PAN w Z-nem (58): „Syndrom Dobzhansky’ego” to ISTOTA Ruchu Antyszczepieniowego

Syndrom Dobzhansky’ego” to ISTOTA Ruchu Antyszczepieniowego

czyli

Kult TPD to „wirus kulturowy” Homo Imbecilis namnażający

Niektórzy naukowcy uważają, że”informacja” (nie materia) jest pierwotnym bytem, na którym zbudowany jest wszechświat” – Paul Dawies „Przegląd” 25/2021

Tak (bez)myślący naukowcy – oraz religianci – ZAPOMINAJĄ, że inFORMAcja bez jej podłoża MATERIAlnego nie ma racji bytu – ARYSTOTELES przed 2400 laty

3300 słów

Ot, co twierdził, ten zapomniany dzisiaj Arystoteles, o HIERARCHII w Przyrodzie, zwłaszcza tej Ożywionej:

Czym w danym bycie jest więcej formy (jest ona bardziej złożona) a mniej materii, tym zajmuje on wyższe miejsce w hierarchii. I tak: byty nieożywione takie jak np. kamień zawierają w sobie bardzo dużo materii i mają przy tym bardzo prostą i nieruchomą formę. Rośliny mają bardziej złożoną formę, która podlega powolnym zmianom. Zwierzęta mają jeszcze bardziej złożoną formę, która daje im możliwość ruchu i reagowania na zmiany. Wreszcie ludzie posiadają bardzo złożoną formę zwaną duszą, która posiada unikatową cechę bycia świadomym o samej sobie. (…) rozważając pierwszą przyczynę (sprawczą) ruchu (primus motor), Arystoteles postulował istnienie ducha, który poruszałby światem, tak jak dusza porusza ciałem. … Duch ten został utożsamiony z bogiem, …Biologia Arystotelesa miała charakter witalistyczny. Zakładała, że tym, co odróżnia istoty żywe od reszty rzeczywistości jest ucieleśniona dusza (przeciwstawiająca się siłom, wymuszającym rozkład wszystkich ustrojów mających formy bardziej złożone – MG 2021)

(W tym miejscu dodam, rozwijając myśl fizyka Edwina Schrödingera (1944), że ten arystotelesowski, ucieleśniony w zoon, czyli żywinie, „bóg, który porusza światem” posiada jak najbardziej ogólną nazwę PRZECIW-ENTROPII)

*

1. Jak ten, wyraźnie ZNIENAWIDZONY przez samo-unieruchomionych w ich pracowniach badaczy, „przeciwentropiczny witalizm” działa, to już w wieku lat 10-11 DOSTRZEGŁEM na sobie samym

Otóż był to w Polsce okres STALINIZMU i prawie cały rok szkolny 1952/53 spędziłem u dziadków, zakopiańskich górali. A oni na Nowy Rok otrzymali „Kalendarz Rolniczy 1953”, który u nich, nie czytany, po prostu leżał na stole. I ja, „czwartoklasista”, się w jego stalinowskich treściach rozczytywałem. Szczególnie mi się spodobał artykuł „Zimny wychów cieląt”. Chodząc zaś do lokalnej szkoły podstawowej zimą, przy rano blisko -20 stopniowym mrozie, odziany tylko w gruby sweter z góralskiej wełny (gryzącej mnie przez flanelową pod nim koszulę), sobie jako szczeniak myślałem, ze jestem takie „cielę” na zimno hodowane.

