liczbę zgonów zgromadzonych w ciągu poprzednich dziesięciu miesięcy pandemii „…” w ciągu dwóch miesięcy od intensywnego zaszczepienia szczepionką Pfizer ”? (czyli od 21 grudnia 2020 do 20 lutego 2021)

2. I dlaczego„ liczba przypadków Covid-19 w Izraelu … gwałtownie wzrosła w pierwszym miesiącu… kampanii masowych szczepień. ”?

3. I dlaczego„ po zaledwie 2 miesiącach… masowych szczepień ”jest„ 76% nowych przypadków Covid-19… poniżej 39 lat. Tylko 5,5% już się skończyło 60. 40% krytycznych pacjentów ma mniej niż 60 lat. ”?

Oto jak podsumował to Gilad Atzmon ( izraelski saksofonista i filozof z wykształcenia, na emigracji politycznej w Anglii; od czasu do czasu z nim koresponduję):
„Dowody zebrane w Izraelu wskazują na ścisłą korelację między masowymi szczepieniami, przypadkami i zgonami. Ta korelacja wskazuje na możliwość, że to zaszczepieni faktycznie rozprzestrzeniają wirusa lub nawet szereg mutantów, które są odpowiedzialne za radykalną zmianę objawów powyżej.” („ Dyrektor generalny firmy Pfizer, Albert Bourla, przyznaje, że Izrael jest„ światowym laboratorium ”.)

Bingo. Szczepionki są źródłem nowej mutacji, za którą wini się brazylijskie, południowoafrykańskie, brytyjskie lub jakiekolwiek inne „wariantowe” dywersje, które są przywoływane, aby stworzyć wiarygodną wymówkę dla tego, co autorzy tej farsy już wiedzą, że jest prawdą: Że same szczepionki mogą być źródłem problemu , źródłem zmian demograficznych, źródłem nowych przypadków, źródłem nowych hospitalizacji i źródłem nowych zgonów. Warto zauważyć, że mamy do czynienia ze w 100% syntetycznym koktajlem, który jest zaprojektowany tak, aby robić dokładnie to, co robi teraz w Izraelu, Wielkiej Brytanii, Portugalii, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i wszystkich innych krajach, które obecnie wstrzykują, tę toksyczną substancję dużej części swoich populacji.

Statystyka zachorowań w trakcie TRZECIEJ FALI Covid 19 w Izraelu tak wygląda:

Otóż jak się uważnie czyta powyższe opinie i PORÓWNUJE STATYSTYKI, to człowiek średnio wykształcony zaczyna dostrzegać, że ta „3 Fala” zaczęła się już pod koniec listopada (kiedy to nowych zachorowań było średnio mniej niż tysiąc dziennie) i w dzień rozpoczęcia szczepień 21 grudnia,średnia dzienna liczba zachorowań wynosiła już ponad 3 tysiące. Szczyt zachorowań „3 fali” przypadł na 18 stycznia (ok. 10 tysięcy zachorowań/dzień), po czym ich dzienna liczba zaczęła szybko spadać aż do ich minimum obecnie.

Stąd odpowiedź na pytanie 1 i 2 jest prosta: „3 fala” zachorowań w Izraelu, była 2 krotnie silniejsza niż druga (w Czechach dla porównania, rozpoczęta w połowie października 2020, 2 – 3 i trwająca do dzisiaj 4 fala zwiększyła ilość zgonów na covid 19 w ciągu ostatnich 5 miesięcy blisko 24 krotnie, przy niewielkiej dotychczas ilości, ok. 13% szczepień!)

Także odpowiedź na 3 pytanie, dlaczego„ po zaledwie 2 miesiącach… masowych szczepień ”jest„ 76% nowych przypadków Covid-19… poniżej 39 lat., wydaje się być prosta. Ludzie starsi, zaszczepieni w pierwszej kolejności, przestali zapadać na tą chorobę:

A oto statystyka zachorowań oraz zgonów w Izraelu z ostatnich 9 dni:

March 21 – 208 new cases and 3 new deaths

March 20 – 590 new cases and 9 new deaths

March 19 – 1,047 new cases and 4 new deaths 

March 18 – 1,384 new cases and 12 new deaths

March 17 – 1,475 new cases and 9 new deaths

March 16 – 1,790 new cases and 18 new deaths

March 15 – 2,365 new cases and 22 new deaths

March 14 – 749 new cases and 20 new deaths

March 13 – 1,601 new cases and 8 new deaths

Toż to jest wyjątkowo mało – jak na Izrael – codziennych zachorowań i jeszcze mniej zgonów! Te liczby porównywalne są z tymi, jakie podają obecnie na Białorusi, też mającej nieco poniżej 10 mln mieszkańców. A nie zapominajmy, że w Izraelu na ten „covid”, od marca ub. roku przechorowało aż 826,609 mieszkańców i zmarło nań 6,073 (na Białorusi odpowiednio do wczoraj 307,938 i 2,139, czyli prawie trzy razy mniej ; nie zapominajmy jednak, że w Izraelu wegetuje się w 11 razy większym ścisku niż na Białorusi.)

Powyższe dane wskazują, że dopuszczenie szczepionek do ich masowego wykorzystania, w Izraelu zbiegło się w czasie z początkiem TRZECIEJ FALI PANDEMII tamże. I tyle. Żadnego związku przyczynowego pojawiania się nowych zakażeń, z tymi szczepieniami.

Ta sytuacja spowodowała, że już w pierwszej połowie marca, gdy już 40 % ludności otrzymało dwie dawki „pfizera” (i ok. 10 % dorosłych Izraelczyków już „przekowidowało”) to, cytuję po angielsku: https://www.france24.com/en/middle-east/20210307-israel-opens-restaurants-and-bars-to-customers-vaccinated-against-covid-19 . Czyli już 8 marca Netaniahu otworzył knajpy – ale tylko dla osób „Covid-pass” posiadających – i nawet zaczyna się zezwalać na przyloty do Izraela osób mających odpowiednie „szczepieniowe paszporty”.

I tak to wygląda – i nie tylko na neonie 24 – że całe to antyszczepienników się podniecanie akcją ponoć zakodowanej jako „ SZATAŃSKI POKER” w Izraelu, to zwykła Intelektualna MASTURBACJA. (A to zajęcie u mężczyzn prowadzi do wytwarzania wydzieliny POLUCJĄ zwanej – jest to typowo ”amerykańska” cecha nowoczesnego życia społecznego, patrz ma Meta-Ph. Thesis wyprodukowana na UC Berkeley w 1972 roku)

 I uwaga bardziej ogólna

Ta, coraz bardziej powszechna w „rozwiniętym świecie” utrata zrozumienia, na jakiej reakcji fizjologicznej polega SKUTECZNOŚĆ SZCZEPIEŃ, jest logiczną pochodną braku zarówno DOŚWIADCZENIA OSOBISTEGO coraz szerszych mas intelektualistów, w zakresie bytowania w silnie utrudnionych warunkach egzystencji, jak i zupełny brak nauczania, zarówno na poziomie licealnym jak i uniwersyteckim, w jaki sposób powstaje odporność chociażby na antybiotyki, w wypadku ich zbyt częstego używania (co sprawdzałem u studentów przy okazji prowadzenia ćwiczeń z filozofii na III roku biologii) .

Mówiąc obrazowo, intelektualiści dzisiaj coraz częściej zachowują się jak te kocięta, które przez „krytyczne” trzy pierwsze miesiące ich życia hodowano w „okularach” zezwalających im widzieć świat tylko w formie struktur poziomych (lub pionowych). Po zdjęciu im tych „okularów”, już do końca ich życia, te koty nie dostrzegały obiektów mających pionowy (lub poziomy) charakter, o które się one potykały. Podobne zjawisko występuje i u większych ssaków jakimi są ludzie, bowiem zasady formowanie się DOJRZAŁYCH połączeń w korze mózgowej ssaków są IDENTYCZNE.

Obecnie zrozumienie zasady funkcjonowania PRZECIWENTROPII, dawniej określanej jako „vis vitalis”, dodefiniowanej przez Lamarcka 200 lat temu jako DWUCZŁONOWE PRAWO BIOLOGII, jest we współczesnym świecie ściśle WYKASOWANE z prac o charakterze naukowym. (Nb. W 1979 roku, w książce „Teoria bzdury” angielski socjolog i himalaista Michael Thompson nazwał tę patologię nauki „conspiracy of blindness”, SPISKIEM ŚLEPOTY). A przecież oddziaływanie tego METAFIZYCZNEGO PRAWA BIOLOGII stanowi nie tylko podstawę trwałości życia osobniczego człowieka przez wiele dekad – ale i życia PRZYRODY, mówiąc jak najbardziej ogólnie, praktycznie w nieskończoność (a zatem i bez określonego początku tej PRZYRODY zaistnienia, z religijnymi konsekwencjami tej konkluzji).

Sprawa druga. Przechodząc od ogółu do szczegółów, z powyższej krótkiej uwagi wynika – co od lat staram się powtarzać, na ile potrafię publicznie – że negowanie wartości ogólnodostępnych szczepień, to jest najzwyklejsza KRUCJATA przeciw zasadom ZDROWEGO ŻYCIA na tej, coraz mniej zróżnicowanej pod względem przyrodniczym, Planecie. I na neonie, na którym się pojawiłem, za zgodą dr Opary przed około dwoma laty, musiałem się oczywiście „zderzyć” z Ambitnymi, bardzo dbającymi o swą ANONIMOWOŚĆ, Wojownikami Nie-Wiedzy, “cnoty” opartej na negującym istnienie PRZECIWENTROPII (neo)darwinizmie, oraz na Biblii na tej samej podstawie poznawczej spisanej.

Sprawa Trzecia. Zanim jednak się zanurzę w neonowy otmęty WOJNY Z ROZUMEM (w starożytnej Grecji z LOGOSEM stwarzającym świat kojarzonym) to przypomnę, w szczególności „Marii”, że wirusy to są ewolucyjnie wykształcone wytwory żywych komórek, które za pomocą tych „pocisków zawierających informację” zwykły zarówno ze sobą współpracować i się rozwijać, jak i walczyć z innymi, w sytuacjach odczuwanych przez nie jako zagrażające ich metabolizmowi:

(Powyższa informacja pochodzi z książki „Atrapy i paradoksy nowoczesnej biologii”, Kraków 1994)

W jaki sposób wirusy mogą być „kurierami” przekazującymi między tkankami – lub nawet izolowanymi organizmami – „nabyte przystosowawcze zmiany genetyczne”? O tym ja się uczyłem już w 1978 roku, w trakcie kursu „developmental biology” na III roku biologii na Uni Genève. Otóż w momencie „wyrywania się” wirusów z jąder zaifekowanych nimi komórek, do odtwarzanego w tych jądrach wirusowego DNA (lub RNA), chemicznie spontanicznie zwykły się doczepiać obficie namnożone w tych jądrach fragmenty kwasów nukleinowych, które akurat są wykorzystywane do odtwarzania „zużytych metabolicznie” organów komórkowych. Jest to, jak gdyby to powiedział dr Fauci z CDC i WHO, spontaniczne „dodawanie funkcji” opuszczającym jądra komórek wirusom, szczególnie intensywnie wystepujące w komórkach zajętych intensywną regeneracją swych organów. (A przesyłanie z tak „dodaną funkcją” wirusów, komórkom germinalnym, oczywiście przyczynia się do tego, że w kolejnych pokoleniach dorastających osobników, procesy regeneracyjne tkanek często używanych przez ich „(pra)rodzicieli”, postępują szybciej niż u tych „(pra)rodzicieli” – co jest podstawą materialną NEGOWANEGO INTENSYWNIE przez neodarwinistów, DRUGIEGO PRAWA BIOLOGII LAMARCKA.)

Ale wróćmy od tych zapoznanych obecnie PRAW OGÓLNYCH, do tych pojawiających się ponoć „nowych mutacji” SarsCov-2, szczególnie tej brytyjskiej odmiany, ponoć b. groźnej. Co się dzieje z komórkami nabłonka płuc, gdy z nich zaczynają się masowo „wyrywać” te korona-wirusy? Rozrywane przez wirusy nabłonki winny zaczynać krwawić, dokładnie tak jak me wargi 35 lat temu, gdy z nich masowo „wyrywały się” wirusy Herpesa (opryszczki) po miesiącu silnego napromieniowania UV na wyskości 4500 i więcej metrów w Himalajach. Jak zareagowały na to silne krwawienie (rano, już po zejściu w dolinę, obudziłem się w hotelu z ustami zakrwawionmi jak wampir) komórki nabłonka mych warg? Bardzo szybko uruchomiły wytwarzanie środka powodującego KRZEPNIĘCIE na nich krwi, już następnego dnia me usta były „czyste”.

Czy przypadkiem w taki sam sposób nie reagują komórki nabłonka ludzkich płuc, rozrywane przez „wyrywające się” z nich wirusy SarsCov-2? Stąd w miejscach gdzie ten proces jest najsilniejszy, powstaje ta sławna ZAKRZEPICA krwi, hamująca przyswajanie tlenu przez krew w płucach. I co więcej, ponieważ zestawy genów odpowiedzialnych za syntezę białka wywołującego krzepnięcie krwi, są w tkankach nabłonka takich płuc intensywnie namnażane, to i fragmenty RNA odpowiedzialne za tę syntezę, chemicznie spontanicznie dołączają się do RNA SarsCov-2. A gdy takie „z dodaną funkcją” wirusy kowida dotrą do kolejnych osób, to i zakrzepica krwi w ich płucach winna występować odpowiednio szybciej. Byłby (ponoć JUŻ JEST) to przykład progresji wirusowej infekcji w kierunku jej większej ZJADLIWOŚCI.

 I co w takiej sytuacji robić? Czekać biernie aż „nie istniejąca pandemia” wygaśnie sama?

 Cd. na temat opublikowanej w „Aferach Prawa” w roku 2010, WYJĄTKOWO CHAMSKIEJ opinii, mego kolegi ze Związku Literatów Polskich, Henryka Pająka na mój, MG temat, pod tytułem „Z kanalią mi nie po drodze”, zostawiam na przyszłościowy „deser”  mych 2021 wystąpien na „neonie”.

 Z WIOSENNYMI 2021 (104 rok po WPR w Rosji) POZDROWIENIAMI, MG

Ot i mój komentarz, do NAMOLNEGO PRZEKONYWANIA SEKTY ANTYSZCZEPIONKOWCOW do uwierzenia w ZBRODNICZOŚĆ SZCZEPIEŃ:

z komentarzy do https://ryszard-opara.neon24.pl/post/160982,wojna-o-przyszlosc-ludzkosci-czesc-2#cmnts

kula Lis 69 28.03.2021 07:31:02:

Problem INTELEKTU Kul(wego) Lisa: nie odróżnia on (ułatwiającego życie) LEKU od (utrudniających je) SZCZEPIEŃ

INTELEKT- to od łac. inter-legere, czytać pomiędzy, rozróżniać pomiędzy.

SZCZEPIENIA – to są UTRUDNIENIA ŻYCIA poprzez narażenie go na małe dawki ŚRODKÓW CHOROBOTWÓRCZYCH

LEKI – (np. antybiotyki) to są ŚRODKI NEUTRALIZUJĄCE czynniki chorobotwórcze (antybiotyki np. zabijają bakterie, na NIEŻYWE wirusy zatem nie działają)

ISTOTY OŻYWIONE (np. ludzie) są zbudowane tak, że ich organy NIE-KRYTYCZNIE USZKODZONE regenerują się, spontanicznie, w ich formie WZMOCNIONEJ – np. mięśnie uszkodzone w ramach ćwiczeń, po ich REGENERACJI staja się SILNIEJSZE.

Jest to usilnie negowane przez (wypchanych żydowskim Pismem Świętym) (NEO)DARWINISTÓW, 2-CZŁONOWE PRZECIWENTROPICZNE PRAWO BIOLOGII.

I z tego “PONAD BOSKIEGO” PRAWA ZOON (ŻYWINY) wynika, że małe dawki ŚRODKÓW TRUJĄCYCH wywołują NADREGENERACJĘ uszkodzonych przez nie organów, co jest podstawą

- i PRAWA FARMACJI PARECELSUSA (“wszystko jest lekiem lub trucizna w zależności od dozy”)

- i skuteczności szczepień

- i osiągnięć sportowych ludzi, którzy coś ĆWICZĄ

- i tego, że tak długo, pomimo tych wszystkich bakterii, wirusów i napromieniowań wszelkich odmian, JAKOŚ ŻYJEMY.

Ale to chyba ZBYT DUŻO PRZECIWBOŻEJ MĄDROŚCI jak na KULA(wego) Lisa – niewatpliwie NIEDOĆWICZONY – INTELEKT

Post scriptum, 30 marca 2021

Chodzi o coraz wyraźniej się zarysowujący – i to nie tylko w Polsce – podział społeczeństw, na ŻYDO-ZAMERYKANIZOWANYM “ZACHODZIE”, na dwie wyraźnie odmienne i nawzajem się NIENAWIDZĄCE, frakcje społeczne. Ludzi klasy VIRTUS oraz WYSTRASZONYCH

No i pod wpływem bardzo wyraźnie zaakcentowanej, zarówno na „neonie24 jak i „wiernipolsce1” OPOZYCJI wobec JAKICHKOLWIEK szczepień przeciw NIE ISTNIEJĄCEMU „Covidowi”, dziś w nocy przyszła mi BARDZO OGÓLNA IDEA.

Chodzi o rozróżnienie między dwoma typami DOROSŁEJ LUDZKIEJ OSOBOWOŚCI.

Tych, którzy po 3,5 miesiącach masowych (w Polsce chociażby) szczepień NIE ZLĘKLI SIĘ ZASZCZEPIĆ (lub czekać w kolejce na ten trudnodostępny zabieg) określił bym jako przedstawicieli ludzkiej odmiany VIRTUS (od łac. vir – mężczyzna) cechujących się nie tylko ODWAGĄ ale i MĄDROŚCIĄ.

