<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Strona autorska Marka Głogoczowskiego &#187; Alpinizm</title>
	<atom:link href="http://markglogg.eu/?cat=7&#038;feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://markglogg.eu</link>
	<description>anty-globalizm i anty-(neo)darwinizm, Biblia i jej przekłamania, religia oraz kultura zombi,  szkoła Piageta, alpinizm i ski-alpinizm</description>
	<lastBuildDate>Wed, 03 Jan 2024 16:24:54 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2</generator>
		<item>
		<title>Jak z Berkeleya72 Onet.pl zrobił SUPER STAR &#8220;rotszyldowskiej medycyny&#8221;</title>
		<link>http://markglogg.eu/?p=3381</link>
		<comments>http://markglogg.eu/?p=3381#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 03 Sep 2021 07:59:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Alpinizm]]></category>
		<category><![CDATA[POLSKIE TEKSTY]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://markglogg.eu/?p=3381</guid>
		<description><![CDATA[Onet.pl: Berkeley72 to SUPER STAR „rotszyldowskiej medycyny” Po matce góral z Zakopanego, z rodu narciarzy i naukowców, pseudonim Gąsienica. To zobowiązuje. Dlatego Marek Głogoczowski, choć ma nieuleczalną chorobę, walczy &#8230; by każdy pacjent w Polsce dostał lek, który wydłuża życie. &#8230; <a href="http://markglogg.eu/?p=3381">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h1 style="text-align: center;"><strong><span style="color: #ff0000;">Onet.pl: Berkeley72 to SUPER STAR „rotszyldowskiej medycyny”</span></strong></h1>
<div><img class="aligncenter" src="https://m.neon24.pl/37d43271cc63d77d38121e7e96e652ce,14,0.jpg" alt="" /></div>
<div><strong>Po matce góral z Zakopanego, z rodu narciarzy i naukowców, pseudonim Gąsienica. To zobowiązuje. Dlatego Marek Głogoczowski, choć ma nieuleczalną chorobę, walczy &#8230; by każdy pacjent w Polsce dostał lek, który wydłuża życie.</strong></div>
<div>
<h1><strong>Lekarz: Ile pan chce żyć? Marek: 80 lat. Tyle, ile Budda(i Platon)</strong></h1>
<p><strong>Agnieszka Sztyler-Turovsky</strong></p>
<p><a href="https://kobieta.onet.pl/wiadomosci/marek-glogoczowski/fw38njb"><strong>https://kobieta.onet.pl/wiadomosci/marek-glogoczowski/fw38njb</strong></a></p>
<p>&#8220;<strong>To pan jeszcze żyje!?&#8221; — usłyszał od lekarza, gdy przez dwa dni nie odbierał telefonu. A on akurat nie używał komórki, bo miał lepsze rzeczy do roboty. Pierwszy Polak na Denali, najwyższym szczycie Ameryki Północnej. Góral z Zakopanego, z rodu narciarzy i naukowców, pseudonim Gąsienica. To zobowiązuje. Dlatego Marek Głogoczowski, choć ma nieuleczalną chorobę, walczy. Nie tylko z nią i o siebie, ale o innych. By każdy pacjent w Polsce dostał lek, który wydłuża życie.</strong></p>
<p><strong><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/09/Marek-G-w-Alpach-wloskich-2008.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3382" title="Marek G w Alpach wloskich 2008" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/09/Marek-G-w-Alpach-wloskich-2008.jpg" alt="" width="789" height="576" /></a></strong></p>
<p style="text-align: center;">Marek Głogoczowski</p>
<p><em>Rok 1999, miejscowość Garda we Włoszech, wczesny ranek.</em> Marek czeka na znajomą, która ma przyjechać z Polski. Przez witrynę sklepu miejscowego optyka widzi podświetloną tablicę do sprawdzania wzroku, jaką każdy z nas pamięta jeszcze z podstawówki.</p>
<p>– Zrobiłem sobie test. Ot tak, dla zabawy, bo od zawsze miałem doskonały wzrok – wspomina. I zaskoczenie &#8211; na jedno oko trochę gorzej widział. – Nic z tym nie zrobiłem – dodaje. Nic z tym nie zrobił przez lat dwanaście. Dziwne? Nie. Bo nie jest facetem, który by biegał po lekarzach. Widział niejedno, przeżył niejedno. Także przyjaciół. Połowę z nich stracił, gdy sam nie miał nawet 40-stki.</p>
<p>Samual Samek Skierski, alpinista i malarz zginął na Mont Blanc, gdy miał zaledwie 26 lat, a Andrzej Mróz jako 30-latek, też w Alpach, Wanda Rutkiewicz na Kanczendzondze, Jean Juge na Matterhornie, a Galen Rowell, z którym Marek poznał się, gdy studiował na Uniwersytecie w Berkeley w Kalifornii, też zginął, wiele lat później, w wypadku lotniczym.</p>
<p>– Z Galenem zrobiliśmy razem nowe drogi w Kings Canyon w Sierra Nevada. Rozmawialiśmy, dużo. Ale nie o śmierci, a o tym, po co idziemy w góry – wspomina.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/09/Marek-G-w-1972-r.-na-grani-Huarascaran-Norte-w-Peru.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3383" title="Marek G w 1972 r. na grani Huarascaran Norte w Peru" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/09/Marek-G-w-1972-r.-na-grani-Huarascaran-Norte-w-Peru.jpg" alt="" width="395" height="552" /></a>Marek Głogoczowski na grani Huascaran Norte w Peru, 1972 r.</p>
<p>– To oczywiste, że ryzyko jest wpisane we wspinanie, zwłaszcza w górach wysokich – wspomina. Wiadomo, jest ryzyko, jest przygoda. Szli, bo chodzenie z teczką do pracy w cywilizowanym świecie to nuda i żadne wyzwanie. Galen, który napisał znany esej &#8220;The Seventh Rifle&#8221;, miał przodków traperów.</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>Była to w przeszłości, w Ameryce, niebezpieczna praca. Trochę podobna do zajęć Indian, którzy by upolować bizona, musieli wbić się na koniu w stado bizonów i umieć zeskoczyć z konia w galopie.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>– Śmierć była wpisana w życie. I jest w życiu alpinistów – dodaje.</p>
<h2>Jak jest wojna, kule lecą. Trzeba ich unikać</h2>
<p>– Nie, nie myślałem, że wisi nade mną fatum, gdy ginęli kolejni przyjaciele – mówi. Ale przeżywał ich śmierć strasznie. Gdy zginął Andrzej, był na wyprawie na Huascaran Norte w Peru. Miał chwilę, gdy chciał zrezygnować, gdy poczuł, że to wszystko jest bez sensu… – Niektórych śmierci można było uniknąć – mówi.</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>Wanda Rutkiewicz była ofiarą wyścigu o zdobycie wszystkich ośmiotysięczników. Gdyby nie to, prawdopodobnie by nie zginęła. Myślę czasami: &gt;&gt;Dziewczyno, gdybyś pół roku odpoczęła, spokojnie byś tą Kanczendzongę zrobiła!&lt;&lt;.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>Ale sam był parę razy blisko śmierci. Kwituje to krótko, ze śmiechem: &#8220;Jak jest wojna, to kule latają, trzeba ich unikać, ale nie zawsze się da&#8221;.</p>
<p>Tak, jak nie zawsze uda się uniknąć choroby, albo choć zorientować się, że się ją ma. Szczególnie, jak się jest alpinistą i (pół)góralem, a nie wsłuchującym się w siebie hipochondrykiem.</p>
<div>
<div id="detail">
<ul>
<li><strong>Polecamy także:</strong><a href="https://kobieta.onet.pl/wielicki-zimowe-zdobycie-k2-to-moj-obowiazek/2y9ph22"><strong> Krzysztof Wielicki: oddałbym wszystkie Everesty za chwile z moim synem</strong></a></li>
</ul>
<div>
<div><strong>I gdy chodzi o chłoniaka z komórek płaszcza, który długo jest trudny do rozpoznania, bo pierwsze objawy – nocne poty, podwyższona temperatura, spadek wagi czy świąd skóry, nie są nasilone. A zmiany w morfologii krwi, świadczące o stanie zapalnym czy małopłytkowość, pojawiają się późno, gdy w organizmie jest już dużo komórek nowotworowych. <strong>A i tak lekarz w pierwszej chwili może podejrzewać zwykłą infekcję, nie nowotwór.</strong><br />
</strong></div>
</div>
<p><strong><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/09/Zbiorowe-zdjęcie-wyprawy-KW-Warszawa-na-Makalu-w-1978.-Marek-G-z-tyłu-przed-nim-Halina-Kruger-Syrokomska.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3384" title="Zbiorowe zdjęcie wyprawy KW Warszawa na Makalu w 1978. Marek G z tyłu, przed nim Halina Kruger-Syrokomska" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/09/Zbiorowe-zdjęcie-wyprawy-KW-Warszawa-na-Makalu-w-1978.-Marek-G-z-tyłu-przed-nim-Halina-Kruger-Syrokomska.jpg" alt="" width="804" height="570" /></a></strong></p>
</div>
</div>
<p style="text-align: center;">Marek Głogoczowski (z tyłu, przed nim Halina Kruger-Syrokomska), na wyprawie KW Warszawa na Makalu, 1978 r.</p>
<p>W efekcie diagnostyka trwa tak długo, że <strong>ponad 90 proc. pacjentów jest w zaawansowanym stadium choroby.</strong> Ma powiększone węzły chłonne, wątrobę, śledzionę i zajęty szpik kostny. Ten, kto ma szczęście, po diagnozie ma przed sobą cztery lata życia, a kto nie ma to tylko pół roku….</p>
<h2>Śmierć zagląda w oczy pierwszy raz</h2>
<p>Marek Głogoczowski zaczął się wspinać w latach 60. To stara szkoła. Co myśli o dzisiejszej?</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>Że to żadna przygoda, a koniec alpinizmu. Korki na Evereście, szerpowie niosą wszystko za wspinaczy, a jak ktoś źle się poczuje, to mu podadzą tlen i rozbiją namiot. Tylko trzeba się pomęczyć trochę na poręczówkach, które zostawiły poprzednie ekipy i spokojnie wczłapać się na szczyt! Mało ambitna masówka – mówi.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>Marzec 1978 r., Alpy szwajcarskie. – Zjeżdżając na nartach ostrożnie we mgle ze szczytu Mont Velan (3731 m) wpadłem do szczeliny lodowcowej, gdy śnieg się pode mną załamał. <strong>Rozstawiając szeroko ręce spadałem z 15 m w dół wraz z całym &#8220;korkiem śnieżnym”, który się pode mną załamał.</strong></p>
<p>Gdy się, w miarę bezpiecznie, zatrzymałem, zdjąłem narty, założyłem raki ubrałem się cieplej i z pomocą czekana i &#8220;zapieraczki&#8221; z tej szczeliny jakoś wylazłem – dziś wspomina to z luzem. Ale wtedy, patrząc w górę na małe światełko w dziurze między ścianami lodu, myślał, że to koniec.</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>Tydzień wcześniej zmarł mój ojciec. Miał tylko 64 lata, to było zapalenie opon mózgowych. Przez głowę przemknęła mi myśl: dopiero co mój ojciec, a teraz kolej na mnie. Jestem załatwiony – myślałem.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>Ale nie był. Gdy po godzinie, przebijając się przez metrową warstwę śniegu nad głową, znowu znalazł się na oświetlonym tym razem słońcem lodowcu, pojechał dalej wlokąc za sobą na końcu liny doczepiony czekan i plecak – na wszelki wypadek, by na powierzchni został znak, gdzie znowu wpadłem. A gdy już znalazł się w miejscu bezpiecznym na przełęczy, to pomachał nadlatującemu pilotowi helikoptera. – Żeby odleciał, że ze mną wszystko OK – wspomina.</p>
<p style="text-align: center;"><a id="image_5092e61c-de39-45d0-afe9-994f24b8a4e6" name="image_5092e61c-de39-45d0-afe9-994f24b8a4e6"></a> <a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/09/Marek-pod-Mt-Cook.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3386" title="Marek pod Mt Cook" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/09/Marek-pod-Mt-Cook.jpg" alt="" width="788" height="585" /></a>Mt. Cook (3751) w Alpach Południowych na Nowej Zelandii (Marek Głogoczowski w środku), Sylwester 2011 r.</p>
<p>Bo partnerka z klubu w Genewie, z którą się wspinał, zdążyła już wezwać helikopter. Chcieli potem Marka skasować ze tę niedoszłą akcję ratunkową na 2000 franków, po maksymalnych stawkach.</p>
<div>
<div>
<blockquote><p>Zacząłem się awanturować, bo się okazało, że helikopter nie miał licznika, tylko pani sekretarka zwykła &gt;&gt;z kapelusza&lt;&lt; wpisywać maksymalne kwoty – śmieje się.</p></blockquote>
</div>
</div>
<ul>
<li><strong>Polecamy:</strong><a href="https://facet.onet.pl/adam-ondra-el-capitain/dl5d6cf"><strong>Ondra: El Capitan od dzieciństwa działał na mnie jak magnes</strong></a></li>
</ul>
<p>Tego wypadku zresztą by nie było, gdyby nie to, że wraz z partnerką wspinaczki dali mniej doświadczonej grupie z Klubu Akademickiego w Genewie (CAAG) swoją drugą linę&#8230; – Tamci podeszli łatwą drogą i zjechali bezpiecznie przed godz. 12, póki śnieg był twardy. A my, wspinając się z nartami na plecach, na ten szczyt drogą dość trudną, dla bezpieczeństwa oboje mieliśmy osobne liny aby, jak ktoś z nas wpadnie w szczelinę, partner mógł ją podać &#8220;nieszczęśnikowi” – tłumaczy Marek.</p>
<h2>I drugi raz&#8230;</h2>
<p>Śmierć zajrzała mu w oczy drugi raz na wielowyciągowych &#8220;skałkach&#8221;, znów w okolicach Genewy. – To było na łatwym, zawieszonym 200 metrów nad piargiem trawersie, który zazwyczaj robiliśmy bez liny. By zobaczyć, jak się wspina, na trudnej drodze, zespół za nami, wróciłem się tym trawersem do miejsca gdzie kończą się trudności.</p>
<p>Stwierdziwszy, że uda im się przejść tę drogę, już na pełnym &#8220;luzie&#8221; wracałem tym trawersem w pionowej ścianie. <strong>I wtedy od skały oderwał się duży kamień, którego się wcześniej już dwa razy chwytałem.</strong>Odruchowo rzuciłem go z całej siły w tył, by siła jego odrzutu dopchnęła mnie do ściany. Gdyby nie to, spadłbym nie ubezpieczony z 200 metrów na piarg – wspomina.</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>Jestem jednym z niewielu alpinistów z tamtych czasów, który żyje – dodaje.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>W ślady taty poszła jego córka. – Dziś jest trzydziestolatką, wielojęzyczną przewodniczką w Tatrach. I nie chce robić kursu przewodnika alpejskiego, choć więcej by zarabiała – śmieje się Marek.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/09/Marek-G-z-progeniturą-Tatry-2009.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3387" title="Marek G z progeniturą, Tatry 2009" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/09/Marek-G-z-progeniturą-Tatry-2009.jpg" alt="" width="927" height="569" /></a> <a>M</a>arek Głogoczowski z córką, przewodniczką tatrzańską</p>
<div>
<div>
<div id="content-share-top">
<p>Pytam, czy się bardzo denerwuje, że córka poszła w jego ślady i czy jej to ryzykowne życie odradzał.</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>Przecież ja z nią wszędzie byłem, wszystko jej w górach pokazałem, to jakie mam mieć nerwy?! – śmieje się.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>Ćwiczył z nią od dzieciństwa różne trudne sytuacje. A na sam koniec jego kariery, gdy miał już 75 lat, przeszli razem piękną i trudną Grań Wideł między Łomnicą i Kieżmarskim Szczytem.</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>Tam &gt;&gt;tata&lt;&lt; miał trochę przygody, gdy zjeżdżając z jakiejś turni na linie wyrwał ze ściany dość duży blok skalny, który w dół poleciał z hukiem, nie naruszając jednak liny – mówi.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<h2>Walka z chorobą i igrzyska zimowe w Soczi</h2>
<p>Jesień, 2012 r., 13 lat po tej zabawie ze sprawdzaniem wzroku na włoskiej tablicy nad jeziorem Garda. Tym razem Polska, Zakopane. Rutynowa wizyta w przychodni.</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>Okulistka zauważyła, że rzeczywiście mam wyraźnie słabszy wzrok w lewym oku. I jeszcze coś – jakieś gruzełki pod powieką. Widać je było dopiero, jak się odchyliło powiekę. Wiedziałem o nich, nic sobie z tego nie robiłem.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>Lekarka powiedziała, że pod drugą też coś mam. O tym to już nie wiedziałem – opowiada. Zakopiańska okulistka wysłała go na dalszą diagnostykę do Nowego Targu, a stamtąd lekarze kierowali go do Krakowa &#8211; trafił do kliniki oftalmologicznej.</p>
<p>– Długo to trwało. Aż w końcu zrobiono mi biopsję – pobrano wycinek spod powieki. <strong>Przyszedł wynik. I okazało się, że mam chłoniaka</strong> – wspomina. Był już czerwiec roku 2013.</p>
<ul>
<li><strong>Zobacz też: </strong><a href="https://facet.onet.pl/maciej-berbeka-zycie-i-jego-tragiczny-epilog-pod-broad-peak/2e23j62"><strong>Himalaiści mówią o potędze przyciągania szczytów. Czy uległ jej Maciej Berbeka?</strong></a></li>
</ul>
<p>Co mówi medycyna o tej chorobie? Że <strong>chłoniak z komórek płaszcza, bo o nim mowa (w skrócie MCL), to jedno z większych wyzwań onkologii.</strong> Bo raz, że nieuleczalny, to jeszcze zwykle szybko się rozwija. I po leczeniu nawraca, bo to leczenie też pozostawia wiele do życzenia. Właściwie to wciąż nie ma jasnych standardów ani w pierwszej, ani w kolejnych linii tego leczenia. Więc &#8220;standard&#8221; jest taki, jaki zwykle w polskim leczeniu raka: chemia, operacja, radioterapia. I czekanie z duszą na ramieniu do następnej wznowy.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/09/Marek-G-pod-Mt-McKimley-Denali-na-Alasce-w-1970.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3388" title="Marek G pod Mt McKimley (Denali) na Alasce w 1970" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/09/Marek-G-pod-Mt-McKimley-Denali-na-Alasce-w-1970.jpg" alt="" width="484" height="758" /></a>Marek Głogoczowski pod szczytem Mt McKimley (dziś Denali) na Alasce w 1970</p>
<p> – No to zacząłem chemioterapię. Ciężka bardzo sprawa – mówi o tamtym czasie. Po chemii wciąż miał problemy z ropniem w przynosowym kącie oka. – Ten lokalny chłoniak wielkości ziarna kukurydzy widoczny, gdy się odsunęło powiekę, zablokował kanalik łzowy.</p>
<p>Zrobił się wrzód, zakażenie. Antybiotyki, chemia, wszystko okazało się niewystarczające. Prowadził mnie prof. Wojciech Jurczak w Katedrze Hematologii UJ, na Kopernika i po całym cyklu chemii wysłał mnie jeszcze do prof. Jacka Składzienia, laryngologa z Katedry Laryngologii. Tam, by udrożnić ten kanalik, zrobili mi kolejny zabieg. I potrzebne były jeszcze napromieniowania – wspomina.</p>
<p>– Resztki chłoniaka zabijali mi w lutym 2014 r. &#8211; kontynuuje. Pamięta tak dokładnie rok, bo trwały akurat igrzyska, pierwsze zimowe igrzyska w Rosji. Z ekranu telewizora machały olimpijskie maskotki: śnieżna pantera, zajączek i biały miś.</p>
<p>Marek kończył radioterapię, ale zamiast chorobą, wolał emocjonować się występami Polaków. I przypomnieć sobie o sukcesach narciarskich chłopaków takich jak on, czyli z Zakopanego. Przecież <strong>gdy kończył podstawówkę, pierwszy medal na zimowych igrzyskach olimpijskich zdobył dla nas Franciszek Gąsienica Groń</strong> – brązowy krążek w kombinacji norweskiej 1956 r. A następnie w 1972 r., pierwsze olimpijskie złoto dla Polaków w skokach – Wojciech Fortuna.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/09/Marek-G-w-zjęździe-z-Grean-Zebru-3800-m-Ortles-2009.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3389" title="Marek G w zjęździe z Grean Zebru 3800 m, Ortles, 2009" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/09/Marek-G-w-zjęździe-z-Grean-Zebru-3800-m-Ortles-2009.jpg" alt="" width="824" height="558" /></a>Marek Głogoczowski zjeżdża z Gran Zebrú (3841 m.), Ortles, Włochy, 2009 r.</p>
<p>Marek sam też pochodzi z rodziny sportowców – brat jego matki Mieczysław Gąsienica-Samek zmarł trzy lata temu, ale bezpośrednio po wojnie był przez kilka lat vice (i raz mistrzem) Polski w skokach narciarskich, tuż za Marusarzem. Co więcej, startując jako student geodezji, został złotym medalistą Uniwersjady w Davos w1947 r., w ramach polskiej sztafety biegowej, a w kolejnej Uniwersjadzie w 1951 r., w Szpindlerowym Młynie w Czechosłowacji, zdobył brąz w slalomie. – Wtedy zwykle jak się było narciarzem, to uniwersalnym – startowało się we wszystkich konkurencjach.</p>
<h2>Morawiecki, lockdown, dzwoni lekarz</h2>
<p>Po igrzyskach w Soczi Marek jeszcze przez dwa lata, co trzy miesiące, musiał stawiać się u lekarza na wstrzykiwanie przeciwciał. I tyle. – Potem miałem spokój. Na prawie sześć lat – mówi. W międzyczasie przyplątała się zaćma.</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>Usłyszałem od okulisty, że trzeba operować. No to przeszedłem operację w klinice prof. Ariadny Gierek. Najpierw w jednym, potem w drugim oku. I tak się trzymałem parę lat. A potem zaczęły się pierepałki – opowiada.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>Była jesień 2018, Zakopane. Rutynowe badania przesiewowe dla seniorów.</p>
<p>– Wykryli mi jakieś guzki na tarczycy. Sprawdzili co to, no i okazało się, że chłoniak odnowił po sześciu latach. I że jest już w płucach – wspomina. Ale i tak długo się trzymał, bo zwykle choroba odnawia się jeszcze szybciej – nie każdy ma szczęście i przerwę choćby pięć lat od chemii. Marek znów trafił do prof. Jurczaka, tyle, że tym razem na onkologię na ul. Garncarskiej w Krakowie, do Pracowni Chłoniaków.</p>
<p>25 marca, 2020 r. Premier Morawiecki ogłasza lockdown. – Tego dnia zadzwonił mój lekarz:</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>&gt;&gt;To pan jeszcze żyje?!&lt;&lt; – zapytał. Nie odbierałem od niego telefonu przez dwa dni, bo go po prostu gdzieś rzuciłem, a dźwięki były wyciszone – wspomina.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>A to był telefon z radosną nowiną! – Udało się załatwić dla mnie tabletki – wspomina.</p>
<p>Chodziło o ibrutynib stosowany u pacjentów z nawracającym chłoniakiem z komórek płaszcza. Na popularnej stronie mp.pl, czyli medycynie praktycznej, na której można sprawdzić każdy lek, o ibrutynibie może przeczytać: &#8220;<strong>Podawać jeden raz dziennie, o stałej porze; kapsułki połykać w całości popijając szklanką wody.</strong>Nie przyjmować jednocześnie z sokiem grejpfrutowym lub gorzkimi pomarańczami. Leczenie kontynuować do czasu progresji choroby&#8221;. Brzmi prosto, ale prosto nie jest.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/09/Marek-G-in-Ecuador-in-1972.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3390" title="Marek G in Ecuador in 1972" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/09/Marek-G-in-Ecuador-in-1972.jpg" alt="" width="1840" height="1232" /></a>Marek Głogoczowski w Ekwadorze, 1972 r.</p>
<p>Bo ten lek nie jest w Polsce refundowany. Lekarzowi, który prowadził leczenie Marka, udało się go zdobyć, ale tylko w ramach Ratunkowego Dostępu do Technologii Lekowych. Ratunkowych – to słowo nie jest tu przypadkiem, bo ten lek ratuje życie. Lepszego, innego na tę chorobę, nie ma.</p>
<p><strong>– Dostałem ten lek, ale tabletek starczyło na trzy miesiące</strong>– wspomina Marek. I chyba nie trzeba tego tłumaczyć, ale dla szczęśliwców kompletnie nie zorientowanych w onkologii wyjaśniamy: ten lek trzeba brać do końca życia.</p>
<h2>Walka z chorobą i o refundację</h2>
<p>– Po trzech miesiącach wszystko się zacięło – wspomina Marek. To nic nowego, <strong>nie on pierwszy i nie ostatni mógł polec na biurokracji w polskiej ochronie zdrowia.</strong></p>
<p>Tym razem jest jeszcze gorzej, bo dostępność do leczenia w ramach ratunkowego dostępu nie działa już tak sprawnie w związku z powstaniem Funduszu Medycznego i obawą mniejszych ośrodków klinicznych przed bezzwrotną inwestycją w lek, który zamówią dla pacjentów i za który nikt im pieniędzy nie zwróci.</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>Nie chcieli mi wydać kolejnych dawek, pisałem odwołania do Ministerstwa Zdrowia. Nic nie dały. Znajoma, solidarnościowa działaczka, która wie, gdzie z czym i do kogo uderzyć, namówiła mnie, żebym zadzwonił do Rzecznika Prawa Pacjenta.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>Tak zrobiłem. Rzecznik powiedział, że potrzebuje podkładkę od lekarza – dowód na to, że faktycznie ten lek to dla mnie jedyna szansa. Prof. Jurczak to potwierdził. I zgoda na moje leczenie była… nazajutrz – wspomina.</p>
<p>Dzięki temu przerwa w przyjmowaniu tabletek skończyła się po trzech tygodniach. Minęło pół roku i odpukać, jak dotąd, już nic tego nie zakłóciło. <strong>Takie szczęście w Polsce ma zaledwie 30 osób</strong>. To ci, którzy dostali lek dwa lata temu w ramach ratunkowego dostępu. A zakwalifikowanych było do niego ponad 50 Polaków.</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>Mogliby mieć przedłużone życie. Bo ten lek tak działa. A chemioterapia? Po pierwszej wznowie przychodzi druga chemia. A ta zatrzymuje tę chorobę, ale tylko na 11 miesięcy. Niecały rok. I potem jest koniec – mówi Marek.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>– Ja żyję już przynajmniej rok dzięki tym tabletkom – dodaje.</p>
<p>Pacjenci leczeni w ramach RDTL pokazują, że standardowe leczenie jest nieskuteczne i u dużej grupy pacjentów nie ma możliwości zastosowania innych opcji. Nawrót choroby to niekorzystne rokowania – zwykle oznacza rok, maksymalnie dwa lata życia.</p>
<p>W lipcu 2021 r. Ministerstwo Zdrowia ogłosiło nową listę refundacyjną. Ibrutynibu na niej nie ma. Czyli nie ma jedynej, jak na razie szansy dla pacjentów z chłoniakiem z komórek płaszcza.</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>Polska kupuje sprzęt dla wojska za 25 mld złotych. MON ogłosił to w lipcu. Wydajemy ogromne pieniądze, by kupić sprzęt obronny, który pewnie nadaje się na pustynie, a nie na polskie błoto – mówi Marek Głogoczowski.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>– Pieniądze są na to, ale nie ma na refundację, do pieniędzy na nią, jakoś lekarze i pacjenci niestety nie mogą się dokopać – dodaje.</p>
<p>Gdy choroba nawraca w ramach NFZ dostępne są jedynie kolejne schematy immunochmioterapii. A jeśli nie zadziałają? Pacjent może liczyć tylko na cud, albo na to, że też jakimś cudem, weźmie udział w badaniach klinicznych.</p>
<p>Tymczasem w Europie standardem jest dostęp do nowoczesnych leków, przede wszystkim inhibitorów kinazy Brutona. np. wspomniana terapia ibrutynibem – najbardziej oczekiwanym lekiem przez polskich hematoonkologów przy nawrocie choroby.</p>
<p>W ponad 20 krajach Europy pacjenci mają to leczenie refundowane już od czterech lat. W Polsce nie. Do tego proces refundacyjny tej terapii trwa ponad 1000 dni. To chyba rekord, niestety niechlubny, a nie olimpijski. W raku zawsze liczy się czas, ale w tym chłoniaku biegnie jeszcze szybciej. 1000 dni to mało dla polskich urzędników, bo przyklepać w papierach refundację.</p>
<h2>A jak alpinizm i antyszczepionkowcy</h2>
<p>Marek Głogoczowski chyba szybciej pokonywał nie tylko szwajcarskie lodowce. Nawet ten, super długi Kalhitna Glacier, po którym się podchodzi na Mount Mc Kinley na Alasce.</p>
<p>Gdy wracał z tego szczytu, jego zespół przez załamanie pogody stracił dwa dni i już nie mógł bić ówczesnego rekordu wyjścia na szczyt i zejścia do lądowiska małych samolotów, położonego na wysokości ok. dwóch tysięcy metrów. Wracał wtedy z Mc Kinley&#8217;a razem ze wspinaczem z Austrii.</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>Był z nami młody Amerykanin, któremu tato przysłał pieniądze na powrót do domu samolotem. A ja i równie biedny Austriak cztery dni wracaliśmy, z tego lądowiska przez lodowiec do jego samego końca, a następnie przez podmokłą tundrę przez całe cztery dni, w dwa ostatnie dni o całkowitym głodzie – wspomina.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>– Zresztą na własne życzenie, bo nie chciało nam się zabrać ze sobą, z lądowiska wystarczającej ilości żywności na tą &#8220;mini przeprawę&#8221;, dokonaną przez nas po raz drugi w historii podboju tej góry – opowiada.</p>
<p>– <strong>Zdziwiłem się wtedy, że człowiek może przez dwa dni nic nie jeść i po tym czasie przestać w ogóle odczuwać głód</strong> &#8211; trzeciego dnia, choć przedzieraliśmy się przez zakrzaczony masyw porównywalny rozmiarami do polskich Gorców, już się nam nie chciało jeść. Jak widać człowiek ma takie niezwykłe możliwości, że może spędzić wiele dni maszerując na głodnego! – wspomina tamto zejście.</p>
<p>– No i mieliśmy przy tej okazji interesujące spotkania, choćby ze stadem łosi, które po raz pierwszy widziały ludzi oraz z niedźwiedziem grizzly, który wyczuwszy, że stąpamy w półmroku za nim, po opuszczonej drodze poszukiwaczy złota, po prostu ustąpił nam z drogi, poszedł w krzaki – opowiada.</p>
<p>– Położyliśmy się spać zaledwie z pięćset metrów dalej, w zatoczce na poboczu tej drogi, tak byliśmy zmęczeni, że nawet niedźwiedź nie był nam straszny! – dodaje ze śmiechem.</p>
<p>Super trudna Droga Bonattiego na Petit Dru w Apach Chamonix w 1985 r. też nie zajęła mu tych &#8220;biurokratycznych&#8221; 1000 dni. Dziś jej już by nie zrobił, ale nie dlatego, że nie ma siły, po prostu w 1993 r. cała zachodnia ściana Petit Dru spadła i już tej drogi nie ma. Ale Marek wciąż dba o &#8220;gasnącą z wiekiem&#8221;, jak mówi, kondycję.</p>
<p>Pod koniec zimy regularnie biegł na nartach. – Jestem &#8220;jednooki&#8221;, więc trudniej mi po stoku nieoświetlonym zjeżdżać, ale na Kopieńcu byłem wczoraj – mówi. Do tego dwa, trzy razy w tygodniu chodzi na basen – przepływa obecnie po 800 m (przed pandemią było to 900 m z kawałkiem). Do tego poranne podciąganie na drążku i ćwiczenia rozciągające.</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>Tego ostatniego nauczył mnie dwa lata straszy ode mnie emeryt, który mi pokazał jak się to robi opierając się plecami o poręcz balkonu. W Zakopanem nie mam balkonu i tę poręcz imituje kijek narciarski – opowiada.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>I wyjaśnia tę &#8220;technikę&#8221;: – Unieruchamiam kijek plecami we framudze drzwi. I ze 25 razy wychylam się przez ten &#8220;balkon&#8221; do tyłu – mówi. Żartuje, że dzięki temu przynajmniej w Zakopanem nie ma zagrożenia, że w trakcie tego ćwiczenia może fiknąć do tyłu.</p>
<p>Chwilę później nasza rozmowa też fiknęła od alpinizmu i chłoniaka do antydarwinizmu, koronawirusowych mutacji i szczepień przeciwko COVID oraz Arystotelesa.</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>– Antyszczepionkowcy? Żenada – mówi Marek. A potem najeżdża na neodarwinistów. – Sztuczne te ich teorie. Na uczelniach też siedzą pieprz**ęci ludzie – śmieje się.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>I opowiada o prof. Pierre-Paul Grassé, francuskim zoologu, który też twierdził, że neodarwinizm to ściema. I przechodzi do czasów studiów w Berkeley. Studiował tam geofizykę na UC Berkeley, skoczył fizykę na UJ, by w końcu zostać zawodowym doktorem, ale filozofii. Ojciec Marka też był naukowcem, profesorem geo-chemii.</p>
<p>– W Berkeley poznałem &#8220;graduate&#8221; studenta Leszka Kołakowskiego, który zajmował się Heglem. Twierdził (nie byłem wtedy jeszcze filozofem), że cała socjologia to wielkie g…. – wspomina Marek.</p>
<p>– Trzeba wrócić do Arystotelesa i jego rozumienia procesów biologicznych &#8211; tłumaczy. Głogoczowski. W sumie nie powinnam być zdziwiona tym gwałtownym skrętem tematycznym. Na jego stronie internetowej jest adnotacja (tylko, że małą czcionką):</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>Antyglobalizm i anty(neo)darwinizm, Biblia i jej przekłamania, religia oraz kultura zombi, szkoła Piageta, alpinizm i ski-alpinizm.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>Gdy dwa lata temu choroba się odnowiła, Marek Głogoczowski znów trafił do prof. Wojciecha Jurczaka, a ten zapytał:</p>
<div>
<div>
<blockquote><p><em>&gt;&gt;Ile pan chce żyć?&lt;&lt;. Marek odpowiedział, że 80 lat. Lekarz chyba myślał, że po prostu chodzi o okrągłą rocznicę. Wtedy usłyszał: &gt;&gt;Tyle żyli i Platon i Budda. Po co więcej?!&lt;&lt;.</em></p></blockquote>
</div>
</div>
<p>Miejmy nadzieję, że jako alpinista i twardy góral z Zakopanego, Marek ambitnie pójdzie na rekord. I postanowi jednak dociągnąć do setki!</p>
<p><strong><em>Marek Głogoczowski</em></strong> <em>pseud. Gasienica, urodził się w Zakopanem w 1942 roku. Filozof, pisarz, alpinista, himalaista, pierwszy polski zdobywca Denali. Instruktor taternictwa i alpinizmu w Alpach Szwajcarskich. Dokonał, w 1968 roku, wraz z Maciejem Kozlowskim i Andrzejem Paulo pierwszego wejścia filarem Brugdommen w masywie Trolltindene w Norwegii, a także (z Austriakiem Franzem) wszedł na Mt. McKinley (obecnie Denali) na Alasce w roku 1970, w 1972 z ekipą Francuzów pierwszy przeszedł wschodnią granią Nevado Huascaran Norte (6655 m) w Peru. Przeszedł większość klasycznych wielkich dróg alpejskich, w ramach rekonwalescencji po złamanym (na rowerze) obojczyku, jako pierwszy Polak (z Andr. Mierzejewskim) przeszedł południową ścianą Naranjo des Bulńas w Hiszpanii.</em></p>
<p><em>W 1978 wszedł na szczyt piramidy Cheopsa – 138,75 m – w Egipcie (obecnie niedostępny dla takich wyczynów), a na 51 urodziny zjechał na nartach ze szczytu Mount Blanc (4806 m). Przeszedł na nartach wszystkie największe szlaki Alp. W 1968 współzałożyciel (i pierwszy prezes) ogólnopolskiej Federacji Akademickich Klubów Alpinistycznych, w latach 1979-81 był prezesem Club Alpin Academique w Genewie, ponad 20 razy organizował „Memoriał Jana Strzeleckiego w Narciarstwie Wysokogórskim”, którego pierwszą edycję wygrał startując w duecie z kuzynem, Romanem Gąsienicą-Samkiem. W Nowy Rok 2012 r. zakończył karierę wysokogórską wejściem (z Andrzejem Mierzejewskim i Andrzejem Kulą) na najwyższy szczyt Alp Południowych Nowej Zelandii – Mount Cook (3754 m.). Więcej o Marku Głogoczowskim przeczytasz na jego stronie:</em><a href="https://markglogg.eu/" rel="nofollow">https://markglogg.eu/</a></p>
<p>Agnieszka Sztyler-Turovsky</p>
</div>
</div>
</div>
<p>&nbsp;</p>
</div>
<div>
<ul>
<li>Tagi:</li>
<li><a href="https://zakop999pl.neon24.pl/tag/125036,walka-o-refundacje-w-nfz">walka o refundację w nfz</a></li>
<li><a href="https://zakop999pl.neon24.pl/tag/125035,ibrutynib">ibrutynib</a></li>
<li><a href="https://zakop999pl.neon24.pl/tag/125034,chloniak-plaszcza">chłoniak płaszcza</a></li>
</ul>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://markglogg.eu/?feed=rss2&#038;p=3381</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>PRZEMIJANIE (?) &#8230;W STADZIE PĘDZĄCYCH BIZONÓW</title>
		<link>http://markglogg.eu/?p=3325</link>
		<comments>http://markglogg.eu/?p=3325#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 20 May 2021 10:09:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Alpinizm]]></category>
		<category><![CDATA[POLSKIE TEKSTY]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://markglogg.eu/?p=3325</guid>