Oczywiście, mając takie „stalinowskie” doświadczenie z wczesnej mej młodości, mieszkając już w Krakowie w okresie gdy nas obowiązkowo szczepiono (na gruźlicę, jak pamiętam), doskonale rozumiałem na czym polegają szczepienia, że narażenie naszego organizmu na osłabiony czynnik chorobotwórczy wywołuje jego reakcję w postaci powstania odporności na zwiększone dawki tegoż szkodliwego czynnika. Dzieje się to dokładnie tak jak w wypadku tych „stalinowskich” cieląt, narażanych na „chorobotwórcze” zimno, u których wzrasta odporność na przyszłe choroby. (Oczywiście z tym „zimnem”, jak i z innymi „osłabionymi czynnikami chorobotwórczymi” nie należy przesadzać, o czym zarówno hodowcy bydła, jak i szczepiący nas lekarze doskonale wiedzą – niestety jest to rzecz „absolutnie nie do pojęcia” dla rzesz współczesnych „antyszczepienników”. O czym w pkt. 3.)

Stąd też, przebywając w trakcie mej „późnej młodości” (w wieku lat 27-30) w środowisku akademickim USA, po wielokroć byłem zdumiony, do jakiego stopnia tamtejsza „zasiedziała” biała ludność – i to w szczególności jej „naukowe elity” – utraciła intelektualną zdolność do precyzyjnego rozróżniania między ożywionymi i nieożywionymi przedmiotami (przypominam, intelekt pochodzi od łac. inter legere – czytać pomiędzy, rozróżniać). Pod wpływem tych osobistych doświadczeń już wtedy, przed dokładnie 50 laty, na łamach paryskiej „Kultury” starałem się tłumaczyć to zjawisko „entropii myślenia”, naturalną chęcią przystosowania się ludności USA do ULTRA ZMECHANIZOWANEGO, WYGODNEGO trybu życia, w super-zurbanizowanym otoczeniu. Nawet na ten temat na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley napisałem mą całą Meta-Ph.D. ThesisThe Not-Too-Divine Comedy” (1972).

Po powrocie zaś do Europy, to NAUKOWYM BODŹCEM, który w połowie lat 1970 zadecydował o mej przyszłej naukowej – nazwałbym ją obecnie z dumą PRZECIWENTROPICZNEJ – karierze w zakresie Nauk o Życiu, było szczere przyznanie się, znanego amerykańskiego pisarza na tematy ewolucyjne, Teodozjusza Dobzhansky’ego, że NIE ROZUMIE ON „dlaczego mięśnie, wskutek ich zmęczenia wysiłkiem nie słabną, ale ulegają wzmocnieniu?” Jak zauważyłem to w czytanej podówczas przeze mnie jego książce, Dobzhansky W OGÓLE nie uwzględnił tego, SUPERPOWSZECHNEGO przecież zjawiska fizjologicznego, w promowanej przezeń „Syntetycznej Teorii Ewolucji”!

Po takich mych doświadczeniach życiowych, zarówno wczesnej jak i średniej młodości, dość łatwo było mi przyswoić sobie, już w wieku lat 30-40 gdy mieszkałem w Genewie, sformułowaną przez Jeana Piageta koncepcję kolejnych etapów rozwoju psychologicznego u dzieci. Ten szwajcarski psycholog, będący biologiem ze swego podstawowego wykształcenia, na podstawie obserwacji rozwoju swego własnego potomstwa, wyszczególnił stadia formowania się u niego podstawowych wyobrażeń o otaczających je przedmiotach (choćby precyzyjnego odróżniania prostokąta od podobnej figury mającej 5 kątów, w kształcie otwartej pocztowej koperty; patrz na ten temat elegancki film Alaina Tannera, streszczony symbolicznie tutaj).

W tym JAKOŚCIOWYM opisie kształtowania się u dzieci, coraz bardziej udoskonalonego zrozumienia otaczającego je świata, niezwykle istotną była obserwacja Piageta, że jeśli młode osoby – w tak zwanym „wieku krytycznym” ich wzrostu – z jakichś przyczyn, zostaną niedopuszczone do wykonywania odpowiednich czynności ruchowych, to w późniejszym okresie życia nie będą już w stanie nadrobić tej „niedoróbki” ich psycho – sensomotorycznego rozwoju. (Znanym przykładem są tutaj, znajdywane także i w Europie, tak zwane „dzikie dzieci”, wychowane od wczesnego wieku przez zwierzęta – gdy znalazły się one w „cywilizacji” w wieku lat około 7-10, to nie były one już w stanie wyrobić u siebie zdolności posługiwania się „ludzkim” językiem.)