(Virtus (łac.) – występujące w rzymskiej literaturze i sztuce pojęcie oznaczające: cnotę – pozytywną właściwość etyczną, odpowiednik greckiej areté; uosobienie (personifikację) męstwa i odwagi)

Oraz tych, którzy widzą w szczepieniach ZAGROŻENIE DLA LUDZKOŚCI, których określiłbym ogólnym terminem WYSTRASZENI (bez podziału na płeć, rasę i narodowość)

I otóż słyszałem w „necie”, jak korespondentka z Izraela narzekała, że pojawiło się tam PAŃSTWO z wyraźną SEGREGACJĄ, ani rasową, ani płciową, choć niewątpliwie o charakterze religijnym: CI CO SI ZASZCZEPILI (lub odchorowali „covida”) mają dostęp do restauracji, siłowni i szerszych zgromadzeń, ci co NIE CHCĄ TEGO DOKONAĆ to są traktowani jako PODLUDZIE (Untermenschen, zdaje się także w jidisz), którym się odmawia – i to słusznie z punktu INTERESÓW HOMO SAPIENS – RADOŚCI zdrowego, społecznego życia.

No i Izrael, po tych masowych szczepieniach, najwyraźniej „wychodzi na prostą”, w zakresie wyhamowania pandemii, żaden RESET EKONOMICZCZNY nie będzie tam konieczny.

No i nie słusznie prorokował mój „ukochany” św. Paweł, że ZBAWIENIE PRZYJDZIE Z IZRAELA. (Ale tylko tylko z tej jego części, która wybrała POGAŃSKI, znienawidzony przez „mojżeszowych” i im podobnych, VIRTUS.)

czytac więcej: https://zakop999pl.neon24.pl/post/160901,szczepienia-covid-19-w-izraelu-i-nowotwory-o-nich-bez-mysli

A oto jak wyglądał “zaszczepiony świat” 6 czerwca 12021; w Polsce jak dotąd zaszczepiono 9 mln mieszkańców, czyli, proporcjonalnie, aż 4 razy mniej niż na Węgrzech. (gdzie “antyeurpejski rząd” zaleca szczepienie rosyjskim “Sputnikiem V”)

Porównanie ilości nowych codziennych zakażeń i zgonów (na Covid 19) w Anglii I Rosji, w Anglii obecnie ponad 60% ludności jest zaszczepionych podwójną dawką, w Rosji tylko ok. 15%

I co o powyższych danych statystycznycj myślą “antyszczepionkowcy”. Jest li to “PRAWDA, taka to prawda, czy GÓWNO PRAWDA”?

(Przypominam, na trybunach stadion w angielskim Wimbledonie wczoraj wieczór było 60 tysiecy kibiców i NIKT NIE NOSIŁ NA TWARZY MASKI!

 

Posted in Obce teksty | Leave a comment

PAN w Z-nem (56): The Case of „Kultura” Mountain Climbers (PRL -1969)

The Case of „Kultura” Tatra Climbers (PRL -1969)

Esej z życia w „średnim PRL” na podstawie książki Bartosza Kaliskiego „Kurierzy wolnego słowa: Paryż–Praga–Warszawa 1968–1970” (Instytut Historii PAN Warszawa 2014); opracował Marek Głogoczowski, na zasłużonej emeryturze w Zakopanem, luty 2021

http://rcin.org.pl/ihpan/Content/62263/WA303_81928_I10229_Kaliski.pdf

3200 słów + Przypis

Na temat „procesu Taterników” w PRL-u w 1969/70 opublikowałem, na neonie24 blisko 2 lata temu, krótkie zeń sprawozdanie, jakie się ukazało na stronie kontakt24.pl przed 10 już laty.

Ponieważ w końcu zabrałem się do lektury bardzo poważnego, liczącego aż 369 stron, książkowego opracowania na ten temat, opracowania nie uchylającego się od oceny uwarunkowań społecznych zachowania się rzeczonych „taterników”, to zobowiązany jestem przypomnieć, że poprzedzające nasze „kulturowo-tatrzańskie” wyczyny, Wydarzenia Marcowe 1968 oraz Inwazja Czechosłowacji, to były tylko „detonatory” naszych INSTYNKTOWNYCH się zachowań.

Wszyscy byliśmy już „po pierwszych studiach” (na UJ, UW i AGH) i dane nam było przebywać, przez dłuższe okresy czasu, na IMPONUJĄCYM nam (zwłaszcza samochodami) ZACHODZIE. I naturalnie chcieliśmy przybliżyć mieszkańcom PRL-u – za pomocą przerzutów do Polski „Kultury” – tę „SAMOCHODOWĄ” MĄDROŚĆ ZACHODU.

Jakżesz radykalnie zmieniły się me poglądy, na ten właśnie „demokratyczno-samochodowy” temat, po kilku miesiącach pobytu w USA jako „graduate student” na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley (z czasem zatrudniony tamże jako research asystent w domenie geologii).

(o mnie można poczytać na stronach 85, 158–160, 167, 168, 185, 186, 196, 200, 202, 203, 226, 253, 281 tejże książki; ‘BK >’ oraz ‘MG >’ , oznaczają odpowiednio, wypowiedzi B. Kaliskiego względnie M. Glogo…)

Skąd się wzięła nasza (M. Kozłowskiego, K. Szymborskiego oraz moja) znajomość z Giedroyciem, czyli „alpinistyczna prehistoria” naszego SPISKU

BK s. 68 > Maciej i Barbara Kozłowscy

W rodzinie żywe były tradycje piłsudczykowskie, a więc zdecydowanie antykomunistyczne, a jej etos miał charakter wyraźnie ziemiański i inteligencki – np. ich matka, Maria Kozłowska przez wiele lat przyjaźniła się z małżeństwem Anną i Jerzym Turowiczami …

(MG > J. Turowicz był przez blisko 55 lat red. naczelnym „Tygodnika Powszechnego” – któremu to „katolickiemu” pismu w latch 1990 nadałem podtytuł „Faryzeusz Polski”, rozpropagowany w „Polityce” przez Zygmunta Kałużyńskiego)

BK s. 78/79 na podstawie danych sądowych:

> Otóż jak wiemy z przesłuchań Marii Kozłowskiej, miała ona za granicą daleką krewną, mieszkającą na południu Francji w Nicei – Marię Babicką, … To z Nicei właśnie, na maszynie do pisania należącej do krewnej, napisał Maciej Kozłowski swój pierwszy … list do Giedroycia, prosząc go o przesłanie do Chamonix, na polski obóz (alpinistyczny), książek Instytutu Literackiego. Paczka z wydawnictwami szybko dotarła do alpejskiego kurortu. Jak poinformował Giedroycia jej odbiorca, „cały obóz od trzech dni siedzi z nosem w książkach. To zabawne, ale o tym, co dzieje się w kraju, człowiek dowiaduje się będąc za granicą!

MG > W rzeczonym obozie (24 VII – 20 VIII 1967) uczestniczyłem także i ja. Byłem wtedy po raz pierwszy w Alpach, ale udało mi sięwtedy wejść trudną drogą tzw. „Nant Blanc” na Aig. Verte (4122 m). A jesienią, już z powrotem w Polsce, wraz z mym rówieśnikiem Andrzejem Mrozem zaczęliśmy marzyć o Wielkich Górach na odległych Kontynentach. Akurat przeczytałem książkę Francuzki Claude Kogan o „Cordilliera Blanca” w Peru, a ponieważ nasz nieco starszy kolega Krzysztof Baranowski, w tym czasie opłynął jachtem całą Amerykę Południową, więc kombinowaliśmy, jakby tu dotrzeć, w miarę tanio do tego Peru, polskim jachtem „załapawszy się” na jakąś misję „naukowo-sportową”. Te pomysły znajomi żeglarze szybko wybili nam z głowy i w zastępstwie wymyśliłem, by spróbować się przedostać – ciągle jachtem by było taniej – do wyrastających też nad Oceanem przepaścistych gór Trontindene w … Norwegii.

Odnośnie tej naszej mini wyprawy (głównie w końcu pociągiem) do Skandynawii, BK s. 85/86 zauważa:

> W sierpniu 1968 r. Kozłowski towarzyszył oficjalnej ekspedycji Klubu Wysokogórskiego do Norwegii. Trzyosobowa ekipa w składzie: Wanda Błaszkiewicz, Halina Krüger-Syrokomska i Andrzej Paulo eksplorowała dolinę Romsdal w środkowej części kraju. Po paru dniach przyłączył się do nich Marek Głogoczowski (przyjechał także z prywatnym paszportem) … .

MG > Oto nasza mini-ekspedycja w jej pełnym składzie. Od lewej Maciek Kozłowski, Wanda Błaszkiewicz (później Rutkiewicz), MG, Halina Kruger-Syrokomska  i Andrzej Paulo:

Ta znamienna mini-wyprawa miała imponujące na owe czasy osiągnięcia: dziewczyny dokonały pierwszego żeńskiego przejścia b. trudnego, mającego 1800 m przewyższenia Filaru Trollygen, my (chłopcy) pierwszego wejścia filarem pobliskiego szczytu Brugdommen. (Pełna relacja z tej naszej mini-wyprawy w książce Anny Kamińskiej z roku 2019:

BK kontynuuje > Już 21 sierpnia 1968 r. Kozłowski był na Spitsbergenie i tam, mieszkając w osadzie górniczej Longyearbyen, podjął pracę w kopalni nr 6. Pod kołem podbiegunowym towarzyszył mu Mróz, który w Norwegii znalazł się dopiero 13 sierpnia (nie mógł wyjechać wcześniej – czekał na paszport).

MG > Ten wyjazd do pracy – aż na trzy miesiące – do kopalni węgla na Spitzbergenie, Maćkowi i Andrzejowi załatwił polarnik Stanisław Siedlecki, który akurat pracował w Trondheim. Ja tymczasem, po zakończeniu naszej mini-wyprawy, zarobiwszy trochę koron (głównie przy sprzedaży, na specjalnych aukcjach w Szwecji, butów z napisem „PB” – czyli „Polski But”), wybrałem się zwiedzać Turcję oraz Grecję. A to dzięki temu, że w Berlinie Wschodnim, za „wschodnie” DM można było nabyć, ze zniżką 50 % na międzynarodową legitymację studencką, bilet kolejowy do Istambułu i z powrotem z Aten do Berlina za jedyne… 16 dolarów!

Wracając zaś z tej kilkutygodniowej eskapady do Turcjo-Grecji „zahaczyłem o Polskę”, przechodząc przez Tatry sobie znanym szlakiem. Otóż po „inwazji Czechosłowacji” 21 sierpnia 1968 podejrzewałem, że być może następnym razem będę miał trudności z otrzymaniem paszportu i chciałem zabrać z domu w Krakowie przetłumaczony na angielski mój dyplom i zaświadczenia z pracy na UJ i AGH. Już bowiem przed wyjazdem do Norwegii się dowiedziałem, że pojawiła się szansa na dostanie „graduate scholarship” z geofizyki na Uniwersytecie Kalifornijskim – ale dopiero ZA ROK, czyli od października 1969.

Rodzina widząc mnie w Krakowie „na lewo” przybyłego do Polski, wpadła w przerażenie i wyekspediowała do Warszawy, gdzie byłem mniej znany, jako ze miałem ze sobą ważną legitymację studencką Studium Afrykanistycznego UW. A w Warszawie oczywiście spotkałem się z bliskim kolegą z KW, tak jak i ja fizykiem zainteresowanym postępem nauk Krzyśkiem Szymborskim (pokazywał mi wtedy prace ówczesnych światowej sławy genetyków z komentarzem „przecież to wszystko są nazwiska żydowskie!”)

Jego osobowości Bartosz K. poświęcił cały rozdział:

s. 105 > Krzysztof Szymborski (ur. 1941 we Lwowie) pochodził z rodziny inteligenckiej o kresowych korzeniach. Jego ojciec, Stanisław, w okresie powojennym do 1948 r. działał w PPS (potem pozostał w PZPR) podjął pracę … naukową na Politechnice Gdańskiej, dochodząc z czasem do stanowiska dziekana i tytułu profesora. Należał do grona założycieli polskiej oceanologii.

> (Krzysztof Sz.) od czasów licealnych wspinał się po górach, szczególnie intensywnie w latach 1958–1965. Jego pierwszym partnerem wspinaczkowym był nie kto inny jak Andrzej Mróz. Właśnie w Tatrach Szymborski poznał rodzeństwo Kozłowskich. Podjął studia fizyki na UW. Dyplom obronił w 1964 r., wcześniej spędziwszy dłuższy czas (blisko rok) w Wielkiej Brytanii u rodziny. Wyjazd ten ugruntował jego przekonania, jak oceniał po latach, prokapitalistyczne… W latach 1964–1965, czekając na obiecany etat (fizyka) na UW zapisał się w tym czasie na studium afrykanistyczne UW, będące dla niego pierwszym krokiem w kierunku humanistyki.

No i u Kaliskiego pojawia się szersza notka, „wywiadu PRL” o mnie samym:

s. 158-160 > Czechosłowacja zajęta przez wojska Układu Warszawskiego przestawała być inspiracją ideową, a stawała się w tym czasie kanałem przerzutowym na drodze z Francji do Polski. Najpierw, jeszcze w październiku 1968 r., zjawił się w domu Szymborskiego Marek Głogoczowski, fizyk, członek Klubu Wysokogórskiego, wykorzystany przez Redaktora jako kurier. Przybył nielegalnie przez granicę, nie chcąc pozbywać się paszportu. Przyniósł opublikowany właśnie esej Sacharowa, kilka egzemplarzy „Kultury”… Wywiózł tą samą drogą kilka wydobytych przez Szymborskiego z archiwum Ćwirko-Godyckiej egzemplarzy pisma ZMS „Nasza Walka” z marca 1968 r. (na kliszy fotograficznej) oraz inne dokumenty wytworzone przez ruch studencki.

> Głogoczowski, choć urodzony w Zakopanem (w 1942 r.), pochodził z rodziny inteligenckiej (MG > ale i góralskiej!). Jego ojciec, Jan Głogoczowski, pracował jako geochemik w Instytucie Naftowym. Marek po ukończeniu studiów został asystentem na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Potem, podobnie jak Szymborski, uczęszczał na studium afrykanistyczne na UW. W sierpniu 1968 r., na drugim roku studium, wyjechał na Zachód (najpierw, jak już wzmiankowałem, do Norwegii – powspinać się w dolinie Romsdal) i podjął pracę na uniwersytecie w Kopenhadze (Katedra Geofizyki), gdzie planował pisać doktorat. … Głogoczowski pozostał na Zachodzie, z czasem wiążąc się bliżej z „Kulturą” (do 1975 r., tj. do swego konfliktu z Giedroyciem, opublikował na jej łamach kilka tekstów publicystycznych).

MG > To nie był żaden konflikt i tę „przemilczaną” – ale istotną – sprawę będę szerzej komentował w „Przypisie”. W jaki sposób zostałem, w listopadzie 1968, na prawie rok, asystentem geofizyki na Uniwersytecie Kopenhaskim? Po prostu, wiedząc, że cały rok muszę czekać na stypendium na UC Berkeley, w Kopenhadze po powrocie z Turcji (i z „nielegalnej” wycieczki do Polski) udałem się do Instytutu Nielsa Bohra z zapytaniem, czy jakoś, na ten blisko roczny okres oczekiwania na stypendium, udało by mi się u fizyków „zaczepić”. A ci pokierowali mnie do Instytutu Geofizyki na Królewskim Uniwersytecie, gdzie jego dyrektor, prof. Jensen był szczęśliwy, że zalazł sobie „lubiącego się uspołeczniać” (tak napisał „sociable” w wydanej przed moim wyjazdem opinii) asystenta.

BK wraca do moich kolegów, którzy przez 3 miesiące, „nudząc się” jak mi mówili, kopali węgiel za kręgiem polarnym. s.168:

> Na początku grudnia na kontynent ze Spitsbergenu ostatnim odchodzącym przed zimą z archipelagu statkiem wrócili Kozłowski i Mróz. W Szwecji zakupili wspólnie samochód osobowy (MG > Volkswagena oczywiście, którego zaledwie 2 miesiące później „skasowali” gdzieś na Słowacji), którym zamierzali wyprawić się do Włoch, do Bolonii przez Francję. Artykuł pierwszego z nich szedł właśnie do druku na łamach „Kultury”, a dzięki listom wymienianym między nim i Giedroyciem w najogólniejszych zarysach był opracowany plan przekazywania publikacji „Kultury” do Polski via Czechosłowacja.

> Obaj taternicy, jadąc ze Skandynawii, zatrzymali się w Kopenhadze u Głogoczowskiego. Jak ustaliła (Anita) Balon*, właśnie wtedy Głogoczowski przekazał Kozłowskiemu negatywy zawierające zdjęcia ulotek marcowych, otrzymane od Szymborskiego. … Giedroyć dołączył je do zeszytu Wydarzeń marcowych 1968, który ujrzał światło dzienne z końcem stycznia 1969 r.

MG > I dalej, następuje opis mych kolegów – podobnej do mojej z końcem października 68 – „nielegalnej wyprawy do PRL-u” w styczniu 1969. Wtedy Kozłowski z Mrozem beztrosko urządzili, w mieszkaniu Maćka w Krakowie na Woli Justowskiej, dość huczną „prywatkę”.

Odnośnie tej „prywatki” BK s.173/174 przypomina:

> „Po wyjściu większości gości … doszło do wiążących ustaleń. Kozłowski poprosił Włodka o skontaktowanie się z Szymborskim w celu wyszukania potencjalnych współpracowników „Kultury”, wnuk Iwaszkiewicza zaś ze swej strony obiecał w tej sprawie porozmawiać z socjologiem Janem Krzysztofem Kelusem, znanym mu na stopie towarzyskiej.”