		<description><![CDATA[ z Markiem Głogoczowskim rozmawia Bartek Solik. Kwartalnik “TATRY”, nr.76, Wiosna 2021, wyd. Tatrzański Park Narodowy (cały tekst, ze zdjęciami na: https://www.facebook.com/photo?fbid=10225962019865551&#38;set=pcb.10225962058106507 * – Zacząłeś wspinać się w latach 60. Jak było wtedy, a jak jest dziś? – Widzę wyraźne zmiany. &#8230; <a href="http://markglogg.eu/?p=3325">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><strong> z Markiem Głogoczowskim rozmawia Bartek Solik.</strong></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;"><strong> Kwartalnik “TATRY”, nr.76, Wiosna 2021, wyd. Tatrzański Park Narodowy</strong></span></p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/05/Tatry-Przemijanie-2021.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3330" title="Tatry  Przemijanie 2021" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/05/Tatry-Przemijanie-2021.jpg" alt="" width="259" height="332" /></a>(cały tekst, ze zdjęciami na: https://<a href="https://www.facebook.com/photo?fbid=10225962019865551&amp;set=pcb.10225962058106507">www.facebook.com/photo?fbid=10225962019865551&amp;set=pcb.10225962058106507</a></p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY">*</p>
<p align="JUSTIFY">– <span style="font-size: medium;"><strong>Zacząłeś wspinać się w latach 60. Jak było wtedy, a jak jest dziś?</strong></span></p>
<p align="JUSTIFY">– <span style="font-size: medium;">Widzę wyraźne zmiany. Przede wszystkim to umasowienie alpinizmu. Dla przykładu – w 1972 roku studiowałem na Uniwersytecie w Berkeley w Kalifornii razem ze znanym alpinistą amerykańskim i fotografem <a href="http://fixquotes.com/authors/galen-rowell.htm">Galen’em Rowell’em</a>. Galen zginął później </span><span style="font-size: medium;">w 2002 roku</span><span style="font-size: medium;"> w wypadku lotniczym niedaleko kalifornijskiego Bishop. Dwukrotnie robiliśmy wspólnie nowe drogi w Kings Canyon w Sierra Nevada. Mieliśmy czas, żeby porozmawiać, o tym dlaczego i po co my to w ogóle robimy. Wtedy problem śmierci i przemijania nas nie interesował. Ważne było dla nas czemu się w to wdaliśmy. Ja Polak, on Amerykanin, ale zdanie mieliśmy takie samo – WYPCHNĘŁA NAS DO TEGO CYWILIZACJA. W CYWILIZACJI NIE MA NIC CIEKAWEGO DO ROBOTY. Galen napisał </span><span style="font-size: medium;">wtedy</span><span style="font-size: medium;"> artykuł do “National Geographic”, o tym, że jego przodkowie – myśliwi i traperzy, polowali. Że to była dawniej bardzo niebezpieczna przygoda. </span><span style="font-size: medium;">By przypomnieć amerykańskich Indian polujących na bizony,</span><span style="font-size: medium;"> oni musieli być na tyle odważni by wbijać się ich w stado, umieć zeskoczyć z konia w galopie i tak dalej. Oni się nie przejmowali, że w każdej chwili mogli łatwo zginąć. Galen napisał, że tak jest wśród współczesnych alpinistów, którzy ryzyko przyjmują za normę. Dziś jako bardzo stary człowiek patrzę na zdjęcia korkujących się himalaistów w drodze na szczyt Everestu. Gdyby ktoś się źle poczuł, to Szerpowie mają w razie czego tlen i namiot. Wszystko za tobą niosą. W zasadzie to się trzeba przemęczyć na poręczówkach i jakoś tam wyczłapać na wierzchołek. Jaka to przygoda?! Wszystko się skończyło.</span></p>
<p align="JUSTIFY">– <span style="font-size: medium;"><strong>W górach straciłeś wielu kompanów.</strong></span></p>
<p align="JUSTIFY">– <span style="font-size: medium;">Mój przyjaciel <a href="https://wspinanie.pl/2014/06/andrzej-mroz-1942-1972-gory-stawial-zawsze-na-pierwszym-miejscu/">Andrzej Mróz</a>, który zginął w Alpach w 1972 r., twierdził, że normalne życie, chodzenie do pracy to jest nuda. Przygoda zaczyna się tam, gdzie kończy się asfalt, tam gdzie nie dojeżdża technika. Andrzej miał 30 lat, kiedy zginął. Samek Skierski, z którym robiłem zimą nowe drogi na Kapałkowych Turniach zginął na Wschodniej Ścianie Mont Blanc mając 26 lat. To bardzo wcześnie, ale temat śmierci nas wtedy nie interesował. Myśmy to traktowali tak, jak się idzie na bitwę – część może zginąć, trzeba uważać tylko, żeby nie podpaść pod kule. Oczywiście, jak giną bliscy ludzie, to się to odczuwa strasznie. Śmierć Andrzeja bardzo mnie uderzyła, chciałem wszystko odpuścić, zrezygnować z wyprawy. Akurat byłem</span><span style="font-size: medium;"> z Francuzami na Huarascaran Norte w Cordyliera Blanca w Peru</span><span style="font-size: medium;">.</span></p>
<p align="JUSTIFY">– <span style="font-size: medium;">Ta nasza młodość była po prostu przygodą. Przed wyprawą na Makalu w 1978 roku wspinałem się z dwoma Amerykanami, którzy pracowali w genewskim CERN [mowa o Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych – przyp. red.]. To był sam początek sierpnia, w kilka dni później leciałem już z Paryża do Katmandu. W Bombaju od znajomych dowiedziałem się, że w Alpach było potworne załamanie pogody i obaj moi amerykańscy koledzy zginęli na “Całunie” w Grandes Jorasses. Później okazało się, że tego samego dnia na Matterhornie życie stracił także inny mój znajomy – Jean Juge, ówczesny prezydent Międzynarodowej Federacji Związków Alpinistycznych. Po zrobieniu północnej ściany Matterhornu jego partnerzy ściągnęli go do schronu Solvay,“ratunkowej” chatki na ponad 4.000 m na grani, i sami poszli po pomoc. Kiedy wrócili, Juge już nie żył. Miał siedemdziesiątkę. Rok 1978 był tragiczny. Pamiętam, że straciłem też znajomego z Genewy – tłumacza. Zginął w jakiś głupi sposób próbując ratować kogoś z lawiny. Wtedy się zorientowałem, że nagle wokół mnie śmierć zbiera jakieś straszne żniwo. Nie miałem jeszcze czterdziestki, a połowa znajomych zginęła w górach. Czułem, że coś rzeczywiście było nie tak.</span></p>
<p align="JUSTIFY">– <span style="font-size: medium;"><strong>Ostatni raz na dużej wysokości byłeś w wieku 69 lat, w 2011 roku.</strong></span></p>
<p align="JUSTIFY">– <span style="font-size: medium;">Razem z nieudaną wyprawą na Elbrus. Uczestnikami byli prof. <a href="https://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,10057926,Prof__Kuzniar___Ratownik_powiedzial_nam__szedlem_po.html">Roman Kuźniar</a>, politolog i doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego oraz Jacek Kranc, leśnik z Wołosatego w Bieszczadach. Obaj byli bardzo wysportowani. Romek biegał w rozmaitych maratonach. Kilka</span><span style="font-size: medium;">naście</span><span style="font-size: medium;"> lat wcześniej, w 1999 roku, zrobiliśmy z Romkiem czwórkową, ale wymagającą północno-zachodnią grań Zmutt Matterhornu. Dobrze znałem jego możliwości, wiedziałem, że jest silny. Po prostu doskonały kolega. Kranca znałem słabiej, z widzenia z zawodów skiturowych w Bieszczadach. Co się wtedy stało na Elbrusie? No, śmierć była blisko.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;">Przyjechaliśmy, potrenowaliśmy. Wyszliśmy gdzieś na 4.600 m. Na skały Lenza doszedłem 20 minut po nich, więc stwierdzili, że choć dobijam siedemdziesiątki, to cały czas jestem dobry. Na szczyt mieliśmy startować, od dostępnej podówczas jego północnej strony, następnego dnia. Komercyjne wyprawy szły jedna za drugą. Ja pierwszy raz w czymś takim uczestniczyłem, ale oni mieli pieniądze, zwłaszcza Romek. Dowieźli nas samochodami po wertepach do znakomicie wyposażonej bazy.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;">Mamy o północy wyruszyć w górę, a tu leje. Czekamy godzinę, dwie – leje dalej. Ja mówię czekajmy do następnego dnia, może pogoda się poprawi. Oni na to, że nie, bo muszą wracać do pracy. Zresztą jeden dzień już straciliśmy przez opóźnienia samolotów. Koło drugiej, jak zobaczyli, że startują grupy komercyjne z przewodnikami to pobiegli za nimi. Przed wyjściem nakazałem, żeby absolutnie się o tych grup nie oddalali. Obiecali, że będą się ich trzymać i poszli. Deszcz nad ranem przeszedł, i gdy koło siódmej rano podszedłem gdzieś na 4.300, szczyt całkowicie tonął w chmurze, ale myślałem, że jak jest tam wyżej z pięć komercyjnych grup to Romkowi i Krancowi nic się nie może stać. Około dziewiętnastej widzę z daleka, że wraca dwójka. Jeden zmęczony, słania się na nogach, wywraca. Jak podeszli bliżej, okazało się, że to siedemdziesięcioletni Japończyk z przewodnikiem. Zapytałem, czy widzieli dwóch Polaków. Odpowiedzieli, że tak, ale ta dwójka została. Inni, którzy wracali do bazy twierdzili, że mimo braku widoczności Kuźniar i Kranc postanowili wejść na szczyt podczas kiedy inni rezygnowali. Jak minęła dwudziesta i zapadł zmrok, to wiedziałem, że zostali powyżej 5500. Powiadomiłem telefonicznie służby ratunkowe. “Kurczę blade – mówię sobie, ja wcześniej myślałem, że już jestem stary i takie historie należą do przeszłości, bo przecież wiele razy gdzieś wokół mnie ginęli w górach przyjaciele, koledzy&#8230; A tu nagle – Boże Święty, znów wypadek!” Ta noc była ciężka, straszna. Rano przyleciał helikopter, a młodzi chłopcy z Kisłowodzka już o świcie pobiegli w górę ich szukać. Godzinę później widzę z bazy, że gdzieś tam wysoko wyłaniają się Romek i Kranc schodzący z ratownikami, którzy wsparli ich gorącą herbatą. Uff. Usiadłem, wreszcie odpoczynek. Opisując tę historię przypomniałem sobie to uczucie, że tu ktoś śpi obok ciebie, je, pije, rozmawiacie, a nagle go nie ma. Wychodzi w górę i nie wraca. Wtedy wszystko dobrze się skończyło. Romek tylko odmroził sobie palce, a Jacek przymroził tyłek, jak siedzieli przez noc przy -20 stopniach w jamce, którą sobie na szczycie wykopali.</span></p>
<p align="JUSTIFY">– <span style="font-size: medium;"><strong>A ty sprawdziłeś w górach granice swoich możliwości?</strong></span></p>
<p align="JUSTIFY">– <span style="font-size: medium;">Tak. W 1973 r. wróciłem z Ameryki. Pracowałem trochę na politechnice w Lozannie, ale miałem sporo wolnego czasu. Byłem w świetnej formie. Pamiętałem, jak <a href="https://wspinanie.pl/2015/04/janusz-kurczab/">Janusz Kurczab</a> rzucił kiedyś, że chętnie poszedłby solo na Brenwę. Dobry pomysł pomyślałem! Kupiłem sobie nowe raki, miałem śruby lodowe tzw. korkociągi. Nie znaliśmy wtedy śrub tytanowych. Czy miałem młotek lodowy? Zdecydowałem, że nie potrzebuję, bo mam korkociągi, a tam jest sam lód, więc nie muszę nic wbijać. Poszedłem z normalnym czekanem. W nocy wystartowałem, minąłem parę zespołów. Patrzę, w lodzie są dziurki, dziurki, dziurki. Myślę sobie: “Jest dobrze”. Potem, w górze, okazało się, że przede mną jest kilkanaście metrów szczerego, stromego lodu. A ja jestem ze zwykłym czekanem i rakami… Ale przeszedłem, Boże Święty! Później widziałem, jak się robi prawidłowo drogi solo, ale wtedy na Brenwie nie miałem o tym pojęcia. Odtąd myślałem sobie: “Człowieku, bądź ty ostrożny”. Ale jeśli spojrzeć na to z drugiej strony, pokazałem sam sobie, że potrafię. Że jestem ostry alpinista (śmiech).</span></p>
<p align="JUSTIFY">– <span style="font-size: medium;"><strong>Kiedy w górach czujesz się najlepiej?</strong></span></p>
<p align="JUSTIFY">– <span style="font-size: medium;">Gdy miałem 75 lat przeszedłem grań Wideł. To było ostatnie marzenie, które chciałem w Tatrach zrealizować. Dziś wchodzę najwyżej na Gęsią Szyję. Czasem sobie jeszcze na nartach pokręcę, bo przy dobrym słońcu ciągle nieźle widzę jednym okiem. Kupiłem nowe biegówki z łuską, chodzę po Gubałówce, Antałówce, Bachledzkim Wierchu. Jak mówi Marian Czaicki, stary przewodnik tatrzański, trzeba pokornieć. I ja spokojnie pokornieję, ale mam satysfakcję z tego, co robiłem, jak byłem młody. W domu zaś czuję się najlepiej, kiedy zdejmę but narciarski z prawej nogi. W latach siedemdziesiątych miałem pierwsze buty plastikowe i tak mnie gniotły, że zrobił mi się halux. Więc, jak dziś po nartach zdejmuję buty, to czuję się wspaniale.</span></p>
<p align="JUSTIFY">– <span style="font-size: medium;"><strong>A dziś boisz się śmierci?</strong></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: medium;">Bać się śmierci? A po co?! Ja mam chłoniaka. Odkryto go u mnie w 2012 roku po powrocie z wyprawy na Mount Cook (3754 m) w Nowej Zelandii. Zacząłem słabiej widzieć na jedno oko. Jesienią po badaniach okazało się, że w oczodole mam nowotwór. Po całym roku zabawy chemią, mini-operacji i lokalnym napromieniowaniu wyszedłem z tego. Czułem się dobrze, jeszcze się wspinałem, jeździłem na nartach. Ale po sześciu latach chłoniak się odrodził. Wylądowałem znów u prof. Wojciecha Jurczaka, który się zapytał, jak długo chciałbym żyć? A ja na to, że 80 lat, bo tyle lat żyli i Platon i Budda. Po co więcej? Doktor Jurczak, ktory sam też chodzi po górach, się zaśmiał. Jeszcze takiego klienta nie miał. Wkrótce kończę 79, więc do osiemdziesiątki mam mniej więcej 14 miesięcy i muszę kombinować, żeby jakoś to wyrobić. I to mnie teraz interesuje. A to, co będzie później? Eee tam.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/05/MG-historia-0011.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3328" title="MG historia 001" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/05/MG-historia-0011.jpg" alt="" width="776" height="609" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://markglogg.eu/?feed=rss2&#038;p=3325</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>PAN w Z-nem (56): The Case of „Kultura” Mountain Climbers (PRL -1969)</title>
		<link>http://markglogg.eu/?p=3245</link>
		<comments>http://markglogg.eu/?p=3245#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2021 18:01:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Alpinizm]]></category>
		<category><![CDATA[Obce teksty]]></category>
		<category><![CDATA[polityka globalizmu]]></category>
		<category><![CDATA[POLSKIE TEKSTY]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://markglogg.eu/?p=3245</guid>
		<description><![CDATA[The Case of „Kultura” Tatra Climbers (PRL -1969) Esej z życia w „średnim PRL” na podstawie książki Bartosza Kaliskiego „Kurierzy wolnego słowa: Paryż–Praga–Warszawa 1968–1970” (Instytut Historii PAN Warszawa 2014); opracował Marek Głogoczowski, na zasłużonej emeryturze w Zakopanem, luty 2021 http://rcin.org.pl/ihpan/Content/62263/WA303_81928_I10229_Kaliski.pdf &#8230; <a href="http://markglogg.eu/?p=3245">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="CENTER"><span style="color: #cc0000;"><span style="font-size: x-large;"><strong>The Case of „Kultura” Tatra Climbers (PRL -1969)</strong></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-size: medium;"><strong>Esej z życia w „średnim PRL” na podstawie książki <span style="font-family: serif;">Bartosza Kaliskiego „Kurierzy wolnego słowa: Paryż–Praga–Warszawa 1968–1970” </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">(Instytut Historii PAN Warszawa 2014); opracował Marek Głogoczowski, na zasłużonej emeryturze w Zakopanem, luty 2021</span></strong></span></p>
<p align="CENTER"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/Case-of-mountain-climbers-2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3246" title="Case of mountain climbers 2" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/Case-of-mountain-climbers-2.jpg" alt="" width="494" height="234" /></a><span style="font-size: medium;"><a href="http://rcin.org.pl/ihpan/Content/62263/WA303_81928_I10229_Kaliski.pdf"><span style="font-family: serif;"><span style="font-size: medium;">http://rcin.org.pl/ihpan/Content/62263/WA303_81928_I10229_Kaliski.pdf</span></span></a></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-size: medium;">3200 słów + Przypis</span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Na temat „procesu Taterników” w PRL-u w 1969/70 opublikowałem, na <a href="https://zakop999pl.neon24.pl/post/148484,z-historii-procesu-taternikow-1968-1970">neonie24</a> blisko 2 lata temu, krótkie zeń sprawozdanie, jakie się ukazało na stronie <a href="https://kontakt24.tvn24.pl/kto-to-pamieta-material-z-sf,21767,ugc">kontakt24.pl</a> przed 10 już laty.</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Ponieważ</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> w końcu zabrałem się do lektury bardzo poważnego, liczącego aż 369 stron, książkowego opracowania na ten temat, opracowania nie uchylającego się od oceny uwarunkowań społecznych zachowania się rzeczonych „taterników”, to zobowiązany jestem przypomnieć, że poprzedzające nasze „kulturowo-tatrzańskie” wyczyny, Wydarzenia Marcowe 1968 oraz Inwazja Czechosłowacji, to były tylko „detonatory” naszych INSTYNKTOWNYCH się zachowań.</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Wszyscy byliśmy już „po pierwszych studiach” (na UJ, UW i AGH) i dane nam było przebywać, przez dłuższe okresy czasu, na IMPONUJĄCYM nam (zwłaszcza samochodami) ZACHODZIE. I naturalnie chcieliśmy przybliżyć mieszkańcom PRL-u – za pomocą przerzutów do Polski „Kultury” – tę „SAMOCHODOWĄ” MĄDROŚĆ ZACHODU. </span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Jakżesz radykalnie zmieniły się me poglądy, na ten właśnie „demokratyczno-samochodowy” temat, po kilku miesiącach pobytu w USA jako „graduate student” na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley (z czasem zatrudniony tamże jako research asystent w domenie geologii). </span></span></p>
<p align="CENTER">(o mnie można poczytać na stronach 85, 158–160, 167, 168, 185, 186, 196, 200, 202, 203, 226, 253, 281 tejże książki; &#8216;BK &gt;&#8217; oraz &#8216;MG &gt;&#8217; , oznaczają odpowiednio, wypowiedzi B. Kaliskiego względnie M. Glogo&#8230;)</p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Skąd się wzięła nasza (M. Kozłowskiego, K. Szymborskiego oraz moja) znajomość z Giedroyciem, czyli „alpinistyczna prehistoria” naszego SPISKU</strong></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">BK s. 68 &gt; <strong> Maciej i Barbara Kozłowscy</strong></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-family: Georgia, serif;">W rodzinie żywe były tradycje piłsudczykowskie, a więc zdecydowanie antykomunistyczne, a jej etos miał charakter wyraźnie ziemiański i inteligencki – np. ich matka, Maria Kozłowska przez wiele lat przyjaźniła się z małżeństwem Anną i Jerzym Turowiczami &#8230;</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">(MG &gt; J. Turowicz był przez blisko 55 lat red. naczelnym „Tygodnika Powszechnego” &#8211; któremu to „katolickiemu” pismu w latch 1990 nadałem podtytuł „Faryzeusz Polski”, rozpropagowany w „Polityce” przez <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_Kałużyński">Zygmunta Kałużyńskiego</a>)</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">BK s. 78/79 na podstawie danych sądowych:</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; Otóż jak wiemy z przesłuchań Marii Kozłowskiej, miała ona za granicą daleką krewną, mieszkającą na południu Francji w Nicei – Marię Babicką, … To z Nicei właśnie, na maszynie do pisania należącej do krewnej, napisał Maciej Kozłowski swój pierwszy &#8230; list do Giedroycia, prosząc go o przesłanie do Chamonix, na polski obóz (alpinistyczny), książek Instytutu Literackiego. Paczka z wydawnictwami szybko dotarła do alpejskiego kurortu. Jak poinformował Giedroycia jej odbiorca, „<em>cały obóz od trzech dni siedzi z nosem w książkach. To zabawne, ale o tym, co dzieje się w kraju, człowiek dowiaduje się będąc za granicą!</em>”</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">MG &gt; W rzeczonym obozie (24 VII – 20 VIII 1967) uczestniczyłem także i ja. Byłem wtedy po raz pierwszy w Alpach, ale udało mi sięwtedy wejść trudną drogą tzw. „Nant Blanc” na Aig. Verte (4122 m). A jesienią, już z powrotem w Polsce, wraz z mym rówieśnikiem </span></span><a href="https://wspinanie.pl/2014/06/andrzej-mroz-1942-1972-gory-stawial-zawsze-na-pierwszym-miejscu/"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Andrzejem Mrozem</strong></span></span></a><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> zaczęliśmy marzyć o Wielkich Górach na odległych Kontynentach. Akurat przeczytałem książkę Francuzki Claude</span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> Kogan</span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> o „Cordilliera Blanca” w Peru, a ponieważ nasz nieco starszy kolega </span></span><a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Baranowski_(żeglarz)"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Krzysztof Baranowski</strong></span></span></a><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">, w tym czasie opłynął jachtem całą Amerykę Południową, więc kombinowaliśmy, jakby tu dotrzeć, w miarę tanio do tego Peru, polskim jachtem „załapawszy się” na jakąś misję „naukowo-sportową”. Te pomysły znajomi żeglarze szybko wybili nam z głowy i w zastępstwie wymyśliłem, by spróbować się przedostać – ciągle jachtem by było taniej – do wyrastających też nad Oceanem przepaścistych gór Trontindene w … Norwegii.</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Odnośnie tej naszej mini wyprawy (głównie w końcu pociągiem) do Skandynawii, BK s. 85/86 zauważa:</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: serif;"><span style="font-size: medium;"> <span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; W sierpniu 1968 r. Kozłowski towarzyszył oficjalnej ekspedycji Klubu Wysokogórskiego do Norwegii. Trzyosobowa ekipa w składzie: Wanda Błaszkiewicz, Halina Krüger-Syrokomska i Andrzej Paulo eksplorowała dolinę Romsdal w środkowej części kraju. Po paru dniach przyłączył się do nich Marek Głogoczowski (przyjechał także z prywatnym paszportem) … .</span></span> </span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">MG &gt; Oto nasza mini-ekspedycja w jej pełnym składzie. Od lewej Maciek Kozłowski, Wanda Błaszkiewicz (później Rutkiewicz), </span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">MG, </span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Halina Kruger-</span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Syrokomska  i Andrzej Paulo:</span></span></p>
<p align="LEFT"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/Marek-G-+-Maciek-K.-+-Andrzej-P.-+-Wanda-Błaszkiewicz-Rutkiewicz-+-Halinka-Kruger-Syrokomska.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3251" title="Marek G + Maciek K. + Andrzej P. + Wanda Błaszkiewicz (Rutkiewicz) + Halinka Kruger-Syrokomska" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/Marek-G-+-Maciek-K.-+-Andrzej-P.-+-Wanda-Błaszkiewicz-Rutkiewicz-+-Halinka-Kruger-Syrokomska.jpg" alt="" width="570" height="573" /></a><span style="font-family: serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Ta znamienna mini-wyprawa miała imponujące na owe czasy osiągnięcia: dziewczyny dokonały pierwszego żeńskiego przejścia b. trudnego, mającego 1800 m przewyższenia Filaru Trollygen, my (chłopcy) pierwszego wejścia filarem pobliskiego szczytu Brugdommen. (Pełna relacja z tej naszej mini-wyprawy w </span></span><a href="https://pl.aleteia.org/2019/06/28/halina-zona-matka-himalaistka-to-od-niej-zaczal-sie-polski-alpinizm-kobiecy/"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">książce</span></span></a><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> Anny Kamińskiej z roku 2019:</span></span></span></span></p>
<p align="LEFT"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/Halina.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3252" title="Halina" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/Halina.jpg" alt="" width="240" height="360" /></a><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">BK kontynuuje &gt; Już 21 sierpnia 1968 r. Kozłowski był na Spitsbergenie i tam, mieszkając w osadzie górniczej Longyearbyen, podjął pracę w kopalni nr 6. Pod kołem podbiegunowym towarzyszył mu Mróz, który w Norwegii znalazł się dopiero 13 sierpnia (nie mógł wyjechać wcześniej – czekał na paszport).</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">MG &gt; Ten wyjazd do pracy – aż na trzy miesiące – do kopalni węgla na Spitzbergenie, Maćkowi i Andrzejowi załatwił polarnik </span></span><a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanisław_Siedlecki_(geolog)"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Stanisław Siedlecki</strong></span></span></a><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">, który akurat pracował w Trondheim. Ja tymczasem, po zakończeniu naszej mini-wyprawy, zarobiwszy trochę koron (głównie przy sprzedaży, na specjalnych aukcjach w Szwecji, butów z napisem „PB” – czyli „Polski But”), wybrałem się zwiedzać Turcję oraz Grecję. A to dzięki temu, że w Berlinie Wschodnim, za „wschodnie” DM można było nabyć, ze zniżką 50 % na międzynarodową legitymację studencką, bilet kolejowy do Istambułu i z powrotem z Aten do Berlina za jedyne&#8230; 16 dolarów!</span></span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Wracając zaś z tej kilkutygodniowej eskapady do Turcjo-Grecji „zahaczyłem o Polskę”, przechodząc przez Tatry sobie znanym szlakiem. Otóż po „inwazji Czechosłowacji” 21 sierpnia 1968 podejrzewałem, że być może następnym razem będę miał trudności z otrzymaniem paszportu i chciałem zabrać z domu w Krakowie przetłumaczony na angielski mój dyplom i zaświadczenia z pracy na UJ i AGH. Już bowiem przed wyjazdem do Norwegii się dowiedziałem, że pojawiła się szansa na dostanie „graduate scholarship” z geofizyki na Uniwersytecie Kalifornijskim – ale dopiero ZA ROK, czyli od października 1969.</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Rodzina widząc mnie w Krakowie „na lewo” przybyłego do Polski, wpadła w przerażenie i wyekspediowała do Warszawy, gdzie byłem mniej znany, jako ze miałem ze sobą ważną legitymację studencką Studium Afrykanistycznego UW. A w Warszawie oczywiście spotkałem się z bliskim kolegą z KW, tak jak i ja fizykiem zainteresowanym postępem nauk </span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong><a href="https://pl.wikiquote.org/wiki/Krzysztof_Szymborski">Krzyśkiem Szymborskim</a> </strong></span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">(pokazywał mi wtedy prace ówczesnych światowej sławy genetyków z komentarzem „przecież to wszystko są nazwiska żydowskie!”) </span></span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Jego osobowości Bartosz K. poświęcił cały rozdział:</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">s. 105 &gt; Krzysztof Szymborski (ur. 1941 we Lwowie) pochodził z rodziny inteligenckiej o kresowych korzeniach. Jego ojciec, Stanisław, w okresie powojennym do 1948 r. działał w PPS (potem pozostał w PZPR) podjął pracę … naukową na Politechnice Gdańskiej, dochodząc z czasem do stanowiska dziekana i tytułu profesora. Należał do grona założycieli polskiej oceanologii. </span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; (Krzysztof Sz.) od czasów licealnych wspinał się po górach, szczególnie intensywnie w latach 1958–1965. Jego pierwszym partnerem wspinaczkowym był nie kto inny jak <a href="https://wspinanie.pl/2014/06/andrzej-mroz-1942-1972-gory-stawial-zawsze-na-pierwszym-miejscu/">Andrzej Mróz</a>. Właśnie w Tatrach Szymborski poznał rodzeństwo Kozłowskich. Podjął studia fizyki na UW. Dyplom obronił w 1964 r., wcześniej spędziwszy dłuższy czas (blisko rok) w Wielkiej Brytanii u rodziny. Wyjazd ten ugruntował jego przekonania, jak oceniał po latach, prokapitalistyczne&#8230; W latach 1964–1965, czekając na obiecany etat (fizyka) na UW zapisał się w tym czasie na studium afrykanistyczne UW, będące dla niego pierwszym krokiem w kierunku humanistyki.</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">No i u Kaliskiego pojawia się szersza notka, „wywiadu PRL” o mnie samym:</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">s. 158-160 &gt; Czechosłowacja zajęta przez wojska Układu Warszawskiego przestawała być inspiracją ideową, a stawała się w tym czasie kanałem przerzutowym na drodze z Francji do Polski. Najpierw, jeszcze w październiku 1968 r., zjawił się w domu Szymborskiego </span></span><a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Marek_Głogoczowski"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Marek Głogoczowski</strong></span></span></a><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, fizyk, członek Klubu Wysokogórskiego, wykorzystany przez Redaktora jako kurier. Przybył nielegalnie przez granicę, nie chcąc pozbywać się paszportu. Przyniósł opublikowany właśnie esej Sacharowa, kilka egzemplarzy „Kultury”&#8230; Wywiózł tą samą drogą kilka wydobytych przez Szymborskiego z archiwum Ćwirko-Godyckiej egzemplarzy pisma ZMS „Nasza Walka” z marca 1968 r. (na kliszy fotograficznej) oraz inne dokumenty wytworzone przez ruch studencki.</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; Głogoczowski, choć urodzony w Zakopanem (w 1942 r.), pochodził z rodziny inteligenckiej (MG &gt; ale i <a href="https://www.plwiki.pl/Leksykon/Mieczysław_Gąsienica_Samek">góralskiej</a>!). Jego ojciec, Jan Głogoczowski, pracował jako <a href="http://www.worldcat.org/identities/lccn-n80-24539/">geochemik</a> w Instytucie Naftowym. Marek po ukończeniu studiów został asystentem na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Potem, podobnie jak Szymborski, uczęszczał na studium afrykanistyczne na UW. W sierpniu 1968 r., na drugim roku studium, wyjechał na Zachód (najpierw, jak już wzmiankowałem, do Norwegii – powspinać się w dolinie Romsdal) i podjął pracę na uniwersytecie w Kopenhadze (Katedra Geofizyki), gdzie planował pisać doktorat. &#8230; Głogoczowski pozostał na Zachodzie, z czasem wiążąc się bliżej z „Kulturą” </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">(do 1975 r., tj. do swego konfliktu z Giedroyciem, opublikował na jej łamach kilka tekstów publicystycznych).</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">MG &gt; To nie był żaden konflikt i tę „przemilczaną” – ale istotną – sprawę będę szerzej komentował w „Przypisie”. W jaki sposób zostałem, w listopadzie 1968, na prawie rok, asystentem geofizyki na Uniwersytecie Kopenhaskim? Po prostu, wiedząc, że cały rok muszę czekać na stypendium na UC Berkeley, w Kopenhadze po powrocie z Turcji (i z „nielegalnej” wycieczki do Polski) udałem się do Instytutu Nielsa Bohra z zapytaniem, czy jakoś, na ten blisko roczny okres oczekiwania na stypendium, udało by mi się u fizyków „zaczepić”. A ci pokierowali mnie do Instytutu Geofizyki na Królewskim Uniwersytecie, gdzie jego dyrektor, prof. Jensen był szczęśliwy, że zalazł sobie „lubiącego się uspołeczniać” (tak napisał „sociable” w wydanej przed moim wyjazdem opinii) asystenta.</span></span></p>
<p><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">BK wraca do moich kolegów, którzy przez 3 miesiące, „nudząc się” jak mi mówili, kopali węgiel za kręgiem polarnym. s.168:</span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; Na początku grudnia na kontynent ze Spitsbergenu ostatnim odchodzącym przed zimą z archipelagu statkiem wrócili Kozłowski i Mróz. W Szwecji zakupili wspólnie samochód osobowy (MG &gt; Volkswagena oczywiście, którego zaledwie 2 miesiące później „skasowali” gdzieś na Słowacji), którym zamierzali wyprawić się do Włoch, do Bolonii przez Francję. Artykuł pierwszego z nich szedł właśnie do druku na łamach „Kultury”, a dzięki listom wymienianym między nim i Giedroyciem w najogólniejszych zarysach był opracowany plan przekazywania publikacji „Kultury” do Polski via Czechosłowacja. </span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; Obaj taternicy, jadąc ze Skandynawii, zatrzymali się w Kopenhadze u Głogoczowskiego.<strong> </strong>Jak ustaliła <strong>(Anita) Balon*</strong>, właśnie wtedy Głogoczowski przekazał Kozłowskiemu negatywy zawierające zdjęcia ulotek marcowych, otrzymane od Szymborskiego. &#8230; Giedroyć dołączył je do zeszytu Wydarzeń marcowych 1968, który ujrzał światło dzienne z końcem stycznia 1969 r.</span></span></p>
<p><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">MG &gt; I dalej, następuje opis mych kolegów – podobnej do mojej z końcem października 68 – „nielegalnej wyprawy do PRL-u” w styczniu 1969. Wtedy Kozłowski z Mrozem beztrosko urządzili, w mieszkaniu Maćka w Krakowie na Woli Justowskiej, dość huczną „prywatkę”.</span></span></p>