Ta sprawa, do jakiego stopnia rozwój poszczególnych umiejętności człowieka jest zależny od ćwiczeń przezeń wykonanych w tak zwanych „krytycznych” okresach jego wzrostu, jest znana specjalistom w zakresie edukacji. We francuskim popularnonaukowym „La Recherche” znalazłem nawet wynik badań wskazujących numerycznie, jak nauka gry na instrumencie strunowym już w wieku lat 5–13, zwiększa znacznie ilość w mózgu neuronów, reagujących na podrażnienie małego palca lewej ręki (którym naciska się strunę by zmienić wysokość wydawanego przez nią tonu), w porównaniu z osobami które na takich instrumentach nie grają (sujet moin). W sytuacji gdy ktoś się nauczył grać na skrzypcach w późniejszym wieku, już tak silnej reprezentacji w mózgu „czułości” swego małego palca on nie osiągnie:

Duża liczba neuronów w mózgu, które się rozwijają szczególnie silnie u osób które w młodości „zabawiają się” nie tylko grą na instrumentach muzycznych, ale i najrozmaitszymi sportami – a w wieku do około 20 lat i rozwiązywaniem zadań z matematyki i fizyki – powoduje oczywiście arystotelesowskie wzbogacenie się FORM struktury neuronalnej mózgu tak „samowychowującej” się osoby. A to STWARZA u niej, już w wieku wczesnodorosłym, w miarę szerokie wyobrażenie sobie nie tylko otaczającego ją świata, ale i wewnętrzne zrozumienie (zwane introspekcją) jej własnych, wymuszanych przez związaną z wiekiem fizjologię, zachowań.

2. Tutaj pozwolę sobie przypomnieć w skrócie – jako że repetitio mater studiorum est – co na temat mechanizmu powstawania tych WYUCZONYCH skojarzeń pisałem już cztery lata temu

Mianowicie w artykule „Jean Piaget: nawet mikroorganizmy myślą – i MEGA konsekwencje tego faktu ‘mikro’”– artykule który powstał po mym „zderzeniu się” z „ Autystyczną Rzeczywistością VIII Wrocławskich Konfrontacji Psychologicznych” (Instytut Psychologii UWr, 26 kwiecień 2017) zauważyłem:

> (…) Jean Piaget całą swą teorię pojawiania się, wymuszonych przez nieustające, zazwyczaj samorzutne ćwiczenia się dziecięcego organizmu, kolejnych faz rozwoju jego osobowości, streścił w sławnej formule « la réequilibration majorante des perturbations advenues » – czyli po polsku „wyrównanie z nadkompensacją zaburzeń homeostazy organizmu”. (…) Wjęzyku laików „wyrównanie z nadkompensacją”oznacza lamarckowską HIPERTROFIĘ organu, którego „spokój” (homeostaza) została zaburzana w jakiś sposób.To początkowo tylko ILOŚCIOWE zjawisko w pewnym momencie przechodzi – w sposób całkowicie biochemiczny – w nową JAKOŚĆ zachowania się organizmu.Warto przy okazji przypomnieć, że ten negowany przez „zmatematyzowanych przyrodników” (kartezjan, maltuzjan, neodarwinistów) fakt zaczęli dostrzegać dopiero marksiści, postulujący nie-liniowe zachowania się wielkich mas ludzkich.

> W jaki sposób odpowiedni trening prowadzi do powstawania zachowań, zezwalających na lepsze przystosowanie się do otoczenia? Tutaj znowuż odpowiedź jest bardzo prosta, w trenowanym organizmie następują SPONTANICZNE ASOCJACJE – czyli SKOJARZENIA – poruszeń, w tym poruszeń zmysłów wywołanych ich IRYTACJĄ, występującą jednocześnie lub w powtarzającej się kadencji. Są to sławne odruchy warunkowe Pawłowa, pozwalające na przykład psu lepiej antycypować, poprzez wydzielenie śliny oraz kwasów żołądkowych, na pojawienie się oczekiwanego przysmaku.