> Młody socjolog z Warszawy (K. Kelus), mający za sobą doświadczenia uczestnictwa w ruchu marcowym, nie dał się długo prosić przyjacielowi z Krakowa: „Mróz swoim pojawieniem w Warszawie (w styczniu 1969) znowu zrobił mi kolejną katastrofę w głowie. Dobry przykład czyni cuda. Granice, WOP, milicja na każdym rogu, człowiekowi wydaje się, że jest w obozie za drutami, że władza robi wielką łaskę, bo pozwala komuś podróżować. A tu przychodzi kolega Mróz i okazuje się, że w tym [...] drucianym płocie jest dziura, przez którą można swobodnie cały łeb przecisnąć. Wystarczy olewać WOP i milicję, nie taka straszna ona i wszechwiedząca, jak by się wydawało.

BK od s. 185:

> Wracając w pierwszych dniach lutego 1969 r. do Paryża, Kozłowski mógł mieć poczucie sukcesu – napisał kilka tekstów publicystycznych, zorganizował przerzut pewnej – jeszcze niewielkiej, ale dla odbiorców w Polsce na pewno znaczącej – liczby publikacji emigracyjnych, umówił się z przyjaciółmi z kraju na dłużej trwającą współpracę w tym zakresie. Przywiezione ulotki i dokumenty zostały włączone do drugiego tomu Wydarzeń marcowych, tj. zbioru Polskie przedwiośnie w serii dokumentarnej „Biblioteka «Kultury»” (pierwszy tom, … właśnie wydrukowano). Jako że (Kozłowski) dotychczas praktycznie działał sam, luźno związany z redakcją „Kultury” człowiek pióra, postanowił zyskać większą legitymizację dla swych zamiarów i wtajemniczył w nie kilkoro poznanych w Paryżu Polaków (…) Wśród osób zaangażowanych w ów „spisek” byli Barbara Kozłowska (mieszkająca wtedy w Bolonii), Maria Tworkowska, Jacek Winkler, Aleksandra Henner (przebywała w Paryżu od kilku lat, architekt) i Jerzy Szenberg. I oczywiście taternicy: Mróz (osiadł już wówczas na dobre nad Sekwaną) oraz Głogoczowski (pracujący w Kopenhadze). … Nie wszyscy wyżej wymienieni mieli tak samo silne poczucie, że grono to jest quasi-kółkiem politycznym … Najbardziej zaangażowany trzon stanowiło rodzeństwo Kozłowskich z Winklerem, na pewno Tworkowska, Mróz i Głogoczowski.

BK s. 200-202:

> Prawdopodobnie pod koniec marca 1969 r. doszło do spotkania kilku mieszkających w Paryżu osób w celu przedyskutowania wspomnianych listów Ramera i Głogoczowskiego do Kozłowskiego. (…) Ramer w swym liście stwierdzał, że pobytu za granicą nie można wykorzystywać tylko dla zarabiania pieniędzy i powinno się działać na rzecz kraju (tj. dążyć do rozszerzania demokracji, zniesienia cenzury prewencyjnej, zmian ekonomicznych, bliżej niescharakteryzowanych). Ramer miał wręcz użyć wyrażenia „socjalizm z ludzką twarzą”, (…) Kozłowski jako argument za rozwinięciem działalności (poniekąd w celu auto-reklamy) przytoczył fakt, że wrócił właśnie z CSRS i przygotowywał się do kolejnego tam wyjazdu z książkami Instytutu Literackiego. …. Następnego dnia (29.III.69) spotkano się znowu, już z udziałem Głogoczowskiego i Kozłowskiej (Ramer nie dojechał z Amsterdamu wskutek awarii samochodu…).

> (…) Głogoczowski i Kozłowski pochwalili się swoimi powiązaniami i znajomościami w ruchu studenckim odpowiednio w Danii i Czechosłowacji (Mravec), ale za najważniejsze uznano relacje ze studentami z Polski. Kontrowersję ponownie wywołał projekt nawiązania kontaktu z dyrektorem RWE Janem Nowakiem–Jeziorańskim i „inspirowanie” rozgłośni poprzez przesyłanie jej materiałów do nadania na falach radia. Giedroyc w swym liście do Kozłowskiego z 31 marca 1969 r. proponował wysyłanie do RWE listów od fikcyjnych nadawców (w szczególności w sprawie wyborów w PRL – Giedroyc skłaniał się ku całkowitemu ich bojkotowi, a zależało mu w szczególności, by temat ten stał się głośny i odbił się echem na falach eteru, aby społeczeństwo zajęło wobec nich aktywną, a nie konformistyczną postawę) W sposób kategoryczny podtrzymywali jego pogląd Barbara Kozłowska i Marek Głogoczowski.

> Ten ostatni nawet proponował zająć się nawiązaniem kontaktów z rozgłośniami w krajach skandynawskich, w celu uzyskania określonego czasu „na antenie” dla potrzeb naszej grupy. … Tymczasem postanowiono wybrać się gremialnie do „Mezonu” (tj. Maissons-Laffitte siedziby „Kultury”). … Młodzi przyjechali trzema samochodami w następującym składzie – rodzeństwo Kozłowskich, Głogoczowski, Winkler, Tworkowska, Henner, Sternlicht oraz Mróz i jeszcze jedna kobieta o imieniu Iwona (M.G. > utalentowana tancerka w kabarecie „Moulin Rouge” w Paryżu).

M.G. > Na naszym spotkaniu w Paryżu oczywiście pojawiła się sprawa finansowania przerzutów, przez Czechosłowację i Tatry, „Kultur” do PRL-u. Ja będąc jedynym w zespole posiadającym stałe uposażenie asystenta na Uniwersytecie Kopenhaskim (ok. 500 $, z czego 1/3 miały mi zeżreć podatki), samemu nie mając czasu jechać z tym „Kultur-przemytem”, dorzuciłem do „sprawy” 50 $ (na „obecne” to by było chyba więcej niż 200 $). Także historia napisania ulotki głoszącej BOJKOT WYBORÓW do Sejmu w czerwcu 1969 roku – którą wysłaną z terenu Polski do „Wolnej Europy”, ta rozgłośnia z dumą czytała (akurat usłyszałem swe słowa będąc już w Kopenhadze!) – to też była moja „sprawka”. Po mym pobycie w Paryżu pod koniec marca 1969, w dalszych przygodach „Taterników” już nie uczestniczyłem, „przywiązany” do pracy na Uniwersytecie w Danii.

A niewątpliwie były one „nietuzinkowe”. Na przykład opis spotkania na polsko-słowackiej granicy, zaledwie w 10 dni po naszym wielkanocnym spotkaniu z Giedroyciem:

BK. s. 198

> Termin spotkania w górach był ściśle wyznaczony. Do Zakopanego udał się Włodek, wywożąc spory plik materiałów, w tym opowiadanie Hena. Zatrzymał się w schronisku nad Morskim Okiem, skąd wyszedł w góry i zostawił maszynopisy zabezpieczone folią na szczycie Rysów, pod słupkiem granicznym (na szczycie leżał śnieg, więc ich ukrycie nie nastręczało kłopotów). Następnego dnia niespodziewanie zadzwonił do niego zza granicy słowackiej Kozłowski i zmienił miejsce spotkania – z Popradzkiego Stawu na Łysą Polanę (po stronie słowackiej). Idąc na to miejsce przez las, Włodek (który próbował się przekraść przez granicę) natrafił na (MG > czechosłowacki) patrol WOP. Żołnierze sprowadzili go do (MG > polskiej) strażnicy, niezbyt wierząc w to, że istotnie spadł, jak podawał, z lawiną. … Następnego dnia (10 IV 1969) na szczycie najwyższej polskiej góry doszło do spotkania, w którym brali udział Włodek i Kozłowski, a także Mróz i Mirosława Szatoplech, narzeczona Włodka.

No i niechlubne zakończenie naszej przygody z „Kulturą poprzez Tatry”

MG. > Niestety wkrótce po kwietniowym spotkaniu „taterników” na szczycie Rysów, Aleksander Dubcek przestał być 1 Sekretarzem KP Cz-S i tamtejsza „bezpieka” znowu zaczęła Urzędowanie. Już bez mego (zarówno duchowego jak i finansowego) wsparcia Kozłowski wybrał się w maju jeszcze raz „z literaturą” do Czechosłowacji.Według BK s. 241:

> W dniu 21 maja 1969 r. Kozłowski i Tworkowska wjechali do CSRS z RFN przez przejście graniczne w Rozwadowie. Uwagę celników czechosłowackich przyciągnęła paczka polskich publikacji leżąca na samym wierzchu bagaży. Zrobili więc rewizję samochodu, na tyle wnikliwą, by sporą część przemytu zakwestionować. Kozłowski nie krył, że celem jego podróży jest Polska, a zamierza się zatrzymać nazajutrz w Starym Smokowcu, przekazać materiały niejakiemu Maciejowi Kowalskiemu z Warszawy. …(Po spędzeniu kilku dni u znajomych „rewolucjonistów” w Pradze) W dniu 25 maja oboje kurierzy i matka jednego z nich (Macieja K.) wyruszyli na Słowację…. Wynajęli pokój w hotelu w Starym Smokowcu. Następnego dnia rano zostali wezwani na posterunek milicji pod pozorem złożenia wyjaśnień w sprawie swojego samochodu. Tam zatrzymała ich czechosłowacka Służba Bezpieczeństwa i odwiozła nad granicę polsko-czechosłowacką, gdzie o godz. 11.00 nastąpiło ich wydalenie jako… uciążliwych turystów. Wraz z podróżnymi, przypuszczalnie tego samego dnia, przekazano stronie polskiej wydawnictwa zarekwirowane w Rozwadowie. … Równolegle w nocy 26/27 maja na parkingu MSW przy ul. Rakowieckiej w Warszawie poddano przeszukaniu citroëna (MG. > którym przyjechali z Francji). Śledczy wydobyli z niego 12 egz. „Zeszytów Historycznych” i 178 książek Instytutu Literackiego, z czego 49 egz. publikacji Polskie przedwiośnie, Dokumentów marcowych t. II. Czechosłowacja (1969) Itd.

BK s. 258: Kto zdradził?

> Historia opisana w Rozpracowaniu emisariuszy zasługiwałaby na ujęcie literackie z racji swej barwności i pewnej dozy dramatyzmu…. Na początku 1969 r. Irena Lasota, jedna z aktywniejszych uczestniczek wiecu 8 marca, została wytypowana przez SB do objęcia kontrolą operacyjną. 13 kwietnia 1969 r. zjawił się u niej w domu, pod pozorem załatwiania spraw zawodowych, tajny współpracownik „Roman”, wyposażony w teczkę z minifonem (małym urządzeniem rejestrującym dźwięk). „Roman” to pseudonim nadany na potrzeby publikacji – w istocie Lasotę i jej męża inwigilował nie byle kto – TW „Rybak”, czyli Józef Kossecki. Był na tyle dyskretny, że wyszedł z pokoju, gdy Lasota chciała porozmawiać z właśnie przybyłym młodym człowiekiem o imieniu Maciej. Ale teczkę z włączonym magnetofonem zostawił. …

(MG. > Nb. W lecie 2007 docent J. Kossecki zaprosił mnie do uczestnictwa w organizowanym przezeń Seminarium w Rychłocicach, gdzie wygłosiłem znamienny referat „Studium sterowania PAN-em, czyli (niby) Polską Akademią Nauk”.)

> Informacje z taśmy niezwykle zainteresowały funkcjonariuszy SB, którzy już 16 kwietnia 1969 r. ustalili, że Lasotę odwiedza Maciej Włodek – taternik, wówczas zawieszony w prawach studenta. (…) SB dowiedziała się także, że 9 kwietnia służba graniczna CSRS przekazała strażnicy WOP Włodka zatrzymanego po stronie słowackiej.

I dalej s.260:

> Nadanie przez monachijskie radio 23 kwietnia tego roku tekstu ulotki – jako rzekomo otrzymanej z kraju – na temat wyborów z hasłem: „Rządzicie sami, wybierajcie się sami” dostarczyło SB ważkich argumentów. Uprawdopodobniło przypuszczenie, że autorów ulotki należy szukać w kręgu Lasoty i Włodka i dowodziło, że mają oni swój kanał łączności z RWE (choć, jak wiadomo, ulotka dopiero za kilka dni miała przyjechać ukryta w papierosie do Polski).

> Na początku maja punktem zaczepienia dla SB był głównie Włodek (jego mieszkanie obserwowano z punktu zakrytego, podsłuchiwano też telefon). Nic więc dziwnego, że zupełnie prywatny i stuprocentowo sportowy wyjazd Włodka w góry w pierwszych dniach maja zabezpieczono w nadzwyczaj pieczołowity sposób: prowadzono ciągłą inwigilację, kontrolowano ruch osób w schroniskach tatrzańskich, uaktywniono agenturę, wzmocniono cywilne posterunki WOP, które wyposażono w radiostacje (wopistom rozdano fotografie Włodka).

MG > No i w końcu, 26 maja 1969, już bez związku z „polowaniem na Włodka”, Kozłowski z Tworkowską wpadli, gdy zameldowali się w hotelu „Grand” w Starym Smokowcu, w ręce CSRS a potem i PRL-owskiej milicji…

MG > I na zakończenie celna uwaga Jerzego Giedroycia na temat zachowania się naszej grupy w Paryżu.

Tak nas on opisał, po naszej wizycie w Maissons-Laffitte w liście do autora Rodzinnej Europy (czyli do Czesława Miłosza, którego poznałem w 2 lata później na UC Berkely):

BK s. 205 > Tak: Chłopcy i dziewczęta, będący zaprzeczeniem jakiegokolwiek establishmentu, żyjący niezmiernie łatwo w jakiejś swoistej komunie. Chłopcy, którzy bez papierów jadą do Czech i przez góry szmuglują „K[ulturę]” (no i inne rzeczy), otwarci na każdą wariacką inicjatywę, jeśli tylko ich „bawi”, nie zastanawiający się nad własną przyszłością, szalenie nieskoordynowani, a jednocześnie to są matematycy, fizycy, socjologowie wybitni, nawet z pewnymi osiągnięciami. Duża mądrość życiowa łącząca się integralnie z bezbrzeżną naiwnością, zdolni do każdego ryzyka, ale niezdolni do jakiejkolwiek pracy organicznej. Pójść przez góry z paką Wydarzeń marcowych, by je rozrzucić w akademikach, malowanie sloganów antywyborczych na murach tak, ale zająć się serio np. robotnikiem, to już nie. To wszystko są małe zespoły, szalenie między sobą zgrane, ale anarchiczne (…) Ogromny nonkonformizm: nienawiść i pogarda do ludzi typu powiedzmy J[ana] Kotta, datująca się od ich czasów szkolnych.

Przypisy.

Jak potoczyły się dalsze losy bohaterów opasłej książki Bartłomieja Kaliskiego?

Maciej Kozłowski – po odsiedzeniu ponad połowy zasądzonej mu kary 4,5 lat więzienia, powrócił do działalności dziennikarskiej (po Norwegii, jak ponoć mówił Mrozowi, alpinizm przestał go interesować). Pracował najpierw w „Wieściach”, potem i w „Tygodniku Powszechnym”. Napisał książkę o swym wuju Leonie Kozłowskim, w latach 1934-35 piłsudczykowskim premierze II RP. Po zmianie ustroju został dyplomatą, początkowo w Waszyngtonie w ambasadzie RP, a następnie ambasadorem w Izraelu aż do emerytutury w 2003 roku.

Barbara Kozlowska – z wykształcenia romanistka, po krótkim epizodzie na Uniwersytecie w Bolonii, osiadła w Genewie jako nauczyciel w Szkole Międzynarodowej. Wciąż intensywnie się wspinała, zginęła w 1985 roku w trakcie wyprawy na Gaszerbrum w Himalajach, zorganizowanej przez Wandę Rutkiewicz i Stefa Scheftera z Genewy. (Jej towarzysze też z czasem w tych Himalajach pozostali: Wanda Rutkiewicz na Kanczendżondze w 1992 roku, a Stef Sch., podobnie jak Barbara utonął przy przekraczaniu lodowcowego potoku kilka lat temu.)

Andrzej Mróz – Jego ojciec był jeszcze przedwojennym komunistą i jak mi opwiadał Andrzej, „ojciec nienawidził Ruskich, bo ci, w latach 1930, wezwali jego kolegów z KPP do Moskwy, skąd oni nigdy nie powrócili.” Po historii z przerzutami „Kultury” Andrzej osiadł w Paryżu, gdzie ożenił się z Irene de Nervo (ponoć jej rodzina miała jakiś zamek w Auvergne) i zaczął pracować jako informatyk (wykształcony na AGH). Był z początkiem lat 1970 jednym z najlepszych we Francji alpinistów. Zginął w lipcu 1972 przez własną nieuwagę i pośpiech by zdążyć na samolot do Peru, schodząc w nocy, z francuskim partnerem (który jakoś to przeżył) z trudnej Aig. Noire de Peuterey w masywie Mt. Blanc. Ja po jego śmierci przejąłem jego rolę we francuskiej wyprawie GHM na Nevado Huascaran Norte (6655 m) w peruwiańskich Andach. (Tak to zrealizowaliśmy – niejako „wspólnie” – nasze marzenie z 1968 roku by wspinać się w mitycznych dla nas podówczas Cordyliera Blanca): na zdjęciu „zdobyta” przez nas wschodnia grań tego szczytu, którą Francuzi obiecywali nazwać „granią Mroza”.

Po śmierci Andrzeja, w „Kulturze” z listopada 1972 opublikowałem o nim wspomnienie:

(więcej na http://markglogg.eu/?p=2041)

A córka naszego kolegi Macieja Włodka, Ludwika Włodek przy współpracy (doskonale mówiącego po polsku) Kristofa Mroza, syna Andrzeja Mroza, napisała całą o mym przyjacielu książkę, wydaną w 2014 w języku polskim i francuskim:

Krzysztof Szymborski – ten podobnie jak Maciek Kozłowski odsiedział w w więzieniu dwa lata z „hakiem”, po czym podjął pracę w Instytucie Fizyki PAN w Warszawie. Czytywałam jego artykuły popularno-naukowe, ukazujące się w rozmaitych czasopismach (np. „Polska”). Wciąż zainteresowany historią nauki, w 1981 wyjechał do USA, by zostać wykładowcą w Skidmore College w Saratoga Springs, NY. Ponieważ ja wróciłem do kraju w kilka miesięcy później, w kwietniu 1982, nie miałem z nim już kontaktu. Sądząc po napisanym przezeń i opublikowanym w Polsce w 2011 roku, wychwalającym neodarwinowską „socjobiologię”, dłuższym eseju o „Psychologii ewolucyjnej”, smętnie pozwolę sobie zauważyć, że emigracja do USA nie przysłużyła się memu koledze w doskonaleniu jego poglądów na ewolucję Przyrody (Ożywionej) Obdarzonej Psyché. (Wg. Jeana Piageta « nawet mikrorganizmy myślą » – patrz mój ostatni, opublikowany w giedroyciowskiej „Kulturze” nr 7-8, 1980, krytyczny esej ”Ciuciubabka naukowa”.) Nie wiem, czy starszy ode mnie o rok Krzysztof jeszcze żyje.