<p><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Odnośnie tej „prywatki” BK s.173/174 przypomina:</span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; „Po wyjściu większości gości &#8230; doszło do wiążących ustaleń. Kozłowski poprosił Włodka o skontaktowanie się z Szymborskim w celu wyszukania potencjalnych współpracowników „Kultury”, wnuk Iwaszkiewicza zaś ze swej strony obiecał w tej sprawie porozmawiać z socjologiem <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Krzysztof_Kelus">Janem Krzysztofem Kelusem</a>, znanym mu na stopie towarzyskiej.”</span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; Młody socjolog z Warszawy (K. Kelus), mający za sobą doświadczenia uczestnictwa w ruchu marcowym, nie dał się długo prosić przyjacielowi z Krakowa: „<em>Mróz swoim pojawieniem w Warszawie </em>(w styczniu 1969) <em>znowu zrobił mi kolejną katastrofę w głowie. Dobry przykład czyni cuda. Granice, WOP, milicja na każdym rogu, człowiekowi wydaje się, że jest w obozie za drutami, że władza robi wielką łaskę, bo pozwala komuś podróżować. A tu przychodzi kolega Mróz i okazuje się, że w tym [...] drucianym płocie jest dziura, przez którą można swobodnie cały łeb przecisnąć. Wystarczy olewać WOP i milicję, nie taka straszna ona i wszechwiedząca, jak by się wydawało. </em></span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">BK od s. 185:</span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; Wracając w pierwszych dniach lutego 1969 r. do Paryża, Kozłowski mógł mieć poczucie sukcesu – napisał kilka tekstów publicystycznych, zorganizował przerzut pewnej – jeszcze niewielkiej, ale dla odbiorców w Polsce na pewno znaczącej – liczby publikacji emigracyjnych, umówił się z przyjaciółmi z kraju na dłużej trwającą współpracę w tym zakresie. Przywiezione ulotki i dokumenty zostały włączone do drugiego tomu Wydarzeń marcowych, tj. zbioru Polskie przedwiośnie w serii dokumentarnej „Biblioteka «Kultury»” (pierwszy tom, &#8230; właśnie wydrukowano). Jako że (Kozłowski) dotychczas praktycznie działał sam, luźno związany z redakcją „Kultury” człowiek pióra, postanowił zyskać większą legitymizację dla swych zamiarów i wtajemniczył w nie kilkoro poznanych w Paryżu Polaków (…) Wśród osób zaangażowanych w ów „spisek” byli <strong>Barbara Kozłowska</strong> (mieszkająca wtedy w Bolonii), <strong>Maria Tworkowska</strong>, <strong>Jacek Winkler</strong>, <strong>Aleksandra Henner</strong> (przebywała w Paryżu od kilku lat, architekt) i <strong>Jerzy Szenberg</strong>. I oczywiście taternicy: <strong>Mróz</strong> (osiadł już wówczas na dobre nad Sekwaną) oraz <strong>Głogoczowski</strong> (pracujący w Kopenhadze). &#8230; Nie wszyscy wyżej wymienieni mieli tak samo silne poczucie, że grono to jest quasi-kółkiem politycznym &#8230; Najbardziej zaangażowany trzon stanowiło rodzeństwo Kozłowskich z Winklerem, na pewno Tworkowska, Mróz i Głogoczowski. </span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">BK s. 200-202:</span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; Prawdopodobnie pod koniec marca 1969 r. doszło do spotkania kilku mieszkających w Paryżu osób w celu przedyskutowania wspomnianych listów Ramera i Głogoczowskiego do Kozłowskiego. (&#8230;) Ramer w swym liście stwierdzał, że pobytu za granicą nie można wykorzystywać tylko dla zarabiania pieniędzy i powinno się działać na rzecz kraju (tj. dążyć do rozszerzania demokracji, zniesienia cenzury prewencyjnej, zmian ekonomicznych, bliżej niescharakteryzowanych). Ramer miał wręcz użyć wyrażenia „socjalizm z ludzką twarzą”, (…) Kozłowski jako argument za rozwinięciem działalności (poniekąd w celu auto-reklamy) przytoczył fakt, że wrócił właśnie z CSRS i przygotowywał się do kolejnego tam wyjazdu z książkami Instytutu Literackiego. &#8230;. Następnego dnia (29.III.69) spotkano się znowu, już z udziałem Głogoczowskiego i Kozłowskiej (Ramer nie dojechał z Amsterdamu wskutek awarii samochodu&#8230;).</span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; (…) Głogoczowski i Kozłowski pochwalili się swoimi powiązaniami i znajomościami w ruchu studenckim odpowiednio w Danii i Czechosłowacji (Mravec), ale za najważniejsze uznano relacje ze studentami z Polski. Kontrowersję ponownie wywołał projekt nawiązania kontaktu z dyrektorem RWE Janem Nowakiem&#8211;Jeziorańskim i „inspirowanie” rozgłośni poprzez przesyłanie jej materiałów do nadania na falach radia. Giedroyc w swym liście do Kozłowskiego z 31 marca 1969 r. proponował wysyłanie do RWE listów od fikcyjnych nadawców (w szczególności w sprawie wyborów w PRL – Giedroyc skłaniał się ku całkowitemu ich bojkotowi, a zależało mu w szczególności, by temat ten stał się głośny i odbił się echem na falach eteru, aby społeczeństwo zajęło wobec nich aktywną, a nie konformistyczną postawę) W sposób kategoryczny podtrzymywali jego pogląd Barbara Kozłowska i Marek Głogoczowski.</span></span></p>
<p><span style="font-size: medium;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> <span style="font-size: medium;"><span style="font-family: Georgia, serif;">&gt; Ten ostatni nawet proponował zająć się nawiązaniem kontaktów z rozgłośniami w krajach skandynawskich, w celu uzyskania określonego czasu „na antenie” dla potrzeb naszej grupy. &#8230; Tymczasem postanowiono wybrać się gremialnie do „Mezonu” (tj. Maissons-Laffitte siedziby „Kultury”). &#8230; Młodzi przyjechali trzema samochodami w następującym składzie – rodzeństwo Kozłowskich, Głogoczowski, Winkler, Tworkowska, Henner, Sternlicht oraz Mróz i jeszcze jedna kobieta o imieniu Iwona</span></span> </span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;">(M.G. &gt; utalentowana tancerka w kabarecie „Moulin Rouge” w Paryżu).</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">M.G. &gt; Na naszym spotkaniu w Paryżu oczywiście pojawiła się sprawa finansowania przerzutów, przez Czechosłowację i Tatry, „Kultur” do PRL-u. Ja będąc jedynym w zespole posiadającym stałe uposażenie asystenta na Uniwersytecie Kopenhaskim (ok. 500 $, z czego 1/3 miały mi zeżreć podatki), samemu nie mając czasu jechać z tym „Kultur-przemytem”, dorzuciłem do „sprawy” 50 $ (na „obecne” to by było chyba więcej niż 200 $). Także historia napisania ulotki głoszącej BOJKOT WYBORÓW do Sejmu w czerwcu 1969 roku – którą wysłaną z terenu Polski do „Wolnej Europy”, ta rozgłośnia z dumą czytała (akurat usłyszałem swe słowa będąc już w Kopenhadze!) – to też była moja „sprawka”. Po mym pobycie w Paryżu pod koniec marca 1969, w dalszych przygodach „Taterników” już nie uczestniczyłem, „przywiązany” do pracy na Uniwersytecie w Danii.</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">A niewątpliwie były one „nietuzinkowe”. Na przykład opis spotkania na polsko-słowackiej granicy, zaledwie w 10 dni po naszym wielkanocnym spotkaniu z Giedroyciem:</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">BK. s. 198</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; Termin spotkania w górach był ściśle wyznaczony. Do Zakopanego udał się Włodek, wywożąc spory plik materiałów, w tym opowiadanie Hena. Zatrzymał się w schronisku nad Morskim Okiem, skąd wyszedł w góry i zostawił maszynopisy zabezpieczone folią na szczycie Rysów, pod słupkiem granicznym (na szczycie leżał śnieg, więc ich ukrycie nie nastręczało kłopotów). Następnego dnia niespodziewanie zadzwonił do niego zza granicy słowackiej Kozłowski i zmienił miejsce spotkania – z Popradzkiego Stawu na Łysą Polanę (po stronie słowackiej). Idąc na to miejsce przez las, Włodek (który próbował się przekraść przez granicę) natrafił na (MG &gt; czechosłowacki) patrol WOP. Żołnierze sprowadzili go do (MG &gt; polskiej) strażnicy, niezbyt wierząc w to, że istotnie spadł, jak podawał, z lawiną. &#8230; Następnego dnia (10 IV 1969) na szczycie najwyższej polskiej góry doszło do spotkania, w którym brali udział Włodek i Kozłowski, a także Mróz i Mirosława Szatoplech, narzeczona Włodka. </span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>No i niechlubne zakończenie naszej przygody z „Kulturą poprzez Tatry”</strong></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">MG. &gt; Niestety wkrótce po kwietniowym spotkaniu „taterników” na szczycie Rysów, Aleksander Dubcek przestał być 1 Sekretarzem KP Cz-S i tamtejsza „bezpieka” znowu zaczęła Urzędowanie. Już bez mego (zarówno duchowego jak i finansowego) wsparcia Kozłowski wybrał się w maju jeszcze raz „z literaturą” do Czechosłowacji.Według BK s. 241:</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; W dniu 21 maja 1969 r. Kozłowski i Tworkowska wjechali do CSRS z RFN przez przejście graniczne w Rozwadowie. Uwagę celników czechosłowackich przyciągnęła paczka polskich publikacji leżąca na samym wierzchu bagaży. Zrobili więc rewizję samochodu, na tyle wnikliwą, by sporą część przemytu zakwestionować. Kozłowski nie krył, że celem jego podróży jest Polska, a zamierza się zatrzymać nazajutrz w Starym Smokowcu, przekazać materiały niejakiemu Maciejowi Kowalskiemu z Warszawy. &#8230;(Po spędzeniu kilku dni u znajomych „rewolucjonistów” w Pradze) W dniu 25 maja oboje kurierzy i matka jednego z nich (Macieja K.) wyruszyli na Słowację&#8230;. Wynajęli pokój w hotelu w Starym Smokowcu. Następnego dnia rano zostali wezwani na posterunek milicji pod pozorem złożenia wyjaśnień w sprawie swojego samochodu. Tam zatrzymała ich czechosłowacka Służba Bezpieczeństwa i odwiozła nad granicę polsko-czechosłowacką, gdzie o godz. 11.00 nastąpiło ich wydalenie jako&#8230; uciążliwych turystów. Wraz z podróżnymi, przypuszczalnie tego samego dnia, przekazano stronie polskiej wydawnictwa zarekwirowane w Rozwadowie. … Równolegle w nocy 26/27 maja na parkingu MSW przy ul. Rakowieckiej w Warszawie poddano przeszukaniu citroëna (MG. &gt; którym przyjechali z Francji). Śledczy wydobyli z niego 12 egz. „Zeszytów Historycznych” i 178 książek Instytutu Literackiego, z czego 49 egz. publikacji Polskie przedwiośnie, Dokumentów marcowych t. II. Czechosłowacja (1969) Itd. </span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">BK s. 258: <strong>Kto zdradził?</strong></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; Historia opisana w Rozpracowaniu emisariuszy zasługiwałaby na ujęcie literackie z racji swej barwności i pewnej dozy dramatyzmu&#8230;. Na początku 1969 r. <a href="https://www.youtube.com/watch?v=PAgAn3Awe5g">Irena Lasota</a>, jedna z aktywniejszych uczestniczek wiecu 8 marca, została wytypowana przez SB do objęcia kontrolą operacyjną. 13 kwietnia 1969 r. zjawił się u niej w domu, pod pozorem załatwiania spraw zawodowych, tajny współpracownik „Roman”, wyposażony w teczkę z minifonem (małym urządzeniem rejestrującym dźwięk). „Roman” to pseudonim nadany na potrzeby publikacji – w istocie Lasotę i jej męża inwigilował nie byle kto – TW „Rybak”, czyli </span></span><a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Józef_Kossecki"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Józef Kossecki</strong></span></span></a><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">. Był na tyle dyskretny, że wyszedł z pokoju, gdy Lasota chciała porozmawiać z właśnie przybyłym młodym człowiekiem o imieniu Maciej. Ale teczkę z włączonym magnetofonem zostawił. &#8230;</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">(MG. &gt; Nb. W lecie 2007 </span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>docent J. Kossecki</strong></span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> zaprosił mnie do uczestnictwa w organizowanym przezeń Seminarium w Rychłocicach, gdzie wygłosiłem znamienny referat „<a href="http://zaprasza.net/a_y.php?article_id=19170">Studium sterowania</a> PAN-em, czyli (niby) Polską Akademią Nauk”.)</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; Informacje z taśmy niezwykle zainteresowały funkcjonariuszy SB, którzy już 16 kwietnia 1969 r. ustalili, że Lasotę odwiedza Maciej Włodek – taternik, wówczas zawieszony w prawach studenta. (…) SB dowiedziała się także, że 9 kwietnia służba graniczna CSRS przekazała strażnicy WOP Włodka zatrzymanego po stronie słowackiej.</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">I dalej s.260:</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; Nadanie przez monachijskie radio 23 kwietnia tego roku tekstu ulotki – jako rzekomo otrzymanej z kraju – na temat wyborów z hasłem: „Rządzicie sami, wybierajcie się sami” dostarczyło SB ważkich argumentów. Uprawdopodobniło przypuszczenie, że autorów ulotki należy szukać w kręgu Lasoty i Włodka i dowodziło, że mają oni swój kanał łączności z RWE (choć, jak wiadomo, ulotka dopiero za kilka dni miała przyjechać ukryta w papierosie do Polski). </span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> <span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; Na początku maja punktem zaczepienia dla SB był głównie Włodek (jego mieszkanie obserwowano z punktu zakrytego, podsłuchiwano też telefon). Nic więc dziwnego, że zupełnie prywatny i stuprocentowo sportowy wyjazd Włodka w góry w pierwszych dniach maja zabezpieczono w nadzwyczaj pieczołowity sposób: prowadzono ciągłą inwigilację, kontrolowano ruch osób w schroniskach tatrzańskich, uaktywniono agenturę, wzmocniono cywilne posterunki WOP, które wyposażono w radiostacje (wopistom rozdano fotografie Włodka).</span></span> </span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">MG &gt; No i w końcu, 26 maja 1969, już bez związku z „polowaniem na Włodka”, Kozłowski z Tworkowską wpadli, gdy zameldowali się w hotelu „Grand” w Starym Smokowcu, w ręce CSRS a potem i PRL-owskiej milicji&#8230;</span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">MG &gt;<strong> I na zakończenie celna uwaga Jerzego Giedroycia na temat zachowania się naszej grupy w Paryżu</strong>.</span></span></p>
<p><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Tak nas on opisał, po naszej wizycie w Maissons-Laffitte w liście do autora Rodzinnej Europy (czyli do Czesława Miłosza, którego poznałem w 2 lata później na UC Berkely):</span></span></p>
<p style="text-align: left;" align="CENTER"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">BK s. 205 &gt; <em>Tak: Chłopcy i dziewczęta, będący zaprzeczeniem jakiegokolwiek establishmentu, żyjący niezmiernie łatwo w jakiejś swoistej komunie. Chłopcy, którzy bez papierów jadą do Czech i przez góry szmuglują „K[ulturę]” (no i inne rzeczy), otwarci na każdą wariacką inicjatywę, jeśli tylko ich „bawi”, nie zastanawiający się nad własną przyszłością, szalenie nieskoordynowani, a jednocześnie to są matematycy, fizycy, socjologowie wybitni, nawet z pewnymi osiągnięciami. Duża mądrość życiowa łącząca się integralnie z bezbrzeżną naiwnością, zdolni do każdego ryzyka, ale niezdolni do jakiejkolwiek pracy organicznej. Pójść przez góry z paką Wydarzeń marcowych, by je rozrzucić w akademikach, malowanie sloganów antywyborczych na murach tak, ale zająć się serio np. robotnikiem, to już nie. To wszystko są małe zespoły, szalenie między sobą zgrane, ale anarchiczne (&#8230;) Ogromny nonkonformizm: nienawiść i pogarda do ludzi typu powiedzmy <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Kott">J[ana] Kotta</a>, datująca się od ich czasów szkolnych.</em></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Przypisy.</strong></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Jak potoczyły się dalsze losy bohaterów opasłej książki Bartłomieja Kaliskiego?</strong></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-size: medium;"><strong>Maciej Kozłowski</strong></span><span style="font-size: medium;"> – po odsiedzeniu ponad połowy zasądzonej mu kary 4,5 lat więzienia, powrócił do działalności dziennikarskiej (po Norwegii, jak ponoć mówił Mrozowi, alpinizm przestał go interesować). Pracował najpierw w „Wieściach”, potem i w „Tygodniku Powszechnym”. Napisał książkę o swym wuju <a href="https://www.empik.com/sprawa-premiera-leona-kozlowskiego-kozlowski-maciej,348327,ksiazka-p">Leonie Kozłowskim</a>, w latach 1934-35 piłsudczykowskim premierze II RP. Po zmianie ustroju został dyplomatą, początkowo w Waszyngtonie w ambasadzie RP, a następnie ambasadorem w Izraelu aż do emerytutury w 2003 roku.</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Barbara Kozlowska</strong> – z wykształcenia romanistka, po krótkim epizodzie na Uniwersytecie w Bolonii, osiadła w Genewie jako nauczyciel w Szkole Międzynarodowej. Wciąż intensywnie się wspinała, zginęła w 1985 roku w trakcie wyprawy na Gaszerbrum w Himalajach, zorganizowanej przez Wandę Rutkiewicz i Stefa Scheftera z Genewy. (Jej towarzysze też z czasem w tych Himalajach pozostali: Wanda Rutkiewicz na Kanczendżondze w 1992 roku, a Stef Sch., podobnie jak Barbara utonął przy przekraczaniu lodowcowego potoku kilka lat temu.)</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Andrzej Mróz –</strong></span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> Jego ojciec był jeszcze przedwojennym komunistą i jak mi opwiadał Andrzej, „</span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><em>ojciec nienawidził Ruskich, bo ci, w latach 1930, wezwali jego kolegów z KPP do Moskwy, skąd oni nigdy nie powrócili</em></span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">.” Po historii z przerzutami „Kultury” Andrzej osiadł w Paryżu, gdzie ożenił się z <a href="https://gw.geneanet.org/wikifrat?lang=en&amp;n=de+nervo&amp;oc=0&amp;p=irene+marie">Irene de Nervo</a> (ponoć jej rodzina miała jakiś zamek w Auvergne) i zaczął pracować jako informatyk (wykształcony na AGH). Był z początkiem lat 1970 jednym z najlepszych we Francji alpinistów. Zginął w lipcu 1972 przez własną nieuwagę i pośpiech by zdążyć na samolot do Peru, schodząc w nocy, z francuskim partnerem (który jakoś to przeżył) z trudnej Aig. Noire de Peuterey w masywie Mt. Blanc. Ja po jego śmierci przejąłem jego rolę we francuskiej wyprawie <a href="https://fr.wikipedia.org/wiki/Groupe_de_haute_montagne">GHM</a> na Nevado Huascaran Norte (6655 m) w peruwiańskich Andach. (Tak to zrealizowaliśmy – niejako „wspólnie” – nasze marzenie z 1968 roku by wspinać się w mitycznych dla nas podówczas Cordyliera Blanca): na zdjęciu „zdobyta” przez nas wschodnia grań tego szczytu, którą Francuzi obiecywali nazwać „granią Mroza”.</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/east-ridge.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3253" title="east ridge" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/east-ridge.jpg" alt="" width="550" height="413" /></a>Po śmierci Andrzeja, w „Kulturze” z listopada 1972 opublikowałem o nim wspomnienie:</span></span></p>
<p align="CENTER"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/Słowo-op-rzyjacielu.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3254" title="Słowo op rzyjacielu" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/Słowo-op-rzyjacielu.jpg" alt="" width="500" height="527" /></a><span style="font-family: serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">(więcej na <a href="http://markglogg.eu/?p=2041">http://markglogg.eu/?p=2041</a>)</span></span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-size: medium;">A córka naszego kolegi Macieja Włodka, <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Ludwika_Włodek">Ludwika Włodek</a> przy współpracy (doskonale mówiącego po polsku) Kristofa Mroza, syna Andrzeja Mroza, napisała całą o mym przyjacielu książkę, wydaną w 2014 w języku polskim i francuskim:</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/Andrzej-Mroz.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-3255" title="Andrzej Mroz" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/Andrzej-Mroz-300x279.jpg" alt="" width="300" height="279" /></a><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Krzysztof Szymborski</strong></span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> – ten podobnie jak Maciek Kozłowski odsiedział w w więzieniu dwa lata z „hakiem”, po czym podjął pracę w </span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Instytucie Fizyki PAN w Warszawie. Czytywałam jego artykuły popularno-naukowe, ukazujące się w rozmaitych czasopismach (np. „Polska”). Wciąż zainteresowany historią nauki, w 1981 wyjechał do USA, by zostać wykładowcą w Skidmore College w Saratoga Springs, NY. Ponieważ ja wróciłem do kraju w kilka miesięcy później, w kwietniu 1982, nie miałem z nim już kontaktu. Sądząc po napisanym przezeń i opublikowanym w Polsce w 2011 roku, wychwalającym neodarwinowską „<a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Socjobiologia">socjobiologię</a>”, dłuższym eseju o „<a href="http://www.wiw.pl/Biologia/Ewolucjonizm/PsychologiaEwolucyjna/Esej.asp?base=pn_r&amp;cp=3&amp;ce=0">Psychologii ewolucyjnej</a>”, smętnie pozwolę sobie zauważyć, że emigracja do USA nie przysłużyła się memu koledze w doskonaleniu jego poglądów na ewolucję Przyrody (Ożywionej) Obdarzonej Psych</span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">é</span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">. (</span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Wg. Jeana Piageta « </span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>nawet mikrorgani</strong></span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>z</strong></span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>m</strong></span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>y</strong></span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong> m</strong></span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>yślą</strong></span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> »</span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> &#8211; patrz</span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> mój ostatni, opublikowany w giedroyciowskiej „Kulturze” nr 7-8, 1980, krytyczny esej ”</span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Ciuciubabka naukowa</strong></span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">”.) Nie wiem, czy starszy ode mnie o rok Krzysztof jeszcze żyje.</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">No i w końcu ja „</span></span><a href="http://markglogg.eu/"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Markglogg</strong></span></span></a><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">”, względnie „Gasienica” wcześniej. Tu chciałbym wrócić do sprawy poruszonej przez mnie na <a href="https://zakop999pl.neon24.pl/post/148484,z-historii-procesu-taternikow-1968-1970">neonie</a> już dwa lata temu:</span></span></p>
<p align="LEFT">„<span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Poznawszy (wiosną 1969 roku)</span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> osobiście Jerzego Giedroycia i pod wpływem “przygód naukowych” na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley (1969-1972) zacząłem pisywać bardzo ANTYAMERYKAŃSKIE artykuły w “paryskiej” KULTURZE (aż 7 takich w latach 1971-1980). Jak kilka lat temu mnie poinformowała </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Anita</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Balon*</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">, robiąca na UW pracę magisterską z “procesu taterników 1969″, </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">informacja o tych mych <a href="http://markglogg.eu/?page_id=2">publikacjach</a> </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">znikła</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> z oficjalnego spisu prac autorów rzeczonej “Kultury”.</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> Pozostał tylko jeden, wspomnienie o  </span></span></span><a href="http://markglogg.eu/?p=2041"><span style="color: #743399;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Andrzeju Mrozie</span></span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">, który zginął w Alpach w 1972 roku.</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Pierwszy z tych wykasowanych “antyamerykańskich” </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">esejów</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> nosił tytuł </span></span></span><strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>“Freedom on Freeway”</strong></span></span></span></strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">, I był zachwalany już na okładce “Kultury” </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">(wraz z już dobrze znanymi w Polsce postaciami S. Mrożka i L. Kołakowskiego):</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/Kultura-2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3259" title="Kultura 2" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/Kultura-2.jpg" alt="" width="353" height="311" /></a>A ostatni mój, napisany w 1981 roku w </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Genewie, ściśle</span></span></span><a href="http://sowa.blog.quicksnake.pl/Marek-Glogoczowski/WYKAD-NA-TEMAT-ROZWOJU-POTRZEB-u-Obywatela-Siedzcego-w-Wannie-z-Ciep-Wod"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> naukowy</span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> esej</span></span></span><strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> “</span></span></span></strong><strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Wykład na temat rozwoju potrzeb”</strong></span></span></span></strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> okazał się, niestety, “nie do przełknięcia” przez NIEWIDZIALNĄ CENZURĘ, bardzo skutecznie fukcjonującą na Zachodzie – w tym oczywiście i w paryskiej “Kulturze” (o czym mi Giedroyć szczerze </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">napis</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">ał.) Udało mi się ten “Wykład” opublikować dopiero w dwa lata później, po powrocie do PRL-u, w bardzo prestiżowym podówczas miesięczniku “Twórczość”:</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/Twórczość.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-3256" title="Twórczość" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/Twórczość-300x180.jpg" alt="" width="300" height="180" /></a>Stąd i pewien krąg mych, naiwnych w młodości poczynań, </span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>krytykujących rzeczywistość</strong></span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">, w jakiej zwykliśmy żyć w PRL, się DOMKNĄŁ. Wszystko to, co wyobrażałem sobie wtedy (na podstawie chociażby „</span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong><a href="http://pracowniczademokracja.org/wp-content/uploads/2019/01/Jacek-Kuroń-Karol-Modzelewski-List-otwarty-do-partii-5.pdf">Listu otwartego</a> do Partii</strong></span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">” J. Kuronia i K. Modzelewskiego” z 1965 roku) na temat „strasznego totalitaryzmu”, w formie ustroju socjalistycznego, okazało się być rodzajem MAŁODUSZNEGO NIEDOMYŚLENIA. Zaś </span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>PRAKTYCZNY TERROR DEMOLIBERALNY</strong></span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">, odwracający ludzką uwagę od stwarzanych, przez TUMORALNY PRZEROST „<a href="http://markglogg.eu/?p=1957">T-P-D</a>” EKONOMII, zagrożeń dla samej egzystencji gatunku Homo Sapiens, </span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>stał się PRAWDĄ ZAWZIĘCIE UKRYWANĄ</strong></span></span><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> przez światowych MASTERS OF DISCOURSE dysponujących, po nagłym zniknięciu większości państw socjalistycznych, gigantycznymi po temu środkami.</span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-size: medium;"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;">*</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Tahoma, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Dla odetchnięcia od tych OB(R)ŻYDLIWYCH perspektyw, fotografia prawie 1800 metrowej, pionowej ściany masywu Trollygen, z FILAREM BRUGDOMEN dokładnie w jej centrum. Od wspinaczki na tę „turnię” rozpoczęła się, w lipcu 1968, nasza trwająca prawie przez rok przygoda z „paryską Kulturą”:</span></span></p>
<p align="LEFT"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/Filar-Brugdommen.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3257" title="Filar Brugdommen" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2021/03/Filar-Brugdommen.jpg" alt="" width="852" height="493" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://markglogg.eu/?feed=rss2&#038;p=3245</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Coś z życia (studenckiego) w Polsce Ludowej: powstanie Akademickiego Klubu Alpinistycznego w Krakowie</title>
		<link>http://markglogg.eu/?p=3123</link>
		<comments>http://markglogg.eu/?p=3123#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 11 Jul 2020 13:46:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Alpinizm]]></category>
		<category><![CDATA[POLSKIE TEKSTY]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://markglogg.eu/?p=3123</guid>
		<description><![CDATA[Zarys historii powstania Akademickiego Klubu Alpinistycznego w Krakowie Marek Głogoczowski – Prezes AKT / AKA Kraków w latach 1965-1968 (Jest to dobry komentarz do publikowanego niedawno na „neonie” artykułu Andre Vltchka „Jak sprzedaliśmy ZSRR i Czechoslowację za torby plastykowe na &#8230; <a href="http://markglogg.eu/?p=3123">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="CENTER"><strong><br />
</strong></p>
<p align="CENTER"><span style="color: #cc0000;"><span style="font-size: x-large;"><strong>Zarys historii powstania Akademickiego Klubu Alpinistycznego w Krakowie</strong></span></span></p>
<p align="CENTER"><strong><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: large;"><a href="http://markglogg.eu/?page_id=2">Marek Głogoczowski</a> – Prezes AKT / AKA Kraków w latach 1965-1968</span></span></strong></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: large;">(</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: large;"><em>Jest to dobry komentarz do publikowanego niedawno na „neonie” artykułu Andre Vltchka „<a href="https://zakop999pl.neon24.pl/post/156267,o-tym-jak-sprzedalismy-zsrr-oraz-czechoslowacje">Jak sprzedaliśmy ZSRR</a> i Czechoslowację za torby plastykowe na zakupy”; poniższe sprawozdanie zostało spisane na prośbę aktualnego kierownictwa KW Kraków</em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: large;">)</span></span></p>
<p align="CENTER"><strong><a href="http://markglogg.eu/?page_id=2">Marek Głogoczowski</a> – Prezes AKT / AKA Kraków w latach 1965-1968</strong></p>
<p align="CENTER">(<em>Jest to dobry komentarz do publikowanego niedawno na „neonie” artykułu Andre Vltchka „<a href="https://zakop999pl.neon24.pl/post/156267,o-tym-jak-sprzedalismy-zsrr-oraz-czechoslowacje">Jak sprzedaliśmy ZSRR</a> i Czechosłowację za torby plastykowe na zakupy”; sprawozdanie zostało spisane na prośbę aktualnego kierownictwa KW Kraków</em>)</p>
<p align="LEFT">Idea zorganizowania Sekcji Taternickiej, przy Radzie Okręgowej Związku Studentów Polskich w Krakowie, pojawiła się u mnie dokładnie w Nowy Rok 1965 w schronisku w Morskim Oku, gdzie wraz z mymi rówieśnikami <a href="https://wspinanie.pl/2014/06/andrzej-mroz-1942-1972-gory-stawial-zawsze-na-pierwszym-miejscu/"><strong>Andrzejem Mrozem</strong></a> (zginął w Alpach w 1972 roku) i (dzisiaj wciąż aktywnym) <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Maciej_Kozłowski_(dyplomata)"><strong>Maćkiem Kozłowskim</strong></a>, oraz jego, nieco starszą od nas jego siostrą <strong>Barbarą</strong> (zginęła w Himalajach w 1985 roku), dodatkowo zmęczeni Nocą Sylwestrową świętowaliśmy ten Nowy Rok w sposb okazały. Poprzedniego dnia w kopnym śniegu, poruszając się głównie na nartach bez fok, wyszliśmy koło godziny 12 z „nudnego” schroniska na Gąsienicowej, by przez Zawrat i 5 Stawów przedostać się do M. Oka, gdzie miało być „ciekawiej”. (Zsuwając się już w nocy, w kopnym śniegu, ze schroniska w „5” przez tzw. „śmietnik” do Roztoki, wyzwoliliśmy małą lawinę, ale jakoś z niej się wygrzebaliśmy, nie tracąc naszych nart i latarek).</p>
<p align="LEFT">Otóż ja już od roku 1963, będąc podówczas zapalonym żeglarzem, pracowałem w ciągu lata jako „sternik” na organizowanych przez ZSP, żeglarskich 2-tygodniowych obozach wędrownych na Wielkich Jeziorach Mazurskich. A ponieważ w tymże roku 1963 skończyłem także kurs „skałkowy” organizowany przez KW Kraków i wkrótce zacząlem się samodzielnie (z <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Tarnawski"><strong>Andrzejem Tarnawskim</strong></a>) wspinać w Tatrach, to znając – głównie „ze skałek” – krakowskich wspinaczy w moim mniej więcej wieku, podobnie jak i ja kończących studia, zgłosiłem znanym mi z „żagli” działaczom RO ZSP w Krakowie, propozycję zorganizowania Sekcji Taternickiej przy tejże Radzie Okręgowej. Moja propozycja się spodobała (jak pamiętam, przewodniczącym RO był wtedy kol. <a href="https://www.nekrologi.net/nekrologi/marian-maciej-rek/56179109"><strong>Maciek Rek</strong></a>). I w maju 1965, w lokalu tejże Rady Okręgowej, położonym nad Klubem Studenckim „Jaszczury” przy Rynku Głównym, spotkało się nas wymagane 15-tu kończących swe studia studentów (i studentek), by założyć formalnie AKA (chyba początkowo to był tylko AKT, czyli AK Taternicki, potem nasze ambicje wzrosły.)</p>
<p align="LEFT">Prezesem nowo założonej organizacji studenckiej zostałem ja, wtedy kończący pracę magisterską z fizyki na UJ, na moich zastępców powołano <strong>Maćka Kozłowskiego</strong> (kończącego archeologię na UJ) i <a href="https://kw.krakow.pl/stj/stj-o-sekcji/historia-sekcji.html"><strong>Janusza Baryłę</strong></a>, wtedy już asystenta na Biologii UJ. Pierwszego lata naszej działalności w 1965 nie byłem jeszcze Członkiem Zwyczajnym KW i nie miałem uprawnień instruktorskich. Latem zatem nasza działaność się ograniczyła do dofinansowania, przez ZSP, studentów biorących udział w dwutygodniowym szkoleniu tatrzańskim organizowanym przez Krakowski Oddział Klubu Wysokogórskiego. Ale już w październiku tegoż roku zorganizowaliśmy, w oparciu o schronisko na Gąsienicowej, sponsorowane przez ZSP zakończenie sezonu letniego w Tatrach. Co więcej, późną jesienią tegoż roku, przy poparciu <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Potocki_(1932–1966)"><strong>Jurka Potockiego</strong></a> (zginął na Noszaku w Afganistanie latem 1966), szefa Krakowskiego Oddziału (ogólnopolskiego wtedy) Klubu Wysokogórskiego, udało mi się, na posiedzeniu Zarządu Głównego KW w Warszawie, przeforsować – jak pamiętam prezesem KW był wtedy <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Czesław_Bajer"><strong>Czesław Bajer</strong></a>, vice-prezes NBP – akceptację istenienia AKADEMICKICH, formalnie niezależnych od KW, sekcji oraz klubów taternickich (ambicji alpejskich wtedy oczywiście jeszcze nie mieliśmy).</p>