> Otóż już blisko 40 lat temu, w trakcie robienia doktoratu z genetyki populacji na Uniwersytecie Genewskim, jako z wykształcenia fizyk i to ciała stałego, pozwoliłem sobie dokonać bardzo prostego SKOJARZENIA. Mianowicie wyuczone przez nas w młodości odruchy warunkowe – chociażby te w formie artykułowanej w jakimś języku mowy – są zachowywane przez całe następne dziesięciolecia. A jeśli powiążemy ten fakt, z biochemiczną zasadą, że wszystkie miękkie „białkowe” struktury organizmu są odnawiane co kilka tygodni, lub co najwyżej miesięcy, to otrzymujemy logiczny wniosek, że niezbędne do konstrukcji odruchów warunkowych nowe bio-struktury MUSZĄ powstawać na poziomie znajdujących się w jądrze komórkowym „matryc” genetycznych, służących do cyklicznej regeneracji tych białek.

> Od strony „technicznej” takie struktury genetyczne, kodujące wyćwiczone odruchy, winny powstawać w identyczny sposób jak SZTUCZNE ODRUCHY WARUNKOWE, które inżynierowie wymuszają u np. bakterii „zatrudnionych” przy produkcji znanych leków, choćby insuliny. (…):

> Mówiąc jak najbardziej ogólnie, organizmy żywe działają jak metamaszyny, które (w miarę ich używania) samoczynnie naprawiają i ulepszają ich nie-krytycznie uszkodzone elementy. Zarówno wielki organizm słonia jak i pojedyncza jego komórka jest to biochemiczny SYSTEM, reagujący na jego podrażnienia (IRYTACJE) poprzez REGENERACJĘ i NADREGENERACJĘ (hipertrofię), a następnie i ASOCJACJĘ (skojarzenie) tych z(nad)regenerowanych jego elementów. W skrócie IRNAlub elegancko po angielsku IRSA(SSuperregenearation). Ten System IRSA jest podstawą INTELIGENCJI ŻYWINYboć przecież samo to słowo się wywodzi od inter-ligare, czyliłączyć między sobą” reakcje na bodźce występujące jednocześnie lub w sekwencji.(…)

> (…) Tutaj pozwolę sobie podać przykład jak nie tylko dziedziczy się predyspozycję do powtarzania w młodości odruchów WYUCZONYCH przez naszych przodków, ale także dziedziczy się tendencję do „zapominania” odruchów, które już od tysięcy lat nie były wykorzystywane przez naszych rodziców bezpośrednio po ich porodzie. Otóż na zdjęciu poniżej pokazany jest silny odruchowy „małpi chwyt” urodzonych w 7 miesiącu ciąży wcześniaków. Ten chwyt, niezbędny do przytrzymywania się noworodka na plecach matki, już nie występuje u niemowląt urodzonych normalnie, w 9 miesiącu ciąży:

> (…) Współpracując wtedy (lata 1979-81) ze Szkołą Epistemologii Genetycznej w Genewie, oraz z kilkoma młodymi biologami molekularnymi na Uniwersytecie Paryż VII, już ponad 35 lat (obecnie 40!) temu w artykule „Open Letter to Biologists”, opublikowanym w periodyku „Fundamenta Scientiae(Oxford, no 2/2, 1981) wskazałem, że zapamiętywane przez dziesiątki lat odruchy warunkowe, MUSZĄ BYĆ kodowane za pomocą precyzyjnych modyfikacji DNA oraz RNA. A to ze względu na Dogmat Biologii Molekularnej (…):