No i w końcu ja „Markglogg”, względnie „Gasienica” wcześniej. Tu chciałbym wrócić do sprawy poruszonej przez mnie na neonie już dwa lata temu:

Poznawszy (wiosną 1969 roku) osobiście Jerzego Giedroycia i pod wpływem “przygód naukowych” na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley (1969-1972) zacząłem pisywać bardzo ANTYAMERYKAŃSKIE artykuły w “paryskiej” KULTURZE (aż 7 takich w latach 1971-1980). Jak kilka lat temu mnie poinformowała AnitaBalon*, robiąca na UW pracę magisterską z “procesu taterników 1969″, informacja o tych mych publikacjach znikła z oficjalnego spisu prac autorów rzeczonej “Kultury”. Pozostał tylko jeden, wspomnienie o  Andrzeju Mrozie, który zginął w Alpach w 1972 roku.

Pierwszy z tych wykasowanych “antyamerykańskich” esejów nosił tytuł “Freedom on Freeway”, I był zachwalany już na okładce “Kultury” (wraz z już dobrze znanymi w Polsce postaciami S. Mrożka i L. Kołakowskiego):

A ostatni mój, napisany w 1981 roku w Genewie, ściśle naukowy esejWykład na temat rozwoju potrzeb” okazał się, niestety, “nie do przełknięcia” przez NIEWIDZIALNĄ CENZURĘ, bardzo skutecznie fukcjonującą na Zachodzie – w tym oczywiście i w paryskiej “Kulturze” (o czym mi Giedroyć szczerze napisał.) Udało mi się ten “Wykład” opublikować dopiero w dwa lata później, po powrocie do PRL-u, w bardzo prestiżowym podówczas miesięczniku “Twórczość”:

Stąd i pewien krąg mych, naiwnych w młodości poczynań, krytykujących rzeczywistość, w jakiej zwykliśmy żyć w PRL, się DOMKNĄŁ. Wszystko to, co wyobrażałem sobie wtedy (na podstawie chociażby „Listu otwartego do Partii” J. Kuronia i K. Modzelewskiego” z 1965 roku) na temat „strasznego totalitaryzmu”, w formie ustroju socjalistycznego, okazało się być rodzajem MAŁODUSZNEGO NIEDOMYŚLENIA. Zaś PRAKTYCZNY TERROR DEMOLIBERALNY, odwracający ludzką uwagę od stwarzanych, przez TUMORALNY PRZEROST „T-P-D” EKONOMII, zagrożeń dla samej egzystencji gatunku Homo Sapiens, stał się PRAWDĄ ZAWZIĘCIE UKRYWANĄ przez światowych MASTERS OF DISCOURSE dysponujących, po nagłym zniknięciu większości państw socjalistycznych, gigantycznymi po temu środkami.

*

Dla odetchnięcia od tych OB(R)ŻYDLIWYCH perspektyw, fotografia prawie 1800 metrowej, pionowej ściany masywu Trollygen, z FILAREM BRUGDOMEN dokładnie w jej centrum. Od wspinaczki na tę „turnię” rozpoczęła się, w lipcu 1968, nasza trwająca prawie przez rok przygoda z „paryską Kulturą”:

 

Posted in Alpinizm, Obce teksty, polityka globalizmu, POLSKIE TEKSTY | Leave a comment

PAN w Z-nem (55): Zestaw Świąt dla przyszłości WOLNEJ od hebrajskiego „Pana Świata”

Zestaw Świąt dla przyszłości WOLNEJ od biblijnego ADON OLAM, czyli hebrajskiego „Pana Świata”

Od kolegi „Taternik himalajski” z naszego rodzinnego Podhala, dostałem takie oto życzenia świąteczno-noworoczne 2020/2021

 Przesyłając powyższe, ELEGANCKIE ŻYCZENIA dalej, mym znajomym i korespondentom, zacząłem się zastanawiać, które to to Bogi są Szczodre, zapewniając ich wyznawcom po prostu DOBROBYT, nie tylko wyżywieniowy ale i RUCHOWY, będący podstawą Zdrowego Życia (i to nie tylko ludzi, ale i towarzyszących im domowych zwierząt).

Bo przecież Jezus w kolebce, ledwo narodzony, jeszcze żadnego Dobrobytu nie jest nam w stanie przysporzyć. A śpiewana kolęda „Lulaj, że Jezuniu lulaj że lulaj” może zapewnić jej śpiewcom tylko chwilowy DOBROBYT DUCHOWY, gdy się SAMO-USYPIAJĄ jej słowami, tracąc zupełnie poczucie rzeczywistości. Szczególnie gdy wyśpiewują, z cielęcym zachwytem, te znane wersety:

Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony
Ogień krzepnie, blask ciemnieje
Ma granice – Nieskończony

Otóż w pierwszych wiekach chrześcijaństwa były silne opory przed uznaniem nowo narodzonego Jezusa za „boga”, święto Bożego Narodzenia udało się wprowadzić do liturgii dopiero po wypędzeniu z Kościoła NESTORIAN w V wieku n.e. Poplecznicy bowiem patiarchy Konstantynopola Nestoriusza argumentowali, że KŁAMSTWEM było zapewnienie św. Pawła, jakoby już jako Bóg Jezus się urodził (by następnie na Krzyżu, wciąż będąc Bogiem, życia dokonać, chętnie odkupując, przy okazji, grzechy „inwestorów” w jego w Świętą Mękę ). Bo czyż sam Jezus w kolebce może być SZCZODRY, wobec wychwalających jego przyszłe zalety kolędników? (Przypominam że w tym okresie, według kościelnej tradycji SZCZODROŚĆ wobec nic nie rozumiejącego oseska zademonstrowali Trzej Królowie Głupcy, K + M + B, którzy przynieśli mu w darze rzeczy mu wtedy niepotrzebne, ale robiące na motłochu dobre wrażenie Złoto, Kadzidło i Mirrę.)

Według Ewangelii, Jezus zaczął obdarzać swych uczniów i sympatyków swymi ‘boskimi’ darami, podtrzymującymi radość ich życia, dopiero gdy ukończył lat 30 i zaczął uzdrawiać ślepych i ożywiać pozornie zmarłych, a głodnym ponoć potrafił zapewnić „nadzwyczajne” dostawy ryb oraz chleba. Co więcej, w tym swym wieku DOROSŁYM zaczął darzyć wych wyznawców bardziej subtelnymi darami nie tylko swej ROZUMUJĄCEJ DUSZY ale i SPRAWNEGO CIAŁA, wypędzając na przykład kupców z jerozolimskiej świątyni.

Dlaczego zatem, po wypędzeniu nestorian z Kościoła Powszechnego, w kościelnej liturgii o tych SZCZODRYCH darach Jezusa-Boga przewstano wspominać? Przecież w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, zanim pojawiło się stycznowe święto tych Trzech Króli Głupców, 6 stycznia czono uroczyście cud zamiany wody w wino w Kanie Galilejskiej, które to święto w istocie dodawało smaku dopiero co zakończonym rzymskim saturnaliom. Stąd ma propozycja, z okazji nadchodzącego POST-KABALISTYCZNEGO ROKU 2021 restytucji, upiększających nasze życie, zapominanych obecnie świąt zarówno chrześcijańskich jak i pogańskich, w tym i tych słowiańskich.

 Dwa święta związane z cyklem kosmicznym Ziemi

Otóż mamy, obecnie śladowo zachowane, dwa Święta odwołujące się KOSMICZNEGO charakteru, naszego Życia na Planecie Ziemia, czyli Zimowe oraz letnie przesilenie Słoneczne (na Półkuli Północnej jest to 23 grudzień oraz 21 czerwiec).

1. Jak należy czcić to pierwsze z nich to wskazał mój kolega z Podhala „Taternik himalajski”, w inskrypcji zwartej na elektroniczne kartce skopiowanej powyżej. Tutaj pozwolę sobie przypomnieć, że w antycznym Rzymie, w trakcie poprzedzających zimowe przesilenie tygodniowych Saturnalii „Zawieszano prowadzenie wszelkiej działalności gospodarczej, niewolnicy świętowali na równi z wolnymi … orszaki weselących się ludzi zmierzały przez całe miasto na uczty i zabawy”. Czyli był to okres rodzaju rozszerzonej na cały tydzień, zabawy sylwestrowej (od której zostaliśmy ostatnio ‘uwolnieni’, przez „kwarantannę narodową” kończącą rok 2020 po narodzinach Chrystusa.)

2. Jeśli chodzi o letnie słoneczne przesilenie, czyli „noc świętojańską”, to za mojego stalinowskiego dzieciństwa, w Krakowie nad zakrętem Wisły pod Wawelem urządzano huczne „wianki”. Z tego czasu zapamiętałem, jak nad Wisłą zaczął się unosić, rzęsiście podświetlony balon przybrany w zrobione ze słomy szaty bogatego chłopa, „kułaka”, którego to przedsiębiorczego rolnika podówczas na wsiach zwalczano. Zapewne była to ilustracja stalinowskiej próby realizacji Dobrej Nowiny nazarejskiego Jezusa, zapewniającego iż Biznesmeni i handlarze nie wejdą do miejsca mego Ojca (jest to zakończenie Jezusowego logionu nr 64 zawartego w Ewangelii Tomasza, zdelegalizowanej przez Kościół na Soborze w Nicei w 325 roku). A z lat 1980-tych, czyli nie tak dawnych, pamiętam że w noc świętojańską na wzgórzach dominujących Podhale, młodzież góralska zapalała ogniska, by śpiewać przy nich niezbyt przystojne śpiewki.

 Dwa Święta o charakterze Anty Kapitalistycznym

 Warto też kultywować, na przekór TOTALNEGO WŁADZTWA MAMONA w obecnym „Amerykańskim Wieku XXI”, pamięć o dwóch, pozornie super-pogańskich świętach, bardzo hucznie obchodzonych przez prawie cały wiek XX w wielu krajach, także i w Polsce Ludowej. Chodzi tutaj oczywiście o święto, nie chcącej się zbytnio przepracowywać Klasy Robotniczej 1 maja, oraz o rocznice Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej 7 listopada (to drugie święto jest obchodzone, jako dzień wolny od pracy, obecnie chyba TYLKO na Białorusi). Nie będę się tutaj rozpisywał co te święta symbolizowały. Niewątpliwie nawiązują one do proroczej uwagi Jezusa, iż „prędzej wielbłąd przez ucho igielne niżli bogacz do królestwa mego Ojca”. Warto przy okazji połączyć ANTYBURŻUAZYJNE obchody 1 majowe z obchodami kolejnych rocznic, 5 maja, urodzin Karola Marksa, Wyzwoliciela Pracy od Niewolnictwa Pieniądza. Czyli od Kapitału, dzisiaj prawie globalnie dominującego. Niedawną rocznicę 200 lecia urodzin tego proroka antykapitalizmu obchodzono uroczyście nie tylko w Chinach Ludowych, ale i w UE, w protestanckiej katedrze w Trewirze, w której prawdopodobnie 6-letni Karol M. został ochrzczony.

 

A jeśli chodzi o rocznice Wielkiej Rewolucji Październikowej, to warto je połączyć z corocznym STARO CHRZEŚCIJAŃSKIM ŚWIĘTEM upamiętniającym wypędzenie biczem przez Jezusa kupców oraz bankierów z jerozolimskiej świątyni. Przez całe 75 lat kupcy i biznesmeni mieli ciężko w byłym już ZSRR, dopiero po gorbaczowowskiej „pierestrojce” obsiedli, jak jakaś super żarłoczna szarańcza, prawie wszystkie możliwe urzędy na post-radzieckiej przestrzeni. Kiedy ta, pielęgnowana w szczególności w USA, ZMORA LUDZKOŚCI ulegnie przyduszeniu?

Do powyższych, celebrowanych powszechnie aż do końca wieku XX, świąt pogańsko-chrześcijańskich, warto by,w wieku XXI dołączyć DWA NOWE ŚWIĘTA, też wywodzące się ze starożytno-nowoczesnych wrogich mozaizmowi tradycji.

Najważniejszym z nich było by Świętem

PRZECIWENTROPII oraz DECYFRYZACJI

 Najlepiej obchodzone, w naszej strefie klimatycznej, w okresie tak zwanych „dożynek” Święta Plonów w miesiącu sierpniu, Warto by je połączyć z przypominaniem rocznicy urodzin J.B. Lamarcka, 1 sierpnia 1744 roku.

 ,Było by to święto Wyklętych obecnie, stanowiących wyzwanie dla Cyfryzacji, RZECIWENTROPICZNYCH PRAW BIOLOGII sformułowanych szczegółowo już 211 lat temu przez tegoż Lamarcka. Praw AKTYWNEGO ŻYCIA wszelkiej żywiny, już wyczuwalnych w „filozofii antybankierskiej” Arystotelesa, oraz w odrzuconej jednocześnie z nestorianizmem przez Kościół, teologii ascetycznego mnicha Pelagiusza, przekonywującego „o sile i jakości ludzkiej natury”. Natury ludzkiej samo się doskonalącej w zderzeniach z Rzeczywistością. Patrząc wstecz, te coraz bardziej zapominane „dożynki”, święto zbiorów życiodajnych plonów ziemi, było symbolizowane w starożytności przez „kosz obfitości” pełen zboża, umieszczony na głowie pogańskiego Boga Jedynego, od Egiptu aż po Afganistan, Serapisem (od Ozyrys-Apis) zwanego.

 Święto PRZECIWENTROPII (patrz figura Serapisa znaleziona w Bagram w Afganistanie, mająca charakter wyraźnie przeciwentropiczny) upamiętniało by także opisany w Ewangeliach atak Jezusa z Nazaretu na występujących obecnie w szatach „neodarwinistów” biblijnych Faryzeuszy, „którzy przechwycili klucze Świątyni Poznania, sami nie weszli, ale innym wejść nie dają!” (Patrz Post Scriptum.) Przypominam, że wielką bibliotekę w Aleksandrii, zwaną Serapeionem, spalono w 391 roku na żądanie lokalnego biskupa Teofila, popartego dekretem cesarza Teodozjusza.

 No i ostatnie, ważne dla całego świata święto, które warto nazwać :

Obchody Pamięci OFIAR MOZAIZMU

Byłaby to celebracja „odwróconej paschy”, upamiętniającej OFIARĘ, ponoć złożoną z siebie samego przez Jezusa nazarejskiego, za pomyślność Nowego Izraela, mającego nad Światem Zapanować.

Jak się bowiem czyta Stary Testament, to w oczy się rzuca cały szereg masowych mordów, związanych z przebywaniem na ziemi Ludu Mojżeszowego. Za czasów tegoż Mojżesza mieliśmy przecież historię nocnego skrytobójstwa wszystkich nie żydowskich pierworodnych w Egipcie, a następnie, pod Górą Synaj potworność RYTUALNEGO MORDU, aż trzech tysięcy żydowskich wyznawców egipskiego, mającego wyraźnie przeciwentropiczny charakter BOGA APISA, czczonego w zwierzęcej postaci pełnego wigoru i siły Byka, okresowo przyjmującego ludzką postać Ozyrysa (Stąd ten późniejszy Serapisa, mający też cechy co wybitniejszych greckich bogów.) Otóż biblijny Mojżesz, przywodzący „w imię Dekalogu” temu aktowi ludobójstwa pod górą Synaj był, w opinii Jezusa dyskutującego z żydami w jerozolimskiej świątyni,Mężobójcą i Ojcem Kłamstwa”, zakrywającym swe zbrodnie wypełnionym obłudą Dekalogiem. Z tego powodu już wtedy, w świątyni pobożni żydzi usiłowali Jezusa ukamieniować.

 Jak już wskazywaliśmy wcześniej, wychowany w Egipcie Jezus czynił cuda podobne do tych Serapisa, wręcz są uzasadnione opinie, że to synkretyczne, greko-egipskie bóstwo było symbolicznym Ojcem-Pierwowzorem Jezusa z Nazaretu SZCZODREGO się zachowania.

Nic zatem dziwnego, że wierny tradycjom „mojżeszowym”, jerozolimski Sanhydryn kombinował jak wykorzystać obecność w Izraelu wojsk rzymskich, by niewygodnego proroka zlikwidować. Wykorzystując jego „zmartwychstałe” truchło do zrobienia zeń „baranka bożego, za grzechy i zbrodnie chrześcijan przykładnie umęczonego”. Które to udane, komercyjne przedsięwzięcie dało pretekst do rozpoczęcia, od dwóch tysiącleci się nie kończącej, Globalnej Konkwisty w imię „boga Izraela” zwanego także Panem Świata, po hebrajsku Adon Olam. (Patrz tekst „Geneza zabójeckiej demokracji USA”.)

I chociażby z tego powodu, dokładnie w dniach żydowsko-chrześcijańskich uroczystości paschalnych, należy o ZBÓJECKIM CHARAKTERZE obu tych Globalnych religii koniecznie przypominać.

 SZCZODRYCH GODÓW

w roku 104 po Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej

Post Scriptum. Do jakiego stopnia, „dzięki Bogu Izraela” nastąpiła u licznych obecnie uczonych utrata zrozumienia na jakiej zasadzie działa PRZECIWENTROPIA, dlaczego ludzie potrafią zazwyczaj się sami ZWYCIĘSKO wykaraskać, z narzucanych im zagrożeń ich (dobro)bytu, ilustruje obecnie w Polsce rozpowszechniany apel profesora genetyki Romana Zielińskiego, domagającego się zaprzestanie szczepień ochronnych, wymierzonych przeciw rozszerzaniu się pandemii Covid-19.