<p align="LEFT">Po „sportowo ambitnym” sezonie zimowym 1965/66 zostałem wreszcie Członkiem Zwyczajnym KW i jako taki mogłem się osobiście zająć organizowaniem letnich, 2-tygodniowych studenckich obozów szkoleniowych w Tatrach, zarówno polskich jak i słowackich. W wypadku wiosennego szkolenia „skałkowego” to organizował je nadal, posiadający wielu instruktorów wolnych w niedziele, KW Kraków, a myśmy tylko dofinansowywali studentów biorących w tego rodzaju szkoleniu udział. Natomiast organizacją szkolenia w Tatrach zajęła się wyłącznie AKT (bo chyba początkowo tak skromnie się nazwaliśmy), a ewentualni nie-studenci musieli płacić za to szkolenie pełną stawkę. (studentów, taki 2-tygodniowy obóz kosztował (bez jedzenia) coś tylko 50 zł!). W lecie 1966 to tatrzańskie szkolenie przez pierwszy tydzień oparte było o nowopowstałe wtedy taborisko na Rąbaniskach na Gąsienicowej, drugi zaś tydzień na Szałasiskach pod Morskim Okiem. W 1967 zaczęliśmy od tygodnia na Szałasiskach, po czym przenieśliśmy się na nie istniejące obecnie słowackie taborisko poniżej Popradzkiego Plesa. (Z historii tego transgranicznego szkolenia zapamietałem, ze w „gwarantowaną” pogodę, całym 20-osobowym obozem poszliśmy, ze sprzętem i śpiworami, do dol. Złomisk, by tam „ćwiczyć” biwakowanie w licznych tam kolebach. Dla wszystkich kursantów znaleźliśmy wygodne koleby, a instruktorzy sami ulokowali się w kolebie z kamiennym „dachem” wygiętym jak U. No i w nocy była oczywiście burza, kursanci przetrwali ją „na sucho”, tylko instruktorzy „łowili rybki” w swych śpiworach, bo z „U-dachu” akurat do nich lały sie strugi wody.) Jak pamiętam, latem 1968 roku, po tygodniu na Szałasiskach, przez drugi tydzień kursu „tatrzańskiego” mokliśmy (zarówno od góry jak i od spodu) na taborisku koło Jamskiego Plesa, gdyż tylko ono było dla tak dużej grupy na Słowacji dostępne.</p>
<p align="LEFT">AKA (czy wtedy skromniej AKT) finansowo wspierało nie tylko ZSP, ale i krakowskie Uczelnie: AGH zakupiła dla nas coś z 10 lin podciągowych (80 m) z bielskiego „Bezalinu”, tak że na obozach i szkoleniach mieliśmy liny „klubowe”; Uniwersytet Jagieloński zapałacił za podobną liczbę dla nas czekanów polskiej produkcji (były wtedy takie, jakiejś państwowej firmy). Ciekawą sprawą był sam system dofinansowania naszej działalności przez ZSP. Otóż pod koniec roku składałem, w RO ZSP „preliminarz” na rok następny, gdzie projektowałem wydatki rzędu 15 tysięcy złotych. ówczesny prezez krakowskiej RO ZSP, <strong>Maciek Rek</strong> narzekał, że to bardzo dużo na tak elitarną mini-organizację. Ale jak pod koniec 1967 roku podsumowałem roczny wkład finansowy ZSP w naszą działalność, to wyszło mi ponad 50 tysięcy złotych! Jak to było możliwe? Otóż ZSP miało sporą ilość pieniędzy zarezerwowaną na rozmaite szkolenia, a w lutym 1967 udało się nam zorganizować, dla 15 mających spore doświadczenie tatrzańskie członków naszego mini-klubu, SZKOLENIE GOPR-owskie, prowadzone przez najwyższych rangą tatrzańskich GOPR-owców (<a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Eugeniusz_Strzeboński"><strong>Strzeboński</strong></a>, etc.) na Hali Gąsienicowej. No i RO ZSP była oczywiscie dumna, tłumacząc na forum ZG ZSP na ul, Ordynackiej w Warszawie, że uczestniczy w tak prestiżowych w Polsce szkoleniach! (Ja wtedy, jako asystent na geofizyce na AGH, otrzymywałem 1500 zł + 350 zł „dodatku górniczego” na miesiąc).</p>
<p align="LEFT">Z początkiem 1968 roku, podobne do naszej studenckie sekcje i kluby taternickie powstały przy Politechnice Warszawskiej (prezesem był jeden z członków licznej rodziny <strong>Mierzejewskich</strong>), oraz przy Uniwersytecie Gdańskim (prezes, jak pamiętam, nazywał się <strong>Czerniawski</strong>). Wtedy wspólnie, wykorzystując wsparcie wpływowego w Warszawie, nowego prezesa RO ZSP w Krakowie <strong><a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Regucki">Zbyszka Reguckiego</a> </strong>założyliśmy, przy Radzie Naczelnej ZSP, usytuowanej przy ulicy Ordynackiej w Warszawie, istniejącą aż do lat 1990 FAKA – Federację Akademickich Klubów Alpinistcznych. Pierwszym aktem praktycznej działalności tej Federacji był „zimowy”, w kwietniu 1968, obóz w Morskim Oku. Choć jednej z uczestniczek tego pierwszego ogólnopolskiego obozu udało się zlamać nogę w „zjeździe na d&#8230; z czekanem” żlebem spod Żabiej Przełęczy, to mnie wraz z <a href="http://uranos.cto.us.edu.pl/~ekonofiz/index.php/pl/wykladowcy/4-marek-lukaszewski"><strong>Markiem Łukaszewskim</strong></a> z AKT (lub już A) Katowice, udało się przebiec całą Grań Morskiego Oka – z biwakiem na szczycie Zadniego Mnicha – w niespełna 1,5 dnia; ja „dobiegłem” wtedy, główną granią Tatr aż do kończącej Tatry Wysokie Przełęczy Liliowe, Marek, któremu kompletnie przemokły buty, zakończył ją „regulaminowo” na Miedzianych!</p>
<p align="LEFT">2 sierpnia 1968 wyjechaliśmy z Polski, wraz z <strong>Maćkiem Kozłowskim</strong>, pociagiem, a potem promem, poprzez Berlin, Kopenhagę i Oslo, by wspinać się w górach Troltindene w Norwegii, na mini wyprawie KW pod kierownictwem <a href="mailto:paulo@geol.agh.edu.pl"><strong>Andrzeja Paulo</strong></a> z Krakowa. (Uczestniczyly w niej także koleżanki z Warszawy, <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Wanda_Rutkiewicz"><strong>Wanda Błaszkiwicz</strong></a> /później <strong>Rutkiewicz</strong>/ i <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Halina_Krüger-Syrokomska"><strong>Halinka Kruger-Syrokomska</strong></a>). Po tej mini-wyprawie ja z Maćkiem, mając „prywatne” zezwalające na dłuższy pobyt za granicą paszporty, zostaliśmy „na Zachodzie”. Maciek wrócił do PRL już w maju 1969 eskortowany, od hotelu „Grand” w Starym Smokowcu, przez polską SB. Ja wskutek udziału – głównie zresztą „duchowego” – w przerzutach „Kultur” paryskich do Polski wiosną 1969 roku, czekałem aż 14 lat na umożliwienie mi powrotu do kraju w ramach „stanu wojennego”, w kwietniu 1982 roku. No i w lipcu 1989 roku udało mi się jeszcze wziąć udział w jednym z ostatnich przejawów praktycznej działalności FAKA. Był to 4 tygodniowy wyjazd/wyprawa w radziecki podówczas jeszcze Pamir. Ja wszedłem w jego trakcie tylko na Korżeniewską (7105 m npm.) ale rozpoczynajacy wtedy swą karierę himalaisty <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Pustelnik"><strong>Piotrek Pustelnik</strong></a> zdążył wejść także na Pik Lenina (7134 m npm.). W kilka miesięcy później Polska przestała być już „Ludowa” i zbiorowe przejawy alpinizmu o charakterze „akademickim” spontanicznie, wobec braku zewnętrznego zasilania finansowego, wygasły.</p>
<p align="LEFT"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2020/07/Marek-G-+-Maciek-K.-+-Andrzej-P.-+-Wanda-Błaszkiewicz-Rutkiewicz-+-Halinka-Kruger-Syrokomska.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-3124" title="Marek G + Maciek K. + Andrzej P. + Wanda Błaszkiewicz (Rutkiewicz) + Halinka Kruger-Syrokomska" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2020/07/Marek-G-+-Maciek-K.-+-Andrzej-P.-+-Wanda-Błaszkiewicz-Rutkiewicz-+-Halinka-Kruger-Syrokomska.jpg" alt="" width="570" height="573" /></a>(<em>Zdjęcie wprowadzające: autor w asyście koleżanek i kolegów, z którymi latem 1968 roku, na obozie w górach Norwegii, rozpoczęliśmy trwający przez kilka następnych dekad, okres historii sukcesów polskiego alpinizmu w Najwyższych Górach Świata</em>.)</p>
<p align="RIGHT">Zakopane, 9 lipiec 2020</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://markglogg.eu/?feed=rss2&#038;p=3123</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>PAN w Z-nem (46): Polacy dzisiaj: poganie to, czy Nowi Żydzi?</title>
		<link>http://markglogg.eu/?p=2917</link>
		<comments>http://markglogg.eu/?p=2917#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 17 Nov 2019 18:58:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ad PODHALAŃSKA AKADEMIA NAUK]]></category>
		<category><![CDATA[Alpinizm]]></category>
		<category><![CDATA[genetyka bio-rozwoju]]></category>
		<category><![CDATA[religia zombie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://markglogg.eu/?p=2917</guid>
		<description><![CDATA[Polacy dzisiaj: poganie to, czy Nowi Żydzi? - czyli smętne skutki wegetacji w TPD Cywilizacji (TPD = Technika, Pieniądz i Żopa Komfort miłująca) Motto: Polska nie jest „cmentarzem Żydów”, ale raczej prężną i rozwijającą się społecznością żydowską, która po prostu &#8230; <a href="http://markglogg.eu/?p=2917">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="CENTER"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong><span style="color: #cc0000;"><span style="font-size: x-large;">Polacy dzisiaj: poganie to, czy Nowi Żydzi?</span></span></strong></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: large;"><strong>- czyli smętne skutki wegetacji w TPD Cywilizacji</strong></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">(TPD = Technika, Pieniądz i <em>Żopa</em> Komfort miłująca)</span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Motto:</strong></span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Polska nie jest „cmentarzem Żydów”, ale raczej prężną i rozwijającą się społecznością żydowską, która po prostu chce być z nami połączona – większy świat żydowski. (&#8230;) Społeczności żydowskie na całym świecie mogą się wiele nauczyć od społeczności w Krakowie i Warszawie. Ich udane starania o udostępnienie judaizmu i życia żydowskiego następnemu pokoleniu Żydów i szerszej społeczności, zarówno żydowskiej, jak i nieżydowskiej, nie mają sobie równych. </strong></span></span><strong style="font-size: medium; text-align: right;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span>- <a href="https://ejewishphilanthropy.com/the-future-of-judaism-eight-lessons-from-our-polish-brothers-sisters/">ejewishphilantropy.com</a></span></span></strong></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: large;"><strong>Część 1 z 2</strong></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">3100 słów</span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">W mym ostatnim, opublikowanym na kilku <a href="https://zakop999pl.neon24.pl/post/151263,ziemia-to-nasza-matka-nie-wolno-jej-gwalcic">portalach</a> artykule „<strong>Ziemia to nasza Matka</strong>” (23-25 10 br.) przytoczyłem rozesłaną do kilkuset adresatów prośbę mego znajomego, 82-letniego obecnie Mirosława Dakowskiego:</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em> „</em></span></span><em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>To co wymyśla i wypisuje p. Głogoczowski,jest brednią.</em></span></span></span></em><em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em> Nie rozsyłajcie, proszę, do ludzi normalnych.” </em></span></span></span></em><em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Ta internetowa prośba wywołała wyraźnie „przeciwentropiczną” (P/e) reakcję mego od wielu lat korespondenta, </span></span></span></em><a href="https://twitter.com/husarz33"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Kazimierza Styrny</strong></span></span></a><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> z Kęt, też już starszego wiekiem „husarza33”. Przeczytawszy powyższą prośbę Dakowskiego, przesłał mi email z takini wyrazami wsparcia:</span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>Szanowny Panie Marku.</em></span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>Nie ulega wątpliwości, że masoneria rozkłada moralnie cały świat. </em><em>(…) </em><em>Na temat tej odwrotności we wszelkich sprawach na ziemi opisał Pan Panie Marku, za co Panu Serdecznie dziękuję. Ja inaczej się uczę na Pańskich tekstach niż Pan prof. Mirosław Dakowski. (&#8230;) Większość społeczeństwa Polskiego wróciła dziś do POGAŃSTWA. Przynajmniej tak się zachowuje jakby byli poganami. Warto by to zbadać. Zapraszam Pana Panie Marku, by Pan to zbadał. (…) To jest dokładnie to co Pan pisze Panie Marku Głogoczowski o Religii. Pod wrażeniem pism Św. Pawła &#8211; fałszywego moim zdaniem &#8211; dodatkowego &#8211; samozwańca – Apostoła. We wszystkim zaś bierze podstawowy udział </em><em><strong>PIENIĄDZ &#8211; jako &#8211; NARZĘDZIE ZBRODNI</strong></em><em> &#8211; </em><em><span style="text-decoration: underline;">a nie nośnik chleba zgodnie z prawami natury, (…) LICHWA ZABIJA.</span></em></span></span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Jak widać z powyższego e-listu, me „brednie” są dla pana Kazimierza całkiem zrozumiałe. Nawet „etatowy”, na neon24, krytykant mych poglądów J. K. Wojtas, obłudnie twierdzący że </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>„</em></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>Co do Berkeleta &#8211; dla mnie to taki niedorobiony filozof”</em></span></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, to przytoczony przez „Husarza 33”, mój krytyczny pogląd na postać Szawła alias św. Pawła, uznał już za swój własny. (Nb. mój referat nt. „Mikropsychoj charakteru obu Testamentów”</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> wygłoszony 11 września br., na sekcji „<a href="https://zjazdfilozoficzny.kul.pl/services/sekcja-filozofii-religii/">Filozofii Religii</a>” na KUL, zyskał kilka pozytywnych opinii jego – niestety nielicznych – słuchaczy, którzy mi potwierdzili, że św. Paweł bardzo niechlubnie chrześcijanom się przysłużył.)</span></span></span></span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">W niniejszym „e-liście” (ang. </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>email</em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">) postaram się zatem zrealizować w/wym. prośbę „Husarza33”, który zasadnie twierdzi. że „</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>Prawo Boże powinno być nadrzędne nad prawem stanowionym a nie jest”. </em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em><strong>Jest odwrotnie.”</strong></em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> Problem w tym, że prawo zawsze stanowią ludzie „na świeczniku” i to oni decydują, jakie czynności są pobożne, a jakie bezbożne (św. Paweł np. zapewniał, że „wiedza nadyma a miłość buduje”). Dla mnie jednak Zdobywanie Wiedzy to czynność zbliżająca do Prawdziwego Boga, zaś uprawianie miłości, to akt „zwierzęcy”, a więc bezbożny – bo zwierzęta Boga nie znają (Sokrates). W obecnej sytuacji raczej należy mówić nie o jakimś nawrocie do pogaństwa (mającego przecież swych bogów), ale</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">o ostrym zwrocie w kierunku tej formy „wiary w Boga Jedynego”, która lichwę uważa za „prawo boże” – </span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">V Moj. 23:21</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>.</strong></span></span></span></span></span></p>
<p align="CENTER"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Judeochrystianizm-2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2918" title="Judeochrystianizm 2" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Judeochrystianizm-2.jpg" alt="" width="113" height="113" /></a></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Że do takiego „odwrócenia się” religii z czasem w Rzeczpospolitej dojdzie, przewidywał już przed 200 laty, wybitny ówczesny polski działacz kulturalny i polityczny <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Julian_Ursyn_Niemcewicz">Julian Ursyn Niemcewicz</a>. (W przedrozbiorowej Polsce współpracował on z H. Kołłątajem i T. Kościuszką, a po przegranej bitwie pod Maciejowicami, w której został ranny, wraz z Kościuszką znalazł się w nowopowstałych Stanach Zjednoczonych. Tam przebywał przez lat 10, przyjaźniąc się założycielami tego „Nowego Świata”, <a href="https://historia.org.pl/2014/05/07/wolnomularskie-korzenie-stanow-zjednoczonych-ameryki-polnocnej/">masonami</a> T. Jeffersonem oraz G. Waszyngtonem).</span></span></span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Otóż zapewne na podstawie tych swych amerykańskich doświadczeń, w</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> proroczej, opublikowanej w 1817 satyrze </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong><a href="http://www.aferyprawa.eu/Artykuly/Zydowska-mentalnosc-Nowa-ksiazka-RAJ-studium-w-zakresie-kabaly-PaRDeS-an-etude-in-Cabbala-jak-uksztaltowal-sie-zydowski-sposob-myslenia-904">Rok 3333</a>, </strong></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> Niemcewicz przewidywał, że </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>z </strong></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>czasem Polacy po prostu zamienią się w Żydów</strong></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">. To zachodzące obecnie na wielka skalę zjawisko, traktowane w XXI wiecznej Polsce jak jakieś „tabu” (i to zarówno przez lokalnych „tęczowych globalistów”, jak i „narodowych katolików”) niemiecka publicystka <a href="http://www.aferyprawa.eu/Artykuly/Zydowska-mentalnosc-Nowa-ksiazka-RAJ-studium-w-zakresie-kabaly-PaRDeS-an-etude-in-Cabbala-jak-uksztaltowal-sie-zydowski-sposob-myslenia-904">Silke Lent</a> w artykule “Obcy, ale swoi” (Forum, W-wa, 15/2001) opisała w ten sposób:</span></span></span></span></p>
<p><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Niemcewicz-rok-3333.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2919" title="Niemcewicz rok 3333" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Niemcewicz-rok-3333.jpg" alt="" width="305" height="468" /></a></p>
<p align="JUSTIFY">„<span style="font-family: 'Times New Roman CE', serif;"><span style="font-size: medium;"><em><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Niemcewicza prześladował pewien koszmar, w swej satyrze “<a href="https://polona.pl/item/rok-3333-czyli-sen-nieslychany,NzI1NTIzODE/4/#info:metadata">Rok 3333</a>” – którą później polscy antysemici mieli powielać jako czarną wizję Judeopoloni – naszkicował on kraj, w którym to nie Żydzi przeistoczyli się w Polaków, lecz Polacy stali się Żydami. Możemy w tym dostrzec (&#8230;) rozkład polskiej kultury i tożsamości w wyniku jej stopienia się z kulturą i tożsamością żydowskich sąsiadów.”</span></span></em></span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Tę niedostrzeganą obecnie sprawę, skomentowałem takim oto dopisem w mej pracy doktorskiej „<strong>&#8216;Antyzoologiczna filozofia społ.-polityczna Noama Chomsky&#8217;ego</strong>” (2002):</span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; „<em>Warto tu dodać, że dokładnie tak (jak Niemcewicz przed 200 laty) widzi dzisiaj polską rzeczywistość starszy już wiekiem, daleki krewny autora tej pracy. Spotkany raz na Bachledzkim Wierchu koło Zakopanego, gdy wypasał resztki swych owiec, pożalił się autorowi: “</em>Co to dzisiaj się porobiło. Dawniej handlowali Żydzi, a górale zajmowali się gospodarką, dzisiaj handlują górale, a ich pola leżą odłogiem<em>”. Ta celna uwaga oczywiście nie ma prawa przebić się w “polskojęzycznej”, wielkonakładowej prasie.</em>”</span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">W niespełna 30 lat po Niemcewiczu, podobne zjawisko religijne dostrzegł inny prominentny filozof europejski Karol Marks. Na podstawie li tylko ówczesnych doniesień z Ameryki Północnej przewidywał on coś takiego (cytuję z mej „<strong>Antyzoologii Chomsky&#8217;ego</strong>”:</span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">&gt; „</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>Według Marksa („<a href="https://www.marxists.org/polski/marks-engels/1843/w_kwestii_zydowskiej.htm">W kwestii żydowskiej</a>”, 1844), w sytuacji gdy wszystkie wyznania w USA stały się równouprawnione, w sposób naturalny religią dominującą stał się judaizm, ze wszystkimi tej kultury negatywami, a w szczególności z ponoć żydowską wiarą w “dominującą rolę pieniądza”. I to marzenie Marksa (i marksistów) o praktycznej“</em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em><strong>dejudaizacji świata</strong></em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>”, polegającej na likwidacji żydowskiego terroru finansowo-ekonomicznego, zostało w znacznym stopniu zrealizowane w okresie trwania Związku Radzieckiego. Każdy, komu udało się w tym okresie przebywać na terenach Kraju Rad, z łatwością mógł sprawdzić, jak niewiele tam było sklepów, banków, oraz innych, na pozór użytecznych instytucji, które się kojarzą, by użyć słów Chomsky’ego, “z cywilizacją właściwie rozumianą”. Natomiast w Polsce, w okresie trzech ostatnich dekad wieku XX, zarówno znaczenie handlu jak i pieniądza uległo tak gigantycznej hipertrofii, że z punktu widzenia marksizmu winniśmy mówić wręcz o “</em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em><strong>zjudaizowaniu się</strong></em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>” – lub “zżydowieniu” – szerokich mas Polaków, już od czasów Gierka przyuczanych do zasad komercji.</em></span></span></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">(Tyle z „<strong>Antyzoologii N. Chomsky&#8217;ego</strong>” obronionej, jako doktorat na UŚ, w styczniu 2003 r.)</span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: large;"><strong>Jak to „zżydowienie się” Polaków w wieku XXI się manifestuje?</strong></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">W powyżej cytowanej, „żydożerczej” broszurze z r. 1844, młody Karol Marks podkreślał:</span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>Jaki jest świecki kult Żyda? Handel. Jaki jest jego świecki bóg? Pieniądz. (…) dzięki niemu, choć również i bez niego pieniądz stał się potęgą światową, a praktyczny duch żydostwa stał się praktycznym duchem narodów chrześcijańskich. (…) Pieniądz jest tym żarliwym bogiem Izraela, wobec którego żaden inny bóg ostać się nie może. Pieniądz poniża wszystkich bogów człowieka i zamienia ich w towar. </em></span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">I Marksa „romantyczny” wniosek:</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em> „Taka organizacja społeczeństwa, która by usunęła przesłanki handlu, a więc i samą możliwość handlu, uniemożliwiłaby istnienie Żyda.” </em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Warto w tym miejscu dodać, że by przykrócić rolę Pieniądza jako PRAKTYCZNEGO BOGA STWÓRCY CYWILIZACJI, Marks wraz z Engelsem w okresie „Wiosny ludów” roku 1948, napisali „bojową” broszurkę „</span></span><a href="https://www.marxists.org/polski/marks-engels/1848/manifest.htm"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Manifest Komunistyczny</span></span></a><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">” &#8211; zawarte w jej cz. II, „10 zasad ustroju komunistycznego”, w ciągu 45-letniej historii PRL było w praktyce zrealizowane. I jakoś z tym brakiem swobody handlu (i lichwy) żyć w Polsce się dało – i to b. interesująco. (Patrz poniżej. </span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Zdjęcie zrobione pod koniec lipca 1968 na wyprawie Klubu Wysokogórskiego w góry Norwegii; te dwie urocze koleżanki obok mnie, to późniejsze sławne, nie żyjące już himalaistki </span></span></span><strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Wanda Rutkiewicz </strong></span></span></span></strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">(wtedy jeszcze </span></span></span><strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Błaszkiewicz</strong></span></span></span></strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">) i </span></span></span><strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Halinka Kruger</strong></span></span></span></strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">; obok nich stoją z lewej </span></span></span><strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Maciek Kozłowski </strong></span></span></span></strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">(w PRL-owskim pierdlu w latach 1969-72 za przerzuty, przez Tatry, paryskich “Kultur” do Polski), a z prawej późniejszy profesor geologii na AGH, </span></span></span><strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Andrzej Paulo</strong></span></span></span></strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">. Zdjęcie z książki “</span></span></span><strong><a href="https://wspinanie.pl/2019/06/halina-kruger-syrokomska-kaminska/"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="text-decoration: underline;"><strong>Halina</strong></span></span></span></span></a></strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">” (2019)</span></span></span></p>
<p><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Marek-G-+-Maciek-K.-+-Andrzej-P.-+-Wanda-Błaszkiewicz-Rutkiewicz-+-Halinka-Kruger-Syrokomska.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2920" title="Marek G + Maciek K. + Andrzej P. + Wanda Błaszkiewicz (Rutkiewicz) + Halinka Kruger-Syrokomska" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Marek-G-+-Maciek-K.-+-Andrzej-P.-+-Wanda-Błaszkiewicz-Rutkiewicz-+-Halinka-Kruger-Syrokomska.jpg" alt="" width="570" height="573" /></a></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: large;"><strong>Dlaczego zatem system „komunistyczny”, ograniczający znacznie możliwości rozwoju handlu (i automatycznie także lichwy) został „na zawsze” odrzucony?</strong></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Bo ograniczał on rolę przywódczą żydostwa w świecie, w którym Pieniądz nie był „swobodnym” środkiem wymiany. Ponieważ zaś do manipulacji pieniądzem szczególnie nadąją się osobniki o „miękkim” charakterze, wytrzymałe na nudę zamknięcia w „skarbcach” z kapitałem. to od momentu znalezienia się Polski w kręgu narodów „wyzwolonych do Pieniądza”, władzę w niej przejęły ugrupowania „masońskie”. One obecnie, już nawet bez żadnego zewnętrznego „fartuszkowo-kielnianego” sztafażu, mają charakter po prostu ZNIEWIEŚCIAŁY. A zatem ŻYDOPODOBNY, jak to głosił apostata od judaizmu, holenderski filozof Baruch Spinoza w XVII wieku: </span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">“</span></span></span><em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>Spinoza, nie znoszący moralnego oraz psychologicznego stanu Żydów, twierdził że</em></span></span></span></em><strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em> </em></span></span></span></strong><strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em><strong>podstawy ich religii doprowadziły do zniewieścienia ich charakteru</strong></em></span></span></span></strong><em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>. (…) Chociaż etymologia słów nic nie udawadnia, to warto pamiętać o tym, że greckie słowo hystera oznacza macicę i jego najlepsza pochodna to „histeria”: mówiąc w duchu helleńskim, to macica generuje histerię” </em></span></span></span></em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">(Cytat z artykułu „</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Hebraizm i Hellenizm</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">”, autorstwa </span></span></span><a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Milton_Himmelfarb"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Miltona Himmelfarba</span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, opublikowanego w 1969 roku, w żydowskim periodyku “</span></span></span><a href="https://www.commentarymagazine.com/articles/hebraism-and-hellenism/"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Commentary</span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">”)</span></span></span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">W powyższym kontekście nie trudno zauważyć, że zachowamie się elit w krajach „liberalnych” robi się coraz bardziej „zniewieściałe”. Na ten temat mój „comrade in arms” Izrael Szamir (obecnie znowu mieszkający głównie w Moskwie) napisał, dokładnie 8 lat temu (5.11. 2011) artykuł „</span></span></span><a href="http://www.unz.com/ishamir/unmanning-the-man/"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Odmężczyźnienie mężczyzny</span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">”. Czytamy w nim:</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><em><span style="color: #333333;">„</span></em><em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>Wielki umysł konspiratologa i nowoczesny rosyjski prorok, Aleksander Dugin stwierdził, że to jest starożytny kobiecy spisek, który ma na celu przywrócić nas do matriarchatu. … Ja myślę, że realność jest gorsza niż Dugina najdziksze konspiracyjne teorie. Ci co mają władzędobrze rozumią, że łatwiej jest mieć kontrolę nad zniewieściałymi mężczyznami. Zfeminizowani mężczyźni są łatwiejsi trzymania ich pod kontrolą. Odmężczyźnienie mężczyzn jest centralnym punktem programu przeprogramowania ludzkości w potulne stado, ponieważ silni mężczyźni są podatni na rebelię, gotowi do poświęceń i chętni do akcji. Nie jest to przez przypadek, że wrogami Imperium są wszyscy prawdziwie męscy mężczyźni, by wskazać na Kaddafiego, Chaveza, Łukaszenkę, Putina – czy Juliana Assange. Wydaje się, że mężczyźni są skazani na eliminację, pracujące mrówki nie potrzebują seksu</em></span></span></span></em><em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">.”</span></span></span></em></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Na temat utraty „męskości” społeczeństw coraz intensywniej zurbanizowanych, to i ja, już przed 44 laty, napisałem satyrkę pod tytułem „</span></span></span><a href="https://aneks.kulturaliberalna.pl/wp-content/uploads/2016/02/10-glogoczowski-With-Watermark.pdf"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Inwazja kastratów</span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">”, opublikowaną przez emigracyjny kwartalnik „</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Aneks</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">” (nr </span></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><a href="https://aneks.kulturaliberalna.pl/archiwum/inwazja-kastratow/">10/1975</a>; jego „naczelnym” był <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Eugeniusz_Smolar">Eugeniusz Smolar</a>, brat Aleksandra, aktualnego dyrektora Fundacji Batorego/Sorosa w Polsce</span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">). Mimo że od tej mej publikacji upłynęło już blisko pół wieku, zawarta w niej prognoza biologicznej „samokastracji”, tzw. SPOŁECZEŃSTW ROZWINIĘTYCH, jest nadal jak najbardziej aktualna. Co ciekawsze, zaledwie w 6 lat po publikacji tej satyrki na „wyjaławiający osobowość” wymiar NAJEMNEJ PRACY, ukazała się, wyraźnie napisana pod „Solidarność” lat 1980, encyklika papieska „Laborem exercens”. Ta „praca papieża najmity” WSTRZĄSNĘŁA nie tylko mną, ale i francuskim socjologiem pracy, Alainem Tourraine, który publicznie określił ją jako NEOJUDAIZM. (W rzeczy samej, w tej encyklice nie znalazło się ani jedno zdanie Chrystusa na temat pracy!) Czyli to, przewidywane już przez Ursyna Niemcewicza 200 lat temu, „robienie z Polaków żydów”, nabrało tempa w trakcie trwającego całe 26 lat Pontyfikatu JPII. I mamy tego skutki, co celnie zauważyli autorzy artykułu w </span></span></span><a href="https://ejewishphilanthropy.com/the-future-of-judaism-eight-lessons-from-our-polish-brothers-sisters/"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">ejewishphilantropy</span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, zacytowanego jako motto.</span></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: large;"><strong>A zatem religia chrześcijańska, na zewnątrz przecież „wypolerowana i piękna jak groby pobielane”, to od wewnątrz jest „pełna robactwa i kości umarłych”? </strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: large;">(Mt 23, 27-28)</span></span></span><em></em></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Tę sprawę rozpatrywali bliżej znani europejscy myśliciele, końca XIX i początku XX wieku. Angielski pisarz i filozof Matthew Arnold, w książce „</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Kultura i anarchia</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">” (1869) podzielił mieszkańców wiktoriańskiej Anglii na dwie, psychologicznie odmienne grupy „hellenistów” oraz „hebraistów”, przy czym odruchy mózgu tych odmian Anglików, wyraźnie były pochodnymi literatury, w których się oni w młodości rozczytywali. Cytuję za Himmelfarbem w „Hellenizm i hebraizm” (1969):</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;">„</span><em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Według Arnolda „HELLENIZM TO ROZUM I INTELEKT – swobodny rozum i swobodny intelekt, odporny na zaklęcia i przesądy, powiązany z wyobraźnią i emocjami, otwarty na wszelką doskonałość, przeszłą obecną i przyszłą. Jest on&#8230; siłą, która zezwala nam widzieć, jakimi rzeczy naprawdę są. Z drugiej strony „HEBRAIZOWANIE” oznacza poświęcenie wszystkich innych stron naszego bytu, jego stronie religijnej, co prowadzi do wąskiego i pokręconego rozwoju naszej własnej strony religijnej i do klęski w osiąganiu perfekcji</span></span></span></em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">”.</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Z powyższego zestawienia widać, że „HEBRAIZM” to POZNAWCZY BEZWŁAD WIARY, po prostu ENTROPIA UMYSŁOWA licznych podówczas w burżuazyjnej Anglii ludzi klasy NEG-OTIUM (tj. kupieckiej), bezmyślnie się zachwycających naukami Biblii „</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">obracającymi wszystko, co jest wielkie, szlachetne i ludzkie w rzecz małą, kryminalną i grzeszną” </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">(</span></span></span><a href="http://markglogg.eu/?p=2821"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">J. Koz</span></span></a><a href="http://markglogg.eu/?p=2821"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">ák</span></span></span></a><strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, </span></span></span></strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Kořeny</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">r. </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">2014; jeśli chodzi o tę Biblię, to nie zapominajmy, że sformułowany w „Księdze Rodzaju”, BOŻY ZAKAZ POZNANIA CO DOBRE A CO ZŁE, to GRZECH PIERWORODNY JUDAIZMU – Rdz. 2:17.)