> Niespójność głoszonych teorii z zasadami logiki, oraz z dobrze obserwowalnymi faktami, nie przeszkadza zarówno neodarwinistom jak i kreacjonistom prowadzić BEZPŁODNE dyskusje na temat ŚWIĘTEJ EWOLUCJI. Obie te, na pozór się zwalczające „partie religijno-naukowe” pilnie starają się nie dostrzegać nie-losowego faktu STWARZANIA, przez organizmy, nowej BIO-INFORMACJI, w szczególności w sytuacji ich pobudzeniado tej czynności odpowiednią IRYTACJĄ: po mym kolokwium na Uniwersytecie Paris VII w styczniu 1981, zatytułowanym „Czy komórki potrafią się uczyć”, dyrektor Instytutu Biologii Molekularnej, profesor François Chapeville (oryginalnie Chrapkiewicz, skądinąd to znajomy mej rodziny) powiedział, że nie życzy sobie debat oraz badań w Instytucie na ten temat.

> Także po mym, niewątpliwie INTELIGENTNYM – tj. antycypującym skutki – powrocie do PRL-u w kwietniu 1982 roku zauważyłem, że mój prosty argument, że powstawanie bardziej złożonych odruchów warunkowych wymaga wybiórczego wzmocnienia i połączenia ze sobą kodujących te nowe odruchy genów, nie znalazł uznania wśród „poznawczo śpiącej” elity biologów na UJ w Krakowie. Także szef filozofów na Uniwersytecie Warszawskim, Władysław Krajewski, zaznajomiwszy się wtedy z mym „Open letter to biologists”, ze smutkiem mi powiedział, że on (ONI?) mego „genetycznie witalistycznego poglądu” nie mogą zaakceptować. (Ten mój pogląd, jak mi wtedy napisał Leszek Kołakowski z All Souls College w Oxfordzie, jemu emigrantowi się spodobał; w 40 lat zaś później, do wskazanej przeze mnie koncepcji bio-ewolucji, astrofizycy OSTROŻNIE zaczynają wracać – patrz Paul Dawies cytowany na wstępie.)

W tym miejscu pozwolę sobie podkreślić, że BIOCHEMICZNA KONIECZNOŚĆ istnienia zjawiska REGENERACJI wszystkich, nie krytycznie uszkodzonych narządów mikroskopijnych zazwyczaj żywych komórek– w tym i RNA oraz DNA – jest zapewniona właśnie przez ich ODWIECZNĄ KOMÓRKOWĄ FORMĘ: błona komórkowa, izolującą zawartość komórki od ciągłych zagrożeń jej bytu przez czynniki zewnętrzne, po prostu WYMUSZA regenerację (i nadregenerację, będącą rodzajem odruchu warunkowego) tej komórki uszkodzonych składników – w tym i „starzejących się” jej elementów białkowych. Stąd przecież mamy cykliczną, zazwyczaj co kilka tygodni, odbudowę praktycznie wszystkich materiałów, z których te komórki są zbudowane:

(Stąd prawdopodobieństwo przypadkowego STWORZENIA, w odległej przeszłości, pierwszej żywej komórki, z punktu widzenia fizyki jest całkowicie nieprawdopodobne, J. Ninio, 1979)

> (…) W sumie, to całe bogactwo przeciwentropicznych strategii ZACHOWYWANIA i WZBOGACANIA – wyraźnie w NIESKOŃCZONOŚĆ – IN-FORMACJI charakteryzującej ustroje ożywione, opiera się na biochemicznych konsekwencjach procesu „wyrównania z nadkompensacją” szkód poniesionych, przez posiadające FORMĘ KOMÓRKOWĄ organizmy, w trakcie ich oddziaływań z otoczeniem.