Zieliński przypomina, że zgodnie z ulotką dołączoną do zawierającej mRNA szczepionki firmy Pfizer „obcy element genetyczny, super wirus, jakim jest konstrukt mRNA, będzie angażował aparat translacyjny naszego organizmu w celu wyprodukowania białka S, a także aparat replikacyjny, w celu namnożeniu aktywnych, wirusowych cząstek mRNA.” I argumentuje, że „Zagrożeń związanych z wprowadzeniem tego konstruktu mRNA w „szczepionce”jest wiele i jednym z nich jest możliwość jego włączenia się do genomu człowieka i związany z tym wpływ na zmianę ekspresji genów i ich mutacje.” Otóż to wprowadzone do organizmu mRNA, jest bardzo niestałe i szybko, bo w zaledwie tydzień – dwa ulega rozkładowi, skoro po trzech tygodniach trzeba powtórzyć jego wstrzyknięcie. A to po to, by ludzki endogenny układ odpornościowy miał czas „nauczyć się” wytwarzać przeciwciała przeciw temu, syntetyzowanemu na wszczepionej„matrycy” mRNA, rozpoznawanemu jako „wrogie” ‘białkuS’, obecnemu na powierzchni wirusów Sars Cov-2. (Stąd właśnie szczepionki Pfizera trzeba przechowywać w temperaturze „suchego lodu”, ok. -70 stopni, by zawarty w nich mRNA się przedwcześnie nie rozleciał.) I stąd też niezwykle niskie prawdopodobieństwo, by wprowadzony z zewnątrz do plazmy organizmu ‘konstrukt mRNA’, się jakoś przedostał – i to w aktywnej całości – do genomu jego komórek.

A pożytki z „wymuszenia” przez wprowadzenie do organizmu, za pomocą tego ‘konstruktu mRNA’, wrogiego mu ‘białkaS’? „Obudzony”, przez jego wykorzystanie, układ odpornościowy zaszczepionej osoby, bardziej energicznie się „obudzi” powtórnie, gdy z zewnątrz pojawią się kolejne zagrożenia. Czyli ogólnie należy oczekiwać polepszenia stanu zdrowia, pozytywnie przeżywszej to szczepienie osoby…)

Biblia Jakuba Wujka przypomina:

A gdy schodził Mojżesz z góry Synaj, trzymał dwie tablice świadectwa, a nie wiedział, że twarz jego była rogata z społeczności mowy Pańskiej. (Wj 34, 29)

A oto chrześcijański symbol MARTWEGO Jezusa Zbawiciela, wzorowany na tym “mojżeszowym” MARTWYM wężu na patyku:

Oto zestaw “apteczki” jaką w Indiach dostają wszyscy u których wykryto zakazenie Covid 19:

Posted in POLSKIE TEKSTY, religia zombie, teksty inne | Leave a comment

PAN w Z-nem (45) Genealogia “Demokracji zbójeckiej BLM” w USA

“Demokracja zbójecka BLM” w USA – i jej promieniowanie Urbi et Orbi

3500 słów

1. ŁUKASZENKIZM to „lek na wszystko ZŁO”?

Zacznijmy od prostej obserwacji, że Białoruś, od ponad ćwierćwiecza zarządzana przez Aleksandra Łukaszenkę, realizuje praktycznie WSZYSTKIE ŻĄDANIA, wyrażane w masowych akcjach protestu, mających miejsce obecnie w krajach Unii Europejskiej.

- W Polsce od kilku już tygodni mamy do czynienia ze „Strajkiem kobiet”. Polskim „wojującym kobietom” chodzi o wolności dokonywania aborcji bez ograniczeń. A przecież na Białorusi taka WOLNOŚĆ jest im prawnie gwarantowana, przy jednoczesnych zabiegach tamtejszego ‘reżimu’ by zachęcać Białorusinki do większej rozrodczości. Jak mówił o tym niedawno Aleksandr Łukaszenka, urodzenie TRZECIEGO DZIECKA będzie nagradzane „premią” w wysokości 10 tysięcy dolarów czyli, mówiąc obrazowo, całkiem zgrabnym NOWYM SAMOCHODEM!

Także związane z aktualną „pandemią”, głoszone na gigantycznych manifestacjach w wielu miastach UE, żądania ograniczenia lokalnych „lockdownów”, uwolnienia od ograniczeń w działalności branż związanych z gastronomią czy sportami zimowymi, zezwolenia by publicznie można się było pokazywać bez obowiązkowych masek, zalecenia by młodzież uczyła się znowu w szkołach a nie „zdalnie”, też są realizowane przez władze Białorusi. Kraju pozostającego poza „naukowymi” wpływami UE. I pomimo braku tych ograniczeń, zapewne dzięki wczesnemu wykrywaniu zachorowań na ten „mityczny” Covid-19, liczba nań zgonów– jak dotąd 20.12 – w prawie 10 milionowym kraju, nie przekroczyła od początku pandemii dziesięciu osób na DZIEŃ, przy około aktualnie dobowo 2 tysiącach nowych zakażeń! (W cztery razy ludniejszej Polsce, od 2 miesięcy przy średnio 10-15 tysiącach dziennie odnotowywanych nowych zakażeń, mamy takich zgonów 400-500 – i co najmniej drugie tyle zgonów „nadmiarowych”, w porównaniu z latami poprzednimi.)

Dlaczego zatem prezydent Łukaszenka, którego rządy spełniają w zasadzie wszystkie postulaty uczestników gigantycznych manifestacji, w praktycznie całej Unii Europejskiej, jest przez tę „Unię” szykanowany, ba, wręcz OFICJALNIE ZNIENAWIDZONY? UE wydzieliła nawet kwotę około 40 milionów Euro, przeznaczonych na LIKWIDACJĘ jego Białorusi.

Odpowiedzi na to intrygujące pytanie dał sam Łukaszenka, który 20 listopada br. spotkał się z pracownikami fabryki kombajnów rolniczych w Homlu. Jak na cały współczesny świat „zachodni” – włączając doń i nową, OLIGARCHICZNĄ ELITĘ ROSJI – to jego wystąpienie było bez wątpienia ewenementem, wartym szerszego nagłośnienia. Aleksandr Grigoriewicz mianowicie mówił o sobie i swoich planach całkiem szczerze, co u współczesnych polityków jest rzadkością.

Otóż Łukaszenka WIERZY W MARKSA („Manifest komunistyczny” z 1848 roku) i w nim tkwi źródło jego „znienawidzonych przez Zachód” poczynań.

W kulminującym bowiem momencie wygłoszonego w hali „Homelmasz” „wykładu”, Łukaszenka stwierdził, iż czytał on Karola Marksa i że „od wewnątrz” – wskazując na swą pierś – zrozumiał, o co temu ANTY BURŻUAZYJNEMU filozofowi chodzi(ło). I że tutaj, w Homlu realizuje on marksistowski plan USPOŁECZNIENIA ŚRODKÓW PRODUKCJI. I dlatego nie zamierza on sprzedać „Homelmasz” sprywatyzowanej rosyjskiej (?) firmie z Rostowa nad Donem. Dlaczego? Gdyby tego dokonano, nowy „inwestor” (rosyjski oligarcha znad Donu, z Moskwy, czy już taki z Londynu?) z pewnością by przeniósł gros produkcji do Rostowa i w fabryce w Homlu pozostało by tylko ze dwa tysiące pracowników, pozostałe cztery tysiące tu zatrudnionych musiało by szukać zajęcia gdzie indziej. Tak jak to się stało w praktycznie wszystkich krajach post-socjalistycznych.

Otóż kumulacja władzy w rękach „marksistowskiej ekipy”, nie zainteresowanej własnym się bogaceniem „na wyścigi”, automatycznie prowadzi do wykorzystywania, pojawiających się w tych krajach nadwyżek produkcyjnych, do zapewnienia względnego dobrobytu praktycznie wszystkim mieszkańcom tak „zsocjalizowanych” państw. (Przy odczuwaniu oczywiście przez tych mieszkańców, że za swą pracę są „niedopłaceni”). W sumie Białoruś to taki „skansen socjalizmu”, wyjątkowo schludnie utrzymywany, z dobrymi drogami i pomnikami Lenina – a także i narodowego bohatera Białorusi, Feliksa Dzierżyńskiego – w każdym większym miasteczku.

Co więcej, Łukaszenka nie ogranicza się w swych ambicjach „państwowotwórczych” li tylko do Białorusi. Na spotkaniu w „Homelmasz”, niejako wyprzedzając narzucające się pytanie o to, co śmielszych przedstawicieli załogi, zapewnił on że jego autorytarny „łukaszyzm” to nie jest mu wstrętny faszyzm. Z NACISKIEM podkreślił, iż jest INTERNACJONALISTĄ, i chętni do przyłączenia się do jego ponadnarodowej KOMUNY, obywatele wszystkich narodowości będą do niej przyjmowani. I jakby potwierdzeniem tej nie skrywanej ambicji Łukaszenki, odtworzenia PONADNARODOWEGO Związku Radzieckiego, było prowadzone 11 grudnia, z pałacu prezydenckiego w Mińsku „on line”, spotkanie prezydentów Eeuroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej (obecnie chyba tylko Rosja, Białoruś, Kazachstan, Armenia, Kirgizja). W tym, prowadzonym przez Łukaszenkę, jako okresowego Przewodniczącego EAWG (?) spotkaniu, „internetowo uczestniczyli” także prezydenci Mołdawii oraz… poza euroazjatyckiej Kuby, wyrażający nadzieję, że do ich WSPÓLNOTY przyłączy się także Uzbekistan i Tadżykistan.

Zachowujący się w ten sposób „baćka” daje niewątpliwie „zły przykład” dla ludności byłych radzieckich republik, w których „nowopowstała oligarchia” trzęsie się o swe, „nabyte uczciwa pracą”, liczone w miliardach dolarów i tysiącach hektarów, posiadłości. (Warto tu wskazać na „liberalną” moskiewską telewizję „dożdż” / https://tvrain.ru /, w której ataki na Łukaszenkę są wyjątkowo niewybredne.) Stąd zarówno na Zachodzie jak i na Wschodzie istnieją bardzo potężne gremia (np. Fundacja Sorosa), zainteresowane w likwidacji tego odradzającego się „marksistowskiego nowotworu”, na ciele NIESKAZITELNEJ DEMOKRACJI pod zarządem Deep State USA.

2. „Demokracja Zbójecka USA” to ustrój narzucany światu przez kontynuatorów tradycji „Jaskini Zbójców” z biblijnego ‘Miasta na Wzgórzu Syjon’

W tej, mało znanej w Polsce sprawie TECHNICZNEGO ZARZĄDZANIA „białoruskim majdanem” (zajmuje się tym głównie kanał „Nexta”usytuowany w Warszawie), powołując się na „językową elegancję” dobrego polskiego aktora, Jabłonowskiego vel Olszańskiego (patrz filmik poniżej)

https://www.youtube.com/watch?v=HkFUyZR1U-0&feature=emb_title

pozwolę sobie zasugerować, że przeciw Białorusi jesteśmy obecnie świadkami wręcz AGRESJI GLOBALNEJ PASOŻYTNICZEJ MENDY, którą łatwo utożsamić i z szeregiem znanych „Fundacji”, i z „tandemem” BŚ / MFW usytuowanym w Bretton Woods i oczywiście z „narodowo amerykańską” organizacją CI(P)A umiejscowioną w Waszyngtonie D.C. (CI(P)A to Centralna Informacji – oraz Propagandy – Agentura).

Ponieważ zaś ten „wszawy atak” na Białoruś ma swe źródło w instytucjach, będących wytworami, wciąż wielbionej przez znaczną liczbę Polaków DEMOKRACJI AMERYKAŃSKIEJ, to pozwolę sobie szerzej rozwinąć ten temat, który dla mnie był  ważny już w młodości, w trakcie tzw. ‘graduate studies‘ – nie tylko geofizyki ale i historii nauki – na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley (1969-1972).

Osnową spisanej wtedy przeze mnie „pracy meta-doktorskiej” (The-Not-Too-Divine Comedy) była dość prosta uwaga, że dla „prawdziwych Amerykanów” BOGIEM JEST MARTWY PIENIĄDZ i stąd ich niczym nie pohamowany pęd do zamienienia ŚWIATA PRZYRODY w wyasfaltowany i zabetonowany świat, zapchany niezliczonymi, sztucznymi urządzeniami, pozwalającymi im nad tą „dziką” Przyrodą zapanować. Eliminując z życia tak UCZŁOWIECZANEGO ŚWIATA (to K. Marks!), tę część jego ludności, która zwykła żyć, tak jak to wychwalał Platon w jego „Państwie”, we WSPÓLNOCIE (KOMUNII) LUDZI, BOGÓW I PRZYRODY (traktowanej przez Pogan, zarówno starożytnych jak i współczesnych, jako ŚWIĘTOŚĆ).

Mieszkając zaś w latach 1972-82 w Genewie (i częściowo w Paryżu), jesienią roku 1981 miałem NIEPRZYJEMNOŚĆ przeczytania, napisanej ewidentnie pod ówczesną „Solidarność”, encykliki „Laborem exercens” Papieża Polaka, Po jej lekturze nagle zrozumiałem, że to nie tylko zwykła ludzka chciwość, ale cała NASZA, NIBY- POKOJOWA RELIGIA pcha nas w pułapkę LUDZKOŚCI TOTALNEGO SAMO SIĘ ZAMUROWANIA. Co w ostatnich kilku dekadach udzieliło się i „wyzwolonym z maoizmu” Chinom Ludowym.

Pomimo obecnej super-urbanizacji i super-technicyzacji, wciąż formalnie komunistycznym Chinom Ludowym, po zaledwie 3 miesięcznym zimowo-wiosennym „lockdown”, liczących dziesiątki milionów mieszkańców chińskich metropolii, udało się praktycznie wyeliminować nowe zarażenia Covid 19 w mającym 1,4 miliarda ludności „Imperium Środka”. Podczas gdy w Stanach Zjednoczonych, oraz w zależnych od nich państwach Obu Ameryk, (a zatem bez Kuby i „socjalizującej” Wenezueli), a także w uzależnionej od USA części Europy, ten Cowid-19, w ramach obecnej „2 fali” rzeczywiście szaleje.

Skąd ta PRZEPAŚĆ EPIDEMICZNA, w coraz bardziej ujednolicającym się, pod względem techniki, finansów oraz komfortu życia świecie, między państwami WSCHODNIEJ AZJI a tak zwanym „ZACHODEM”, włączając weń Amerykę Południową (i usuwając Australię)? Czy jest ona rezultatem różnicy między praktykowanym, także w dzisiejszej Europie, fetyszem „amerykańskiej demokracji”, a praktykującymi starożytny „konfucjański model” międzyludzkiego współżycia Chinami?

Na zdjęciu, 25 milionowy Szanghaj dzisiaj

W znaczącym tekście „Chińczyki patrzą na Amerykańców i widzą KRETYNIZM ich ustrojuprzytoczyłem opinię Tu Zhuxi ( Ren Yi ) absolwenta Harvardu, którego posty na WeChat obserwuje 1.6 miliona użytkowników:

(…) Amerykanizm to jest Kultura (powszechnego egoizmu), która uważa indywidualizm za cnotę nadrzędną, nawet kosztem interesów społecznych lub grupowych; (cechuje ją) „Kult Biblii” i anty-intelektualizm; (…) Rząd i media, które mają w zwyczaju intensyfikowanie, a nie łagodzenie napięć społecznych; (jest to) system wartości, w którym nie szanuje się starszych i nie otacza się ich specjalną ochroną; (itd.).

Otóż słowo „intelekt” pochodzi od łacińskiego ‘inter-legere’ czytać pomiędzy, rozróżniać pomiędzy. I ten brak rozróżnienia co – w sensie szerszym – jest złe, a co dobre, jest rodzajem WYBIÓRCZEJ ŚLEPOTY, którą pielęgnują u sebie ludzie określający siebie jako religijni, bezkrytycznie traktujący „mądrości” zawarte w tak zwanym „Piśmie Świętym”

2a. Podstawowe principium poznawcze WSZAWEJ RELIGII „starszych braci w wierze” Jana Pawła II

Odnośnie tej dostrzeżonej przez wykształconego na Harvardzie chińskiego blogera, wrogości ludzi żyjących kultem Biblii, do intelektualizowania (rozróżniania pomiędzy na pozór podobnymi zdarzeniami), to warto po raz x-ty przypomnieć banalną PRAWDĘ o Kościele. Otóż ta instytucja nas od wieków naucza (???), że „przez niewinnego ‘baranka bożego’ – w formie Jezusa z Nazaretu – umęczenie, chrześcijan od ich grzechów zbawienie”. Tymczasem PO PRAWDZIE, ten nieszczęsny Jezus chciał swych współplemieńców uwolnić od ich zniewolenia przez sączących „jad nienawiści” faryzeuszy, których „Ojcem od początku był Mężobójca (tj. Mojżesz pod górą Synaj) i Stwórca Kłamstwa (Jan 8:44-59) – i za odwagę o tej ponurej historii, publiczne w świątyni rozprawianie, już wtedy chciano Jezusa ukamieniować. I tenże Niechciany Prorok Izraela (przypominający, swymi cudami, Serapisa-Chrystusa z pobliskiego Egiptu), po jego zejściu ze świata, już jako wisząca na krzyżu kukła został zaprzągnięty, przez faryzeusza znanego jako Szaweł / Paweł, do promocji wyjątkowo wrednej, opartej na FARYZEIZMIE – czyli OBŁUDZIE – wersji chrześcijaństwa, zwanej POWSZECHNĄ, czyli KATOLICKĄ.