</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Używając języka nowoczesnej fizyki, arnoldowych „hellenistów” warto określić terminem, wprowadzonym przez Edwina Schroedingera (1944), jako ludzi PRZECIWENTROPII (P/e), dążących do osiągnięcia precyzji poznawczej w każdym szczególe badanych przez nich przedmiotów. Przy takiej definicji, bardzo łatwo się rozpoznaje, kto jest kto, wśród działających na forum publicznym osobistości, do jakiej „narodowo-religijnej” klasy mentalnej one należą, P/e czy f/e – to znaczy ludzi FILOENTROPII, w rodzaju mego ukochanego „małego” (paulus) św. Pawła, który „</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>chciał znać wśród nas tylko Chrystusa i to ukrzyżowanego </strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>(czyli niemego)</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">”. (Co to za DUMNY IGNORANT, ten założyciel KOŚCIOŁA, chrześcijańskim się nazywającego!)</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Najjaskrawsze przykłady mentalności „f/e”, czyli filoentropicznej, nie zainteresowanej poznawczą perfekcją</strong></span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Otóż takich „ludzików f/e” charakteryzuje przede wszystkim CHCIWOŚĆ, Największy z Grzechów Głównych w starożytnym Rzymie, który w „Księdze Rodzaju” jest przedstawiony jako CNOTA BOGA IZRAELA (patrz </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Przypis do cz. 2</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">). ”Husarz33” z Kęt słusznie zauważa, że będąca pochodną tej „bożej chciwości”, znana już starożytnym LICHWA, była przez wieki, w znacznym stopniu pod wpływem Arystotelesa, zwalczana przez KK. Ale to wszystko po 1 stycznia 1990 roku w Polsce się skończyło, procenty w 1990 (w skali rocznej) były prawie 3 cyfrowe, a dzięki milczącej zgodzie KK na „niezbędne reformy”, miliony prostych Polaków zostało w sposób skuteczny pozbawione pracy, także wchodząca w zawodowe życie młodzież została „poproszona” by szukać środków do przeżycia na tzw. Zachodzie. W tym okresie skończyły się resztki mego, podkopanego już encykliką „Laborem exercens”, uważania dla KK LICHWIARSKIEJ Korporacji. (Patrz „</span></span></span><a href="https://www.polskawalczaca.com/viewtopic.php?f=3&amp;t=18121"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Chrześcijański etos lichwy</strong></span></span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">” z r. 1992).</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Współczesna </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Polska to kraj chrześcijańsko-lichwiarski</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, który winien być, za Arystotelesem, ZNIENAWIDZONY. Tak jak znienawidzeni przez niego byli „</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>bankierzy, którzy się bogacą nic nie robiąc</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">”. Tenże Arystoteles w jego „</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Polityce</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">” rozumował w tej sprawie w sposób biologiczny, podobnie jak Lamarck w 23 wieki po nim, który w „</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Filozofii Zoologicznej</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">” przypomniał Prawo Biologii, że </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>nic nie robienie to automatyczna korupcja</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, choroby i zanik organów, do ich działania powołanych. Według obu tych filozofów przyrody, podporządkowana ambicjom „bogo-podobnych” Bankierów Cywilizacja Pieniądza, to Biologiczna Katastrofa, swym niezróżnicowanym, agresywnym rozprzestrzenianiem się, przypominająca giga-tkankę rakową.</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Dlaczego tego upadabniania się, ludzkości „rozwiniętej”, do GIGA RAKA, dosłownie „zżerającego Ziemię”, powołani do widzenia świata dla innych intelektualiści, za wyjątkiem nielicznych przypadków (</span></span></span><a href="https://warmiobook.blogspot.com/2018/01/osiem-grzechow-gownych-naszej.html"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Konrad Lorenz</span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> pół wieku temu) dostrzec nie chcą? Mnie właśnie te pół wieku temu, w paryskiej „Kulturze” udało się opublikować artykuł na temat łatwo przewidywalnego „smętnego” zakończenia „</span></span></span><a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/69982/szok-przyszlosci"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Szoku Przyszłośc</strong></span></span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">i” Alvina Toefflera (która to książka była podówczas w czytelniczej modzie, także w PRL-u). Ja w taki sposób prognozowałem wtedy gwałtowny rozwój CHORÓB CYWILIZACYJNYCH, o zagożeniu którymi Toeffler nie wspominał ani słowem:</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Fragment-Szoku-Przyszłości.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2921" title="Fragment Szoku Przyszłości" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Fragment-Szoku-Przyszłości.jpg" alt="" width="500" height="549" /></a><span style="font-size: medium;">Wskazane powyżej objawy DEGRENGOLADY „jakości życia” w USA w ostatnich dziesięcioleciach uległy tylko nasileniu. Jednak wewnętrzne, biologiczne przyczyny tego patologicznego zjawiska, nawet tak zwane społecznościowe media starają się zakamuflować. I to jest sprawa ważna, bo bez jasnego rozeznania, w co się ładujemy, wchodząc „bez mydła” w alianse nie tylko militarne i ekonomiczne, ale i kulturowe ze Stanami Zjednoczonymi, nasza (bo i moja także, ponoć jeszcze na lat kilka prognozowana) przyszłość może zrobić się bardzo niewesoła.</span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Jesteśmy bowiem świadkami wyraźnych prób ZACIEMNIENIA skąd chociażby ten gwałtowny wzrost zachorowań tam na raka (patrz mapka w „</span></span></span><a href="http://markglogg.eu/?p=2881"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Ziemia to nasza matka</span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">”) – czy bijąca światowe rekordy otyłość populacji USA – się bierze. Na przykład promowana przez emerytowanego fizyka Dakowskiego, specjalistka (zdaje się, też już emerytowana) w zakresie neurologii, </span></span></span><a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Maria_Dorota_Majewska"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Maria D. Majewska</span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> (MDM), na tegoż Dakowskiego, bardzo religijnym portalu opublikowała przedwyborczą (dot. wyborów 13.X. br.) „agitkę”, apelując by zaprzestać w Polsce obowiązkowych szczepień – bo, cytuję </span></span></span><strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">„</span></span></span></strong><strong><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">USA są najbardziej drastycznym przykładem poszczepiennego upadku wysoko rozwiniętego społeczeństwa i państwa, …</span></span></span></strong><strong></strong><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Amerykańskie dzieci i młodzież w szybkim tempie tracą inteligencję, stają się upośledzone umysłowo i niezdolne do uczenia się</strong></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> (itd.) Czyli potwierdza ona to, co ja zauważyłem tam już lat 46 temu</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">ale podaje całkowicie „zmyłkową” tego zjawiska przyczynę. Tak jakby na serio wzięła ogłoszoną przez św. Pawła „bożą zasadę”, iż „należy STWARZAĆ to CO NIE JEST, aby TO CO JEST UNICESTWIĆ” (1 Kor. 1:28-29)</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">MDM przez całą dekadę po powrocie do Polski pracowała na Uniwersytecie Kardynała Wyszyńskiego w Wa-wie, gdzie nastrój musiał być, z definicji, „hebraistyczny”. Ja sam, „otarłszy” się, we wrześniu br. o religijne, a jednocześnie i naukowe środowisko KUL, zacząłem dostrzegać przyczynę, dlaczego ludzie religijni (nie tylko emerytowany fizyk M. Dakowski, ale i były lekarz, </span></span></span><a href="http://ryszard-opara.neon24.pl/post/151432,historia-chrzescijanstwa-w-polsce-czesc-ii"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">R. Opara</span></span></a><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">) z niechęcią odnoszą się do szczepień, przyczyniających się do wzrostu odporności dzieci na rozmaite choroby.</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Otóż u osób religijnych, które zwykły zamykać oczy na rzeczy związane z „brudnym” życiem, pojawia się</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> fizjologiczna ślepota, podobna do tej zaobserwowanej u kotów, hodowanych przez kilka miesięcy po urodzeniu w ograniczających ich pole widzenia klapkach na oczy. Ludzie nawiedzeni „Bogiem Izraela” stają się się z czasem ŚLEPI na sprawy w Biblii NIE ZAUWAŻANE. A w szczególności na ISTNIENIE ZJAWISKA PRZECIWENTROPII (P/e), będącej motorem autonomicznych, nie znanych w świecie nieożywionym zachowań się istot żywych. A zwłaszcza tych istot zdolności do neutralizacji skutków uszkodzeń ich wewnętrznych organów, w tym uszkodzeń ich genów (np. promieniami UV) – patrz ilustracja z mej książki „</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Atrapy i paradoksy biologii</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">” (1994):</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Radioodpornosc-wg.-Tushl-et-al.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2922" title="Radioodpornosc wg. Tushl et al" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Radioodpornosc-wg.-Tushl-et-al.jpg" alt="" width="504" height="445" /></a></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Radiolog Zbigniew Jaworowski, w jednym ze swych popularnonaukowych artykułów, zrobił nawet szkic takich ŚLEPYCH („hebrajskich” wg Arnolda) wyobrażeń długofalowej szkodliwości rozmaitych środków toksycznych: jest to linia prosta LNT, na grafiku poniżej, zależności zachorowań od intensywności jakiegoś szkodliwego czynnika:</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/05/Hormeza-wersja-Hebrajska-i-Rozumna.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2709" title="Hormeza wersja  Hebrajska i Rozumna" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/05/Hormeza-wersja-Hebrajska-i-Rozumna.jpg" alt="" width="513" height="409" /></a></p>
<p align="LEFT"><span style="font-size: medium;">Natomiast linia HORMEZY – w kształcie litery U (za Arnoldem nazwałem ją „helleńską”) – wskazuje, że małe dawki środków toksycznych dają efekt odwrotny. Istnienie tego EFEKTU HORMEZY potwierdziły tysiące kompetentnych radiologów – a także i psychologów ze szkoły Piageta. Także tysiące lekarzy zauważyło że podrażnienia, nawet już noworodków, małymi dozami napromieniowań i innych środków toksycznych, są już dla takich maleństw bardzo przydatne do ich dalszego zdrowego rozwoju. (W Stanach Zjednoczonych to przecież TOTALNA STERYLIZACJA, ubrań, żywności oraz domostw, ze wszystkich możliwych „bakcylów”, jest podstawową przyczyną tamtejszej ludności licznych chorób </span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">układu immunologicznego; w moim osobistym przypadku, kilkanaście lat spożywania, w nasyconej hipermarketami Polsce, super wysterylizowanej żywności w nich sprzedawanej, zapewne pomogło „wyhodować” u mnie chłoniaka z komórek układu odpornościowego; komórki te wcześniej „pracowały” przy neutralizacji bakterii i innych zanieczyszczeń, znajdujących się w PRL-owskim – oraz wtedy i hinduskim – mym pożywieniu.)</span></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Do czego nieodwołalnie doprowadzi narastające „społeczne ciśnienie” ŻYJĄCYCH DLA IGNORANCJI „hebraistów” (także w „skórze” neodarwinistów dominujących obecnie w Nauce)?</strong></span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Przekonanie „antyszczepionkowców”, że wszystkie – literalnie wszystkie – ingerencje w „stworzone prze Boga” ciałka szybko rosnących dzieci, prowadzą do tych dzieci trwałych okaleczeń ( patrz „hebrajski” liniowy koncept LNT na grafiku powyżej), wywodzi się z BIBLIJNEGO mitu, że człowiek został stworzony przez Boga na Jego obraz i podobieństwo, a zatem wszelkie uszkodzenia tego „obrazu Boga” skutkują nieodwracalnym zniekształceniem boskiego charakteru człowieczeństwa (obrzezanie napletka oczywiście pomijając). No i stąd mamy, trwający już od kilku stuleci, zawzięty „masoński” (tj. budowlany) pęd by wszystko wysterylizować, izolować od wszelkich zagrożeń, dodatkowo docieplić, oraz by „wygładzić drogi Pana” (<span style="color: #111111;">Mk 1, 3</span> ). Ułatwiając „małym bóstwom” komfortowe się w świecie poruszanie, spanie, wypróżnianie się i tak dalej. Zapewniając w ten sposób niezakłócony niczym rozwój ich „bogo-podobnej” osobowości. W rezultacie tych masońskich (budowlanych) poczynań, zgodnie z Prawem Lamarcka, dziś pilnie zapomnianym, rozszerza się – i to na poziomie genetycznym (diabety, autyzm, astmy, etc.) – cała gama WYRAŹNIE DEGENERACYJNYCH ZACHOWAŃ SIĘ LUDNOŚCI, co nawet nasza MDM w USA zauważyła i na swój „hebrajski” sposób zinterpretowała.</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, W świetle tych prostych spostrzeżeń nie trudno zrozumieć, że już w XIX stuleciu filozofowie przyrody oraz kultury, tacy jak Lamarck i Arnold, zupełnie na serio przewidywali, że </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>napędzany Biblią (patrz „Laborem exercens”!) imperatyw bezustannego rozszerzania granic TPD Cywilizacji, musi doprowadzić do (rozumnej) ludzkości LIKWIDACJI</strong></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">.</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> Czy da się temu trendowi do „odczłowieczenia człowiekowiska” (Aleksandr Zinowiew w „<a href="https://www.academia.edu/10198523/Od_krytyki_komunizmu_do_jego_apologii_niezwykła_przemiana_Aleksandra_Zinowjewa">Rosyjskiej tragedii</a>”, 2002) jakoś przeciwstawić?</span></span></p>
<p style="text-align: center;" align="LEFT">*</p>
<p style="text-align: center;">(Cz. 2 z 2 „<strong>Czy Polacy zamieniają się w Żydów</strong>” należy czytać po  okresie wytchnienia od tej lektury, okresie niezbędnym dla poruszonego problemu perfekcyjnego – tj. „helleńskiego” – jego zrozumienia – MG)</p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: large;"><strong>Część Druga (z 2) opracowania Czy Polacy stali się Żydami?</strong></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="color: #cc0000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: x-large;"><strong>HELLENO-BUDDYJSKA „FRANCISZKAŃSKA RÓŻAŃCOWA DROGA ŻYCIA” (P/e)</strong></span></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Wg. <a href="https://marszalek.com.pl/sklep/pl/filozofia/137-hellenizm-a-judaizm.html">T. Zielińskiego</a> (r. 1927), Jezus z Nazaretu reprezentował &#8216;helleński&#8217; typ osobowości, wg <a href="https://www.pantarhei.sk/knihy/odborna-a-popularno-naucna-literatura/nabozenstvo/krestanstvo/krestane-pred-kristem-za-krista-a-po-kristu.html">J. Koz</a></span></span><a href="https://www.pantarhei.sk/knihy/odborna-a-popularno-naucna-literatura/nabozenstvo/krestanstvo/krestane-pred-kristem-za-krista-a-po-kristu.html"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">á</span></span></a><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><a href="https://www.pantarhei.sk/knihy/odborna-a-popularno-naucna-literatura/nabozenstvo/krestanstvo/krestane-pred-kristem-za-krista-a-po-kristu.html">ka</a> (r. 1995) Jezusa mowy (logiony) miały charakter buddyjski.</span></span><strong></strong></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">1500 słów</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Co ja bym proponował, wciąż reprezentującym „helleński” (tj. rozumny) stosunek do obowiązkowych szczepień, organizacjom lekarskim w Polsce? (W rodzinie miałem i nadal mam kilkoro przedstawicieli tego zawodu.)</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Otóż Watykan dzisiaj wyraźnie stara się „zapomnieć” o swym hebrajskim rodowodzie, wywodzącym się z poczynań jego Ojców Założycieli, „świętych żydów” Piotra i Pawła. (patrz wykład <a href="https://youtu.be/-okEjAHFUlo%20">K. Pieczyńskiego</a> na ten temat). Teraz w Watykanie moda na pogański „animizm”. W tej sytuacji warto wykorzystać, dla ułatwienia procesu „nawrócenia hebraistów na Rozum-Logos”, sznur z nawleczonymi nań koralikami, różańcem zwany. Został on zapożyczony, za pośrednictwem mahometan, od tybetańskich lamów (zarówno K. Styrna jak i M. Dakowski do wykorzystania tego „przyrządu modlitewnego” nawołują). Jednak w ruchu „nowofranciszkańskim”, w miarę przesuwania na nim koralików, zamiast recytowania zaklęć chrześcijańskich, powtarzało by się PRAWDY greko-rzymskie, wsparte koncepcjami Lamarcka, Schroedingera oraz Jeana Piageta. Jest ich zaledwie siedem i są łatwe do zapamiętania:</span></span></span></span></p>
<p align="LEFT"><strong style="font-size: medium;">1. IGNORANCJA JEST ZŁEM</strong><span style="font-size: medium;">, </span><strong style="font-size: medium;">w wypadku dorosłych ludzi</strong><span style="font-size: medium;"> – i to społeczne ZŁO należy starać się eliminować (filozofowie starożytnej Grecji, a w szczególności Sokrates).</span></p>
<p align="JUSTIFY"><a name="tw-target-text"></a> <span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>2. </strong></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">„</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>CO CIĘ NIE ZABIŁO, TO CIĘ <a href="http://www.psychologia.edu.pl/obserwatorium-psychologiczne/1101-co-nas-nie-zabije-to-nas-wzmocni.html">WZMOCNI</a></strong></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">” (rzymska maksyma  </span></span><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>quod non te occidit, fortior me</em></span></span></span><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">)</span></span></span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Z tego powodu np. szczepienia noworodków, które ich nie zabijają, z konieczności WZMACNIAJĄ ich dorastające organizmy. (Promile promila, faktów śmierci po tych szczepieniach, są zazwyczaj od tych szczepień niezależne, jako że ZAWSZE pewien PROCENT dzieciu umiera wkrótce po urodzeniu, niezależnie od tego czy były one szczepione czy też nie). Zauważę przy okazji, że „niedobite” komórki raka, które przetrwały ich TRUCIE (chemiczne, lub napromieniowaniami) też się WZMACNIAJĄ, stając się odporne na większe dawki środków je niszczących. Dlaczego tak się dzieje?</span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>3. </strong>(Bo)<strong> ISTOTAMI ŻYWYMI RZĄDZI PRZECIWENTROPIA</strong> (P/e, neg-gentropia Edwina Schroedingera w „What is Life”, 1944). Jest to cecha li tylko zoon / żywiny, obecnie w dotkniętej obsesją „cyfryzacji” nauce, praktycznie nie dostrzegana. Podobnie jak</span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>4. PRAWA BIOLOGII LAMARCKA </strong>(które)<strong> SĄ ZAWSZE WAŻNE</strong>. Sformułowane one zostały w tego przyrodnika „<strong>Filozofii zoologii</strong>” z r. 1809: „organy (w tym i struktury genetyczne) używane (a zatem i zużywane) ulegają HIPERTROFII (tj. WZMOCNIENIU), te nie używane marnieją się i z czasem zanikają”. Z tych PRAW PRZECIWENTROPII (P/e, czyli „BOGOPODOBNEJ ZASADY” ZACHOWANIA i ROZKWITU ŻYCIA) wynika że:</span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>5.</strong> <strong>ODWIECZNA JEST ZASADA</strong> <strong>REGENERACJI Z NADKOMPENSACJĄ (NADREGENERACJĄ)</strong> <strong>nie krytycznych uszkodzeń</strong> <strong>struktur ożywionych</strong> (w tym oczywiście neuronów mózgu, kontrolujących myślenie oraz ruchy języka – to Jean Piaget, połowa XX wieku)</span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>6. ODRUCHY WARUNKOWE</strong> <strong>SĄ PRZEJAWEM INTELIGENCJI ŻYWINY. Są one pochodną bio-automatyzmu I/RSA</strong> (to I. Pawłow pocz. XX wieku – oraz M.G. pocz. XXI wieku).</span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Odruchy te powstają w tym cyklu reakcji: <strong>I (Irytacja</strong>, bodziec, zaburzenie) → <strong>R (Regeneracja</strong>) → <strong>S (Super – lub Nad – Regeneracja</strong>) → <strong>A (Asocjacja</strong>, SKOJARZENIE reakcji na bodźce pojawiające się równocześnie lub w powtarzającej się kolejności)</span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">7. „</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong><a href="http://ncbj.edu.pl/zasoby/rozne/hormeza.pdf">HORMEZA</a> TO ZJAWISKO POWSZECHNE, choć powszechnie nieznane</strong></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">” (to Z. Jaworowski oraz L. Dobrzyński, 2005 ) Proszę sprawdzać samemu na czym to, niezbędne dla podtrzymywania życia, zjawisko polega.</span></span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Rozaniec-tybetański.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-2932" title="Rozaniec tybetański" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Rozaniec-tybetański-300x164.jpg" alt="" width="300" height="164" /></a><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Rozaniec-tybetański.jpg"><br />
</a>Ponieważ zaś każdy różaniec (buddyjski, mahometański, chrześcijański, itd.) ma swój „punkt centralny” a w nim odpowiednio jakaś kitka, <a href="https://zubiro.com/gfx/big/rozaniec-naszyjnik-z-czaszka-23027.jpg">trupia czaszka</a> lub krzyżyk, więc proponuję, aby Punktem Centralnym </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Różańca Zasad Zachowania i Rozkwitu Życia,</strong></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> był medalik z napisem po łacinie „</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em><strong>DOSIS FACIT VENENUM</strong></em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">”, jest to skrót PRAWA FARMACJI PARACELSUSA (XVI w.) „</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em><strong>wszystko jest lekarstwem, wszystko jest trucizną, zależnie od dozy</strong></em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">”.</span></span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Czyż to nie jest to dobrze osadzony w historii medycyny, projekt konstrukcji nieskomplikowanego urządzenia, ułatwiającego „nawracania hebraistów” na Wiarę we Wspaniałość mającego charakter cykliczny Życia (P/e)?</strong></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>*</strong></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Przy tym ja bynajmniej nie zamierzam odchodzić od nauk Jezusa z Nazaretu, do których głoszenia KK ponoć został powołany (?). Na odwrót, by te nauki kler w końcu zaczął realizować, proponuję skonstruować, na użytek tegoż KLERU, </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>WIELKI RÓŻANIEC PZECIWENTROPII ŻYCIA</strong></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, który będzie zlożony aż z </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>114 koralików</strong></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, każdy przypominający jeden z 114 logionów (sentencji) Jezusa z Nazaretu. Zostały one skompilowane w tzw. </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>PIĄTEJ EWANGELII</strong></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, zwanej <a href="http://www.wtl.us.edu.pl/pdf/Nag_Hammadi/kodeks_02/02_ewangelia_tomasza_tlumaczenie_dla_www_biblioteka.pdf">EWANGELIĄ TOMASZA</a>, w starożytności była ona dość dobrze znana, m.in. Orygenesowi (II/III w. ne). Czym się ona różni od pozostałych czterech? „</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>Ewangelia Tomasza </em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em><strong>praktycznie nie zajmuje się męką, śmiercią i zmartwychwstaniem Chrystusa</strong></em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>,</em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em><strong> co stanowczo odróżnia ją od ewangelii kanonicznych</strong></em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em> i zbliża do gnostycyzmu” </em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">(<a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Ewangelia_Tomasza">Wikipedia</a>)</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>. </em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">A zatem entuzjaści, opartej na SAKRALNYM MORDZIE JEZUSA Z NAZARETU, „teologii św. Pawła”, nie dostrzegali żadnego pekuniarnego interesu, by ją włączyć w zestaw ksiąg NT, przeznaczonych do szerszego rozpowszechniania. </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> Co ciekawsze, w tej – traktowanej obecnie jako apokryficzna – ewangelii, zndziemy odpowiedź na postawiony na wstępie, przez <a href="https://ejewishphilanthropy.com/the-future-of-judaism-eight-lessons-from-our-polish-brothers-sisters/%20">ejewishphilanthropy</a> problem re-akceptacji Żydów w Polsce. Wg. </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Kozáka </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">z</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> Pragi, </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">jest bowiem w Ewangelii Tomasza sporo logionów wskazujących na ich </span></span><a href="http://www.buddyzm.pl/pl/dla-nauczycieli-szkolnych/39-kobiety-w-buddyzmie"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">buddyjskie</span></span></a><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> pochodzenie. Np.o</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">statni</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> 114 logion stwierdza coś takiego: „</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>Rzekł do nich Szymon Piotr: „Niech Mariham odejdzie od nas. Kobiety nie są godne życia”. Rzekł Jezus: „Oto poprowadzę ją, aby uczynić ją mężczyzną, aby stała się duchem żywym, podobnym do was mężczyzn. Każda kobieta, która uczyni siebie mężczyzną, wejdzie do królestwa niebios</em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">”.</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Przypominam w tym kontekście, że apostata od judaizmu Baruch Spinoza uważał, że żydostwo charakteryzuje ZNIEWIEŚCIENIE. Z powyższego logionu zaś wynika, że należy z radością witać w naszym „męskim” – czyli „helleńskim” – Wspólnym Domu (z niem. <em>Zamtuz</em>) „<em>Każdego Żyda, który uczyni siebie hellenistą, to zaprosimy do naszego wspólnego (Zamtuz) Królestwa</em>”. Po to oczywiście, aby głosić „pokręconym etycznie hebraistom” Ponadczasową Ewangelię, mędrców takich jak Budda, Arystoteles i Averroes twierdzących, że <strong>Życie jest Wieczne i Wieczny jest cyklicznie odradzający się Wszechświat.</strong></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">(W końcu to już 23 wieki temu, wspólnym wysiłkiem Greków oraz zhellenizowanych Żydów, udało się zniszczyć w jerozolimskiej Świątyni ołtarz Wykrwawień i Całopaleń tzw. „baranków bożych”, którymi to barbarzyńskimi, mającymi charakter psychopatyczny zabiegami, starano się „wkupić” w łaskę Żydowskiego Pana Zastępów. Niestety, zniszczenie tej Świątyni Przekupstwa był to sukces krótkotrwały. Od tego czasu, na Pamiątkę zwycięstwa Hebraistów nad Hellenistami, żydzi w grudniu obchodzą święto Hanuka, zapalają świeczki okazjonalnej menory i uprawiają gry hazardowe, przypominające im (bez)sens żydowskiego życia.)</span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">*</span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Oczywiście takich franciszkańskich (to od </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>papa Francesco</em></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">) nowych „helleno-buddystów”, działających „<a href="https://livre.fnac.com/a13557578/Israel-Adam-Shamir-Au-nom-du-Christ">W imieniu Chrystusa</a>”</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">– </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">patrz ostatnia, wydana we Francji książka mego „<em>comrade in arms</em>” Izraela Szamira </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">– </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">„hebraiści” wszelkich odmian nienawidzą. Jeśli chodzi o mnie osobiście, to niedawno niejaki PB z Vancouver na mój temat doznał, charakterystyczego dla podrażnionych czymś autystów, <a href="https://wiernipolsce1.wordpress.com/2019/11/03/dr-bein-publicznie-histeryzuje-na-mg-temat-2/">ataku histerii</a>. (To w reakcji na mą wzmiankę o tym, że dość znany w Polsce „ziemianin” <a href="https://rafzen.wordpress.com/">Rafał Gawroński</a> ocenił jego nobliwą fizjonomię jako „semicką”). I w rzeczonym ataku „bożej mądrości”, PB zrewanżował się, upublicznoną na portalu <a href="https://wiernipolsce1.wordpress.com/">WPS</a>, taką oceną wyglądu mej twarzy, ponoć wpływającego na mój „chory” stan psychiczny: </span></span></p>
<p align="LEFT"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Bein-do-Zieminskiego-o-raku-twarzoczaszki-MG.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2933" title="Bein do Zieminskiego o raku twarzoczaszki MG" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Bein-do-Zieminskiego-o-raku-twarzoczaszki-MG.jpg" alt="" width="487" height="250" /></a></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Otóż publiczne OSZCZERSTWO, że mam „raka twarzoczaszki” to jest najzwyklejsza POTWARZ, którą w zasadzie powinienem zgłosić instyucjom sądowym. Zwłaszcza że wyniki NMR mej głowy (z 7.10.br.) jak i jej zdjęcie (fot. M. Bała, Morskie Oko, 20.10.br.), zrobione przy okazji Zjazdu Łojantów lat 1970, tej „naukowej hipotezy” PB nie potwierdzają:</span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Marek-G.-Zjazd-Lojantow-2019.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2934" title="Marek G. Zjazd Lojantow 2019" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Marek-G.-Zjazd-Lojantow-2019.jpg" alt="" width="299" height="424" /></a><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Na odwrót, chwalę się tym zdjęciem wśród znajomych, i nawet położyłem je sobie na biurku, aby poprawiać sobie humor faceta lat 77+. Seniora dotkniętego odnową tzw. chłoniaka płaszcza typu B, zupełnie gdzie indziej umiejscowionego. O tym nieopatrznie napisałem, pod koniec października br., memu nowemu znajomemu, pracownikowi KUL-u, </span></span><em><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">instytucji </span></span></span></em><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">obowiązkowo promującej „pokręcony hebraizm”. Skądinąd to „odkrycie”, przez PB, raka mej twarzoczaszki, to dobra reklama „hebrajskiej jakości” osiągnięć intelektualnych nie tylko „mędrca z Vancouver”, ale całego „groupies” antyszczepionkowców, w Polsce pracowicie karmionych antyszczepienną literaturą „made in USA”, przez wspomnianą wcześniej MDM, obecnie z Warszawy. <span style="font-size: large;"><span style="font-family: Times New Roman;">(Istnieje podejrzenie, że tak zwana CI/P/A w ukryciu sponsoruje ruch antyszczepienny, podobnie ja to miało miejsce w wypadku science fiction filmu “<a href="http://markglogg.eu/?p=2398">Deadly Dust</a>” – Zabijający pył – z roku 2007.)</span></span><br />