> To zjawisko nie-losowej KREACJI INFORMACJI przez ZOON, było tematem przemówienia „Znaczenie odpowiedzi genomu na rzucone mu wyzwanie”, wygłoszonego w 1983 roku przez 81 letnią wtedy Barbarę McClintock, z okazji otrzymania przez nią wtedy Nagrody Nobla z Biologii. Ta amerykańska uczona zaobserwowała bowiem, już w latach 1940 – czyli 40 lat wcześniej – przy użyciu zwykłego mikroskopu, że w badanych przez nią nasionach kukurydzy występują „reorganizacje genomu wywołane pewnym „szokiem” (dziś zwanym HORMEZĄ), który wymusił na nim jego przebudowę, mającą na celu przezwyciężenia zagrożenia jego bytu” (Szczegóły w „Przeciwentropia to Pierwszy Motor Stworzenia”, 2019)

Sumując:

Przyroda Ożywiona (Zoon) jest nie tylko NIEŚMIERTELNA, ale w swych cyklicznie odtwarzanych, WIELOKOMÓRKOWYCH FORMACH, jest ona STWÓRCĄ IN-FORMACJI (do czego dochodzi w sytuacjach narzucenia jej „wyzwań egzystencjalnych” – patrz McClintock, 1983 oraz T. Łysenko w ZSRR kilka dekad wcześniej)

3. Problem „Syndromu Dobzhansky’ego” charakteryzującego CAŁOŚĆ ruchów antyszczepiennych dzisiaj.

Jak w świetle powyższych NIE CHCIANYCH, zarówno przez „kościelnych” jak i „darwinistów”, INFORMACJI, wygląda dzisiejsza „wojna antyszczepienników” z coraz bardziej widoczną koniecznością anty-covidowych szczepień?

Otóż w „zajawce” mej pracy doktorskiej „Antyzoologizm filozofii Noama Chomsky’ego” (2002) podałem taką oto genezę tej, dziś prawie obowiązkowej, poznawczej patologii nowoczesnych nauk:

a także:

Na początku XX wieku został ZMYŚLONY, głównie przez anglosaskich genetyków, sprzeczny z lamarckowską „Filozofią Zoologii” (1809) DOGMAT, postulujący całkowitą niezależność genów, kontrolujących zachowanie się istot ożywionych, od zachowania się tych istot w okresie trwania ich życia. Popularność tego, prawie religijnego Dogmatu Naukowego, w żądnym panowania nad światem USA przyczyniła się do tego, że wychowany w młodym ZSRR, Teodozjusz Dobzhansky, po emigracji do Ameryki w roku 1927, zajmując się zawodowo doskonaleniem Neodarwinowskiej Teorii Ewolucji, przestał się w ogóle interesować praktycznym, codziennym zachowaniem się istot żywych, włączając w to i siebie samego. Tylko taką specyficzną, „naukowo-religijną abnegacją”, potrafię wytłumaczyć Dobzhansky’go niechęć do poznania głębszej przyczyny, dlaczego na przykład mięśnie, po ich przeciążeniu pracą, mogącą wywołać nawet poważne ich uszkodzenia (np. zerwanie nie rozgrzanego mięśnia, czego kiedyś na wspinaczce doświadczyłem) regenerują się w ich WZMOCNIONEJ FORMIE.

Ta, coraz bardziej powszechna NIECHĘĆ DO PRECYZYJNEJ SAMO-OBSERWACJI, w żyjącym w wyjątkowym komforcie w społeczeństwie czczącym Technikę, Pieniądz oraz komfort przysłowiowej Dupy (TPD) uległa znacznej hipertrofii. Jak narzekał w swych licznych publikacjach mój starszy kolega, też jak ja alpinista, główny radiolog Polski Zbigniew Jaworowski, ludzie, zwłaszcza ci wychowani religijnie, przestali być świadomymi tego, że nawet dość silne napromieniowania jądrowe ludności, zamiast u tej ludności wywoływać najrozmaitsze choroby, w tym szczególnie raka, to dokładnie na odwrót, przyczyniają się do tak „źle” potraktowanej ludności ogólnie lepszego zdrowia oraz długowieczności. Patrz fragment ukraińsko-polskiego opracowania skutków wzmożonej radiacji po katastrofie w Czarnobylu (CZAES; gormezis = hormeza, klatki = komórki, opuchlizna = nowotwór):