2b. Judeo-chrześcijańska OBŁUDA jako podstawa NOVUS ORDO SECLORUM (Nowy Porządek Wieków, znany jako NWO)

Dzięki znajomości takiej, praktykowanej w jerozolimskiej świątyni (usytuowanej na symbolicznym wzgórzu Syjon) MOJŻESZOWEJ METODY „(egoistycznego) odpuszczania sobie grzechów poprzez „rozlanie krwi” zwierząt ofiarnych (List do Hebrajczyków 9:22), w szczególności rozczytane w Biblii finansowe elity anglosaskie, zwłaszcza te w USA, przyswoiły sobie socjotechnikę Pilnego Niewidzenia (Willful blindness) swych własnych zbrodni, sprawnie „zakrywanych” KAŹNIĄ niewinnych osób – czy też całych narodów – traktowanych jako te przysłowiowe ‘baranki boże’ za grzechy ich ofiarodawców kaźnione. Tak przecież wyglądała całkiem niedawna historia 3-miesięcznych, bez żadnej przesady BESTIALSKICH bombardowań resztek Socjalistycznej Jugosławii w 1999 roku, która to „wołająca o pomstę do nieba” ZBRODNIA NATO, została bardzo skutecznie zakryta kolejną ZBRODNIĄ, zaaranżowaną przez deep state USA. A to w formie WYBURZENIA, wraz z prawie 3 tysiącami pracowników wewnątrz, aż trzech wież WTC (nr 1, 2 i 7) w Nowym Jorku 9-11-2001. To makabryczna HI-TECH ZBRODNIA, oglądana przeze mnie „na żywo” w TV, została fachowo „zrzucona”, przez CI(P)A i praktykujące „chętną ślepotę” korporacyjne media, na jakichś Talibów, ukrytych gdzieś w górach Afganistanu – co oczywiście dało pretekst do kolejnego rozboju „demokrcji USA”, tym razem w pustynnym Afganistanie.

I tego typu, systematycznie konstruowane według recept wyczytanych w Biblii, ULTRA FARYZEJSKIE zachowania, stały się podstawą kolejnych sukcesów, w polityce światowej, WYJĄTKOWEJ (EXCEPTIONAL) AMERYKAŃSKIEJ DEMOKRACJI. Ludzie przecież normalni, tak jak te papugi oraz zaczynające mówić dzieci, spontanicznie imitując często słyszane przez nie dźwięki, niejako automatycznie, bezmyślnie zaczynają powtarzać dochodzące do nich ze wszystkich stron „newsy”, choćby nawet te najbardziej absurdalne. Chociażby to, że blisko 80% zwycięstwo wyborcze Łukaszenki w Białorusi zostało „sfabrykowane” przez około 40 tysięcy członków tamtejszych komisji wyborczych. Z których żaden się nie pofatygował się by zrobić, smartfonem, demaskującego to „fałszerstwo” banalnego zdjęcia, choćby jednego raportu jakiejś komisji wskazującego, że „wyciągnięta z kapelusza” gospodyni domowa Tichanowska uzyskała w Mińsku gdzieś z 4 razy więcej głosów, niż powszechnie znany – i od lat bezsprzecznie przez lud Białorusi podziwiany – prezydent tego niewielkiego kraju.

3. Krótkie przypomnienie lamarckowsko-piagetowskich wcześniejszych tez autora

(a) Organizujący życie ludzkich społeczności „DUCH CZASÓW”, choć początkowo niewidoczny, jest całkowicie materialny

(b) Operujący tym „Duchem” STWÓRCA Nowej Funkcjonalnej Informacji (NFI) rezyduje TYLKO w żywych jestestwach ( ZOON)

(c) NFI powstaje drogą „dialektyczną”, poprzez PRZECIWENTROPICZNĄ reakcję HORMEZY (wzbudzenia) wywołaną Irytacją organizmu przez czynniki zaburzające jego stan metabolicznego samo-zadowolenia

Ad (a) Radziecki filozof Leonid Stołowicz w książce „Kategoria piękna a ideał społeczny” (1982) przypomina, iż słowo ‘duch” (łac. spiritus, gr. pneuma) pochodzi od całkowicie MATERIALNEGO ‘oddechu’, wydmuchiwania i wdychania przez nas niewidzialnego powietrza. Stąd i wypowiadane przez nas słowa są prostymi modulacjami tej czynności, w której nasze ‘tchnienie’ nabiera złożonej falowej struktury, kodującej przekazywaną przez nas IN-FORMACJĘ. W ciągu historii ludzkości te „wydechiwane” słowa (gr. logie) zaczęto zapisywać obrazkowo, literowo, a z czasem i na elekronicznych „nośnikach pamięci”. Wykorzystując rozwój technik przekazu informacji na świecie – a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych – powstały całe Agencje – jak ta wspominana powyżej CI(P)A – zajmujące się zarządzaniem (ang. management) tak zwanym heglowskim Zeitgeist, czyli „duchem czasów”.

Ad (b) W ramach mej pracy naukowej oraz publicystycznej, od kilku już dekad głoszę, że zrodzony z powtarzanego po wielokroć „materialnego tchnienia” tekstów biblijnych, w „intelektualizujące” umysły, budowniczych Nowego Porządku Świata (NWO), doszło do próby realizacji PROROCTWA Izajasza sprzed 2,7 tysiąca lat (tak!):

I nazwą cię “Miastem Pana”, “Syjonem Świętego Izraelowego” (…) Ssać będziesz mleko narodów i na łonie (ang. bossom) królów żywić się będziesz”. (Iz. 60; 14-16); „Wy zaś będziecie nazywani kapłanami Pana, mienić was będą sługami Boga naszego. Zużyjecie bogactwo narodów, i ich sławą będziecie się chełpić.” (Iz. 61: 6)

Jest to niewątpliwie Nowa Funkcjonalna Informacja (NFI), jaka zrodziła się w „zdziecinniałych” głowach, marzącego o zapanowaniu nad światem (patrz „Laborem exercens” z 1981 roku), starożytnego kapłaństwa Izraela. Ponieważ JA JESTEM dobrze wykształconym przedstawicielem bardziej starożytnej niż judaizm, kultury indo-irańskiej (Hellenowie i następnie Słowianie do niej też należeli), to powyższy OB(R)ŻYDLIWY PROJEKT spontanicznie wywołał u mnie:

(c) zaburzenie mego stanu metabolicznego samo-zadowolenia. A to odczucie,„ drogą dialektyczną”, w formie PRZECIWENTROPICZNEJ reakcji HORMEZY, doprowadziło do powstania u mnie Nowej Funkcjonalnej Informacji. Przypominam, że ta moja NFI, wywołana Irytacją (I) mego organizmu przez czynnik rozpoznany jako OBCY i WROGI, polega na „piagetowskim” odruchu I → R → S → A (Irytacja Regeneracja mej zaburzonej (zniszczonej) struktury poznawczej jej Super(Nad)regeneracja → Asocjacja w NFI znaderegenerowanych elementów tej mej struktury (patrz końcowy fragment „Nareszcie debilizm” z r. 2018).

A oto ta moja Nowa Funkcjonalna Informacja AD 2020, którą chciałbym się podzielić z czytelnikami tego pamfletu

SKOJARZYŁEM bowiem, odnośnie PROJEKTU NWO, realizowanego, zgodnie z Izajaszowym programem kolonizacji i eksploatacji narodów, przez „Miasto Pana, Syjon Święty Izraela”, co następuje (tłumaczę z angielskiego):

>jeśli podstawimy w tekście Izajasza, określenia używane dawniej przez komunistów, oraz dzisiaj przez LGBT, czyli w szczególności „ssać mleko = wysysać krew”, oraz „królewskie łono = owłosione łono władców elity narodów”, to otrzymujemy taką oto ‘unacześnioną’ biblijną sentencję:

>„I nazwą cię …”Syjonem Świętego Izraelowego” (…) Wysysać będziesz krew narodów i w owłosionych łonach ich władców żywić się się będziesz”. (…) Zużyjesz bogactwo narodów, i ich sławą będziesz się chełpił!

Raz dokonawszy tego SKOJARZENIA (system I/RSA!), pojawił się u mnie cały ciąg  pomniejszych, podobnych asocjacji:

To nie tylko ja zauważyłem, ze symbolem „Świętego Izraela” jest znak Tantry, skrzyżowania ze sobą męskiego i żeńskiego seksu. Stąd narzucający się wniosek, że ambitne „Miasto Pana, Syjon Świętego Izraela” to GENITALIANIE, by przypomnieć nieco śmieszny freudowski cykl ‘psychogenitalnego rozwoju’ dorastającego chłopca.

Dokładnie sto lat temu, w czasie kolejnych najazdów z Zachodu na bolszewicką Rosję, W. I. Lenin celnie zauważył „Albo (anty żydo-chrześcijańska) Rewolucja zwycięży WESZ, albo WESZ zwycięży Rewolucję”. Co stało sę faktem na całym obszarze post-radzieckim dopiero w latach 1989-91. Przecież nie trudno dziś w Polsce zauważyć WSZAWOŚĆ władzy PIS, która rozpętuje w naszym kraju gigantyczne zamieszki, walcząc „o prawo do życia” genetycznie uszkodzonych płodów. A o WSZAWYM postępowaniu UE i rozmaitych Fundacji Sorosa/Batorego wobec Białorusi, już nawet nie wspomnę.

Jak to zaobserwował absolwent Harvardu, Chińczyk Ren Yi Rząd i media (krajów pod zarządem USA) mają w zwyczaju intensyfikowanie, a nie łagodzenie napięć społecznych. Stąd przecież się bierze TOTALNA NIEWYDOLNOŚĆ tzw. „Zachodu” w walce z Covid-19. Na socjalistycznej Kubie ta pandemia jest dobrze opanowana, podobnie na Białorusi , która nie uległa naciskom sprywatyzowanego (a zatem sprzedajnego) WHO/OMS.

W Stanach Zjednoczonych latem 2020, zarządzany przez CI(P)A, rewolucyjny ‘Zeitgeist‘ stworzył elitarny ruch BLM(P), co najlepiej na polski przetłumaczyć jako BIBLIJNY LUD MENDO(PODOBNYCH). Poniżej zdjęcie ilustrujące, jak to BLM(P) USA , z Nancy Pelosi na czele, modli się do aktualnego ‘Louse Idol’ Miasta na Wzgórzu Pana, Syjonu Świętego Izraelowego:

W kościele Katolickim aktualny ‘Zeitgeist‘ BLM (ang. najlepiej czytać jako Biblical Louse Men) rozpętał nagonkę, na co bardziej znanych eklezjastów oskarżanych, nie bezzasadnie, o pedofilne i homofilne zapędy. Tak jak gdyby, wywieszane na frontonach kościołów dumne zapewnienia BÓG JEST MIŁOŚCIĄ, w ciemnicach tych instytucji nabierały praktycznej formy „Bóg jest Miłością do owłosionego łona bliźniego Twego”.

– I last but not least. Pamiętam jak dokładnie 51 lat temu, na UC Berkeley, wkrótce po przygodzie z seksualnie ambitną studentką pretendującą iż jest żydówką, musiałem pracowicie łowić, w owłosieniu mego pubis, te maleńkie „święte zwierzątka”, które stały się EWOLUCYJNYM PIERWOWZOREM zachowania się izajaszowego „kapłaństwa Pana Zastępów”. Poniżej uproszczony ZESTAW WARTOŚCI, któremu to Kapłaństwo „Syjonu Świętego Izraela” pracowicie służy.

Skrót OT/ST w opisie „Gwiazdy Dawida” po prawej stronie powyższego „tryptyku” oznacza Stary / Nowy Testament

Stąd ma „dobra nowina”(ewangelia), którą staram się Orbi et Urbi głosić:

4. BIBLIA TO ŚWIĘTA KSIĘGA KŁAMSTWA O BOGACH, O LUDZIACH I O PRZYRODZIE

(I to począwszy od SZTUCZNEGO „grzechu pierworodnego”, a skończywszy na równie SZTUCZNYM „zmartwychwstaniu w ciele” nieszczęsnego Jezusa, Chrystusem zwanego; patrz także opinia na ten temat Barucha Spinozy)

Jeśli chodzi o o PRZYRODĘ, to w Nowym Testamencie znajdujemy, zaczerpnięty przez św. Pawła z platonizmu, TWARDY ROZDZIAŁ między ‘materialnym’ ciałem, a ‘nie materialną’ duszą, w wypadku ludzi uznaną, za Platonem, za nieśmiertelną. W Starym Testamencie (Rdz. 1: 11-12) ten Twardy Hierarchiczny Rozdział, jest całkiem materialny. I to nie tylko między zwierząt ‘bezdusznym ciałem’ i ich ‘krwią’ te ciała ożywiającym. W ST mamy także hierarchiczny podział na traktowane jako „święte” NASIENIE (łac. semen) i na mające tendencję do korupcji CIAŁO, z którego to nasienia ono powstaje. Jak podkreśla św. Paweł Bóg bowiem daje każdemu nasieniu ciało, które zamierza, dla każdego nasienia odpowiednie dlań ciało“ (1 Kor. 15: 38). Ta idea w czasach nowoczesnych znalazła się u podstawy NEODARWINIZMU Augusta Weismanna, argumentującego za Biblią, że Informacja, konieczna do budowy organów ciała, płynie tylko od germenu (genów zawartych w nasieniu) do struktur somatycznych, nigdy na odwrót, wymagające bezustannych wysiłków życie zoon, żywiny, nie ma żadnego wpływu na jej germen zawierający geny, kierujące istot żywych rozwojem i ich się zachowaniem.

Wg. zachwyconych tokiem myśli Weismanna neodarwinistów, piagetowski system I/RSA, powstawania INTELIGENTNYCH reakcji przezwyciężania powtarzających się środowiskowych zagrożeń, po prostu nie działa na struktury genetyczne – a zwłaszcza na nasienie – organizmów. I już nic więcej na ten temat nie chcą oni wiedzieć.

To, wyraźnie wszczepiane narodom przez „Miasto Pana, Syjon Święty Izraela”, PROSTACKIE przekonanie, że uszkodzenia ciała (chociażby tylko szczepieniami) prowadzą do tego ciała degradacji i nieodwracalnych chorób, stało się źródłem, wyraźnie importowanej z USA, społecznej patologii. Polega ona na wywołanej RZECZYWISTĄ PANDEMIĄ COVID 19, ANTYSZCZEPIENNEJ HISTERII, rozpowszechnianej przez „potrzebujących psychiatry” (Tomasz M. Wandala na neon24) zazwyczaj anonimowych „(bez)myślicieli internetowych”. Oby gdzieś za 7-8 miesięcy się nie okazało, że walka organizacji „Stopnop”, o niedopuszczenie do masowych szczepień, ma charakter LUDOBÓJCZY.

Zakończmy jednak ten anty-biblijny pamflet, czymś mającym charakter i pedagogiczny i jednocześnie humorystyczny. Otóż zbliża się Boże Narodzenie, które kojarzę z corocznym ODRADZANIEM się SŁOŃCA, z jego DOBROCZYNYM (m. in. niszczącym wirusy), promieniowaniem. A w dokładnie 8 dni po tym „Bożym narodzeniu” mamy Nowy Rok, upamiętniający HISTORIĘ OBRZEZANIA Jezusowego napletka. A po kolejnych 6 dniach mamy Święto Trzech Króli Magów (to z perskiego znaczy Kapłanów), którzy przynieśli w darze, świeżo obrzezanemu chłopczykowi-niemowie, Złoto, Kadzidło i Mirrę.

Świętując rocznicę tej podniosłej uroczystości, ludzie nie dostrzegają, że jest ona po prostu głupia. Po co dano niemowlakowi, który przecież potrzebuje tylko jego matki mleka – i ciepła jej łona – te starożytne atrybuty BOGACTWA? Toż to absurd, poczynając od absurdu wielbienia nie posiadającego jeszcze narządów mowy oseska. Mój kolega z czeskiej Pragi, zajmujący się wyklętymi przez Kościół gnostykami, mgr. Jan Kozak gdzieś wyczytał, że historia z Trzema Królami Magami (K+M+B, w 2021 u nas zapewnie  to Kaczyn+Moraw+Błaszcz?) to jest Kościelna Parodia buddyjskiego mitu o przybyciu do starzejącego się Buddy (tak trochę w mym 78+ lat wieku) aż Czterech Kapłanów-Magów z Czterech Stron Świata. I żadnych bogactw oni do niego nie przynieśli (bo staremu człowiekowi po co one?). Przyszli oni doń z miseczkami żebraczymi, aby on im udzielił, zebranej przez prawie osiem dekad jego długiego życia, MĄDROŚCI. (Co na to, w takiej, mało „chrześcijańskiej” sytuacji, powiedział by św. Paweł? Czyż nie „Ja wyniszczę mądrość mędrców i inteligencję inteligentnych zniweczę”? I ten „plan boży” Kościelni ochoczo zrealizowali, raz dorwali się do władzy w IV w. ne.)

Profesor Ludwik Kostro z Uniwersytetu Gdańskiego, który w latach 1970, gdy jako młody ksiądz (którym z czasem przestał być), miał możność studiowania biblistyki na katolickim uniwersytecie „Sacro Cuore” w Rzymie, opowiadał nam przed 20 laty, że według tamtejszych biblistów, pierwsi chrześcijanie 6 stycznia, w obecne święto 3 Króli Głupców, celebrowali pamięć cudu Jezusa zamiany wody w wino na weselu w Kanie Galilejskiej. Który to „cud” ewangeliści dopisali do historii Jezusa, zapożyczając go od greckiego boga Dionizosa  którego święto wypadało… też 6 stycznia.

***

Życząc wszystkim czytającym ten pamflet, by w okresie nadchodzącego Święta Odrodzenia się Słońca, oraz praktykowanych po tym kosmicznym fakcie, co najmniej 2 tygodniowych, wesołych Saturnalii (które nie tylko w Polsce będą przebiegać w grobowej atmosferze zamkniętych ośrodków wczasowych i wyłączonych, energo-żrących wyciągów narciarskich), by przynajmniej im towarzyszył antyczny Dionizos. Był on jednym z ponoć aż 6 sześciu osobowości eklektycznego Serapisa, w którego rolę wcielił się Jezus z Nazaretu, załatwiając „u Ojca”, zasmuconym weselnikom w Kanie Galilejskiej, godne przetrwanie trudnego momentu tej sławnej w Ewangelii imprezy!