</span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">W tym miejscu pozwolę sobie wskazać, że narzekająca na niski poziom intelektualny mieszkańców zaoceanicznego super-kraju, Maria Dorota Majewska (MDM) sama się rodzajem autyzmu tam zaraziła. Naukowy autyzm bowiem polega na braku zdolności do robienia szerszych skojarzeń, przy jednoczesnym obsesyjnym przywiązaniu do rozmaitych liczb oraz molekuł. Na te cyfry oraz molekuły powoływała się ona, cytując w „Liście otwartym do polskich wakcynologów” (r. 2008) amerykańskie prace, opublikowane w ramach programu <a href="http://www.epa.gov/iris/subst/0073.htm">IRIS</a>. Te prace miały wg niej świadczyć, że związki rtęci są szkodliwe dla narażonych na nie doświadczalnych zwierzątek – a tymczasem, jak szczegółowo sprawdziłem ich rezultaty (Przypis 2 do artykułu z <a href="http://markglogg.eu/?p=2881">22.10 br.</a>), to się okazało, że wskutek zjawiska HORMEZY, małe oraz średnie ilości związków rtęci aplikowane myszkom, przyczyniają się do lepszego tych myszek zdrowia oraz długowieczności! Neurolog MDM najwyraźniej, wskutek trwającego przez dziesięciolecia NIE ĆWICZENIA zespołów neuronów, odpowiedzialnych za skojarzenia typu lamarckowskiego, doprowadziła u siebie do ich atrofii i zaniku, tracąc zdolność do zauważania, że WSZYSTKIE choroby cywilizacyjne, ujawiniające się często dopiero w drugim lub trzecim pokoleniu (to <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/The_Variation_of_Animals_and_Plants_under_Domestication">K. Darwin</a>, 1868), są wywołane długotrwałym niewykorzystywaniem, wcześniej często używanych organów.</span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Na zakończenie, tych mało przyjemnych dla mnie, lecz koniecznych do zrozumienia „hebrajskiej mentalności” ruchu antyszczepieniowego dodam, że biochemicznie zasadny pogląd, że nasze KOMÓRKI POTRAFIĄ SIĘ UCZYĆ – i to na poziomie genetycznym – najrozmaitszych wyspecjaizowanych zachowań, jest bardzo niepopularny. Zwłaszcza w dotkniętych, obowiązkowym dziś „hebraizmem”, super wyspecjalizowanych gremiach naukowych: w Paryżu AD 1980 były to lokalne „tuzy biologii molekularnej”, pochodzący z Polski profesorowie <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Franciszek_Chrapkiewicz">Fran</a></span></span><a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Franciszek_Chrapkiewicz"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">ç</span></span></a><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Franciszek_Chrapkiewicz">ois Chapeville</a> (Chrapkiewicz) oraz <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Słonimski_(syn)">Piotr Słonimski</a>, w Polsce po mym powrocie w 1982, marksistows</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">ki</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> idol warszawskich </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">filozofów, <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Władysław_Krajewski_(filozof)">Władysław Krajewski</a>. A przecież bez zrozumienia, jakim sposobem niektóre, „wybrane” przez ich zachowany embrionalny charakter, komórki naszych jestestw potrafią się nauczyć wyłamywać, z ograniczeń narzucanych im przez CAŁOŚĆ organizmu, to nigdy się nie dowiemy skąd </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">si</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">ę </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">bierze</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">,</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> ten nasz RAK coraz bardziej pospolity.</span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/05/2.-Open-Letter.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2708" title="2. Open Letter" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/05/2.-Open-Letter.jpg" alt="" width="740" height="550" /></a></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>*</strong></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: large;"><strong>Przypis: Ukryte Przesłanie Siedmiu Sztucznych Świateł Menory</strong></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Menora-na-Celebesie-w-IndonezjiI.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2935" title="Menora na Celebesie w IndonezjiI" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/11/Menora-na-Celebesie-w-IndonezjiI.jpg" alt="" width="380" height="258" /></a>Wyglądająca jak Wielki Widelec, gigantyczna Menora, dominująca miasto Manadao na wyspie Celebes w Indonezji</strong></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Otóż będąc wykładowcą filozofii, gdzieś z 20 lat temu, mym studentom opowiadałem o przedchrześcijańskim, rzymskim micie, nt. pochodzenia ludzkich Siedmiu Grzechów Głównych. Mianowicie skłonnością do popełniania tych grzechów „zarażała” się dusza rodzącego się człowieka, wędrując doń z Kosmosu poprzez przyziemski pas złożony z 7 planet – czyli gwiazd błądzących – utrudniających jej dostęp do Ziemi. I dowcipnie dodawałem, że ponieważ siedem dni tygodnia noszą, w krajach germańsko-romańskich, nazwy tych planet, to ich ludność w dniu noszącym nazwę którejś z tych planet, miała tendencję do popełniania, związanego z tą planetą grzechu. Na przykład w niedzielę (ang. <em>sunday</em>, niem, <em>Sonntag</em>), także w Polsce świętowano Dzień Obżarstwa, przy suto zastawionym, niedzielnym stole. Dowiedziałem się przy okazji, że siedem świec żydowskiej Menory dobrano na cześć wspomnianych 7 planet. Stąd i skojarzenie, że każde z ramion tego niezbyt estetycznego „widelca”, reprezentuje jedną z SIEDMIU CNÓT, „narodu wybranego” do zapanowania nad Światem. (Pamiętajmy, że w judaizmie „</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>wszystko, co jest wielkie, szlachetne i ludzkie zamienione jest w rzecz małą, kryminalną i grzeszną – i na odwrót</em>”</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">. A zatem nasze GŁÓWNE WADY, to CNOTY Narodu, przez „Boga” do zapanowania nad nami Wybranego.</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">- Na przykład </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>OGROMNE SŁOŃCE</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, symbolizuje </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Obżarstwo</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, będące symbolem nowoczesnej </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Nieumiarkowanej Konsumpcji</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, jakżesz bardzo jest czczone jako </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>CNOTA</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, szczególnie w krajach „po żydowsku rozwiniętych”: mamy przecież kult nadwymiarowych samochodów, giga jachtów, gigantycznych majątków ziemskich i innych posidałości – które, ZAGRACAJĄC i ZAŚMIECAJĄC naszą coraz mniejszą Planetę, służą li tylko PRÓŻNEMU podnoszeniu statusu społecznego ich posiadaczy.</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">- Z kolei Grzech Główny </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Zazdrości</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, dumnie występuje jako </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>CNOTA Boga Izraela</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, już w 1 Przykazaniu Dekalogu. W antyku kojarzył się on ze świecącym odbitym światłem </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Księżycem</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">. I stąd francuska nazwa poniedziałku to </span></span></span><em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">lunedi</span></span></span></em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, od </span></span></span><em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">lune</span></span></span></em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> – księżyc. I do jakiego stopnia w tej „Cnocie Zazdrości” lubują się dotknięte &#8216;hebraizmem&#8217; osobniki, wystarczy wskazać na przytoczone powyżej PB histeryzowania (histeria to od gr.<em> hystera</em> = macica), na mój </span></span></span><span style="font-size: medium;">temat, b. </span><span style="font-size: medium;">kompetentnego skądinąd filozofa-hellenisty.</span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">- Kolejny Grzech – tj. </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>CNOTĘ</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> &#8211; </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Obłąkąńczego </strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Gniewu </strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">(charakteryzującą np. Mojżesza, nakazującego Lewitom wymordować „3000 swych braci i synów” pod górą Synaj), reprezentuje planeta wojny </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Mars</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> (stąd franc. </span></span></span><em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">mardi</span></span></span></em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> – wtorek). I na tym „Gniewie Bożym” jeszcze jak się zarabia! Niemcy do dzisiaj płacą haracz za próbę usunięcia Żydów z zajętych przez Ich Rzeszę terytoriów, podjętą przed 77 laty.</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">- Natomiast </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>CNOTA Chciwości</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, która jest Centralna dla Prawdziwych Izraelitów, jest czczona w środku tygodnia, czyli środę, przebiegającą pod znakiem planety kupców – </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Merkury</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> (stąd </span></span></span><em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">mercredi</span></span></span></em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> – środa). Jak podaje Biblia, „<em>umiłowany przez Boga”, żyjący dla Chciwości Jakub-Izrael starał się</em></span></span></span><em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> „mnożyć i panować nad ziemią i nad wszyskim co się na tej ziemi porusza”.</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">W rezultacie tej pracy stał się się on tak bogaty (I Moj. 36, 7), że hodowane przezeń dla prestiżu owce i woły zaczęły doszczętnie wyżerać żyzne pastwiska — tak jak się to obserwuje i dzisiaj, wśród podkreślających ilością bydła swój społeczny prestiż, plemion afrykańskiego Sahelu. W wypadku zaś długotrwałej suszy, zbyt wyeksploatowane pastwiska ulegają gwałtownej lateryzacji i upustynnieniu</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">.</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> I w rezultacie swej, „pochwalanej przez boga”, bezmyślnej chciwości,</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> rodzina tego superprzedsiębiorczego protoplasty Izraela, musiała z głodu sprzedać się do niewoli w Egipcie, gdzie ponoć aż lat 400 nosiła cegły na budowę lokalnych spichlerzy</span></span></span></em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">” (z mej „</span></span></span><a href="https://www.sklep.skrypt.com.pl/p/1532/92300/glogoczowski-gasienica-m-wojna-bogow-helios-swiatowid-kontra-jahwe-hefajstos-religie.html"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Wojny bogów</strong></span></span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">”, 1995)</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">- Z kolei </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Grzech </strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">– tj. </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>CNOTA Pychy</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> żydowskiego boga „Ja Jestem waszym Panem, Panem Jedynym” symbolizuje jasno świecąca planeta </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Jowisz-Jupiter</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> (stąd </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><em>jeudi</em> –</span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> czwartek). Jak sprawnie posługują się tą Cnotą – tj. grzechem – współcześni &#8216;hebraiści&#8217;, najlepszego przykładu w internecie dostarcza ten mój „miłośnik” PB z Vancouver. Osobników śmiących krytykować jego elegancki sposób się wysławiania, określa dobrotliwie jako „gnojków”, zalecając im, by pilnie wczytywali się w treść jego „zbawicielskich” pouczeń. I niektórym z jego popleczników się zdaje, że ma on coś ważnego do przekazania. W szczególności osobnik o ksywie „Opolczyk” ze Schwarzwaldu, najwyraźniej zachwyca się „hebrajską jakością” tworzonych przez PB </span></span></span><a href="https://en.wiktionary.org/wiki/logion"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">logionów</span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, a także elegancją jego „słowiańskiego słownictwa”.</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">- Natomiast polski </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>piątek</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> to dzień </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>CNOTY Handlu Seksem</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> (na tym handlu zrobił niezły biznes, kupcząc ciałem swej siostry-żony, biblijny Abraham). Symbolem tego specyficznego dnia, wieczornego „odpoczynku po pracy” w Agencjach Towarzyskich, to planeta </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Wenus – Wenera</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> (stąd </span></span></span><em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">vendredi</span></span></span></em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> – to piątek). Już w Polsce przedwrześniowej policja policzyła, że kierownikami tych „zbliżających ludzi ze sobą”, przynoszących niezły dochód Agencji, to aż w 30 procentach byli ortodoksyjni żydzi, których wtedy w Polsce było zaledwie 10 procent. No i co będzie, jak ci Żydzi-judaiści (patrz </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong><a href="https://ejewishphilanthropy.com/the-future-of-judaism-eight-lessons-from-our-polish-brothers-sisters/">ejewishphilantropy.com</a>)</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> do kraju nad Wisłą znowu się „przykleją”?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">- Zaś najważniejsze żydowskie „małe święto” </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>CNOTY Lenistwa</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, czyli praktycznego BEZRUCHU, wywołanego zakazem oddalania się dalej niż 500 kroków od domostwa – to oczywiście </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>sobota</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, ang. </span></span></span><em><span style="font-size: 16px; color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">saturday</span></span></span></em><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> – to od małej planety </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Saturn</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">. Ograniczanie się pobożnych Żydów, w ten święty dzień, do czytania Tory, by w niej znaleźć przepisy na wypełnione Cnotą życie, skutecznie zaślepia, żyjących tym „pismem od Boga” półgłówków, przed dostrzeżeniem że </span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Świat JEST PIĘKNY, ale tylko w miejscach, do których nie dotarła „wypchana Bogiem Izraela” TPD Cywilizacja</strong></span></span></span><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">. Którą to Uwagę Końcową zostawiam bez dalszych doń komentarzy.</span></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Dr Marek Głogoczowski</strong></span></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">(były) pisarz i filozof <em>emeritus</em></span></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">(były) instruktor alpinizmu i ski-alpinizmu</span></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Zakopane, 18 listopada roku 102</strong></span></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">po Wielkiej Proletariackiej Rewolucji Anty Żydo-Chrześcijańskiej</span></span></span></p>
<p align="LEFT">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://markglogg.eu/?feed=rss2&#038;p=2917</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z historii &#8220;Procesu taterników&#8221; 1968-1970</title>
		<link>http://markglogg.eu/?p=2695</link>
		<comments>http://markglogg.eu/?p=2695#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Apr 2019 09:35:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Alpinizm]]></category>
		<category><![CDATA[polityka globalizmu]]></category>
		<category><![CDATA[POLSKIE TEKSTY]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://markglogg.eu/?p=2695</guid>
		<description><![CDATA[Kto to pamięta &#8211; materiał z SF  No to warto, pod koniec mego nieco “zbyt aktywnego” życia, nie tylko wysokogórskiego, naukowego, literackiego ale i politycznego, przypomnieć jak żeśmy się “bawili” w zwalczanie cenzury w PRL-u w latach 1968-69. Wtedy to &#8230; <a href="http://markglogg.eu/?p=2695">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h1>Kto to pamięta &#8211; materiał z SF</h1>
<p><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/04/Proces-Taterników.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2699" title="Proces Taterników" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/04/Proces-Taterników.jpg" alt="" width="404" height="344" /></a></p>
<div>
<div id="content">
<p align="LEFT"><strong><span style="color: #333333;"> <span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">No to warto, pod koniec mego nieco “zbyt aktywnego” życia, nie tylko wysokogórskiego, naukowego, literackiego ale i politycznego, przypomnieć jak żeśmy się “bawili” w zwalczanie cenzury w PRL-u w latach 1968-69.</span></span></span></strong></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Wtedy to poznałem osobiście Jerzego Giedroycia i pod wpływem “przygód naukowych” na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley (1969-1972) zacząłem pisywać bardzo ANTYAMERYKAŃSKIE artykuły w “paryskiej” KULTURZE (aż 7 takich w latach 1971-1980; jak kilka lat temu mnie poinformowała młoda osoba, robiąca na UW pracę magisterską z “procesu taterników 1969″, informacja o</span></span></span><span style="color: #333333;"><a href="http://markglogg.eu/?page_id=2"><span style="color: #743399;"><span style="font-size: medium;"> tych artykułach</span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-size: medium;"> znikła z oficjalnego spisu prac autorów rzeczonej “Kultury”, pozostał tylko jeden, me wspomnienie o mym bliskim koledze, </span></span><a href="http://markglogg.eu/?p=2041"><span style="color: #743399;"><span style="font-size: medium;">Andrzeju Mrozie</span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-size: medium;">, który zginął w Alpach w 1972 roku).</span></span></span></p>
<p align="LEFT"><span style="color: #333333;"><span><span style="font-size: medium;">Tak też wygląda i zakończenie mojego aktywnego życia, ostatnie (te pisane po angielsku) me eseje ukazywały się jeszcze w… Syrii, ale to do momentu napaści na nią </span></span></span><strong><span style="color: #333333;"><span><span style="font-size: medium;"><strong>Zjednoczonych z Islamistami Sił Zachodu.</strong></span></span></span></strong><span style="color: #333333;"><span><span style="font-size: medium;"> Po polsku pozostaje mi (jeszcze) możliwość “ćwierkania” w internecie (no, ponoć ma “Manipulacja świadomością” była opublikowana w </span></span></span><em><span style="color: #333333;"><span><span style="font-size: medium;"><em><strong>Opcja na Prawo, </strong></em></span></span></span></em><span style="color: #333333;"><span><span style="font-size: medium;">nr 3, Wrocław 2015).</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Dlaczego tak ten “brak cenzury”, z którą w Polsce walczyliśmy dokładnie pół wieku temu , dzisiaj wygląda? Bo, jak to zauważył na Światowym Forum Dialog Cywilizacji (</span></span></span><a href="http://www.wpfdc.at/"><span style="color: #743399;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">WPFDC</span></span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">), na wyspie Rodos w 2003 roku, </span></span></span><strong><a href="http://www.israelshamir.net/Contributors/MarekMoscow.htm"><span style="color: #743399;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Armad Cleesee</strong></span></span></span></a></strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">, dyrektor Europejskiego Instytutu Spraw Miedzynarodowych w Luksemburgu “</span></span></span><strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;"><em><strong>Stany Zjednoczone chcą zgnieść wszelką opozycję. Chcą świata patrzącego na nie z uwielbieniem, czczącego ich model i przywiązanego do ich zasad oraz wartości, stosującego się do ich zasad. Chcą totalnie zamerykanizowanego świata</strong></em></span></span></span></strong><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">“.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Bo przecież z tej banalnej przyczyny musiał popełnić w lipcu 2011 roku samobójstwo wicepremier Andrzej Lepper (zapraszany do USA przez Fundację Kennedych) i dlatego mój młodszy kolega, dr Mateusz Piskorski, szef partii “Zmiana” i b. poseł na Sejm, od 3 już lat gnije bez sądu gdzieś w więzieniu w Warszawie. Na zdjęciu poniżej Mateusz Piskorski (pierwszy z prawej) w maju 2011 roku w Mińsku w trakcie konferencji nt. “</span></span></span><a href="http://markglogg.eu/?p=111"><span style="color: #743399;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">partnerstwa wschodniego</span></span></span></a><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">“:</span></span></span></p>
<p><span style="color: #743399;"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2018/06/Piskorski-i-MG-v-Minske-2011.jpg"><img src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2018/06/Piskorski-i-MG-v-Minske-2011.jpg" alt="" name="grafika13" width="750" height="526" align="BOTTOM" border="0" vspace="6" /></a></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">A oto bardzo solidne opracowanie naszych przygód taternicko-kulturowych między wrześniem 1969 a  marcem 1970, przypadkowo znalezione przeze mnie w<a href="https://kontakt24.tvn24.pl/kto-to-pamieta-material-z-sf,21767,ugc"> internecie</a>. Warto przypomnieć te ciekawsze chwile z życia polityczno-taternickiego w PRL dzisiaj, gdy tak w istocie <strong>POLSKA PO PROSTU ZNIKA W MATRIXIE SOLIDNIE PRZYGOTOWANYM W DEEP STATE USA</strong>.</span></span></span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="color: #743399;"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/04/DeceptionDollarv81.jpg"><img src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/04/DeceptionDollarv81.jpg" alt="" name="grafika14" width="723" height="291" align="BOTTOM" border="0" vspace="6" /></a></span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">*</span></span></span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: medium;">Marzec-czerwiec, Warszawa. Wkrótce po 8 marca w kręgu znajomych Krzysztofa Szymborskiego rodzi się pomysł stworzenia grupy zajmującej się działalnością polityczną. Autorami pomysłu są Aleksander Mackiewicz i Jerzy Ćwirko-Godycki . W toku rozmaitych dyskusji Jerzy Ćwirko-Godycki przygotowuje projekt struktury organizacyjnej opierającej się na wzorach konspiracyjnych AK. Docelowo grupa ma mieć zasięg ogólnokrajowy, liczyć kilkaset osób i dzielić się na szereg sekcji, w tym m.in.: informacyjną (odpowiedzialny – Michał Haykowski), koordynującą (odpowiedzialni – Aleksander Mackiewicz i Jerzy Ćwirko-Godyck i), redakcyjną, powielania, kolportażu, małego terroru i archiwum (odpowiedzialna – Zofia Ćwirko-Godycka , odbitki fotograficzne materiałów gromadzonych w archiwum wykonywać mają Krzysztof Szymborski i Stanisława Ruppert). 1 Projekt organizacji nie zostaje jednak zatwierdzony. Istniejąca grupa nie ma nazwy. W jej skład wchodzi 7 osób. Są to: Krzysztof Szymborski, Zofia i Jerzy Ćwirko-Godyccy , Sylwia i Aleksander Mackiewiczowie, Edward Detyna. Związany jest z nią też Michał Haykowski, zięć Karola Laptera profesora historii powszechnej w Instytucie Spraw Międzynarodowych i Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR, który na prawach gościa uczestniczy w spotkaniach. Ostatecznie członkowie grupy zajmują się m.in.: zbieraniem pieniędzy na rzecz represjonowanych uczestników Marca i za pośrednictwem Szymborskiego przekazują je Ninie Smolar. Gromadzą teksty oficjalne (prasa, ZMS, ZMP) i zbierają tzw. dokumenty marcowe tj. ulotki, rezolucje i inne teksty ukazujące się po marcu 1968. Dokumenty te gromadzone są w mieszkaniu Ćwirko-Godyckich a ich przechowywaniem zajmuje się Zofia Ćwirko-Godycka . Krzysztof Szymborski ulotki otrzymuje przede wszystkim od Niny Smolar, Eugeniusza Smolara i Jakuba Karpińskiego. Eugeniusz Smolar przekazuje mu także adresy we Francji na które warto wysyłać materiały. 2</span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Docelowo grupa planuje także akcje agitacyjne w postaci pisania ulotek oraz wydawania biuletynu informacyjnego o charakterze społeczno-polityczno-kulturalnym. Pomysł nie zostanie zrealizowany z powodu braku powielacza. Grupa rozpada się na przełomie czerwca i lipca. 3</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Czerwiec/lipiec, Warszawa. Stanisława Ruppert na prośbę Krzystofa Szymborskiego z mieszkania Zofii Ćwirko-Godyckiej odbiera część dokumentów marcowych. Fotografuje je i przekazuje Krzysztofowi Szymborskiemu. 4 Szymborski otrzymane od Stanisławy Ruppert negatywy małoobrazkowe zamierza przekazać Eugeniuszowi Smolarowi, który zobowiązuje się przesłać je za granicę. 5</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">2 lub 3 września – 2 października, Paryż. Pobyt Szymborskiego we Francji. Szymborski dwukrotnie spotyka się z Giedroyciem. Za pierwszym razem spotykają się w kawiarni. Giedroyc jako znak rozpoznawczy trzyma ostatni numer „Kultury”. Krzysztof Szymborski opowiada o pomyśle wydawania pisma. Prosi o pomoc w zdobyciu powielacza. Giedroyc krytykuje pomysł, uznając go za niecelowy. Radzi, by w ostateczności szukać powielacza w Polsce lub w Czechosłowacji. Ofiaruje pomoc w nawiązaniu kontaktów i poleca mieszkającego w Bratysławie Słowaka Pavla Čarnohurskiego. 6 Čarnohurski jest znajomym Giedroycia. W specjalnym numerze „Kultury” poświęconym Czechosłowacji ukazuje się jego artykuł dotyczący wydarzeń na Słowacji w okresie praskiej wiosny. 7</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Szymborski tłumaczy fragmenty Rozmyślań o postępie, pokoju i pokojowym współistnieniu Andrieja Sacharowa i przekazuje notkę o nastrojach po sierpniowej inwazji na CSRS. 8</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Koniec października, Warszawa. Marek Głogoczowski otrzymuje propozycje pracy na Uniwersytecie w Kopenhadze. Wraca do Polski, by zabrać dokumenty z uczelni. By nie utracić paszportu, jedzie do Popradu a następnie nielegalnie przekracza granice. Po krótkim pobycie w Krakowa gdzie mieszka, jedzie na tydzień do Warszawy, gdzie studiuje podyplomowo na Studium Afrykanistyki. Spotyka się z Krzysztofem Szmborskiego, którego zna z Klubu Wysokogórskiego. Szymborski prosi go o przekazanie przesyłki dla Giedroycia. Głogoczowski wyraża zgodę. Udaje się pod wskazany adres i odbiera dwa filmy. 9 Są to negatywy sfotografowanych w lipcu przez Stanisławę Ruppert ulotek marcowych pochodzących z archiwum grupy przechowywanym w mieszkaniu Zofii Ćwirko-Godyckiej. Głogoczowski nie zna Jerzego Giedroycia i nie wie nic o pobycie Szymborskiego w Paryżu we wrześniu 1968 r. 10</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Listopad, Warszawa. Pavel Čarnohursky odwiedza Szymborskiego w Warszawie. Przywozi mu czeski numer „Kultury”. 11 Szymborski przekazuje pozostałe materiały marcowe pochodzące ze zbiorów nieistniejącej już grupy. Wśród nich znajdują się: maszynopis Aresztowania i procesy polityczne po marcu 1968 r. otrzymany od Bukowskiego 12 i opublikowany w Polskim przedwiośniu, 13 przekazane przez Ninę Smolar informacje o toczących się procesach pomarcowych w tym m.in. Dajczgewanda, Jurasia, Duracza oraz informacje o aresztowaniach m.in. Bogusławy Bleifer i Eugeniusza Smolara 14 wykorzystane w opublikowanym w Wydarzeniach Marcowych tekście Aresztowani i skazani, 15 fotokopię tekstu Słowianie czyli „Dziadów” ciąg dalszy otrzymany od Jana Cyborana oraz naprędce napisany tekst, który jako Korespondencja z kraju ukazuje się w styczniu 1969 r. „Kulturze”. 16</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">21 listopada, Maisons-Laffitte. Jerzy Giedroyc informuje Juliusza Mieroszewskiego: „Dostałem z kraju film ważniejszych ulotek, apeli, memoriałów z okresu marca. Jest to b. ciekawe i myślę o wydaniu tego. Przypuszczam, że Bauman [był]by najlepszy do napisania przedmowy. Brał w tym udział i z tego, co do mnie dochodzi – jego popularność w kołach studenckich jest ciągle b. duża”. 17</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">1969</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">11 stycznia, Maisons-Laffitte. Jerzy Giedroyc informuje Juliusza Mieroszewskiego: „ Jeśli idzie o dyskusję na temat emigracji, którą chcę sprowokować artykułem Matisa, to zwróciłem się do kilku publicystów krajowych, ta piskliwa Zarzewska zdradza ochotę napisać coś na ten temat. Zaproponowałem Sabbatowi, by zabrał też głos. broniąc pozycji londyńskiej. [...]</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Jestem wściekły, bo te dokumenty studenckie nie mogą się wykokosić. Już były przełamane i znów dostałem dwukrotnie nowe filmy i dokumentacje. Do tego filmy, wymagające b. ostrożnego wywołania, powiększania etc. by można było się zorientować w treści. W każdym razie tom wyjdzie dość okazały. Wypadki marcowe okazały się znacznie ważniejsze niż myśleliśmy i liczę na przekłady, może nawet dość masowe”. 18</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Początek stycznia, Warszawa. Do Katedry Biofizyki Instytutu Fizyki Doświadczalnej UW gdzie pracuje Krzysztof Szymborski przychodzi Andrzej Mróz. Powołując się na Macieja Kozłowskiego prosi o ulotki, rezolucje i inne materiały dotyczące wydarzeń marcowych. 19 Krzysztof Szymborski, z tą samą prośba zwraca się do Jakuba Karpińskiego. Mówi mu, że chce przesłać je do Francji. Karpiński zgadza się przekazać sprawozdanie z procesu Kuronia i Modzelewskiego zastrzega jednak, że chce ten tekst powielić i potrzebna jest mu maszyna do pisania. Szymborski pożycza maszynę od swojego stryja Zbigniewa Szymborskiego i razem z Karpińskim niosą ją do mieszkania Małgorzaty Szpakowskiej. 20 Po odebraniu maszyny przez 13-14 dni Małgorzata Szpakowska przepisuje teksy znajdujące się w jej własnych zbiorach oraz dostarczone jej przez Jakuba Karpińskiego. 21</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Andrzej Mróz i Maciej Włodek spotykają się z Janem Kelusem i Urszulą Sikorską. Proszą ich o pomoc w przenoszeniu książek przez granicę polsko-czechosłowacką. 22</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Po rozmowie z Mrozem i Włodkiem Jan Kelus z własnej inicjatywy spotyka się z Jakubem Karpińskim. Mówi mu o możliwości przesyłania materiałów na Słowację i dostarczania tą samą drogą książek. Z przebiegu rozmowy Kelus domyśla się, że Karpiński wie już o pomyśle przekazywania materiałów na słowacką stronę, nie wie natomiast o możliwości dostarczania tą samą drogą książek. Karpiński nie zdradza nazwiska osoby, która go o tym poinformowała. Kelus również nie wymienia żadnych nazwisk. 23</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Krzysztof Szymborski zna Jakuba Karpińskiego od 1959 r. 24 Zna go również Jan Krzysztof Kelus. Małgorzatę Szpakowską zna tylko Jakub Karpiński. Przedstawia ją Krzysztofowi Szymborskiemu.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Maciej Kozłowski, Andrzej Mróz, Marek Głogoczowski, Krzysztof Szymborski i Maciej Włodek znają się od 1959 r. Wszyscy są członkami Klubu Wysokogórskiego. Trzej pierwsi – Koła Krakowskiego, dwaj ostatni – warszawskiego. Członkiem Klubu Krakowskiego jest również siostra Kozłowskiego, Barbara. Z tym środowiskiem luźno związani są także Jan Krzysztof Kelus i jego narzeczona Urszula Sikorska. Kelus z widzenia zna Krzysztofa Szymborskiego. Członkowie Klubu potocznie nazywani są taternikami. 25</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Koniec stycznia. Krzysztof Szymborski ponownie spotyka się z Andrzejem Mrozem. Mrozowi towarzyszy Maciej Włodek. Uzgadniają, szczegóły współpracy: Szymborski ma zajmować się zbieraniem i przygotowywaniem materiałów przeznaczonych do opublikowania na Zachodzie, a Mróz i Włodek przenoszeniem ich przez granicę i dostarczaniem oczekującemu na nie Maciejowi Kozłowskiemu. 26 W gmachu Geologii UW w obecności Andrzeja Mroza, Szymborski przekazuje Włodkowi odebraną kilka dni po dostarczeniu maszyny do pisania, pierwszą partię tekstów, przygotowaną przez Jakuba Karpińskiego a przepisaną przez Małgorzatę Szpakowską. Dominują ulotki i rezolucje. Teksty są ponumerowane od 1 do 40. 27 Przekazuje też maszynopisy i rękopisy tekstów pochodzących ze zlikwidowanego w październiku 1968 r. archiwum grupy, przesłanych do „Kultury” za pośrednictwem Marka Głogoczowskiego w październiku 1968 roku w postaci negatywów zdjęć fotograficznych. 28</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">24 stycznia, Maisons-Laffitte. Ukończenie druku opracowania Wydarzenia marcowe 1968. Książka ukazuje się w serii dokumentny i zawiera wstęp Zygmunta Baumana. 29</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">26 maja, Smokowiec około godziny 9:30. Słowacka Służba Bezpieczeństwa (StB) zatrzymuje przebywających w hotelu w Smokowcu Macieja Kozłowskiego, jego matkę Anielę Kozłowską i Marię Tworkowską. Około godziny 21:00 StB przekazuje ich SB na przejściu granicznym w Łysej Polanie. 30 Po 24 godzinach matka Kozłowskiego zostaje zwolniona z aresztu. 31</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">27 maja około godz. 0:30. Rewizja w samochodzie, którym podróżowali Kozłowski i Tworkowska. W czasie przeszukania funkcjonariusze MSW znajdują: 191 egzemplarzy wydawnictw Instytutu Literackiego, 416 egzemplarzy Biuletynu Niecenzurowanego oraz notatki i brudnopisy odbitek różnych tekstów. 32</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">28 maja, Warszawa. Zatrzymanie Krzysztofa Szymborskiego. 33</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">30 maja, Warszawa. Aresztowanie Krzysztofa Szymborskiego. 34</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">26 czerwca, Warszawa. Aresztowanie Macieja Gellera, Stanisławy Ruppert, Niny Smolar, Zofii i Jerzego Ćwirko-Godyckich , Aleksandra Mackiewicza. Wszystkim prokuratura zarzuca mu popełnienie przestępstwa z art. 5 mkk („Obywatel polski, który wchodzi w porozumienie z osobą działającą w interesie obcego rządu lub obcej organizacji w celu działania na szkodę Państwa Polskiego, podlega karze więzienia na czas nie krótszy od lat 5 do lat 15″). 35</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">26 czerwca, Warszawa. Rewizja w mieszkaniu Mileny i Michała Haykowskich. Po jej zakończeniu Michał Haykowski zostaje przewieziony do Pałacu Mostowskich i po trwającym kilka godzin przesłuchaniu zostaje zwolniony do domu.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">9 lipca, Monachium. Jan Nowak-Jeziorański listownie powiadamia Jerzego Giedroycia o aresztowaniach w Polsce: „Według wiarygodnych informacji aresztowano ostatnio sporą grupę członków Klubu Wysokogórskiego pod zarzutem przemycania z Czechosłowacji, przechowywania i kolportowania „Kultury”. Nazwisk nie znamy. Wiadomość ta jest poufna. Nie zamierzam jej ogłaszać i proszę również, aby Pan zachował ją dla siebie”.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">12 lipca, Maisons-Laffitte. Jerzy Giedroyc odpowiada na list Jeziorańskiego: „O tych aresztowaniach już słyszałem, ale nie mam żadnych szczegółów, oprócz tego, że aresztowania miały miejsce w końcu maja br. Nie wykluczam pokazowego procesu, skierowanego głównie przeciwko mnie. Tymczasem nie puszczam tej sprawy czekając na szczegóły”. 