Te, wżerające się w nasze ciała, w dużych dawkach niewątpliwie szkodliwe dla naszego wnętrza napromieniowania, pochodzące czy to z kosmosu czy z ziemskich źródeł, warto porównać do toksyn chemicznych, jakie wszczepiają nam służby medyczne wszystkich obecnie krajów na świecie. A nabożnie WYSTRASZENI antyszczepiennicy wykorzystują obecną, w znacznym stopniu sztucznie rozdmuchaną obecną pandemię, by głosić – bez żadnej przesady – nadchodzący ARMAGEDDON jaki czeka zaszczepioną, przeciw Covid19, ludność.

Cytuję z niedawnego artykułu „THE END – Koniec Świata. Epilog.” mieszkającego w Australii Ryszarda Opary, który w latach 1970 ukończył Wojskową Akademię Medyczną w Łodzi:

Nasze obawy (Doctors for Covid Ethics) wynikają z wielu rozmaitych dowodów, odnośnie naukowo udowodnionego faktu: Białko Kolcowe” SARS-CoV-2, nie jest pasywnym białkiem; jego produkcja i obecność, powoduje zaburzenia krzepnięcia krwi oraz wiele poważnych zagrożeń; zakrzepicę żył mózgowych, płuc i serca, które powodują (zawsze) stan, zagrożenia życia – wymagający natychmiastowej pomocy lekarskiej. (…) Bierzemy pod uwagę fakt, że mamy absolutnie wiarygodne wyjaśnienia, problemów zakrzepowo-zatorowych – niepożądanych reakcji na szczepionki, (…) najbardziej właściwe i uzasadnione wnioski powinny być: są to reakcje poważne, śmiertelne a wszystkie niebezpieczeństwa należy dobrze zrozumieć i wykluczyć przed masowym użyciem wszystkich szczepionek opartych na genach.”

Do którego to „Listu Otwartego” wysłanego w lutym br. do Europejskiej Agencji Leków, podpisanego przez aż 99 (jak policzyłem) sygnatariuszy, można dodać bardzo podobne opinie profesorów Romana Zielińskiego z ISO w Polsce, notoryczną Judy Mikovitz z USA czy Suharit Bhakdi z Niemiec. Ich opinie sumuje krótko Bryam Bridle: Szczepionki to „wielki błąd” – białko kolczaste jest niebezpieczną „toksyną”, dostaje się do krwi gdzie krąży przez kilka dni po szczepieniu, gromadzi się w narządach i tkankach, w śledzionie, szpiku kostnym, wątrobie, nadnerczach i w dość wysokich stężenia w jajnikach”

Bridle celnie zauważa, że to „białko kolczaste” rezyduje w naszych organizmach zaledwie kilka dni, będąc szybko neutralizowane przez „wewnętrzną policję” jaką stanowią krążące w naszym jestestwie limfocyty. Niestety wskazani powyżej „antyszczepiennicy” zdają się wierzyć, że szkody wyrządzone, w tym krótkim czasie, przez to „białko S” są w znacznej mierze NIEODWRACALNE, że nie istnieje przeciwentropiczny automatyzm szybkiej „regeneracji z nadkompensacją” nie krytycznie uszkodzonych tkanek!

Zachowują się oni dokładnie tak jak ten „zamerykanizowany” Dobzhansky przed półwieczem, który zbudował całą Syntetyczna Teorię Ewolucji, pomijając fakt, że organy zużywane/zniszczane w trakcie tak zwanej „walki o byt”, REGENERUJĄ SIĘ Z NADKOMPENSACJĄ. (Jest to rzecz dobrze znana wszystkim sportowcom, włączając mnie samego: jednak pełna regeneracja, zerwanego przed 10 laty, mięśnia w mej łydce trwała aż 3 miesiące!)