Ot, potrzebny do innego wpisu abrazek “Putin Słowianin” wg. Nawalnego:

Posted in Obce teksty, polityka globalizmu, POLSKIE TEKSTY | Leave a comment

PAN w Z-nem (54A): The case of “electoral miracle“ in Belarus

 

Does ‘God chose things that are not – to nullify the things that are’? – the case of “electoral miracle“ in Belarus

Part 2 of J.-Ch. Globalist Cabal

 

in the memory of Andre Vltchek

(born 1962 in Leningrad – died in Turkey on Sept. 22, 2020)

2400 words

1. Was Saul of Tarsus, alias “St Paul” a LIAR?

The Preamble of Polish Constitution of 1997, begins with these words: “We, the Polish Nation, all citizens of the Republic, be it these beliewing in God being the source of the Truth, of Justice, of Good and of Beauty, be it those ones which do not share this faith, etc…” It is a pathetic statement, but do really the God, which is worshipped by our Christian clergy, is the source of these classic virtues? How do they relate to the proud REVELATION of St Paul, assuring naive Corinthians: “God chose the lowly things of this world and the despised things—and the things that are not—to nullify the things that are” ? (1 Cor. 1: 28).

Such statement logically signifies that the commonly despised, low class things – in particular ordinary Lies, Impostures and Evildoings – are kind of a “nurture”, which gives the Strength to Paul’s imagined “God”, specializing in “nullifying things that are and replacing them by these that are not” . In the Part 1 of this “J.-Ch. WAR on HOMO SAPIENS”, I proposed to give, to such Paul’s God-Monster. the name of GoDD = God of Deception and Dissimulation And indeed, thanks to efforts of most prominent early Saints of the Church – in particular of Augustine from Hippo and of Ciril of Alexandria such Monstrous Being has become the LORD of the Christian world, this in particular since the condamnation of Nestorianism at the Council of Ephesus in 431. (In the opinion of the Constantinople Patriarch Nestorius, PAUL WAS A LIAR; his overtly philocriminal theology, fraudelously accepted by bishops of the Church at the Council on Nice in 325, has lead, in subsequent centuries, to the “Kriminalgesichchte des Christentums”, meticulously described by the German historian Karlheinz Deschner; his work from years 1986-2013 is still not accessible in English.)

The scientific counselor to the president Donald Trump, a computer maniac David Gelertner in his book “Americanism – the Fourth Great Western Religion” (2007) praises, of course, Old Testamental roots of the AMERICAN EXCEPTIONAL RELIGION. This ‘exceptional’ religion considers, indeed, the lowly things of this world” to be PROUD PRINCIPLES of behavior of the ‘exceptional Christian folk’ inhabiting the New World. Hence, it is no wonder that the ordinary Lies, Evildoings and Impostures become socially dominant features in all countries remaining under the “spiritual control” of USA Superpower (see the title of Vltchek’s book above; the Polish publicist Zbigniew Jankowski has accuratly remarked that “Americanism is the ideology of intellectual prostitution’).

2. The case of Belarus “fighting for freedom” cabal 2020

In a full agreement with cognitive principles of this EXCEPTIONAL AMERICANISM, this summer of year 2020 (a cabalist number!) we got a very transparent exemplary of a subsequent “GoDD’s miracle”, consisting of changing the EVIDENT FALSITY into the UNQUESTIONABLE TRUTH. This in the case of upheaval in Belarus, after the outcome of the August 9 presidential elections there. Namely, the 80% election victory, of presiding this country since quarter of a century Aleksandr Lukashenko was judged – without whatever proof of it – to be a FRAUD, while his competitor, a typical “hausfrau” Svetlana Tichanovska, having only 10% of votes in her favor, was UNANIMOUSLY applauded – by all USA / UA controlled media – to be a victor of this remarkable election. This plot was of course prepared in advance: the invited by Belarus observers from EU countries refused to come, on the pretext of the danger of covid-19 infection. I wasn’t present there too, but was it really possible to commit such ENORMOUS electional fraud, and no single person, from about 40 thusands people counting votes, dared to murmur – even for big sums of money, which surely they would receive for such informations – that there were hudge irregularities in the election process?

According to the analytical center EcooM, which interviewed by a telephone, prior to the election, 2817 adult Belarussians, for the actual president intended to vote about 78% of electorate, and for Tichanovska only about 7% – which numbers were confirmed – within the error of 3% – by votes found in ballot boxes. (In the city of Minsk Lukashenko got, previsibly, only 60% of votes, while Tichanovska 15%!) It means that embassies of EU countries in Minsk knew in advance, which will be the outcome of this, 6th in a row, presidential election of Lukashenko (in all previous ones, since 1994, Lukashenka regulary was getting about 75- 84% of votes). Why do than all the USA-controlled regimes in Europe – like it was in the case in precedent presidential elections – once againg started to cry about the GIGANTIC election fraud?

In “Part 1” I recalled, that in the Antiquity the term “God” was habitually attributed to an ultrapotent Ruler (also in its, invisible to the common, collective form – see Psalm 82 of OT). Applying this antique notion of earthly “God(s)” to the present situation, we obtain an excelent example, how the actual GoDD of the World, EXISTING in a form of a tiny grupuscule of bankers (G. Soros & Co. in particular), have managed to impose on all Western governemens their Willful blindness, of evidently the PHILO-CRIMINAL CHARACTER of their belief in the rigged elections in Belarus. (According to the chief of EcooM, Sergei Musienko, in an attempt to topple Lukshenko, the interested in this affair secret services and ambitious corporations – in Russia it was principally Gasprom – have spent more than 1,5 billion dollars!)

3. The pro-lukashenkist REALITY of Belarus, which “LORD of the World” atempted to make disappear.

The recent effort of “GoDD”, aiming at the destruction of the contemporary Belarus has lead the former Prime Minister of Ukraine Mykoła Azarow to observe that in case Lukashenka will be ousted “Belarus inevitably will repeat repeat the fate of Ukraine, it will be forced to follow the “European Model” of existence: in 100 percent it will become an American colony – a Protectorate.” Very recently, when Azarov started to speak about Ukraine at Belarus TV, his account at Facebook was blocked the same night, also his channel at You Tube was treachrously closed. According to him, “this (invisible LORD of the West) method consists of blocking of all opinions which are hostile to interests of USA and EU. Which is followed by a ruthless propaganda, which uses social networks and telegram channels in internet, to spread the total dezinformation among populations of Ukraine and Belarus, and it attempts to destroy individuals, which dare to be critical of the “opposition” sponsored by the West”.

How the situation in Belarus will look like, according to Azarov, once Lukashenko will be ousted?

At Ukraine (in years 2004 and 2014) we had the same slogans “of revolution of dignity, freedom”, etc. And what we have achieved? How is the life of an average inhabitant? We began to pay ten times more for communal services – for gas, electrical current… At present our tarifs are higher than in Europe. And the real level of salaries lowered. At present, according to their statistics, the average salary apparently approaches 400 $ (in Belarus 500 $). But it is the average built on collosal disproportions, in case we take into consideration incoms of oligarchs and very rich functionaries. In Ukraine the salary of a director of a state corporation may reach 3-5 millions of dollars. If you divide this by the rest of population, you will get a quite reasonable average.

Prices have risen, at present the food is more expensive than in Poland. The average retirement is 120 dollars, from which 60% is spent on housing and media. Ukraine has become an importer of food! We have the fertile soil, climate, and Ukraine imports food? And what about industry? – A simple example. The factory of tractors in Charkov produced 100 thousand of these engines yearly. At present the factory is practically not working. . The same expects the analogous factory of tractors in Minsk.”

Generalizing, the aiming at bringing Belarus under the US-UE tutelage, “white revolution” at Minsk in 2020, lamentably failed, this due to the really mass (80% of the adult population!) support of Lukashenko’s philo socialist regime: not only workers of numerous there state industries, refused to follow the not-yet-working young urban “opposition” demand for a general strike, but also we witnessed hudge meetings of ‘normal’ Belorussians in all principal cities, to recall the one of 20 thousand participants of ‘women’s forum’, at Minsk “Arena” on September 17:

https://www.belarus.by/en/press-center/news/lukashenko-unexpectedly-arrives-at-womens-forum-on-17-september_i_118954.html

The critic of his native USA, Noam Chomsky in his book “Year 501, the Conquest continues”, remarks that in the American Empire, the classical method of its contemporary “conquistadores”, forming a gigantic crime syndicate, is similar to the behavior of petty pocket thiefs, which are deceiving the public by crying “tchief, thief”, while pointing at the people which they just robbed. This trivial method, magnified million times, is very succesful, once a potent robber (a “godfather “) is able to control the majority of media outlets. Below I pasted the map of the Globe, indicating countries, which rulers accepted the Belarus “oposition” claim that the winner of the election was the “hasfrau” Tichanovska (in dark red), and these ones, which governments congratulated Lukashenko his victory in this election (in green).


4. The GoDD of St Paul’s has the characteristics of an antique God of Exchange & Substitution called MAMMON

The map above indicates parts of the world, remaing at present under the dominion of the AMERICAN GOD-LIKE ELITE, which like the biblical Moses, egoistically considers itself to be the Unique LORD of the world: “See now that I myself am He! There is no God besides Me.” (Deut. 32:39). Such born in the Bible God-Usurper, the 26 years old Karl Marx described in this way “Money is the jealous god of Israel, in face of which no other god may exist. … The god of the Jews has become secularized and has become the god of the world.” ( “On Jewish Question”, 1844). The praised by St Paul capacity of his “GoDD”, to make vanish the opinion of wise and intelligent thinkers (Aristotle, for ex.), and to substitute it by “lowly things of this world and the despised things” (see ethics of LGBT or BLM movements!), corresponds to the DIVINE POWER of the antique MAMMON.

On a picture below, the American Exceptional Elite (Nancy Pelosi in the center) kneels in front of BLM:

The visible at the above picture, divine power of Mammon (proverbially in a form of gold) William Shakespeare described in these verses:

Gold? Yellow, glittering, precious gold? (…)
Thus much of this will make black white, foul fair,
Wrong right, base noble, old young, coward valiant.
(…) This yellow slave
Will knit and break religions, bless the accursed;
Make the hoar leprosy adored, place thieves
And give them title, knee and approbation

( “Timon of Athens” quoted by K. Marx in “The Power of Money” 1844)

During our yearly “Mut zur Ethik” Congress, hold at Sirnach (Thurgau, CH) in September 2013, we discussed the theme raised in the book Gold and God” of Walter Russell Mead.

The Holy Cross made of Gold Bars at this book cover, underlines the direct link of the “Wisdom of God of Exchange and Substitution” of St Paul, which dominates the narration of the New Testament, with the Cult of Money, dominating in modern Anglosaxon Empires. In my reportage from this “Mut zur Ethik” conference I gave three historical examples, how by appropriate offerings, it was possible to make, effortlessly, impressive fortunes preserved than for centuries. Below I quote the short Addendum to this reportage – it is worth to read also comments to it:

>1. The internationally known historian, specialized in WWII and its horrors, David Irving in an interview he gave in 2011 to “The Independent”, noticed “In around 1970, the Jews were advised by a [Jewish]PR firm to give it [Holocaust super event] one name, stick to that name, and stick to those figures and gradually you [Jewish oligarchy] will make billions out of this. That’s what happened.”

>2. This Irwing's statement may be considered as a specific “mathematico-chemical” formula of making Gold by appropriate sacrifices to God:

>If we substitute in David Irwing’s formula:

1970’ by ‘70 AD’

Jews’ by ‘Christians’

Jewish PR firm’ by ‘St. Paul & Co.’

Holocaust super event’ by ‘Christ crucifixion super event’

Jewish oligarchy’ by ‘Christian bishops’

>We obtain “Around 70 AD, Christians were advised by St. Paul and Co., to give to the Christ crucifixion super event one name, to stick to that name, and stick to this figure – and gradually you Christian bishops will made out of this tons of gold (filling in particular the Holy See caves).”

>3. Of course this “David Irwing’s formula” works also in the case of “9-11 religion of the American world conquest”: by tracing, who in detail collected enormous riches thanks to the “9-11 super event” – and gained subsequent riches thanks to following the 9-11 incursions (“crusades “) into Afghanistan (poppy plantations), and Iraq (oil fields) – we find, hidden inside the Capitol’s “den of robbers” , names of organizers of this terroristo-militaro-commercial venture, which began with the mass sacrifice of about 3000 innocent US citizens ( by the way, “3000 of (Israeli) brothers and sons” were murdured by Moses Levies under the Mount Sinai, this as a “funding sacrifice” of the ruthless Israeli warlords, on their way towards the Promised Land!)

I finish this short Part 2 of J.-Ch. Globalist Cabal, with the concluding remark of Ray Zwarich, in his recent article “The First Dragon We Must 'Slay'”. Concerning the activity of the 21 century version of the described in Gospels Jerusalem's “den of robbers”, he wrote:

The Enemy is a hydra-like 'syndicate' of diverse powers. Like the Hydra, it has many heads, which vie among themselves for control, but are able to act in their own collective (syndicated) interests. This most basic human structure of 'syndicated' power, (which so fascinated Machiavelli), mirrors marxist-leninist 'democratic centralism'. Under constant and universal threat of immediate violent retribution, every Mafia-Don, every Kolomoisky-type War Lord, respects the 'democratic rights' of every other Don/War Lord, (except those, of course, that she or he intends to murder sometime soon).

From: Zwarich <rzwarich@gmail.com> To: David Ascher <david.ascherg@gmail.com

Fri, Sep 25, 2020, 9:15 

On the picture below; the author of the present report (second from the right) during the conference on 'Eastern Partnership', organized in Minsk in May 2011 by ECOOM lead by Sergei Musienko. To the left of author stands dr Mateusz Piskorski, the Member of Polish Parliament in years 2005-2007, and then for three years (2016-2019) imprisoned in Poland – without any sentence – allegedly for spying not only for Russia, but also for China and Iran. (In years 2004 to 2014 Piskorski was a member of several election monitoring missions, in particular 2004 Belarusian parliamentary election and 2010 Belarusian presidential election)

Post Scriptum, Jan. 8, 2021

Prealable, more than a month prior to elections, pools' results of oncoming presidential elections in Belarus. Tichanovska has only 2 % support, a mont prior to election, both Babriko and Cepkalo were withdrawn forom the list, and Tichanovska got 10 % votes, and Lukashenka 80 %.

The Deutche Welle repotr of antilukashenkist, "night rats" at outskirts of Minsk manifestations, at the occasion of half year anniversary, of Lukascheka "fraudulent election" (see the picture of pools above.)

I propose the following LOGO / Flag of Coordinational Comittee of Svetlana Tichanovska, at present in Vilna, Lithuania:

Post scriptum Nov. 6 2020

Below is a photo of the steady rise in Coronavirus incidence in USA this year. Roughly two weeks after the beginning of massive BLM protests in USA on May 30, also the number of cases of new coronavirus illnesses began to rise too, this untill the middle of August, when BLM riots and protests began to calm down:

Pictures of Sars-Cov-2 loss of virulence from the State of New York:

US made "toys" travel to Ukraine via Slovakian Nitra (15.04.2021)

 

Posted in culture & religion of zombies, ENGLISH TEXTS, politics of globalism | Leave a comment

PAN w Z-nem (54): The clash between MEGALOPSYCHOS and MICROPSYCHOS type of religions

 

The Judeo-Christian “WAR on HOMO SAPIENS” Cabal

“I will destroy the wisdom of the wise, and the intelligence of the intelligent I will bring to nought.”
(1 Cor. 1: 19)

Introduction

The dominating the Bible message, Micropsychos GoDD: G-d of Deception and Dissimulation

God chose things that are not—to nullify the things that are

(1 Cor. 1: 28)

Four CARDINAL FRAUDS of Judeo-Christianity

1. The trap of the Paradise and the ORIGINAL SIN Deception

2. The Chimera of a Transcendental GOD

3. The CHRISTOLOGICAL Deception, leading to minds impoverishment

4.The (JUDEO) DARWINIAN Cabal of the Evolutionary Science

3600 words

Introduction

The differentia specifica between MEGALOPSYCHOS and MICROPSYCHOS type of religious beliefs

in a preparation

(The history of “official Christianity” in eyes of a ‘Hellenist’ naturalist)

In my recent textThe still persisting strife between “Hellenist” and “Hebraist” models of culture”, I’ve remarked that the St. Paul’s proud assertion God chose the lowly things of this world and the despised things—and the things that are not—to nullify the things that are” (1 Cor. 1: 28) reveals the mente captus (‘sized by mind’, mentally insane) character of the “Gospel” (God’s spell) of this Exceptional Apostle. This self-appointed “vicar of Christ” justified this bizarre statement by preceding it with a remark “God chose the foolish things of the world to shame the wise; God chose the weak things of the world to shame the strong”. And all this “so that no one may boast before God(1 Cor. 1:29).

In all evidence this founder of the official Christianity, was attaint of a mental handicap called MICROPSYCHIA (small-souldness, low-mindedness, mean-spiritedness), which “virtues” he combined with the (fake?) humility, saturating his “Letters to gentiles”: “I came to you in weakness with great fear and trembling. (1 Cor. 2:3). And thanks to this, classical Pharisee hypocrite behaviour, the overtly hating broadminded ‘Hellenized’ Christians, “apostle” has managed (with the help of “invisible hand” of Temple of Zion Secret services) to infected, with his micropsychia, subsequent hundreds of generations of Christian clergymen “resolved to know nothing while remaining with us, except Jesus Christ and Him crucified” (1 Cor. 2: 2).