36</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">4 sierpnia, Monachium. Radio Wolna Europa po raz pierwszy informuje o aresztowaniu w Smokowcu i jego konsekwencjach: „Potwierdziły się niestety napływające od szeregu tygodni wiadomości o tym, że w pobliżu polskiej granicy w Smokowcu na terenie Czechosłowacji w maju aresztowano młodego Polaka, Macieja Kozłowskiego i jego matkę. Równocześnie w Pradze Czeskiej albo w Smokowcu aresztowana została obywatelka polska Maria Tworkowska-Papée. W ślad za tym aresztowaniem w areszcie śledczym znaleźli się członkowie Klubu Wysokogórskiego. Na początku lipca liczba aresztowanych w tej sprawie w Krakowie i Warszawie wynosiła około 10 osób. Są wśród nich m.in. Maciej Geller – asystent biofizyki UW i Nina Smolar – żona Aleksandra Smolara. 12 lipca SB aresztowało Adama Włodka, wnuka Jarosława Iwaszkiewicza. SB poddaje przesłuchaniom dalszych kilkanaście osób. Wszystkich aresztowanych w tak zwanej sprawie taterników – taka bowiem nazwa jest w obiegu wśród młodzieży Krakowa i Warszawy – przewieziono do więzienia na Mokotowie”. 37</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">5 sierpnia, Monachium. Radio Wolna Europa informuje o kolejnych aresztowaniach taterników: „Podaliśmy już nazwiska kilku aresztowanych. Obecnie dalsze nazwiska. W areszcie śledczym przebywają Krzysztof Szymborski, Aleksander Mackiewicz i Eugeniusz Smolar. Ten ostatni znajdował się w areszcie w innej sprawie, miał być zwolniony lecz w przeddzień wyjścia na wolność zatrzymano go w więzieniu i wszczęto nowe śledztwo w związku ze sprawą taterników. Wszystkie źródła informacji podają, że śledztwo w tej sprawie ma się jakoby toczyć z art. 5 mkk. Oznacza to, że zarzucają aresztowanym „wejście w porozumienie z osobami działającymi w interesie obcego rządu lub obcej organizacji”. 38</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">27 września, Warszawa. Na mocy Ustawy o amnestii z 21 lipca 1969 r. ogłoszonej z okazji 25-lecia PRL z aresztu zwolnieni zostają Maciej Geller, Stanisława Ruppert, Zofia Ćwirko-Godycka. 39</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">27 października, Warszawa. Przesłuchanie Krzysztofa Szymborskiego przez Marię Pancer, która przedstawia mu zarzut z art. 5 mkk w nowym brzmieniu. Zarzuca mu że:</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;">„ <span style="font-size: medium;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;">w okresie od marca 1968 roku do marca 1969 roku w Paryżu będąc obywatelem polskim wszedł w porozumienie z działającym na rzecz Instytutu Literackiego naczelnym redaktorem tegoż Instytutu – Jerzym Giedroyciem w celu działania na szkodę interesów politycznych PRL, a następnie w ramach tego porozumienia przekazał mu pisemne informacje o nastrojach społeczeństwa polskiego w związku z wkroczeniem wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji, a nadto z Warszawy przesłał za pośrednictwem innych osób temu Instytutowi do opublikowania szereg opracowanych przez siebie i inne osoby tekstów zawierających fałszywe wiadomości o wydarzeniach marcowych, mogących w sytuacji ekonomiczno-politycznej w kraju wyrządzić istotną szkodę interesom politycznym państwa polskiego. Przesłał przez:</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Marka Głogoczowskiego nielegalne opracowania i ulotki dotyczące tzw. wydarzeń marcowych otrzymane od Zofii Ćwirko-Godyckiej;Józefa Čarnohurskiego m.in.:</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">ulotkę osobiście sporządzoną pt. Korespondencja z kraju;ulotkę zatytułowaną Procesy polityczne po marcu 1968 r.;fotokopię tekstu Słowianie czyli „Dziadów” ciąg dalszy;</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Macieja Włodka m.in. wiersz pt. Chochoły;</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">opracowanie zatytułowane Nie o egalitaryzm chodziło;artykuł opracowany przez siebie pt. Refleksje rocznicowe, jak również przyjął od tegoż Giedroycia, za pośrednictwem innych osób w celu dalszego rozpowszechniania wrogich ustrojowi PRL publikacji wymienionego Instytutu Literackiego;</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Ponadto:</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">W okresie od marca 1968 roku do marca 1969 w Warszawie wraz z innymi osobami, wziął udział w tworzeniu i działalności związku, którego cel i istnienie miało pozostać tajemnicą wobec władz państwowych, a którego zadaniem było prowadzenie akcji wrogiej w stosunku PRL akcji między innymi terrorystycznej.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Krzysztof Szymborski przyznaje się do winy. 40</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">2/3 listopada, Paryż. Artykuł z „The Times” przedrukowuje francuski „Le Monde”. 41</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">RWE cytuje fragment artykułu z „The Times” i informuje o kolejnych aresztowaniach: „Śledztwo objęło nie tylko młodzieżowe środowiska Krakowa i Warszawy, lecz także Wrocławia i Krakowa. Według naszych informacji UB aresztowało w związku z tym śledztwem ok. 40 osób, a wiele innych poddano przesłuchaniom. Byłby to więc największy proces ze wszystkich procesów politycznych po okresie stalinowskim.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Świeżo nadeszła z Polski wiadomość, że do jednej z dwóch grup oskarżonych /chemików lub taterników/ ma należeć starszy asystent Politechniki Warszawskiej, Jerzy Ćwirko –Godycki i jego żona. Godyccy mają roczne dziecko, które po aresztowaniu obojga rodziców zostało na łasce znajomych. UB zastosowało wobec pani Godeckiej wyrafinowaną metodę nacisku.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">Powiedziano jej w śledztwie, że wróci do dziecka, jeśli nakłoni męża do przyznania się do winy. Odmówiła. Wówczas postawiono jej ultimatum: jeśli obciąży męża zeznaniami – będzie zwolniona jako jedyna opiekunka niemowlęcia. Odmówiła. Nie ma na razie sposobu ustalenia pełnej listy osób aresztowanych w sprawie „taterniczej”. Podamy znane nam nazwiska, wśród których obok wymienionych już dawniej, znajdą się nazwiska nowe. A więc: Maciej Kozłowski, Maria Tworkowska, Aleksander Mackiewicz i jego żona Sylwia Bekier-Mackiewicz, inżynier Lucjan Saduś, Małgorzata Szpakowska, pracownik PAN i taternik, Krzysztod Szymborski., Jerzy Detyna, Michał Hajkowski, student czwartego roku Szkoły Filmowej w Pradze Czeskiej, Andrzej Zajączkowski, Andrzej Włodek, Jakub Karpiński.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">W więzieniach przebywać ma ponadto pięciu członków Klubu Wysokogórskiego w Krakowie, sześciu „płetwo-nurków” z Klubu szczecińskiego, nieznana liczba osób ze szczecińskiego Jacht-Klubu i sześć osób z Wrocławia. Z pośród aresztowanych poza Warszawą doszły ostatnio do naszej wiadomości nazwiska Adama Zawardki oraz pracownika naukowego Politechniki Wrocławskiej Tadeusza Zawady. Uprzednio mieliśmy informacje o przesłuchiwaniu przez UB taternika Andrzeja Zawady. Przebywający uprzednio w areszcie w związku ze sprawą taterników Nina Smolar i Maciej Geller – zostali zwolnieni, ale śledztwa przeciwko nim nie umorzono. (…) Nie potwierdziły się pogłoski o aresztowaniu w Pradze Agnieszki Holland. (…) Artykuł 5 mkk, którego mają odpowiadać oskarżeni, a który mówi o „porozumieniu z osobą, działającą na rzecz obcej organizacji”, przewiduje karę nie niższą niż 5 lat. Niektórym oskarżonym grozić ma podobno odpowiedzialność z art. 7 „o gromadzeniu lub przekazywaniu wiadomości, stanowiących tajemnicę państwową lub wojskową”, który zezwala na wymierzenie kary dożywotniego więzienia lub śmierci”. 42</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">10-12 grudnia, Warszawa. Aleksander Mackiewicz i Jerzy Ćwirko-Godycki zostają zwolnieni z więzienia. Prowadzone wobec nich postępowanie nie zostaje umorzone.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #333333;"><span style="font-family: Georgia, 'Bitstream Charter', serif;"><span style="font-size: medium;">10 marca 1970 roku, Warszawa. Na niejawnym posiedzeniu sąd umarza postępowanie w sprawie Aleksandra Mackiewicza i innych.</span></span></span></p>
<p align="LEFT">
</div>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://markglogg.eu/?feed=rss2&#038;p=2695</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Słowo o przyjacielu&#8221; &#8211; rzecz o Andrzeju Mrozie w paryskiej &#8220;Kulturze&#8221; 1972</title>
		<link>http://markglogg.eu/?p=2041</link>
		<comments>http://markglogg.eu/?p=2041#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 28 Nov 2017 22:44:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Alpinizm]]></category>
		<category><![CDATA[POLSKIE TEKSTY]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://markglogg.eu/?p=2041</guid>
		<description><![CDATA[Ot, ma progenitura (27 lat) oraz znajomi obu płci zażądali pisemnego raportu z mych przygód górskich. Od już 20 lat nie bardzo się z tym spieszę, ale aby choć trochę zaspokoić ich ciekawość, zacznę od wspomnienia o koledze, który ok. &#8230; <a href="http://markglogg.eu/?p=2041">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ot, ma progenitura (27 lat) oraz znajomi obu płci zażądali pisemnego raportu z mych przygód górskich. Od już 20 lat nie bardzo się z tym spieszę, ale aby choć trochę zaspokoić ich ciekawość, zacznę od wspomnienia o koledze, który ok. 50 lat temu bardzo wpłynął na mą karierę życiową. Otóż Andrzej Mróz, gdy mu w lecie roku 1969 w Chamonix mówiłem, że mam propozycję pracy, jako geofizyk, na Uniwersytecie Kopenhaskim, a jednocześnie przyszło do mnie zawiadomienie, że i na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley mogę otrzymać niewielkie stypendium doktorskie w zakresie tej geofizyki, to stwierdził bez namysłu &#8211; &#8220;<em>co będziesz robił w Danii, w której gór nie ma, jedź do Berkeley, to czołowy na świecie ośrodek uniwersytecki</em>&#8220;.</p>
<p>No i pojechałem, i wyszło to co wyszło, można to sobie znaleźć w <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Marek_G%C5%82ogoczowski">Wikipedii </a>pod zrobionym przez kogoś hasłem z mym nazwiskiem. By jednak spełnić życzenia tych, co chcą coś ode mnie o górach, to przypominam me krótkie wspomnienie, o bio-przyczynie mych profesjonalnych &#8220;zawirowań&#8221;, opublikowane w paryskiej &#8220;Kulturze&#8221; po śmierci Andrzeja Mroza w zejściu z Aiguile Noire de Peuterey (w nocy, bo się bardzo spieszył, by nie spóźnić się na odlot wyprawy francuskiej na Nevado Huarascaran w Kordyliera Blanca.</p>
<p>To wspomnienie jest godne uwagi dla wszystkich tych &#8220;obłąkanych górami&#8221; i niezbyt pasujących do życia &#8220;<em>współczesnych płazów, interesujących się tylko komfortem i bezpieczeństwem własnego siedzenia</em>&#8221; jak to w młodości zauważyłem, w szczególności w USA.</p>
<p>O <a href="https://wspinanie.pl/2014/06/andrzej-mroz-1942-1972-gory-stawial-zawsze-na-pierwszym-miejscu/">Andrzeju Mrozie</a> znalazłem bardzo ciekawe wspomnienie nie żyjącego już Jano Kurczaba (nb. z którym w 1973 przeszedłem Filar Walkera na Grand Jorasse). No i oczywiście jest do zdobycia przez internet świetna książka &#8220;<a href="https://ksiegarnia.wspinanie.pl/andrzej-mroz-cudowna-cudowna-historia-ludwika-wlodek-p-522.html">Cudowna, cudowna historia</a>&#8220;, napisana przez syna Andrzeja, Kristofa przy współpracy Ludwiki Włodek i wydana jednocześnie we francuskim i polskim języku.</p>
<p><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2017/11/Andrzej-Mroz.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2042" title="Andrzej Mroz" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2017/11/Andrzej-Mroz.jpg" alt="" width="624" height="581" /></a>A oto skany mego &#8220;Słowa o przyjacielu&#8221; opublikowanego w paryskiej &#8220;Kulturze&#8221; w listopadzie 1972 roku:</p>
<p><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2017/11/Mroz-1a.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2049" title="Mroz 1a" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2017/11/Mroz-1a.jpg" alt="" width="507" height="849" /></a></p>
<p><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2017/11/Mroz-2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2044" title="Mroz 2" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2017/11/Mroz-2.jpg" alt="" width="497" height="859" /></a></p>
<p><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2017/11/Mroz-3a.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2050" title="Mroz 3a" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2017/11/Mroz-3a.jpg" alt="" width="508" height="855" /></a><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2017/11/Mroz-4a.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2051" title="Mroz 4a" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2017/11/Mroz-4a.jpg" alt="" width="511" height="634" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://markglogg.eu/?feed=rss2&#038;p=2041</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Spotkanie na przeł. Gertruda &#8211; Alpy Południowe N. Zelandia (styczeń 2012)</title>
		<link>http://markglogg.eu/?p=1566</link>
		<comments>http://markglogg.eu/?p=1566#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 14 May 2016 18:10:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Alpinizm]]></category>
		<category><![CDATA[POLSKIE TEKSTY]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://markglogg.eu/?p=1566</guid>
		<description><![CDATA[Żeby góry żarły Jan 23 Posted by vagabundos.pl Jakiś czas temu prawie tydzień spędziliśmy na nowozelandzkich fiordach. Wspinaliśmy się na szczyty i przełęcze, testowaliśmy wytrzymałość naszych serc w jeziorach polodowcowych, co dzień ciesząc się słoneczną pogodą, która we Fiordlandzie prawie &#8230; <a href="http://markglogg.eu/?p=1566">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h1>Żeby góry żarły</h1>
<div>
<p><a title="Odnośnik permanentny do Żeby góry żarły" href="https://vagabundos.pl/2012/01/23/zeby-gory-zarly/" rel="bookmark">Jan 23</a></p>
</div>
<div>
<p>Posted by <a title="Wpisy, których autorem jest vagabundos.pl" href="https://vagabundos.pl/author/boreasmun/" rel="author">vagabundos.pl</a></p>
</div>
<p>Jakiś czas temu prawie tydzień spędziliśmy na nowozelandzkich fiordach. Wspinaliśmy się na szczyty i przełęcze, testowaliśmy wytrzymałość naszych serc w jeziorach polodowcowych, co dzień ciesząc się słoneczną pogodą, która we Fiordlandzie prawie nigdy się nie zdarza. I pewnie napisalibyśmy kilka słów o bajkowych krajobrazach ze szczytu Key Summit i szlaku Routeburn, albo dlaczego jest przynajmniej jeden powód, by lubić imię Gertruda. Ale nic z tego, nie tym razem.</p>
<p>Bo rzecz nie w tym, gdzie byliśmy, ale kogo można tam spotkać.</p>
<div id="attachment_2919" data-shortcode="caption"><a href="https://boreasmun.files.wordpress.com/2012/01/spotkanie-na-szczycie.jpg" target="_blank"><img title="Spotkanie na szczycie" src="https://boreasmun.files.wordpress.com/2012/01/spotkanie-na-szczycie.jpg?w=450&amp;h=298" alt="Spotkanie na szczycie" width="450" height="298" /></a>Spotkanie na szczycie</p>
<p style="text-align: center;">(Stoją od prawej: M.G.+ &#8220;autorka reportażu&#8221;+A.K.+ A.M.+&#8221;autor reportażu&#8221;)</p>
</div>
<p><strong>Spotkanie na szczycie</strong></p>
<p>Wdrapujesz się na jakiś szczyt, siadasz, wciągasz czekoladę i nagle słyszysz „No dobra, chłopaki, schodzimy”. Patrzysz – dziadki.</p>
<p>Ale przy plecakach raki, czekany, świecą gołe klaty, a każdy mięsień gra jak na wykładzie anatomii. I tak stoisz na przełęczy, jakieś 1500 metrów, tylko Ty i On. Podskórnie czujesz, że masz do czynienia z zawodowcem, ale jak to z niego wyciągnąć? „Dużo się wspinacie?”, „Całe życie”. I nadal błądzisz po omacku.</p>
<p>Całe szczęście chłopaki, spotkaniem rodaków równie zdziwieni co my, zaprosili nas do chaty alpinistów na kolację. Ale tu rozmawiając o dokonaniach też z trudem się czegoś dowiesz. Że Marek to pierwszy Polak, który zdobył McKinley? Że Andrzej Mierzejewski wraz Krzysztofem Wielickim i kilkoma innymi kumplami wytyczał nowe drogi na najwyższych szczytach na Kaukazie i w Afganistanie?</p>
<div id="attachment_2932" data-shortcode="caption"><a href="https://boreasmun.files.wordpress.com/2012/01/mt-tasman-view-from-mt-cook.jpg" target="_blank"><img title="Widok na Mt Tasman ze szczytu Mt Cook" src="https://boreasmun.files.wordpress.com/2012/01/mt-tasman-view-from-mt-cook.jpg?w=450&amp;h=299" alt="Widok na Mt Tasman ze szczytu Mt Cook" width="450" height="299" /></a>Widok na Mt Tasman ze szczytu Mt Cook</div>
<p>Wstyd się przyznać, ale o żadnym z nich nie słyszeliśmy. Marek Głogoczowski? Andrzej Mierzejewski? Andrzej Kula? Kukuczka, Wielicki, Rutkiewicz, Cichy – to są nazwiska, które gdzieś dzwonią. Względnie Baranowska czy Morawski.</p>
<p>I dopiero gdzieś pokątnie w anegdotach i historiach przy herbacie, można coś poskładać. Trzydzieści, może 40 lat temu Marek wraz z Leszkiem Cichym zbiegł kiedyś 3 tysiące metrów spod Mont Blanc w 3 godziny. Ot tak, bo chcieli sprawdzić czy dadzą radę.</p>
<p>Gdy późnym popołudniem trafiliśmy na siebie na przełęczy, po kilku godzinach mozolnego marszu dla nas był to już szczyt trekingu na ten dzień. Oni właśnie wracali z okolicznych szczytów po 13 godzinach wspinaczki. Korzystając z ładnej pogody, postanowili się jeszcze powspinać, bo ładnie fiordy widać. Do Nowej Zelandii przyjechali na Mt. Cook – najwyższy szczyt tego kraju, który zdobyli kilka dni wcześniej.</p>
<div id="attachment_2921" data-shortcode="caption"><a href="https://boreasmun.files.wordpress.com/2012/01/mt-cook-polish-expedition.jpg" target="_blank"><img title="Chłopaki na szczycie Mt Cook" src="https://boreasmun.files.wordpress.com/2012/01/mt-cook-polish-expedition.jpg?w=450&amp;h=338" alt="Chłopaki na szczycie Mt Cook" width="450" height="338" /></a>Chłopaki na szczycie Mt Cook</div>
<p>Marek ma 70 lat, Andrzej Mierzejewski 63. Tacy emeryci. Ale co to za emeryt, co w wieku 70 lat wstaje o 1 w nocy i rusza na czterotysięcznik? Pokonuje lodowce, przeskakuje głębokie na kilkaset metrów rozpadliny i przez 19 godzin wspina się na na najwyższą górę Nowej Zelandii. No tak, ale to emeryt z Zakopanego.</p>
<p>Mam koleżankę z Zakopanego. Kiedyś wraz z kumplami z GOPRu wspięli się, nie, w zasadzie wbiegli na trzy najwyższe szczyty Tatr – Gerlach, Łomnicę i Lodowy. Jednego dnia! Kilkadziesiąt kilometrów odległości i kilka kilometrów przewyższenia. Ale Zakopiańczycy to raczej inna rasa.</p>
<p>Czy Marek jest najstarszym człowiekiem, który wspiął się na Mt. Cook? Pewnie tak. Choć tu nikt statystyk nie prowadzi. Andrzej Kula mówi, że gdy nerwy im puszczają, gdy ściana wydaje się zbyt trudna, przodem puszczają Marka.</p>
<div id="attachment_2925" data-shortcode="caption"><a href="https://boreasmun.files.wordpress.com/2012/01/climbing-mt-cook-polish-expedition-view-of-tasman-glacier.jpg" target="_blank"><img title="Z widokiem na Alpy Południowe i lodowiec Tasman" src="https://boreasmun.files.wordpress.com/2012/01/climbing-mt-cook-polish-expedition-view-of-tasman-glacier.jpg?w=450&amp;h=338" alt="Z widokiem na Alpy Południowe i lodowiec Tasman" width="450" height="338" /></a>Z widokiem na Alpy Południowe i lodowiec Tasman</div>
<p>Z kolei przy stole nie ma takiej sytuacji, żeby Marek czegoś nie dojadł. Od razu widać – człowiek głodny życia. Akurat doskonale go rozumiem, bo w swoim dwuipółkrotnie krótszym życiu też nie zostawiłem okruszka na talerzu.</p>
<p>Andrzej Kula to jeszcze inna bajka. Wizytówka kraju. W ’82 wyemigrował do Australii. Przez 20 lat nie wracał do kraju, a trudno nawet wyłapać obcy akcent, gdy się z nim rozmawia. Dziś w Melbourne buduje maszty do żaglówek regatowych. Co weekend sam ściga się w regatach, lata na kajcie i z utęsknieniem czeka na ten czas, gdy przyjeżdża wspinać się w Tatrach. Ostatnimi czasy w Polsce co roku spędza co najmniej miesiąc. O kraju, górach, żeglowaniu, emigracji, trudnych latach poza domem można z nim rozmawiać całą noc.</p>
<div id="attachment_2929" data-shortcode="caption"><a href="https://boreasmun.files.wordpress.com/2012/01/polscy-alpinisci.jpg" target="_blank"><img title="W drodze na szczyt" src="https://boreasmun.files.wordpress.com/2012/01/polscy-alpinisci.jpg?w=450&amp;h=344" alt="W drodze na szczyt" width="450" height="344" /></a>W drodze na szczyt</div>
<p>Na pożegnanie Marek rzucił do nas taternickie „żeby nam ta Ameryka Południowa zażarła!”. Cóż, „Żeby Wam góry żarły!” Ciekawe, gdzie w przyszłym roku będziecie się wspinać.</p>
<p>Odjeżdżając, przepełniało nas jakieś dziwne uczucie. Niby szczęście. Niby radość. I moc. Ale to nie to. I chciało się latać.</p>
<p>Już wiem. To Duma. Duma Narodowa.</p>
<p>.</p>
<p><em>Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości Andrzeja Kuli, Andrzeja Mierzejewskiego i Marka Głogoczowskiego. Więcej (naprawdę niesamowitych) kadrów nowozelandzkich Alp możecie obejrzeć tutaj:</em></p>
<p><a href="https://picasaweb.google.com/vagabundos.pl/PolscyAlpinisciNaMtCookNowaZelandia?authuser=0&amp;feat=embedwebsite" target="_blank"><img src="https://lh6.googleusercontent.com/-y65BecBQLh4/TxuG_DJrfiE/AAAAAAAAHho/74V5D3MaVTM/s160-c/PolscyAlpinisciNaMtCookNowaZelandia.jpg" alt="" width="160" height="160" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://markglogg.eu/?feed=rss2&#038;p=1566</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Marek Głogoczowski – życiorys tatrzańsko-alpejsko-himalajski</title>
		<link>http://markglogg.eu/?p=952</link>
		<comments>http://markglogg.eu/?p=952#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Dec 2014 10:55:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Alpinizm]]></category>
		<category><![CDATA[Obce teksty]]></category>
		<category><![CDATA[POLSKIE TEKSTY]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://markglogg.eu/?p=952</guid>
		<description><![CDATA[Marek Głogoczowski – życiorys tatrzańsko-alpejsko-himalajski Wspinaczki tatrzańskie zaczął dość późno, bo w wieku lat 22, czyli w 1964 roku przymierzając się, wraz z Andrzejem Tarnawskim z KW Kraków, do dróg na Hali Gąsienicowej. Ale już w 1966, jako członek zwyczajny &#8230; <a href="http://markglogg.eu/?p=952">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h1 align="center">Marek Głogoczowski – życiorys tatrzańsko-alpejsko-himalajski</h1>
<p style="text-align: left;"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2014/12/12-Mt-Cook.jpg"><img class="aligncenter size-large wp-image-961" title="12 Mt Cook" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2014/12/12-Mt-Cook-1024x768.jpg" alt="" width="640" height="480" /></a>Wspinaczki tatrzańskie zaczął dość późno, bo w wieku lat 22, czyli w 1964 roku przymierzając się, wraz z Andrzejem Tarnawskim z KW Kraków, do dróg na Hali Gąsienicowej. Ale już w 1966, jako członek zwyczajny KW, został instruktorem taternictwa, a w 1974 instruktorem alpinizmu w Alpach Szwajcarskich. Po powrocie do kraju w 1982 roku obowiązkowo „zaliczył” dwa wejścia na Kazalnicę Mięguszowiecką, w 1982 jej Filarem i w 1983 drogą „Pająków” – oba razy ze swymi wcześniejszymi kursantami z ośrodka COS w „Betlejemce” na Hali Gąsienicowej. W sumie wyszkolił około 300 adeptów (i adeptek) wspinaczek wysokogórskich w Polsce i w Szwajcarii. W trakcie pierwszych wspinaczek poza-tatrzańskich dokonał, wraz z Maciejem Kozlowskim i Andrzejem Paulo w 1968 roku, pierwszego wejścia filarem Brugdommen w masywie Trolltindene w Norwegii, a w 1970 wszedł, wraz z Austriakiem Franzem … na Mt. McKinley (6150 m) na Alasce. (Było to ponoć 349 wejście na ten szczyt, według statystyki Alaskańskiego P.N.) W 1972 uczestniczył w pierwszym przejściu wschodnią granią Nevado Huarascaran Norte (6655 m) w Peru, wraz z 4-osobową ekipą GHM–Francja.</p>
<p> W latach 1976–1989 brał udział, wraz z KW Warszawa, w wejściach (rok 1976) na Kohe Sakhi (6400 m, 1 wejście) i Kohe Bandaka (6850 m) w Hindukuszu Afgańskim, w roku 1978 na przełęcz Makalu La (7410 m) w Himalajach gdzie biwakował z kilkoma kolegami, rezygnując z dalszego wyjścia na Makalu z powodu wichury; w roku 1986 wszedł wraz z Michałem Tokarzewskim, na Bhagirati I (6510 m) i Satopanth (7050 m) w Himalajach Garwalu. By zakończyć tę „najwyższą” część życiorysu wejściem, w 1989 roku, na Pik Korżeniewska (7135 m) w radzieckim jeszcze, Pamirze. Przeszedł większość “klasycznych” wielkich dróg alpejskich (w tym, w 1975 roku, wraz z Andrzejem Mierzejewskim, bodajże II przejście Filaru Droite “wprost” drogą Davay’a, oraz Grani Peuterey, zaczynając od drogi Gervasuttiego na Igle Gugliermina, “kombinacją” Yannicka Seigneura; w 1985 też z A. Mierzejewskim dokonał przejścia nie istniejącego już Filaru Bonattiego na Petit Dru; a w 1990 zrobił, m. innymi, “<em>Directe americaine</em>” (do tzw. “zaklinowanego bloku”) na Petit Dru, wraz z Gabrielem Archinardem z Genewy. W 1988 roku, w ramach rekonwalescencji po złamanym (na rowerze) obojczyku, udało mu się dokonać, wciąż wraz z A. Mierzejewskim, pierwszego polskiego przejścia południową ścianą Naranjo des Bulńas w hiszpańskich Picos de Europa.</p>
<p>Jeśli chodzi o “wyczyny” narciarskie, to w 1989 zjeżdżał ze szczytu Worobiowa (5700 m) w Pamirze, a w czerwcu 1993, na 51 urodziny, ze szczytu Mt Blanc (4806 m) w Alpach. W latach 1984-1990 prowadził narciarskie obozy wędrowne KW Kraków/Warszawa w Alpach Nadmorskich oraz w Gran Paradiso, a także francuskie (CAF) i szwajcarskie (CAAG) rajdy narciarskie po Tatrach Polskich. Przeszedł na nartach praktycznie wszystkie większe szlaki Alp, wchodząc przy okazji na prawie wszystkie ich szczyty 4000 metrowe. W 1965 był założycielem <strong>Akademickiego Klubu Taternickiego w Krakowie</strong>, a w 1968 współzałożycielem (i pierwszym prezesem) ogólnopolskiej <strong><em>Federacji </em>Akademickich Klubów Alpinistycznych (FAKA)</strong>. W 1980-81 był też prezesem <strong>Club Alpin Academique w Genewie (CAAG)</strong>. Od 1989 aż do „przejścia na emeryturę” w 2012 roku organizował – aż ponad 20 razy – lub współorganizował, <strong>Memoriał Jana Strzeleckiego</strong> w Narciarstwie Wysokogórskim, którego 1-szą edycję zresztą wygrał startując w parze z kuzynem, Romanem Gąsienicą-Samkiem. No i dokładnie w dzień Nowego Roku 2012 zakończył swą karierę taternicko-alpejsko-himalajską wejściem, wraz z Andrzejem Mierzejewskim i Andrzejem Kulą, na najwyższy szczyt Alp Południowych Nowej Zelandii,  Mt Cook, wys. 3754 metry. (Były też i „niższe” wyczyny, np. wejście w 1978 roku na szczyt piramidy Cheopsa – 138,75 m – w Egipcie, bodajże drugie takie polskie wejście, po wejściu nań Andrzeja Moroza w 1967 roku: potem tę niebezpieczną piramidę – zginął w wejściu na nią jeden z najlepszych przedwojennych himalaistów angielskich – ogrodzono wysokim płotem.)</p>
<p align="center"><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2014/12/19-mt-Cook.jpg"><img class="aligncenter size-large wp-image-963" title="19 mt Cook" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2014/12/19-mt-Cook-1024x768.jpg" alt="" width="640" height="480" /></a></p>
<p align="center">Na zdjęciu u góry: lodowiec Tasmana na Południowej Wyspie Nowej Zelandii; u dołu: fragment podejścia na Mt. Cook na N.Z.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://markglogg.eu/?feed=rss2&#038;p=952</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>HISTORIA MEMORIAŁU JANA STRZELECKIEGO W SKI-ALPINIZMIE</title>
		<link>http://markglogg.eu/?p=579</link>
		<comments>http://markglogg.eu/?p=579#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Apr 2013 12:14:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Alpinizm]]></category>
		<category><![CDATA[POLSKIE TEKSTY]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://markglogg.eu/?p=579</guid>
		<description><![CDATA[ HISTORIA 25 EDYCJI MEMORIAŁU JANA STRZELECKIEGO W SKI-ALPINIZMIE dr Marek Głogoczowski część I: opis zawodów Idea organizacji w Polsce zawodów w narciarstwie wysokogórskim pojawiła się pod koniec lat 1980, pod wpływem udziału członków sekcji narciarskich Klubów Wysokogórskich z Krakowa i &#8230; <a href="http://markglogg.eu/?p=579">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2 align="center"><strong> </strong><strong>HISTORIA 25 EDYCJI MEMORIAŁU JANA STRZELECKIEGO W SKI-ALPINIZMIE</strong></h2>
<p align="center"><strong>dr Marek Głogoczowski</strong></p>
<h2 align="center"><strong>część I: opis zawodów</strong></h2>
<div>
<p>Idea organizacji w Polsce zawodów w narciarstwie wysokogórskim pojawiła się pod koniec lat 1980, pod wpływem udziału członków sekcji narciarskich Klubów Wysokogórskich z Krakowa i Warszawy w zawodach <em>Trofeo Carlo Marsaglia</em> organizowanych we Włoszech. Na początku roku 1989 udało się połączyć aktyw obu tych Klubów we wspólnym wysiłku organizacyjnym i przy akceptacji TPN udało się rozegrać pierwsze zawody tego typu. Ponieważ kilka miesięcy wcześniej zginał tragicznie (patrz przypis*), w wieku 69 lat w Warszawie znany narciarz i taternik <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Strzelecki">Jan Strzelecki</a>, który w latach “realnego socjalizmu” był znanym, acz niechętnie tolerowanym opozycyjnym socjologiem oraz pisarzem, postanowiono nazwać tę imprezę Memoriałem jego imienia. Wzorem podobnych imprez organizowanych we Włoszech (a później i w innych krajach), na wysokogórskiej trasie, mającej zazwyczaj 1500-2000 m przewyższenia i 15-25 km długości, są wyznaczone odcinki podbiegu na czas, oraz odcinki zjazdu terenowego, na których też dokonywany jest pomiar czasu. Zawodnicy przebywają tę trasę w zespołach dwu osobowych, co wymaga wzajemnej ich współpracy. Punktację prowadzi się według specjalnej tabeli, według której najlepszy, mierzony w sekundach czas zjazdu otrzymuje liczbę punktów równą liczbie sekund najlepszego czasu podbiegu. Z proporcji najlepszych czasów podbiegu/zjazdu otrzymuje się mnożnik dla czasów zjazdu zespołów. Otrzymane w ten sposób punkty za zjazd w klasyfikacji ogólnej sumuje się z punktami (liczbą sekund) podbiegu na czas i wygrywa zespół, który zebrał najmniej punktów. (Dodatkowo odlicza się punkty za pokonanie odcinka fakultatywnego).</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>* Jak się dowiedziałem dopiero w 2003 roku od żony <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Strzelecki">Jana Strzeleckiego</a> Jadwigi, jej mąż był jednym z głównych doradców “Solidarności” końca lat 1980-tych. Zaledwie dwa miesiące przed jego zamordowaniem w Warszawie (w trakcie powrotu nocą Wisłostradą, fiatem 126-P, z przyjęcia w ambasadzie Niemiec gdzie ewidentnie został on „namierzony”), powrócił on ze stypendium naukowego w Szwecji i jako socjolog, od czasów jeszcze przedwojennych przekonany socjalista, zamierzał napisać książkę zachwalającą „szwedzką drogę” do kapitalistycznego socjalizmu. Według relacji pani Jadwigi, jej mąż po powrocie ze Szwecji się dowiedział, że rzeczonej książki nie wolno mu napisać i że „opiekę” nad nim przejmuje jakaś bardzo niebezpieczna tajna służba – patrz okoliczności jego śmierci podane w <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Strzelecki">Wikipedii</a>. Jak wiemy z historii, w zaledwie kilkanaście miesięcy po jego śmierci, rząd Mazowieckiego bez żadnych oporów ze strony Solidarności wprowadził sławne “reformy Balcerowicza”. Ówczesna, uzgodniona z MFW „kuracja szokowa” polskiej ekonomii z ”Socjalizmu modelem lirycznym” (tytuł pośmiertnie wydanej książki J. Strzeleckiego, napisanej w latach 1970-tych), nic wspólnego nie miała…</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
</div>
<p>W pierwszych zawodach, rozegranych 2 marca 1989 roku w górnej części Doliny Chochołowskiej, wzięło udział 13 zespołów, którym towarzyszył “samotny zawodnik” Andrzej Kuś z Rzeszowa, na nartach pozbawionych jeszcze fok. Ponieważ trasa przebiegała we mgle, więc były rozmaite przygody, kilka osób “spadło” (niegroźnie) z nawisu jaki się utworzył na grani Rakonia, a jeden z ostatnich zespołów pomylił na szczycie Wołowca drogę powrotną i zsunął się do&#8230; doliny Rohackiej po słowackiej stronie. Stąd przy pomocy Horskej Slużby, szpitala w Trstenie (wybity bark) i WOP-u powrócił koło godz. 11 wieczór do schroniska na Chochołowskiej. Te pierwsze zawody wygrała “familijna” para Marek Głogoczowski z Romanem Gąsienicą-Samkiem przed “wyczynową” parą Kazimierza Śmieszko z Jasiem Wolfem.</p>
<p>W czasie drugich zawodów, tym razem rozegranych na trasie Ornak – Tomanowy Szczyt i z powrotem, wzorem zawodów “Trofeo Marsaglia” we Włoszech zjazd rozegrano w zespołach powiązanych liną, co w Alpach ma chronić przed zaginięciem w ewentualnej szczelinie lodowcowej, ale w Tatrach tylko powodowało dość komiczne przygody (na przykład gdy zawodnicy objechali z dwóch stron małe drzewko, to automatycznie zderzali się za nim, co w Tomanowej przydarzyło się parze Chruściel-Ignac z Rzeszowa). W tych drugich zawodach wygrali “wyczynowcy” J. Wolf – K. Śmieszko, przed dwoma zespołami zagranicznymi, jeden z <em>Bergrettung</em> – rodzaj GOPR-u – w Tyrolu a drugi z Bormio we Włoszech (patrz wykaz pierwszych miejsc w Części II). Od tego drugiego wydania Memoriału impreza nabrała charakteru międzynarodowego i tak trwało to aż do 18-tej edycji Memoriału.</p>