Jak wygląda sprawa postulowanej szkodliwości szczepionki „opartej na genach” co ostatnio postulował Ryszard Opara? Otóż problem z tym m(messenger)RNA, obecnym w niektórych szczepionkach jest bardzo prosty, cytuję ze swych niedawnych komentarzy:

Raz wysłany (czy to z jądra komórki, czy to pochodzący ze szczepionki,w której to mRNA jest w otoczce lipidowej, tj. tłuszczowej) do tzw. rybosomów mRNA nie może już z nich wydostać, bo w tych rybosomach – zazwyczaj za pośrednictwem “skopiowanego” zeń t(transferu)RNA – przez okres zaledwie kilku(nastu) godzin, jest on “matrycą” do syntezy zakodowanego na nim białka. Po czym zostaje to mRNA (i jego kopie tRNA) po prostu w nich zdegradowane.

A po zaniknięciu mRNA, niezbędnego do syntezy ‘białkaS’, to to białko dość szybko – w ciągu co najwyżej kilkunastu dni – zostaje zneutralizowane (patrz Bryam Bridle) . Stąd przecież konieczność “doćwiczenia” reakcji rozpoznania i neutralizacji, przez limfocyty, tego ‘obcego białka’ poprzez powtórne wstrzyknięcie po kilku tygodniach, syntetyzującego to ‘białkoS’ mRNA!”

W powyższej optyce, czytane przez mnie ostrzeżenia „grupy Bhakdiego”, że w tydzień po szczepieniu AstraZeneca, u zaszczepionych występuje silniejsza, niż na tydzień przed zaszczepieniem, tendencja do wyższej krzepliwości krwi są niedokładne: w Australii zbadano tę sprawę dokładniej i okazało się, że przez okres od 4 do 20 dni po zaszczepieniu tą AZ rzeczywiście występuje taka tendencja do wzrostu tej krwi krzepliwości, ale następnie ta tendencja zanika: stąd ostrzeżenie tamtejszych władz, by nie latać samolotem w tym poszczepiennym okresie. W sumie możemy dość brutalnie powiedzieć, naśladując starożytnych, że także w wypadku szczepień na Covid 19, CO CIĘ NIE ZABIŁO TO CIĘ WZMOCNI. Żadnych, ujawniających się po powiedzmy, 4 latach, negatywnych skutków szczepień (autyzm, alzheimer, etc. jakimi straszy ta Judy Mikovitz) nie należy się spodziewać. Raczej dokładnie na odwrót, tak jak w wypadku nawet średnio silnych nuklearnych napromieniowań, należy się spodziewać poprawy ogólnego stanu zdrowia ludności.

*

Co o tym „syndromie Dobzhansky’ego”, niechęci do dokładnej obserwacji reakcji własnego organizmu, należy myśleć?

Arystoteles twierdził, że „ludzie posiadają bardzo złożoną formę zwaną duszą, która posiada unikatową cechę bycia świadomym o samej sobie.” Ponieważ „antyszczepiennicy” wyraźnie unikają „bycia świadomym ich własnych jestestw się zachowań”, to warto im przypomnieć, co na ten temat głosił niechciany prorok Izraela, znany w literaturze jako Jezus Nazarejski. W zakazanej przez Kościół na Soborze w Nicei w 325 roku Ewangelii Tomasza, już w 3 (4) jej logionie, znajdujemy taką oto INFORMACJĘ, wartą szerszego rozpowszechnienia – i to nie tylko wśród chrześcijan: „Jeśli poznacie samych siebie, wtedy będziecie poznani i zrozumiecie, że jesteście synami Ojca żywego. Jeśli zaś nie poznacie siebie, wtedy istniejecie w nędzy i sami jesteście nędzą.”

Przypis

Zakopane, 24 czerwiec 2020

Ot, tutaj statystyka (nie obejmująca Chin Ludowych, gdzie dokonano już 1,5 miliarda szczepień anti Covid 19) wskazująca jaki procent ludności został już zaszczepiony:


This entry was posted in genetyka bio-rozwoju, POLSKIE TEKSTY. Bookmark the permalink.

Comments are closed.