*

Being myself “baptized and confirmed” as a Christian in my infancy, during the obligatory classes of logics at my senior high school, I used to imagine God as a something which is at the end of an asymptote reaching the PERFECT Logics, the PERFECT Knowledge and the PERFECT Beauty. Later on, during my classic self-education, I learned that such NOBLE strive, to achieve the cognitive perfection, characterized Aristotle’s MEGALOPSYCHOS type individuals, which should be set up in front of us, as examples to be followed. At that time, being a naive optimist, I thought that the Catholic Church is initiating people to follow these Classical Ideals of Goodness and Elegance. (My father, who was a prominent Polish geochemist, and a friend of Karol Wojtyla, explained to me, at the time when I ceased to be a church goer, that Christianity “strenghtens our moral character”.)

Only a quarter of a century later, influenced by a lecture of the remarkable papal encyclical letter “Laborem exercens” published in September 1981, at the age of nearly 40 years old, I became “an aggresive atheist” (as a person close to pope John Paul II, told my mother). This in particular, when I become acquinted with the St Paul’s imagination of a GOD FILLED WITH HATE towards people commonly considered to be intelligent, “which search for the truth in every subject they study” (Matthew Arnold on “Hellenists”, 1869).

The proud statement of micropsychos Paul, who assured readers of his writings that “Godmakes REAL thing vanish, while these NOT REAL ones to look as real ones”, has made me conclude that the HOLY SPIRIT, which animates, until today, the behaviour of following Paul’s instructions Christian clergy, is a MONSTER created in Antiquity by attaint of micropsychia HEBREW priests-psychopaths. My associative CNS (Central Neuronal System) demands me to call such LORD-MONSTER GoDDGod of Deception and Dissimulation. (This GoDD-Monster is advertized, in the Song of Moses, Deutoronomy 32: 19, in following terms: “See now that I myself am he! There is no god besides me. I put to death and I bring to life”, etc.)

I am not isolated in this opinion. Already Jesus of Nazareth, quoted in Gospel of John (8, 44) argued, in front of religious Jews in the Temple “Ye are of your father the devil… He was a murderer from the beginning, and abode not in the truth, because there is no truth in him”. The best example of such monstrous behaviour, furnished Moses and his gang of Levies under Mt Sinai, where GoDD has equipped its “chosen people” with the famous DECALOGUE:

Exodus 32

27 Then he said to them, “This is what the Lord, the God of Israel, says: ‘Each man strap a sword to his side. Go back and forth through the camp from one end to the other, each killing his brother and friend and neighbor.’” 28 The Levites did as Moses commanded, and that day about three thousand of the people died. 29 Then Moses said, “You have been set apart to the Lord today, for you were against your own sons and brothers, and he has blessed you this day.”

In fact, in early Christianity was a strong movement, lead by Marcion the son of bishop of Synope, claiming that “Christ was not the Son of the God of Jews, but the Son of the Good God, who was different from the God of the Ancient Covenant”. Seen from Marcion’s perspective, the behaviour of Moses gang of Levies under Mt Sinai, (which slain their “brothers and sons” worshipping “golden calf”, representing the Egyptian God of Virility, called Apis), becomes a kind of prefiguration of the history of the execution of “Jesus, son of Good God” at Golgotha. These antique atrocities become “funding sacrifices”, respectively of the religion of orthodox Jews and of the HATING THE REASON Christianity.

(It is worth to recall that this “Alien God, father of Jesus” in nearby Egypt was worshipped as Ser-Apis /Osiris-Apis/, known also as Serapis Christus – a syncretic Unique Divinity, having the power of Greek Dionisos changing water into wine, and that of Asclepius raising to life these apparently dead – these miracles Jesus was making too, according to cannon Gospels).

Four CARDINAL FRAUDS of the Judeo-Christianity

These FOUR BASIC LIES, the renomed activist of “Civitas Christiana” in Poland, Tomasz Terlikowski summed up in this concise sentence:

“(Both religions agree) … that the God has created the world [1]and gave to it the Law [2], which rules in it, that man is created at God’s image[3], and finally that the source of evil in the world is the sin of (our) first parents [4] ”.

So, at the end of my scholar life, I feel obligated to ELUCIDATE the origin and the ugly purpose of these JUDEO-CHRISTIAN FRAUDS, which form the RELIGIOUS BACKBONE of the pathology of the LIBERAL world of today. I will do it in an order roughly inverse to the one present in Terlikowski’s statement.

1. The Lie of the ORIGINAL SIN, which supposedly ruined the WELLBEING of our first parents locked down in a Paradise

On a picture above I copied a central part of a cover of a translated into French bookPaRDeS (Paradise) – an etude of Cabal”, written by my “comrade in arms” Israel Shamir. In it my colleague reports a number of cabal-like, commercial adventures of illustrious representatives of the “exceptional tribe”, which zealously realise their GoDD’s demand “dominate the earth, and everything which dares to move on it”.

As the CABAL (a swindle) with the Creation of a Paradise is considered, I have to remark that the conditions of life, of a pair of our ancestors in this mythical luxurious enclosure, were not much different from these in zoological gardens: animals there are kept habitually in heterosexual pairs, and a decent feeding and health care is assured for them, so they may live long and happily. Happily? 40 years ago, while I was visiting a small zoological garden, called “Jardin des plantes” situated in the heart of Paris, I was a witness of a kind of a mini-revolution there. One of antelopes imprisoned there, managed to jump over the fence and was running happily on alleys of this King’s Garden. What a sudden noise I heard, made by dozens of animals stocked in cages there: IT HAS MANAGED IT! IT RUNS ON FORBIDDEN TO US alleys!

It took time to guards of this small ménagerie, to master the courageous antelope. Seeing and hearing this scene, I got an additional confirmation of my ANTI-BIBLICAL THESIS that the Paradise (PaRDeS) TRAP was the GoDD’s pathology, which should be ERADICATED from our collective memory. We have to keep in minds that stressful life situations, which young people are encountering during their youth, are absolutely necessary for their maturation into humans of the “sapiens” kind. Without these, repeated in the youth exercises, adult humans remain both psychically and physically handicaped – to point at the micropsychos St. Paul, who was grown in the “bourgeois” comfort of antique Tars. The grown in a way radically different of this of Saul of Tars, Jesus was a “man of meadows and fields” (Leonid Stolowicz), and this NATURAL environment surely contributed to the magnanimity of his behaviour.

From the Homo Sapiens perspective – which in Antiquity represented the Roman philosopher Celsus, arguing that “forChristians the wisdom is evil, and the stupidity is good”, the Original Sin wasn’t SIN at all. To the contrary, the “forbidden by GoDD” habit to reflect “what is good and what is evil” (which, according to “Genesis” was reserved to Hebrew “G-ds” – Ge. 3: 22), is the most NOBLE activity of “sapiens type” humans, Socrates argued that people are good by their nature, and only their WILLFUL IGNORANCE (see St Paul in 1 Cor. 1 & 2) makes them evil. Hence also other inventions of GoDD’s “chosenites” are radiating with its evil onto unaware Bible readers.

2. The Second Cardinal Deception of J.-Ch.: the existence of a Transcendental Immaterial Ruler of the World

In the biblical “Genesis” , its (their) author(s) considered themselves to be “Gods” (in plurial, see above). This is comprehensible, for in Antiquity, in run by theocracy countries high priests were frequently considered to be “Gods”. In particular pharaohs of Egypt were recognized to have such supranatural nature, and even in Slavic languages the word ‘god’ (BOG) is etymologically linked with ‘BOGaty’ – a RICH, and thus powerful individual. The similar situation we had in antique Israel, which confirms the Psalm 82God presides in the great assembly; he gives judgment among the gods, etc.”. This minuscule remark suggests that also the Saul of Tarsus, who among naive Christians ‘worked” under the humble cover of a Roman name Paulus (small), considered himself to be God-like creature, for “God had set me apart even from its mother’s womb, and called me, through His grace, to reveal His Son in me” – Gal. 1:15. Moreover, according to “Apostles Acts” (5:34), an another “Potent God” (i.e. GoDD!) appears to be Paul’s religious instructor and commander. It was “a Pharisee named Gamaliel, a teacher of the law held in respect (like God!) by all the people… (this God Gamaliel) in the council (‘great assembly’ in terms of Psalm 32) said (gave judgement) to them (to other Gods): “Men of Israel, take heed to yourselves (and permit to thrive to these ‘christianus’ / cretins – in a long term they will be useful for our cause)”.

Hence it is logical that collective authors (GoDDs!) of the Bible, in order to improve their social status have invented the myth of a transcendental, remaining outside the material Universe, Creator of both the Heaven and the Earth. But was it possible such Creatio ex Nihilo? The despised, by Early Fathers of the Church, pre-Christian philosopher Aristotle argued “there is no generation ex nihilo, that is that nothing comes from nothing”. Today we may add, to this Aristotle hylomorphic argumentation, a simple remark. An Immaterial Being, by its definition has no material tools (including the contested at present radio 5G microwaves) to pass whatever IN-FORMATION to material objects, humans in particular. And that’s everything. The limited to Judaism and Western Christianity (opinion of Włodzimierz Pawluczuk), belief into immaterial God, remaining beyond the material Universe, is a belief into illusionary being called CHIMERA as argued, noble soldier and philosopher Kazimir Łyszczynski, codemned by Polish bishops for a public decapitation at the end of 17th century. This for writing, in a secrecy, of a book “De non existentia Dei”:

What kind of a metaphysical and timeless God, exercising the well perceptible influence onto the whole Nature, does exit?

This was clearly indicated in a hidden from the sight of a public, through nearly 1,5 thousand years, Gospel of apostle Thomas (?), which was pushed into nought by a “democratic voice” of Council of Nice in year 325. The text of this “Fifth Gospel” was known fragmentally to early Christian writers, and its full text, written in a coptic language, was discovered in 1945 in a sealed for 1,5 thousand years amphora conserved in a temple Nag Hammadi in Egypt.

This “Gospel of Thomas” (GT), probably due to the fact that it is settled in the historical realm of Israel during times of Jesus (the bizarre story of Jesus “disciple” Salome in a logion 61), has no trace of influence of Paul’s ideology, the sinister story of Jesus on the cross self-sacrifice is totally absent in it. It consists of 114 logions (short speeches) of Jesus, from which about 60 are present in canonical Gospels. Moreover it contains, a completely alien to the spirit of OT, remark concerning the emplacement of our “Eternal Father”, which Judeo-Christians locate traditionally beyond the existing materially Universe. To the contrary, in GT the logion nr. 3 locates our Eternal Father in our own beings:

Jesus said, “If your leaders say to you, ‘Look, the (Father’s) imperial rule is in the sky,’ then the birds of the sky will precede you. 2 If they say to you, ‘It is in the sea,’ then the fish will precede you. 3 Rather, the (Father’s) imperial rule is inside you and outside you. 4 When you know yourselves, then you will be known, and you will understand that you are children of the living Father. 5But if you do not know yourselves, then you live in poverty, and you are the poverty.

For a person, having only a rudimentary classical education, it automatically comes to the mind an inscription at the tympanum of the Delphic shrine “Know thyself (and you will know Gods and the Universe)”. Hence it is easy to deduce that this Noble (and thus alien to the GoDD of Israel!) symbolical “God Father” of Jesus, consisted of group of Seven Sages of Greece, beginning from Thales. (To these Seven Sages were attributed also 147 short Delphic Maxims, which until the fall of the Byzantine Empire in 1453, were forming the moral backbone of the Greek civilization for more than two thousand years!)

The Logion nr 3 of GT, which indicates that the having hylomorphic character, God Creator is present only INSIDE us (and inside all other living beings as well, according to Hindu philosphies), confirms thus the opinion of Polish historian of Antiquity, Tadeusz Zielinski, that Jesus represented the HELLENIST, by a defnition ANTI-JUDAIST, way of reasoning.

Forming the backbone of a Christian religion known to us, the Paul’s super-judaist exegesis of the supposed Jesus violent death, is not present at all in Gospel of Thomas. This CRUEL AND UGLY story of execution of someone looking like Jesus (see Qu’ran!) was inserted into canonical gospels only after the appearance of Paul’s “Letters to gentiles” – which LOGICALLY suggest that this is one more HOAX invented by GoDD’s enterprising activists.

The Third Cardinal CHRISTOLOGICAL SATANIST Hoax:

“Only by the Blood of Christ, the conscience of the wicked can be cleansed”

(1 John 1:7-9; Hbr. 9: 14)

.

What is the essence of religious teachings, which our thoughtless ecclesiastics hammer into heads (see above) of young people? In the most concise manner this CABAL of CHRIST’S PASSION has related St Augustine in central verses, of having explicitly SATANIST character, his Hymn “Exsulted” which is sang by the clergy, gathered in darkened churches, during the paschal Saturday night:

(…) O truly necessary sin of Adam,
destroyed completely by the Death of Christ!
O
happy fault that earned for us so great, so glorious a Redeemer!

(…) The sanctifying power of this night
dispels wickedness, washes faults away,
restores innocence to the fallen, and joy to mourners
(etc.)

Of course, once we are SURE that this “necessary sin of Adam” was the GoDD’s HOAX, the whole paulinist “Christology” starts to represent the SPIRITUAL EMPTINESS, overtly denounced not only by by Moslems since 7 century, but also by a still persisting, since the beginning of 18 century, Christian sect of Духоборцы, “warriors of spirit” in Russia and than in Canada, too. Of course, the Almighty GoDD, which by its definition has the Power of changing the Spiritual Emptiness into MATERIAL WELLBEING of His (Its?) Chosen, still continuous Its (His?) march through the Planet Earth. How does it is possible?

Judaist and Christian Paschal Festivities of the Spiritual Diminution of masses

The exalted in the Satanist Hymn “Exulted”, the OT /St Paul’s method of the “cleansing”, by appropriate offerings, of the conscience of believers from the ‘sapiens’ type reflections, brought to the general attention, in 19 century, the well known English Bible teacher J. N. Darby. In one of his “sprinkled with the blood of Christ” writings on the “True Grace” he announced this: “It is Jesus who gives abiding rest to our souls, and not what our thoughts about ourselves may be. … We are entitled to forget ourselves, we are entitled to forget our sins, we are entitled to forget all but Jesus (and Him crucified – 1 Cor. 2: 2).

If we compare this Darby’s “revelation” with the logion 3 of Jesus in GT “When you know yourselves, then you will be known, and you … are children of the living Father”, we realize that Darby preaches the God (GoDD!) which is TOTALLY ALIEN to the one preached by Jesus in Gospel of Thomas! Moreover,, our internal intelligence (from inter-ligare, to bind in-between, associate) suggests us that once we recognize faults of our behaviour, than by our own repeated efforts we can improve, significantly, both our physical and mental performances – this was the essence of the “forbidden by the Church” teaching of Pelagius, negating the existence of original sin. It is only by the incessant, since adolescence, personal efforts to improve ones own psychomotorial capacities, the praised by Aristotle MEGALOPSYCHOS kind of humans can be grown.

In the contrary case, when we are taught “not to think of our own sins, and our own vileness, but think of the Lord Jesus, … who gives abiding rest to our souls”, we are invited not to rectify faults of our behaviour, for “the grace of Jesus crucified” will do it for us. In this case faults of our behaviour will only aggravate, turning into our vile habits (that’s Lamarck Law of Biology!). By believing in the Excellence of the (crucified) Christ, people are simply invited to acquire, the detested by “Hellenists”, their infantilized MICROPSYCHOI character. Works of this J. N. Darby indicate that due to his narrowminded studies of the Bible, he has became an utter CRETIN (from French ‘chrétien‘).

Krucjata Różańcowa - Chełm, 7.03.2020

(On a picture above. “Male rosary” in Eastern Poland, just few days prior to the sanitary “lock down” of whole country, on March 12, this “cabalist” 2020 year. It is a visible example of a purposeful CRETINIZATION of the Polish populace by the religious branch of NWO forces.)

The “hammered” into minds of the “shipple”, habit of looking to Him (at the cross, which) delivers us from ourselves, is what excludes the thought of self,” automatically makes people forget about existence of this “Alien Father” of Jesus, who ordered the Seven Sages of Greece, to put the inscription “know thyself” at the tympanum of Delphi shrine. Thanks to the collective amnesia, of the“Hellenist” origin of teachings – and of miracles as well – of Jesus called Christ, the raised in the Bible worshipping empires (USA & UK in particular), micropsychoi masses feel not whatever restriction, in the realization of the GoDD demanded relentness conquest of the Planet Earth. This they try to achieve not by the STRENGTH of their Spirit – like did it Духоборцы, “warriors of spirit” – but with the help of corrupting both the Body and Spirit, artefacts of the TECHNIQUE, of MONEY & of devices assuring Comfort of the ASS. It is the dominating at present T-M-A cult, TMA in Slavic languages means “darkness”:

I will add, at the end of this sinister story of the exploitation of the Christian Cross, for the purpose of of a fraudulent enrichment of its “pushers”, the picture of overall doings of “GoDD’s people”. The pubic louse, visible in the center of the Tantra sign of overlapping male and female genitalia, represents the updated version of 2,5 years old prophecy of Isaiah:

You will drink the milk of nations, and be nursed at the royal breasts;you shall eat the riches of the Gentiles, and in their glory shall you boast yourselves (Is. 60, 16 & 61,6)
I “modernized” this prophecy with terms habitual for communists years ago, and today’s LGBT preoccupations :
drink the milk = suck the blood; breasts = hairly pubic; Gentiles = commies to be subdued
And I got such an updated version of this Isaiah’s prophecy
 « You will suck the blood of nations, and be nursed at the their rulers hairy pubic; you shall eat the riches of commies to be subdued, and in their glory shall you boast yourselves ».
I add, that W. I. Lenin, during assisted by the “West” civil wars in early RFSR, used to observe:
Or the Revolution will win over Louse, or Louse will eat the Revolution

4. The (JUDEO) DARWINIAN Deception of the BIO-EVOLUTION

As this, necessitating more sphisticated knowledge of a reader, subject is considered, I propose my completed in 2013 general essay, titled

Living Beings (Zoon) – Creator of In-Formation

http://markglogg.eu/?p=640

Zakopane, September 15, year 103

after the Great Anti Judeo-Christian, Proletarian Revolution

The JP2 project of “Global Revolution” concerning the humanity of human embryo – 2015

Posted in culture & religion of zombies, ENGLISH TEXTS | Leave a comment