<p>Trzeci Memoriał Strzeleckiego rozegrano w Tatrach Wysokich, punktem startu było schronisko w Roztoce, a zakończenie w schronisku w Pięciu Stawach, do którego zawodnicy musieli przenieść cały swój ekwipunek ze sobą przez przełęcz Szpiglasową. Zawody wtedy wygrali Austriacy Peter Schuler z Hubertem Shopfem, którzy już przed rokiem byli drudzy. (Najlepszym polskim zespołem okazała się być wtedy reprezentacja KW Kraków, Karol Życzykowski z Grzegorzem Kabałą.). Po oficjalnym zakończeniu imprezy było jeszcze huczne przyjęcie w schronisku w Pięciu Stawach, po czym następnego dnia część organizatorów wybrała się zbierać w dolince za Mnichem chorągiewki kierunkowe. Coś im to porządkowanie trasy nie wyszło, bo w tydzień po zawodach strażnicy TPN w kosówce nad Morskim Okiem znaleźli&#8230; zgubione przez “sprzątaczy”, pojedyncze nasze numery startowe.</p>
<p>W rok później zawody Strzeleckiego powróciły na Chochołowską, gdzie zostały rozegrane wspólnie z <em>Trofeo Carlo Marsaglia</em> organizowanym przez Ski Club w Turynie. Za niewielką (50 obecnych złotych) opłatą w TPN udało się imprezę rozszerzyć poza dolinę Chochołowską, aż po Starorobociański Wierch, co dla zawodników zagranicznych stanowiło dużą atrakcję, zwłaszcza że zawody rozegrane zostały we wspaniałej pogodzie. Na starcie znalazło się aż 42 zespoły, ale w najlepszych pięciu parach nie było – jak w przypadku innych dużych zawodów w ski-alpinizmie do lat 2010 – nikogo z Polski. Zwyciężyli Słowacy przed Włochami i Francuzami (patrz wykaz).</p>
<p>W ciągu następnych trzech lat, kiedy to zawody rozgrywane były w oparciu o schroniska kolejno na, Ornaku, Roztoce – Pięciu Stawach i Hali Chochołowskiej, TPN podniósł opłatę za zezwolenie na bardzo okrojone trasy z 50 do 700 złotych, więc zaczęliśmy szukać możliwości zorganizowania Memoriału poza Tatrami. Z kolegami z KW Kraków zrobiliśmy “podjazd” do dyrekcji Parku Babiogórskiego, ale Dyrektor odprawił nas z kwitkiem. I wtedy, siedząc smętnie przy piwie w zabytkowej, drewnianej karczmie “Rzym” w Suchej Beskidzkiej, podrzuciłem pomysł, który mi przyszedł jakiejś bezsennej nocy: a może by zorganizować “Strzeleckiego” w Czarnohorze na Ukrainie, gdzie już kiedyś byliśmy wraz ze Zjednoczoną Sekcją Narciarską KW Kraków/Warszawa? Jak obliczyłem, autobusem przez Słowację i Zakarpacie to tylko 400 km od Krakowa! “Szalony” pomysł, wsparty dawką piwa w karczmie “Rzym” w której Mefisto uwodził przecież Pana Twardowskiego, został zaakceptowany, w styczniu zrobiliśmy rekonesans na miejscu w Czarnohorze, a marcu wynajęliśmy autobus, wykupili vouchery i wyjechawszy o godzinie 19 w czwartek 10 marca z Krakowa dotarliśmy do miejscowości Koźmierczok na Zakarpaciu około 11 rano w piątek, by jeszcze po południu przygotować dojście do planowanej trasy zawodów. W sobotę udało się rozegrać zawody na rzeczywiście imponującej trasie, która biegła z leśniczówki Koźmierczok na Zakarpaciu do dawnej polskiej części Czarnohory, koło schroniska Zaroślak, obserwatorium botanicznego na hali Pażyżewskiej, przez najwyższy szczyt Czarnohory Howerlę (2060 m) i z powrotem do Koźmierczoka. Mnie jako kierownikowi wypadło stać przez 3 godziny na szczycie Howerli, ale w przeciwieństwie do Krzesanicy rok wcześniej, w Czarnohorze wciąż wieje, więc miałem małą przygodę gdy wylądowałem gołym tyłkiem w śniegu, przy próbie założenia dodatkowych gaci.</p>
<p>Przygodę miał także kierowca naszego autobusu. Z radości że dojechał, wypił z miejscowymi za dużo i zdemolował leśniczówkę, a gdy mu leśnik zaczął grozić bronią, to prosił by go zastrzelić, bo ma dwoje dzieci. Skończyło się tym że musiał zapłacić za wyrządzone szkody, a leśnik nam mówił, że kierowca miał szczęście że był Polakiem, bo gdyby był Rosjaninem to by go chyba wtedy zabili – i nie mielibyśmy z kim wrócić z tego uroczego zakątka Europy. W czasie zjazdu na czas z pod szczytu Howerli doskonale się spisał nasz kolega “Kurnia” –  Bohdan Kowalczyk z Łodzi (też lubi piwo), który w brawurowym stylu dołożył w zjeździe wszystkim obecnym na zawodach GOPR-owcom. W niedzielę po zawodach byliśmy (przynajmniej niektórzy) na drugim “dwutysięczniku” Petros Czarnohory i po obiedzie w zakarpackiej Jasini za 5 dolarów na głowę, ruszyliśmy, ze zregenerowanym po wcześniejszych przygodach kierowcą, w rejs powrotny do Polski.</p>
<p>W następnym roku wciąż boczyliśmy się na TPN i dlatego zawody zorganizowaliśmy na Słowacji, kilkaset metrów za polską granicą, w niewielkiej dolinie Łatanej, udostępnionej dla narciarzy przez TANAP, słowacki odpowiednik TPN. By na Słowację przejść oficjalnie, udało się załatwić odprawę celną na schodach schroniska na Chochołowskiej, na Rakoniu już czekała na nas Służba Graniczna bez nart i w dujawicy zjechaliśmy granią na przełęcz Zabrad, skąd był zjazd na czas oraz podbieg na stosunkowo krótkim odcinku doliny Łatanej. Powrót przez Rakoń w wichurze, która się wzmogła, był tak trudny, że niektórzy zakładali raki, ale za to w schronisku była potem wspaniała impreza, jako że było to jubileuszowe, dziesiąte wydanie Memoriału. Przyjechała Rodzina Strzeleckich, od samego początku sponsorująca te zawody, była góralska muzyka, wino się lało strumieniem, jeszcze o piątej rano muzycy kiwali się nad swymi basami i skrzypcami i pomimo tego nikt z nikim się nie “zderzył” (jak to się przydarzyło wcześniej).</p>
<p>Po kolejnych edycjach Memoriału, zorganizowanego, po raz wtóry na Hali Chochołowskiej a następnie w oparciu o schronisko na Ornaku, w roku 2001 stosunki z dyrekcją TPN na tyle się polepszyły, że znowu uzyskaliśmy bezpłatnie zezwolenie na organizację zawodów na terenie Tatr Wysokich. Trasa biegła ze schroniska w Roztoce, poprzez Pięć Stawów na Kozią Przełęcz, skąd był bardzo stromy, asekurowany przez 80 m liny poręczowej, zjazd na stronę Koziej Dolinki, poczym stromy podbieg na Zawrat, z którego trzeba było trafić – bo zawody odbywały się we mgle – na przełęcz Schodki (2065 m). Zjazd na czas ze Schodków do Dolinki Pustej był przygodą samą w sobie, jeden z zawodników, jadących w parze z naczelnikiem TOPR Janem Krzysztofem, po prostu&#8230; spadł kilkadziesiąt metrów z bardzo stromego startu i zgubił się we mgle, inny czołowy zespół nie skręcił – jak na starcie informowano – w drugiej bramce i “przeskoczył” prawie dziesięciometrowy uskok skalny, lądując szczęśliwie na stromym śnieżnym stoku poniżej. Ten XIII Memoriał Strzeleckiego miał charakter całkowicie wysokogórski, z koniecznością użycia raków, liny poręczowej, oraz wykazania się umiejętnością “wyczucia” terenu we mgle.</p>
<p>Wraz z XIV Memoriałem w roku 2002 nad zawodami pojawiły się chmury, tym razem stworzone nie przez dyrekcję TPN, ale przez “dążących do Europy” młodszych kolegów, którzy pragnęli narzucić tym Mistrzostwom Polski sztancę ujednoliconych zawodów o Puchar Europy, rozgrywanych w formie ciągłego “chamobiegu” od startu do mety, bez podziału na czasowe odcinki podbiegu i zjazdu. By zachować tradycję, nazwę zawodów zmieniono na “Klasyczne” Mistrzostwa Polski, by zaś upodobnić się do tej nowej, uproszczonej mody, podbieg na czas rozciągnięto na bardzo długim odcinku. Zawody rozegrano powtórnie w rejonie Pięciu Stawów, przy czym podbieg na czas zaczynał się już przy szałasie w Roztoce, a kończył na Schodkach. Ten liczący 5 kilometrów długości i 800 m deniwelacji podbieg słowacki zespół Dušan Trizna z Milanem Madajem ze Ski Club w Ziarskiej Dolinie przebiegli w niewiarygodnym czasie 53 minut. Niestety, na tydzień przed zawodami zmarł – po chorobie, której pierwsze symptomy ujawniły się rok wcześniej, podczas Memoriału w Pięciu Stawach – Henryk Wenerski, który od pierwszych zawodów był ich Sędzią Głównym, tak iż nastrój przy kolacji przy winie w Pięciu Stawach w 2002 nie był tak luźny jak w latach poprzednich.</p>
<p>W marcu 2003 udało się rozegrać nasze “X ‘Klasyczne’ Mistrzostwa Polski w Narciarstwie Wysokogórskim” startując z Ornaku, skąd zawodnicy biegli na czas na przełęcz Tomanową, i dalej, po trudnym przejściu (lina poręczowa, raki obowiązkowe) wprost na Ciemniak. Następnie przez Czerwone Wierchy aż do dol. Kondratowej, skąd wracano na Twardy Upłaz by dokonać tradycyjnego już zjazdu na czas do “Pieca”. Trasa miała w sumie 2150 m przewyższenia i te prawdziwie “ski-alpinistyczne” zawody udało się rozegrać we wspaniałej pogodzie. Nowością w ostatniej edycji Memoriału było utworzenie nowej grupy klasyfikacyjnej, złożonej z zespołów mieszanych żeńsko-męskich oraz żeńsko-żeńskich. W tej grupie najlepszym okazał się zespół Mgdalena Fiszer z KW Gliwice ze zmarłym kilka lat temu Protem Pakońskim z KW Kraków.</p>
<p>Trzeba podkreślić, że jak dotąd praktycznie wszystkie edycje Memoriału Strzeleckiego rozegrano na trasach, które choć w części się nie powtarzały (…). Jak sprawa Memoriału będzie wyglądać w przyszłości, nie wiadomo, naciski z Komisji PZA by “udziecinnić” (poprzez start od lat 12!) naszą imprezę, doprowadziły do jej wycofania z Pucharu Polski (który to Puchar, przez włączenie doń młodzików, trochę się upodobnił do zawodów “Koziołka Matołka” w Zakopanem). Tradycyjnych organizatorów – jak na przykład Heńka Wenerskiego – coraz bardziej ubywa, choć wciąż pomagają nam w organizacji – lub tylko pojawiają się na zawodach – ci, którzy w 1989 uruchomili naszą imprezę: z KW Warszawa Andrzej Ostrowski i Iwona Barecka, a z KW Kraków Karol Życzykowski, Grzegorz Kabała i nawet czasem i Józek Wala, który nam się “zagubił” w Warszawie.</p>
<p align="right">Zakopane, luty 2004, Kierownik aż 11 edycji Memoriału Strzeleckiego <strong><em>Marek Głogoczowski</em></strong></p>
<p><strong>Uzupełnienie, marzec 2013 roku.</strong></p>
<p>Jakoś udało nam się przebrnąć przez trudności organizacyjne opisane pod koniec powyższego sprawozdania. W marcu 2004 opad śniegu był tak gigantyczny, że o przejściu przez Rakoń na stronę słowacką do dol. Łatanej (gdzie po raz wtóry planowano zawody) nie było mowy i zawody rozegrano na trasie skróconej, w dol. Wyżniej Chocholowskiej do górnej granicy lasu, około 1500 m npm. W zawodach zwyciężyli Słowacy i podobnie było w rok później, w 5 Stawach, kiedy to po raz ostatni Słowacy startowali w Memoriale Strzeleckiego. Kolejny, XVIII Memoriał rozegrano z bazą na Ornaku, a ponieważ była znowu ogromna ilość świeżego śniegu, więc Dyrekcja TPN zgodziła się na bieg na czas do tak zwanego „Pieca” nad Polaną Adamicą i po obiegnięciu tej formacji zjazd, wciąż na czas, na tę Polanę. Natomiast Memoriał w roku 2007, rozegrany w rejonie Morskiego Oka i 5 Stawów był jednym z najciekawszych w całej historii tych zawodów. W doskonałej pogodzie na trasę wyszło aż 29 zespołów, a z Przełęczy Szpiglasowej zawodnicy zjeżdżali na linie, co ponoć połowa z nich robiła po raz pierwszy w życiu. Po tym zjeździe na linie był rozgrywany wspaniały slalom gigant w puchu na taflę Wielkiego Stawu, gdzie pod koniec szybkość zawodników zbliżała się do 100 km/godz. I zachowały się ładne, zrobione przez Witka Kaszkina, zdjęcia z gromadnego wejścia w słońcu, prawie 60 zawodników na fakultatywny szczyt Koziego Wierchu. Było to zbiorowe wejście na szczyt prawie jak w latach 1950-tych, gdy PTTK organizował zimowe „alpiniady”.</p>
<p>W roku następnym, w dol. Chochołowskiej pogoda była najgorsza z możliwych, na wysokości schroniska lał deszcz, a wyżej szalał huragan „Emma”, który właśnie tego rana zbliżył się znad Niemiec do Polski. Możliwości przełożenia zawodów na inny termin nie było, tyle już powstało innych zawodów ski-alpinizmu. Maciek Pawlikowski z TOPR zadecydował, że zawody się odbędą dokąd da się dojść, czyli do górnej granicy lasu. Powyżej lasu nie dawało się ustać na nogach a zawodnicy byli tak przemoczeni i zmarznięci, że czekanie przez nich przez kilkanaście minut na zjazd na czas groziło utratą zdrowia. Ten regulaminowy zjazd trzeba było zatem odpuścić. Kierownik zawodów, który „w oku cyklonu” przetrwał aż pół godziny, z radością po powrocie do schroniska wskoczył pod gorący prysznic. Kolejny XXI Memoriał rozegrano z bazą „tradycyjnie” na Ornaku. Ponieważ jednak nadająca się do rozegrania zjazdu na czas, dawna FIS-owska trasa zjazdowa z 1947  roku, z Gładkiego Uplaziańskiego aż poza „Piec” tak zarosła, że nie można nią już puszczać zawodników, więc Główny Organizator wymyślił coś nowego, na co dostał zgodę TPN. Mianowicie terenowy zjazd na czas z okolic Siwej Przełęczy w grzbiecie Ornaku do dol. Starej Roboty. Niestety w sobotę o 6 rano przed zawodami, na Ornaku było bardzo ciepło i w obawie przed lawinami w okolicach Siwej Przełęczy trasę skrócono, „awaryjny” zjazd rozegrano wzdłuż szlaku z przeł. Iwaniackiej do Pol. Iwanówka w dol. Chochołowskiej. Duża ilość śniegu na trasie tego trudnego zjazdu trochę chroniła przed nieplanowanymi spotkaniami z drzewami pod drodze i zawodnicy byli z tego emocjonującego zjazdu lasem, a potem wzdłuż potoka, bardzo zadowoleni nikt nie doznał nawet zadraśnięcia.</p>
<p>W roku następnym warunki śnieżne były bardzo nietypowe, brakowało śniegu w wyższych rejonach Tatr, za to dużo było go poniżej, tak iż zawody w oparciu o schronisko w Roztoce (schronisko w 5 Stawach było w 2010 roku nieczynne) zredukowano w partii wysokościowej, za to wzbogacono w  interesującą trasę fakultatywną w postaci super-zjazdu z Gęsiej Szyi na Polanę Rusinową. Kolejną próbę puszczenia Memoriału prze grań Ornaku, ze zjazdem z Siwej Przełęczy podjęto w 2011 roku, startując ze schroniska na Chochołowskiej. Ale i w tym roku brakło śniegu, tak że z trudem, praktycznie wykorzystując do tego jedyny możliwy dzień marca, rozegrano Memoriał na trasie ‘klasycznej” Grześ – Rakoń – Wyżnia Chocholowska. (Następnego dnia było już tak gorąco, że schodziły samorzutnie lawiny, z których jedna pozbawiła życia aż 3 osoby w okolicach doliny Pańszczycy.) No i wreszcie ostatni XXIV Memoriał, którego kierownictwo zbliżający się do 70-tki Marek Głogoczowski oddał w ręce pomagającego mu od wielu już lat kolegi Dominika Malca z Krakowa, został nareszcie zrealizowany na wymarzonej przez ustępującego kierownika trasie ze schroniska na Ornaku, przez grań Ornaku skąd był zjazd na czas do dol. Starej Roboty. I pogoda i warunki śniegowe tym razem dopisały, a na starcie się zameldowała rekordowa ilość 41 zespołów. Trochę jednak było zamieszania przy super-dokładnym pomiarze czasu, nie popartym niestety sprawdzaniem, czy zawodnicy przejechali wszystkie bramki. Cóż, nowoczesność wkroczyła i w ostępy tatrzańskie, demonstrując swą obecność nie tylko elektroniką ale i mnogością około startowych reklam.</p>
<p>No i w końcu ostatni, XXV Jubileuszowy Memoriał w Tatrach Wysokich, z ambitnym planem przejścia przez Przełęcz Szpiglasową. Na starcie stawiło się aż 54 zespoły. W dni poprzedzające spadło jednak ponad 50 cm śniegu i na zmienionej trasie najwyższym punktem była tzw. Gęsia Szyja (1489 m). Stąd był rozegrany imponujący, terenowy zjazd na czas na Rusinową Polanę. Jadąc szybko w koleinach trzeba było baczyć, by nie zahaczyć o kopny śnieg na poboczu, co prawie co trzeci zawodnik kończył efektownym saltem z lądowaniem na głowie w miękkim puchu. Tym razem organizatorzy z mnogością reklam na starcie nie przesadzili, każda bramka na zjeździe była pod kontrolą, główny organizator KW Kraków oraz nowy kierownik zawodów Dominik Malec spisali się znakomicie. A i wina nie zabrakło, były nawet zapomniane od kilkunastu lat wieczorne tańce, a były kierownik zawodów jeszcze o godzinie 3.30 nad ranem widział biesiadujące w sali głównej schroniska postacie.</p>
<p><strong> Podsumowanie</strong>. Jako odchodzący na emeryturę organizator zawodów z dumą muszę podkreślić, że na bardzo ograniczonym przez władze TPN terenie szlaków narciarskich Tatr Polskich udało nam się prawie za każdym razem przeprowadzić zawody na nie powtarzających się trasach. Dwa razy nawet odbyły się one za granicą – w odległej Czarnohorze na Ukrainie i bliskiej dolinie Łatanej na Słowacji. No i życzę młodemu pokoleniu narciarzy wysokogórskich trzymania się jak najdalej od lawin, które w Alpach pochłonęły kilku mych partnerów wycieczek narciarskich. (Patrz tekst mych wspomnień z ponad 50-lecia uprawiania ski-alpinizmu, który ma się ukazać w najbliższym numerze „Taternika”.) Nie mówiąc już o innych kontuzjach narciarskich. Tych było zdumiewająco niewiele w ciągu 25 edycji Memoriału Jana Strzeleckiego, w którym startowało – jak dokładnie to policzyłem – <strong>w sumie aż 1156 zawodników</strong>. Na tak duża liczbę uczestników były tylko dwa wypadki – jedno zwichnięcie i jedno złamanie nogi – które wymagały pomocy TOPR, przy czym na pierwszych zawodach w 1989 roku jeden z uczestników wybił sobie lekko bark zjeżdżając z Wołowca nietypowo na plecach aż na Słowację – ale następnie, wraz ze swym partnerem „zjazdu”, doczłapali na nartach do przedstawiciela <em>Horskej Slużby,</em> który im pomógł przedostać się – poprzez szpital w Trstenej – do Polski.</p>
<p><strong>Marek Głogoczowski</strong>, kierownik 20 edycji Memoriału im. Jana Strzeleckiego, 22 marzec 2013</p>
<p><em><br clear="all" /></em></p>
<h2 style="text-align: center;"><strong>część II:  </strong><strong>Wyniki</strong></h2>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">1989 r</span></strong><strong></strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Dolina Chochołowska – Grześ – Rakoń – Wołowiec – Wyżn. Chochołowska – Dol. Jarząbcza</span></strong></p>
<p>Startowało 13 zespołów 2 osobowych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I –   Marek Głogoczowski ,  Roman Gąsienica-Samek  ( KW Warszawa)</p>
<p>II –  Kazimierz Śmieszko  (Jelenia Góra),  Jan Wolf  ( KW Warszawa)</p>
<p>III – Ireneusz Kołcon  &#8211; Zbigniew Adamczyk  (KW Kraków)</p>
<p align="center">
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">1990 r</span></strong><strong></strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Ornak – Dol. Tomanowa – Tomanowy Wierch – Ornak</span></strong></p>
<p>Startowało 21 zespołów 2 osobowych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :    </span>I –   Kazimierz Śmieszko  (Jelenia Góra),  Jan Wolf  ( KW Warszawa)</p>
<p>II –  Paolo Rodigari,  Giancarlo Fauro (Bormio &#8211; Włochy)</p>
<p>III – Peter Schuler,  Hubert Schopf  (Schonwies, Tyrol- Austria)</p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">1991 r</span></strong><strong></strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Roztoka – Morskie Oko – Szpiglasowa Przeł. – Schr. w Pięciu Stawach Polskich</span></strong></p>
<p>Startowało 25 zespołów 2 osobowych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I –   Peter Schuler,  Hubret Schopf  (Bergretung Schonwies, Tyrol- Austria)</p>
<p>II –  Ewald Bauman,  Josef Vogele  (Bergretung Schonwies, Tyrol- Austria)</p>
<p>III – Grzegorz Kabała,  Karol Życzkowski ( KW Kraków)</p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">1992 r </span></strong></p>
<p><strong>IV MEMORIAŁ – wspólnie z XXII TROFEO CARLO MARSAGLIA</strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Dol. Chochołowska –Grześ – Rakoń – Wołowiec – Trzydniowiański – (Starorobociański)</span></strong></p>
<p>Startowało  42  zespołów 2 osobowych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I –   Ratislav Frank, Dusan Trizna (HS Ziar-Tatry)</p>
<p>II –  Stefano Coter,  Aurelio Massina  (Recastello-Bergamo, Italia)</p>
<p>III – Fabien Anselmet,  Stefane Anselmet (Ski Club Bonneval, France)</p>
<p>&nbsp;</p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">1993 r</span></strong><strong></strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Dol. Kościeliska – Czerwone Wierchy – Dol. </span></strong><strong><span style="text-decoration: underline;">Kondratowa – Dol. Małej Łąki – Ornak</span></strong></p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I –  Maciej Cukier,  Jan Tybor (TOPR &#8211; Zakopane)</p>
<p>II – Peter Schuler ,  Hubert Schopf  (Bergrettung Schonwies, Tyrol &#8211; Austria)</p>
<p>&nbsp;</p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">1994 r</span></strong><strong></strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Dol. Roztoki – Pięć Stawów Polskich – Szpiglasowy Szczyt – (Kozi Wierch) – Pięć Stawów </span></strong></p>
<p>Startowało 19 zespołów 2 osobowych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I –   Ratislav Frank,  Miroslav Surma  (HS &#8211; Ziarska Dolina)</p>
<p>II –  Peter Matos,  Tibor Navojovsky   (HS &#8211; Ziarska Dolina)</p>
<p>III – Maciej Cukier,  Jan Tybor (TOPR &#8211; Zakopane)</p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">1995 r</span></strong><strong></strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Chochołowska – Grześ – Wyżn. Chochołowska – Rakoń – Chochołowska – Grześ</span></strong></p>
<p>Startowało 20 zespołów 2 osobowych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I –   Michał Parocki,  Adam Matuszny  ( KW Kraków)</p>
<p>II –  Peter Mudran,  Juro Surma   (HS &#8211; Ziarska Dolina)</p>
<p>III – Lubo Suski,  Peter Antoska   (HS &#8211; Ziarska Dolina)</p>
<p align="center">
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">1996 r</span></strong><strong></strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Ornak – Dol. Kościeliska – Czerwone Wierchy – Kopa Kondracka – Dol. Kościeliska</span></strong></p>
<p>Startowało 25 zespołów 2 osobowych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I –   Milan Ciampor,  Rudolf Kapusta  (Zvolen, Slovensko)</p>
<p>II –  Michal Krolak,  Bohdan Budzak  (Stary Smokovec)</p>
<p>II – Jan Tybor,  Tomek Mikołajczyk-Gąsienica (GOPR Zakopane)</p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">1997 r</span></strong><strong></strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Czarnohora: Koźmierczok – Zaroślak – Pażyżewska – Howerla – Koźmierczok</span></strong></p>
<p>Startowało 12 zespołów 2 osobowych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I –   Grzegorz Tarczewski,  Olaf Grębowicz  (GOPR Karkonosze)</p>
<p>II –  Tomasz Piórkowski,  Jarosław Matras  (GOPR Podhale)</p>
<p>III – Bohdan Kowalczyk (KW Łódź),  Maciej Borowski  (KW Bielsko Biała)</p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">1998 r</span></strong></p>
<p><strong>X MEMORIAŁ – V Mistrzostwa Polski w Narciarstwie Wysokogórskim</strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Tatry Słowackie: Chochołowska – Rakoń – Dol. Łatana – Rakoń – Chochołowska</span></strong></p>
<p>Startowało 21 zespołów 2 osobowych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I –   Adam Matuszny (KW Kraków),  Stanisław Heczko (SK Ziarska Dolina)</p>
<p>II –  Jan Krzysztof,  Andrzej Lejczak  (TOPR Zakopane)</p>
<p>III – Vladimir Trizna ,  Milan Dancik  (SK Ziarska Dolina)</p>
<p>&nbsp;</p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">1999 r</span></strong><strong></strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Dol. Chochołowska – Grześ – Wyżn. Chochołowska – Rakoń – (Grześ) – Chochołowska</span></strong></p>
<p>Startowało 16 zespołów 2 osobowych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I –   Maciej Cukier,  Tomek Gąsienica-Mikołajczyk (TOPR)</p>
<p>II –  Maciej Borowski (KW BB),  Adam Gomola (KPT Gliwice)</p>
<p>III – Szymon Gąsienica,  Wojciech Mikołajczyk (TOPR)</p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">2000 r</span></strong><strong></strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Ornak – Dol. Kościeliska – Twardy Upłaz – Dol. Kościeliska – Ornak</span></strong></p>
<p>Startowało 27 zespołów 2 osobowych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I –   Martin Matušek,  Pavol Ilk  (Podbrezova, Slovensko)</p>
<p>II –  Igor Fabricjus,  Richard Ilk  (Podbrezova, Slovensko)</p>
<p>III – Adam Matuszny (KS Koniaków),  Marcel Svoboda (Mosty, Czechy)</p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">2001 r</span></strong><strong></strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Roztoka – Pięć Stawów – Dol. Kozia – Zawrat – Prz. Schodki – Schr. Pięć Stawów</span></strong></p>
<p>Startowało 19 zespołów 2 osobowych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I –   Maciej Cukier,  Tomasz Gąsienica-Mikołajczyk (TOPR)</p>
<p>II –  Milan Dancik,  Miro Dancik (Ski Klub, Ziarska Dolina, Slovensko)</p>
<p>III – Jan Konek,  Richard Skolka (Ski Klub, Ziarska Dolina, Slovensko)<strong><span style="text-decoration: underline;"> </span></strong></p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">2002 r</span></strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Roztoka – Dol. Pięciu Stawów – Prz. Schodki – Kozi Wierch – Schr. Pięć Stawów</span></strong></p>
<p>Startowało 26 zespołów 2 osobowych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I –   Dušan Trizna,  Milan Madaj (Ski Klub Ziarska Dolina, Slovensko)</p>
<p>II –  Milan Dancik,  Miro Dancik (Ski Klub Ziarska Dolina, Slovensko)</p>
<p>III – Adam Matuszny,  Adam Gomola (KS Koniaków)</p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">2003 r</span></strong></p>
<p style="text-align: center;">XV MEMORIAŁ – X “Klasyczne” Mistrzostwa Polski w Narc. Wysokogórskim</p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Ornak-Przeł. Tomanowa – Ciemniak – (Dol. Kondratowa) – Twardy Upłaz-Adamica -Ornak</span></strong></p>
<p>Startowało 28 zespołów 2 osobowych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I – Adam Matuszny,  Adam Gomola (KS Koniaków)<strong></strong></p>
<p>II – Marcin Nędza-Chotarski,  Andrzej Chrobek (KW Zakopane)</p>
<p>I (gr. miesz.) – Mgdalena Fiszer (KW Gliwice)  Prot Pakoński (KW Kraków<strong><span style="text-decoration: underline;"> </span></strong></p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">2004 r</span></strong></p>
<p style="text-align: center;">XVI MEMORIAŁ – XI “Klasyczne” Mistrzostwa Polski w Narc. Wysokogórskim</p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Schr. Chochołowska – ok. 1500 m npm. Wyż. Polana Choch. – pod Grzesia –  Chochołowska</span></strong></p>
<p>Startowało 23 zespoły, w tym 18 zespołów męskich, 5 mieszanych i żeńskich</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I – Miroslav Novak – Rudo Kapusta (James Spisz – Jasenovska Dolina, Sk)<strong></strong></p>
<p>II – Jacek Żebracki – Szymon Zachwieja (GOPR Podhale)</p>
<p>I (gr. miesz.) – Martina Doboszova – Vladimir Devaty (Ski Alp Suczany, Sk)</p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">2005 r</span></strong></p>
<p style="text-align: center;">XVII MEMORIAŁ – XII “Klasyczne” Mistrzostwa Polski w Narc. Wysokogórskim</p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Roztoka – 5 Stawów – Przeł. Kozia –Zawrat – Przeł. Schodki – Schr. 5 Stawów (Kozi Wietrch)</span></strong></p>
<p>Startowało 20 zespołów, w tym 13 zespołów męskich i 7 żeńskich oraz mieszanych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I – Peter Svatojansky – Milan Madaj (SKP Strbske Pleso – James Bobrovec)<strong></strong></p>
<p>II – Tomasz Gąsienica-Mikołajczyk – Maciej Gąsienica –Mikoł. (KW Zakopane)</p>
<p>I (gr. miesz.) – Aleksandra Buczyńska – Jędrzej Malinowski (KW Zak. – TOPR)</p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">2006 r</span></strong></p>
<p style="text-align: center;">XVIII MEMORIAŁ – XIII “Klasyczne” Mistrzostwa Polski w Narc. Wysokogórskim</p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Ornak – Pol. Zahradziska – „Piec” – Zahradziska – Ornak – (dol. Tomanowa) – Ornak</span></strong></p>
<p>Startowało 20 zespołów, w tym 14 zespołów męskich oraz 6 żeńsko-mieszanych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I – Adam Gomola – Mariusz Wargocki (Ks Kandahar – KW Zakopane)<strong></strong></p>
<p>II – Andrzej Bargiel – Szymon Stopka (Tatra Team)</p>
<p>I (gr. miesz.) – Justyna Żyszkowska – Helena Gąsienica.-Roj (Tatra T. – KW Zak.)</p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">2007 r</span></strong></p>
<p style="text-align: center;">XIX MEMORIAŁ –XIV “Klasyczne” Mistrzostwa Polski W Narc. Wysokogórskim</p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Roztoka – M. Oko – Przeł. Szpiglasowa – Szpiglas. W. – Wlk. Staw – (Kozi Wierch) – 5 Staw.</span></strong></p>
<p>Startowało 29 zespołów, w tym 18 zespołów męskich oraz 11 żeńsko-mieszanych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I – Mariusz Wargocki – Szymon Zachwieja (Tatra Team PKL – GOPR Szczawnica)<strong></strong></p>
<p>II – Jerzy Zachwieja – Tomasz Brzeski (GOPR Szczawnica – KW Nowy Sącz)</p>
<p>I (gr. miesz.) – Justyna Żyszkowska – Grzegorz Wiercioch (TKN Tatra Team)</p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">2008 r</span></strong></p>
<p style="text-align: center;">XX MEMORIAŁ – XV “Klasyczne” Mistrzostwa Polski w Narc. Wysokogórskim</p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Schr. Chochołowska – (ok. 1500 m npm. na Wyżniej Pol. Chochołowskiej – schr. Chochoł.</span></strong></p>
<p>Startowało 27 zespołów, w tym 15 zespołów męskich 1 żeński oraz 11 mieszanych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I – Szymon Zachwieja-Jerzy Zachwieja – GOPR Szczawnica)<strong></strong></p>
<p>II – Bartłomiej Golec – Aleksander Szwed (KS Kandahaqr – Katowice-Żywiec)</p>
<p>I (gr. miesz.) – Justyna Żyszkowska – Grzegorz Wiercioch (TKN Tatra Team)</p>
<p align="center"><strong><span style="text-decoration: underline;">2009 r</span></strong></p>
<p style="text-align: center;">XXI MEMORIAŁ – XVI “Klasyczne” Mistrzostwa Polski W Narc. Wysokogórskim</p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Ornak – przeł. Iwaniacka- Zadni Ornak- prz. Iwan.– pol. Iwan. – (dol. Starejroboty) &#8211; Ornak</span></strong></p>
<p>Startowało 29 zespołów, w tym 18 zespołów męskich oraz 11 żeńsko-mieszanych</p>
<p><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>    I – Mariusz Wargocki – Szymon Zachwieja (Tatra Team PKL – GOPR Szczawnica)<strong></strong></p>
<p>II – Jerzy Zachwieja – Tomasz Brzeski (GOPR Szczawnica – KW Nowy Sącz)</p>
<p>I (gr. miesz.) – Justyna Żyszkowska – Grzegorz Wiercioch (TKN Tatra Team)</p>
<p align="center"><strong>2010 r</strong></p>
<p style="text-align: center;">XXII MEMORIAŁ JANA STRZELECKIEGO w Narciarstwie Wysokogórskim</p>
<p align="left"><strong><span style="text-decoration: underline;">Schr. Roztoka – Schr. 5 Stawów – przeł. Schodki – schr. 5 Stawów – (Gęsia Szyja) – Roztoka</span></strong></p>
<p align="left">Startowało 21 zespołów 2 osobowych</p>
<p align="left"><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>     I. Mariusz Wargocki, Szymon Zachwieja (PKL, GOPR Szcz.) – zesp. męsko-męskie</p>
<p align="left">                        II.Przemek Sobczyk, Michał Stoch  (Tatra Team Zakop.) męsko-męski</p>
<p align="left">I. Katarzyna i Piotr Buczyńscy  (TKN Sokół, Zakopane)  zesp. miesz. i żeńskie</p>
<p align="center"><strong>2011 r</strong></p>
<p style="text-align: center;">XXIII MEMORIAŁ JANA STRZELECKIEGO w Narciarstwie Wysokogórskim</p>
<p align="left"><strong><span style="text-decoration: underline;">Schr. Chochołowska – Grześ – Rakoń – Pol. Wyżna Chocholowska – schr. Chocholowska</span></strong></p>
<p align="left">Startowało 31 zespołów</p>
<p align="left"><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>     I. Jacek Żebracki –  Szymon Zachwieja (PKL, GOPR Szcz.) – zesp. męsko-męskie</p>
<p align="left">                        II. Tomasz Brzeski – Jakub Przystaś  (KW Nowy Sącz – Tatra Team Zakop.)                               I,  Małgorzata Czeczot – Justyna Żyszkowska (UKA W-wa – TatraTeam) – żeńskie</p>
<p align="left">I. Maria Myślińska – Jan Myśliński (KW Zakopane) – pary mieszane</p>
<p align="center"><strong>2012 r</strong></p>
<p style="text-align: center;">XXIV MEMORIAŁ JANA STRZELECKIEGO w Narciarstwie Wysokogórskim</p>
<p align="left"><strong><span style="text-decoration: underline;">Ornak – Zadni Ornak – Dol. Starorobociańska – (Siwa Przeł.) – Polana Iwanówka – Ornak</span></strong></p>
<p align="left">Startowało 41 zespołów</p>
<p align="left"><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>     I. Tomasz Brzeski – Jakub Przystaś  (KW Nowy Sącz – Tatra Team Zakop.)</p>
<p>                        II. Jacek Żebracki –  Szymon Zachwieja (PKL, GOPR Szcz.) – zesp. męsko-męskie                   I.  Figura Anna – Korzeniowski Bartłomiej (KS Kandahar – Tatra T.) – zesp. miesz.</p>
<p>I.  Myślińska Maria &#8211; Tybor Anna (KW Zakopane) – zespoły żeńskie</p>
<p align="center"><strong>2013 r</strong></p>
<p style="text-align: center;">XXV MEMORIAŁ JANA STRZELECKIEGO w Narciarstwie Wysokogórskim</p>
<p align="left"><strong><span style="text-decoration: underline;">schr. Roztoka – Gęsia Szyja – Wodogrzmoty Mickiewicza – (dol. Roztoki) – schr. Roztoka</span></strong></p>
<p align="left">Startowało 54 zespoły</p>
<p align="left"><span style="text-decoration: underline;">Zwycięzcy :</span>     I.   Mariusz Wargocki – Marcin Piętka (KS Kandahar, GOPR Besk.) – I zespół męski</p>
<p>II.  Jacek Żebracki –  Przemysław Sobczyk (GOPR, KW Zak.) – II zespół męski</p>
<p>III.Figura Anna – Korzeniowski Bartłomiej (Kandahar – Tatra T.) – I zespół miesz.</p>
<p>V. Klaudia Tasz – Simona Triżnova (Skialp Bobrovec, Trab T. Sk) – I zespół żeński</p>
<p align="right"><em> </em></p>
<p align="right"><em>Opracował <strong>Henryk Wenerski </strong>w roku !998;</em></p>
<p align="right"><em>uzupełnił <strong>Marek Głogoczowski</strong> w roku 2013.</em></p>
<p> <strong>PS 2017</strong></p>
<p>Krótka informacja nt. Memoriału Strzeleckiego znalazła się na http://krakow.tvp.pl/29510594/malopolski-15032017 <strong>około 5 minuty</strong> reportażu &#8220;Ślizg małopolski 15.03.2017&#8243;</p>
<p><a href="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2013/04/MG-start-Strzekeckiego-2017.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1833" title="MG start Strzekeckiego 2017" src="http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2013/04/MG-start-Strzekeckiego-2017.jpg" alt="" width="983" height="568" /></a><strong></strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p align="left"><em> </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://markglogg.eu/?feed=rss2&#038;p=579</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
